Zanim oddamy się majówkowemu lenistwu, rzućmy okiem na najważniejsze naukowe wydarzenia z ostatniego miesiąca. A działo się wiele: LIGO zarejestrowało nowe fale grawitacyjne, izraelska sonda rozbiła się na Księżycu, a uczeni z EHT pokazali pierwszy obraz czarnej dziury.

Zderzenie gwiazd neutronowych

LIGO znów zarejestrowało ślad zderzenia gwiazd neutronowych

W ostatnim czasie było dość cicho na temat projektu LIGO/Virgo i detekcji fal gra­wi­ta­cyj­nych. Cisza ta została prze­rwana w zeszłym tygodniu, gdy astro­no­mo­wie ogłosili uchwy­ce­nie nowej fali gra­wi­ta­cyj­nej. Cha­rak­te­ry­styka zare­je­stro­wa­nego sygnału sugeruje, że jego źródłem była naj­pew­niej para gwiazd neu­tro­no­wych, położona pół miliarda lat świetl­nych od Ziemi. Super­gę­ste obiekty zderzyły się ze sobą w finale żywio­ło­wego tańca, co wywołało zabu­rze­nie cza­so­prze­strzeni, którego echo dotarło do naszych detek­to­rów.

To druga detekcja fal gra­wi­ta­cyj­nych pocho­dzą­cych od gwiazd neu­tro­no­wych i piąta w ogóle (jeśli niczego nie prze­oczy­łem). Poprzed­nia, ozna­czona jako GW170817, miała miejsce w paź­dzier­niku 2017 roku. Było to istotne wyda­rze­nie, ponieważ pozwo­liło po raz pierwszy zare­je­stro­wać falę gra­wi­ta­cyjną i jed­no­cze­śnie dostrzec światło wyemi­to­wane podczas tego samego zda­rze­nia. Niestety tym razem sukces nie mógł być tak pełny, z uwagi na tym­cza­sową nie­ak­tyw­ność jednego z inter­fe­ro­me­trów. Prze­szko­dziło to uczonym w pre­cy­zyj­nym okre­śle­niu poło­że­nia źródła zaburzeń gra­wi­ta­cyj­nych, przez co tele­skopy musiały szukać błysku do pewnego stopnia na ślepo. Osta­tecz­nie udało się wyty­po­wać dwa obiekty speł­nia­jące odpo­wied­nie kryteria, ale istnieje też szansa, że żadne z nich nie jest śladem inte­re­su­ją­cej nas kata­strofy. Co ciekawe o odkryciu nie infor­muje ofi­cjalna strona LIGO, a twit­te­rowy profil odsyła do astronomy.com.

Hayabusa 2 zbombardowała planetoidę

Hayabusa 2 wybiła w planetoidzie krater

Tym­cza­sem Hayabusa 2 kon­ty­nu­uje bodaj naj­bar­dziej eks­cy­tu­jącą z aktu­al­nych misji kosmicz­nych. Gdy ostatnio was infor­mo­wa­łem o jej postę­pach, 21 lutego sonda wykonała niełatwy manewr lekkiego muśnię­cia powierzchni pla­ne­to­idy Ryugu. 5 kwietnia Japoń­czycy przy­stą­pili do kolej­nego etapu, wyma­ga­ją­cego jeszcze większej ekwi­li­bry­styki. Urzą­dze­nie wypu­ściło nie­wielki, dwu­ki­lo­gra­mowy ładunek wybu­chowy (Small Carry-on Impactor), który eks­plo­do­wał tuż nad piasz­czy­stym rejonem wybi­ja­jąc krater o średnicy 10 metrów. Zgodnie z planem dopro­wa­dziło to do wyrzu­ce­nia w prze­strzeń głęb­szych warstw skalnych, które następ­nie prze­chwy­ciła orbi­tu­jąca sonda. Za jakiś czas Hayabusa 2 podejmie próbę kolej­nego krót­ko­trwa­łego kontaktu z pla­ne­to­idą – w miejscu świeżo wybitego krateru. Po tym wszyst­kim, pod koniec tego roku, duma japoń­skiej astro­nau­tyki z uni­ka­to­wymi próbkami na pokła­dzie obierze kurs na Ziemię. Szcze­gó­łami ostat­niej operacji JAXA podzie­liła się na swojej witrynie.

Uszkodzone DNA

Biolodzy z UJ opracowali metodę wykrywania uszkodzeń DNA

Łańcuchy DNA zde­cy­do­wa­nie nie są tworami trwałymi. Helisy bez przerwy ulegają uszko­dze­niom, prze­rwa­niom i pęk­nię­ciom. Na szczę­ście ewolucja zabez­pie­czyła się przed tym zja­wi­skiem wykształ­ca­jąc mecha­ni­zmy napraw­cze, które w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści przy­pad­ków bły­ska­wicz­nie łatają powstałe defekty. Współ­cze­śni biolodzy dość dobrze orien­tują się w tym co i jak reperuje DNA, ale szcze­góły tego procesu wciąż są tematem dyskusji. Jednym z więk­szych i prak­tycz­nych kłopotów pozo­sta­wał sposób loka­li­zo­wa­nia powsta­łych uszko­dzeń, zwłasz­cza poje­dyn­czych i drob­niej­szych.

Wyzwanie podjął kra­kow­ski kwartet w składzie: Mag­da­lena Kordon, Kamil Solar­czyk, Jerzy Dobrucki i Mirosław Zarębski. Naukowcy prze­ko­nują, że opra­co­wane przez nich narzę­dzie STRIND (ang. Sen­si­Tive Reco­gni­tion of Indi­vi­dual DNA Ends) wypełni tę lukę i roz­po­częli pro­ce­durę paten­tową. Metoda opiera się o detekcję nowych wolnych końcówek nici DNA, które powstają przy jej prze­rwa­niu helisy. Dokładne zlo­ka­li­zo­wa­nie wady może przy­nieść ogrom korzyści nie tylko w dia­gno­styce chorób gene­tycz­nych, ale także w ramach inży­nie­rii gene­tycz­nej – nie wyklu­cza­jąc robiącej furorę metody CRISPR/Cas9. Więcej na temat wyna­lazku swoich pra­cow­ni­ków napisała strona Uni­wer­sy­tetu Jagiel­loń­skiego.

Ostatnie zdjęcie misji Beresheet.

Lądownik Beresheet rozbił się na Księżycu

Ostatnio wszyscy mają ogromne parcie na Księżyc. W styczniu lądo­wa­nie na Srebrnym Globie zaliczył chiński próbnik Chang’e 4, latem wystar­tuje indyjska wyprawa Chan­dray­aan 2, zaś dwa tygodnie temu swoje ambicje pró­bo­wała zma­te­ria­li­zo­wać izra­el­ska misja Bere­sheet (od hebraj­skiego Na początku). Nie­wielka sonda została wynie­siona w prze­strzeń na pokła­dzie rakiety Falcon 9 i po ponad dwu­mie­sięcz­nym orbi­to­wa­niu wokół Ziemi, na początku kwietnia ruszyła w kierunku naszego natu­ral­nego satelity. Wszystko szło zgodnie z planem aż do finału, który nastąpił 11 kwietnia. Podczas zbli­ża­nia się do powierzchni, na dwie minuty przed samym kon­tak­tem, główny silnik odmówił posłu­szeń­stwa. Podjęto próbę odzy­ska­nia kontroli, jednak było już za późno na wpro­wa­dze­nie korekty, przez co Bere­sheet zano­to­wał bardzo twarde lądo­wa­nie. Powyższe zdjęcie jest ostatnim jakie otrzy­ma­li­śmy przed zerwa­niem łącz­no­ści. Choć było bardzo blisko, Izrael nie stał się czwartym państwem, które z pełnym sukcesem sięgnęło powierzchni Srebr­nego Globu. Więcej o misji pisano na space.com.

Jerzy Zięba z zarzutami

Postawiono zarzuty znachorowi Jerzemu Z.

Teraz dobra wia­do­mość z frontu walki z pseu­do­nauką. Kilka dni temu do siedziby firmy Visanto weszła policja. Sto­ją­cemu na jej czele Jerzemu Ziębie oraz jego wspól­ni­kom pro­ku­ra­tura posta­wiła zarzut bez­praw­nego handlu środkami far­ma­ceu­tycz­nymi. Jeśli wierzyć prasie, na handlu różnymi fał­szy­wymi medy­ka­men­tami, ziołami, wita­mi­nami (osła­wioną lewo­skrętną witaminą C) i struk­tu­ry­za­to­rami wody – naj­czę­ściej po kom­plet­nie nie­uza­sad­nio­nych cenach – zło­to­usty biz­nes­men miał zarobić ponad 23 miliony złotych. Zależnie od prze­biegu procesu, grozi mu do dwóch lat pozba­wie­nia wolności.

Na szczę­ście dla znachora zarzuty dotyczą wyłącz­nie jego dzia­łal­no­ści biz­ne­so­wej. Jak na razie polski wymiar spra­wie­dli­wo­ści nie jest zain­te­re­so­wany samą szko­dli­wo­ścią pseu­do­me­dycz­nej dzia­łal­no­ści inży­niera. Jerzy Zięba od lat promuje róż­no­ra­kie pseu­do­te­ra­pie, jak leczenie raka witaminą C lub pestkami moreli; walka z twar­dziną układową za pomocą ćwiczeń odde­cho­wych, czy powięk­sza­nie piersi przez hipnozę. Przede wszyst­kim jednak znachor znie­chęca spo­łe­czeń­stwo do lekarzy, czynnie wspie­ra­jąc ruch pro­epi­de­mi­ków oraz odra­dza­jąc kla­syczne metody leczenia (w tym che­mio­te­ra­pię). Więcej o początku końca autora Ukrytych terapii prze­czy­ta­cie na co drugim portalu.

Egzoplanety z układu HD 21749

TESS odkrył egzoplanetę najbliższą rozmiarami Ziemi

Obcho­dzący swoją pierwszą rocznicę teleskop kosmiczny TESS przy­słu­żył się już zare­je­stro­wa­niem niemal 400 nowych planet poza­sło­necz­nych. Do naj­cie­kaw­szych obser­wa­cji bez wąt­pie­nia należy zaliczyć trwającą od stycznia analizę okolic gwiazdy HD 21749. Czerwony karzeł leży 53 lata świetlne od Ziemi i okrążają go co najmniej dwa globy. Pierwszy to HD 21749b, gazowy olbrzym okre­ślany jako planeta sub­nep­tu­nowa, o masie 23 Ziem. Drugi, o ozna­cze­niu HD 21749c, jest ska­li­stym światem o znacznie skrom­niej­szych gaba­ry­tach i wzbudził niemałe pod­nie­ce­nie wśród astro­no­mów. Prze­pro­wa­dze­nie dokład­nego pomiaru tak małych obiektów nigdy nie jest łatwe, ale jeżeli przy­pusz­cze­nia są pra­wi­dłowe, mamy do czy­nie­nia z planetą naj­bar­dziej przy­po­mi­na­jącą Ziemię spośród wszyst­kich dotąd pozna­nych ciał poza­sło­necz­nych. Mowa jednak tylko o podo­bień­stwie pod względem roz­mia­rów. Na razie nie wiemy za wiele o panu­ją­cych na jej powierzchni warun­kach, ale z uwagi na nie­wielką odle­głość od swojej gwiazdy (zaledwie kilka milionów kilo­me­trów), niemal na pewno panują tam pie­kielne tem­pe­ra­tury. Tak czy inaczej, odkrycie każdej kolejnej drobnej planety ska­li­stej, wciąż stanowi nie lada sztukę i wyda­rze­nie warte odno­to­wa­nia. Ory­gi­nalną publi­ka­cję zespołu Diany Dragomir znaj­dzie­cie na łamach Astro­phy­si­cal Journal.

Odbyła się pierwsza komercyjna i (prawie) w pełni udana misja Falcona Heavy

Pewnie pamię­ta­cie dzie­wi­czy lot Falcona Heavy z lutego poprzed­niego roku. W ramach testu, naj­więk­sza rakieta Elona Muska wyniosła wtedy w prze­strzeń Teslę Roadster z posa­dzo­nym za kie­row­nicą mane­ki­nem o imieniu Starman. Drugi start super­cięż­kiej maszyny zapla­no­wano na 11 kwietnia z Centrum Kosmicz­nego im. Kennedy’ego, jednak przez silne wiatry i fatalne warunki pogodowe osta­tecz­nie odbył się on dobę później. Tym razem ładunek stanowił satelita tele­ko­mu­ni­ka­cyjny sau­dyj­skiego koncernu Arabsat. Oczy­wi­ście dla fanów astro­nau­tyki i pra­cow­ni­ków SpaceX, naj­waż­niej­sze było pytanie, czy tym razem uda się odzyskać wszyst­kie trzy boostery. Rok temu atmos­ferę sukcesu zepsuł ostatni etap misji. Podczas gdy dwa boczne człony rakiety z gracją osiadły na flo­rydz­kich Landing Zone, człon cen­tralny nie trafił w pły­wa­jącą plat­formę Of Course I Still Love You i wpadł do oceanu. 

Tym razem triumf był jeszcze bliższy. Zarówno człony boczne jak i cen­tralny, bez­pro­ble­mowo osiadły na wyzna­czo­nych lądo­wi­skach. Pech przy­szedł nieco później. Z uwagi na sztorm, SpaceX nie wysłało ludzi, którzy zabez­pie­czy­liby pokład OCISLY. Zgodnie z naj­czar­niej­szym sce­na­riu­szem, olbrzy­mie fale roz­bu­jały plat­formę na tyle aby zachwiać głównym członem Falcona i strącić go do oceanu. Chcia­łoby się rzec: do trzech razy sztuka. Pol­sko­ję­zyczną relację z samego startu znaj­dzie­cie u Flo­ry­dziaka, nato­miast o pechowej utracie środ­ko­wego boostera prze­czy­ta­cie na theverge.com.

Homo luzonensis

Na Filipinach odkryto gatunek Homo luzonensis

Drzewo gene­alo­giczne naszego gatunku ciągle się rozrasta. W grocie Callao na fili­piń­skiej wyspie Luzon naukowcy natra­fili na szczątki osob­ni­ków nie­zna­nego dotąd gatunku. O Homo luzo­nen­sis nie potra­fimy na razie powie­dzieć zbyt wiele, poza tym, że byli znacznie mniejsi od czło­wieka współ­cze­snego i zamiesz­ki­wali połu­dniową Azję 750–50 tys. lat temu. O ist­nie­niu w tym regionie innego hominida zaczęto mówić już w 2007 roku, gdy zna­le­ziono nie­ty­pową kość śród­sto­pia pocho­dzącą sprzed 67 tys. lat (podczas gdy Homo sapiens zjawił się na wyspie nie wcze­śniej niż 40 tys. lat temu). Było to jednak zde­cy­do­wa­nie za mało aby ogłosić odkrycie. Tym razem eks­pe­dy­cja pod kie­row­nic­twem Florenta Détroita z Muséum National d’Histoire Natu­relle odkopała 12 frag­men­tów kości, pocho­dzą­cych naj­praw­do­po­dob­niej od trzech różnych osob­ni­ków. Arche­olo­dzy twierdzą, że szczątki wykazują poje­dyn­cze cechy mor­fo­lo­giczne dostrze­żone u innych gatunków z rodzaju Homo (zwłasz­cza Homo flo­re­sien­sis i Homo sapiens), jednak ogólna kom­bi­na­cja zde­cy­do­wa­nie wskazuje na nowy gatunek. Taką kon­klu­zję można znaleźć w ofi­cjal­nej publi­ka­cji na łamach Nature.

Obraz Saggitarius A*.

EHT zaprezentował pierwszy w dziejach obraz czarnej dziury

Na koniec to, o czym wszyscy wszędzie pisali, czyli długo wycze­ki­wane wyniki pracy Event Horizon Tele­scope. Projekt współ­two­rzyło osiem radio­te­le­sko­pów roz­rzu­co­nych po całej Kuli Ziem­skiej, które przez kilka lat gro­ma­dziły całe peta­bajty danych. Pier­wot­nie rezul­taty obser­wa­cji miały zostać pokazane pod koniec 2018 roku, ale analiza i obróbka mate­riału okazały się znacznie większym wyzwa­niem niż począt­kowo zakła­dano. W końcu jednak docze­ka­li­śmy się. Podczas kon­fe­ren­cji 10 kwietnia Sheperd Doeleman obwie­ścił: “Mamy pierwszy obraz czarnej dziury. To nie­zwy­kły wyczyn naukowy dokonany przez zespół ponad 200 naukow­ców”. Pewne zasko­cze­nie stanowił wybór poka­za­nego obiektu. Aż do ostat­niej chwili spo­dzie­wano się obrazu Sagit­ta­riusa A* – cen­tral­nej czarnej dziury Drogi Mlecznej. Zde­cy­do­wano się jednak na upu­blicz­nie­nie sylwetki drugiego z z branych pod uwagę potworów – super­ma­syw­nej czarnej dziury zale­ga­ją­cej w jądrze odda­lo­nej 54 mln lat świetl­nych galak­tyki M87.

Pokazana ilu­stra­cja migiem obiegła media i stała się zja­wi­skiem popkul­tu­ro­wym. Mimo, że walory este­tyczne obrazu M87 pozo­sta­wiają wiele do życzenia, pierwszy naoczny ślad hory­zontu zdarzeń oko­lo­nego roz­pa­loną materią słusznie działa na wyobraź­nię. Nie wolno też zapo­mi­nać, że EHT nie kończy pracy, lecz dopiero ją zaczyna. Za jakiś czas otrzy­mamy obiecany obraz Sagit­ta­riusa A*, zaś sam projekt będzie stale roz­bu­do­wy­wany i nakie­ro­wy­wany na kolejne obiekty – nie tylko czarne dziury. Można powie­dzieć, że jesteśmy świad­kami otwarcia kolej­nego roz­działu w historii radio­astro­no­mii. Więcej infor­ma­cji na ten temat znaj­dzie­cie oczy­wi­ście na ofi­cjal­nej stronie eventhorizontelescope.org. Z kolei na Kwantowo możecie zapoznać się z roz­mia­rami czarnej dziury w M87, a także prze­czy­tać wywiad z Maciejem Wiel­gu­sem, który oso­bi­ście brał udział w wali­da­cji danych z EHT.

Z kolejnym prze­glą­dem naj­waż­niej­szych wia­do­mo­ści ze świata nauki przybędę do was, jak zwykle, na początku kolej­nego miesiąca.

  • Krystyna

    Dobrze, źe zajeto sie dzia­łal­no­ścią Zieby.Ale kto zajmie sie mnostwem bez­u­źy­tecz­nych suple­men­tow diety sprze­da­wa­nych w aptekach.Wyroby Her­ba­polu powinny zająć miejsce tych suplementow.Tymczasem podobno UE zamierza ogra­ni­czyć pro­duk­cje Her­ba­polu.

    • Michał Skichał

      A ja nie rozumiem podstaw prawnych pro­ku­ra­tury. To, co sprze­daje ten pan to co najwyżej suple­menty diety, produkty spo­żyw­cze a nie leki. W każdym razie trzymam kciuki za pro­ku­ra­turę.

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        On sprze­daje pre­pa­raty zare­je­stro­wane jako suple­menty, ale rekla­muje je i opisuje na opa­ko­wa­niach tak, jakby chodziło o leki. Ta nie­zgod­ność była powodem wsz­czę­cia postę­po­wa­nia.

      • Michał Skichał

        Dziękuję za wyja­śnie­nie

  • Radek Kosa­rzycki

    W kwestii Homo luzo­nen­sis warto wspo­mnieć o tym, że Homo flo­re­sien­sis to też sto­sun­kowo nowy nabytek — szczątki siedmiu przed­sta­wi­cieli tego gatunku (żyjące 50–95 tysięcy lat temu) odkryto na… indo­ne­zyj­skiej wyspie Flores też sto­sun­kowo niedawno — w 2003 roku. Swoją drogą Człowiek z Flores to taki trochę hobbit — 25–30 kg masy ciała i wzrost do jednego metra.

  • Teresa

    Tak w temacie detekcji fal gra­wi­ta­cyj­nych — zasta­na­wia mnie, czy prędkość z jaką roz­cho­dzi się fala gra­wi­ta­cyjna (prędkość światła) może mieć związek z hipo­te­tycz­nym nie­od­kry­tym jak dotąd pozba­wio­nym masy gra­wi­to­nem (porów­nu­jąc: foton — kwant światła, grawiton — kwant siły gra­wi­ta­cyj­nej). Teoria gra­wi­ta­cji kwan­to­wej powinna ponoć zuni­fi­ko­wać wszyst­kie znane oddzia­ły­wa­nia. Czy ewen­tu­alne odkrycie gra­wi­tonu potwier­dzi­łoby ową teorię. Czy z kolei teoria pętlowej gra­wi­ta­cji kwan­to­wej (czyli jak dobrze rozumiem skwan­to­wa­nie zarówno prze­strzeni jak i czasu) jako próba połą­cze­nia mecha­niki kwan­to­wej z ogólną teorią względ­no­ści jest dobrym roz­wi­nię­ciem tego tematu. Czy ja w ogóle pra­wi­dłowo rozumuję w tym temacie.

    • BloodMan

      “prędkość z jaką roz­cho­dzi się fala gra­wi­ta­cyjna” … oso­bi­ście nie rozumiem z jakiego powodu miałoby w ogóle istnieć ogra­ni­cze­nie FG do pręd­ko­ści światła. Wiem że wzory mówią że to niby blisko pręd­ko­ści światła, z drugiej strony gra­wi­ta­cja robi nie­moż­liwe zagi­na­jąc światło…

      “Czy ewen­tu­alne odkrycie gra­wi­tonu potwier­dzi­łoby ową teorię” — możliwe, ale raczej nie odkry­jemy gra­wi­tonu. Gdzieś czytałem że próba byłaby kosmicz­nie nie­moż­liwa, a wykryć przy­pad­kiem… przy­pad­kiem to można co najwyżej w ciążę zajść. 😉

      “teoria pętlowej…” dobrym roz­wi­nię­ciem jest, oczy­wi­ście — szkoda że to ciągle spe­ku­la­cje i jakoś chyba wolę OTW osobno.

      “Czy ja w ogóle pra­wi­dłowo rozumuję w tym temacie.” — tego nie wiem 🙂 — ale pytania zadane z sensem.

      • Michał Skichał

        Pozwolę pokusić się o pewne łopa­to­lo­giczne, czysto ama­tor­skie, rozu­mo­wa­nie. Nie wiem, na ile jest ono upraw­nione, a na ile jest zwykłą fantazją. Mia­no­wi­cie, teoria względ­no­ści mówi nam, że infor­ma­cja nie może roz­cho­dzić się szybciej, aniżeli wynosi prędkość światła w próżni. Fale gra­wi­ta­cyjne są jakąś infor­ma­cją, cho­ciażby rozumieć ją tak, że mówią nam o tym, że dwie czarne się zderzyły. Zatem skoro Einstein ma rację, a potwier­dza to wiele doświad­czeń, zatem fale gra­wi­ta­cyjne nie mogą być szybsze. A może się jednak mylę? Z drugiej strony, czy możemy utoż­sa­miać fale gra­wi­ta­cyjne z samą gra­wi­ta­cją, tzn. z oddzia­ły­wa­niem gra­wi­ta­cyj­nym? Moim skromnym zdaniem: nie. To są odrębne rzeczy.… zatem sama gra­wi­ta­cja wciąż mogłaby oddzia­ły­wać szybciej niż światło he he… a może jednak się mylę?

      • BloodMan

        Ja gene­ral­nie uważam że w którymś momencie OTW jest jakiś deli­katny błąd (bra­ku­jący składnik, stała, czy jak to nazwać) i ma to prze­ło­że­nie na resztę obliczeń.

        A więc np. czas jaki upłynął od wiel­kiego wybuchu (BB). Skoro niby wiemy że BB był 13,7 mld lat temu bo tyle leci do nas światło…
        …no ale z drugiej strony mamy coś takiego, o czym niedawno się dowie­dzie­li­śmy, jak roz­sze­rza­nie się cza­so­prze­strzeni — oraz że nastę­puje to coraz szybciej.
        (nie zgubiłeś się?)
        I teraz tak, powiedzmy że foton sobie leci leci leci i coś go “pcha” lub raczej “ciągnie” (a może właśnie pcha ciemna energia — nieważne) — ważne w tym wszyst­kim jest pytanie na ile wierzyć “czasowi” czegoś co nie­ustan­nie przy­spie­sza nie wiedząc dokład­nie ILE oraz OD KIEDY oraz jaki był STAN począt­kowy.
        Wbrew pozorom to jest ważne, bo opieramy obli­cze­nia na pod­sta­wie prze­su­nię­ciu ku czer­wieni oraz błysków pulsarów i innych dziwnych obiektów (tak, wiem, kolo­kwia­li­zuję) oraz na pro­mie­nio­wa­niu tła.
        Chyba że ja gdzieś zrobiłem błąd w procesie myślowym.

        “Z drugiej strony, czy możemy utoż­sa­miać fale gra­wi­ta­cyjne z samą gra­wi­ta­cją, tzn. z oddzia­ły­wa­niem gra­wi­ta­cyj­nym? Moim skromnym zdaniem: nie.” No właśnie, moim zdaniem też nie.
        W dodatku zna­la­złem infor­ma­cję że fale gra­wi­ta­cyjne są szybsze niż światło:

        “Do niedawna odpo­wiedź na to pytanie ogra­ni­cza­łaby się do stwier­dze­nia, że roz­cho­dze­nie się oddzia­ły­wań gra­wi­ta­cyj­nych (w tym fal gra­wi­ta­cyj­nych) dokład­nie z pręd­ko­ścią światła c jest jednym z pod­sta­wo­wych wniosków z Ogólnej Teorii Względ­no­ści, a teorię tę prze­te­sto­wa­li­śmy na wiele sposobów. Sytuację tę zmienia ogło­szona przed mie­sią­cem pierwsza bez­po­śred­nia detekcja fal gra­wi­ta­cyj­nych. Dwa detek­tory odległe o 3002km zmie­rzyły sygnał ze względ­nym opóź­nie­niem około 7 mili­se­kund. Gdyby kierunek roz­cho­dze­nia się fali był rów­no­le­gły do prostej łączącej te detek­tory, otrzy­ma­li­by­śmy prędkość (3002km)/(7ms)≃1.4c. Uwzględ­nia­jąc moż­li­wość braku rów­no­le­gło­ści stwier­dzamy, że 1.4c jest obecnie górną granicą eks­pe­ry­men­talną na prędkość roz­cho­dze­nia się zaob­ser­wo­wa­nego sygnału.”

        …źródło w kolejnym poście, bo disqus lubi dawać do mode­ra­cji albo wycinać za spam …

      • Michał Skichał

        Pewnie znowu mi się oberwie, że za dużo, że TLDR… no cóż,…

        A więc np. czas jaki upłynął od wiel­kiego wybuchu (BB). Skoro niby wiemy że BB był 13,7 mld lat temu bo tyle leci do nas światło…

        Nie, nie, nie. BB miał miejsce 13.7 mld lat temu, ale “światło z BB” tyle czasu do nas nie leci. Leci znacznie dłużej, bowiem…

        mamy coś takiego, o czym niedawno się dowie­dzie­li­śmy, jak roz­sze­rza­nie się cza­so­prze­strzeni

        Niedawno, bo w 1921 roku. Wtedy to Edwin Hubble oznajmił wszem i wobec, że galak­tyki się “od nas” oddalają. Fakt ten teoria względ­no­ści inter­pre­tuje właśnie jako roz­sze­rza­nie się wszech­świata, że to nie galak­tyki uciekają, a więc poru­szają się, tylko że przybywa między nimi pustej prze­strzeni. I jak wynika z pomiarów empi­rycz­nych, na każdy mega­par­sek kosmosu tej nowej prze­strzeni przybywa w tempie ok. 70 km/s.

        A że pomiary stałej Hubble‘a dają ciut inne wyniki, jeżeli mierzymy ją w pro­mie­nio­wa­niu tła (np. misja Planck), a inne, jeżeli mierzymy ją w zja­wi­skach astro­no­micz­nych bli­skiego i dalszego kosmosu (np. socze­kwo­wa­nie gra­wi­ta­cyjne kwazarów, średnia z pomiarów wielu cefeid), to może to wynikać z dwóch przyczyn: błędów pomiarów, bądź z różnicy w tym, jaka była stała Hubblea kiedyś, a jaka jest dziś (w naszym lokalnie obser­wo­wa­nym kosmosie). I przy­chy­lamy się ku tej drugiej opcji. Zresztą już z końcem lat 90. pojawiły się dane empi­ryczne (pomiary odle­głych super­no­wych) suge­ru­jące, że tempo eks­pan­sji wszech­świata “ostatnio” wzrosło. Za to odkrycie w 2011 roku przy­znano Nagrodę Nobla. Ale — tu taka cie­ka­wostka — później repli­ko­wano te badania, na pod­sta­wie których przy­znano tego Nobla i… nie potwier­dzono wyników ha ha ha. Czyli że Nobla powinni odebrać! Nie znam innego takiego osią­gnię­cia, kiedy by przy­znano Nobla za wyniki, jakie później nie zyska­łyby potwier­dze­nia w repi­ka­cjach 😀 Artykuł z tą repli­ka­cją, o tytule “Marginal evidence for cosmic acce­le­ra­tion from Type Ia super­no­vae” ukazał się w Nature i dziś chyba ma nawet otwarty dostęp (w każdym razie, jak to z tekstami z fizyki bywa, w arxiv.org to na pewno jest za free).

        Niemniej jednak wydaje się, że mamy więcej dowodów na to, że tempo przy­by­wa­nia tej pustej prze­strzeni jest dziś większe, niż kiedyś… oczy­wi­ście to “kiedyś” lokujemy w czasie po inflacji. Tzn. historia miałaby taką postać: BB, inflacja, kosmos się “nor­mal­nie” roz­sze­rza, kosmos zaczyna roz­sze­rzać się szybciej niż “nor­mal­nie”…

        Zatem, skoro prze­strzeni cały czas przybywa i przybywa, to “światło z BB”, choć powstało 13,7 mld lat temu, leci do nas dłużej, niż te 13 mld lat, ponieważ droga od “miejsca” BB do “nas” nie­ustan­nie się wydłuża. W dodatku w ostatnim czasie wydłuża się ta droga szybciej, niż kiedyś.

        I teraz tak, powiedzmy że foton sobie leci leci leci i coś go “pcha” lub raczej “ciągnie” (a może właśnie pcha ciemna energia — nieważne)

        O ile mi wiadomo, fotonu nic nie ciągnie ani nic go nie pcha. Nie ma silnika z tyłu ani ciągnika z przodu. Jako zjawisko falowe, fala elek­tro­ma­gne­tyczna nie potrze­buje żadnego ośrodka, aby się roz­cho­dzić — pole elek­tryczne śmiga po polu magne­tycz­nym, zaś pole magne­tyczne śmiga po polu elek­trycz­nym. Foton raz wyemi­to­wany po prostu mknie, bez ustanku, aż napotka na prze­szkodę. Np. uderzy w atom. Np. atomy foto­ko­mó­rek solarów na dachu jakiegoś Zie­mia­nina. Foton może być wyemi­to­wany, może się z czymś zderzyć, może też spo­wol­nić bądź zmienić tor lotu, ale trudno mówić, aby coś go popy­chało czy ciągnęło.

        na ile wierzyć “czasowi” czegoś co nie­ustan­nie przy­spie­sza nie wiedząc dokład­nie ILE oraz OD KIEDY oraz jaki był STAN począt­kowy.

        Nie do końca wiem, jak rozumieć ten fragment. Być może po prostu zło­rze­czysz tutaj na to, że jeszcze wszyst­kiego o tym kosmosie i naturze rzeczy nie wiemy. Skoro nie wiemy, jak to jest dokład­nie z tym roz­sze­rza­niem się wszech­świata, w jakim tempie się roz­sze­rzał wcze­śniej, czy była inflacja, czy może jej nie było, kiedy w ogóle miał miejsce BB i czy w ogóle był jakiś BB, to jak w ogóle możemy „wierzyć” w to, że jakiś uczony mówi, że światło takiej to a takiej gwiazdy, które to światło widzimy dziś, leciało do nas od tej gwiazdy tyle to a tyle?

        Myślę też, że jest tutaj pewnego rodzaju nie­ści­słość doty­cząca owego czasu w cudzy­sło­wie. Otóż, nic mi nie wiadomo o tym, aby czas nie­ustan­nie przy­spie­szał. Nie sły­sza­łem, aby ktoś próbował obliczyć dokład­nie ile tego czasu przy­spie­szyło oraz od kiedy. To co się zmienia, to prze­strzeń, to prze­strzeni w kosmosie przybywa. W tym przy­padku dokład­nie wiemy, ile tej prze­strzeni w kosmosie przybywa. A to, że nie wiemy, czy BB był, czy go nie było, to cóż, fajnie, że zostało nam jeszcze coś do odkrycia. Byłoby nudno, gdybyśmy fizykę i kosmo­lo­gię mieli opra­co­waną tak, jak wła­ści­wo­ści żelaza i stopów stali. Tak przy­naj­mniej uważam. Dobrze, że fizyką kwantową i astro­no­mią nie zajmują się wyłącz­nie inży­nie­ro­wie i że naukowcy mają jeszcze coś do roboty 😉

        Myślę, że fizycy mają nie tylko jakieś “niejasne pojęcie”, że tempo roz­sze­rza­nia się wszech­świata jest dziś większe niż kiedyś, ale myślę, że mają też kon­kretne liczby, a więc, jakie to tempo było kiedyś, jakie jest teraz, kiedy nastą­piła zmiana, w każdym razie myślę, że oni to wszystko mają nie tylko w słowach, ale i w obli­cze­niach.

        Jeżeli chcesz spytać o stopień dokład­no­ści w tych wszyst­kich wyli­cze­niach, to ja również się przy­chy­lam do pytania i być może jak obaj popro­simy Pana Adama o jakiś wpis na ten temat, np. jakiś wywiad z kimś, kto oblicza te zmienne tempo roz­sze­rza­nia się wszech­świata, to być może wówczas nasza cie­ka­wość mogłaby dostać jakieś sma­ko­wite kąski na pożarcie. A może gdzieś w Sieci są jakieś kon­kretne liczby?

        W dodatku zna­la­złem infor­ma­cję że fale gra­wi­ta­cyjne są szybsze niż światło

        No więc prze­czy­ta­łem to hasło w „zapytaj fizyka” i prawdę mówiąc, nie wiem co powie­dzieć. Kiedy robi się pomiary, to wyniki pomiarów nigdy nie są jedną liczbą. Z uwagi na błędy pomiaru, wyniki podawane są zawsze w jakimś zakresie. Przy­kła­dowo, w 2002 roku badacze ogłosili, że za pomocą inter­fe­ro­me­trii (o dużej bazie, jak to zdjęcie czarnej dziury) ustalili, że prędkość gra­wi­ta­cji zawiera się w zakresie 0,8 — 1,2 pręd­ko­ści światła w próżni. Te dane następ­nie zin­ter­pre­to­wali tak, że w pełni potwier­dzają prze­wi­dy­wa­nia teorii względ­no­ści, a więc, że gra­wi­ta­cja nie szybsza jest od światła i że wła­ści­wie jej prędkość równa jest c.

        Z kolei pomiar fal gra­wi­ta­cyj­nych przez LIGO/Virgo powsta­łych z kolizji dwóch gwiazd neu­tro­no­wych ujawnił, że prędkość fal gra­wi­ta­cyj­nych zawiera się gdzieś w zakresie od -3x10^(-15) do +7x10^(-16) pręd­ko­ści światła w próżni. A więc znowu coś w zakresie nieco mniej, nieco więcej. To o tej obser­wa­cji pisze się, że fale gra­wi­ta­cyjne zare­je­stro­wano ciut wcze­śniej, niż światło z owej kolizji gwiazd neu­tro­no­wych. Gene­ral­nie zakres tych danych podany jest już w abs­trak­cie, ale cały tekst jest dostępny za darmo na stronie wydawcy (jak też i na stronie arXiv). Artykuł pt. “Gra­vi­ta­tio­nal Waves and Gamma-Rays from a Binary Neutron Star Merger: GW170817 and GRB 170817A” znaj­dziesz też po wpisaniu do google hasła “doi:10.3847/2041–8213/aa920c”. Artykuł omawia różne niuanse tych różnic między detekcją fal a detekcją światła. M.in. wspomina o tym, że dystans między nami a miejscem zde­rze­nia się owych gwiazd jest spory i że światło musiało się prze­dzie­rać nie tylko przez próżnię, ale pewnie przez różne obłoki gazu. Czyli, że naj­pew­niej napo­tkało coś, co mogło je spo­wol­nić. Tym­cza­sem fal gra­wi­ta­cyj­nych raczej nic nie spo­wal­nia.

        Zatem czy aby na pewno dane empi­ryczne mówią dobitnie, że fale gra­wi­ta­cyjne są szybsze od światła? Cóż, moim zdaniem nie. Ale pocze­kajmy, może to, co bierzemy tutaj za nie­do­kład­no­ści pomiarów w przy­szło­ści jednak wyklują się jako coś… co nie jest jednak błędem pomiaru? Z pew­no­ścią przyda się tu więcej pomiarów 😉

        Zauważ, że – jak mówi anglo­ję­zyczna Wiki­pe­dia – w teorii względ­no­ści prędkość światła w próżni nie jest po prostu pręd­ko­ścią fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej, ale czymś ogól­niej­szym, współ­czyn­ni­kiem prze­li­cza­ją­cym jed­nostki prze­strzenne na jed­nostki czasowe. Stąd mówimy, że prędkość światła w próżni jest mak­sy­malną pręd­ko­ścią, jaką poru­sza­jące się coś może osiągnąć i to w dodatku wyłącz­nie wówczas, kiedy nie będzie zależne od gra­wi­ta­cji ani nie będzie mieć masy. A takim czymś są tylko gluon i foton. Neutrino, kiedyś uważane za bez­ma­sowe, okazało się mieć jednak jakąś mini­malną masę. A grawiton – postać z bajki – teo­re­tycz­nie też mógłby być bez­ma­sowy, chyba żeby ktoś go wykrył i zmierzył, że jednak masę posiada. To byłyby dopiero jaja 😉 Ale aby w ogóle mówić o gra­wi­to­nach, musie­li­by­śmy mieć teorię gra­wi­ta­cji wyra­ża­jącą to oddzia­ły­wa­nie w skwan­to­wany sposób, tym­cza­sem teoria Ein­ste­ina, teoria gra­wi­ta­cji nie­skwan­to­wa­nej, sprawdza się dosko­nale i nic nie wróży, aby w ogóle jakaś „lepsza” teoria gra­wi­ta­cji w ogóle kie­dy­kol­wiek miałaby istnieć! Fizycy chętnie taką próbują stworzyć ze swej zwykłej próż­no­ści: chcą po prostu być lepszymi od Ein­ste­ina, chcą go obalić, bo kto tego dokona, ten będzie KIMŚ. 😉 (Zakładam, że mogę sobie pozwolić na jakieś dowcipy w swych odpo­wie­dziach).

        Z tego co mi się wydaje, to fizycy mają jedynie jeden problem z teorią względ­no­ści: jej piękny, okre­ślany przez nie­któ­rych jako “boski”, wzór, w jakim geo­me­tria = rze­czy­wi­stość fizyczna, daje się roz­wią­zać do takiej postaci, w której pojawia się oso­bli­wość. Tak, ta wstrętna oso­bli­wość czarnej dziury. W związku z tym powstaje pytanie, czy mogłaby zaist­nieć jakaś “lepsza” teoria, która by pozwa­lała obliczać wszystko tak samo, ale nie pro­wa­dziła do powsta­nia we wzorach oso­bli­wo­ści? Czyli, czy istnieje taka teoria, która pozwala na pre­cy­zyjne obli­cze­nie środka czarnej dziury bez potrzeby postu­lo­wa­nia “nie­obli­czal­nej” oso­bli­wo­ści? Jak mniemam, tego powinna dokonać hipo­te­tyczna teoria kwan­to­wej gra­wi­ta­cji… po to właśnie się próbuje takową ukuć… oprócz chęci zostania KIMŚ 😀 a może by i taka teoria coś o BB mogła powie­dzieć, bo przy roz­wa­ża­niach na temat BB też się fizyka załamuje w kolejnej oso­bli­wo­ści…

        Uff.…
        (kto to w ogóle prze­czyta?)

      • BloodMan

        Ja! ja prze­czy­tam!

        » [BloodMan] mamy coś takiego, o czym niedawno się dowie­dzie­li­śmy, jak roz­sze­rza­nie się cza­so­prze­strzeni «
        “Niedawno, bo w 1921 roku. Wtedy to Edwin Hubble oznajmił wszem i wobec, że galak­tyki się “od nas” oddalają.”
        Zabrakło mi tam w zdaniu oczy­wi­ście “coraz szybsze” oraz “udo­wod­nione”. ;p Spo­koj­nie, STW i OTW nie prze­ga­pi­łem 😉

        “Nie do końca wiem, jak rozumieć ten fragment. Być może po prostu zło­rze­czysz tutaj na to, że jeszcze wszyst­kiego o tym kosmosie i naturze rzeczy nie wiemy.”

        Inaczej (od dupy strony): jest start gdzieś w polu i meta nama­lo­wane na samo­cho­dzie i biegacz co ma niby stałe tempo (3 km/h). 3..2..1… wystar­to­wał. Ty obser­wa­tor na mecie patrzysz sobie lornetką na biegacza i jest fajnie. Gość biegnie a samochód z napisem META w którym jesteś rusza powoli i jedzie coraz szybciej.

        Skąd wiesz że cię dogonił po 13,7 kilo­me­tra nie znając miejsca/czasu startu a jedynie jego prędkość i miejsce w którym cie dogonił (meta). ;p
        I dodajemy do tego: tym bardziej że nie wiesz czy nie odpo­czy­wał po drodze, bo jak sam piszesz później:

        “i że światło musiało się prze­dzie­rać nie tylko przez próżnię, ale pewnie przez różne obłoki gazu. Czyli, że naj­pew­niej napo­tkało coś, co mogło je spo­wol­nić.”

        …no właśnie…

        “Tak, ta wstrętna oso­bli­wość czarnej dziury.”
        No i jeszcze te nie­szczę­sne kwanty co grają w kości…

        ps. tak — na żarty możesz sobie pozwolić, love that.
        ps2. no prze­czy­ta­łem.

      • Michał Skichał

        Inaczej (od dupy strony): jest start gdzieś w polu i meta nama­lo­wane na samo­cho­dzie i biegacz co ma niby stałe tempo (3 km/h). 3..2..1… wystar­to­wał. Ty obser­wa­tor na mecie

        Ach, chodzi koledze o to, że nie rozumie, jak oni to robią?

        No cóż, ja mogę powie­dzieć wyłącz­nie o pod­sta­wo­wych rachun­kach. Zatem pod­sta­wowe zasady obli­cza­nia odle­głych obiektów są sto­sun­kowo proste. Prawo Dopplera + prawo Hubble‘a + poprawki wyni­ka­jące z teorii względ­no­ści. To, do czego amator nie ma dostępu, to pomiar prze­su­nię­cia ku czer­wieni. Tu potrzebny jest na prawdę potężny teleskop, bo światło odle­głych obiektów jest mizerne. Spek­tro­metr pokaże wartość długości fali tego światła dla np. wodoru (będzie to 
        wartość już prze­su­nięta) zaś chemicy w labo­ra­to­rium zmierzą, jaką wartość długości światła wodór daje w spek­tro­me­trze, kiedy się nie oddala. Te dwie
        wartości trzeba następ­nie porównać w prostym wzorze: (wodór z tele­skopu — wodór z labo­ra­to­rium / wodór z labo­ra­to­rium). Tak rodzi się magiczny redshift, z.

        Prędkość “ucieczki” galak­tyki i odle­głość owej galak­tyki od nas oblicza się następ­nie na pod­sta­wie prawa Hubble‘a. Najpierw prędkość, na co wzór, z popraw­kami teorii względ­no­ści, jest nastę­pu­jący:

        x = (1 + z)^2
        v = c( (x-1) / (x+1) )

        Jest to prosty wzór, ale obawiam się, że korzy­sta­jąc ze czcionki, jaką tutaj dys­po­nuję, jego pełne zapi­sa­nie dopro­wa­dzi­łoby raczej do nie­czy­tel­nych nie­po­ro­zu­mień z większą liczbą nawiasów. Dlatego część wzoru wydzie­li­łem jako x. Mam nadzieję, że to sprawia, iż wzór jest bardziej czytelny. A odle­głość oblicza się już bez­po­śred­nio ze słynnego wzoru na „prędkość ucieczki”:

        v = Hr

        Oto przykład, galak­tyka z8_GND_5296, która ma redshift z = 7,51

        x = (1 + z)^2
        x = (1 + 7,51)^2
        x = 2*1 + 2*1*7,51 + 2*7,51
        x = 2 + 15,02 + 15,02 = 32,04
        v = c( (x-1) / (x+1) ) = c( 31,04 / 33,04 )
        v = c * 0,939
        v = 299 792 458 [m/s] * 0,939
        v = 281505118,062 m/s
        v = 281505,118062 km/s

        Potrze­bu­jemy zamienić m/s na km/s bowiem stała Hubble‘a zawiera właśnie km/s

        r = v/H
        r = 281505,118062 [km/s] / 70 [km/s/Mpc]
        r = 4021,5016866 Mpc
        r = 13 116 384 229,93 ly

        Zatem, choć począt­kowo mieliśmy jedynie jakiś migo­czący punkcik na niebie, docie­ramy do “punku począt­ko­wego”: jak daleko się od nas znajduje (13,1 mld lat świetl­nych) i z jaką pręd­ko­ścią się od nas oddala (0,9 pręd­ko­ści światła!). W dodatku w obli­cze­niach uwzględ­niamy fakt, że wszech­świat się roz­sze­rza. Tempo roz­sze­rza­nia się nie jest nad­zwy­czaj pre­cy­zyj­nie okre­ślone, bo stałą H ma tyle wartości, ile jest prób jej wyzna­cze­nia, choć w ostat­nich latach jakoś nad wyraz wszyst­kie te wartości są bardzo podobne do siebie. Te liczby są więc przy­bli­żone. W efekcie możemy mówić, że światło leciało do nas z tej galak­tyki 13,1 mld lat, bowiem obli­czy­li­śmy to z uwzględ­nie­niem roz­sze­rza­nia się wszech­świata.

        Weźmy na warsztat inny obiekt, GN-z11 mający redshift taki, jak mówi jego nazwa, z = 11,1

        x = (1 + 11,1)^2 = 46,4
        v = c( (x-1) / (x+1) ) = c( 45,4 / 47,4 )
        v = 299 792 458 [m/s] * 0,9578
        v = 287141216,2724 [m/s]
        v = 287141,216272 [km/s]
        r = 287141,216272 [km/s] / 70 [km/s/Mpc]
        r = 4102,01737531 Mpc
        r = 13 378 991 283,71 ly

        Zadanie domowe: podaj odle­głość do 100 kolej­nych galaktyk z katalogu z dokład­no­ścią do dwu­dzie­stego miejsca po prze­cinku, zarówno w latach świetl­nych, jak i w milach morskich.

        PS. Nie jestem fizykiem, nie stu­dio­wa­łem astro­no­mii, nie wyjdę zbyt dalej ponad to, co powyżej, jeśli idzie o racho­wa­nie odle­głych obiektów ;/

      • BloodMan

        Hm, w sumie jak Cię czytam to fak­tycz­nie wychodzi na to, że te opóź­nie­nia i ucieczki są brane pod uwagę… ale jakoś nigdzie nie jest o tym pisane… (oprócz stałej Hubble’a)

      • Michał Skichał

        Wie­dzia­łem, że się gdzieś pomy­li­łem. Ten ułamek od razu za duży mi się wydawał, no nie dodałem 1 do x przy liczeniu v. Czemu nic nie mówisz Blood? Poprawię wie­czorrm.

      • BloodMan

        Bo nie zauwa­ży­łem — napra­co­wa­łeś się, a ja przy­ją­łem że wszystko OK ;d

      • Teresa

        Jeśli fala gra­wi­ta­cyjna, czyli odkształ­ce­nie cza­so­prze­strzeni prze­miesz­cza się z pręd­ko­ścią światła, czyli inaczej mówiąc roz­cho­dzą się drgania pola gra­wi­ta­cyj­nego, a kwantem tegoż pola powinien być nie odkryty dotąd grawiton prze­no­szący oddzia­ły­wa­nie gra­wi­ta­cyjne (no bo chyba coś musi prze­no­sić to oddzia­ły­wa­nie), to czemu nie można utoż­sa­mić w jakiś sposób fali gra­wi­ta­cyj­nej z oddzia­ły­wa­niem gra­wi­ta­cyj­nym. Fala “niesie” to oddzia­ły­wa­nie lub też oddzia­ły­wa­nie roz­cho­dzi się falą. Czy może chodzi o to, aby oddzia­ły­wa­nia gra­wi­ta­cyj­nego nie mylić, czy też nie utoż­sa­miać z jakimiś fizycz­nymi wła­ści­wo­ściami fali gra­wi­ta­cyj­nej. I co tu w końcu idzie z pręd­ko­ścią światła? fala, oddzia­ły­wa­nie, czy może oba razem? No bo chyba nie może tak być, żeby fala szła szybciej niż oddzia­ły­wa­nie lub oddzia­ły­wa­nie wyprze­dzało falę?

      • Michał Skichał

        czyli inaczej mówiąc roz­cho­dzą się drgania pola gra­wi­ta­cyj­nego,

        fala gra­wi­ta­cyjna, o ile mi wiadomo, to nie są drgania jakiegoś pola, tylko samej cza­so­prze­strzeni: długości i wyso­ko­ści raz się skracają a raz roz­sze­rzają. Tunel, w którym wystrze­li­li­śmy laser w kierunku detek­tora z foto­ko­mórką raz ma 10 metrów, a raz 12 metrów. Fala gra­wi­ta­cyjna roz­cho­dzi się w cza­so­prze­strzeni, a więc te zmiany odle­gło­ści biegną też przez nic, przez próżnię kosmosu. Tamże badacz mógłby się usadowić z urzą­dze­niem pomia­ro­wym i zmierzyć te zmarszczki cza­so­prze­strzeni, choć w tym czasie nic by go nie zaczęło przy­cią­gać ani odpychać. Przecież tamże nic nie ma — aby badacza coś przy­cią­gnęło, to coś musi być masywne, bo masa rodzi gra­wi­ta­cję, a nie cza­so­prze­strzeń sama w sobie. Przy­naj­mniej ja to tak widzę.

      • Teresa

        Dziękuję za wyczer­pu­jące temat odpo­wie­dzi. Muszę teraz sobie to wszystko na spo­koj­nie prze­ana­li­zo­wać raz jeszcze.

      • BloodMan

        Hm, tutaj to sądzę (na tzw. chłopski rozum), że gra­wi­ta­cja i wykryte fale gra­wi­ta­cyjne to musi być coś innego.

        Bo teo­re­tycz­nie… (przyj­mijmy 3 wymia­rową prze­strzeń “z kulkami na cie­niut­kiej gumie”)
        bo jeśli 2 duże obiekty zakrzy­wiają prze­strzeń orbi­tu­jąc wokół wspól­nego środka masy (jak w przy­padku 2 karłów czy gwiazd neu­tro­no­wych) to one przecież non-stop wpro­wa­dzają fale gra­wi­ta­cyjne — czy też inaczej fluk­tu­acje gra­wi­ta­cji wokół siebie. Wraz ze wzrostem masy są one coraz moc­niej­sze i coraz bardziej odczu­walne nawet daleko od tych obiektów.

        Pytanie co się musiało stać żeby to było odczu­walne bardzo bardzo ale to bardzo daleko (czyli na Ziemi). Same połą­cze­nie dwóch gwiazd powinno pozostać w stanie “gra­wi­ta­cja odkształ­cona o A+B” i brak podwój­nych fal — bo już nie orbitują wokół środka masy — tylko orbitujE. I nie powinno być to zauwa­żone — tak samo jak nie zauwa­żamy żadnych fal gra­wi­ta­cyj­nych na co dzień.

        Więc jeśli połą­cze­nie 2 gwiazd neu­tro­no­wych 500 mln LY od nas dało takie pla­śnię­cie to chyba jednak nie chcie­li­by­śmy doświad­czyć połą­cze­nia MilkyWay z Andro­medą bo w centrach mamy 2 super­ma­sywne czarne dziury a jesteśmy od jednej z nich o 27900 LY 😉

    • Michał Skichał

      Prędkość fal gra­wi­ta­cyj­nych ustalono empi­rycz­nie, kiedy to dotarły do nas kon­se­kwen­cje zde­rze­nia się dwóch gwiazd neu­tro­no­wych: fale gra­wi­ta­cyjne i fotony dotarły w tym samym czasie (choć for­mal­nie najpierw wykryto fale gra­wi­ta­cyjne, zaś elek­tro­ma­gne­tyczne dopiero sekundę, czy dwie potem — piszę o tym, bowiem właśnie tę roz­bież­ność chętnie akcen­to­wała prasa, zatem być może właśnie ta roz­bież­ność łatwiej pomoże przy­po­mnieć sobie donie­sie­nia prasowe na ten temat i datę, kiedy tego dokonano). Zgaduję, że tok rozu­mo­wa­nia mógłby być nastę­pu­jący: gdyby gra­wi­ta­cja była zja­wi­skiem cał­ko­wi­cie odmien­nym od kor­pu­sku­larno-falowej istoty energii, materii oraz pozo­sta­łych oddzia­ły­wań, to przecież nic nie stałoby na prze­szko­dzie, aby fale gra­wi­ta­cyjne miały inną, w szcze­gól­no­ści większą, prędkość w porów­na­niu do pręd­ko­ści światła w próżni. Kto wie, być może nawet mogłyby mieć fale gra­wi­ta­cyjne prędkość nie­skoń­czoną, nie­ob­ser­wo­walną i nie­wy­li­czalną, a mam tu na myśli, że gra­wi­ta­cja mogłaby być nawet oddzia­ły­wa­niem natych­mia­sto­wym, jak chciał Newton, a nie ogra­ni­czo­nym w swej pręd­ko­ści, jak chciał Einstein. Tym­cza­sem okazuje się, że naj­wy­raź­niej prędkość roz­cho­dze­nia się fal gra­wi­ta­cyj­nych nie jest większa od pręd­ko­ści światła w próżni, co najwyżej może być równa pręd­ko­ści światła. A skoro tak, to być może prędkość roz­cho­dze­nia się fal gra­wi­ta­cyj­nych mogłaby podlegać podobnym ogra­ni­cze­niom, jak prędkość światła, a więc — być może — gra­wi­ta­cja mogłaby mieć jednak podobną naturę, jak inne oddzia­ły­wa­nia, a więc — być może — mogłaby też być prze­no­szona przez jakieś cząstki. Załóżmy w uprosz­cze­niu, że takie cząstki to po prostu kulki, im więcej ważą, tym mniejszą mają prędkość, z wyjąt­kiem fotonów o masie zerowej… i być może owych gra­wi­to­nów, które — jakby z tego wynikało — też musia­łyby mieć zerową masę. Niestety Pani Tereso, pojęcia bladego nie mam, czy takie rozu­mo­wa­nie jest w ogóle upraw­nione. Być może czegoś tutaj nam brakuje, aby wyklu­czyć moż­li­wość “gra­wi­to­no­wej” inter­pre­ta­cji. W każdym razie to, że fale gra­wi­ta­cyjne istnieją, oraz że poru­szają się z jakąś skoń­czoną pręd­ko­ścią, wynika wprost z teorii względ­no­ści, a ta jest raczej “anty­gra­wi­to­nowa” w swej naturze.

      To, jak ja rozumiem łączenie fizyki kwan­to­wej z nie­kwan­tową gra­wi­ta­cją Ein­ste­ina oraz uni­fi­ka­cję wszyst­kich oddzia­ły­wań, to tak, że nie chodzi tutaj o opis naszej rze­czy­wi­sto­ści, w jakiej ist­nie­jemy, oraz jaką jest obser­wo­walny przez nas kosmos, zatem teoria ta nie byłaby nam pomocna np. do jeszcze dokład­niej­szego obli­cze­nia orbity Mer­ku­rego. Mam wrażenie, że chodzi tutaj o teorię jednego, bardzo szcze­gól­nego rodzaju rze­czy­wi­sto­ści: oso­bli­wo­ści czarnej dziury, oraz oso­bli­wo­ści wiel­kiego wybuchu. To w tych punk­to­wych miej­scach, w tych oso­bli­wo­ściach zachodzi kom­pre­sja materii i energii tak znaczna, że nie może ona istnieć w takiej postaci, pod jaką są one nam znane, ale musi prze­mianą fazową prze­isto­czyć się w coś zupełnie nam nie­zna­nego, zatra­ca­jąc “znaną” nam fizykę i scalając wszyst­kie oddzia­ły­wa­nia w jakieś wyj­ściowe, ogólne, uni­wer­salne, jedno “super-oddzia­ły­wa­nie”. Z takiej per­spek­tywy nie rozumiem, jak detekcja fal gra­wi­ta­cyj­nych mogłaby tutaj pomóc teo­re­ty­kom od uni­fi­ka­cji… z jednym wyjąt­kiem: jeżeli fale gra­wi­ta­cyjne mają prędkość światła, to empi­ryczne stwier­dze­nie tego faktu wyrzuca do kosza wszyst­kie teorie, jakich prze­wi­dy­wa­nia głosiły, że fale gra­wi­ta­cyjne mają inne pręd­ko­ści, bądź że są np. nie­skoń­czone.

  • ot-to Hhh

    (komen­tarz do usu­nię­cia przez admina)

    “obrazu M87 pozo­sta­wiają wiele do zna­cze­nia,” pewnie ma być: życzenia

  • Bernard Jagla

    Jeśli chodzi o start drugiej rakiety Falcon Heavy to wkradła się pewna nie­ści­słość. Od pierw­szego testo­wego lotu tej rakiety minęło rok i dwa miesiące a nie jak pisze Autor- dwa miesiące. Pierwszy start nastąpił w lutym 2018r. Nie­ści­sła jest również infor­ma­cja o cen­tral­nym członie który wylą­do­wał na barce, owszem został on prze­wró­cony przez wysokie fale ale nie wpadł do oceanu tylko przy­pły­nął uszko­dzony do portu na jej pokła­dzie.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie skąd wzięła się ta omyłka, przecież sam rela­cjo­no­wa­łem tutaj dzie­wi­czy start Falcona Heavy w zeszłym roku. 😉 Ale co do prze­wró­ce­nia cen­tral­nego członu, lin­ko­wany tekst zawiera takie zdanie: “SpaceX suc­cess­fully landed the center core of its Falcon Heavy rocket on a drone ship last week, but the vehicle acci­den­tally fell into the ocean while in transit to the Florida coast”. Z kolei na jednej z polskich stron: “Gdy do plat­formy zbliżył się statek z pra­cow­ni­kami SpaceX, wysokość fal wynosiła 2,5–3 m. Wywołały one tak duże prze­chy­le­nie barki, że nie­przy­mo­co­wany do niej odpo­wied­nio człon prze­wró­cił się i wpadł do wody”.

      Jako, że booster w końcu wrócił do portu, to zakładam, że jednak się prze­wró­cił i wpadł do oceanu, ale został odło­wiony.

  • Borygo

    Izra­el­ski lądownik nie poleciał zgodnie z planem. Już w prze­strzeni miał kilka zna­czą­cych pro­ble­mów tech­nicz­nych i miał opóź­nie­nie w osią­gnię­ciu zakła­da­nej orbity przej­ścio­wej. Póź­niej­sze problemy dopro­wa­dziły do rozbicia się lądow­nika. Ogólnie jeśli chodzi o pierwszą misję kraju to sukcesem było, że lądownik jednak działał i coś tam potrafił zrobić. Niestety brak doświad­cze­nia w budowie takich obiektów odbił się głębokim kraterem na księżycu.

×