Czytaj dalej

Mimo, że kosmos to z zasady niezwykle dynamiczne miejsce, układ gwiazd na nieboskłonie wydaje się wieczny i stabilny.

Krótko. W komen­ta­rzu pod jednym z tekstów pojawiła się nastę­pu­jąca wąt­pli­wość: “Jak możemy widzieć od tysięcy lat ten sam układ gwiazd? Przecież, według nauki Ziemia wiruje, krąży wokół Słońca, a cały Układ Sło­neczny pędzi z pręd­ko­ścią 792 tys. km/h. Proszę o wytłu­ma­cze­nie”. W rze­czy­wi­sto­ści pozycje gwiazd pod­le­gają ciągłym zmianom, tyle że są one nie­zau­wa­żalne w ludzkiej skali czasu.

Trochę dłużej. Astro­no­mia i jej upo­śle­dzona siostra, astro­lo­gia, towa­rzy­szą czło­wie­kowi od począt­ków cywi­li­za­cji. Już sta­ro­żytni obser­wa­to­rzy nieba potra­fili odróżnić elementy wędru­jące (planety) od gwiazd stałych. Te drugie zdawały się nie zmieniać poło­że­nia względem siebie, co noc zary­so­wu­jąc bliź­nia­cze struk­tury. Wiele kultur nadawało im zna­cze­nie, wypa­tru­jąc w systemie migo­czą­cych punktów, sylwetek mitycz­nych postaci i stworzeń. Carl Sagan trafnie porównał tę zabawę do kosmicz­nego testu Rorschacha. 

W istocie, kon­ste­la­cje podzi­wiane przez współ­cze­snego miesz­kańca Kairu, nie różnią się znacząco od tego, co mogli zaob­ser­wo­wać nadworni kapłani faraonów. Mimo to wiemy dziś, że nie­zmien­ność gwiazd stałych jest tylko pozorna.

Zacznijmy od samej natury gwiazd. Nasi przod­ko­wie nie zdawali sobie sprawy, że błysz­czące plamki to odległe, potężne kule wodoru, które żyją własnym życiem. Każda z tych kul ewoluuje w tempie dyk­to­wa­nym przez zacho­dzące w jej jądrze procesy ter­mo­ją­drowe, w ciągu eonów zmie­nia­jąc swą jasność i w końcu gasnąc. Za przykład niech posłuży zdobiący nasze zimowe niebo gwiaz­do­zbiór Oriona. Naj­wy­raź­niej­sze punkty kon­ste­la­cji tworzą dwa nad­ol­brzymy: błękitny Rigel oraz czer­wo­nawa Betel­geza. Tego rodzaju utyte gwiazdy funk­cjo­nują rela­tyw­nie krótko, prze­cho­dzą dyna­miczne zmiany, i wreszcie giną jako zja­wi­skowe super­nowe. Oznacza to, że Orion niemal w każdej chwili może utracić swe lewe ramię – tworzone przez dogo­ry­wa­jącą Betel­gezę – a w ciągu następ­nych kil­ku­na­stu milionów lat zapewne zgubi też prawą stopę – Rigela.

Do tych punk­to­wych prze­ta­so­wań dochodzi nie­ustanny ruch gwiazd. W kosmosie wszystko wiruje, krąży lub w inny sposób mknie przez prze­strzeń, naj­czę­ściej z pręd­ko­ściami nie­wy­obra­żal­nymi dla zwykłego Zie­mia­nina. Nie jest tajem­nicą, że Słońce to pyłek w jednym z ramion galak­tyki o sze­ro­ko­ści ponad stu tysięcy lat świetl­nych, dostoj­nie obra­ca­ją­cej się wokół własnej osi, co zajmuje jej około ćwierć miliarda lat. Oczy­wi­ście cała zawar­tość Drogi Mlecznej pozo­staje równie żwawa i złożona. Jedne gwiazdy wędrują wokół galak­tycz­nego jądra wolniej, inne nieco szybciej, a do tego dochodzą wewnętrzne inte­rak­cje grawitacyjne. 

Nie dostrze­gamy tego harmidru gołym okiem, wyłącz­nie przez iluzję związaną z kolo­sal­nymi dystan­sami. Tak, jak jadący w oddali na hory­zon­cie pociąg wydaje się wol­niej­szy od tego, który prze­jeż­dża nam przed nosem, tak względna pozycja ciał nie­bie­skich leżących biliony kilo­me­trów od Ziemi, zdaje się nie­za­chwiana. Jeśli jednak pocze­kamy odpo­wied­nio długo w końcu docze­kamy się wyraź­nych zmian.

Tym razem niech za przykład posłuży nam naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­styczny asteryzm pół­noc­nej półkuli, czyli Wielki Wóz. Astro­no­mo­wie zmie­rzyli pręd­ko­ści i odle­gło­ści do poszcze­gól­nych gwiazd na tyle pre­cy­zyj­nie, że mogą zarówno określić kształt Wozu w prze­szło­ści, jak również pokusić się o prze­wi­dze­nie jego przy­szło­ści. Dzięki temu wiemy, że o ile zestaw środ­ko­wych gwiazd nie ulegnie w naj­bliż­szym czasie wartym uwagi prze­su­nię­ciom, o tyle położone na krańcach Alkaid i Dubhe mkną we własnych kie­run­kach i “już” za kilkaset tysięcy lat prze­ro­bią Wóz na coś w rodzaju włóczni czy noża.

Bardziej nie­cier­pliwi mogą sięgnąć po teleskop i odszukać nie­wielką Gwiazdę Barnarda z kon­ste­la­cji Wężow­nika. Sąsia­du­jący z nami czerwony karzeł przesuwa się po nie­bo­skło­nie aż o 10,4″ (sekundy kątowej) rocznie. Na pierwszy rzut oka nie robi to może wrażenia, ale jeszcze przed rokiem 2200 obiekt zmieni swoje poło­że­nie o sze­ro­kość tarczy słonecznej.

Na zakoń­cze­nie warto dodać, że zaawan­so­wane obser­wa­cje pozwa­lają nam też prze­wi­dzieć, kiedy i które z odle­głych gwiazd przy­wę­drują w okolicę Układu Sło­necz­nego i przy­ozdo­bią niebo naszych potomków. Naj­bar­dziej namolnym gościem może okazać się Gliese 710, która za półtora miliona lat minie Słońce w odle­gło­ści mniej­szej niż 1/5 roku świetl­nego. Za wcześnie by snuć tu szcze­gó­łowe prze­wi­dy­wa­nia, ale jest niemal pewne, że karzeł stanie się jednym z naj­ja­śniej­szych oraz naj­dy­na­micz­niej­szych punktów nie­bo­skłonu odległej przyszłości.

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.