Czytaj dalej

O nauczycielach internet napisał już wszystko. Że lenie, że trutnie, że tumany, że niekompetentni – i w związku z tym – że nie zasługują na wyższe płace. Problem polega na tym, że powyższe wnioskowanie niechybnie wciąga nasz system edukacji w błędne koło.

Takie będą Rze­czy­po­spo­lite, jakie ich mło­dzieży chowanie.

Jan Zamoyski

Długo się staram, ale wciąż nie potrafię zro­zu­mieć men­tal­no­ści osób, które w lekki, nie­skrę­po­wany sposób oceniają i depre­cjo­nują wartość czyjejś pracy. Mierzi mnie to okrutnie. Nauczy­ciele mają na tym polu dodat­kowo prze­chla­pane, bo przecież każdy spędził w szkol­nych murach niemały kawał swego życia. Wszyscy się znają, wszyscy dogłęb­nie poznali bel­fer­skie rze­mio­sło i wszyscy mogą śmiało wystawić zbiorczą recenzję setkom tysięcy peda­go­gów. Wiadomo, wszakże każdy pasażer tramwaju dosko­nale rozumie pracę motor­ni­czego, każdy pacjent naj­le­piej wie jak leczyć, a każdy kto dostał mandat zna dolę poli­cjanta. Gorzej jeśli ktoś posta­nowi zaopi­nio­wać naszą profesję. Oczy­wi­ście naj­cięż­szą, naj­trud­niej­szą i wyjąt­kową, za wyko­ny­wa­nie której zawsze powin­ni­śmy otrzy­my­wać więcej uznania i profitów niż cała reszta nierobów. Jak wiadomo, wszędzie dobrze gdzie akurat nas nie ma.

Bonus #1: Małe FAQ dla mal­kon­ten­tów

Żeby nie mar­no­tra­wić czasu własnego i waszego, od razu odpowiem na komen­ta­rze, które niemal na pewno pojawią się pod tekstem.

- Myślałem, że to blog o nauce. Dokład­niej to o nauce i racjo­na­li­zmie – zgadza się. Właśnie dlatego, jako osoba zaj­mu­jąca się prze­ka­zy­wa­niem wiedzy, której nauka leży szczerze na sercu, pozwalam sobie na zabranie głosu w temacie edukacji. Kto jak nie ja?
- To polityka. Nie wolno dotykać polityki, bo śmierdzi. To nauka. A, że nauka – podobnie do wszyst­kich innych dziedzin życia – uza­leż­niona jest od poli­ty­ków, to nie powód aby rezy­gno­wać z debaty. Mil­cze­nie z takiego powodu to przejaw irra­cjo­na­li­zmu i totalna bzdura. Więcej na ten temat pisałem w innym artykule. Ze swojej strony mogę jedynie obiecać, że jak zwykle skupię się na przed­mio­cie sprawy, a nie par­tyj­nych slo­ga­nach i wska­zy­wa­niu palcem winnych.
- Jak nauczy­cie­lom nie pasuje, to niech zmienią pracę. Wielu to robi. Prowadzi to do bardzo nie­bez­piecz­nego zjawiska, o którym między innymi chcę napisać.
- Na godną płacę zasłu­gują tylko ci, którzy pracują 40 godzin w tygodniu. Poszedł­bym o krok dalej. Zarabiać powinni tylko ci, którzy machają przez 8 godzin dziennie kilofem lub łopatą. Jeśli się nie spociłeś, to nie wiesz co to praw­dziwa praca.
- Znam nauczy­ciela, który jest leniwy, głupi i rosz­cze­niowy. Rozważ przez chwilę moż­li­wość, że takie samo zdanie, ten znajomy może mieć o Tobie (oczy­wi­ście na pewno się myli). Ale to chyba nie powód aby przez Twój przykład depre­cjo­no­wać całą profesję. Prawda?
- Wystar­czy wpro­wa­dzić wolny rynek i wszyscy będziemy bogaci i piękni. Sam jestem zwo­len­ni­kiem libe­ra­li­zmu i wolnego rynku, ale bądźmy poważni. Dosko­nale wiemy, że nie istnieje żadna siła poli­tyczna, ani wola spo­łeczna, która umoż­li­wi­łaby prze­pro­wa­dze­nie tego typu zmian. Roz­ma­wiajmy o tym co realne. Poza tym to temat na zupełnie inną dyskusję.

Nie tak dawno przy­glą­da­łem się jakiejś dyskusji na face­bo­oku i w oczy rzuciła mi się wypo­wie­dzi cnej bia­ło­gło­wej, która z godną podziwu zapal­czy­wo­ścią tłu­ma­czyła dlaczego nauczy­ciele to bez­wstydni nacią­ga­cze, nie­za­słu­gu­jący na ani złotówkę więcej. Jej pode­ner­wo­wa­nie gra­ni­czące z obu­rze­niem było tak duże, że zacząłem zasta­na­wiać się, jak ciężką i nie­wdzięczną pracę sama wykonuje. Czy jest neu­ro­chi­rur­giem, który wrócił po cało­noc­nej operacji na otwartym mózgu? Miała szychtę 800 metrów pod ziemią i o mały włos nie zmiotła jej eks­plo­zja metanu? A może poła­wiała kraby na Morzu Beringa podczas sztormu, który nieomal wywrócił kuter? Byłem blisko: jeśli wierzyć jej pro­fi­lowi, kobieta pia­sto­wała odpo­wie­dzialne sta­no­wi­sko social media managera. Widać nikomu się nie przelewa.

Sam mógłbym stanąć po drugiej stronie barykady i trochę pona­rze­kać na nauczy­cieli. W końcu mam za sobą epizod pracy w szkole, po czym uległem pokusie prze­bran­żo­wie­nia. Przyj­mu­jąc wspo­mniany wyżej wzorzec myślenia, powi­nie­nem teraz zło­rze­czyć byłym kolegom i kole­żan­kom. Przecież wcze­śniej (podobno) żyłem jak pączek w maśle (tylko obto­czony pyłem kredowym zamiast cukru pudru), a teraz – pro­wa­dząc własną dzia­łal­ność – haruję jak wół i pluję krwią łożąc na tych dar­mo­zja­dów.

Kodeks nauczyciela
Kiedyś to było.

Nic z tych rzeczy. Nie zro­zum­cie mnie źle, w roli uczącego czułem się jak ryba w wodzie i czasem tęsknię za szkolnym zgieł­kiem. Nadal sądzę, że prze­ka­zy­wa­nie wiedzy to jedna z naj­bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­cych przygód jakie prze­ży­łem (i poniekąd prze­ży­wam nadal, choćby pro­wa­dząc Kwantowo), ale z całą pew­no­ścią niełatwy kawałek chleba. Mógłbym pisać dlaczego, ale wiem, że i tak zrozumie to wyłącz­nie osoba, która również miała szansę zasiąść po drugiej stronie biurka.

Jednak w oko­łosz­kol­nej debacie pojawia się też inny zarzut, chyba nawet poważ­niej­szy:

Niekompetencja nauczycieli

Być może zaskoczę tu nie­któ­rych, ale wcale nie będę z tym zdaniem pole­mi­zo­wał. Tak, wśród nauczy­cieli nie brakuje fru­stra­tów, ćwierć­in­te­li­gen­tów i nie­udacz­ni­ków. Rzecz jasna, żaden zawód nie jest wolny od głupoty, ale umówmy się – od ludzi zaj­mu­ją­cych się edu­ko­wa­niem innych ludzi, mamy prawo wymagać ciut więcej. Chcemy żeby nauczy­ciele nie tylko posia­dali dyplom, ale rze­czy­wi­ście odzna­czali się erudycją i bystro­ścią umysłu. Żeby byli huma­ni­stami w naj­lep­szym tego słowa zna­cze­niu, miłu­ją­cymi mądrość i pra­gną­cymi nieść kaganek oświaty w naj­ciem­niej­sze rejony igno­ran­cji. Oczy­wi­ście takich jed­no­stek mamy deficyt, tak w szkol­nic­twie powszech­nym jak i wyższym. Dlatego zamiast kone­se­rów nauki, w pokojach nauczy­ciel­skich nie­rzadko spo­ty­kamy inte­lek­tu­al­nych pariasów. Nie­za­in­te­re­so­wa­nych nawet własnym przed­mio­tem, mających alergię na książki, nie­rzadko zapa­trzo­nych w irra­cjo­nalne gusła (na naszej grupie wspo­mnia­łem kiedyś o bez­na­dziej­nym przy­padku nauczy­cielki regu­lar­nie odwie­dza­ją­cej wróżki i uza­leż­nia­ją­cej swoje decyzje od układu planet). Jed­nostki te są zwy­czaj­nie nie­wia­ry­godne w roli mentora i samą swoją postawą sku­tecz­nie dewa­stują etos zawodu.

Dlatego nie dziwią mnie liczne komen­ta­rze stwier­dza­jące, że polscy peda­go­dzy pre­zen­tują zbyt mierny poziom, aby domagać się wyższych apanaży. Nie dziwią, ale jed­no­cze­śnie nie mogę się z nimi zgodzić. W związku z tym, kiedy słyszę: “nauczy­ciele są nie­kom­pe­tentni i muszą się poprawić aby zarabiać więcej”, odpo­wia­dam: “jeśli chcecie kom­pe­tent­nych, naprawdę wykształ­co­nych nauczy­cieli, przy­cią­gnij­cie ich godnymi warun­kami”.

Wpadamy tu w błędne koło. Chcemy żeby nasze dzieci edu­ko­wane były przez świa­tłych ludzi z powo­ła­niem i wiedzą, ale nie chcemy im zbyt wiele płacić. Niestety, może być albo tanio, albo dobrze. Dlatego wszyst­kich agi­tu­ją­cych prze­ciwko nauczy­cie­lom i jed­no­cze­śnie uty­sku­ją­cych na ich jakość, zawsze pytam, czy aby na pewno to sobie prze­my­śleli? Wyobraź­cie sobie absol­wenta fizyki, chemii, czy biologii. Posiada wręcz nie­ogra­ni­czone moż­li­wo­ści. Jeżeli ma śladowe ilości rozumu, znajdzie dla siebie ciekawe miejsce w sektorze pry­wat­nym i po kilku latach zarobi grubo ponad średnią krajową. Zresztą dotyczy to już nie tylko tzw. ści­słow­ców, bo świetny polo­ni­sta przy odro­bi­nie szczę­ście również ustrzeli nie­zgor­szą fuchę w wydaw­nic­twie, mediach lub mar­ke­tingu. Na kim ma więc spocząć ciężar edu­ko­wa­nia przy­szłych pokoleń? Pozo­stają dwie kate­go­rie ludzi: ci, którzy naprawdę poczuli powo­ła­nie i są gotowi do wyrze­czeń aby tylko nauczać, oraz ci, którym zabrakło umie­jęt­no­ści i wiary w siebie aby spró­bo­wać swoich sił w innej sferze. Zgad­nij­cie, których jest więcej?

Pensje nauczycieli
Odwieczna zasada divide et impera, zawsze sku­teczna.

Dla mnie, na przekór, niski poziom współ­cze­snych belfrów to naj­lep­szy powód aby wsypać trochę grosza do systemu oświaty. Istnieją uta­len­to­wani absol­wenci, którzy mogliby uczyć, ale prag­ma­tycz­nie wybie­rają dowolną kor­po­ra­cję, dzięki której zarobią dwa razy więcej i pozwolą sobie na dostat­nie życie. Oczy­wi­ście forsa nie rozwiąże magicz­nie wszyst­kich pro­ble­mów (jedynie więk­szość), ale powinna odwrócić nie­po­ko­jący trend. Pomoże zwięk­szyć kon­ku­ren­cję i zachęcić świeżo upie­czo­nych magi­strów do roz­wa­że­nia kariery peda­go­gicz­nej. Z kolei odma­wia­nie sen­sow­nego upo­sa­że­nia, przy jed­no­cze­snym ocze­ki­wa­niu samo­ist­nego, cudow­nego pod­nie­sie­nia jakości pracy – bez względu na branżę – brzmi nie­do­rzecz­nie.

No chyba, że otwarcie godzimy się na byle­ja­kość i właśnie taki stan rzeczy chcemy utrzy­my­wać. Zado­wa­lamy się prze­ciętną szkołą z prze­cięt­nymi nauczy­cie­lami, wypusz­cza­ją­cymi co najwyżej prze­cięt­nych uczniów. Byle tanio. W końcu dwóch pół­głów­ków to już prawie jeden geniusz.

Niestety coraz częściej odnoszę wrażenie, że to jest realny tok rozu­mo­wa­nia niemałej części spo­łe­czeń­stwa. Cała pozo­stała argu­men­ta­cja to tylko deko­ra­cja, mająca ukryć fakt, iż naj­zwy­czaj­niej nie dostrze­gamy wartości edukacji. Nie wykształ­ci­li­śmy w sobie szacunku do nauki i nie uważamy jej za coś praw­dzi­wie donio­słego. W związku z tym, nie sza­nu­jemy ludzi para­ją­cych się nauką, kulturą, czy sztuką i nie cenimy ich pracy. Może to kwestia wiecznie żywego kultu chłopa i robot­nika, jako podstawy zdrowej tkanki narodu? A może to jakiś rodzaj kom­pleksu, który przy­po­mina o naszych własnych brakach edu­ka­cyj­nych i nakazuje tępić tych paskud­nych inte­li­gen­tów, którzy siedzą z nosami w pod­ręcz­ni­kach zamiast uczciwie pobru­dzić sobie ręce. Nie wiem, nie wnikam. Faktem jest nato­miast, że ludzie kultury i nauki – w całym prze­kroju – w naszym pięknym kraju nie mieli i nadal nie mają lekko. Mimo upływu dekad i zmian ustro­jo­wych – muze­al­nik, biblio­te­karz, czy nauczy­ciel – wciąż okupują naj­niż­sze szczeble spo­łecz­nej drabiny. W epoce infor­ma­cji, gdy wiedza powinna być na wagę złota.

Bonus #2: Nie­zwy­kły wykres

Ostatnio prze­glą­da­jąc sieć wpadł mi w oko pewien wykres, jak się okazało zmaj­stro­wany przez Kan­ce­la­rię Prezesa Rady Mini­strów. Pierwsze co w nim uderza to umiesz­cze­nie wyłącz­nie średnich zarobków nauczy­cieli dyplo­mo­wa­nych (naj­wyż­szy stopień) i to po pod­wyż­sze­niu pensum. Po drugie, nie wiem dlaczego wykres urywa się na roku 2023. Skoro bawimy się w science-fiction i wróżenie z fusów, chciał­bym zobaczyć prognozy na rok 2050. Wreszcie po trzecie, zasta­na­wiają pro­por­cje poszcze­gól­nych słupków oraz fakt, że wykres nie zaczyna się od zera, lecz od 5 tys. – podczas gdy stażysta często nie dostaje nawet połowy tej sumy.

Wykres: średnie zarobki nauczycieli

Ale żeby nie było zbyt słodko, wodzi­re­jom strajku również brakuje oleju w głowach. Wiadomym jest, że każde rosz­cze­nie jednej grupy zawo­do­wej musi spotkać się z ostra­cy­zmem przed­sta­wi­cieli grup pozo­sta­łych. Pry­mi­tywne żądanie w stylu – “dejcie tysiąc złotych, bo nam się należy” – nigdy nie brzmi dobrze i pro­wo­kuje osoby trzecie. Dlaczego zatem nauczy­ciele nie wykazali się większym sprytem i rozwagą? Przecież wystar­czyło zapro­po­no­wać coś za coś, wykazać odrobinę dobrej woli. Pra­cow­nicy oświaty mogliby, przy­kła­dowo, wyjść z pro­jek­tem zakła­da­ją­cym większą selekcję kan­dy­da­tów dla nauczy­cieli. Albo z kon­cep­cją uroz­ma­ice­nia systemu awansów zawo­do­wych. W każdym razie wykonać ruch, który pokaże, że szanowni peda­go­dzy dys­po­nują nie tylko żąda­niami, ale również wolą samo­do­sko­na­le­nia. Ileż przy­jaź­niej wyglą­da­łyby wtedy ocze­ki­wa­nia ZNP.

Nie­za­leż­nie od tego, trudno mi nauczy­cieli nie poprzeć. Tyle, że patrzę na ostatnie wyda­rze­nia szerzej, jak na element walki o godność ludzi nauki w ogóle – nawet jeśli sami belfrzy tego tak nie postrze­gają. Życzył­bym sobie aby personel szkół, insty­tu­cji kultury i oczy­wi­ście placówek nauko­wych, rekru­to­wany był nie spośród inte­lek­tu­al­nego szrotu, a elity. To praca u podstaw, która zaowo­cuje w przy­szło­ści i pozwoli na wykieł­ko­wa­nie świa­do­mego spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skiego.

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.