Inteligentny projekt to nie nauka

“Inteligentny Projekt to nie nauka”. Pouczająca historia procesu Kitzmiller v. Dover

20 grudnia 2005 roku amerykański sąd federalny wydał orzeczenie w sprawie Tammy Kitzmiller przeciwko Okręgowi Szkolnemu Dover. W tamtym dniu maski opadły, a ofensywa jednego z najbardziej przebiegłych ruchów pseudonaukowych została powstrzymana.

Darwin tylko z komentarzem

Rok szkolny 2005/06 dla młodych miesz­kań­ców Dover i okolic zapo­wia­dał się nie­zwy­kle inte­re­su­jąco. Zwłasz­cza lekcje biologii. Zgodnie z odgórną decyzją admi­ni­stra­cyjną na barki peda­go­gów spadł nowy, dość osobliwy obo­wią­zek. Otóż cykl zajęć doty­czą­cych dar­wi­ni­zmu nauczy­ciel musiał roz­po­cząć od wyre­cy­to­wa­nia sto­sow­nej formułki, depre­cjo­nu­ją­cej teorię ewolucji i zachę­ca­ją­cej do poznania poza­po­dręcz­ni­ko­wej “alter­na­tywy”. Ucznio­wie dzie­wią­tych klas mieli wysłu­chać nastę­pu­ją­cego czte­ro­punk­to­wego oświadczenia:

Stan­dardy edu­ka­cyjne Pen­syl­wa­nii wymagają, aby ucznio­wie poznali teorię Darwina, której zna­jo­mość wymagana jest podczas egza­mi­nów.

Ponieważ teoria Darwina to tylko teoria, wciąż jest testo­wana w miarę odkry­wa­nia nowych dowodów. Teoria to nie fakt naukowy. Są w niej pewne luki, nie­wy­peł­nione nauko­wymi dowodami. Teorię defi­niuje się jako dobrze prze­te­sto­wane wyja­śnie­nie, które łączy szeroki zakres obser­wa­cji.

Inte­li­gentny Projekt tłumaczy powsta­nie życia w sposób odbie­ga­jący od dar­wi­now­skiego. Ucznio­wie pragnący zapoznać się z tymi zagad­nie­niami mogą sko­rzy­stać z książki Of Pandas and People[1], z której dowiedzą się o zało­że­niach Inte­li­gent­nego Projektu.

Tak jak w przy­padku każdej teorii, zaleca się uczniom zacho­wa­nie otwar­tego umysłu. Szkoła pozo­sta­wia debatę na temat począt­ków życia poszcze­gól­nym uczniom i ich rodzinom.

Komu­ni­kat przy­wo­dzący sko­ja­rze­nia z ostrze­że­niami dru­ko­wa­nymi na opa­ko­wa­niach papie­ro­sów był dziełem rady edu­ka­cyj­nej Okręgu Szkol­nego Dover. Dokład­niej jej sześciu członków, zade­kla­ro­wa­nych zwo­len­ni­ków kon­cep­cji Młodej Ziemi, którzy po kilku latach starań wreszcie uzyskali więk­szość konieczną do wsz­czę­cia świa­to­po­glą­do­wej rewolucji. 

Na czele organu stał wtedy niejaki Bill Buc­kin­gham. Człowiek, którego uspo­so­bie­nie naj­le­piej oddaje zdanie, jakie rzucił podczas polemiki z bio­lo­giem Maxem Pellem: “Cóż, jesteś dosko­na­łym przy­kła­dem tego, co dzieje się z ludźmi, kiedy idą na studia. Robi im się pranie mózgu”. 

Fanatycy pokroju Buc­kin­ghama, uważają, że naj­wła­ściw­szym sposobem pozna­wa­nia przyrody jest możliwie dosłowne odczy­ty­wa­nie biblij­nego mitu stwo­rze­nia. Dla mło­do­ziemn­ców kosmo­lo­giczna skala czasu, wielki wybuch czy ewolucja są dia­bel­skimi kłam­stwami, zaś wszech­świat i wypeł­nia­jące go życie zostały stwo­rzone w obecnej postaci przez Wszech­mocną Istotę około 6 tysięcy lat temu. 

Kreacjoniści

Kre­acjo­ni­styczni zeloci z Dover nie byli jednak naiwni. Zajęli istotny przy­czó­łek, ale zdawali sobie sprawę, że nie posia­dają moż­li­wo­ści cał­ko­wi­tego wyple­nie­nia z pod­ręcz­ni­ków paskud­nej teorii Darwina, która przecież wciąż figu­ro­wała w cen­tral­nym pro­gra­mie naucza­nia. Wie­dzieli również, że prze­my­ce­nie fun­da­men­ta­li­stycz­nej wizji świata do publicz­nych, świec­kich szkół nie będzie łatwe. Dlatego, przy­naj­mniej tym­cza­sowo, zamie­rzali zado­wo­lić się sub­tel­nym wzma­ga­niem scep­ty­cy­zmu wobec ewo­lu­cjo­ni­zmu oraz pro­mo­wa­niem książki poświę­co­nej, nie rady­kal­nemu kre­acjo­ni­zmowi, lecz dostoj­nie brzmią­cej teorii inte­li­gent­nego projektu.

Tak chytry plan, jakiego pozaz­dro­ściłby Buc­kin­gha­mowi kojot Wiluś, mógł przy­nieść tylko jeden skutek.

Kreacjonistyczny podręcznik "Pandy i ludzie"
Nauczy­cielka Jen Miller z Dover wraz z egzem­pla­rzami Of Pandas And People. W 2005 roku do szkół w okręgu trafiło 50 egzem­pla­rzy tego pod­ręcz­nika. Człon­ko­wie rady edu­ka­cyj­nej zeznali później, że nie wiedzą kto je przekazał.

Decyzja spotkała się z natych­mia­sto­wym i szerokim sprze­ci­wem. Trzech prze­gło­so­wa­nych członków rady edu­ka­cyj­nej podało się do dymisji. Siedmiu nauczy­cieli biologii z oko­licz­nych szkół sta­now­czo odmówiło wygła­sza­nia kurio­zal­nego oświad­cze­nia. Stanęli oni na sta­no­wi­sku, że w szkole publicz­nej nie ma miejsca na idee podszyte reli­gij­nym fun­da­men­ta­li­zmem – a za taką uważali inte­li­gentny projekt. Naj­ostrzej zare­ago­wali jednak rodzice, ziry­to­wani wysta­wia­niem ich pociech na inte­lek­tu­alną krzywdę. 

Wielki świa­to­po­glą­dowy kryzys wkrótce miał roz­prze­strze­nić się po kraju równie żywio­łowo, co pożary po kali­for­nij­skich lasach.

Kitzmiller v. Dover Area School District

Matka dwóch uczennic – Tammy Kit­zmil­ler – oraz dzie­się­ciu innych rodziców, zde­cy­do­wało się na złożenie pozwu sądowego prze­ciwko władzom Okręgu Szkol­nego Dover. Wsparcie zaofe­ro­wały im śro­do­wi­ska aka­de­mic­kie oraz kilka orga­ni­za­cji, w tym American Civil Liber­ties Union of Pen­n­sy­lva­nia oraz Ame­ri­cans United for Sepa­ra­tion of Church and State. Radni z Dover również nie byli osa­mot­nieni. Po ich stronie stanęli główni agi­ta­to­rzy inte­li­gent­nego projektu (ID, intel­li­gent design), skupieni wokół Disco­very Insti­tute. Ultra­kon­ser­wa­tywny think tank dał się poznać opinii publicz­nej już wcze­śniej, za sprawą głośnej ogól­no­kra­jo­wej kampanii Teach the Con­tro­versy! na rzecz zrów­na­nia kon­cep­cji ID z teorią ewolucji w szkolnym pro­gra­mie nauczania.

Głośny proces wystar­to­wał pod koniec września i trwał ponad trzy tygodnie. Przed­sta­wie­nie na sali sądowej w Har­ris­burgu (stan Pen­syl­wa­nia) obfi­to­wało w mocne wystą­pie­nia, celne repliki i wyra­zi­stych boha­te­rów. Była to praw­dziwa uczta dla mediów i publicz­no­ści złak­nio­nej kul­tu­rowo-filo­zo­ficz­nej jatki.

Tammy Kitzmiller v. Dover Area School
Tammy Kit­zmil­ler w towa­rzy­stwie prawnika i biegłych.

Smaczku dodawał fakt, że sprawą kierował sędzia John Edward Jones III. Kon­ser­wa­ty­sta i repu­bli­ka­nin (wcze­śniej bez­sku­tecz­nie kan­dy­do­wał do Izby Repre­zen­tan­tów), nomi­no­wany na sta­no­wi­sko przez sły­ną­cego z gorliwej wiary George’a W. Busha. Co więcej, pre­zy­dent Bush oso­bi­ście wsparł ruch inte­li­gent­nego projektu, przy­zna­jąc przed dzien­ni­ka­rzami, że ID mogłoby trafić do szkol­nych pod­ręcz­ni­ków, jako alter­na­tywa dla dar­wi­ni­zmu. Wtórował mu senator Bill Frist, który na spo­tka­niu w Nashville oświad­czył, że wykła­da­nie obu punktów widzenia to “naj­uczciw­sza metoda edukacji i przy­go­to­wa­nie ludzi do przy­szłego życia”. 

Naukowcy mieli więc pewne powody do obaw, ale osta­tecz­nie wszystko zależało od siły argu­men­tów. Od razu muszę pod­kre­ślić, że zadaniem sądu nie było orze­ka­nie o praw­dzi­wo­ści lub fał­szy­wo­ści któ­rej­kol­wiek kon­cep­cji. John Jones miał “jedynie” ustalić, czy treści prze­my­cane przez pro­pa­ga­to­rów ID speł­niają pod­sta­wowe wymogi metody naukowej, a także czy teo­re­tycy projektu są wolni – jak zapew­niają – od moty­wa­cji religijnych. 

Było to nie­zwy­kle ważne w kon­tek­ście Pierw­szej Poprawki do Kon­sty­tu­cji Stanów Zjed­no­czo­nych. Ta gwa­ran­tuje wolność wyznania, ale również zapewnia rozdział Kościoła od państwa oraz zakazuje wszel­kich form narzu­ca­nia wiary.

Wstać, sąd idzie

Sprawa Kit­zmil­ler v. Dover zde­cy­do­wa­nie wyróż­niała się na tle więk­szo­ści procesów. Poza głównymi zain­te­re­so­wa­nymi (rodzi­cami i człon­kami rady edu­ka­cyj­nej), sędzia musiał wysłu­chać świa­dectw tuzina badaczy, filo­zo­fów, a nawet teologów. Wszystko po to, aby ustalić, czym tak naprawdę jest to całe ID i czy rze­czy­wi­ście stanowi ono war­to­ściowy temat z punktu widzenia oświaty.

Trans­kryp­cja z posie­dzeń pozo­staje nie­zwy­kle poży­teczną lekturą. Niektóre z zeznań zamie­niły się w fascy­nu­jące wykłady, wypeł­nione fachową wiedzą, trafnymi spo­strze­że­niami i pomy­sło­wymi meta­fo­rami. Niestety, pełny zapis sprawy jest na tyle obszerny, że trudno byłoby w tym miejscu wiernie zacy­to­wać choćby dzie­siątą część godnych uwagi wypo­wie­dzi jednej czy drugiej strony. Z tego powodu, dla zacho­wa­nia większej czy­tel­no­ści, omówię poniżej tylko kilka prze­słu­chań, które moim zdaniem mogły mieć naj­sil­niej­szy wpływ na końcowy werdykt. (Inne inte­re­su­jące wypo­wie­dzi oraz roz­sze­rze­nie poniż­szych zamiesz­czę w osobnym suple­men­cie, jaki pojawi się na blogu za kilka dni).

ID okiem teologa – zeznania J. Haughta

Piątego dnia procesu obie strony zadawały pytania biegłemu Johnowi Hau­gh­towi. Zda­wa­łoby się, że eme­ry­to­wany wykła­dowca teologii na Uni­wer­sy­te­cie Geo­r­ge­town, głośny krytyk Richarda Dawkinsa, będzie war­to­ścio­wym sprzy­mie­rzeń­cem poszu­ki­wa­czy projektu. Nic z tych rzeczy. 

Już na wstępne pytanie o cha­rak­ter ID, Haught przyznał: “Jest to zasad­ni­czo pro­po­zy­cja reli­gijna”. Przy­to­czył również wypo­wiedź Williama Demb­skiego – jednego z ojców ruchu ID – zachę­ca­ją­cego do “badań teo­lo­gicz­nych, które połączą inte­li­gen­cję wywnio­sko­waną przez inte­li­gentny projekt z Bogiem Pisma Świętego”. 

Póź­niej­sza część prze­słu­cha­nia została skon­cen­tro­wana na popraw­nym rozu­mie­niu istoty oraz granic nauki. Teolog podbił moje serce chłod­nego racjo­na­li­sty, wyty­cza­jąc ostrą linię demar­ka­cyjną między “dwoma zupełnie odmien­nymi pozio­mami poznania”.

Prostym przy­kła­dem byłby czaj­ni­czek. Załóżmy, że na kuchence gotuje się czajnik, a ktoś wchodzi do pokoju i pyta, dlaczego się gotuje? Cóż, jedno wytłu­ma­cze­nie może być takie, że czą­steczki wody ener­gicz­nie drgają, a ciecz prze­cho­dzi w gaz. Ale równie dobrze mógłbyś odpo­wie­dzieć mówiąc, że gotuje się, bo moja żona odkrę­ciła gaz. Albo dlatego, bo chcę herbaty. Wszyst­kie trzy odpo­wie­dzi są poprawne, ale nie kolidują ze sobą, ponieważ działają na różnych pozio­mach. (…) Gdybym mógł zasto­so­wać tę analogię do tego przy­padku, wydaje mi się, że zwo­len­nicy ID zakła­dają, że istnieje tylko jeden auto­ry­ta­tywny poziom docie­ka­nia, mia­no­wi­cie naukowy. (…) I próbują wbić swój rodzaj rozu­mo­wa­nia w ten poziom, który jest dziś bardzo auto­ry­ta­tywny kul­tu­rowo, czyli poziom naukowy.

I z tego powodu naukowcy słusznie się sprze­ci­wiają, ponieważ (…) akcep­tują to, co nazywam plu­ra­li­zmem wyja­śnia­nia lub war­stwo­wym wyja­śnia­niem. Nie odpo­wia­dasz “chcę herbaty” kiedy badasz ruch molekuł w czajniku.

John Haught, 30 września 2005 roku

ID znalazło się w podziale Haughta poza tery­to­rium świata nauki. Zdaniem biegłego teo­re­tycy projektu mają pełne prawo inter­pre­to­wać procesy natu­ralne na swój sposób, ale są to docie­ka­nia teo­lo­giczne, nie naukowe.

Inte­li­gentny projekt a kre­acjo­nizm – zeznania B. Forrest

Kolejny poru­szony w czasie procesu wątek dotyczył mętnych związków pomiędzy kre­acjo­ni­zmem i inte­li­gent­nym pro­jek­tem. Temat inte­re­su­jący, ponieważ zwo­len­nicy obu kon­cep­cji ofi­cjal­nie wolą zachować od siebie dystans. Szcze­gól­nie teo­re­tycy projektu czer­wie­nią się słysząc porów­na­nia z kre­acjo­ni­stami. Twierdzą, że szukają obiek­tyw­nych, czysto nauko­wych dowodów na zapro­jek­to­wa­nie wszech­świata przez nie­na­zwa­nego archi­tekta, podczas gdy rady­ka­ło­wie bez cere­gieli prze­ko­nują do uznania mitów znanych z Księgi Rodzaju.

Sąd chciał zro­zu­mieć tę skom­pli­ko­waną przyjaźń i ustalić, czy w istocie jest tak szorstka jak malują ją sami zain­te­re­so­wani. W roz­wia­niu wąt­pli­wo­ści pomogły zeznania Barbary Forrest, profesor filo­zo­fii na Uni­wer­sy­te­cie Połu­dnio­wej Luizjany. 

Na początek badaczka przy­wo­łała wypo­wie­dzi samych teo­re­ty­ków ID oraz osła­wiony Dokument klina. Wewnętrzna broszura podobno wyciekła z siedziby samego Disco­very Insti­tute i do chwili obecnej uwiera członków tej orga­ni­za­cji. Na dzie­się­ciu stronach stresz­cza­ją­cych stra­te­gię insty­tutu, autorzy wprost odwołują się do Boga i nawołują do zastą­pie­nia wyja­śnień mate­ria­li­stycz­nych podej­ściem teistycznym. 

Jednak gwoź­dziem programu okazała się analiza fir­mo­wa­nego przez Disco­very Insti­tute pod­ręcz­nika Of Pandas and People – tego samego, który polecano uczniom z Dover. Zespół Barbary Forrest porównał wstępne szkice oraz kolejne wydania książki dobitnie wyka­zu­jąc, że autorzy w pewnym momencie zaczęli masowo zamie­niać termin “creation” na “intel­li­gent design”. Forrest zwróciła także uwagę, że przy redakcji Pand współ­pra­co­wali ramię w ramię zarówno teo­re­tycy ID, jak i zade­kla­ro­wani kre­acjo­ni­ści Młodej Ziemi.

Moja analiza pracy wykazała, że została ona [Of Pandas and People] napisana jako książka kre­acjo­ni­styczna. (…) Wszyst­kie wcze­śniej­sze wersje są sfor­mu­ło­wane w języku kre­acjo­ni­stów. Słowo [stwo­rze­nie] jest używane w różnych pokrew­nych brzmie­niach, ponieważ termin ten jest obecny w całym tekście. (…)

Wykres pokazuje, ile razy dane słowo zostało użyte w różnych wersjach pracy. Na przykład po lewej stronie można zobaczyć, że w [szkicu] Creation Biology z 1983 termin “stwo­rze­nie” został użyty popraw­nie około 150 razy. Słowa “projekt” użyto około 50 razy. (…) Jak widać od wersji z 1987 nastę­puje gwał­towny spadek użycia słowa “stwo­rze­nie”. Wniosek jest taki, że są one używane zamien­nie. Są prak­tycz­nie synonimami.

Barbara Forrest, 5 paź­dzier­nika 2005 roku
Pandy i ludzie
Wykres przy­go­to­wany przez zespół Barbary Forrest, przed­sta­wia­jący jak w kolej­nych wyda­niach pod­ręcz­nika zmie­niano “stwo­rze­nie” na “projekt”.

Jak rozumieć ten gro­te­skowy sojusz? Oso­bi­ście przy­chy­lam się do wyja­śnie­nia biologa Jer­ry­’ego Coyjne’a. Jego zdaniem “czysty” kre­acjo­nizm ma być miły dla uszu orto­dok­syj­nych chrze­ści­jan, zaczy­ta­nych w Biblii, ale nie­ko­niecz­nie zain­te­re­so­wa­nych dyskusją o biologii. Z kolei ID pozo­staje wyce­lo­wany w ciut bardziej wyma­ga­ją­cego lub wyra­cho­wa­nego odbiorcę. Takiego, który z różnych przyczyn chce albo musi zachować pozory naukowości.

Jednak cele obu grup pozo­stają tożsame. Mamy więc do czy­nie­nia z dwoma obli­czami tej samej idei, a to, która twarz jest akurat eks­po­no­wana, zależy od doraź­nych potrzeb i rodzaju publiki. W przy­padku sprawy przed sądem, człon­ko­wie rady edu­ka­cyj­nej woleli wybrać zde­cy­do­wa­nie bardziej wyj­ściową maskę inte­li­gent­nego projektu. I trudno im się dziwić.

Inteligentny Projekt to kreacjonizm

Ewolucja to aż teoria – zeznania B. Altersa

Kolejnym biegłym był biolog wykła­da­jący na Harvar­dzie i Uni­wer­sy­te­cie Chapmana, Brian Alters. Jako spe­cja­li­stę od metod edu­ka­cyj­nych, Altersa popro­szono m.in. o analizę nie­szczę­snego oświad­cze­nia, jakie nauczy­ciele mieli odczy­ty­wać przed lekcjami na temat dar­wi­ni­zmu. Przy­po­mi­nam, że zgodnie z jego treścią, ucznio­wie powinni zachować scep­ty­cyzm wobec ewolucji pozo­sta­ją­cej “tylko teorią”, “wciąż testo­waną” i mającą “nie­wy­peł­nione luki”.

Nauko­wiec zwrócił uwagę, że brzmie­nie i sam fakt powsta­nia takiej formułki sugerują, jakoby ewolucja była w jakiś sposób szcze­gólna; jakby miała odmienny status od wielu innych powszech­nie wykła­da­nych teorii naukowych. 

Naj­wię­cej czasu Alters poświę­cił drugiemu aka­pi­towi oświad­cze­nia, pod­kre­śla­ją­cemu, że dar­wi­nizm pozo­staje “tylko teorią”. Nasto­lat­ko­wie zwykle nie roz­róż­niają teorii naukowej od teorii w zna­cze­niu potocz­nym, toteż takie słowa wypo­wie­dziane w klasie bez sze­ro­kiego meto­do­lo­gicz­nego kon­tek­stu, nauko­wiec ocenił jako jed­no­znacz­nie szkodliwe.

Cóż, to dość mylące. Nie mówimy jednak zwykle uczniom, że to prawo fizyki jest tylko prawem lub ta teoria fizyki jest tylko teorią. Tak, teoria Darwina jest teorią. Ale teoria, zwłasz­cza w rozu­mie­niu więk­szo­ści 15-latków (…) to nic więcej niż pół upie­czony wymysł, który mieli, gdy wstawali rano. Teoria to słowo, jakiego Mulder używa w serialu Z archiwum X dwa razy na odcinek, aby powie­dzieć, “tak, właśnie wpadłem na nowy pomysł”.

Wszyst­kie teorie, cała nauka nadal jest testo­wana, gdy odkry­wane są nowe dowody. Dlaczego więc wyod­ręb­niono tutaj ewolucję, którą należy wyłożyć uczniom? To jest niejasne. Myślę, że więk­szość uczniów pomyśli, że to dlatego, ponieważ teoria Darwina wydaje się niepewna. “To tylko teoria, wciąż ją testują, gdy odkry­wane są nowe dowody”. Cóż, cała nauka działa w ten sposób.

Brian Alters, 12 paź­dzier­nika 2005 roku 

Biegły zauważył również, że wszelkie zastrze­że­nia sfor­mu­ło­wane w oświad­cze­niu, zostały wyce­lo­wane wyłącz­nie w jedną stronę. Co najmniej, jakby inte­li­gentny projekt miał stanowić spraw­dzone i kom­pletne wyja­śnie­nie zjawisk naturalnych.

Niczego nie rozumiecie

Naj­więk­szą nadzieją oskar­żo­nych i chyba naj­moc­niej maglo­wa­nym uczest­ni­kiem procesu był Michael Behe. Weteran Disco­very Insti­tute zdobył rozgłos za sprawą książki Czarna skrzynka Darwina, gdzie przed­sta­wił swoją sztan­da­rową hipotezę nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści[2].

Wątek tej kon­cep­cji wypływał podczas procesu wie­lo­krot­nie, choćby podczas zeznań autora pod­ręcz­ni­ków biologii, Kennetha Millera. Nauko­wiec był gotowy nawet uznać nie­re­du­ko­walną zło­żo­ność za peł­no­prawną hipotezę naukową, jednak rów­no­cze­śnie zwrócił uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, to pomysł być może testo­walny, ale… wszelkie testy oblewa. Jest więc co najwyżej hipotezą obaloną. Po drugie, nawet gdyby kon­cep­cja okazała się poprawna, sama w sobie wcale nie sta­no­wi­łaby argu­mentu prze­są­dza­ją­cego o praw­dzi­wo­ści ID.

Behe zaczął wystą­pie­nie w typowy dla siebie sposób, od zwró­ce­nia uwagi na powszechne jego zdaniem błędy w sto­so­wa­niu poszcze­gól­nych pojęć. Powołał się na nie­ży­ją­cego już orni­to­loga Ernsta Mayra, który wyróż­niał pięć ele­men­tów teorii ewolucji (którą sam Behe woli trak­to­wać jako obser­wa­cję zjawisk niż naukową teorię). Są to: 

  1. zmiany w czasie, 
  2. wspólne pocho­dze­nie,
  3. roz­mna­ża­nie gatunków, 
  4. gra­du­alizm,
  5. dobór natu­ralny.

W opinii Behego ID koliduje “jedynie” z ostatnim punktem, a nawet i to nie do końca. Tym samym nie zgodził się z nazy­wa­niem ID ruchem anty­ewo­lu­cjo­ni­stycz­nym czy anty­dar­wi­ni­stycz­nym, a takie oskar­że­nia zrzucił na karb powszech­nej igno­ran­cji śro­do­wi­ska naukowego.

ID to antyewolucjonizm

Bio­che­mik zmo­dy­fi­ko­wał na swoje potrzeby również pojęcie teorii naukowej. Przyznał uczciwie, że inte­li­gentny projekt nie­ko­niecz­nie kwa­li­fi­ko­wałby się do tego miana, gdyby użyć powszech­nie przy­ję­tej defi­ni­cji, sto­so­wa­nej przez ame­ry­kań­ską Narodową Akademię Nauk. W jego rozu­mie­niu dumny tytuł teorii przy­słu­guje różnym wyja­śnie­niom zjawisk, bez oceny ich praw­dzi­wo­ści lub fal­sy­fi­ko­wal­no­ści. Mieści więc on również hipotezy, teorie w zna­cze­niu potocz­nym, a nawet, jak się okazało, twory pokroju… astrologii.

Redukowalne zeznanie

Przed­sta­wi­ciel Disco­very Institut wyglądał na bardzo pewnego siebie, przy­naj­mniej dopóki pozwa­lano mu mówić na temat licznych, jego zdaniem, luk w teorii Darwina. I plan pewnie miałby szansę powo­dze­nia, gdyby sąd nie zaczął uparcie drążyć wątku nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści. Pod przy­sięgą Behe zeznał, że nie napisał, ani nie zna żadnego artykułu w punk­to­wa­nym, recen­zo­wa­nym cza­so­pi­śmie naukowym, który potwier­dzałby zało­że­nia jego popi­so­wej hipotezy. 

Nie­trudno wyobra­zić sobie jakie wrażenie wywołały te słowa, w zesta­wie­niu z potokiem wcze­śniej­szych pre­ten­sji kie­ro­wa­nych pod adresem “nie­udo­ku­men­to­wa­nej” teorii Darwina. Niestety dla bio­che­mika, nie był to koniec.

Przed­sta­wi­ciel skar­żą­cych: Stwier­dził pan (…), że w kwestii ewolucji mole­ku­lar­nej zwo­len­nicy natu­ral­nego mecha­ni­zmu, dar­wi­ni­zmu, muszą “publi­ko­wać [artykuły naukowe] lub ginąć”, prawda?
Behe: Zgadza się, tak.
P: A potem wszyscy ci ciężko pra­cu­jący naukowcy publi­kują artykuł po artykule przez lata, roz­działy i pełne książki, zawie­ra­jące odpo­wie­dzi na pytanie, jak ewo­lu­ował układ odpor­no­ściowy krę­gow­ców, ale żaden z nich nie jest dla pana satys­fak­cjo­nu­jący?
B: Cóż, to znowu jest przykład pomie­sza­nia różnych znaczeń ewolucji. Jak widzie­li­śmy wcze­śniej, ewolucja oznacza wiele rzeczy, takich jak zmiany w czasie, wspólne pocho­dze­nie, stop­nio­wa­nie i tak dalej. A kiedy mówię o ewolucji dar­wi­now­skiej, to skupiam się dokład­nie na mecha­ni­zmie doboru natu­ral­nego. I żaden z tych arty­ku­łów nie odnosi się do tego.
P: W tym samym czasie, pan nie publi­kuje żadnych recen­zo­wa­nych arty­ku­łów pro­mu­ją­cych alter­na­tywy, jak inte­li­gentny projekt?
B: Wydałem książkę oma­wia­jącą moje pomysły.
P: Pro­po­nuje pan również testy, takie jak ten, który widzie­li­śmy w [artykule] “Odpo­wiedz moim krytykom”, doty­czące tego, jak dar­wi­ni­ści mogą spraw­dzić pańskie pro­po­zy­cje?
B: Tak.
P: Ale sam nie prze­pro­wa­dza pan tych testów?
B: Cóż, myślę, że ktoś, kto uważa ID za pomysł nie­po­prawny, będzie zmo­ty­wo­wany do próby jego sfal­sy­fi­ko­wa­nia. Na pewno byłoby kilka osób, które pró­bo­wa­łyby dokład­nie to zrobić, a ja sam wolałbym spędzać czas na tym, co aktu­al­nie robię. Uważam to za bardziej owocne przedsięwzięcia.

Michael Behe, 19 paź­dzier­nika 2005 roku

Strona skarżąca zwróciła uwagę, że z jakiegoś powodu ani Narodowa Akademia Nauk, ani żaden inny pre­sti­żowy organ naukowy, nie jest przy­chylny inte­li­gent­nemu pro­jek­towi. Behe zlek­ce­wa­żył tę uwagę, nazy­wa­jąc opinie uczonych z Akademii “doku­men­tami politycznymi”. 

Idąc dalej tą ścieżką, przy­wo­łano sta­no­wi­sko Lehigh Uni­ver­sity – uczelni samego Behego – która publicz­nie oświad­czyła, że autor Czarnej skrzynki Darwina działa na własną rękę, zaś placówka nie pod­pi­suje się pod jego twier­dze­niami. Na to uczony nie znalazł kon­kret­nej odpo­wie­dzi, poza kolejną próbą wyka­za­nia, że ID wcale nie koliduje z ogólnie pojętą ewolucją, czego naj­wy­raź­niej nie pojmują nawet jego koledzy i przełożeni. 

Nieredukowalna złożoność

W kolej­nych etapach procesu Behe nadal usku­tecz­niał krytykę doboru natu­ral­nego. Jednak przy­pie­rany do muru przy­zna­wał, że for­so­wana przez niego “alter­na­tywa” wcale nie oferuje pew­niej­szych lub dokład­niej­szych wyja­śnień. Jak stwier­dził, tezy ID służą do wnio­sko­wa­nia, iż w poszcze­gólne procesy natu­ralne zaan­ga­żo­wana była inte­li­gen­cja; nie do opisu powsta­wa­nia struktur bio­lo­gicz­nych krok po kroku. 

Wreszcie biegły przyznał, że choć tytułuje ID obiek­tywną teorią naukową, to jest bardzo nie­praw­do­po­dobne, aby ewen­tu­alny pro­jek­tant nie był istotą nad­przy­ro­dzoną. Dodał również, że w istocie utoż­sa­mia tę istotę z chrze­ści­jań­skim Bogiem.

Dzień sądu

Po wysłu­cha­niu głosów obu stron, biegłych i zapo­zna­niu się z szerokim mate­ria­łem dowo­do­wym, na kilka dni przed świętami Bożego Naro­dze­nia John Edward Jones III wydał 140-stro­ni­cowe orze­cze­nie w sprawie nr 04cv2688. Werdykt był korzystny dla rodziców. Decyzja członków rady edu­ka­cyj­nej, doty­cząca naucza­nia w szkołach publicz­nych ID, została uznana za pogwał­ce­nie Pierw­szej Poprawki do Kon­sty­tu­cji USA.

Inteligentny Projekt to nie nauka
Pierwsza strona pen­syl­wań­skiej gazety The Patriot-News obwiesz­cza­jąca werdykt w sprawie Kit­zmil­ler v. Dover Area School District.

Mimo począt­ko­wych wąt­pli­wo­ści, trzeba oddać sędziemu Jonesowi, że wspiął się na wyżyny racjo­na­li­zmu. Jego orze­cze­nie było równie wyczer­pu­jące, co bez­li­to­sne. Stwier­dzało, że inte­li­gentny projekt zawodzi na wszyst­kich zasad­ni­czych pozio­mach, przy czym każdy jeden z osobna wystar­czyłby, aby odmówić ID miana nauki. Oto mak­sy­malne stresz­cze­nie trzech głównych tez zawar­tych w uza­sad­nie­niu decyzji:

  • Przy­wo­łu­jąc i dopusz­cza­jąc przy­czyny nad­na­tu­ralne, ID narusza utwier­dzone od wieków reguły naukowe. Już w czasach oświe­ce­nia uczeni prze­stali powo­ły­wać się na obja­wie­nia i skon­cen­tro­wali na poszu­ki­wa­niach świa­dectw empi­rycz­nych. Miarą wartości teorii jest testo­wal­ność, nie zaś dowolny auto­ry­tet duchowy czy filo­zo­ficzna spójność. Tym­cza­sem oso­bi­stym celem członków ruchu ID jest zmiana fun­da­men­tów nauki w ten sposób, aby dopuścić nad­na­tu­ralną przy­czy­no­wość w świecie przyrody.
  • Kluczowy dla ID argument z nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści bazuje na tym samym błędzie i nie­lo­gicz­no­ści, które pogrą­żyły nauki o stwo­rze­niu w latach 80. XX wieku. Jak wykazali biegli, teoria ewolucji oferuje natu­ralne wyja­śnie­nie zło­żo­nych układów przez egzap­ta­cję. Oznacza to, że poprzed­nik danego systemu bio­lo­gicz­nego mógł pełnić w prze­szło­ści inną, pod­le­ga­jącą doborowi natu­ral­nemu funkcję, ale kiedy zaszła w nim ewo­lu­cyjna zmiana, powstał organ o funkcji obecnej. Profesor Behe usiłuje wyklu­czyć zjawisko egzap­ta­cji, igno­ru­jąc mnogość świa­dectw oba­la­ją­cych jego tok rozumowania.
  • Ataki rzecz­ni­ków ID, wymie­rzone w teorię ewolucji, zostały sku­tecz­nie odparte przez spo­łecz­ność naukową. Z kolei ID nie zdobyła uznania w kręgach nauko­wych, nie jest źródłem żadnych poważ­nych publi­ka­cji, ani nie stała się przed­mio­tem eks­pe­ry­men­tów i badań nauko­wych z praw­dzi­wego zda­rze­nia. Poza tym, u podstaw ID przyj­muje fałszywą dycho­to­mię, jakoby pod­wa­że­nie teorii ewolucji potwier­dzało inte­li­gentny projekt. Dobrze to widać na przy­kła­dzie wywodów pro­fe­sora Behego, który stale głosi, że układów “nie­re­du­ko­wal­nie zło­żo­nych” nie mógł wytwo­rzyć mecha­nizm dar­wi­now­ski. Jednak argu­menty prze­czące ewolucji, nie są auto­ma­tycz­nie argu­men­tami na rzecz projektu.

Decyzję przed­sta­wi­cieli Okręgu Szkol­nego Dover sąd ocenił jako zdu­mie­wa­jąco bez­myślną. Zwrócił uwagę na iro­niczny fakt, że gorliwi chrze­ści­ja­nie raz po raz kłamali, aby ukryć praw­dziwe cele wpro­wa­dza­nych zmian. Zauważył przy okazji, że do kryzysu praw­do­po­dob­nie by nie doszło, gdyby nie zewnętrzne pod­szepty akty­wi­stów (Disco­very Insti­tute), pra­gną­cych spraw­dzić kon­sty­tu­cyj­ność swojej doktryny. Z kolei samo ID zostało uznane za “inte­re­su­jący argument teo­lo­giczny, nie­ma­jący jednak zbyt wiele wspól­nego z nauką”.

Historia sprawy Kit­zmil­ler v. Dover jest opo­wie­ścią ku prze­stro­dze, ale również ku pokrze­pie­niu. Decyzja sądu oczy­wi­ście nie roz­wią­zała problemu pseu­do­nauki, ale przy­naj­mniej pozwo­liła trzymać ją na dystans od placówek oświaty i młodych umysłów. Proces dał uni­ka­tową spo­sob­ność kon­fron­ta­cji na możliwie neu­tral­nym gruncie, przed bez­stron­nym arbitrem. Fakt, że po wysłu­cha­niu setek godzin wywodów, sędzia nie miał więk­szych wąt­pli­wo­ści co do werdyktu – przy­wraca odrobinę wiary w zdrowy rozsądek.

Inte­li­gentny Projekt po polsku

Dodatek. Stali czy­tel­nicy Kwantowo wiedzą, że kre­acjo­nizm oraz ID nie są wyłącz­nie pro­ble­mami Ame­ry­ka­nów. Rok temu, wraz z innymi popu­la­ry­za­to­rami nauki, wysto­so­wa­li­śmy List otwarty do polskich uczelni, prze­strze­ga­jący przed dzia­ła­niami przy­bie­ra­ją­cej na sile Fundacji En Arche. Orga­ni­za­cja for­mal­nie powo­ła­nia do “dzia­ła­nia na rzecz nauki i edukacji”, w rze­czy­wi­sto­ści zajmuje się upo­wszech­nia­niem w naszym kraju idei inte­li­gent­nego projektu.

Fundacja zare­ago­wała na nasz apel pozwem sądowym o naru­sze­nie dóbr oso­bi­stych. W Liście otwartym stwier­dzi­li­śmy m.in., że teo­re­tycy projektu działają pod­stęp­nie i współ­pra­cują z zagra­nicz­nymi śro­do­wi­skami reli­gij­nych fun­da­men­ta­li­stów, za co En Arche żąda prze­pro­sin oraz wpła­ce­nia 10 tys. złotych na cel spo­łeczny. Nie muszę chyba pisać, jak brzmiała nasza odpowiedź.

Byłoby przesadą porów­ny­wać rangę zbli­ża­ją­cej się sprawy do procesu Kit­zmil­ler v. Dover. Niemniej, cele są podobne: zwo­len­nicy projektu chcą uzyskać prawne przy­zwo­le­nie do sze­rze­nia swoich idei i spraw­dzić jak daleko mogą się posunąć. Dodat­kowy smaczek polega na tym, że En Arche wiernie powiela myśl, argu­menty i metody ame­ry­kań­skiego Disco­very Insti­tute. Co więcej, nasz List został spo­rzą­dzony w odpo­wie­dzi na webi­na­rium z udziałem… Michaela Behego.

O zbli­ża­ją­cym się procesie będę jeszcze wie­lo­krot­nie infor­mo­wał zarówno na blogu jak i na kanałach spo­łecz­no­ścio­wych. Na razie zapra­szam wszyst­kich, którym dobro nauki leży na sercu do udziału w zrzutce zor­ga­ni­zo­wa­nej wraz z Marszem dla nauki. Zebrane fundusze zostaną wyko­rzy­stane w tej oraz podob­nych bata­liach sądowych prze­ciwko pseudonaukowcom.

LINK DO ZRZUTKI

Za pozytywny epilog niech posłuży świeże badanie dotyczące akceptacji ewolucji w społeczeństwie Stanów Zjednoczonych. W momencie, kiedy Bill Buckingham wraz z kolegami z Discovery Institute próbowali przewrócić na głowę program nauczania biologii, zaledwie 40% Amerykanów uznawało, że człowiek i małpy wyewoluowały od wspólnego przodka. Był to jeden z najgorszych wyników wśród państw rozwiniętych. Obecnie, po ponad piętnastu latach odsetek ten wynosi 54%. Wciąż nie dość dużo, aby było się czym chwalić, ale tendencja wzrostowa pozwala patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.
Literatura uzupełniająca:
J. Coyne, Teoria inteligentnego projektu. Wiara, która nie chce się ujawnić, [w:] “Nauka a kreacjonizm. O naukowych uroszczeniach teorii inteligentnego projektu”, pod red. J. Brockmana, Warszawa 2007;
L. Susskind, Słuszna walka, [w:] “Nauka a kreacjonizm. O naukowych uroszczeniach teorii inteligentnego projektu”, pod red. J. Brockmana, Warszawa 2007;
J. Coyne, Ewolucja jest faktem, przeł. M. Ryszkiewicz, Warszawa 2009;
P. Shipman, Being Stalked by Intelligent Design, [online: americanscientist.org/article/being-stalked-by-intelligent-design];
J. McClure, 15 years ago the Dover Intelligent Design case roiled our community. Here’s what happened, [online: eu.ydr.com/story/opinion/2020/12/09/15-years-ago-dover-intelligent-design-case-roiled-our-community/6506382002];
F. Ali, Kitzmiller v. Dover 15 Years Later, [online: betterrightthanhappy.com/kitzmiller-v-dover-15-years-later/];
P. Irons, Disaster in Dover: The Trials (and Tribulations) of Intelligent Design, [online: web.archive.org/web/20070927044343/http://www.umt.edu/mlr/Irons%20Response.pdf];
Dokument klina (The Wedge Document), [online: ncse.ngo/files/pub/creationism/The_Wedge_Strategy.pdf];
Transkrypcja procesu Kitzmiller v. Dover Area School District, [online: http://www.talkorigins.org/faqs/dover/day1am.html].
[+]
Total
310
Shares