Klasyczny Hawking – recenzja “Teorii wszystkiego, czyli krótkiej historii wszechświata”

Czy się to komuś podoba czy nie, Krótka historia czasu pozostaje najbardziej rozpoznawalną książką popularnonaukową świata. Tym większym wyzwaniem było dla mnie zmierzenie się z odrestaurowaną wersją nieśmiertelnego klasyka – Teorią wszystkiego, czyli krótką historią wszechświata.

Niebawem minie pół roku od śmierci jednego z najwybitniejszych fizyków teoretycznych naszych czasów, Stephena Hawkinga. Nic dziwnego, że niektóre oficyny i księgarnie postarały się uzupełnić swoje oferty o dzieła byłego profesora Cambridge. Tak też zrobiło wydawnictwo Helion oraz księgarnia Ebookpoint, które poprosiła mnie o zrecenzowanie na łamach bloga niegrubej pozycji Teoria wszystkiego, wydanej zarówno w wersji papierowej, jak również – co mnie zainteresowało – w formie audiobooka.

Nie ukrywam, że od początku obawiałem się tej konfrontacji. Jeżeli czytasz Kwantowo dłuższy czas, być może natknąłeś się na rzucane przeze mnie, tu i ówdzie, komentarze pod adresem Krótkiej historii czasu. Mówiąc krótko, nigdy nie byłem największym fanem tego klasycznego dzieła, choć jednocześnie zawsze odnosiłem wrażenie, że moje dygresje są odczytywane w mylny sposób. Tak naprawdę, w żadnym miejscu nie nazwałem tego czy innych utworów Hawkinga książkami słabymi. Moje wątpliwości dotyczyły (i nadal dotyczą) jedynie tego, kto powinien być ich adresatem? Czy popularnonaukowy bestseller aby na pewno jest najlepszym możliwym wyborem dla osoby rozpoczynającej swoją wędrówkę przez krainę fizyki? Czy to pozycja, którą powinieneś zachwalać znajomemu stojącemu na bakier z fizyką i innymi naukami przyrodniczymi?

Oznacza ona, że granicę czarnej dziury – czyli horyzont zdarzeń – tworzą promienie świetlne, którym niemal udało się wydostać z jej pola grawitacyjnego. Można powiedzieć, że promienie te na zawsze zawisły na krawędzi czarnej dziury. Przypomina to sytuację złodzieja, który ucieka przed policjantem i ciągle wyprzedza go o kilka kroków, ale nie jest w stanie mu umknąć.

Dziś mam szansę wrócić do tych rozważań, ponieważ tak się składa, że Teoria wszystkiego to w istocie odmalowana wersja nieśmiertelnej Krótkiej historii czasu. Fakt ten podkreślam, ponieważ – nie wiedząc czemu – większość spotkanych przeze mnie w sieci komentarzy i recenzji, milczy o podobieństwie obu publikacji. Nie sądzę aby wynikało to ze złej woli recenzentów, raczej z nieznajomości twórczości Hawkinga i ze zwykłej niewiedzy. Jest to jednak szalenie istotne, jeśli czytelnik ma świadomie zadecydować czy potrzebuje TW, jeśli posiada już na swoim regale KHC; a jeśli nie miał w ręku żadnej – to po którą z nich powinien sięgnąć.

Treściowo oba tytuły pozostają zgodne w jakichś 80%. Oficjalnie Teoria wszystkiego jest “tylko” transkrypcją najciekawszych wykładów brytyjskiego geniusza, ale w praktyce lwia część akapitów brzmi dokładnie tak samo jak w książkowej poprzedniczce (pomijam drobne różnice wynikające z przekładów Michała Lipy i Piotra Amsterdamskiego).

To samo tyczy się wyboru poruszanych tematów. Wśród siedmiu wykładów/rozdziałów, każdy ma odpowiednik w KHC. Są to kolejno: Koncepcje wszechświata, Rozszerzający się wszechświat, Czarne dziury, Czarne dziury nie są takie czarne, Początek i przeznaczenie wszechświata, Kierunek czasu (osobiście wolę termin strzałki czasu) oraz Teoria wszystkiego. W spisie treści starszej książki widnieją ponadto wyodrębnione działy dotyczące czasu i przestrzeni oraz zasady nieoznaczoności. Nie oznacza to jednak, że TW wykastrowano z tych, bardzo istotnych zagadnień. Zmieniła się po prostu konstrukcja książki. Rozdziały doczekały się dodatkowego podziału na podrozdziały, zaś podstawy teorii względności i mechaniki kwantowej dokooptowano do innych wykładów. Poprawki w tym zakresie okazały się jak najbardziej korzystne i już na pierwszy rzut oka zwiększyły przejrzystość tekstu.

Właśnie podczas konferencji w Watykanie wysunąłem po raz pierwszy sugestię, że być może czas i przestrzeń tworzą razem powierzchnię o skończonej rozciągłości, lecz pozbawioną granicy lub brzegu. Moja praca miała dosyć matematyczny charakter, więc jej implikacje dotyczące roli Boga w stworzeniu nie zostały wtedy dostrzeżone – tym lepiej dla mnie.

Najważniejszą cechą Teorii wszystkiego, determinującą jej zalety i przeznaczenie, jest zwięzłość. Mimo małego formatu, książka mieści się na niecałych 150 stronach. Tyle wystarczyło Hawkingowi, aby nakreślić tło historyczno-filozoficzne, przedstawić strukturę wszechświata, streścić dzieje wielkiego wybuchu, wspomnieć o teoriach Einsteina i zasadzie nieoznaczoności, wyjaśnić mechanizmy rządzące czarnymi dziurami i wreszcie zasygnalizować problem pościgu za tytułową teorią wszystkiego. Między opisy tych, dość ogólnych spraw, autor wtrącił omówienia związanych z nimi własnych hipotez, tj. modelu wielkiego wybuchu pozbawionego brzegu oraz koncepcji parowania czarnych dziur, znanej lepiej pod nazwą promieniowania Hawkinga. Własne osiągnięcia nie dominują jednak nad resztą treści. Rzekłbym wręcz, że hawkingowski obraz początku wszechświata mógłby zostać omówiony szerzej.

Masz prawo zapytać, czy kilkanaście stron wystarczy aby zagłębić się w którąś z wymienionych kwestii? Naturalnie udzielę odpowiedzi przeczącej. Tyle, że Teoria wszystkiego, podobnie do swojej starszej siostry, w ogóle nie podejmuje próby wyczerpania któregokolwiek tematu. To, czy taką charakterystykę uznamy za karygodną czy korzystną, zależy jednak od naszych oczekiwań. Jeśli interesujesz się, dajmy na to, czarnymi dziurami i posiadasz jako takie obycie w sferze astrofizyki – Hawking nie przekaże Ci niczego nowego. Jeśli nie wiesz o czarnych dziurach niemal zupełnie nic i masz nadzieję, że zostaniesz zaintrygowany barwnymi opisami, urozmaiconymi setką ciekawostek – zwięzła formuła i wszechobecne telegraficzne skróty, również niekoniecznie zmienią Twoje nastawienie. Komu więc poleciłbym Teorię wszystkiego?

Miałem kiedyś znajomego. Z wykształcenia historyk, mocno oczytany, nieprzeciętnie inteligentny i z zasady dbający o posiadanie niezbędnego minimum wiedzy o otaczającym go świecie. Nie udawał, że jest fascynatem nauk przyrodniczych lub, że z podnieceniem wyczekuje wieści płynących od NASA lub z LHC. Kolega ten zwrócił się kiedyś do mnie z prośbą o polecenie treściwej, pozbawionej wodolejstwa książki, streszczającej stan współczesnej fizyki. Nie chciał zgłębiać tajników fizyki teoretycznej, lecz poświęcić jeden lub dwa wieczory na uzupełnienie informacji na temat tego czym zajmują się uczeni w XXI wieku. Pragnął szybko i bezboleśnie dowiedzieć się, co w trawie piszczy. Był to jeden z nielicznych przypadków, gdy z czystym sumieniem wskazałem na bestseller Stephena Hawkinga. W dniu dzisiejszym mógłbym temu znajomemu zarekomendować jeszcze Astrofizykę dla zabieganych, pióra Neila deGrasse’a Tysona; jednak koniec końców pierwszeństwo nadal przyznałbym klasyce.

Teoria wszystkiego w wersji audio

Jak wspomniałem, Ebookpoint zadbał o wydanie książki Hawkinga nie tylko na papierze, ale również w formie elektronicznej oraz audiobooka. O wydaniu drukowanym nie mam wiele do powiedzenia. Ot, dobrze wykonana robota. Mała, zgrabna lektura w solidnej grubej oprawie, którą możecie zobaczyć na głównej fotografii. Moim zdaniem, pod względem estetycznym Teoria wszystkiego, przyćmiła bodaj najpopularniejsze polskie wydanie KHC od Zysku i S-ki. Jedyny mankament, choć niezbyt istotny przy publikacji o tak małych gabarytach, to brak skorowidzu.

Powyższą recenzję pisałem jednak w oparciu o audbiobooka. Zrobiłem to tym chętniej, że jednak wciąż nie mamy dużego wyboru popularnonaukowych audiobooków w języku polskim – więc za samo zadbanie o powstanie takowego należy się pochwała. 

Całe nagranie staje się dostępne i możliwe do pobrania w formacie Mp3, po rejestracji i uiszczeniu opłaty na Ebookpoint. Oczywiście przeczytanie 150 stron nie trwa zbyt długo: dostajemy do dyspozycji 14 plików, których przesłuchanie nie potrwa dłużej niż 3,5 godziny. Lektorem jest Marcin Fugiel, co okazało się bardzo trafnym wyborem. Zdarza się, że wydawcy powierzają zadanie czytania tekstów naukowych osobom o powolnym, belferskim charakterze głosu. Na pierwszy rzut ucha wydaje się to odpowiednie, jednak flegmatyczny styl wypowiedzi potrafi uśpić nawet największego entuzjastę fizyki. W przypadku Teorii wszystkiego towarzyszy nam na szczęście głos młody i energiczny, sprawiający, że całość nagrania można by odsłuchać nawet za jednym zamachem.

Fragment można odsłuchać pod tym adresem.

Info:
Autor: Stephen Hawking;
Przełożył: Michał Lipa;
Tytuł: Teoria wszystkiego, czyli krótka historia wszechświata;
Tytuł oryginalny: The Theory of Everything: The Origin and Fate of the Universe;
Wydawnictwo: Helion;
Wydanie: Gliwice 2018;
Liczba stron: 144.
Bo prawdziwych Profesorów już nie ma Pułapki umysłu i kolejny konkurs! Czytanie z listów Doktora Neila do Ziemian – recenzja książki “Listy od astrofizyka”