Nie jestem entuzjastą świątecznych czy noworocznych życzeń, bo nie są one na ogół zbyt konstruktywne. Za to podsumowania i postanowienia traktuję bardzo poważnie. Pora więc na coroczny przegląd osiągnięć i możliwości dalszego rozwoju Kwantowo.pl.

Kwantowo w liczbach

188920, to według Google Ana­ly­tics liczba użyt­kow­ni­ków, która w ciągu ostat­nich 12 miesięcy prze­wi­nęła się przez stronę. Pocie­sza­jące jest to, że według sta­ty­styk aż ponad połowa (51,2%) to czy­tel­nicy powra­ca­jący.

5190
, to obecna liczba kwan­to­wi­czów na face­bo­oku. W ubiegłym roku, o tej porze licznik poka­zy­wał 2735 dusz, zaś w posta­no­wie­niach obrałem za cel osią­gnię­cie pułapu 4 tysięcy. Zatem obecny wynik teo­re­tycz­nie wydaje się bardzo dobry; jednak dla mnie stan­dar­dowo, jest on jedynie satys­fak­cjo­nu­jący. Jasne, to miłe wiedzieć, że Twoje poczy­na­nia obser­wuje kilka tysięcy ludzi (niewiele mniej niż cała popu­la­cja mojego rodzin­nego mia­steczka), ale gdy człowiek uświa­da­mia sobie ile bzdur­nych stron, w tym samym czasie, zgro­ma­dziło wie­lo­krot­nie większą widownię – wszyst­kiego się ode­chciewa. (Prze­pra­szam wraż­liw­ców za ten powiew bru­tal­nej szcze­ro­ści, ale niestety tak właśnie jest. Co więcej, trzeba o tym mówić, bo przez taki stan rzeczy wielu innych “poważ­nych” blogerów skoń­czyło się zanim zaczęło. Po prostu zabrakło im cier­pli­wo­ści, co mnie nie dziwi).

537, tyle face­bo­oko­wych lajków zebrał wpis Wszech­świat pozba­wiony czasu. Podobnie jak wyżej: cieszy prze­kro­cze­nie pewnej granicy, ale osią­gnię­cie prze­staje robić wrażenie gdy spoj­rzymy na pseu­do­nau­kowe wypociny wielkich portali, zgar­nia­jące regu­lar­nie naście tysięcy łapek w górę i setki udo­stęp­nień. Swoją drogą, ciekawe, że rekord przypadł tekstowi z pogra­ni­cza kosmo­lo­gii i mecha­niki kwan­to­wej, a nie lżejszym i bardziej kon­tro­wer­syj­nym wynu­rze­niom. Było jednak blisko, bo dwie odsłony Głupoty na nie­dzielę Bo nauczy­ciel zrobił ze mnie idiotę oraz Zma­sa­kro­wał… zasady logiki i argu­men­ta­cji – były laj­ko­wane aż 400 razy.

501, tylu łapek w górę doczekał się nato­miast naj­po­pu­lar­niej­szy obrazek opu­bli­ko­wany na kwan­to­wym fan­pej­dżu. Co cie­kaw­sze, udo­stęp­ni­li­ście go aż 231 razy!

138, to liczba wszyst­kich opu­bli­ko­wa­nych w ostatnim roku wpisów. W tym miejscu mogę wreszcie wyrazić zado­wo­le­nie, bo spło­dzi­łem niemal dwa razy tyle notek co w 2014. Oczy­wi­ście na wynik mocno wpłynął projekt Kwan­to­wego budzika (czyt. poniżej), ale z nim czy bez – udało mi się zachować żelazną kon­se­kwen­cję i regu­lar­ność.

96, tyle komen­ta­rzy zaliczył wpis Czy ewolucja przeczy wierze? I tu mamy regres, nawet podwójny. W 2014 roku zdarzył się tekst, który zgro­ma­dził łącznie ponad aż 140 opinii, ale co naj­lep­sze, wspo­mniany artykuł miał cha­rak­ter… gościnny. Naj­chęt­niej pole­mi­zo­wa­li­ście ze słowami innego autora! To dobitnie pokazuje, że kom­plet­nie nie potrafię was zachęcić do aktyw­no­ści i dyskusji. Naj­czę­ściej komen­to­wana spośród moich publi­ka­cji, docze­kała się zaledwie 58 komen­ta­rzy.

Co nie wyszło

Jedne pomysły wypaliły całkiem nieźle, inne spaliły na panewce. Do tych drugich muszę zaliczyć projekt Kwan­to­wego budzika, czyli cyklu krótkich, codzien­nych wpisów publi­ko­wa­nych każdego ranka. Jakimś cudem doczoł­ga­łem się do 50 odcinków, lecz osta­tecz­nie ciężar tego przed­się­wzię­cia okazał się zbyt duży dla jed­no­oso­bo­wej “redakcji”. Co jeszcze nie wypaliło? Na pewno plany “biz­ne­sowe”. Człowiek naczytał się rad Michała Sza­frań­skiego i innych blogerów, sadząc, że na każdej pasji da się zarobić lub przy­naj­mniej dorobić. Niestety, zamysł sprze­daży kubków ledwo pozwolił mi wyjść “na zero” (jako bonus mogę trak­to­wać pudło kil­ku­na­stu kubków, które wciąż zalega w kącie). Ciut lepiej wygląda nawią­za­nie współ­pracy z Koszulka.tv, bo choć sprze­da­łem zaledwie 10 sztuk, to przy­naj­mniej nie martwię się dys­try­bu­cją i kosztami. Wreszcie, dołą­czy­łem do programu afi­lia­cyj­nego księ­garni Matras. Książki i tak wam często polecam, więc czemu miałbym nie pod­rzu­cić przy okazji linku do produktu, dzięki któremu otrzymam ułamek jego ceny? Problem w tym, że owy ułamek jest bardzo skromny i choć zamó­wi­li­ście aż kil­ka­dzie­siąt pozycji za prawie tysiąc złotych (!), na moje konto wpłynęło (a wła­ści­wie wpłynie, jeśli osiągnę odpo­wied­nią kwotę) całe 56 zł. Trochę #janu­sze­biz­nesu, ale przy­naj­mniej nikt mi nie zarzuci, że nie podjąłem prób.

Co wyszło

Powyższe klęski pchnęły mnie do nieco despe­rac­kiego kroku stwo­rze­nia zakładki dotuj. I powiem wam tylko jedno: dziękuję! Nie chodzi o kilkaset złotych, które opłaciły obecny serwer i layout, ale przede wszyst­kim o nama­calny dowód waszego przy­wią­za­nia do bloga. Psioczę na brak komen­ta­rzy, lajków i nie­re­gu­larne odwie­dziny, ale jeśli ponad pięć­dzie­się­ciu czy­tel­ni­ków jest zdolnych do prze­la­nia choćby kilku złotych – to mam dla kogo pisać. Naj­chęt­niej wymie­nił­bym tu wszyst­kie nazwiska naj­wier­niej­szych z wiernych, ale nie jestem pewien czy każdy życzyłby sobie upu­blicz­nia­nia swoich danych, więc poprze­stanę na podzię­ko­wa­niu ogólnym. 🙂 Zresztą, więk­szość dotu­ją­cych to starzy Kwan­to­wi­cze, często i gęsto pro­du­ku­jący się zarówno na blogu jak i face­bo­oku.

Nie­wąt­pli­wie zna­la­złoby się kilka pomniej­szych sukcesów. Udzie­li­łem pierw­szych w swoim życiu wywiadów (choć to może za duże słowo), i muszę powie­dzieć, że ten dla Eprawdy, wypadł całkiem znośnie. Blog pozwolił mi również zakwa­li­fi­ko­wać się do finału uni­wer­sy­tec­kiego konkursu dla absol­wenta z pasją 2015, gdzie osta­tecz­nie zająłem czwartą lokatę. Udało mi się też stworzyć (naresz­cie!) zado­wa­la­jące logo, a sądząc po wielu przy­chyl­nych komen­ta­rzach, mini­ma­li­styczna ikona cieszy nie tylko moje oczęta, lecz także wasze. To ważne, bo wizualna iden­ty­fi­ka­cja marki jest w dzi­siej­szych czasach abso­lutną koniecz­no­ścią.

Raczej trudno to nazwać sukcesem, ale warto też wspo­mnieć o nie­daw­nej zmianie wyglądu Kwantowo. Będę z wami szczery: nie uważam tego szablonu za ład­niej­szy niż poprzedni, zaś zmianę wymusiły na mnie kwestie czysto tech­niczne. Tak to już jest, że człowiek insta­luje inte­re­su­jący layout, ale dopiero po kilku tygo­dniach jego użyt­ko­wa­nia odkrywa wady. I tak, ostatni, choć este­tyczny, kom­plet­nie zawodził na urzą­dze­niach mobil­nych. Naprawdę nie chciałem aby kto­kol­wiek zre­zy­gno­wał z regu­lar­nej lektury bloga tylko dlatego, że jest on nie­czy­telny na komórce czy tablecie. Vox populi, vox Dei

Co mnie wkurza

Tak pół żartem, pół serio jest pewna rzecz, z którą zmagam się od dawna, ale ostatnio coraz bardziej przy­biera na sile. Co więcej, dotyczy nie tylko Kwantowo ale również moich zna­jo­mych po piórze, więc pewnie poprą oni moją skargę/apel.

Mia­no­wi­cie, nie wiem skąd wypły­nęło abso­lut­nie złudne prze­ko­na­nie, jakoby treść bloga miała pozostać “obiek­tywna”. Piszę w cudzy­sło­wie, ponieważ czę­sto­kroć nawet nie wiem co ten termin w kon­tek­ście danego artykułu ma znaczyć. Już abs­tra­hu­jąc od tekstów popu­lar­no­nau­ko­wych, nie wiem dlaczego ktoś – i to zazwy­czaj nie stały czy­tel­nik, a przy­pad­kowy “prze­cho­dzień” – w ogóle odbiera mi prawo publi­ko­wa­nia subiek­tyw­nych notek na własnym blogu. Dlaczego np. nie mogę zabrać głosu w sprawie intro­wer­ty­zmu, a Węglowy Szo­wi­ni­sta nie powinien ustawiać sobie na face­bo­oku obrazka pro­pa­gu­ją­cego tole­ran­cję? To nasze poletka, nasze miejsca w sieci, nasze instru­menty do wyra­ża­nia siebie. Wy macie prawo podjąć polemikę, wyrazić odmienne zdanie w danej kwestii (skoro coś publi­ku­jemy, to jesteśmy zazwy­czaj otwarci na dyskusję), ale nie macie prawa kwe­stio­no­wać czy w ogóle wolno nam uze­wnętrz­niać swoje myśli. A szantaż w stylu “o, jesteś nie­wie­rzący, zabieram się stąd!” – jest bez­den­nie głupi i prze­raź­li­wie żałosny. Głupi, bo tylko dureń może uwierzyć, że zre­wi­duję swoje prze­ko­na­nia żeby tylko anonim nie tupnął nóżką i sobie nie poszedł. Żałosny, ponieważ komen­tu­jący samemu nie potrafi wznieść się ponad własny subiek­ty­wizm, ale publicz­nie żąda aby ktoś inny swój subiek­ty­wizm zostawił w kącie.

Czy­tel­niku, co Ty naj­lep­szego wyczy­niasz?

Nie chcę się w to dalej zagłę­biać. Proszę jedynie o wyka­za­nie odrobiny zdrowego rozsądku. Jeśli dowie­dzia­łeś się, że Twój bloger ma jakiś świa­to­po­gląd, to nie reaguj obu­rze­niem: bo też go gamoniu pła­sko­głowy posia­dasz. Wejdź do dyskusji, ewen­tu­al­nie czytaj jedynie teksty z danej kate­go­rii igno­ru­jąc resztę. Ale nie miotaj się, nie tup, nie spamuj, nie szan­ta­żuj. To nie portal ani gazeta. To blog osoby z krwi, szarych komórek i kości. Ze swojej strony zapew­niam racjo­na­lizm, który niestety nie zawsze równa się obiek­ty­wi­zmowi.

Wpisy, których nie możesz przeoczyć

Aby pod­su­mo­wa­nia stało się zadość, wypa­da­łoby jeszcze wyróżnić kilka co bardziej inte­re­su­ją­cych tekstów opu­bli­ko­wa­nych w ciągu ostat­nich dwunastu miesięcy. W końcu, mniej regu­larni czy­tel­nicy jak i nowi­cju­sze muszą wiedzieć, co należy nadrobić. Idąc chro­no­lo­gicz­nie:
- O tym jak prze­kro­czyć prędkość światła. Niedługi tekst sta­no­wiący gratkę zarówno dla fanów mecha­niki kwan­to­wej jak i postaci Richarda Feynmana. Opisuję w nim pewne spo­strze­że­nie noblisty, wska­zu­ją­cego jak reguły mikro­świata mogą spro­wo­ko­wać nie­ty­powe zacho­wa­nie fotonu.
- Archi­tekt nowej fizyki. Naj­waż­niej­szy cykl tego roku. Trylogia napisana w związku z okrągłą, setną rocznicą opu­bli­ko­wa­nia ogólnej teorii względ­no­ści. Seria sta­no­wiła spore wyzwanie, gdyż posta­wi­łem przed sobą cel skom­pi­lo­wa­nia wiedzy histo­ryczno-bio­gra­ficz­nej o Ein­ste­inie z dygre­sjami popu­lar­no­nau­ko­wymi, wyja­śnia­ją­cymi jego osią­gnię­cia.
- Po Europie krąży widmo, widmo intro­wer­ty­zmu. Nie­nau­kowy rodzynek. Prze­my­śle­nia o intro­wer­ty­zmie okiem intro­wer­tyka. Polecam, bo sądząc po wielu miłych komen­ta­rzach i mailach, chyba udało mi się dotknąć jądra problemu.
- Nasza słodka, pulchna Betel­geza. Reakcja na roz­po­czę­cie corocz­nego sezonu siania paniki, zwią­za­nej z eks­plo­zją Betel­gezy. Wiele rozumiem, ale gdy grupki ludzi umawiają się na kon­kretny dzień z nadzieją obser­wo­wa­nia super­no­wej, trudno pozostać obo­jęt­nym.
- Meto­do­lo­giczny dekalog naukowca. Prze­sa­dzi­łem z dodaniem do tytułu tego ostat­niego słowa. Tak naprawdę Dekalog nie był i nie mógłby być skie­ro­wany do naukow­ców, którzy szcze­gó­łową meto­do­lo­gię własnej dzie­dziny powinni mieć w małym palcu (inna sprawa, że często tak nie jest). Swoje przy­ka­za­nia pisałem z myślą o zaszcze­pie­niu abso­lut­nych podstaw metody naukowej w spo­łe­czeń­stwie. To naprawdę ważne, bo nie­rzadko osoby z wyższym wykształ­ce­niem, przez pięć lat studiów nie miały okazji zetknąć się z nazwi­skiem Poppera czy pojęciem brzytwy Ockhama – co nawet nie utrudnia, ale wręcz unie­moż­li­wia par­ty­cy­po­wa­nie w świecie nauki.

Postanowienie

Jak zwykle muszę sobie zawiesić jakąś poprzeczkę, abym wiedział do czego dążę. W ciągu ostat­niego roku niemal podwo­iłem liczbę swoich fanów na face­bo­oku, ale powtó­rze­nie tego wyniku (tj. dobicie do 10 tysięcy) tym razem wydaje się mało praw­do­po­dobne. Sądzę, iż nie­ła­twym ale jednak realnym celem, będzie prze­kro­cze­nie granicy 7,5 tysięcy. Jak zwykle, jeśli swojego posta­no­wie­nia nie spełnię a blog dopadnie sta­gna­cja – Kwantowo przej­dzie do historii. Dlatego życzcie mi powo­dze­nia i oby w 2016 roku obro­dziło przy­naj­mniej tyloma tekstami co tym razem. 🙂

podpis-czarny
  • Anonim

    Co do “obiek­tyw­no­ści” — nigdy Pana, ani Węglo­wego Szo­wi­ni­sty nie kry­ty­ko­wa­łem na głos, gdyż cenię Wasz wkład w oświe­ca­nie inter­nau­tów (boleję, iż nie mogłem wpłacić nic ponad te grosze…). Nie mniej jednak mam cichą nadzieję, że na tak cennych stronach jak Wasza nie znajdę kolej­nych odcisków tego poli­tycz­nego brudu, smug róż­no­ra­kich ide­olo­gii itp… Byłem cicho, gdyż nie chcę nijak urazić cudow­nych ludzi, dzięki którym mogę wygodnie i w moim kochanym, POLSKIM języku być na bieżąco z dyna­micz­nie zmiennym światem nauki. Ten post jednak też zmo­bi­li­zo­wał mnie do wyra­że­nia swoich uwag. W dzi­siej­szym inter­ne­cie jest już tyle pisane na wspo­mi­nane tematy, iż nie­któ­rzy dostali alergii na tematy poli­tyczne i oko­ło­po­li­tyczne. Dlatego proszą, mniej lub bardziej kul­tu­ral­nie, o “obiek­tyw­ność” (u nich równa po prostu nie mówieniu na blogach nauko­wych o tej tematyce). Pomi­ja­jąc osobiste zdanie na te tematy — apeluję do was, by swoje opinie na takie tematy wyrażać w oddziel­nych cyklach felie­to­nów, żeby nie plamić sztan­da­rów nauki płytką polityką.
    Dziękuję za poświę­cony mej wypo­wie­dzi czas,
    Pański stały Czy­tel­nik.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Uwagi są cenne i zawsze biorę pod uwagę. 😉 Tak jak napi­sa­łem, temat mógłbym znacznie pogłębić i jeśli jeszcze kiedyś problem się pojawi, może to zrobię. Problem nie leży wcale w trosce nie­któ­rych inter­nau­tów o “obiek­ty­wizm” bloga. Jeśli ktoś się po prostu nie zgadza z opinią to może tak jak Ty igno­ro­wać dany wpis lub podjąć polemikę. To zacho­wa­nie normalne. Ci o których piszę, jak na ironię, sami są zazwy­czaj abso­lut­nie zacie­trze­wieni, i to na tyle, że nie są wstanie przejść obo­jęt­nie. I jeszcze jedno. Odczu­wają dys­kom­fort zauwa­ża­jąc, że osoba którą zasad­ni­czo poważają, której nie mogą zdys­kre­dy­to­wać inte­lek­tu­al­nie (w końcu przez X czasu czytali jej wpisy) nagle ma zupełnie odmienną opinię od nich. W tym momencie jedyne co może zrobić to stwier­dzić: “No już miej tę opinię jak musisz, ale żebym ja jej nie widział!”. Pod płasz­czy­kiem obiek­ty­wi­zmu przemyca myśl: “Miej poglądy zgodne z moimi, albo żadnych”.

      A dlaczego mnie to tak wkurza? Bo na moim regale obok siebie leżą książki Rysia Dawkinsa i ks. Hellera. Nie pogryzły się. Świat nie nie zawalił, wrota piekieł nie zostały otwarte. Obaj są naukow­cami i piszą świetne książki. Szanuję to, że jeden jest anty­kle­ry­ka­łem, a drugi siłą rzeczy przemyca kwestie wiary. To ich prawo, nie tylko jako autorów ale w ogóle myślą­cych samo­dziel­nie ludzi. Nie rozumiem taktyki “wszystko albo nic”. Nie z każdym słowem danego autora muszę się zgadzać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

      Anonimie, czasem trudno jest odciąć się cał­ko­wi­cie od tematów poli­tycz­nych, gdy pisze się o nauce. Przy­kła­dowo, tematy doty­czące glo­bal­nego ocie­ple­nia, homo­sek­su­ali­zmu czy GMO są z nią niestety wciąż jeszcze ściśle związane (a kwestia glo­bal­nego ocie­ple­nia będzie pewnie i za pół wieku i później).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomek

    Jedyny blog zaha­cza­jący o naukę, o którym wiem, że ma więcej lajków niż Kwantowo to Blog slwstra (pierwsze, co pomy­śla­łem, to to, że jest bardziej poli­tyczny i to dlatego, ale możliwe, że to dlatego, że jednak więcej się udziela na Twit­te­rze i face­bo­oku). Naj­wię­cej ma zaś z polskich blogów Zwierz Popkul­tu­ralny. Wychodzi na to, że musisz Star Talk w wersji na papier zrobić z silną repre­zen­ta­cją w mediach spo­łecz­no­ścio­wych 😉

    W każdym razie życzę powo­dze­nia 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Truffus

    Podoba mi się nowy layout, może zmniej­szy obcią­że­nie łącza, bo w pewnym momencie miałeś problem z trans­fe­rem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kocz­ko­dan

      Mi również się podoba. Jest mniejszy dobrze uwi­dacz­nia tekst i chyba w ogóle prostszy. Tak trzymać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://rob006.net/ rob006

      Nowy layout nie zmniej­szy zużycia trans­feru — jest masa obrazków, które w dodatku nie są ska­lo­wane (choć to akurat pewnie kwestia nie­pra­wi­dło­wej kon­fi­gu­ra­cji, a nie samego szablonu), w efekcie strona jest naprawdę ciężka. Nie polecam prze­glą­dać na tele­fo­nie, jeśli ktoś ma limi­to­wany internet…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Truffus

        Nie spraw­dza­łem tego dokład­nie ale wydaje się mniej grafik niż poprzed­nio. Plus wchodząc na główną wczytuje się tylko kilka ostat­nich postów. Zapisana główna waży u mnie 2,31 MB poprzed­nio 6,5 MB (nie wszystko się zapisało, mogą być drobne różnice). Prze­mno­żone przez wejścia na stronę powinno zrobić wyraźną różnice.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Dzięki za roz­wi­nięty post. Po pierwsze was na pewno nie szan­ta­żuję, bo przecież wy już laj­ku­je­cie. 🙂 Po prostu lubię poważnie pod­cho­dzić do swoich posta­no­wień, a ich publiczne ogło­sze­nie jest dobrą rękojmią.

    Moje wpisy na głównej wykopu lądują sto­sun­kowo często, bodaj naj­czę­ściej ze wszyst­kich blogów — więc narzekać nie mogę. JM nato­miast nie wie czego chce. Ukazał się tam jeden mój tekst, który zebrał bardzo dobre opinie, co nie prze­szka­dzało redakcji kręcić nosem gdy wysy­ła­łem następne. Zresztą jeszcze gorzej zacho­wało się pewne cza­so­pi­smo, które samo do mnie napisało z prośbą o tekst już trzy­krot­nie, a potem nie znaleźli na nie miejsca. Polimaty? Teksty zrobiły furorę, lecz kon­wer­sja na mój blog była niemal zerowa, a w dodatku admin się roz­pa­no­szył i zapra­gnął kopiować wpisy Kwantowo jak leci — co musiałem szybko ukrócić.

    Kwantowe Pigułki są martwe, w naj­lep­szym razie zahi­ber­no­wane. Nie umiem tworzyć filmów, nie mam do tego środków i odpo­wied­nich atry­bu­tów. Może jeszcze jakiś odcinek się pojawi, ale nie chcę obie­cy­wać.

    “I mała sugestia — przycisk like i udo­stęp­nia­nie przenieś na dół — ludzie udo­stęp­niają, jak prze­czy­tają” — Bardzo dobra sugestia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mateusz

    Świetny blog bardzo go lubie; czytam jakis wpis i daje mi on znaczaco do myslenia, rzuca swiatlo z innej strony. Czesto jestem zasko­czony że mozna bylo do tematu podejsc w ten calkiem odmnienny sposób, który po prze­czy­ta­niu jest oczy­wi­sty jecz przed abso­lut­nie nie. Rzadko komen­tuje bo czesto mam wrażenie że moja wiedza jest nie­wy­star­cza­jaca do podjecia sen­sow­nej dyskusji. I czesto stosuje taktykę obser­wa­tora.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.stratfor.com/ Halder

    Zarzuty o brak obiek­ty­wi­zmu wydają mi się dziwne. Równie dobrze można wymagać od recen­zen­tów filmów czy książek neu­tral­nego podej­ścia do opi­sy­wa­nego dzieła, ale przecież właśnie recenzje są zapisem odczuć jakie ów wywołało u recen­zu­ją­cego. To samo dotyczy bloga. O ile tematyka naukowa rze­czy­wi­ście często jest obiek­tywna, bo operuje na pewnych stałych, wiel­ko­ściach znor­ma­li­zo­wa­nych, opisach zjawisk etc. to jed­no­cze­śnie blog jest miejscem na podzie­le­nie się pry­wat­nymi prze­my­śle­niami. Wypo­wie­dzi autora są jego własnymi opiniami na dany temat. Taka idea przy­świeca całemu śro­do­wi­sku blo­go­wemu i na Kwantowo nie powinno ulegać presji 🙂

    Co do popu­lar­no­ści, zdo­by­wa­nia i akty­wi­zo­wa­nia czy­tel­ni­ków oraz sze­rze­nia pewnego nauko­wego podej­ścia to zgodzę się z ToJa, że fizyka jest dzie­dziną trudną do spo­pu­la­ry­zo­wa­nia. Fakt, że udało się to nie­któ­rym innym blogerom — moim zdaniem — wynika z poru­sza­nia bardziej codzien­nych i bez­po­śred­nio doty­czą­cych ludzi — pro­ble­mów. Pomijam już nie­zro­zu­miałą dla mnie popu­lar­ność wszel­kiej maści sza­fia­rek i blogów poświę­co­nych ciuchom (wiadomo — spe­cy­ficzna (i bardzo szeroka) grupa docelowa), ale nawet wspo­mniany przez ciebie Sza­frań­ski pisze o różnych aspek­tach pie­nię­dzy, z którymi to przecież wszyscy mamy na co dzień do czy­nie­nia. Pewnie dlatego oprócz ubrań i kreacji bardzo popu­larne są blogi kuli­narne, podróż­ni­cze bądź właśnie recen­zenc­kie. Jak smutno by to nie zabrzmiało, nauka nie jest więk­szo­ści do życia ani szczę­ścia potrzebna, a już fizyka to rodzaj hobby dla nie­licz­nych — stąd taka popu­lar­ność. Może nawet jest coś w tym, że ludziom się nie chce czytać dłuż­szych tekstów, wolą zdjęcia i obrazki, co znów stawia “scha­bo­wego w 15 odmia­nach” wyżej od analizy skutków ostat­niej kosmicz­nej.
    Co zrobić, aby było lepiej? Dobre pytanie.

    Oso­bi­ście śledzę kilka obco­ję­zycz­nych kanałów na YT poświę­co­nych nauce jak Smar­te­rE­ve­ry­Day czy Veri­ta­sium, które zdobyły popu­lar­ność właśnie dzięki swojej “inte­rak­tyw­nej” formie. Poszcze­gólne odcinki związane są z testo­wa­niem lub pre­zen­ta­cją pewnych zjawisk nauko­wych (fizyka, chemia, mecha­nika, elek­tryka) właśnie w formie filmików, a niekiedy poprzez spo­tka­nia z różnymi ludźmi ze świata nauki lub zwie­dza­nie okre­ślo­nych obiektów nauko­wych i jeśli idzie o tematykę naukową, to chyba jedynie taka forma ma szansę się przebić do szerszej publicz­no­ści. Trochę podobnie działał SciFun (też na YT), ale to jakby inna liga. Oczy­wi­ście byłoby to związane z masą pracy: począw­szy od wybrania tematu do zapre­zen­to­wa­nia, przy­go­to­wa­nia, zor­ga­ni­zo­wa­nia spo­tka­nia lub wycieczki, nagrania wszyst­kiego, obro­bie­nia do znośnej, inter­ne­to­wej formy etc. więc w poje­dynkę pewnie byłoby ciężko.
    Inne roz­wią­za­nie to posze­rza­nie zakresu pre­zen­to­wa­nych na blogu tematów. Może gdyby poja­wiało się więcej Kwantowa w różnych ser­wi­sach (wspo­mniane w jednym z komen­ta­rzy media spo­łecz­no­ściowe np. wpisy na Twit­te­rze o poja­wie­niu się jakiegoś newsa czy notki na blogu/fanpage’ u), to wzro­słaby roz­po­zna­wal­ność marki.

    Pod­su­mo­wa­nie będzie niestety raczej gorzkie. W świecie gdzie rządzą szybkie newsy, bardziej liczy się forma przekazu niż treść i nastę­pu­jąca pry­mi­ty­wi­za­cja spo­łe­czeństw, tematy naukowe nie będą zbyt popu­larne. Wiele notek na Kwantowo wymaga zasta­no­wie­nia, prze­my­śle­nia (a przy­naj­mniej ruszenia wyobraź­nią) i wycią­gnię­cia pewnych wniosków dla siebie — to się dzisiaj słabo sprze­daje. Pozo­staje więc two­rze­nie nowych wpisów dla wzra­sta­ją­cej (nie­znacz­nie acz regu­lar­nie) popu­la­cji pasjo­na­tów lub osób, których nie odstra­szają omawiane tu tematy.
    Wytrwa­ło­ści w 2016 roku 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • ziu­ten­cjal

    Dobry wieczór 🙂
    Z dziką radością (zwykle) czytam wpisy na Twoim blogu. W domu mam sub­skry­bję RSS i dzięki temu czytam regu­lar­nie. Czasami w pracy dla oddechu wchodzę na kwantowo.pl i muszę przy­jem­ność odłożyć “na zaś”. Kosz­marny WP z kosz­mar­nie prze­ła­do­wa­nymi sza­blo­nami.
    Pozdro­wie­nia 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • AB

    Moim zdaniem nie powi­nie­neś się przej­mo­wać ilością komen­ta­rzy. Na swoim przy­kła­dzie powiem, że łatwiej mi sko­men­to­wać jakiś durny artykuł na Onecie, niż napisać coś tutaj. Wychodzę z zało­że­nia “wiem, że nic nie wiem” i zwykle boję się coś komen­to­wać, żeby się nie zbłaźnić. Widząc, że jednak zwracasz na to uwagę obiecuję że się postaram od czasu do czasu dodać coś od siebie. Zaczynam od dziś — to mój pierwszy komen­tarz, a czytuję Kwantowo od około roku.
    No i naj­waż­niej­sze: ten blog to moje ulubione miejsce w inter­ne­cie — nic dodać nic ująć. Dobra robota! Byle tak dalej 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://COSMICBULLETIN.NET cosmicbulletin.net

    Nie czytam Twojego bloga od początku, nie czytam też wszyst­kich komen­ta­rzy, ale zasad­ni­czym pytaniem jest — po co zakła­da­łeś ten blog? Czy dla pie­nię­dzy i “sławy”, czy z wewnętrz­nej potrzeby dzie­le­nia się swoimi prze­my­śle­niami oraz potrzeby oświe­ce­nia ciemnego narodu w bliskiej Ci (i nie­ła­twej) dzie­dzi­nie? Jeśli pier­wot­nym biz­ne­spla­nem był zysk i komer­cja­li­za­cja, to owszem, sta­ty­styki, które tak sobie bierzesz do serca, mają zasad­ni­cze zna­cze­nie. Nato­miast jeśli miał być to typowy blog, to jego popu­lar­ność oceniam naprawdę wysoko. Jak wiemy astro­fi­zyka nie jest łatwym tematem. To nie plotki i plo­teczki, tak popu­larne wśród tej bardziej ocię­ża­łej inte­lek­tu­al­nie części narodu. Pamiętać też trzeba, że są granice “popu­lar­no­ści”. Nie widzia­łem wyników Twojego FB, czy krzywa “laj­ko­wa­nia” jeszcze rośnie czy już spada, ale myślę, że w pewnym momencie zasad­ni­czo zwolni. Jak już moi poprzed­nicy wskazali, należy sięgać m.in. po kolejne kanały w mediach spo­łecz­nych. Na moim blogu spora część wejść, pochodzi ze stron na których komen­tuję wpisy innych.

    Co do layout’u, ten uważam za lepszy od poprzed­niego, niemniej jednak powiela wadę poprzed­niego, czyli jest w ciemnych kolorach. Oso­bi­ście tego nie lubię. Zdaje sobie też sprawę, że blog stoi na serwerze za który trzeba płacić. Cóż, mam nadzieję, że jeśli rzucisz to wszystko w diabły, (co mam nadzieję nie nastąpi) to chociaż prze­nie­siesz zawar­tość na dar­mo­wego wordpress’a żeby służyło potomnym.

    Mój blog jest nie­po­rów­ny­wal­nie mniej popu­larny. Raz, że publi­kuję znacznie rzadziej, dwa, że ma on wydźwięk bardziej tech­niczny niż osobisty, filo­zo­ficzno-prze­my­śle­niowy jak Twój. Jak już wspo­mniano powyżej, Twoje wpisy zmuszają do myślenia a to niszowe hobby 🙂 Myślę, że ważna też jest forma. Zawsze można ogra­ni­czyć się do kil­ku­dzie­się­ciu słów. Być może krótsze wpisy spo­wo­dują częstrze wejścia i nowych sub­skry­ben­tów, ale obawiam się, że może to się odbić na obecnych, bardziej ambit­nych i wyma­ga­ją­cych czy­tel­ni­kach.

    Co by nie mówić, jestem pod ogromnym wra­że­niem tego bloga a dokład­niej pisząc, jed­no­oso­bo­wej redakcji za nim stojącej. Tyta­niczna robota.
    Pozdra­wiam i życzę wytrwa­ło­ści

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “Czy dla pie­nię­dzy i “sławy”, czy z wewnętrz­nej potrzeby dzie­le­nia się swoimi prze­my­śle­niami oraz potrzeby oświe­ce­nia ciemnego narodu w bliskiej Ci (i nie­ła­twej) dzie­dzi­nie?”

      Kto­kol­wiek roz­po­czy­na­jący dzia­łal­ność z myślą o zarob­kach i komer­cja­li­za­cji — i wybie­ra­jący za tematykę akurat nauki ścisłe — byłby w naj­lep­szym przy­padku głupi, w naj­gor­szym niezbyt zdrowy na umyśle. Trudno o trud­niej­szą do spie­nię­że­nia sferę; a mogłem pisać cho­ciażby o prawie, co przy podobnej poczyt­no­ści przy­nio­słoby mi znacznie większe profity. Zresztą nie tylko finan­sowe.

      Jednak to nie jest żadna odpo­wiedź. Bez względu na to o czym jest blog, jego celem jest tra­fia­nie do licznego grona odbior­ców. Mam za sobą ponad 5 lat two­rze­nia i udo­sko­na­la­nia warsz­tatu. To pewien kapitał, który wymagał niemałej pracy i przede wszyst­kim czasu. Nie­skrom­nie napiszę, że moje teksty nie są w niczym gorsze od arty­ku­łów zamiesz­cza­nych w cza­so­pi­smach popu­lar­no­nau­ko­wych i znacznie prze­bi­jają te, które można spotkać na dużych por­ta­lach. Ale tamci autorzy są nie tylko opłacani, ale również wie­lo­krot­nie częściej czytani. Jeśli już ktoś “z góry” do mnie pisał, to ze śmie­ciową ofertą typu: daj połowę tekstów, a my wstawimy Twój banerek. To co robię jest zatem wręcz nie­ra­cjo­nalne i czuję się jak frajer. Ba, jestem frajerem.

      Pod­su­mo­wu­jąc, cel był misyjny i gdyby tak nie było, zakoń­czył­bym dawno, dawno temu. Ale ciężar misji ma być ade­kwatny do profitów — nie ważne czy liczo­nych w zło­tów­kach, lajkach czy miłych mailach. Pisząc bawię się naprawdę dobrze (dałbym sobie rękę uciąć żeby żyć z pisania, niestety naj­wy­raź­niej są lepsi) — ale efekty muszą rów­no­wa­żyć pracę i zain­we­sto­wany czas. I nie łudźmy się, każdy, abso­lut­nie każdy regu­lar­nie piszący autor dochodzi do momentu, w którym chciałby ujrzeć te efekty.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • gojin

    Czytam ten blog od bardzo długiego czasu, i nie wiedzieć dlaczego dopiero teraz zorien­to­wa­łem się, że istnieje opcja “dotuj”. Mam jednak prośbę, czy oprócz PayPala można też zrobić zwy­czaj­nie przelew na konto? Pozdra­wiam!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomasz Samek

    W artykule “Dotuj” umieść 26 cyfrowy numer, który możesz dostać w każdym lokalu z napisem “Bank” nad wejściem (po wypeł­nie­niu paru stron papieru. Nie będę się użerał z PayPalem.
    Zaglądnę do artykułu “Dotuj” jeszcze tylko raz, za miesiąc i chciał­bym aby na samym początku był podany numer rachunku — jak nie będzie znaczy, aż tak bardzo nie potrze­bu­jesz.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ja? Nie potrze­buję. Nie zakła­da­łem spe­cjal­nego konta ban­ko­wego dla Kwantowo, a swojego oso­bi­stego nie upu­blicz­niam. W ogóle nie mieszam oso­bi­stych finansów z blogiem. Oczy­wi­ście wielu osobom piszącym na priv — dla ich wygody — go wysłałem, ale po tej uszczy­pli­wo­ści (nie wiem co miała na celu) — naprawdę nie trzeba.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0