Jest kilka takich haseł, które obowiązkowo muszą wybrzmieć podczas każdej debaty na temat życia pozaziemskiego. Obok równania Drake’a i paradoksu Fermiego, bez wątpienia należy do nich skala Kardaszewa.

Spytajmy samych siebie – tak dumnych z własnych osią­gnięć – jakie jest nasze miejsce w kosmicz­nej per­spek­ty­wie życia?

Robert Jastrow

Jak ocenić cywilizację?

Przy­pu­śćmy, że nie jesteśmy sami we wszech­świe­cie. Co więcej, rozważmy sce­na­riusz, wedle którego kosmos pozo­staje usiany pokaźną liczbą cywi­li­za­cji tech­nicz­nych, zamiesz­ku­ją­cych tysiące planet w każdej galak­tyce. To nie­zwy­kle eks­cy­tu­jąca per­spek­tywa. Ozna­cza­łaby bowiem, że praw­do­po­dob­nie istnieją gdzieś istoty stojące na poziomie naukowym, tech­no­lo­gicz­nym, a być może również kul­tu­ro­wym – jaki znamy wyłącz­nie z powieści science-fiction. Takie, które podró­żują statkami napę­dza­nymi anty­ma­te­rią, pozbyły się głodu i chorób, mani­pu­lują czasem i prze­strze­nią, czy nawet pojęły odpo­wiedź na wielkie pytanie o życie, wszech­świat i całą resztę. Z punktu widzenia takiej rasy, ludzie byliby co najwyżej bar­ba­rzyń­cami lub cie­ka­wostką przy­rod­ni­czą.

Ale w zasadzie, skąd wiemy, że jedna cywi­li­za­cja jest bardziej zaawan­so­wana od drugiej? Oczy­wi­ście czasem różnica aż bije po oczach, jednak poważne roz­wa­ża­nia wymagają czy­tel­nej miary. Teo­re­tycz­nie mogli­by­śmy przy­zna­wać punkty za poszcze­gólne odkrycia i wyna­lazki, lecz na dłuższą metę taka metoda byłaby to dość kar­ko­łomna i dys­ku­syjna. No bo jak uczciwie ocenić wartość poszcze­gól­nych osią­gnięć? Poza tym, jeżeli zechcemy skon­fron­to­wać ze sobą dwie super­no­wo­cze­sne cywi­li­za­cje, ich osią­gnię­cia mogą wymykać się poza nasze poj­mo­wa­nie. A nie możemy przecież ocenić i porównać czegoś czego nie rozu­miemy. Chcąc podejść do sprawy z naukowym zacię­ciem, musimy zatem skroić kla­sy­fi­ka­cję opartą o klarowne, obiek­tywne i możliwe do zmie­rze­nia kry­te­rium. Takie, które praw­do­po­dob­nie dotyczy każdej cywi­li­za­cji tech­nicz­nej i pozwoli na prze­pro­wa­dze­nie jasnych linii podziału.

Na prze­strzeni dekad pojawiło się kilka pro­po­zy­cji hie­rar­chi­zo­wa­nia poten­cjal­nych cywi­li­za­cji poza­ziem­skich, ale pod strzechy trafiła tylko jedna, autor­stwa Nikołaja Kar­da­szewa (część opra­co­wań używa formy Kar­da­szowa). Była to zaska­ku­jąco prosta, ale rozsądna i prak­tyczna kla­sy­fi­ka­cja sfor­mu­ło­wana w 1964 roku przez sto­ją­cego u progu wielkiej kariery absol­wenta Uni­wer­sy­tetu Moskiew­skiego. 32-latek dokonał podziału hipo­te­tycz­nych cywi­li­za­cji na trzy typy (cztery, jeżeli doli­czymy typ “zerowy”), gdzie za kry­te­rium przyjął ilość gene­ro­wa­nej energii. Bardzo proste, prawda? Kar­da­szew wyszedł od słusz­nego zało­że­nia, że tym co nie­zmien­nie, w każdych warun­kach będzie odróż­niało cywi­li­za­cję roz­wi­niętą od pry­mi­tyw­nej – są jej potrzeby ener­ge­tyczne.

Nikołaj Sie­mio­no­wicz Kar­da­szew, zmarły w sierpniu 2019 roku.

Widać to dosko­nale na naszym własnym przy­kła­dzie. W ciągu ostat­niego pół­wie­cza ludzkość zde­cy­do­wa­nie posze­rzyła granice nauki – m.in. dobie­ra­jąc się do poten­cjału drze­mią­cego w jądrze atomu oraz roz­po­czy­na­jąc eks­plo­ra­cję Układu Sło­necz­nego – jed­no­cze­śnie potra­ja­jąc podaż energii. To bardzo natu­ralna kore­la­cja. Większa wiedza oznacza dostęp do nowych źródeł energii, z kolei większa energia sty­mu­luje nowe odkrycia (akce­le­ra­tory cząstek ele­men­tar­nych mogą wyglądać jak zwykłe rury, ale żrą naprawdę sporo prądu). Jeśli gdzieś we wszech­świe­cie żyją istoty znacznie inte­li­gent­niej­sze, budujące swoje światy od dzie­siąt­ków lub setek tysięcy lat – niemal na pewno kon­su­mują absur­dalne porcje energii, pozy­ski­wane ze źródeł o jakich obecnie nawet nie marzymy.

Trzy typy

Idąc tym tokiem rozu­mo­wa­nia Nikołaj Kar­da­szew wyróżnił trzy fazy rozwoju cywi­li­za­cji tech­nicz­nych. Zauważ­cie przy tym, że pomiędzy każdą z nich a kolejną zionie kolo­salna przepaść tysięcy, może nawet milionów lat tech­no­lo­gicz­nej ewolucji. Cywi­li­za­cja typu I jest więc bardzo pry­mi­tywna w zesta­wie­niu z typem II, zaś typ II to pospo­lite dzikusy na tle typu III.

Typ I
Mówiąc naj­pro­ściej mowa o cywi­li­za­cji potra­fią­cej wyko­rzy­stać całą energię, jaka jest dostępna na jej macie­rzy­stej planecie oraz energię docie­ra­jącą do jej powierzchni. Ludzkość stoi właśnie u progu typu I (o czym później), powoli racz­ku­jąc w temacie geo­ter­mii, energii pływów, wiatru i przede wszyst­kim promieni sło­necz­nych. Jak widać na naszym przy­kła­dzie, na przej­ście od spo­łecz­no­ści zbie­racko-łowiec­kiej do tego pułapu, może nie wystar­czyć 10 tysięcy lat. Dla nas to cała historia, ale z kosmicz­nej per­spek­tywy minęła zaledwie krótka chwila.

Typ II
Nawet gdybyśmy posia­dali sposób na pochwy­ce­nie 100% promieni sło­necz­nych docho­dzą­cych do Ziemi, nadal byłby to tylko mikry ułamek światła i ciepła wypro­mie­nio­wy­wa­nych przez naszą gwiazdę, podczas gdy reszta ulega zmar­no­tra­wie­niu przez roz­pro­sze­nie w prze­strzeni kosmicz­nej. Kar­da­szew założył, że gatunek, który opuści macie­rzy­stą planetę i sko­lo­ni­zuje własny układ pla­ne­tarny, prędzej czy później odnaj­dzie sposób na efek­tywne wychwy­ty­wa­nie całej lub chociaż większej części energii gene­ro­wa­nej przez swoją gwiazdę. Taka cywi­li­za­cja mogłaby korzy­stać z ogrom­nych kon­struk­cji lub zespołu urządzeń ota­cza­ją­cych jej słońce. Koncept takiej sfery przed­sta­wił jeszcze przed Kar­da­sze­wem zna­ko­mity ame­ry­kań­ski fizyk, Freeman Dyson.

Typ III
Kolejna faza to wojaże mię­dzy­gwiezdne, osie­dla­nie się w obcych układach pla­ne­tar­nych i wyko­rzy­sty­wa­nie poten­cjału wielu gwiazd. Typ III w pełnej oka­za­ło­ści dys­po­no­wałby energią porów­ny­walną z osiągami całej galak­tyki. W przy­padku Drogi Mlecznej oznacza to pano­wa­nie nad dwustoma miliar­dami (!) gwiazd. Sfery Dysona byłyby w tym przy­padku czymś pospo­li­tym, a być może powsta­łaby również jej bardziej zaawan­so­wana wersja, ota­cza­jąca galak­tyczne jądro i cen­tralną czarną dziurę. Kiedy astro­no­mo­wie odkryli pierwsze zaska­ku­jąco potężne błyski odda­lo­nych o miliardy lat świetlne kwazarów, począt­kowo upa­try­wali w nich śladów dzia­łal­no­ści super­cy­wi­li­za­cji typu III.

Chciał­bym też zwrócić waszą uwagę na jeden szczegół, który jest często błędnie inter­pre­to­wany. Aby cywi­li­za­cja osią­gnęła dany poziom, nie musi obo­wiąz­kowo korzy­stać z przed­sta­wio­nych wyżej źródeł energii – wystar­czy ich ekwi­wa­lent. Przy­kła­dowo, typ II może zaist­nieć bez sfery Dysona i wyła­py­wa­nia stu procent pro­mie­nio­wa­nia swojego słońca – jeżeli tylko odnaj­dziemy inne, ale równie wydajne sposoby pozy­ski­wa­nia mocy. Kar­da­szew odwołał się w swojej skali do gwiazd i galaktyk, tylko po to aby dobrać wygodne (zwłasz­cza dla astro­no­mów) wartości progowe. Trak­tujmy je więc jako rodzaj wzorca i przykład, a nie jako warunek.

Ale po co nam taka skala?

No dobrze, ale komu wła­ści­wie potrzebna jest taka skala i dlaczego poważni uczeni pochy­lają się nad tak nie­po­waż­nymi tematami? Jestem pewny, że w głowach części z was tlą się podobne wąt­pli­wo­ści.

Wbrew pozorom skala Kar­da­szewa nie powstała dla zgrywy czy jako efekt bez­pro­duk­tyw­nego bujania w obłokach. Kon­cep­cja sowiec­kiego astro­noma pochodzi z lat 60. – epoki wyścigu kosmicz­nego oraz począt­ków zor­ga­ni­zo­wa­nych pro­gra­mów poszu­ki­wa­nia inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej. To właśnie wtedy Frank Drake i Carl Sagan ini­cjo­wali projekt OZMA (poprzed­nik SETI), a Józef Szkłow­ski – nauczy­ciel Kar­da­szewa – kładł pod­wa­liny pod nowo­cze­sną radio­astro­no­mię. Był to również czas pierw­szych w pełni nauko­wych sporów o stra­te­gię kosmicz­nych poszu­ki­wań. Badacze zdawali sobie sprawę, że nawet jeżeli cywi­li­za­cji tech­nicz­nych jest we wszech­świe­cie od groma, praw­do­po­do­bień­stwo nawią­za­nia kontaktu z któ­rą­kol­wiek z nich pozo­staje nie­po­ko­jąco (uspo­ka­ja­jąco?) nikłe. Rozbitek dry­fu­jący na tratwie pośrodku Pacyfiku, ma bez porów­na­nia większą szansę na przy­pad­kowe spo­tka­nie eks­klu­zyw­nego jachtu, niż ziemskie anteny na wyła­pa­nie sygnału od obcych.

Aby zapewnić sobie jakie­kol­wiek szanse powo­dze­nia, należy więc skon­kre­ty­zo­wać przed­miot badań. Czy powin­ni­śmy obser­wo­wać całe niebo i tysiące gwiazd licząc na uchwy­ce­nie wyjąt­kowo dono­śnego krzyku obcych? A może lepiej skupić się na naj­bliż­szym sąsiedz­twie, nasłu­chu­jąc naj­cich­szego szeptu? To poważny dylemat, ponieważ od odpo­wie­dzi zależy kierunek inwe­sty­cji, kali­bra­cja sprzętu i dobór obiektów badań. Inaczej poszu­kuje się słabego sygnału radio­wego dobie­ga­ją­cego z układu Alfa Centauri, a inaczej wypa­truje potęż­nego błysku, mającego źródło w odległej galak­tyce.

Konferencja w Biurakanie

Nikołaj Kar­da­szew pragnął usys­te­ma­ty­zo­wać tę dyskusję i wpro­wa­dzić do świeżej dzie­dziny nieco porządku. Jego skala była po prostu wygodna i choć nie od razu, to w końcu zyskała mię­dzy­na­ro­dową akcep­ta­cję. Stało się to podczas jednej z naj­waż­niej­szych kon­fe­ren­cji poświę­co­nych życiu poza­ziem­skiemu, zor­ga­ni­zo­wa­nej jesienią 1971 roku w Biu­ra­ka­nie w Armeń­skiej SRR. Gospo­da­rze popisali się roz­ma­chem. Poza eks­per­tami w dzie­dzi­nie badań kosmicz­nych – jak Frank Drake, Phil Morisson i Carl Sagan – Sowieci ugościli również gigantów innych dziedzin, w tym współ­od­krywcę struk­tury DNA Francisa Cricka oraz wyna­lazcę masera Charlesa Townesa.

Zgro­ma­dzeni uczeni potra­fili stanąć ponad poli­tycz­nymi podzia­łami, wymie­nia­jąc bezlik spo­strze­żeń i nawią­zu­jąc ser­deczne stosunki. Jednym z waż­niej­szych punktów programu okazało się wystą­pie­nie Franka Drake’a. Do tej pory Ame­ry­ka­nie skon­cen­tro­wali byli na obser­wa­cjach Tau Ceti i Epsilon Eridani, a więc poten­cjal­nych domach pobli­skich cywi­li­za­cji typu I. Archi­tekt pro­gra­mów badaw­czych OZMA i SETI przyznał, że sku­pia­nie się na sąsied­nich gwiaz­dach nie zdało egzaminu i zasu­ge­ro­wał prze­nie­sie­nie ciężaru badań na centrum Drogi Mlecznej. Przy tej okazji wykonał ukłon w stronę Kar­da­szewa:

Dokonana przez doktora Kar­da­szewa kla­sy­fi­ka­cja typów cywi­li­za­cji dostar­cza prze­sła­nek do roz­waż­nego wyboru stra­te­gii poszu­ki­wań. Właściwa stra­te­gia zależy bowiem od mak­sy­mal­nej ilości energii, którą dys­po­nuje cywi­li­za­cja, i od ułamka tych cywi­li­za­cji, które wypro­mie­nio­wują naprawdę duże ilości energii.

~ Frank Drake

Było to praw­do­po­dob­nie pierwsze publiczne odwo­ła­nie się do skali Kar­da­szewa przez uczonego z zachodu. Niedługo później – przy pomocy Sagana i Drake’a – kla­sy­fi­ka­cja ukuta przez sowiec­kiego naukowca obiegła cały glob, aby w końcu zacząć prze­sią­kać do popkul­tury. Wielką rolę odegrali tu mistrzo­wie pióra, na czele z wielkim Izaakiem Asimovem. Autor cyklu “Fundacja” (notabene, zary­so­wał w niej cywi­li­za­cję typu III) pokusił się nawet o roz­sze­rze­nie skali o kolejne typy. Idąc logiką Kar­da­szewa, cywi­li­za­cja typu IV pano­wa­łaby nad energią tysięcy galaktyk i swo­bod­nie prze­mie­rzała cały widzialny wszech­świat. Z kolei cywi­li­za­cje w V fazie rozwoju czer­pa­łyby energię z całych wszech­świa­tów, rzecz jasna przy zało­że­niu, że funk­cjo­nu­jemy w realiach więk­szego mul­ti­wer­sum. Oczy­wi­ście z punktu widzenia tak potęż­nych istot, ludzie byliby czymś w rodzaju insektów.

Na szczę­ście, niewiele wskazuje na to, aby cały nasz wszech­świat był zaledwie czyimś gene­ra­to­rem prądu (kto pamięta jak napę­dzany był pojazd Ricka Sancheza, ten wie co mam na myśli). Dlatego dodat­kowe poziomy skali Kar­da­szewa możemy postrze­gać jako cie­ka­wostkę i inte­lek­tu­alną zabawę.

Między zerem a jedynką

A co z miesz­kań­cami małej, błę­kit­nej kropki? Gdzie na skali Kar­da­szewa umie­ści­li­by­śmy samych siebie? Proste stwier­dze­nie, że jesteśmy cywi­li­za­cją tech­niczną typu 0 należy trak­to­wać z pewnym dystan­sem. Nie jest przecież tak, że cywi­li­za­cje dokonują nagłych skoków i po osią­gnię­ciu okre­ślo­nego pułapu ener­ge­tycz­nego doznają magicz­nego awansu na wyższy poziom rozwoju. Wszystko jest płynne, a ludzkość pokonała już sporą część drogi pro­wa­dzą­cej do upra­gnio­nej “jedynki”. Jak wiele nam jeszcze brakuje?

Spo­koj­nie, nie jesteśmy tu zdani na jałowe spe­ku­la­cje. Potra­fimy wszakże osza­co­wać ile energii dociera do powierzchni prze­cięt­nej planety, ile energii wypro­mie­nio­wuje zwykła gwiazda, a także jak wiele energii pro­du­kują wszyst­kie gwiazdy w stan­dar­do­wej galak­tyce. Wszystko to możemy wyrazić liczbowo, w dżulach, czy jeszcze lepiej w watach. A skoro tak, to kolejne progi naszej skali również można opatrzyć kon­kret­nymi war­to­ściami. Podjął się tego sam Carl Sagan, który wzbo­ga­cił kon­cep­cję Kar­da­szewa o autor­skie równanie, uwzględ­nia­jące zało­że­nie, że z czasem potrzeby ener­ge­tyczne rosną coraz szybciej. W momencie publi­ka­cji swojej pracy w 1973 roku, Sagan ocenił stopień zaawan­so­wa­nia Ziemian na 0,7 w skali Kar­da­szewa. Obecnie, w momencie gdy wszyst­kie ziemskie elek­trow­nie wytwa­rzają około 19 tera­wa­tów mocy, wskaźnik ten wynosi 0,72.

Musimy przy tym pamiętać, że nadal trochę “oszu­ku­jemy”, ponieważ, wbrew wizji Nikołaja Kar­da­szewa, wciąż polegamy na tym, co najmniej efek­tywne – wyczer­pu­jąc ogromne ilości ogra­ni­czo­nych zasobów paliw kopal­nych. Zmiany są jednak widoczne i jeżeli nic poważnie nie zachwieje naszym rozwojem, praw­do­po­dob­nie zdołamy doczła­pać do rangi cywi­li­za­cji typu I. Opty­mi­ści sugerują, że potrwa to nieco ponad dwa stulecia, bardziej realna wydaje się jednak per­spek­tywa czte­ry­stu lub pię­ciu­set lat.

Literatura uzupełniająca:
F. Drake, D. Sobel, Czy jest tam kto? Nauka w poszukiwaniu cywilizacji pozaziemskich, przeł. E. Bielicz, Warszawa 1996;
S. Dick, Życie w innych światach. Dwudziestowieczna debata nad życiem pozaziemskim, przeł. D. Czyżewska, Warszawa 2004;
M. Kaku, Wizje, czyli jak nauka zmieni świat w XXI wieku, przeł. K. Pesz, Warszawa 1997;
C. Sagan, The Cosmic Connection. An Extraterrestrial Perspective, Nowy Jork 1973;
H. Kanchwala, Kardashev Scale: How Can We Measure Technological Advancement Of A Civilization?, [online: www.scienceabc.com/nature/universe/what-is-kardashev-scale.html].
  • Hakuna

    Przy dys­ku­sjach o skali Kar­da­szewa często zasta­na­wiam się gdzie powinno się umieścić Ocean z Solaris Lema :). I pytanie czy możemy założyć, że rozwój cywi­li­za­cji jest rze­czy­wi­ście kie­run­kiem w którym cywi­li­za­cja chce i potrze­buje pro­du­ko­wać coraz więcej energii. Bo co wtedy zrobić z kon­cep­tem cywi­li­za­cji, które zamykają się w wir­tu­al­nych światach.

    • moona­bout

      Sądzę, że skala Kar­da­szewa odnosi się do cywi­li­za­cji “tech­nicz­nych” i nie dotyczy przy­padku takiego jak Ocean z Solaris. Cywi­li­za­cje inte­li­gentne ale nie­tech­niczne mogą być nie­wy­kry­walne i spe­ku­la­cje o ich ilości i innych cechach są jak na razie mało naukowe choć bardzo ciekawe 🙂

  • Teresa

    Byłoby wspa­niale gdybyśmy całą potrzebną nam energię potra­fili czerpać prosto z kosmosu, no i może byłoby wreszcie nieco taniej. Wydaje się, że taki sce­na­riusz w odległej przy­szło­ści jest całkiem praw­do­po­dobny. Co do obcych cywi­li­za­cji to wydaje się, że dopóki nie ma potwier­dze­nia, że takowe w ogóle istnieją, to jakie­kol­wiek roz­wa­ża­nia odnośnie ich potrzeb ener­ge­tycz­nych mieszczą się w sferze fan­ta­styki naukowej. Dopóki ist­nie­nie obcych cywi­li­za­cji nie zostanie potwier­dzone naukowo, nie ma ich.

    • moona­bout

      Właśnie w celu wykrycia obcych cywi­li­za­cji potrzebna była kon­cep­cja czego wła­ści­wie szukać i stąd zain­te­re­so­wa­nie skalą Kar­da­szewa. Jak wiemy z per­spek­tywy czasu, poszu­ki­wa­nia nie przy­nio­sły spo­dzie­wa­nych rewe­la­cji ale uważam, że na tamtą chwilę uważam pomysł nie był pozba­wiony sensu, również z nauko­wego punktu widzenia.

    • Michał Skichał

      Tereso, ale czyż nie czer­piemy całej naszej energii z kosmosu? Wszak Ziemia, a więc też wszystko co na niej się znajduje, jest obiektem astro­no­micz­nym, jednym z wielu w Układzie Sło­necz­nym, znaj­du­ją­cym się w jednej z miliar­dów galaktyk…

      😉

      • Teresa

        Jasne, że ziemia dryfuje sobie w kosmosie, ale mi chodzi o pozy­ski­wa­nie energii ze źródeł poza­ziem­skich. Weźmy np. pod uwagę nasze kochane sło­neczko. Przecież to naj­więk­sze źródło energii w pobliżu jakie mamy. Aż się prosi, żeby je odpo­wied­nio wyko­rzy­stać. Oczy­wi­ście pro­du­ku­jemy panele foto­wol­ta­iczne, ale to za mało. Naj­lep­szym roz­wią­za­niem wszel­kich pro­ble­mów ener­ge­tycz­nych na przy­szłość byłoby utwo­rze­nie elek­trowni sło­necz­nej na orbicie. Skoro w planach ludz­ko­ści są dość mało praw­do­po­dobne i raczej bez­sen­sowne loty na Marsa, to czemu nie zrobić elek­trowni sło­necz­nej? Na pewno będzie to kosz­towne , ale wydaje się, że i tak to znacznie lepszy pomysł na wydatki niż trwo­nie­nie kasy na bez­pro­duk­tywne poszu­ki­wa­nie hipo­te­tycz­nych obcych cywi­li­za­cji, które nawet jeżeli gdzieś istnieją, to tak daleko, że nigdy ich nie zoba­czymy ani nie usły­szymy, nie wspo­mi­na­jąc już o usta­wicz­nym roz­sze­rza­niu się wszech­świata za sprawą ciemnej energii.

      • Michał Skichał

        E tam. Olbrzy­mia foto­gal­wa­nika na orbicie zasłoni nam sło­neczne promyki i cały dzień będzie ciemno jak w nocy, przez co zwiększy się liczba zacho­ro­wań na depresję i będzie nam zimno, a zboże nie będzie chciało rosnąć w ciem­no­ściach i będzie nam burczało w brzu­chach. Dostar­cze­nie prądu z orbity będzie wymagać długich kabli, które będzie trzeba pod­trzy­my­wać jakąś absur­dalną kon­struk­cją, i aby tę kon­struk­cję wybu­do­wać, pewnie będzie trzeba wyciąć ostatnie lasy, bo przecież blo­ko­wisk nie wybu­rzymy. Kable te będą też gene­ro­wać pole magne­tyczne, którego — z racji na wielkość i ilość tych kabli — nie będziemy mogli tak do końca igno­ro­wać. Tak więc będzie nam smutno, zimno, ciemno, głodno, będą nas bolały głowy i na dodatek będziemy cierpieć na nie­do­bory prądu. Foto­gal­wa­nika nie jest w stanie wyge­ne­ro­wać dużej energii. Dlatego myślę, że lepszym roz­wią­za­niem byłoby sobie zbu­do­wa­nie własnego, małego sło­neczka, które dzięki reakcjom ter­mo­ją­dro­wym byłoby w stanie niskim kosztem gene­ro­wać potężne ilości energii. Dlatego w oby­wa­tel­skim budżecie w gminie zagło­suję na lokalny tokamak, ale nie na solary!

        😉

      • Teresa

        Jakich znów kabli? To będzie przesył bez­prze­wo­dowy za pomocą mikrofal.

      • Michał Skichał

        O rany, Tereso! Obawiam się, że chcąc zasilić nie­zli­czone miasta i zakłady pro­duk­cyjne, będziemy musieli przesłać z orbity na powierzch­nię taką ilość energii, że te mikro­fale to nas ugotują jak kurczaka w kuchence!
        😉

      • Teresa

        Elek­trow­nia orbi­talna: “pro­po­no­wany sztuczny satelita umiesz­czony na wysokiej orbicie, dzia­ła­jący jak elek­trow­nia sło­neczna i prze­sy­ła­jący energię na ziemię za pomocą mikrofal do spe­cjal­nej anteny odbior­czej. Zaletą w stosunku do tra­dy­cyj­nych elek­trowni sło­necz­nych byłoby nie­prze­rwane wysta­wie­nie jego ogniw na światło słońca,
        nie zmie­nia­jące się w zależ­no­ści od pogody, pory dnia ani pory roku.
        Główną wadą jest wysoki koszt umiesz­cze­nia takiej kon­struk­cji na 
        orbicie.”

      • Michał Skichał

        Już widzę zawód przy­szło­ści: haker ener­ge­tyczny — pro­po­no­wane przed­się­wzię­cie kra­dzieży bez­prze­wo­dowo prze­sy­ła­nej energii, aby zasilała jakieś inne urzą­dze­nia, niż docelowe. O ile elek­trow­nie orbi­talne byłyby w stanie prze­trwać nie­ustanny ostrzał mikro­śmie­ciami, których już jest pełno na orbicie i jakich nie­wąt­pli­wie w przy­szło­ści będzie tam jeszcze więcej
        😉

  • kikostan

    Skala tego Pana jest czysto umowna. Tkwi w niej wiele ukrytych założeń być może uza­sad­nio­nych z naszego punktu widzenia, ale tra­cą­cych sens z punktu widzenia cywi­li­za­cji o wiele bardziej zaawan­so­wa­nych. Np. może się przecież okazać, że przy odpo­wied­nio wysokim poziomie rozwoju tech­no­lo­gicz­nego wystar­czy ok. 10% energii z całej galak­tyki, aby zre­ali­zo­wać wszyst­kie dla cywi­li­za­cji wszyst­kich typów opi­sa­nych wg tej skali (a nawet jej wersji roz­sze­rzo­nej). O ile pojęcie “celu” w ogóle będzie miało wówczas sens… Prawda jest taka, że tkwimy w ogra­ni­cze­niach obecnie nie dających się prze­kro­czyć (także języ­ko­wych, czy szerzej: komu­ni­ka­cyj­nych) i teorie, które niewiele wyja­śniają i wnoszą do poznania, są tak naprawdę niczym więcej niż (ciekawą) lite­ra­turą. Tym, co nas naprawdę rozwija, są rzetelne badania oraz eks­pe­ry­menty pro­wa­dzone wg stan­dar­dów nauko­wych, w tym przede wszyst­kim nauk ścisłych.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie zgodzę się. To nie kwestia umowy, a zało­że­nia. Różnice pomiędzy poszcze­gól­nymi typami są gigan­tyczne, a zało­że­nie jest takie, że nie cywi­li­za­cja bardziej roz­wi­nięta nie będzie kon­su­mo­wała (o wiele) mniej energii od mniej roz­wi­nię­tej. Oczy­wi­ście takie zało­że­nie można podważać, ale potrzeba ku temu prze­sła­nek. Póki co, nikt nie zakłada, że np. ludzkość będzie dalej przy­śpie­szać swój rozwój tech­no­lo­giczny, zacznie kolo­ni­zo­wać Układ Sło­neczny, a potem ruszy ku gwiazdom — pro­du­ku­jąc mniej energii niż obecnie. To nie wchodzi w grę.

      Energia to “zasób” ele­men­tarny i uni­wer­salny, zmie­niają się tylko jej źródła.

    • Sta­ni­slaw Mac­kie­wicz

      żeby robić rzetelne badania doty­czące istot­nych kwestii, trzeba mieć duuuuże pie­nią­dze i zdążyć przed tymi którzy robią te same badania w celu własnego zysku

      • Michał Skichał

        Tak jest w naukach sto­so­wa­nych. Biznes działa szybciej niż pisanie dok­to­ra­tów i habi­li­ta­cji. To jasne, lecz w naukach pod­sta­wo­wych jest inaczej. Biznes nie będzie pro­wa­dził badań nad zja­wi­skami ele­men­tar­nymi, bo z tego, czy elektron ma spin albo nie ma, nie wynikają moż­li­wo­ści bez­po­śred­niego wzbo­ga­ce­nia się. Zatem tutaj potrzebne są tylko pie­nią­dze, czas już nie.

    • Michał Skichał

      No pewnie, że ta kla­sy­fi­ka­cja jest czystą fantazją, podobnie jak równanie Drake’a . Przecież oba te kon­strukty odnoszą się do czegoś, co nie istnieje, są oparte na cał­ko­wi­cie subiek­tyw­nych prze­słan­kach. Takie bzdety wymy­ślają skądinąd mądrzy ludzie, którzy zamiast uprawiać naukę, snują fantazje o ist­nie­niu kosmitów, w jaką tak bardzo chcą wierzyć, że prze­stają stosować brzytwę Okhama, logikę i jakie­kol­wiek zasady upra­wia­nia nauki. Status tych kon­cep­tów jest taki sam, jak raportów astro­no­micz­nych o dostrze­ga­niu na Marsie kanałów nawad­nia­ją­cych, albo o ist­nie­niu tam porostów, czego dowodził słynny Kuiper już we współ­cze­snych czasach na pod­sta­wie spek­tro­me­trii w pod­czer­wieni. A jeszcze nowszym przy­kła­dem może być “wyba­da­nie” ska­mie­nia­ło­ści bakterii na pewnym mar­sjań­skim mete­ory­cie. Astro­no­mia i astro­fi­zyka (a astro­bio­lo­gia to z defi­ni­cji) są w sporej części spe­ku­la­cjami, utrzy­ma­nymi w pięknej, zma­te­ma­ty­zo­wa­nej postaci hard science fiction. Prawda jest taka, że dopóki nie zoba­czymy kosmity na własne oczy (choćby w postaci drob­no­ustroju), będziemy gene­ro­wać tego typu “odkrycia” i “badania” w nie­skoń­czo­ność. Chcemy pro­wa­dzić rzetelne badania, ale pokusa wyba­da­nia poza­ziem­skiego życia jest tak wielka, że każdy traci tu głowę i widzi w wynikach badań to, co chce zobaczyć. Albo przy­pi­suje luźnej, żar­to­bli­wej hipo­te­zie cha­rak­ter prawdy obja­wio­nej. Ale historia nas uczy, że każde takie “badanie” czy “teoria” generuje wysiłki zmie­rza­jące do ich obalania, a to jest roz­wi­ja­jące. Tylko bolesne i przykre zarazem, bowiem dobit­niej nam uświa­da­mia, że nie mamy żadnych dowodów na życie poza Ziemią… 🙁

  • Kamil RO. Dzióbek

    Może się okazać ze przy postępie jakaś cywi­li­zaca opracuje per­pe­tuum mobile 2 rodzaju. Które będzie pro­du­ko­wało energie ozię­bia­jąc coś. Później będzie tą energie wypro­mie­nio­wało i znów to zamie­niało na energię. Więc cały czas będzie używana ta cała energia i nie będzie potrzeba pobierać nowej. Druga zasada ter­mo­dy­na­miki jest tylko sta­ty­styczna, a nie fizyczna. Więc mogą istnieć prawa fizyczne łamiące tą zasadę, nie­ogrze­wa­jący się kwantowy demon Maxwela który zapisuje swoje stany w jednym kubicie. Takie per­pe­tuam mobile to będzie coś, będzie można oziębić cześć słońca i w końcu je sko­lo­ni­zo­wać.

    • Michał Skichał

      Masz na myśli cywi­li­za­cję tak potężną, że byłaby zdolna w szczel­nie zamknię­tym, odizo­lo­wa­nym układzie zamie­niać całe dostępne w tym układzie ciepło na pracę, bez żadnych strat? A następ­nie praca ta byłaby zamie­niana na roz­grza­nie następ­nego układu, którego ciepło byłoby w całości i bez­strat­nie zamie­niane na pracę służącą do roz­grza­nia następ­nego układu, którego ciepło byłoby zamie­niane bez­strat­nie na pracę następ­nego układu, którego ciepło…? Nie wiem, czy II Zasada jest stricte sta­ty­styką, niemniej jednak dotyczy ono tylko układów izo­lo­wa­nych, a więc np. gene­ra­tora energii, ale nie dotyczy już wszech­świata. Dlatego wszech­świat może się roz­sze­rzać i nie przej­mo­wać się entropią, co nie znaczy, że można zbudować dowolnie duży gene­ra­tor, jaki nie byłby układem izo­lo­wa­nym…

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Jednak roz­róż­niał­bym naukową dyskusję o poszu­ki­wa­niu inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej od rze­ko­mymi donie­sie­niami o lata­ją­cych spodkach krad­ną­cych krowy i pory­wa­ją­cych pacjen­tów szpitali psy­chia­trycz­nych.

    • rober­trock

      Ze skalą Kar­da­szewa spo­tka­łem się dość dawno i oczy­wi­ście poru­szyła moją wyobraź­nię, jednakże po jakimś czasie przyszło ochło­nię­cie i reflek­sja jak mało jeszcze potra­fimy, choć wydawać by się mogło, że osią­gne­li­śmy tak wiele.
      Chciał­bym odnieść się do początku Twojego tekstu odnośnie próby porów­ny­wa­nia różnych cywi­li­za­cji. Od razu przyszło mi na myśl porów­na­nie do tego kiedy Hisz­pa­nie i Por­tu­gal­czycy zaczęli kolo­ni­zo­wać Amerykę połu­dniową a także i Chiny. Kon­kret­nie chodzi o opisy kiedy to według kilku kry­te­riów tamte cywi­li­za­cje były lepiej roz­wi­nięte niż cywi­li­za­cja euro­pej­ska. Były nasta­wione na coś innego niż Euro­pej­czycy i niektóre rzeczy nie mieściły im się w głowach jak można robić albo chcieć coś co z ich punktu widzenia jest bez sensu. I tu jest trudność w porów­ny­wa­niu. Oczy­wi­ście zużycie energii albo cho­ciażby opa­no­wa­nie pod­sta­wo­wego języka jakim jest mate­ma­tyka aby cokol­wiek zrobić jest wyjściem do porównań. Podobna trudność teo­re­tycz­nie mogłaby istnieć w porów­ny­wa­niu cywi­li­za­cji poza­ziem­skich. Napi­sa­łem teo­re­tycz­nie bo uważam, że są małe moż­li­wo­ści aby coś zaob­ser­wo­wać a co dopiero się skon­tak­to­wać.
      Co zaś do naukowej dyskusji o którą upo­mnia­łeś piszą­cego jako Kwiat­kow­ski to oczy­wi­ście nie ma mowy o pory­wa­niu krów i innych tego typu bzdur. Chcę wspo­mnieć o pewnym wyda­rze­niu. Józef Dudek, mate­ma­tyk był orga­ni­za­to­rem tzw “salonów pro­fe­sora Dudka”. Były to spo­tka­nia dla elity naukowej, kul­tu­ro­wej i inte­lek­tu­al­nej.
      Otóż profesor Dudek nie bał się zaprosić do swojego salonu dys­ku­syj­nego autora książek Timothy Good‘a. Kiedy po jego wystą­pie­niu został skry­ty­ko­wany zabrali głos znaj­du­jący się także na tym spo­tka­niu major wojsk lot­ni­czych Jerzy Makieła a także puł­kow­nik Ruszard Grundman, pilot i szef służby ruchu lot­ni­czego. Na pod­sta­wie swoich obser­wa­cji a także z relacji pod­le­głych mu woj­sko­wych musiał on reagować na różne nie­wy­ja­śnione donie­sie­nia odnośnie ruchu w powie­trzu. Zazna­czyć trzeba, że sytuacje te były w latach osiem­dzie­sią­tych ubie­głego wieku i takie rzeczy trak­to­wano poważnie. Napisał on artykuł w 1986 roku do poważ­nego na tamte czasy cza­so­pi­sma woj­sko­wego Przegląd Wojsk Lot­ni­czych i Obrony powietrz­nej Kraju. Opisał tam różne donie­sie­nia docho­dzące z całego kraju na które on musiał reagować a doty­czyły nie wyja­śnio­nych zjawisk. Choć on sam nie nazywał tego jako UFO ale na pod­sta­wie swojej wiedzy i doświad­cze­nia nie potrafił tego inaczej wyjaśnić.
      Ot taka mała dygresja, którą więk­szość pewnie uzna za fana­be­rie.
      Pozdra­wiam

  • Syl­we­ster

    Wystar­czy, że dana cywi­li­za­cja, mimo wyso­kiego zaawan­so­wa­nia, nie będzie zwięk­szać swojej popu­la­cji (będą mieć np. okres godowy) i zapo­trze­bo­wa­nie ener­ge­tyczne będzie na poziomie pierw­szym. Popu­la­cja może mieć np. stałe 10 milionów istot. Wtedy skala Kar­da­szewa straci rację bytu.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie straci. Cywi­li­za­cja “mała” i nie wyko­rzy­stu­jąca mnóstwa energii będzie nie­wi­dzialna z punktu widzenia pro­gra­mów poszu­ki­wa­nia inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej. A tylko na potrzebę takich pro­jek­tów powstała skala Kar­da­szewa.

      • Syl­we­ster

        Inaczej mówiąc, skala Kar­da­szewa dotyczy tylko cywi­li­za­cji powięk­sza­ją­cych popu­la­cję, a więc posia­dają cych cechę naszej cywi­li­za­cji, bez żadnego uza­sad­nie­nia. Ot,tak sobie antro­po­mor­fi­zuj­miemy.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Dlaczego bez uza­sad­nie­nia? Powta­rzam: chodzi o cywi­li­za­cje, które poten­cjal­nie dałoby się odkryć. Jeżeli istnieją cywi­li­za­cje innego typu (co jednak wydaje się wątpliwe, nie ma za tym prze­sła­nek), to skala Kar­da­szewa ich nie obejmuje bo pozo­stają dla nas bez zna­cze­nia.

      • Syl­we­ster

        Zgadzam się! Chciałem tylko pokazać jedno z wyja­śnień nie zauwa­że­nia śladu dzia­ła­nia innych cywi­li­za­cji. Może być tysiące bardzo zaawan­so­wa­nych kultur, które mają stałą małą popu­la­cję, z dwa duże miasta, nie znisz­czoną bio­lo­gicz­nie planetę (nawet nam, gdyby było nas tylko 10 milionów, wystar­czyła by energia wiatrowa i z paneli sło­necz­nych). Myślę, że to istotne dla samej idei skali Kar­da­szewa i sfery Dysona: to milczące zało­że­nie, że cywi­li­za­cja tech­niczna będzie potrze­bo­wała tak strasz­nie dużo energii! Energia całego słońca? Po co? Jakie rozrywki, sporty eks­tre­malne wymagały by takich mon­stru­al­nych wiel­ko­ści? Przecież nawet u nas widać ten­den­cje zmniej­sza­nia przez tech­no­lo­gię zapo­trze­bo­wań na energię — inte­li­gentne samo wystar­cza­jące domy, dosko­nal­sze łożyska, wydaj­niej­sze silniki, ener­go­osz­czędne żarówki.

      • BloodMan

        Trochę masz racji — ale gene­ral­nie i tak popyt rośnie lawinowo. Robimy wszystko co można aby było mniej ener­go­żerne a i tak pro­du­ku­jemy więcej energii.

        Nato­miast z tą małą stałą popu­la­cją to trochę odpły­ną­łeś według mnie ;p
        To… kosmicz­nie nie­moż­liwe ;d

      • Michał Skichał

        Inaczej mówiąc, skala Kar­da­szewa dotyczy tylko cywi­li­za­cji powięk­sza­ją­cych popu­la­cję”- nie zgodzę się. Popu­la­cja nie musi się powięk­szać, może być na stałym poziomie, aby jej potrzeby ener­ge­tyczne wzra­stały. Jedno z drugim ma niewiele wspól­nego. Owszem, jeżeli 100 nean­der­tal­czy­ków będzie chciało mieć własne ognisko, to ta sama cywi­li­za­cja, mająca 1000 osob­ni­ków, będzie potrze­bo­wać więcej opału. Ale tych samych 100 nean­der­tal­czy­ków, kiedy wymyśli fizykę jądrową, może też chcieć posiadać własne kopalnie uranu, w pełni zro­bo­ty­zo­wane, własne zakłady wzbo­ga­ca­nia uranu i własne elek­trow­nie atomowe. (Tj. chodzi mi o to, że każdy osobnik chce posiadać takie cuda). Nie trzeba większej liczby osob­ni­ków, trzeba jedynie większej wiedzy i ambicji.

      • Robert Gaik

        Współ­cze­śnie naj­bar­dziej roz­wi­nięte kraje bardzo słabo zwięk­szają swoje popu­la­cje a kon­sump­cja energii i tak rośnie. Poza tym apetyt na energię jeszcze bardziej się zwiększy kiedy pojawią się realne projekty pozy­ski­wa­nia surowców spoza planety czy np. glo­bal­nej kontroli pogody. Mało liczna popu­la­cja nie musi się prze­kła­dać na małe potrzeby ener­ge­tyczne.

      • moona­bout

        Chciał­bym zauważyć, że cywi­li­za­cja, która nie potrafi lub nie ma ochoty powięk­szać popu­la­cji a wła­ści­wie co bardziej istotne nie jest nasta­wiona na eks­pan­sję wcze­śniej czy później wyginie w wyniku jakiejś kata­strofy co w jakimś stopniu ogra­ni­cza ilość takich cywi­li­za­cji w jednym czasie 🙂

      • Dariusz Woj­to­wicz

        Cywi­li­za­cja nie­ma­jąca warunków do powięk­sza­nia popu­la­cji, na przykład z powodu braku prze­strzeni, może wyginąć z powodu kata­strofy (nam to nie grozi:) ), z powodu próby zasie­dle­nia planet będących w sferze zain­te­re­so­wa­nia licz­niej­szej lub bardziej roz­wi­nię­tej cywi­li­za­cji lub zostając ofiarą eks­pan­sji innej cywi­li­za­cji:)

      • moona­bout

        Miałem świa­do­mość, że jak naj­bar­dziej nam to grozi. Jeśli nie uda nam się oderwać od ziemi a potem również od naszego słońca to nasze dni są poli­czone :). Wiele już na ten temat było napisane więc nie ma sensu przy­ta­czać przy­kła­dów zagrożeń.

      • Dariusz Woj­to­wicz

        No właśnie też z początku pomy­śla­łem o cywi­li­za­cji bada­ją­cej naj­od­le­glej­sze galak­tyki, jednak posia­da­ją­cych sto­sun­kowo małą popu­la­cję. Przyj­muję że jest dla nas nie­wi­dzialna i może nie­istotna. Ale tylko ze względu na to że na przykład nie mają prze­strzeni żeby się mnożyć bez ogra­ni­czeń? Cywi­li­za­cja która nie jest oparta na współ­za­wod­nic­twie ( ty masz tyle, to ja będę miał więcej) może również nie posiadać olbrzy­miego zapo­trze­bo­wa­nia na energię, chociaż tech­no­lo­gicz­nie może być na naszym poziomie. Chyba.

  • Grzegorz Sta­cho­wiak

    A co będzie jak wydry­lu­jemy całą planetę? i z węgla, i z ropy (tutaj pewnie ze 30 lat zostało), i z uranu, i z gazu? Zapewne wrócimy do fazy ZERO. I tak właśnie wygląda cykl każdej cywi­li­za­cji. Z 7 miliar­dów (może 10) wrócimy do 2 osob­ni­ków jak w eks­pe­ry­men­cie Calhouna.

    • Michał Skichał

      Wtedy zaczniemy żyć z prze­lud­nie­nia. Z ludzi możemy wytwa­rzać: produkty żywie­niowe, higie­niczne, a także użytkowe: torby, sakiewki, cholewki i ubrania skórzane, noże i ozdoby z kości… a gdyby prze­trwał przemysł che­miczny, to i mogli­by­śmy odzy­ski­wać węgiel i wodę
      😉

    • Teresa

      Spo­koj­nie, nie­któ­rzy dolecą na Marsa.

  • Patryk Jan­kow­ski

    Michio Kaku stwier­dził, że ludzkość osiągnie pierwszy poziom, lub jak kto woli, pierwszy typ cywi­li­za­cji do 2100. Również wydawało mi się to zwod­ni­cze i tro­szeczkę na wyrost. Kiedyś podczas warsz­ta­tów mate­ma­tycz­nych dla uzdol­nio­nych młodych ludzi prze­pro­wa­dzi­łem wykład na ten temat. To nie­sa­mo­wite, jaki poten­cjał kryje się w mło­dzieży, która jest “odpo­wied­nio” pro­wa­dzona, ma swoje auto­ry­tety i pasje! Wątek pobudził długie dyskusje, nawet wie­czo­rową porą! Po dziś dzień wizja osią­gnię­cia przez nas, ludzi, cywi­li­za­cji pierw­szego typu budzi we mnie zachwyt, a wizja innych cywi­li­za­cji, przy których jesteśmy insek­tami, sprawia, że mam ochotę utworzyć swój własny kult Cargo 🙂