Kwantowo 2015

Nie jestem entuzjastą świątecznych czy noworocznych życzeń, bo nie są one na ogół zbyt konstruktywne. Za to podsumowania i postanowienia traktuję bardzo poważnie. Pora więc na coroczny przegląd osiągnięć i możliwości dalszego rozwoju Kwantowo.pl.

Kwantowo w liczbach

188920, to według Google Analytics liczba użytkowników, która w ciągu ostatnich 12 miesięcy przewinęła się przez stronę. Pocieszające jest to, że według statystyk aż ponad połowa (51,2%) to czytelnicy powracający.

5190
, to obecna liczba kwantowiczów na facebooku. W ubiegłym roku, o tej porze licznik pokazywał 2735 dusz, zaś w postanowieniach obrałem za cel osiągnięcie pułapu 4 tysięcy. Zatem obecny wynik teoretycznie wydaje się bardzo dobry; jednak dla mnie standardowo, jest on jedynie satysfakcjonujący. Jasne, to miłe wiedzieć, że Twoje poczynania obserwuje kilka tysięcy ludzi (niewiele mniej niż cała populacja mojego rodzinnego miasteczka), ale gdy człowiek uświadamia sobie ile bzdurnych stron, w tym samym czasie, zgromadziło wielokrotnie większą widownię – wszystkiego się odechciewa. (Przepraszam wrażliwców za ten powiew brutalnej szczerości, ale niestety tak właśnie jest. Co więcej, trzeba o tym mówić, bo przez taki stan rzeczy wielu innych “poważnych” blogerów skończyło się zanim zaczęło. Po prostu zabrakło im cierpliwości, co mnie nie dziwi).

537, tyle facebookowych lajków zebrał wpis Wszechświat pozbawiony czasu. Podobnie jak wyżej: cieszy przekroczenie pewnej granicy, ale osiągnięcie przestaje robić wrażenie gdy spojrzymy na pseudonaukowe wypociny wielkich portali, zgarniające regularnie naście tysięcy łapek w górę i setki udostępnień. Swoją drogą, ciekawe, że rekord przypadł tekstowi z pogranicza kosmologii i mechaniki kwantowej, a nie lżejszym i bardziej kontrowersyjnym wynurzeniom. Było jednak blisko, bo dwie odsłony Głupoty na niedzielę Bo nauczyciel zrobił ze mnie idiotę oraz Zmasakrował… zasady logiki i argumentacji – były lajkowane aż 400 razy.

501, tylu łapek w górę doczekał się natomiast najpopularniejszy obrazek opublikowany na kwantowym fanpejdżu. Co ciekawsze, udostępniliście go aż 231 razy!

138, to liczba wszystkich opublikowanych w ostatnim roku wpisów. W tym miejscu mogę wreszcie wyrazić zadowolenie, bo spłodziłem niemal dwa razy tyle notek co w 2014. Oczywiście na wynik mocno wpłynął projekt Kwantowego budzika (czyt. poniżej), ale z nim czy bez – udało mi się zachować żelazną konsekwencję i regularność.

96, tyle komentarzy zaliczył wpis Czy ewolucja przeczy wierze? I tu mamy regres, nawet podwójny. W 2014 roku zdarzył się tekst, który zgromadził łącznie ponad aż 140 opinii, ale co najlepsze, wspomniany artykuł miał charakter… gościnny. Najchętniej polemizowaliście ze słowami innego autora! To dobitnie pokazuje, że kompletnie nie potrafię was zachęcić do aktywności i dyskusji. Najczęściej komentowana spośród moich publikacji, doczekała się zaledwie 58 komentarzy.

Co nie wyszło

Jedne pomysły wypaliły całkiem nieźle, inne spaliły na panewce. Do tych drugich muszę zaliczyć projekt Kwantowego budzika, czyli cyklu krótkich, codziennych wpisów publikowanych każdego ranka. Jakimś cudem doczołgałem się do 50 odcinków, lecz ostatecznie ciężar tego przedsięwzięcia okazał się zbyt duży dla jednoosobowej “redakcji”. Co jeszcze nie wypaliło? Na pewno plany “biznesowe”. Człowiek naczytał się rad Michała Szafrańskiego i innych blogerów, sadząc, że na każdej pasji da się zarobić lub przynajmniej dorobić. Niestety, zamysł sprzedaży kubków ledwo pozwolił mi wyjść “na zero” (jako bonus mogę traktować pudło kilkunastu kubków, które wciąż zalega w kącie). Ciut lepiej wygląda nawiązanie współpracy z Koszulka.tv, bo choć sprzedałem zaledwie 10 sztuk, to przynajmniej nie martwię się dystrybucją i kosztami. Wreszcie, dołączyłem do programu afiliacyjnego księgarni Matras. Książki i tak wam często polecam, więc czemu miałbym nie podrzucić przy okazji linku do produktu, dzięki któremu otrzymam ułamek jego ceny? Problem w tym, że owy ułamek jest bardzo skromny i choć zamówiliście aż kilkadziesiąt pozycji za prawie tysiąc złotych (!), na moje konto wpłynęło (a właściwie wpłynie, jeśli osiągnę odpowiednią kwotę) całe 56 zł. Trochę #januszebiznesu, ale przynajmniej nikt mi nie zarzuci, że nie podjąłem prób.

Co wyszło

Powyższe klęski pchnęły mnie do nieco desperackiego kroku stworzenia zakładki dotuj. I powiem wam tylko jedno: dziękuję! Nie chodzi o kilkaset złotych, które opłaciły obecny serwer i layout, ale przede wszystkim o namacalny dowód waszego przywiązania do bloga. Psioczę na brak komentarzy, lajków i nieregularne odwiedziny, ale jeśli ponad pięćdziesięciu czytelników jest zdolnych do przelania choćby kilku złotych – to mam dla kogo pisać. Najchętniej wymieniłbym tu wszystkie nazwiska najwierniejszych z wiernych, ale nie jestem pewien czy każdy życzyłby sobie upubliczniania swoich danych, więc poprzestanę na podziękowaniu ogólnym. 🙂 Zresztą, większość dotujących to starzy Kwantowicze, często i gęsto produkujący się zarówno na blogu jak i facebooku.

Niewątpliwie znalazłoby się kilka pomniejszych sukcesów. Udzieliłem pierwszych w swoim życiu wywiadów (choć to może za duże słowo), i muszę powiedzieć, że ten dla Eprawdy, wypadł całkiem znośnie. Blog pozwolił mi również zakwalifikować się do finału uniwersyteckiego konkursu dla absolwenta z pasją 2015, gdzie ostatecznie zająłem czwartą lokatę. Udało mi się też stworzyć (nareszcie!) zadowalające logo, a sądząc po wielu przychylnych komentarzach, minimalistyczna ikona cieszy nie tylko moje oczęta, lecz także wasze. To ważne, bo wizualna identyfikacja marki jest w dzisiejszych czasach absolutną koniecznością.

Raczej trudno to nazwać sukcesem, ale warto też wspomnieć o niedawnej zmianie wyglądu Kwantowo. Będę z wami szczery: nie uważam tego szablonu za ładniejszy niż poprzedni, zaś zmianę wymusiły na mnie kwestie czysto techniczne. Tak to już jest, że człowiek instaluje interesujący layout, ale dopiero po kilku tygodniach jego użytkowania odkrywa wady. I tak, ostatni, choć estetyczny, kompletnie zawodził na urządzeniach mobilnych. Naprawdę nie chciałem aby ktokolwiek zrezygnował z regularnej lektury bloga tylko dlatego, że jest on nieczytelny na komórce czy tablecie. Vox populi, vox Dei

Co mnie wkurza

Tak pół żartem, pół serio jest pewna rzecz, z którą zmagam się od dawna, ale ostatnio coraz bardziej przybiera na sile. Co więcej, dotyczy nie tylko Kwantowo ale również moich znajomych po piórze, więc pewnie poprą oni moją skargę/apel.

Mianowicie, nie wiem skąd wypłynęło absolutnie złudne przekonanie, jakoby treść bloga miała pozostać “obiektywna”. Piszę w cudzysłowie, ponieważ częstokroć nawet nie wiem co ten termin w kontekście danego artykułu ma znaczyć. Już abstrahując od tekstów popularnonaukowych, nie wiem dlaczego ktoś – i to zazwyczaj nie stały czytelnik, a przypadkowy “przechodzień” – w ogóle odbiera mi prawo publikowania subiektywnych notek na własnym blogu. Dlaczego np. nie mogę zabrać głosu w sprawie introwertyzmu, a Węglowy Szowinista nie powinien ustawiać sobie na facebooku obrazka propagującego tolerancję? To nasze poletka, nasze miejsca w sieci, nasze instrumenty do wyrażania siebie. Wy macie prawo podjąć polemikę, wyrazić odmienne zdanie w danej kwestii (skoro coś publikujemy, to jesteśmy zazwyczaj otwarci na dyskusję), ale nie macie prawa kwestionować czy w ogóle wolno nam uzewnętrzniać swoje myśli. A szantaż w stylu “o, jesteś niewierzący, zabieram się stąd!” – jest bezdennie głupi i przeraźliwie żałosny. Głupi, bo tylko dureń może uwierzyć, że zrewiduję swoje przekonania żeby tylko anonim nie tupnął nóżką i sobie nie poszedł. Żałosny, ponieważ komentujący samemu nie potrafi wznieść się ponad własny subiektywizm, ale publicznie żąda aby ktoś inny swój subiektywizm zostawił w kącie.

Czytelniku, co Ty najlepszego wyczyniasz?

Nie chcę się w to dalej zagłębiać. Proszę jedynie o wykazanie odrobiny zdrowego rozsądku. Jeśli dowiedziałeś się, że Twój bloger ma jakiś światopogląd, to nie reaguj oburzeniem: bo też go gamoniu płaskogłowy posiadasz. Wejdź do dyskusji, ewentualnie czytaj jedynie teksty z danej kategorii ignorując resztę. Ale nie miotaj się, nie tup, nie spamuj, nie szantażuj. To nie portal ani gazeta. To blog osoby z krwi, szarych komórek i kości. Ze swojej strony zapewniam racjonalizm, który niestety nie zawsze równa się obiektywizmowi.

Wpisy, których nie możesz przeoczyć

Aby podsumowania stało się zadość, wypadałoby jeszcze wyróżnić kilka co bardziej interesujących tekstów opublikowanych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. W końcu, mniej regularni czytelnicy jak i nowicjusze muszą wiedzieć, co należy nadrobić. Idąc chronologicznie:
O tym jak przekroczyć prędkość światła. Niedługi tekst stanowiący gratkę zarówno dla fanów mechaniki kwantowej jak i postaci Richarda Feynmana. Opisuję w nim pewne spostrzeżenie noblisty, wskazującego jak reguły mikroświata mogą sprowokować nietypowe zachowanie fotonu.
Architekt nowej fizyki. Najważniejszy cykl tego roku. Trylogia napisana w związku z okrągłą, setną rocznicą opublikowania ogólnej teorii względności. Seria stanowiła spore wyzwanie, gdyż postawiłem przed sobą cel skompilowania wiedzy historyczno-biograficznej o Einsteinie z dygresjami popularnonaukowymi, wyjaśniającymi jego osiągnięcia.
Po Europie krąży widmo, widmo introwertyzmu. Nienaukowy rodzynek. Przemyślenia o introwertyzmie okiem introwertyka. Polecam, bo sądząc po wielu miłych komentarzach i mailach, chyba udało mi się dotknąć jądra problemu.
Nasza słodka, pulchna Betelgeza. Reakcja na rozpoczęcie corocznego sezonu siania paniki, związanej z eksplozją Betelgezy. Wiele rozumiem, ale gdy grupki ludzi umawiają się na konkretny dzień z nadzieją obserwowania supernowej, trudno pozostać obojętnym.
Metodologiczny dekalog naukowca. Przesadziłem z dodaniem do tytułu tego ostatniego słowa. Tak naprawdę Dekalog nie był i nie mógłby być skierowany do naukowców, którzy szczegółową metodologię własnej dziedziny powinni mieć w małym palcu (inna sprawa, że często tak nie jest). Swoje przykazania pisałem z myślą o zaszczepieniu absolutnych podstaw metody naukowej w społeczeństwie. To naprawdę ważne, bo nierzadko osoby z wyższym wykształceniem, przez pięć lat studiów nie miały okazji zetknąć się z nazwiskiem Poppera czy pojęciem brzytwy Ockhama – co nawet nie utrudnia, ale wręcz uniemożliwia partycypowanie w świecie nauki.

Postanowienie

Jak zwykle muszę sobie zawiesić jakąś poprzeczkę, abym wiedział do czego dążę. W ciągu ostatniego roku niemal podwoiłem liczbę swoich fanów na facebooku, ale powtórzenie tego wyniku (tj. dobicie do 10 tysięcy) tym razem wydaje się mało prawdopodobne. Sądzę, iż niełatwym ale jednak realnym celem, będzie przekroczenie granicy 7,5 tysięcy. Jak zwykle, jeśli swojego postanowienia nie spełnię a blog dopadnie stagnacja – Kwantowo przejdzie do historii. Dlatego życzcie mi powodzenia i oby w 2016 roku obrodziło przynajmniej tyloma tekstami co tym razem. 🙂

podpis-czarny
Kwantowo 2019 Naukowe “naj” 2019 Rozwiązanie feynmanowskiego konkursu