Kwantowo 2021

Kiedy piszę te słowa w moim organizmie szaleje angina lub inne paskudztwo. Głowa pęka, zatoki bolą, nos odpada, a gardło drapie. Mimo to, i tak jestem w nieporównywalnie lepszej formie niż Kwantowo w mijającym roku.

Kwantowo w liczbach

251 367, to liczba użytkowników, którzy w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy odwiedzili blog. Nabili oni również ponad 767 tysięcy wyświetleń. To najsłabsze statystyki od pięciu lat i aż o 40% niższe niż liczby sprzed roku.
26 488, tyle osób gromadzi w tej chwili profil Kwantowo na facebooku. Wzrost o dwa tysiące nie robi wrażenia, ale niczego lepszego i tak się nie spodziewałem. Jakiś czas temu przestałem zabiegać o względy algorytmów tego serwisu.
7 000, czyli liczba subskrybentów bloga aplikacji OneSignal (ikonka w dolnym rogu ekranu, jeśli ktoś chce być na bieżąco z nowymi tekstami, to najlepsza droga). Przybyło kilkuset obserwujących.
2 353, to liczba waszych reakcji pod najczęściej lajkowanym wpisem, czyli wciąż ciepłą recenzją filmu Nie patrz w górę. Jeśli mnie pamięć nie myli, jest to również rekordowy wynik w całej historii istnienia fanpejdża. Mam co do tego ambiwalentne odczucia, bo choć popularność każdego tekstu cieszy, to tym bardziej bije po oczach, że te najwartościowsze treści – przekazujące wiedzę i wymagające wielu dni pracy – nie dobiją nigdy do 1/5 tego wyniku.
73, czyli liczba komentarzy (tylko na blogu, bez kanałów społecznościowych) jakie pozostawiliście pod artykułem Ogórkowe pytania (II): Skąd wiemy o wielkim wybuchu?.
102, to liczba aktywnych patronów bloga. Jedna z niewielu, które wzrosły i to mimo ogólnie słabej kondycji strony. Powtórzę to, o czym pisałem już wielokrotnie: to właśnie dzięki wam to wszystko jeszcze jako tako funkcjonuje.
51, tyle wpisów opublikowałem przez cały ubiegły rok.

Wpisy, których nie możesz przeoczyć

Choć mijający rok w moim przypadku nie należał do najpłodniejszych, opublikowałem całkiem sporo niezgorszych, wyczerpujących artykułów popularnonaukowych. Większość z nich, niczym neutrino, przeszła przez sieć kompletnie niezauważona. Szkoda, bo jak zwykle zdarzyło mi się skupić na paru tematach, których nie dotknął nikt wcześniej w polskojęzycznej części internetu.

– Portret rodzinny czarnych dziur. Wystarczyło kilka dekad, aby czarne dziury przekształciły się z hipotetycznego dziwu w jeden z głównych elementów kosmicznego krajobrazu. W tym tekście podjąłem próbę przekrojowego spojrzenia na najważniejsze gatunki tych obiektów, różniące się nie tylko masą, ale również genezą oraz wpływem na ewolucję wszechświata.
– Masa, ładunek i moment pędu. Czarne dziury u fryzjera. Idąc za ciosem, w innym artykule pochyliłem się nad popularnym, ale nie zawsze rozumianym twierdzeniem Johna Archibalda Wheelera, zgodnie z którym “czarne dziury nie mają włosów”.
– Demoniczny silnik Leó Szilárda. Uwielbiam zagadnienie entropii, a kiedy Leó Szilárd do spółki z Paulem Daviesem przekonują mnie, że odpowiednia wariacja demona Maxwella może przetworzyć informację w pracę (oczywiście z pewnym haczykiem) – mój umysł płonie.
– Wnyki na niewidzialne cząstki – o detektorach ciemnej materii. Wszyscy co jakiś czas słyszymy o nowych hipotezach oraz odkryciach dotyczących ciemnej materii, mającej odpowiadać za spory kawał masy wszechświata. Żeby jednak lepiej rozumieć, co w fizyce piszczy, warto dowiedzieć się czegoś o XENON-ie i innych współczesnych doświadczeniach mających na celu upolowanie hipotetycznych cząstek, zwanych WIMP-ami.
– Tam i z powrotem. Mezonowe oscylacje i asymetria stworzenia. Rok 2021 obfitował w odkrycia wzbudzające podniecenie w każdym koneserze fizyki cząstek elementarnych. Jednym z najgorętszych newsów było zarejestrowanie spontanicznej przemiany mezonu D w swoją własną antycząstkę.
– “Inteligentny Projekt to nie nauka”. Pouczająca historia procesu Kitzmiller v. Dover. W 2005 roku opanowana przez kreacjonistów rada edukacyjna Okręgu Szkolnego Dover, przypuściła szturm na programy nauczania, przestrzegając uczniów przed teorią Darwina i przemycając do klas własny pseudonaukowy podręcznik biologii. Na skutek twardego sprzeciwu nauczycieli i rodziców sprawa trafiła do sądu, a jej echo pobrzmiewa do dziś w wielu dyskusjach dotyczących ewolucji, kreacjonizmu oraz idei inteligentnego projektu. Przygotowując artykuł spędziłem ponad tydzień okopany w oryginalnych stenogramach z tamtego procesu, a zebranego materiału było tak dużo, że wystarczyło jeszcze na osobny suplement.
– Wielka teoria małej unifikacji. O odziaływaniu elektrosłabym. W lipcu tego roku zmarł Steven Weinberg: tytan fizyki teoretycznej, współautor modelu standardowego i pionier unifikacji fundamentalnych sił natury. Chcąc złożyć mistrzowi godny hołd, postanowiłem prześledzić drogę, która doprowadziła uczonych do zrozumienia, że w odpowiednich warunkach nośniki elektromagnetyzmu stają się nieodróżnialne od cząstek przenoszących słabe oddziaływanie jądrowe.

Co nie wyszło?

Pierwsze symptomy nieuchronnej katastrofy zauważyłem już w połowie roku. Zaglądając do statystyk wszechwiedzącego Analyticsa zauważyłem, że wszystkie wartości są zatrważająco niskie. Nie chodziło o ubytek rzędu kilku procent, lecz o prawdziwe tąpnięcie i wyparowanie przynajmniej jednej trzeciej użytkowników. Zaskoczenie było tak duże, że wrzuciłem notkę o krytycznym stanie Kwantowo, a nawet spontanicznie nagrałem filmik. Zapowiedziałem wtedy, że za jakiś czas wrócimy do sprawy i przekonamy się, czy kot nadal jest żywy.

Po upływie kolejnych sześciu miesięcy, mam już pewność, że kot zdechł dawno temu. Teraz trwa rozkład.

Praprzyczyną problemów była lutowa aktualizacja Google’a, która z dnia na dzień zrzuciła blog z dotychczasowych, satysfakcjonujących pozycji. Efekt? Dla przykładu, wpisując teraz w wyszukiwarce frazę “bozon higgsa”, zamiast na taki artykuł, traficie na tekścidełka z Chipa lub serwisu EwolucjaMyslenia.pl, czyli szybko rozwijanego przedsięwzięcia kreacjonistów – już kolejnego w naszym kraju.

Latem próbowałem jeszcze podejmować jakieś działania naprawcze. Eksperymentowałem z szablonem, optymalizacją, formułą strony, przez chwilę byłem nawet zdecydowany na publikowanie newsów ze świata fizyki i okolic – ale szybko zdałem sobie sprawę, że to daremne starania. Na dawną ścieżkę wzrostu nie ma już powrotu. Internet się zmienił, a blogi muszą skapitulować przed masowymi portalami i YouTube, tak jak rzetelna publicystyka nie może konkurować z brukowcami. Żaden pojedynczy pasjonat nie ma szans w starciu z taśmową produkcją clickbaitowych treści, a takowych jest z miesiąca na miesiąc coraz więcej. Dlatego ostatecznie przestałem się szarpać, przywróciłem tradycyjny wygląd Kwantowo i pozwoliłem wydarzeniom na własny bieg. Cytując klasyka: jak umrze to umrze, i trudno.

Z mniej istotnych kwestii: Kwantowo zostało nominowane do nagrody POP Science 2021 w kategorii strona lub blog. Jednak, co mnie nie zdziwiło, główne wyróżnienie trafiło w ręce twórców jednej z fejsbukowych grup poświęconych szczepieniom.

Co wyszło?

Również w wakacje otrzymałem dużą kopertę zawierającą list polecony z warszawskiego Sądu Okręgowego. Był to formalny pozew o ochronę dóbr osobistych sporządzony przez kancelarię obsługującą Fundację En Arche. Rzecz dotyczyła Listu otwartego wystosowanego przeze mnie i tuzin innych popularyzatorów nauki w celu zaalarmowania środowiska akademickiego przed nową falą pseudonauki, pod postacią importowanej zza Atlantyku idei inteligentnego projektu. Tak po prawdzie En Arche samo sobie zrobiło szkodę. Po opublikowaniu listu nie miałem zamiaru dłużej grzać tematu, który już mnie trochę nudził. Jednak w obliczu batalii sądowej i zaczepek w mediach społecznościowych, rad nierad, znów musiałem zakasać rękawy (stąd m.in. teksty o procesie Kitzmiller v. Dover i dwa wywiady).

Pod koniec sierpnia we współpracy z Darkiem Aksamitem i Marszem dla nauki urządziliśmy zbiórkę na prawnika, która jednocześnie zainicjowała funkcjonowanie specjalnego funduszu, mającego wspierać naukowców, blogerów i dziennikarzy w podobnych sprawach. I właśnie wtedy stało się coś, co częściowo odbudowało moją wiarę w sens własnych działań. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu, podstawowy cel zbiórki został zrealizowany w zaledwie dobę. Do tego doszło sporo komentarzy, maili i prywatnych wiadomości zarówno od czytelników, jak i pracowników naukowych, którzy zwyczajnie po ludzku życzyli mi powodzenia. Naprawdę miło poczuć, że gdzieś tam jest więcej osób, którym po prostu zależy.

Skoro jesteśmy przy zbiórkach, to wykazałbym się skrajną niewdzięcznością, gdybym nie podziękował po raz kolejny wiernym patronom bloga. Co szczególnie istotne, liczba wspierających nie skruszała, mimo ogólnie pikujących statystyk strony. Fakt, że Kwantowo posiada na Patronite więcej stałych subskrybentów niż niejedno znacznie popularniejsze przedsięwzięcie, to dla mnie potężny wyraz uznania. Dziękuję.

Postanowienia

Przy obecnych spadkach, stronę należy uznać za umierającą. Mimo to, niczego nie zamykam, ani nie wygaszam. Przechodzę natomiast w tryb twórczości energooszczędnej: będę nadal pisał, ale wyhamuję z dodatkowymi, pracochłonnymi inicjatywami (jakieś ankiety, rankingi, apele…), daruję sobie działania promocyjne, zaś administrowanie stroną ograniczę do niezbędnego minimum. Żadnych szaleństw, reform i modyfikacji. Innymi słowy postaram się, aby stali czytelnicy nadal dostawali treści, dla których od dawna odwiedzają to miejsce, jednocześnie przestając zabiegać o nowych oraz o te cholerne zasięgi. Dalsze kopanie się z algorytmami, tylko po to, aby artykuł trafił do kilkuset osób więcej, z czego większość i tak tu nigdy nie wróci, nie ma żadnego sensu.

Zabrzmi to paradoksalnie, ale choć był to najgorszy rok w dziewięcioletniej historii bloga, a przyszły wcale nie zapowiada się lepiej, to odnajduję w tej sytuacji pozytyw. Do tej pory, nawet jeśli narzekałem, to nie mogłem zaprzeczyć, że obiektywnie strona notowała regularne postępy, co dawało złudną nadzieję na przyszłość. Naiwnie okopałem się w wygodnej, staroświeckiej formule, od dawna nie próbując niczego naprawdę nowego. Teraz, kiedy upewniłem się, że nic z tego nie będzie, czuję pełną motywację do wypłynięcia na obce wody. Mogę zdradzić, że od wielu tygodni nad czymś pracuję i już niebawem zadebiutuję z nowym projektem o nieco większym (mam nadzieję) potencjale.

Na koniec życzę sobie i wam, żeby nowy rok był choć odrobinę znośniejszy niż 2021.

Kwantowy fajrant Kwantowo 2015 “Astrofizyka dla zabieganych” – konkurs!