Czytaj dalej

Jam jest nauka Twoja, która Cię wywiodła z ziemi irracjonalizmu i domu niewiedzy.

Sądzę, że u podstaw popu­lar­no­ści pseu­do­nauki i teorii spi­sko­wych we współ­cze­snym świecie, leży kom­pletny brak zain­te­re­so­wa­nia metodą naukową. Bez względu na to czy jesteśmy z nauką zawodowo związani czy nie, mamy z nią stały kontakt i powin­ni­śmy posiadać choćby szcząt­kowe pojęcie o zasadach jej powsta­wa­nia i funk­cjo­no­wa­nia. Poszu­ku­jąc lek­ko­straw­nej formuły pre­zen­tu­ją­cej naj­waż­niej­sze prawa wiążące uczonych; powstał luźny, może nawet trochę prze­korny Dekalog, wsparty o naj­waż­niej­sze idee filo­zo­fów nauki i mistrzów meto­do­lo­gii. (Na potrzeby lekkości tekstu nie trzymam pełnej ści­sło­ści ter­mi­no­lo­gicz­nej, trak­tu­jąc terminy teoria, hipoteza i kon­cep­cja zamien­nie. W tym kon­tek­ście nie ma to jednak więk­szego zna­cze­nia).


1. Będziesz pytać wyłącznie o fakty

Mar­sza­łek fran­cu­skiego króla Ludwika XVIII miał podobno stwier­dzić, że do pro­wa­dze­nia wojny potrzeba tylko trzech rzeczy: pie­nię­dzy, pie­nię­dzy i jeszcze raz pie­nię­dzy. Praca naukowa to również wojna, lecz pod­sta­wową walutę stanowią w niej fakty, fakty i jeszcze raz fakty. Zgodnie z zasadą wyar­ty­ku­ło­waną przez samego Alberta Ein­ste­ina, cały proces two­rze­nia teorii naukowej powinien mieć zarówno swoje źródło i ujście w faktach. Już podej­mu­jąc decyzję o pło­dze­niu nowa­tor­skiego konceptu, należy zadać sobie pytanie, na czym tak naprawdę opieramy swoje pytanie? Jaki obser­wa­cyjny, eks­pe­ry­men­talny czy logiczny fakt zwrócił naszą uwagę?

metodologia memowa

Weźmy na ten przykład Bohra i jego wzo­ro­wany na Układzie Sło­necz­nym model atomu. Schemat obecnie nie­ak­tu­alny, ale powstały w oparciu o eks­pe­ry­men­talne prze­słanki (odkrycie elek­tronu przez Thomp­sona oraz jądra ato­mo­wego przez Ruther­forda) i ówczesny, dostępny Duń­czy­kowi stan wiedzy. Pokutuje krzyw­dzące prze­ko­na­nie, że uczeni wycią­gają swoje kon­cep­cje z kape­lu­sza. Że praca teo­re­tyka polega na spi­sy­wa­niu tego co mu się przy­śniło, gdy zjadł zbyt obfitą kolację. Nic z tych rzeczy. Nawet takie abs­trak­cyjne twory jak teoria holo­gra­ficzna, teoria strun czy ciemna energia, mają swój początek w faktach. Czasem obser­wa­cyj­nych, innym razem mate­ma­tycz­nych, ale jednak w kon­kret­nych faktach, które wzbu­dziły cie­ka­wość oku­lar­ni­ków w kra­cia­stych koszu­lach.

2. Nie będziesz miał żadnych autorytetów przed faktem

Nie zro­zum­cie mnie opacznie. Nie nakła­niam do lżenia pro­fe­so­rów i publicz­nego palenia ich publi­ka­cji. Wręcz prze­ciw­nie, ludzie nauki zasłu­gują na naj­wyż­szy szacunek, wsparcie i posłuch spo­łe­czeń­stwa. Jest to zresztą prak­tyczna koniecz­ność, bo pod­cho­dze­nie z nie­uf­no­ścią do każdego wyna­lazku, każdej świeżej teorii, byłoby dla nauki tym, czym jest dla wypcha­nego po brzegi pędzą­cego autobusu, gwał­towne wci­śnię­cie hamulca. Nie mamy innego wyboru niż wyko­rzy­sty­wa­nie dostęp­nej wiedzy, nawet jeśli w przy­szło­ści dojdzie do jej rewizji. 

Aby wszystko prze­bie­gało płynnie i bez wstrzą­sów potrzebne są zarówno para­dyg­maty (więcej tutaj) jak i zdrowy scep­ty­cyzm. Nauka wymaga aby ciągle zadawać pytania i odrzucać teorie sprzeczne ze stale napły­wa­ją­cymi faktami. Żadna publi­ka­cja nie ma prawa czuć się bez­pieczna, bez względu na jej wiek, nazwisko autora, własne poglądy czy sympatie. Kładę jednak nacisk na wyra­że­nie zdrowy scep­ty­cyzm, gdyż nie­któ­rzy mylą tę postawę z abso­lutną wro­go­ścią wobec wytworów nauki. Nie­bez­piecz­nym efektem takiego podej­ścia jest nie tylko nad­mierna podejrz­li­wość do uznanych auto­ry­te­tów, ale również (nie wiedzieć czemu) łatwo­wier­ność wobec wyja­śnień “czary-mary” alter­na­tyw­nych. Stąd już krótka droga do zaplą­ta­nia się w sieć teorii spi­sko­wych i utra­ce­nia kontaktu z rze­czy­wi­sto­ścią.

3. Czcij Ockhama i brzytwę jego

William Ockham był ciekawym gościem. Niby śre­dnio­wieczny zakonnik, ale jednak otwarty na inno­wa­cje (co skoń­czyło się oskar­że­niem o herezję) i myślący na tyle nie­sza­blo­nowo, aby dać przy­czy­nek do jednej z waż­niej­szych norm nauko­wego rozu­mo­wa­nia. Brzmi ona mniej więcej tak: zazwy­czaj naj­prost­sze wyja­śnie­nie jest właściwe, a każde bardziej skom­pli­ko­wane wymaga ade­kwat­nego uza­sad­nie­nia. Chcąc brzmieć mądrzej mówimy czasem o par­sy­mo­nii, bądź też o zasadzie ekonomii myślenia.

Załóżmy, że podzi­wiamy monu­men­talną śre­dnio­wieczną katedrę bądź per­fek­cyj­nie zapro­jek­to­wane piramidy. Badacz może założyć, że w danym okresie budow­ni­czo­wie po prostu posia­dali odpo­wied­nie umie­jęt­no­ści, przy­rządy i wiedzę, bądź też, że budowle wznie­siono według planów nie­ist­nie­ją­cej, nie­zna­nej dotąd zaawan­so­wa­nej cywi­li­za­cji, która niegdyś zamiesz­ki­wała Ziemię. W zasadzie nie ma prze­szkód, dla którego druga hipoteza musia­łaby być fałszywa, ale jeśli nie mamy naprawdę mocnego mate­riału dowo­do­wego (odpo­wied­nio dato­wa­nych doku­men­tów czy śladów sta­ro­żyt­nego państwa), wybie­ramy opcję prostszą w świetle zdro­wo­roz­sąd­ko­wego rozu­mo­wa­nia. W innym wypadku wpa­dli­by­śmy w wir nie­pew­no­ści, zmu­sza­jący nas do roz­pa­try­wa­nia nie­skoń­czo­nej liczby, coraz bardziej skom­pli­ko­wa­nych i nie­praw­do­po­dob­nych sce­na­riu­szy.

brzytwa ockhama

Problem brzytwy Ockhama został w rewe­la­cyjny sposób ujęty w powieści Kontakt Carla Sagana. Ludzkość złapała sygnał obcego pocho­dze­nia, w którym zako­do­wano plany tajem­ni­czego wehikułu. Po wydaniu miliar­dów dolarów urzą­dze­nie okazało się nie działać (powiedzmy… bez spilerów), a spe­cjalna komisja zadała inte­re­su­jące pytanie. Co wydaje się bardziej praw­do­po­dobne: prze­chwy­ce­nie zako­do­wa­nej wia­do­mo­ści od obcych zamiesz­ku­ją­cych okolicę Wegi, czy żart stulecia zapla­no­wany przez sły­ną­cego z eks­cen­try­zmu, cho­ru­ją­cego na nowotwór miliar­dera? Autor stawia przed nami dwa sce­na­riu­sze, z których na dobrą sprawę żaden nie wygląda na znacznie wia­ry­god­niej­sze od drugiego.

4. Nie będziesz mnożył bytów ponad miarę

Tak jak nie należy bez przy­czyny wybierać roz­wią­za­nia nad­mier­nie skom­pli­ko­wa­nego, tak też nie wolno dowolnie doko­op­to­wy­wać do swojego rozu­mo­wa­nia dodat­ko­wych bytów. Nie stosując się do tego zakazu, dla przy­wo­ła­nego wcze­śniej przy­kładu, mogli­by­śmy ukuć nie­zli­czoną ilość kolej­nych wyja­śnień. Katedry i piramidy mogli przecież wznieść przy­by­sze z kosmosu, cza­ro­dzieje, duchy, demony, skrzaty… Byty można mnożyć bez końca, tłu­ma­cząc nimi każde obser­wo­wane zjawisko. A jednak nie dajemy wiary zapew­nie­niom brzdąca twier­dzą­cego, że cenny wazon w salonie uległ destruk­cji w skutek dzia­łal­no­ści zło­śli­wego polter­ge­ista. W każdym razie, zna­le­ziona opodal miejsca zda­rze­nia piłka, podsuwa nam znacznie praw­do­po­dob­niej­sze wyja­śnie­nia. Dopusz­cza­jąc do procesu nauko­wego kra­sno­ludki, dżiny, wróżki i co tam chcecie, docho­dzimy do nie­uchron­nego acz bez­war­to­ścio­wego wniosku, iż każda z dowolnie zmy­ślo­nych odpo­wie­dzi jest równie dobra i równie (nie)prawdopodobna.

5. Nie będziesz tworzył koncepcji niefalsyfikowalnych

Bodaj naj­waż­niej­szym osią­gnię­ciem Karla Poppera – meto­do­lo­gicz­nego cesarza – było ukucie nakazu fal­sy­fi­ko­wal­no­ści. I nie prze­sa­dzę chyba pisząc, że to naj­istot­niej­sze spośród wszyst­kich przy­ka­zań tego Dekalogu. Oparcie nauki, nie tyle na potrze­bie potwier­dze­nia danej hipotezy, co na moż­li­wo­ści jej obalania, wydaje się prze­wrotne, ale w wielu sytu­acjach nie­odzowne dla poło­że­nia linii demar­ka­cyj­nej między tym co naukowe a pseu­do­nau­kowe.

Roz­pa­trzmy nastę­pu­jące stwier­dze­nie: “Ziemia to jedyne miejsce we wszech­świe­cie, na którym zakwitło życie”. Zwe­ry­fi­ko­wa­nie tego sądu jest możliwe, choć zabójczo trudne, bowiem w naj­gor­szym razie wyma­ga­łoby prze­ska­no­wa­nia miliar­dów układów pla­ne­tar­nych i bilionów planet – w końcu możemy mieć pecha, podczas gdy kosmici zamiesz­kują akurat ten jeden ostatni świat, którego nie spraw­dzi­li­śmy. Zdanie pozo­staje jednak fal­sy­fi­ko­walne i może zostać wypo­wie­dziane jako hipoteza przez naukowca – oczy­wi­ście z popar­ciem odpo­wied­nich, logicz­nych argu­men­tów – bez nara­że­nia na zarzut nie­nau­ko­wo­ści. Pod­sta­wowy warunek został speł­niony: wszyscy zdają sobie sprawę, iż wystar­czy tra­fie­nie na choćby jedną bakterię na obcym globie, aby hipoteza uległa obaleniu. Dla odmiany spójrzmy teraz na zdanie: “Ziemię od stuleci zamiesz­kują jasz­czury z kosmosu, przy­bie­ra­jące ludzką formę”. Autor może nam podsunąć wiele prze­sła­nek i pośred­nich dowodów potwier­dza­ją­cych jego słowa, ale na pewno nie powie nam jak dokonać fal­sy­fi­ka­cji. Przecież każdy kontr­ar­gu­ment może zbyć gadaniną o nad­ludz­kiej inte­li­gen­cji kosmitów, ich bez­błęd­no­ścią, czy super­no­wo­cze­sną tech­no­lo­gią. Zdanie to jest zatem nie­fal­sy­fi­ko­walne i bez­war­to­ściowe z punktu widzenia nauki.

Two­rze­nie idei, które można jedynie potwier­dzać, ale w żaden sposób obalić, to pierwszy stopień do pseu­do­nau­ko­wego piekła. O ile więc sfor­mu­ło­wa­nie tezy, której nie umiemy w żaden sposób potwier­dzić pozo­staje wyba­czal­nym prze­wi­nie­niem, o tyle już posta­wie­nie twier­dze­nia, którego obalenie nigdy nie znajdzie się w sferze naszych moż­li­wo­ści, zakrawa na grzech śmier­telny. Pamię­tajmy przy tym o starej zasadzie: kilka, nawet niezłych dowodów “za”, nie musi prze­są­dzać o praw­dzi­wo­ści danego zdania, ale wystar­czy jeden poważny dowód “przeciw”, aby uczynić je fał­szy­wym.

6. Nie będziesz łatał przekonaniami niewiedzy swojej

Nie jesteśmy wszech­wie­dzący i wbrew opinii nie­któ­rych osób, nie dowodzi to niczego poza… naszą igno­ran­cją. Za każdymi otwar­tymi drzwiami odnaj­du­jemy kolejne, czasem kilka kolej­nych – co jest zro­zu­miałe i z czego należy korzy­stać. Jedną z naj­gor­szych rzeczy jaką może uczynić uczony to pomi­ja­nie owych drzwi lub udawanie, że ich nie ma. Motywy takiego postę­po­wa­nia bywają różne, począw­szy od inte­re­sów eko­no­micz­nych i poli­tycz­nych, kończąc na przed­kła­da­niu własnego świa­to­po­glądu nad realizm i obiek­ty­wizm. Gospo­darka opiera się o nie­wol­nic­two? Warto więc oddać głos antro­po­lo­gom poszu­ku­ją­cym ana­to­micz­nych podstaw wyż­szo­ści rasy białej nad czarną! Uważamy się za pre­de­sty­no­wa­nych do władania wszech­świa­tem? Wyśmiejmy zatem teorię suge­ru­jącą, jako­by­śmy mieli wspól­nego przodka z szym­pan­sem! I tak dalej. Pomi­ja­jąc kwestię rze­tel­no­ści, błądzący nauko­wiec sam sobie utrudnia życie poszu­ku­jąc pasu­ją­cej mu szcze­liny, igno­ru­jąc otwarte tuż obok na oścież wrota.

logika

Oso­bi­ście uważam, iż wiedza pozorna, oparta na nie­któ­rych faktach bądź prze­pusz­czona przez pryzmat ide­olo­gii, bywa znacznie groź­niej­sza niż igno­ran­cja. Badacz nie­po­tra­fiący zostawić subiek­tyw­nych poglądów w drugich spodniach, pod­cho­dzi do procesu nauko­wego z gotową odpo­wie­dzią. To kolejny grzech śmier­telny, karany wieczną infamią.

7. Pamiętaj abyś przewidywania czynił

Zdarzają się sytuacje, w których uzy­sku­jąc odpo­wiedź na zadane przez nas na początku pytanie, w gratisie dosta­jemy również wyja­śnie­nie innego zjawiska lub zjawisk. Nie jest to tak ważne jak przy­ka­za­nia poprzed­nie, ale nie­wąt­pli­wie pomoże naszej hipo­te­zie nabrać mocy. Albert Einstein szu­ka­jący wytłu­ma­cze­nia dla obser­wo­wa­nej precesji orbity Mer­ku­rego, wytłu­ma­czył ją na fun­da­men­cie swojej ogólnej teorii względ­no­ści. Z równań wynikało jednak znacznie więcej, w tym widoczny wpływ masy na zakrzy­wie­nie promieni świetl­nych – co potwier­dził Arthur Edding­ton obser­wa­cją zaćmie­nia Słońca w 1919 roku. Kiedy praca z taką gracją obejmuje kilka zjawisk, mamy nie­opi­sa­nie kom­for­tową sytuację.

Należy jednak brać w rachubę również drugą stronę medalu. Jeśli z naszych rozważań wynika opis dodat­ko­wego zjawiska, ale eks­pe­ry­ment potwier­dza jedynie zgodność z jednym – trafiamy na dość wredny przy­pa­dek fal­sy­fi­ka­cji. Albo ten dysonans wytłu­ma­czymy, albo cała publi­ka­cja nadaje się na podpałkę.

8. Hartuj nieustannie teorię swoją

Testo­wa­nie nauko­wych prze­wi­dy­wań Popper określa pla­stycz­nym mianem har­to­wa­nia teorii. Skoro kon­cep­cja czyni zadość warun­kowi fal­sy­fi­ko­wal­no­ści, należy prze­pro­wa­dzić takie eks­pe­ry­menty lub obser­wa­cje, które w razie naszej omyłki wykażą jej błędność. W istocie, kuć swoją teorię możemy latami, ale bez porząd­nego zahar­to­wa­nia pęknie ona w najmniej ocze­ki­wa­nym momencie. Muszę tu również przy­po­mnieć, że im szerszą, bardziej złożoną teorię tworzymy, tym dłużej przyj­dzie nam ją hartować. Przy­wo­łana wcze­śniej ogólna teoria względ­no­ści, mimo stulecia ist­nie­nia, wciąż podlega wery­fi­ka­cji – głównie dzięki instru­men­tom, o których eks­pe­ry­men­ta­to­rzy epoki Ein­ste­ina mogli tylko pomarzyć (patrz: Gravity Probe B oraz LIGO). Har­to­wa­nie to w istocie nie­koń­cząca się opowieść. 

9. Uzgadniaj teorię swoją z całą nauką 

Przy­ka­za­nie to łamią ze szcze­gólną lubością sieciowi mędrcy, radośnie szki­cu­jący alter­na­tywy dla teorii ewolucji, wiel­kiego wybuchu czy mecha­niki kwan­to­wej. Niestety moi drodzy, ale nauka tworzy system naczyń połą­czo­nych, zaś jedno mocne twier­dze­nie może wywołać swoisty efekt motyla. Wyobraźmy sobie na przykład projekt rzekomo dzia­ła­ją­cego (na papierze) per­pe­tuum mobile. Autor zanim poświęci czas i fundusze na reali­za­cję nowa­tor­skiego planu, dla własnego komfortu powinien potroić wysiłki w poszu­ki­wa­niu błędu w obli­cze­niach. Pogwał­ce­nie II zasady ter­mo­dy­na­miki jawi się w tej sytuacji niczym wiel­gachny, czerwony, neonowy baner UWAGA!, wska­zu­jący na gigan­tyczne nie­bez­pie­czeń­stwo spadku w przepaść. Gdyby urzą­dze­nie działało, ozna­cza­łoby to rewizję nie­jed­nej teorii fizycz­nej, che­micz­nej, bio­lo­gicz­nej i skutki, jakich nie sposób prze­wi­dzieć.

Rzecz jasna niczego nie można z góry wyklu­czyć, ale nikłe praw­do­po­do­bień­stwo takowego odkrycia nakazuje zachować silny scep­ty­cyzm. W końcu, na co są większe szanse: na nagłe obalenie dzia­ła­ją­cego filaru fizyki, czy na to, że mądry inaczej uczony walnął się w rów­na­niach? (Znów ten pie­kielny Ockham).

Święty Tomasz patrzy

Wszystko w myśl zasady sfor­mu­ło­wa­nej niegdyś przez Carla Sagana: “Nad­zwy­czajne twier­dze­nia wymagają nad­zwy­czaj­nych dowodów”.

10. Będziesz gotów na jej upadek

A wszystko to i tak prędzej czy później wyląduje w koszu. Choć wiele osób nie potrafi tego zro­zu­mieć, teoria naukowa nie ma na celu zna­le­zie­nia mitycz­nej prawdy osta­tecz­nej. Pewność pozo­staje zare­zer­wo­wana wyłącz­nie dla nauk for­mal­nych – czystej logiki i mate­ma­tyki – w innych przy­pad­kach musimy zado­wo­lić się tzw. praw­do­upo­dob­nia­niem teorii, ciągłym przy­bli­ża­niem do prawdy. Dobra teoria ma jak naj­le­piej odpo­wie­dzieć na zadane przez badacza pytanie, na kanwie obecnie posia­da­nej wiedzy i dostęp­nych obser­wa­cji. W następ­nym etapie, co usta­li­li­śmy wcze­śniej, koncept będzie podlegał stałemu har­to­wa­niu – i nikt nie powinien być zdzi­wiony jeśli prędzej czy później ujawni się na nim pęk­nię­cie. Postęp naukowy to nie­ustanna gonitwa, pole­ga­jąca na zastę­po­wa­niu dobrych pomysłów jeszcze lepszymi.

Nie oznacza to, że starania naukowca pozo­stają syzy­fo­wym wysił­kiem. Solidne teorie zazwy­czaj nie tyle okazują się błędne, co nie­kom­pletne. Do pewnego momentu, stanowią dogodny punkt oparcia dla nowych rozważań i są uży­teczne. Izaak Newton pomylił się w swojej wizji abso­lut­nego czasu i prze­strzeni, ale jego opis prawa ciążenia – dopóki nie mamy do czy­nie­nia z pręd­ko­ściami rela­ty­wi­stycz­nymi – jest abso­lut­nie wystar­cza­jący do sku­tecz­nego wystrze­li­wa­nia rakiet i umiesz­cza­nia sate­li­tów na orbicie. Anglik opisał więc popraw­nie pewien wycinek rze­czy­wi­sto­ści, Einstein nato­miast zrobił to jeszcze dokład­niej. Raczej nie urodzi się nikt kto wyrzuci STW i OTW na śmietnik historii, ale niemal na pewno jakiś geniusz przy­szło­ści postawi kolejny krok, zada nowe pytania i znajdzie jeszcze ogól­niej­szą, jeszcze lepszą, jeszcze pięk­niej­szą teorię. Taki już urok nauki.

Literatura uzupełniająca:
K. Popper, Logika odkrycia naukowego, przeł. U. Niklas, Warszawa 2002;
K. Popper, Wiedza obiektywna. Ewolucyjna teoria epistemologiczna, przeł. A. Chmielewski, Warszawa 2002;
W. Sady, Spór o racjonalność naukową. Od Poincarégo do Laudana, Warszawa 2000. 
A. Einstein, Fizyka a rzeczywistość, [w:] Pisma filozoficzne, oprac. S. Butryn, Warszawa 1999.
Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.