Książka "Historia matematyki"

Lektura wagi superciężkiej – recenzja “Historii matematyki”

Osiem lat po premierze monumentalnej i opasłej Historii fizyki Wróblewskiego, PWN zdecydowało się na wydanie jeszcze masywniejszej Historii matematyki autorstwa Davida Burtona. Czas wzmocnić regał.

Podobieństwo obu prac rzuca się w oczy natychmiast po otwarciu paczki. Znajoma jasnoszara okładka (tyle, że miękka. DLACZEGO?!), układ ilustracji, nawet krój czcionki – wszystko to jednoznacznie sugeruje, że Historia matematyki ma być dla adeptów matematyki tym, czym znakomite kompendium prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego jest dla pasjonatów fizyki. Jednak mimo, że oba opracowania należą do tej samej kategorii wagowej i mają pewne punkty styczne, nie są aż tak bliźniacze, jak wskazują pozory.

Jeśli mieliście w rękach Historię fizyki, wiecie, że było to dzieło o charakterze kronikarsko-encyklopedycznym, które dopiero w dalszej kolejności starało się być książką popularnonaukową. Historia matematyki napisana przez Davida Burtona – wykładowcę Uniwersytetu Franciszkańskiego w Steubenville – na przekór przerażającym gabarytom, zdaje się celować w nieco szersze audytorium. Podkreśla to również sam autor, twierdząc już we wstępie, że choć powstało wiele traktatów o dziejach matematyki, często są to “prace bardzo techniczne, napisane przez matematyków dla matematyków lub historyków nauki. Prace te, pomimo godnego podziwu poziomu naukowego i często jasnej prezentacji, nie są zbyt dobrze przystosowane do poziomu uczniów. Istnieje dziś potrzeba podręcznika dla początkujących studentów, który byłby także dostępny dla zwykłych czytelników, zainteresowanych historią matematyki”.

Treść książki "Historii matematyki"

Czy ta obietnica została spełniona, a Historia matematyki jest lekturą, przez którą bez turbulencji przebrnie, dajmy na to, pospolity uczeń pierwszej klasy liceum o profilu humanistycznym? Gdybym prosto przytaknął, pewnie bym skłamał. Powiem inaczej: nie można Burtonowi zarzucić, że się nie stara. Poszczególne rozdziały są jednak na tyle nieskomplikowane, na ile pozwala zakres omawianej w danym momencie materii. O ile zatem twierdzenie Pitagorasa istotnie można przedstawić w sposób strawny dla nastolatka, o tyle trudno zrobić to samo z dowodem Cantora na nieprzeliczalność liczb transcendentalnych.

Jak wspomniałem, w odróżnieniu od dzieła Wróblewskiego, Historia matematyki jest mniej encyklopedyczna. Mam na myśli to, że autor wolał wybrać mniejszą liczbę zagadnień, poświęcając za to każdemu z nich więcej uwagi. Niekoniecznie znajdziemy tu nazwisko absolutnie każdego zasłużonego matematyka i wzmiankę o każdym twierdzeniu czy wzorze, ale wyselekcjonowane tematy zostały opisane nieco bogaciej niż spodziewałbym się po tego typu kompendium. Poza streszczeniem istotny samego zagadnienia, w każdym podrozdziale znajdziemy wzmianki biograficzne (a ponieważ wielcy matematycy to przeważnie wielcy ekscentrycy, jest o czym czytać), wyimki ze źródeł oraz szeroki zarys kontekstu historycznego. Słusznie, bo w końcu mamy do czynienia nie tylko z książką o matematyce, lecz również o historii.

Ciekawym dodatkiem dydaktycznym są rozsiane po wszystkich rozdziałach zadania. Oczywiście nie wykonałem ich wszystkich – bo w całej książce zmieszczono ich pewnie kilkaset – ale z tego co zauważyłem prezentują one bardzo zróżnicowany poziom trudności. Doceniam jednak sam fakt, że przykładowo po poznaniu dorobku Diofantosa mogę zmierzyć się z paroma zagadkami pochodzącymi z jego Arithmetici, a po uzupełnieniu wiedzy na temat paradoksu Russella, mogę ją od razu utrwalić wykazując, że podane zbiory są lub nie są przeliczalne.

Teraz powinienem gładko zakończyć, polecając Historię matematyki wszystkim osobom jakkolwiek zainteresowanym zgłębianiem nauk ścisłych. Niestety dla zachowania czystego sumienia nie mogę nie zwrócić uwagi na grzechy, jakie przy okazji tej (i nie tylko tej) premiery znów popełnił wydawca. Przede wszystkim trudno uwierzyć, że ktoś w PWN wpadł na pomysł, aby tak tłustą pozycję wypuścić do księgarni w miękkiej oprawie. Co jak co, ale akurat w przypadku prawie dwukilogramowego tomiszcza wartego dwieście złotych, porządna okładka powinna być standardem.

Poza tym wydawca wyraźnie dał ciała z redakcją tekstu. Rozumiem, że w publikacji liczącej grubo ponad 700 stron może przytrafić się parę literówek. Niestety w tym przypadku o różne błędziki potykałem się od początku do samego końca lektury. Dosłownie. Dwa chochliki wychwyciłem już we wprowadzeniu, z kolei ostatni błąd odnotowałem na stronie 728. Swoją drogą dość dobrze oddaje on niedbałość wykonanej przez kogoś pracy. W rozdziale Kobiety we współczesnej matematyce, autor pisze o Julii Robinson, która przyczyniła się do rozwiązania dziesiątego problemu ze słynnej listy Hilberta. Jeszcze w tym samym akapicie (!) czytamy, że “wyniki Robinsona dotyczące zachowania się rozwiązań pewnych równań diofantycznych pozwoliły (…) Jurijowi Matiasewiczowi odpowiedzieć negatywnie na problem dziesiąty”. Od razu skojarzyło mi się to z wtopą Świata nauki, który w podobnym stylu zmienił panią Lynn Margulis w pana Lynna Margulisa.

Decyzja o zakupie Historii matematyki, wiąże się tak naprawdę z pytaniem o to, jak wiele jesteście w stanie zapłacić za bardzo dobrą treść, której jednak bezwzględnie przydałaby się powtórna korekta.

Książkę można kupić m.in. na stronie PWN.
Info:
Autor: David M. Burton;
Przekład: Witold Sikorski, Małgorzata Dąbkowska-Kowalik;
Tytuł oryginału: The History of Mathematics: An Introduction;
Tytuł: Historia matematyki;
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN;
Wydanie: Warszawa 2023;
Liczba stron: 770.
Total
0
Shares
Zobacz też
Lem i Białoborski
Czytaj dalej

Eustachy Białoborski i jego probLEM

Twórczość Stanisława Lema to nie tylko klasyka fantastyki naukowej, ale wręcz dobro narodowe i główny produkt eksportowy polskiej literatury. A jednak były czasy, kiedy pisarz musiał mierzyć się z naprawdę zawziętą krytyką.