Darwinizm vs. inteligentny projekt

7 najlepszych kawałków z procesu Kitzmiller v. Dover [suplement]

Jeśli wygłupy rzeczników inteligentnego projektu mają jakąś jasną stronę, to jest nią nieustanne motywowanie uczonych do cierpliwego tłumaczenia szerokiej publice na czym polega teoria ewolucji, a także gdzie leży granica między nauką i pseudonauką.

Tak też było w 2005 roku, kiedy ame­ry­kań­scy kre­acjo­ni­ści skryci za maskami inte­li­gent­nego projektu, podjęli naj­po­waż­niej­szą jak dotąd próbę uto­ro­wa­nia swoim ideom drogi do szkol­nych pro­gra­mów naucza­nia. Bra­wu­rowa ofensywa dopro­wa­dziła do kon­fliktu z nauczy­cie­lami, rodzi­cami i śro­do­wi­skiem naukowym, osta­tecz­nie roz­strzy­gnię­tego przed ame­ry­kań­skim sądem federalnym.

Przebieg oraz wynik sprawy Tammy Kit­zmil­ler v. Dover Area School District omówiłem szerzej w poprzed­nim artykule. Przy­go­to­wu­jąc go, miałem okazję przej­rzeć dosłow­nie kilkaset stron zeznań świadków i biegłych oraz kolejne dzie­siątki stron orze­cze­nia. Ste­no­gramy okazały się nad­zwy­czaj poucza­jącą lekturą. Biolodzy i filo­zo­fo­wie wyłożyli w zro­zu­miały sposób wiele fun­da­men­tal­nych kwestii, wyar­ty­ku­ło­wali chyba wszyst­kie spo­ty­kane argu­menty i prze­ana­li­zo­wali ideę inte­li­gent­nego projektu pod każdym możliwym kątem. Niestety nie byłem w stanie upchnąć w tamtym tekście nic ponad kilka klu­czo­wych cytatów – bez nadmu­cha­nia go do absur­dal­nych roz­mia­rów i zbu­rze­nia jego struk­tury. Żeby jednak reszta wybra­nych i prze­tłu­ma­czo­nych frag­men­tów nie poszła na zmar­no­wa­nie, zde­cy­do­wa­łem się na ich skom­pi­lo­wa­nie oraz opu­bli­ko­wa­nie w osobnym suplemencie.

Pod spodem znaj­dzie­cie zapisy zeznań kilku biegłych, a także część zaska­ku­jąco celnego uza­sad­nie­nia wyroku sędziego Johna Edwarda Jonesa III. To oczy­wi­ście nadal tylko drobne wycinki, które starałem się wykroić tak, aby zachować rdzeń wypo­wie­dzi, bez zbędnych powtó­rzeń i pro­ce­du­ral­nego bełkotu. Całość znaj­dzie­cie m.in. pod adresem talkorigins.org.


1.

Nie­re­du­ko­walna zło­żo­ność? Obalona, sfal­sy­fi­ko­wana, nie­po­prawna, błędna – to właściwe terminy naukowe w tym przypadku.

27 września 2005, Kenneth Miller 

Pytający (peł­no­moc­nik Vic Walczak): Tylko dlatego, że coś powie­dział nauko­wiec, nie czyni tego naukowym?

Odpo­wia­da­jący (Kenneth Miller, biolog Brown Uni­ver­sity, autor pod­ręcz­ni­ków i zade­kla­ro­wany katolik): Oczy­wi­ście nie.

P: Ma Pan silne poglądy reli­gijne, które zapre­zen­to­wał w swojej książce Finding Darwin’s God. Czy te poglądy są widoczne gdzie­kol­wiek w pańskim pod­ręcz­niku biologii?

O: Nie, proszę pana, oczy­wi­ście, że nie.

P: Czy są widoczne w jakim­kol­wiek z pańskich arty­ku­łów naukowych?

O: Nie są one widoczne w żadnej z moich prac naukowych.

P: Dlaczego nie?

O: Ponieważ nie są nauką. To jest bardzo proste. (…)

P: Zmieńmy temat. Po prze­czy­ta­niu tamtego frag­mentu[1], pod koniec pan zeznał, że wciąż czeka na jedno dające się prze­te­sto­wać naukowe wyja­śnie­nie doty­czące inte­li­gent­nego projektu. Pan Muise zadał panu szereg pytań doty­czą­cych tego, czy nie­re­du­ko­walna zło­żo­ność jest naukowo testo­walna i fak­tycz­nie zeznał pan, że tak właśnie jest, że eks­pe­ry­menty zostały prze­pro­wa­dzone. Czy nie­re­du­ko­walna zło­żo­ność podlega zatem testom naukowym?

O: Jeśli nie­re­du­ko­walna zło­żo­ność jest sta­ran­nie ujęta, tak jak zrobił to dr Behe w swojej książce Czarna skrzynka Darwina, tworzy ona testo­walną prognozę. Ta testo­walna prognoza mówi, że poszcze­gólne kom­po­nenty nie­re­du­ko­wal­nie zło­żo­nych mecha­ni­zmów, nie powinny działać samo­dziel­nie i to jest do spraw­dze­nia. Jak wspo­mnia­łem we wczo­raj­szym zeznaniu, możemy fak­tycz­nie prze­pro­wa­dzić testy dla wielu systemów, które pro­po­nuje dr Behe i w żadnym przy­padku nie prze­cho­dzą one tych testów pomyślnie.

P: Mówi pan, że dr Behe i inte­li­gentny projekt dokonują prze­wi­dy­wań. Czy mamy więc do czy­nie­nia z [naukową] hipotezą?

O: Tak. Oso­bi­ście uważam niektóre wypo­wie­dzi doktora Behego za hipotezy, które dają wery­fi­ko­walne prze­wi­dy­wa­nia. Na przykład przyj­rzał się on kaska­dzie krzep­nię­cia krwi[2]. Wycią­gnął wniosek, że wszyst­kie części kaskady muszą być obecne, aby nastą­piło skrzep­nię­cie krwi i użył tego jako argu­mentu z nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści, twier­dząc, że kaskada nie mogła wyewo­lu­ować. Pandy[3] przed­sta­wiają dokład­nie ten sam argument, który można poddać testowi. I jeśli znaj­dziemy w naturze orga­ni­zmy, którym brakuje części tej kaskady, to jeśli ta prognoza jest słuszna, to ich krew nie powinna krzepnąć. Wczoraj przy­nio­słem do sądu jednak dwa przy­kłady udo­ku­men­to­wane przez naukę i recen­zo­wane cza­so­pi­sma, które wykazały, że ta prognoza była błędna. Krew wie­lo­ry­bów i delfinów krzepnie, podobnie jak krew ryb z rodziny roz­dym­ko­wa­tych, a gdyby to prze­wi­dy­wa­nie było słuszne, krew żadnego z tych orga­ni­zmów nie byłaby w stanie skrzepnąć.

P: Więc jedna z hipotez, które zostały wysu­nięte w celu wsparcia nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści zarówno w Pandach, jak i pracach dr. Behego, została odrzu­cona? Czy to odpo­wiedni termin naukowy?

O: Obalona, sfal­sy­fi­ko­wana, nie­po­prawna, błędna – to właściwe terminy naukowe w tym przypadku.

P: Czy powie­działby pan to samo o zało­że­niu, że wić bak­te­ryjna jest nie­re­du­ko­wal­nie złożona?

O: Tak, proszę pana. Powodem jest to, że po raz kolejny wysu­nięto tezę, jakoby wszyst­kie elementy [wici] pozo­stają nie­zbędne do jej funk­cjo­no­wa­nia. Założono, że w przy­padku braku jakiej­kol­wiek części [organu] nie ma on funkcji, której mógłby sprzyjać dobór natu­ralny. Gdy odkry­jemy jednak, że dziesięć z tych ele­men­tów w innym kon­tek­ście pełni jakąś funkcję – innymi słowy, że działają, robią coś innego przy­dat­nego dla komórki – hipoteza nie przej­dzie testu i okaże się, że jest wybra­ko­wana. Będzie fałszywa.

P: Układ odpor­no­ściowy był kolejnym przy­kła­dem wysu­wa­nym przez zwo­len­ni­ków inte­li­gent­nego projektu?

O: Zgadza się.

P: Wska­za­łeś dziesięć lub jede­na­ście recen­zo­wa­nych arty­ku­łów nauko­wych i badań, które obaliły tę hipotezę?

O: W przy­padku układu odpor­no­ścio­wego dr Behe pro­gno­zo­wał w inny sposób. Ponieważ układ immu­no­lo­giczny ma wiele różnych części, wiele różnych komórek i wiele wza­jem­nie oddzia­łu­ją­cych systemów, nie potrafił on wskazać poje­dyn­czej kaskady bio­che­micz­nej – takiej jak krzep­nię­cie krwi – lub poje­dyn­czej struk­tury – takiej jak wić. Zamiast tego wskazał na zło­żo­ność systemu, który tasuje infor­ma­cję gene­tyczną, umoż­li­wia­jąc nam wytwa­rza­nie prze­ciw­ciał prze­ciwko niemal każdemu obcemu najeźdźcy. Dlatego [Behe] stwier­dził, że system ten – ponieważ wymaga wielu ele­men­tów – nigdy nie będzie mógł zostać wyja­śniony w kate­go­riach ewo­lu­cyj­nych. (…) I dziesięć lat badań dowiodło, że dar­wi­now­skie wyja­śnie­nia tego systemu odniosły ogromny sukces.

P: Więc hipotezy wysuwane przez zwo­len­ni­ków nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści zostały obalone?

O: Zostały obalone w każdym przy­padku, w którym zostały zbadane.

P: Teraz spró­bujmy odróżnić nie­re­du­ko­walną zło­żo­ność od inte­li­gent­nego projektu.

O: Dobrze.

P: Załóżmy, że w rze­czy­wi­sto­ści ist­nia­łyby prze­słanki za nie­re­du­ko­walną zło­żo­no­ścią. Powiedzmy, że wszyst­kie badania naukowe i lite­ra­tura pokazały coś innego i nie zna­leź­li­ście dowodów na ścieżkę ewo­lu­cyjną. Czy wspar­łoby to inte­li­gentny projekt?

O: Nie, tak by nie było.

P: Dlaczego nie?

O: Nie wspar­łoby to inte­li­gent­nego projektu, ponieważ ID zakłada udział mecha­ni­zmu, który działa poza naturą, nie może być prze­te­sto­wany, nie może być poddany natu­ral­nemu badaniu. Jeśli utrzy­mano by tezę o nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści, (…) rze­czy­wi­ście mogłoby to oznaczać, że te systemy ukształ­to­wa­łyby się drogą inną niż droga dar­wi­now­ska, droga ewo­lu­cyjna, a następ­nie musie­li­by­śmy szukać tej innej drogi lub innych dowodów. 

Inte­li­gentny projekt byłby moż­li­wo­ścią, ale ID zawsze jest możliwą odpo­wie­dzią na wszystko. Jest przecież cał­ko­wi­cie możliwe, że ten wszech­świat został inte­li­gent­nie zapro­jek­to­wany dziesięć sekund temu i każdy z nas został umiesz­czony w tym miejscu z fał­szy­wymi wspo­mnie­niami o fał­szy­wym dzie­ciń­stwie. To nie jest testo­walna hipoteza. Czy to możliwe? Tak, jasne. Problem z ID jako wyja­śnie­niem naukowym polega jednak na tym, że można go użyć do wyja­śnie­nia dosłow­nie wszyst­kiego w ujęciu nie­nau­ko­wym i dlatego nie jest to nauka.

2.

To wyja­śnie­nie nie jest spraw­dzalne przez naukę, a zatem nie może zostać uznane za część procesu nauko­wego, ani jako hipoteza, ani jako teoria.

27 września 2005, Kenneth Miller 

Pytający (w dalszym ciągu peł­no­moc­nik Vic Walczak): Czy mógłby pan pod­su­mo­wać, jak na samym początku swojego zeznania, pod­sta­wowe zasady nauki. Jakie są te pod­sta­wowe zasady?

Odpo­wia­da­jący (nadal Kenneth Miller): Myślę, że pod­sta­wową zasadą nauki, w naj­bar­dziej ogólnym zarysie, jest to, iż nauka ogra­ni­cza się do świata przyrody. Tworzymy naukę w oparciu o to, co widzimy, co możemy zaob­ser­wo­wać, co możemy prze­te­sto­wać. Eks­pe­ry­menty, które możemy prze­pro­wa­dzać, kon­tro­lo­wać i badać. Następ­nie przy­glą­damy się wynikom tych eks­pe­ry­men­tów, staramy się na ich pod­sta­wie wyciągać wnioski i for­mu­ło­wać spraw­dzalne hipotezy. Potem wycho­dzimy na świat i prze­pro­wa­dzamy kolejne testy. Wyja­śnie­nia, które przed­sta­wiamy jako wery­fi­ko­walne hipotezy, kwa­li­fi­kują się do miana nauki tylko wtedy, gdy są wyja­śnie­niami natu­ral­nymi, ponieważ jeśli nie są wyja­śnie­niami natu­ral­nymi, nie można ich przetestować.

I wreszcie inne pod­sta­wowe zasady, co o których wspo­mi­na­łem już w innych kon­tek­stach. Nauka i metody naukowe muszą być otwarte, muszą być swo­bod­nie dostępne do krytyki innych naukow­ców. Często nazywamy to recen­zo­wa­niem w sensie for­mal­nym i taka krytyka powinna być powta­rzalna, w tym sensie, że inni naukowcy muszą być w stanie prze­pro­wa­dzić podobne eks­pe­ry­menty, podobne badania, doko­ny­wać podob­nych obser­wa­cji i w ten sposób potwier­dzić lub zaprze­czyć otrzy­ma­nym przez nas wynikom.

P: Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie. Czy korzysta ono z reguł nauki?

O: Nie proszę pana, w żadnym sensie.

P: Dlaczego nie?

O: Nie spełnia tych wymogów, ponieważ idea projektu polega na siłach dzia­ła­ją­cych poza światem przyrody, których nie możemy zobaczyć, których nie możemy odtwo­rzyć, nie możemy ich kon­tro­lo­wać i nie możemy prze­te­sto­wać. (…) Może [taka siła] istnieć, ale to wyja­śnie­nie nie jest spraw­dzalne przez naukę, a zatem nie może zostać uznane za część procesu nauko­wego, ani jako hipoteza, ani teoria naukowa.

P: Czy to sprawia, że jest błędna?

O: Nie, to nie czyni jej błędną. Wyja­śnie­nia oparte na zja­wi­skach nad­przy­ro­dzo­nych znajdują się poza mecha­ni­zmami nauki, po prostu nie są jej częścią.

P: Czy w swojej karierze poznał pan jakieś recen­zo­wane publi­ka­cje lub artykuły naukowe, potwier­dza­jące wniosek doty­czące projektu?

O: W lite­ra­tu­rze naukowej nie zna­la­złem ani jednego recen­zo­wa­nego artykułu, który wspie­rałby ideę inte­li­gent­nego projektu.

P: Chcę omówić jeszcze jeden obszar, który poruszył pan Muise. Pytania bez odpo­wie­dzi. W ewolucji są pytania pozo­sta­jące bez odpowiedzi.

O: Mam taką nadzieję. W innym razie, badacze ewo­lu­cjo­ni­ści nie mieliby co robić.

P: Zeznałeś, że w każdej teorii naukowej istnieją pytania bez odpowiedzi?

O: Tak jest.

P: Czy wiemy wszystko, co można wiedzieć w innych dzie­dzi­nach nauki, powiedzmy historii?

O: Zde­cy­do­wa­nie nie. Moja młodsza córka jest nauczy­cielką historii, spe­cja­li­zuje się w stu­dio­wa­niu rewo­lu­cji ame­ry­kań­skiej. W historii naszej repu­bliki również istnieją pytania bez odpowiedzi.

P: Czy wiemy wszystko o bitwie pod Gettysburgiem?

O: Cóż, wiemy kto wygrał. Przy­naj­mniej tego jesteśmy pewni, kto wygrał. I wiemy, gdzie to się wyda­rzyło. Wiemy, kiedy to miało miejsce. Znamy gene­ra­łów po obu stronach. Znamy niektóre roz­miesz­cze­nia oddzia­łów. Ale jeśli miałbym na przykład powie­dzieć coś o kon­kret­nym żoł­nie­rzu z pułku Rhode Island, który napisał do swojej rodziny w drugim dniu bitwy pod Get­tys­bur­giem – mogli­by­śmy coś na ten temat wiedzieć, ale nie mamy pojęcia, gdzie on był lub co robił pierw­szego dnia, albo gdzie był lub co robił dnia trzeciego.

Śmiem twier­dzić, że istnieją tysiące przy­kła­dów, w których nie wiemy dokład­nie, co wyda­rzyło się w okre­ślo­nym miejscu na polu bitwy w danym momencie.
Inaczej mówiąc, istnieją luki w zapisie histo­rycz­nym. Ale te luki są warte wypeł­nie­nia, są inte­re­su­jące, ponieważ chcie­li­by­śmy wiedzieć, co zrobił każdy żołnierz po obu stronach tej klu­czo­wej bitwy w historii Ameryki. Więc te luki są nie do przy­ję­cia, a histo­rycy starają się je wypełnić.

Gdybyś odkrył nieznany pamięt­nik żoł­nie­rza, który był w Get­tys­burgu, to byłaby świetna sprawa. Daj to histo­ry­kowi, napisze o tym artykuł i podzię­kuje. Ale nic z tego nie zmieni wniosków, które możemy wycią­gnąć z obfitych histo­rycz­nych zapisów, jakie już mamy, co do tego, gdzie, kiedy i jak prze­bie­gała bitwa, ani jaki był jej osta­teczny wynik.

P: Mówisz tutaj o historii. Czy ta analogia odnosi się do nauk [przy­rod­ni­czych]?

O: Oczy­wi­ście, że tak, ponieważ częścią badań nauko­wych jest historia natu­ralna. Więk­szość geologii ma cha­rak­ter histo­ryczny w tym sensie, że próbuje zro­zu­mieć procesy, które stwo­rzyły naszą Ziemię. Więk­szość kosmo­lo­gii i astro­no­mii ma cha­rak­ter histo­ryczny w tym sensie, że próbuje zro­zu­mieć, co ufor­mo­wało nasz wszech­świat, nasz Układ Sło­neczny i inne rzeczy we wszech­świe­cie, a duża część biologii jest histo­ryczna w zakresie pale­on­to­lo­gii. A nawet w części mole­ku­lar­nej i genetyce, gdzie pró­bu­jemy odtwo­rzyć to, co wyda­rzyło się w przeszłości.

P: A czy fakt, że nie znamy wszyst­kich szcze­gó­łów, podważa słusz­ność teorii ewolucji?

O: Nie, proszę pana. Na pewno nie.

3.

Teo­re­tycy projektu są mniej dosłow­nymi w inter­pre­ta­cji Pisma Świętego niż ci, którzy nazywają siebie kre­acjo­ni­stami. Ale mery­to­rycz­nie pozo­stają bardzo podobni.

30 września 2005, John Haught 

Pytający (Alfred Wilcox i Richard Thompson): Czy pańskim zdaniem inte­li­gentny projekt jest pro­po­zy­cją reli­gijną czy naukową?

Odpo­wia­da­jący (John Haught, profesor teologii na Uni­wer­sy­te­cie Geo­r­ge­town): Jest to zasad­ni­czo pro­po­zy­cja religijna.

P: Resztę czasu spędzimy badając przy­czyny takiej opinii. Jak rozumie pan inte­li­gentny projekt?

O: Traktuję ID jako prze­for­mu­ło­wa­nie starego teo­lo­gicz­nego argu­mentu za ist­nie­niem Boga. Argu­mentu, który rozwija się w formie sylo­gi­zmu, którego główną prze­słanką jest to, że wszędzie tam, gdzie jest złożony projekt, musi być jakiś inte­li­gentny pro­jek­tant. A skoro świat przyrody wygląda na złożony projekt, wniosek jest taki, że natura musi mieć inte­li­gent­nego projektanta.

P: Powie­dział pan, że to stara tradycja. Czy może pan opo­wie­dzieć o jej początkach?

O: Cóż, dwa punkty orien­ta­cyjne to Tomasz z Akwinu i William Paley. Tomasz z Akwinu był znanym teo­lo­giem i filo­zo­fem żyjącym w XIII wieku. Jedną z przyczyn jego sławy było sfor­mu­ło­wa­nie tak zwanych pięciu sposobów dowo­dze­nia ist­nie­nia Boga, z których jeden odnosił się do projektu, zło­żo­no­ści, porządku i wzoru we wszechświecie.

Z kolei William Paley, pod koniec XVIII i na początku XIX wieku, zasłynął dzięki sfor­mu­ło­wa­niu słynnego argu­mentu zegar­mi­strzow­skiego. Zgodnie z nim, gdy otwie­rasz zegarek i znaj­du­jesz w nim misterne wzor­nic­two, powinno cię to pro­wa­dzić do wniosku o ist­nie­niu zegar­mi­strza. Zatem również zawiły projekt i wzór spotkany w naturze powinien pro­wa­dzić do zało­że­nia ist­nie­nia inte­li­gent­nej istoty, która jest odpo­wie­dzialna za powsta­nie projektu i wzoru w przyrodzie.

P: W jaki sposób inte­li­gentny projekt tworzy lub uno­wo­cze­śnia tę starą teo­lo­giczną tradycję?

O: Cóż, po prostu odwołuje się do nowszych ustaleń współ­cze­snej nauki o zło­żo­no­ści świata, na przykład tak zwanej nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści i okre­ślo­nej zło­żo­no­ści informacyjnej.

Nie­re­du­ko­walna zło­żo­ność to pomysł zwo­len­ni­ków inte­li­gent­nego projektu, zwłasz­cza Michaela Behego. Odnoszą się do sub­ko­mór­ko­wych zawi­ło­ści, które odkry­wamy dzięki mikro­sko­pom elek­tro­no­wym od 1950 roku, a także do takich rzeczy jak kaskada krzep­nię­cia krwi i tak dalej. A ostatnio, szcze­gól­nie William Dembski, mówi o tym, jak okre­ślona zło­żo­ność infor­ma­cyjna DNA w jądrze komórek składa się z okre­ślo­nej sekwen­cji nukle­oty­dów, które tworzą przepis lub szablon dla projektu orga­ni­zmu jako całości.

P: Czy inte­li­gentny projekt utoż­sa­mia pro­jek­tanta z Bogiem?

O: Zwo­len­nicy ID powstrzy­mują się od utoż­sa­mia­nia inte­li­gent­nego pro­jek­tanta z Bogiem. Powie­dział­bym jednak, że struk­tura i historia myśli zachod­niej, zwłasz­cza myśli reli­gij­nej jako takiej, spra­wiają, że ​​więk­szość czy­tel­ni­ków, jeśli nie wszyscy, natych­miast utoż­sa­mia tego twórcę z bóstwem teistycz­nym, opartym na Biblii.

P: Czy inte­li­gentny projekt przy­po­mina ame­ry­kań­ski kre­acjo­nizm z lat 60. i 70.?

O: Cóż, zarówno nauka o stwo­rze­niu, jak i inte­li­gentny projekt twierdzą, że inte­li­gen­cja, która kieruje wszech­świa­tem, jest czymś, co należy spro­wa­dzić do poziomu nauko­wego wyja­śnie­nia. Jedni i drudzy zaprze­czają, że same przy­czyny natu­ralne mogły stać za zło­żo­no­ścią życia, więc łączy ich ten­den­cja do wpro­wa­dza­nia do dyskursu nauko­wego kate­go­rii, która moim zdaniem do niej nie pasuje, mia­no­wi­cie inte­li­gent­nego projektu, aby tłu­ma­czyć, co wydaje się natu­ral­nie niemożliwe.

Łączy ich idea tak zwanej spe­cjal­nej kreacji (ang. special creation), zgodnie z którą inte­li­gentny pro­jek­tant lub twórca inter­we­niuje od czasu do czasu, aby stworzyć spe­cy­ficz­nie nowe i odrębne gatunki życia, które nie mogły powstać za sprawą wspól­nego pocho­dze­nia, lecz musiały być tworzone indy­wi­du­al­nie przez ad hoc, przez inter­wen­cję bóstwa. (…)

P: Odwołuje się pan do kon­cep­cji spe­cjal­nej kreacji. Tekst książki [Of Pandas and People] stwier­dza, cytuję: “Inte­li­gentny projekt oznacza, że ​​różne formy życia zaczęły się nagle dzięki inte­li­gent­nemu pod­mio­towi, wraz z ich cha­rak­te­ry­stycz­nymi cechami: ryby z płetwami i łuskami, ptaki z piórami, dziobami, skrzy­dłami i tak dalej”. Czy to przykład szcze­gól­nej kreacji?

O: To bardzo dobry przykład tego, co oznacza spe­cjalna kreacja.

P: Czy inte­li­gentny projekt różni się więc w jakiś sposób od nauk o stworzeniu?

O: ID nie pozwala jed­no­znacz­nie utoż­sa­miać inte­li­gent­nego pro­jek­tanta ze Stwórcą. A także, moim zdaniem (…), są oni mniej dosłow­nymi w inter­pre­ta­cji Pisma Świętego niż ci, którzy nazywają siebie kre­acjo­ni­stami. Ale mery­to­rycz­nie pozo­stają bardzo podobni.

Istnieją różne poziomy wyja­śnia­nia. Wierzę, że nauka pracuje z dostęp­nymi i obser­wo­wal­nymi natu­ral­nymi zja­wi­skami, ale ludzki umysł szuka również wyja­śnień osta­tecz­nych. I to na poziomie tych osta­tecz­nych wyja­śnień – dosta­jemy to, co należy do dyskursu teologicznego. (…)

P: Chciał­bym zacy­to­wać ponownie Pandy: “W ota­cza­ją­cym nas świecie widzimy dwie klasy rzeczy, obiekty natu­ralne, takie jak rzeki i góry oraz kon­struk­cje stwo­rzone przez czło­wieka, takie jak domy i kom­pu­tery. Ujmując to w kon­tek­ście pocho­dze­nia, widzimy rzeczy wyni­ka­jące z dwóch rodzajów przyczyn, natu­ral­nych i inte­li­gent­nych”. Czy to rzuca światło na to, czy Pandy mają cha­rak­ter reli­gijny w tym sensie, o którym właśnie mówiliśmy?

O: Tak. Jeśli istnieją tylko dwa rodzaje przyczyn: przy­czyny natu­ralne i przy­czyny inte­li­gentne, to logiczny wniosek jest taki, że ​​przy­czyny inte­li­gentne nie są przy­czy­nami natu­ral­nymi. I nie wiem, w jakim innym miejscu można by logicz­nie umiej­sca­wiać inte­li­gentne przy­czyny, jeśli nie w prze­strzeni wyja­śnień ostatecznych.

P: Jedna z pańskich defi­ni­cji słowa “reli­gijny” odnosi się do tajem­nicy, która rozwija zwykły świat, ale nie jest w pełni dostępna dla zmysłów. Czy Pandy ujaw­niają, czy inte­li­gentny projekt jest reli­gijny również w tym sensie?

O: Gdybym mógł odwołać się do cytatu. Autorzy Pand zadają pytanie: “Kto był inte­li­gent­nym sprawcą?” A potem czytamy: “Sama nauka nie może odpo­wie­dzieć na to pytanie. Musi pozo­sta­wić to religii i filo­zo­fii”. Prowadzi to do wniosku, że tylko wyja­śnie­nie reli­gijne da pełne wytłu­ma­cze­nie pocho­dze­nia życia.

P: Jeszcze jedną defi­ni­cją religii, którą arty­ku­łuje pan w swoim raporcie, jest zachodni teizm kul­tu­rowy lub wiara w Boga, który jest dobry, potężny i mądry. Czy Pandy rzucają jakie­kol­wiek światło na to, czy inte­li­gentny projekt spełnia i tę defi­ni­cję religii?

O: Tak. Sama idea inte­li­gen­cji impli­kuje, że znajduje się ona w jakiś sposób w istocie, która jest przy­naj­mniej osobowa. A w przy­padku religii teistycz­nej Bóg jest postrze­gany jako osobowy, więc jest to auto­ma­tyczne i logiczne, że utoż­sa­mia się tego inte­li­gent­nego sprawcę z Bogiem osobowym, z Bogiem stwórcą, z Bogiem trans­cen­dent­nym, wszelkim dobrem, wszelkim dobro­czyn­nym Bogiem chrze­ści­jań­skiego i biblij­nego teizmu. (…)

P: Czy ma pan jakieś infor­ma­cje na temat tego, czy czołowi orę­dow­nicy inte­li­gent­nego projektu sami są gor­li­wymi chrześcijanami?

O: Z mojego doświad­cze­nia – a prze­czy­ta­łem sporo ich prac – nie widzę wyjątków od reguły. Wszyscy oni są ludźmi głęboko reli­gij­nymi, głęboko oddanymi sprawie prze­trwa­nia zachod­niego teizmu. Postrze­gam to jako jeden z czyn­ni­ków moty­wu­ją­cych cały ruch.

P: Czy pańskie badania inte­li­gent­nego projektu wskazały na moty­wa­cje jego czo­ło­wych zwolenników?

O: Tak.

P: Co pan zaobserwował?

O: Cóż, zauwa­ży­łem, że bez wyjątku, ich cele mają zapo­bie­gać temu, co uważają za źródło moral­nego i ducho­wego rozkładu. I reali­zują je, używając stra­te­gicz­nego narzę­dzia lub tego, co nazywają “klinem”[4], do walki z mate­ria­li­stycz­nym świa­to­po­glą­dem, który uważają za nie­ro­ze­rwal­nie związany z dar­wi­now­skim sposobem patrze­nia na życie lub – bardziej ogólnie – z ewo­lu­cyj­nym, bio­lo­gicz­nym sposobem rozu­mie­nia świata.

4.

Wszyst­kie teorie, cała nauka jest stale testo­wana, gdy poja­wiają się nowe dowody. Dlaczego więc wyod­ręb­niono tutaj ewolucję? (…) Cała nauka działa w ten sposób.

12 paź­dzier­nika 2005, Brian Alters 

Pytający (Vic Walczak): Istnieje dobry i zły sposób naucza­nia o ewolucji?

Odpo­wia­da­jący (Brian Alters, biolog z Uni­wer­sy­tetu Chapmana, spe­cja­li­sta od metod naucza­nia): Tak, zdecydowanie.

P: Czy mógłby pan nam coś o tym powiedzieć?

O: Tak. Sprawa ma wiele aspektów, ale myślę, że naj­bar­dziej pod­sta­wową kwestią pozo­staje zro­zu­mie­nie przez dziecko różnicy między różnymi spo­so­bami pozna­wa­nia, naukowym i nie­nau­ko­wym. Wielu uczniów ma problemy z ewolucją z powodu prze­ko­nań reli­gij­nych, bez względu na to, czy są oni wierni swoim prze­ko­na­niom, czy nie. Nauczy­ciel przed­sta­wia­jąc zasady nauki (…) musi pokazać, że można grać według zasad nauki i nadal pozo­sta­wać wie­rzą­cym. Te dzie­dziny zadają osobne pytania i osobno na nie odpo­wia­dają. Nauka nie odpo­wiada na pytania reli­gijne, a więk­szość religii nie ma żadnego zna­czą­cego problemu z ewolucją. I to naj­waż­niej­sze, aby ucznio­wie zro­zu­mieli, że ewolucja nie zaprze­cza ist­nie­niu Boga. Nie mówi nic o Bogu. To kwestia poza sferą nauki.

Te problemy są fun­da­men­talne. Jest ich więcej, ale te są pod­sta­wowe, bo uczniom trudno zro­zu­mieć, że istnieje wiele sposobów poznania. Więk­szość została wycho­wana według epi­ste­mo­lo­gicz­nego dualizmu: prawda/fałsz, dobrze/źle, kredyt/brak kredytu. Więc dla nich tylko jedno zdanie jest słuszne: moje prze­ko­na­nia reli­gijne albo ewolucja. (…)

P: Poroz­ma­wiajmy trochę o pod­ręcz­ni­kach. Czy zna pan pod­ręcz­niki do biologii używane w szkołach średnich?

O: Tak. Praw­do­po­dob­nie zre­cen­zo­wa­łem około dwu­dzie­stu w ciągu ostat­nich dzie­się­ciu lat. Od czasu do czasu są one do mnie wysyłane w celu sprawdzenia. 

P: Czy znasz jakieś pod­ręcz­niki pro­mu­jące naucza­nie inte­li­gent­nego projektowania?

O: Tak. (…)

P: Czy wiesz, czy któryś z tych [aka­de­mic­kich] pod­ręcz­ni­ków wspomina w ogóle o inte­li­gent­nym projekcie?

O: Wiele z nich wspomina o ID, ale wspo­mi­nają o nim, aby pokazać stu­den­tom, jak nie wygląda nauka.

P: Przejdźmy do sprawy Dover. (…) Doktorze Alters, stwier­dził pan, że czytanie tego czte­ro­pa­ra­gra­fo­wego oświad­cze­nia [chodzi o formułkę, jaką mieli odczy­ty­wać nauczy­ciele biologii w Okręgu Dover przed zaję­ciami o dar­wi­ni­zmie] w rze­czy­wi­sto­ści nie wspiera dobrej edukacji naukowej. Dlaczego nie?

O: Nie wspiera dobrej edukacji. To ją umniej­sza. Prze­śle­dzę [to oświad­cze­nie] akapit po akapicie. 

Przede wszyst­kim już pierwszy akapit, jest czymś nie­zwy­kłym na lekcjach nauk ścisłych. (…) Ewolucja trak­to­wana jest tu jak coś szcze­gól­nego. To wia­do­mość, którą wynie­śliby ucznio­wie. [Oświad­cze­nie] stwier­dza, że muszą poddać się stan­da­ry­zo­wa­nemu egza­mi­nowi, którego częścią jest spraw­dzian z teorii ewolucji. Cóż, przecież te stan­da­ry­zo­wane testy dotyczą wielu dziedzin nauki, nie tylko ewolucji. (…) Brzmi to tak, jakbyśmy chcieli powie­dzieć “wolimy tego nie robić, ale stan­dardy aka­de­mic­kie w Pen­syl­wa­nii zmuszają do tego uczniów”.

To był pierwszy akapit. Drugi akapit, stwier­dza, że teoria Darwina jest tylko teorią. To dość mylące. Nie mówimy przecież zwykle uczniom, że to prawo fizyki jest tylko prawem lub ta teoria fizyki jest tylko teorią. Tak, teoria Darwina jest teorią. Ale teoria, zwłasz­cza w rozu­mie­niu więk­szo­ści 15-latków (…) to nic więcej niż pół upie­czony wymysł, który mieli, gdy wstawali rano. Teoria to słowo, jakiego Mulder używa w serialu Z archiwum X dwa razy na odcinek, aby powie­dzieć, “tak, właśnie wpadłem na nowy pomysł”. Jest to słowo używane w mediach przez cały czas, ciągle je spo­ty­kamy i bardzo dobrze to rozumiem.

Jednak teoria w pierw­szym zna­cze­niu, jeśli jest tu używana popraw­nie, oznacza teorię naukową, która oznacza coś zupełnie innego niż jakiś nie­do­pie­czony pomysł. Teoria ma za sobą wiele dowodów, wyjaśnia zjawiska natu­ralne. Tak więc zesta­wie­nie tych dwóch [znaczeń] teorii jest okropne i wysyła nie­wła­ściwy sygnał do uczniów. “Och, ta naukowa teoria jest tylko teorią. Ta teoria jest jednym z tych na nie­do­pie­czo­nych pomysłów, ok”?

To było pierwsze pięć lub sześć słów. [Kolejny fragment] “Nadal jest testo­wana w miarę odkry­wa­nia nowych dowodów”. Cóż, wszyst­kie teorie, cała nauka nadal jest testo­wana, gdy poja­wiają się nowe dowody. Dlaczego więc wyod­ręb­niono tutaj ewolucję? To jest niepewne. Myślę, że więk­szość uczniów powie­dzia­łaby, że to dlatego, ponieważ teoria Darwina wydaje się być niepewna. “To tylko teoria, wciąż ją testują, gdy odkry­wane są nowe dowody”. Cóż, cała nauka działa w ten sposób.

Kon­ty­nu­ując: “Teoria nie jest faktem”. Cóż, to jest po prostu błąd. Ewolucja to teoria i fakt. To jedno i drugie. Jest to teoria, ponieważ wyjaśnia róż­no­rod­ność życia na planecie, pozwala ją zro­zu­mieć. To też fakt, ponieważ poziom zaufania jest tak nie­zwy­kle wysoki w spo­łecz­no­ści naukowej. (…) Więc jest to bardzo nie­wła­ściwe. Ewolucja to teoria faktów. Byłby to odpo­wiedni termin do użycia. W każdym razie użyte [w oświad­cze­niu] zdanie rodzi wiele pro­ble­mów. (…) To mylące dla uczniów. Nie jest kon­kretne. To po prostu ma sprawić wrażenie, że “ewolucja to tylko teoria i posiada luki, na które nie ma dowodów”.

I zauważmy, że kiedy prze­cho­dzimy do następ­nych akapitów, ewolucja jest zesta­wiona z inte­li­gent­nym pro­jek­tem. Ale kiedy przej­dziemy do ID w dalszej części [oświad­cze­nia], nie mówi ono nic o lukach w tejże idei inte­li­gent­nego projektu. Wskazuje ono tylko, że ewolucja, wiecie, jest tylko teorią i ma luki, ponieważ nie ma dowodów i tak dalej. Więc pod tym względem wygląda to niewłaściwie.

5.

Pomysł, że w skałach zacho­dziła pro­gre­sja ska­mie­nia­ło­ści od naj­star­szych do naj­młod­szych (…) został opra­co­wany, bez związków z ewolucją. Było to po prostu postrze­ga­nie postępu ska­mie­nia­ło­ści w czasie. Potem ludzie zaczęli rozumieć, że odzwier­cie­dla to ideę pocho­dze­nia od wspól­nych przodków i fakt, że w prze­szło­ści świat nie był taki jak teraz.

14 paź­dzier­nika 2005, Kevin Padian 

Pytający (Vic Walczak): Czy coś jest nauką lub staje się akcep­to­wane w nauce, ponieważ zostało opu­bli­ko­wane w książce?

Odpo­wia­da­jący (Kevin Padian, pale­on­to­log z Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nij­skiego w Berkeley): Kiedy książki są publi­ko­wane, mogą wywierać doniosły wpływ. Jednak samo to, że coś zostało opu­bli­ko­wane w książce, nie oznacza jeszcze, że ​​jest to nauka. Myślę, że to kwestia odbioru przez śro­do­wi­sko naukowe.

Jeśli ktoś pisze książkę i nikt jej nie czyta, to czy ma ona wpływ? Odpo­wiedź brzmia­łaby nega­tyw­nie. A jeśli ktoś pisze książkę i twierdzi, że ma cha­rak­ter naukowy – choć nie jest cytowana przez naukow­ców, nie sty­mu­luje badań nauko­wych, a zawarte w niej idee nigdy nie są pod­da­wane recen­zo­wa­niu – to odpo­wiedź praw­do­po­dob­nie też nie będzie poprawna. Jesteśmy zależni od prze­glą­dów, dyskusji i wyników badań, dla dalszego postępu w nauce.

P: Więc każdy może napisać książkę i ogłosić, że ma nową teorię naukową, ale rzecz tak naprawdę polega na tym, czy zostanie ona osta­tecz­nie zaak­cep­to­wana przez dużą część spo­łecz­no­ści naukowej?

O: Tak. I tutaj sądzę, że termin “teoria” musi być używany zgodnie z defi­ni­cją prze­strze­ganą przez naukow­ców. Teoria to nie tylko coś, o czym myślimy w środku nocy po zbyt dużej ilości kawy i nie­wy­star­cza­ją­cym śnie. Wtedy to tylko pomysł. Z kolei hipoteza to pro­po­zy­cja spraw­dzalna, na którą możesz znaleźć dowody, które pomogą ci ją spraw­dzić w taki czy inny sposób.

Teoria, w nauce, jak może to zostało już przy­po­mniane przed sądem, to duże nagro­ma­dze­nie ścisłych infor­ma­cji, które wytrzy­mało wiele testów. Praw­do­po­dob­nie składa się z wielu różnych hipotez, wielu różnych linii dowo­do­wych. I jest to coś, co bardzo trudno zbić brzydkim faktem, jak to kiedyś ujął Huxley, ponieważ jest to po prostu złożony twór, nad którym pra­co­wano przez długi czas. (…)

P: Czy to samo dotyczy ewolucji?

O: O tak. Ewolucja posiada wiele różnych rodzajów dowodów, które ją wspie­rają, oczy­wi­ście z zapisu kopal­nego, zapisu geo­lo­gicz­nego, anatomii porów­naw­czej, embrio­lo­gii porów­naw­czej, sys­te­ma­tycz­nej, prac kla­sy­fi­ka­cyj­nych, filo­ge­nezy mole­ku­lar­nych, wszyst­kich tych nie­za­leż­nych linii dowodów. (…)

P: Był pan redak­to­rem magazynu Pale­obio­logy przez sześć lat?

O: Byłem jednym z redak­to­rów w komi­te­cie redak­cyj­nym, tak.

P: Doktorze Padian, czy może nam pan opo­wie­dzieć trochę o historii pale­on­to­lo­gii i jej zna­cze­niu dla ewolucji?

O: Oczy­wi­ście. Pale­on­to­lo­gia, polega na tym, że szukasz skał, w których znajdują się pozo­sta­ło­ści dawnego życia. Istnieje ona w takiej czy innej formie od XVI i XVII wieku, kiedy ludzie po raz pierwszy zaczęli rozumieć, że to co znajdują w ziemi to w rze­czy­wi­sto­ści szczątki martwych orga­ni­zmów, a nie po prostu jakiś rzeź­biar­ski wypadek. (…) Skutek był taki, że idee doty­czące filo­zo­fii przyrody zaczęły w oświe­ce­niu ulegać zmianie.

Do 1800 roku miesz­kańcy Anglii i Francji opra­co­wali systemy rozu­mie­nia chro­no­lo­gii skał. (…) Były one używane na przykład w Anglii przez inży­nie­rów budow­nic­twa lądowego i poka­zy­wa­nia im, gdzie można nie­za­wod­nie znaleźć odpo­wied­nie skały do ​​prze­ko­py­wa­nia kanałów. Część tych wskazań pocho­dziła z zawar­tych w nich ska­mie­lin, które za każdym razem leżały w tej samej kolej­no­ści. I to zaowo­co­wało pierwszą praw­dziwą mapą geo­lo­giczną Anglii, która została spo­rzą­dzona około 1800 roku. (…) Podobny rozwój tej idei miał wówczas miejsce we Francji, a także w Niemczech.

Tak więc pomysł, że w skałach zacho­dziła pro­gre­sja ska­mie­nia­ło­ści od naj­star­szych do naj­młod­szych prze­cho­dzą­cych przez sekwen­cję skał, jest naprawdę dość stary. Został opra­co­wany, kom­plet­nie bez związków z jaki­mi­kol­wiek pomy­słami na ewolucję. To było po prostu postrze­ga­nie postępu ska­mie­nia­ło­ści w czasie.

Potem ludzie zaczęli rozumieć, że odzwier­cie­dla to ideę pocho­dze­nia od wspól­nych przodków i fakt, że w prze­szło­ści świat nie był taki jak teraz.

P: A więc to, o czym pan właśnie powie­dział, miało miejsce przed opu­bli­ko­wa­niem przez Karola Darwina jego dzieła O powsta­wa­niu gatunków?

O: Tak. Darwin nie publi­kuje O powsta­wa­niu gatunków aż do 1859 roku. Mapa geo­lo­giczna Anglii jest przy­go­to­wy­wana do 1801 roku, a już do 1846 roku posia­dano całkiem dobre pojęcie o róż­no­rod­no­ści ska­mie­nia­ło­ści na prze­strzeni czasu.

P: Czy więc Darwin próbował wyjaśnić historię życia przez zapis kopalny?

O: Nie. Robili to inni ludzie, tacy jak Richard Owen. Wkład Darwina, to zapro­po­no­wa­nie mecha­ni­zmu, według którego zmiana w czasie może zacho­dzić w linii orga­ni­zmów, i nazwał go doborem natu­ral­nym. Szukał analogii w sztucz­nej selekcji, czyli tym, co hodowcy na co dzień robią, dobie­ra­jąc rośliny i zwie­rzęta do cech, które podzi­wiamy lub chcemy wyko­rzy­stać do różnych celów. (…)

6.

Do linii bocznej należą twoje ciotki i wujkowie, cio­teczna babka, kuzynka ze strony matki i ten facet w śmiesz­nym kape­lu­szu na obrazie z czasów wojny sece­syj­nej. Są to osoby, które (…) nadal dzielą z tobą na tyle dużo cech, że mogą wiele powie­dzieć o tym kim jesteś. (…) Tak mon­tu­jemy drzewo życia.

14 paź­dzier­nika 2005, Kevin Padian 

Pytający (Vic Walczak): Co jest złego w poglą­dzie projektu z nauko­wego punktu widzenia?

Odpo­wia­da­jący (Kevin Padian): Cóż, nie jest on szcze­gól­nie rygo­ry­styczny. Wiele rzeczy wygląda na zapro­jek­to­wa­nych, ale nie­ko­niecz­nie muszą być one zapro­jek­to­wane. ID pod pewnymi wzglę­dami przy­po­mina naukę, ale tylko powierz­chow­nie. Nie działa zgodnie z zasadami nauki, więc podo­bień­stwa są powierzchowne. (…)

Problemy naukow­ców z lite­ra­turą na temat inte­li­gent­nego projektu polegają przede wszyst­kim na tym, że dostar­cza ona mylących defi­ni­cji ewolucji. Tworzy sobie chochoły. Wypacza również niektóre kon­cep­cje naukowe i w rezul­ta­cie budzi wąt­pli­wo­ści w umysłach uczniów, którzy, co zro­zu­miałe, stają się zdez­o­rien­to­wani. (…) Zaczy­nają – jeśli chcemy mówić o defi­ni­cji ewolucji – trak­to­wać mikro i makro­ewo­lu­cję jako różne kate­go­rie. Z mikro­ewo­lu­cją nie mają kłopotów. To ewolucja popu­la­cji. To tylko zmien­ność gene­tyczna. Kre­acjo­ni­ści też nie mają z nią problemu. (…)

Spoj­rze­nie naukow­ców jest tu podobne do tego, jak eko­no­mi­ści traktują mikro­eko­no­mię i makro­eko­no­mię. Mikro­eko­no­mia jest wtedy, gdy pro­wa­dzisz sklep spo­żyw­czy na rogu, gdy pytasz jaka jest sytuacja eko­no­miczna małego mia­steczka, jak działa firma. Ale makro­eko­no­mia ma więcej wspól­nego z takimi rzeczami jak System Rezerwy Fede­ral­nej, czy mię­dzy­na­ro­dowy bilans handlowy. Rzeczą, która łączy tego sfery są oczy­wi­ście pie­nią­dze. W ewolucji podobnie mamy geny, ponieważ wszystko jest dzie­dziczne. To jest trans­mi­sja. Prze­kaź­nic­two gene­tyczne działa w pewien sposób w popu­la­cjach, kiedy orga­ni­zmy mogą wymie­niać geny; jednak kiedy prze­kro­czysz poziom gatunku, nie ma już wymiany genów. (…) Potem nastę­puje cały proces ewolucji, nowych adap­ta­cji głównych grup zwierząt i roślin.

Teo­re­tycy projektu defi­niują makro­ewo­lu­cję jako poważną zmianę, która musi zajść, aby stworzyć większą grupę, i twierdzą, że jest to zupełnie inny proces niż to, co dzieje się na poziomie mikro­ewo­lu­cji. Jednak naukowcy po prostu tak nie myślą. (…) Wreszcie, [teo­re­tycy projektu] wnio­skują, że jeśli można wskazać jakiś rzekomy dowód prze­ciwko ewolucji – czym głównie zajmują się zwo­len­nicy ID, podobnie do kre­acjo­ni­stów – to jest to dowód na ist­nie­nie inte­li­gent­nego projektu. W ten sposób usta­na­wiają fałszywą dycho­to­mię lub wymy­ślony dualizm religii i nauki. To szkodzi praw­dzi­wym wie­rzą­cym naukow­com, a także reszcie, ponieważ takie dzia­ła­nia nie są częścią nauki. (…)

ID sugeruje, że ​​różne gatunki zaczęły się nagle, dzięki inte­li­gent­nemu sprawcy, wraz z ich cha­rak­te­ry­stycz­nymi cechami. A to oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, że wszystko jest takie, jakie było od samego początku, więc nie ma zmian. Po drugie, że stoi za tym jakaś inteligencja.

To może dobry pomysł, ale nie jest naukowym twier­dze­niem, popartym jakim­kol­wiek dowodem, który można sprawdzić. (…)

P: Gdybyśmy mogli przejść do następ­nego slajdu. Mówi pan, że istnieją defi­ni­cje mylone przez zwo­len­ni­ków inte­li­gent­nego projektu.

O: Tak. Chciał­bym wyjaśnić, co mamy na myśli mówiąc o spe­cja­cji w makro­ewo­lu­cji, która tak naprawdę różni się od tego, o czym wspo­mi­nają Pandy. Spe­cja­cją nazywamy to, co się dzieje, gdy powstają nowe linie rodowe. Jak odbie­gają od popu­la­cji rodzi­ciel­skich, czy też, jeśli wolisz, jak ze starych gatunków wyra­stają nowe gatunki. Może się to zdarzyć na wiele różnych sposobów. Mogą nastąpić zmiany w zacho­wa­niu, struk­tu­rze, adap­ta­cji eko­lo­gicz­nej, fizjo­lo­gii, geo­gra­fii, a wszyst­kie te rzeczy mogą pro­wa­dzić do histo­rycz­nego zróż­ni­co­wa­nia tych linii. W ten sposób otrzy­mu­jemy nowe gatunki. Ma to miejsce, odkąd życie po raz pierwszy pojawiło się na naszej planecie. (…)

Idea inte­li­gent­nego projektu nie wyklucza moż­li­wo­ści wystę­po­wa­nia zmien­no­ści w obrębie gatunku lub two­rze­nia nowych gatunków z ist­nie­ją­cych popu­la­cji. ID sugeruje, że istnieje granica zmien­no­ści, jaką może wytwo­rzyć dobór natu­ralny i mecha­ni­zmy losowych zmian.

P: Czym więc jest spe­cja­cja w świetle ID?

O: Dla nich spe­cja­cja jest mało praw­do­po­dobna ze względu na rodzaj wystę­pu­ją­cej zmien­no­ści gene­tycz­nej. Przyj­mują zmien­ność gene­tyczną wystę­pu­jącą w obrębie gatunku. To dla nich zupełnie w porządku, jednak to do niczego nie prowadzi. Twierdzą, że spe­cja­cja może wystąpić, ale nie wiąże się z inno­wa­cjami i niektóre gatunki nie zmieniły się od początku świata. Teraz nale­ża­łoby zbadać, co oznacza “niektóre”. (…)

Chciał­bym zwrócić uwagę, że idee ID odzwier­cie­dlają dokład­nie to samo, co kre­acjo­ni­ści mówili dekady temu. Na przykład Duane Gish[5] twier­dził, że dobór natu­ralny byłby nie­sku­teczny, jeśli chodzi o gene­ro­wa­nie coraz większej zło­żo­no­ści i two­rze­nie czegoś nowego lub nowa­tor­skiego. A zatem nie mógłby zmienić jednego rodzaju zwie­rzę­cia w inny. (…) Pan Gish uważał, że ​​taki proces może wytwo­rzyć warian­cję tylko w ramach usta­lo­nego gatunku i nigdy nie wytworzy nowych struktur.

P: Przejdźmy do obszarów biologii ewo­lu­cyj­nej, które omawiają Pandy i sprawdźmy, czy są one pre­cy­zyj­nym przed­sta­wie­niem aktu­al­nej myśli naukowej. (…) Co powin­ni­śmy rozumieć przez “kla­sy­fi­ka­cję”?

O: Dokład­nie to, jak badamy relacje między orga­ni­zmami. Podstawą tak­so­no­mii, od czasów Darwina, są wzajemne relacje między orga­ni­zmami. To, jak rozu­miemy i kon­stru­ujemy drzewo życia. To idea tego, kim są nasi przod­ko­wie i jakie są relacje między orga­ni­zmami. Są to problemy, których Pandy nie obja­śniają, w zgodzie z nauko­wymi pro­ce­sami, pro­ce­du­rami i metodami. (…) W swoich tekstach zwo­len­nicy ID albo nie rozu­mieją, albo nie akcep­tują, w jaki sposób naukowcy ustalają związki między orga­ni­zmami. Więk­szość tych kwestii jest pomijana w ich dyskusjach.

Wbrew ste­reo­ty­pom, szukanie związku między żywymi i wymar­łymi stwo­rze­niami, nie polega na nie­koń­czą­cym się poszu­ki­wa­niu bez­po­śred­nich przodków. (…) Nie spo­dzie­wam się znaleźć bez­po­śred­niego przodka cze­go­kol­wiek. Praw­do­po­do­bień­stwo takiego zna­le­zi­ska jest naprawdę nie­wiel­kie. Pale­on­to­lo­dzy nie szukają w skałach bra­ku­ją­cych ogniw. (…) To, co robimy, to szukanie wspól­nych cech. Są to unikalne wspólne cechy dla nie­któ­rych orga­ni­zmów. Iden­ty­fi­ku­jąc te cechy, roz­po­zna­jemy ścieżkę ewolucji, to znaczy jej kolej­ność i gene­alo­gię. Chcemy dowie­dzieć się, kto z kim jest naj­bli­żej spokrewniony.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na dwie kon­cep­cje pocho­dze­nia. Jedna jest liniowa, a druga poboczna/równoległa (ang. col­la­te­ral). Liniowi przod­ko­wie to ci, którzy znajdują się bez­po­śred­nio na twojej ścieżce ewo­lu­cyj­nej – to znaczy twoi rodzice, dziad­ko­wie, pra­dziad­ko­wie – to twoi bez­po­średni przod­ko­wie. Przod­ko­wie poboczni to nieco szersza grupa. Należą do niej twoje ciotki i wujkowie, cio­teczna babka, kuzynka ze strony matki i ten facet w śmiesz­nym kape­lu­szu na obrazie z czasów wojny sece­syj­nej, wiszącym na ścianie w jadalni. Są to osoby, które nie leżą bez­po­śred­nio na twojej linii przodków, ale nadal dzielą z tobą na tyle dużo cech, że mogą nam wiele powie­dzieć o tym kim jesteś. (…) Tak mon­tu­jemy drzewo życia.

Następny slajd, który tutaj mam, to przy­go­to­wa­nie pewnego rodzaju diagramu, który nazywamy kla­do­gra­mem. Jest bardzo podobny do drzewa filo­ge­ne­tycz­nego (rodowego), czyli do drzewa związków. (…) Na przykład, tutaj na górze, człowiek i goryl są połą­czeni przez wiele cech (…) jak chwytna ręka i duży mózg. Nie dotyczy to jednak krowy, lwa, torbaczy i innych zwierząt na tym slajdzie.

Uważamy, że te wła­ści­wo­ści zostały odzie­dzi­czone po wspólnym przodku. To naj­lep­sze natu­ralne wyja­śnie­nie, jakie możemy wymyślić. Idąc dalej w dół tego diagramu, odkry­wamy, że w każdym momencie znaj­du­jemy coraz większą liczbę ele­men­tów, które posia­dają wszyst­kie te grupy. Zatem, jeśli spoj­rzysz na dany poziom na wska­za­nym wykresie, zauwa­żysz np., że istnieje wspólna cecha zwana owodnią. Jest ona wła­ści­wo­ścią jednej z błon jaja wokół zarodka, wspólną dla ptaków, torbaczy i ssaków, ale żaby, rekiny i ryby już jej nie posia­dają. I tak te hie­rar­chicz­nie zagnież­dżone zestawy cech tworzą logiczną struk­turę, za pomocą której naukowcy ustalają relacje żywych organizmów.

Chciał­bym pod­kre­ślić, że możemy szukać takich cech fizycz­nych w ska­mie­nia­ło­ściach, w żywych zwie­rzę­tach, w komór­kach, w szkie­le­tach, w białkach budu­ją­cych skorupki jaja lub w czym­kol­wiek innym. Cokol­wiek może być uży­teczne, jest badane. To bardzo praktyczne.

P: Czy ta metoda została w jakiś sposób zwa­li­do­wana ilo­ściowo lub statystycznie?

O: Cieszę się, że podniósł pan tę kwestię, ponieważ na tym wykresie umie­ści­łem tylko kilka cech. Ale w rze­czy­wi­sto­ści są ich setki. (…) I tak wszyst­kie orga­ni­zmy, o których mówimy i wszyst­kie zwie­rzęta, które pró­bu­jemy ana­li­zo­wać, umiesz­czamy w bazie danych poma­ga­jąc sobie kom­pu­te­rami tworząc skom­pli­ko­wane drzewa życia. 

7.

Oso­bi­stym celem członków ruchu ID jest zmiana fun­da­men­tal­nych reguł nauki w ten sposób, aby dopuścić nad­na­tu­ralną przy­czy­no­wość w świecie przyrody.

Z uza­sad­nie­nia do orze­cze­nia sądowego w sprawie nr 04cv2688 

Z opinii biegłych wynika, że od czasu rewo­lu­cji naukowej z przełomu XVI i XVII wieku nauka, aby wyjaśnić zjawiska przy­rod­ni­cze ogra­ni­cza się do poszu­ki­wa­nia przyczyn natu­ral­nych. W wyniku tej rewo­lu­cji uczeni prze­stali powo­ły­wać się na auto­ry­tety, w tym również na obja­wie­nie, a skon­cen­tro­wali się na poszu­ki­wa­niu świa­dectw empi­rycz­nych. Od tego czasu nauki ścisłe i przy­rod­ni­cze stały się obszarem, w którym miarą wartości teorii jest testo­wal­ność, nie zaś dowolny auto­ry­tet duchowy czy filo­zo­ficzna spójność. Świa­do­mie pomi­ja­jąc teo­lo­giczne oraz “osta­teczne” wyja­śnie­nia ist­nie­nia lub cech świata przyrody, naukowcy nie roz­wa­żają już zagad­nień zwią­za­nych z “sensem” i “celem”. Choć roz­wa­ża­nia nie­na­tu­ra­li­styczne mogą być ważne i war­to­ściowe, nie stanowią części nauki. (…) Natu­ra­lizm meto­do­lo­giczny jest fun­da­men­talną regułą dzi­siej­szej nauki, naka­zu­jącą wszyst­kim upraw­nia­ją­cym naukę, by poszu­ki­wali wyja­śnień w ota­cza­ją­cym ich świecie, opie­ra­jąc się na tym, co można obser­wo­wać, poddać testom, odtwo­rzyć czy zweryfikować. (…)

Jak wyja­śni­li­śmy wcze­śniej i jak wynika z licznych opinii biegłych, ID bazuje na przy­czy­no­wo­ści nad­na­tu­ral­nej. (…) Poparcie dla tego twier­dze­nia znaj­du­jemy w publi­ka­cjach ID, do których mieli być odsyłani ucznio­wie dzie­wią­tych klas. Teoria ID postu­luje, że zwie­rzęta nie powstały w sposób natu­ralny w wyniku dzia­ła­nia procesów ewo­lu­cyj­nych, lecz zostały stwo­rzone nagle przez nie­na­tu­ral­nego, czyli nad­na­tu­ral­nego pro­jek­tanta. Przy­znają to sami biegli strony pozwanej.

Godny uwagi jest fakt, że oso­bi­stym celem członków ruchu ID jest zmiana fun­da­men­tal­nych reguł nauki w ten sposób, aby dopuścić nad­na­tu­ralną przy­czy­no­wość w świecie przyrody. (…) Biegły strony pozwanej, prof. Steve Fuller potwier­dził, że ID zamierza zmienić fun­da­men­talne reguły nauki, a prof. Michael Behe, przyznał, że roz­sze­rzona przez niego defi­ni­cja nauki obej­mo­wa­łaby również astro­lo­gię. Co więcej, kolejny biegły pozwa­nych, prof. Scott Minnich, stwier­dził, że aby uznać ID za naukę, należy tak roz­sze­rzyć fun­da­men­talne zasady nauki, aby można było w jej ramach brać pod uwagę siły nadprzyroddzone. (…)

U podstaw ID przyj­muje fałszywą dycho­to­mię: im bardziej teoria ewolucji jest pod­wa­żona, tym bardziej potwier­dzony jest inte­li­gentny projekt. Argument ten jest Sądowi znany, gdyż podobnym rozu­mo­wa­niem posił­ko­wali się kre­acjo­ni­ści w latach 80. XX wieku. (…) Ta fałszywa dycho­to­mia jest równie bez­sku­tecz­nym uza­sad­nie­niem ID dzisiaj, jak w przy­padku kre­acjo­ni­zmu dwa­dzie­ścia lat temu.

Zwo­len­nicy ID opo­wia­dają się za pro­jek­tem, posłu­gu­jąc się głównie argu­men­tami prze­ciwko teorii ewolucji, co dobrze widać na przy­kła­dzie wywodu pro­fe­sora Behego, który głosi, że układów “nie­re­du­ko­wal­nie zło­żo­nych” nie mógł wytwo­rzyć ani dar­wi­now­ski, ani żaden inny mecha­nizm natu­ralny. Sądzimy jednak, że argu­menty prze­czące teorii ewolucji nie są argu­men­tami na rzecz hipotezy projektu. Z opinii biegłych wynika, że sam fakt, iż naukowcy nie potrafią obecnie wyjaśnić, jak wyewo­lu­owały niektóre układy bio­lo­giczne, nie oznacza, że nie będą w stanie wyjaśnić tego w przyszłości. (…)

Tym­cza­sem, jak wykazali biegli, pre­cy­zyjne zde­fi­nio­wa­nie “nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści” ujawnia jej nie­ade­kwat­ność jako kon­cep­cji kry­tycz­nej wobec ewolucji. Jako dobrze poznane i udo­ku­men­to­wane wyja­śnie­nie natu­ral­nie prze­bie­ga­ją­cej ewolucji układów skła­da­ją­cych się z wielu ele­men­tów, teoria ewolucji oferuje kon­cep­cję egzap­ta­cji. Egzap­ta­cja w tym kon­tek­ście oznacza, że pre­kur­sor systemu bio­lo­gicz­nego pełnił inną, pod­le­ga­jącą doborowi natu­ral­nemu funkcję, ale kiedy zaszła w nim zmiana lub pojawiła się jakaś nowa część, powstał układ o obecnej funkcji. Przy­kła­dem takiego procesu jest według dr. Padiana ewolucja kości ucha śro­do­wego u ssaków z kości two­rzą­cych niegdyś szczękę. (…) Ponieważ kon­cep­cja nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści stanowi jedynie nega­tywny argument prze­ciwko teorii ewolucji jest – w prze­ci­wień­stwie do argu­mentu na rzecz ID – fal­sy­fi­ko­walna, a więc testo­walna przez wyka­za­nie, że istnieją struk­tury pośred­nie o funk­cjach pod­le­ga­ją­cych doborowi natu­ral­nemu, które mogły ewo­lu­ować w układy pozornie nie­re­du­ko­wal­nie złożone. 

Co jednak ważne, fakt, że nega­tywny argument z nie­re­du­ko­wal­nej zło­żo­no­ści jest testo­walny, nie czyni testo­wal­nym samej teorii ID. (…)

Zdaniem sądu takie świa­dec­two pozwala uznać, iż teoria ID w sposób pozba­wiony prze­sła­nek nauko­wych przenosi ciężar dowodu na teorię ewolucji. Świadczy o tym również zapro­po­no­wany przez pro­fe­so­rów Behego i Minnicha test ID, mający na celu stwo­rze­nie wici bak­te­ryj­nej w labo­ra­to­rium. Jednak ani sami pomy­sło­dawcy, ani nikt z tego czy innego nurtu, nie prze­pro­wa­dził takiego eks­pe­ry­mentu. Behe przyznał zresztą, że ów eks­pe­ry­ment nie mógłby choćby w przy­bli­że­niu odpo­wia­dać warunkom panu­ją­cym w praw­dzi­wym świecie. A nawet gdyby mógł, to – jak stwier­dził Minnich – byłby to wyłącz­nie test teorii ewolucji, nie zaś projektu. (…)

Po doko­na­niu szcze­gó­ło­wej analizy ID w postaci, za którą opo­wia­dają się jej zwo­len­nicy, w postaci, którą wyłonił długi proces, uznajemy, że teoria ID jest nie­nau­kowa i nie da się jej postrze­gać jako poważnej akcep­to­wa­nej teorii naukowej. Prze­ma­wia za tym fakt, że w ramach ID nie są publi­ko­wane artykuły w recen­zo­wa­nych cza­so­pi­smach, ani nie są pro­wa­dzone badania, a także to, iż teoria ta nie zdobyła akcep­ta­cji spo­łecz­no­ści naukowej. Jak wykazał przewód sądowy, ID ma źródła w teologii, nie w nauce. Nawet jeśli zgodzimy się z argu­men­tem jej zwo­len­ni­ków oraz pozwa­nych, że wpro­wa­dze­nie ID do szkół zachęci uczniów do kry­tycz­nego myślenia, dla ID i tak nie ma miejsca w pro­gra­mie naucza­nia nauk przy­rod­ni­czych. Co więcej, rzecz­nicy ID usi­ło­wali uniknąć naukowej krytyki, której – jak ustalono – teoria ta nie jest w stanie się oprzeć, poprzez dekla­ra­cję, że na lekcjach szkol­nych należy uczyć o “kon­tro­wer­sji”, nie zaś samej ID. Taktyka ta jest co najmniej nie­szczera, a w naj­gor­szym przy­padku świa­do­mie nieuczciwa. 

Celem ruchu ID nie jest zachęta do myślenia kry­tycz­nego, lecz wznie­ce­nie rewo­lu­cji, która dopro­wa­dzi do zastą­pie­nia ewolucji ideą inte­li­gent­nego projektu. Kon­klu­du­jąc, powtórzmy raz jeszcze, iż nie wyrażamy opinii co do osta­tecz­nej praw­dzi­wo­ści ID jako wyja­śnie­nia nad­na­tu­ra­li­stycz­nego. (…) Naszym zdaniem, racjo­nalny obiek­tywny obser­wa­tor – po przej­rze­niu obszer­nego zapisu tej rozprawy oraz naszej relacji – dojdzie do nie­od­par­tego wniosku, że ID jest inte­re­su­ją­cym argu­men­tem teo­lo­gicz­nym, lecz nie ma zbyt wiele wspól­nego z nauką. 

[+]
Total
1
Shares