Głupota na niedzielę: NASA uratowała Ziemię, a wy nawet o tym nie wiecie

To naprawdę dobry dzień dla całej naszej planety. Bezzałogowa sonda DART zmieniła trajektorię zmierzającej wprost ku Ziemi planetoidy. Przynajmniej tak mówili w telewizorze.

Tak, wiem, że dziś czwartek, ale chyba zgodzicie się, że z tak łamiącą wiadomością nie wypada czekać do końca tygodnia. A rzecz jest naprawdę ciekawa, bo nie dość, że dotyczy spektakularnej inicjatywy NASA, to jeszcze bzdury dziennikarskiej o wręcz niespotykanym ciężarze[1].

Otóż telewizja Polsat News wygospodarowała kilka minut czasu antenowego, aby poinformować swoich widzów o sukcesie misji DART (ang. Double Asteroid Redirection Test). Jeśli nie wiecie, w ramach tego projektu Amerykanie posłali w przestrzeń kosmiczną bezzałogową 670-kilogramową sondę, aby ta z impetem rąbnęła w powierzchnię obcego ciała niebieskiego. Za cel wybrano Dimorfos – niewielką skałę związaną grawitacyjnie z planetoidą (65803) Didymos. Po co? NASA przedstawia DART jako test (ważne słowo) obrony planetarnej. Chodziło o sprawdzenie, czy na obecnym poziomie rozwoju technicznego, możemy w ogóle myśleć o intencjonalnej zmianie trajektorii obcego ciała.

Tak sonda DART uderzyła w powierzchnię Dimorfosa.

Sonda DART uderzyła zgodnie z planem, a opublikowane dwa tygodnie później wyniki obserwacji udowodniły, że orbita Dimorfosa rzeczywiście uległa zmianie. Przed rozbiciem sondy obiekt obiegał Didymosa w 11 godzin i 55 minut, po rozbiciu – w 11 godzin i 23 minuty (z dokładnością pomiaru do dwóch minut).

Teoretycznie powinien mnie cieszyć sam fakt, że ogólnopolska telewizja w ogóle pochyliła się nad tym, co piszczy w świecie nauki. Nawet jeżeli ograniczyła się tylko do krótkiego omówienia sprawy, wciśniętego pod sam koniec wydania, już po ważniejszych materiałach poświęconych omyłkowemu zajęciu czyjegoś samochodu przez prokuraturę i aresztowaniu jakichś zwyroli, którzy pomyli jeża z piłką.

Jednak problem dotyczy tego, o czym dokładnie Polsat News poinformował swoich odbiorców. Najlepiej zacytuję:

O tej kosmicznej historii mówiliśmy w Wydarzeniach. Asteroida lecąca na Ziemię została przesunięta przez człowieka. Naukowcy już wiedzą, z jakim skutkiem i czy jesteśmy bezpieczni.

Literalnie, zostaliśmy poczęstowani informacją, jakoby Dimorfos leciał “na” Ziemię i do tego momentu stanowił niebezpieczeństwo[2]. No dobrze, ale to tylko zajawka. Może prowadzący wydanie Piotr Witwicki chciał zachęcić przeciętnego Kowalskiego, żeby jeszcze nie przełączał kanału i trochę go poniosło. Słucham więc dalej, dając szansę materiałowi Stanisława Wryka.

To naprawdę dobry dzień dla całej naszej planety, przekonują naukowcy z NASA (…) Przełom nastąpił 11 milionów kilometrów od Ziemi. To tam lecącą wprost na Ziemię asteroidę Dimorfos trafiła bezzałogowa sonda DART. (…) Asteroida mogła zmieść z powierzchni Ziemi miasto wielkości Nowego Jorku. Sonda, która w nią uderzyła była niewiele większa od automatu z napojami, to wystarczyło. [Przebitka na Lori Glaze z NASA: “Dimorfos do tej pory okrążał asteroidę Didymos w 11 godzin i 55 minut. Teraz to o 32 minuty mniej”]. To oznacza, że asteroida minie Ziemię.

Tu już nie ma żadnych wątpliwości. Telewizja twardo podkreśla, że Dimorfos leciał “wprost” na Ziemię, a tylko działania NASA sprawiły, że jednak nas minie.

To nie jest koloryzowanie, uatrakcyjnianie, konfabulowanie, ani naginanie, ale podawanie całkowicie fałszywej wiadomości. Zwykłe kłamstwo. Wątpliwość może dotyczyć jedynie tego, czy redakcja skłamała intencjonalnie czy popisała się kosmiczną niekompetencją. Nie chodzi tu przecież o jakąś drobną nieścisłość, o techniczny detal, który miał prawo umknąć laikowi. Nic z tych rzeczy. Oficjalny komunikat NASA wprost stwierdza, że “ani Dimorfos, ani Didymos nie stanowią żadnego zagrożenia dla Ziemi, przed ani po kontrolowanej kolizji”. Nawet współpracująca z Polsatem Interia, przypomina w swoim newsie, że oba kamienie “nie stanowiły dla nas żadnego problemu”. Z którego palucha telewizja wyssała więc tę bzdurną sensację?

Czy istnieje możliwość, że ludzie zbierający informacje dla jednego z największych mediów w kraju, nie dokonali nawet pobieżnego researchu? Czy w razie wątpliwości nie mogli wysmarować maila lub zadzwonić do kogokolwiek, kto ma pojęcie o czymkolwiek? Czy nie mogli podpytać o sprawę Jakuba Tokarka z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Mickiewicza w Poznaniu, którego pokazano w materiale? Pewnie, że mogli.

Wszystko to każe mi sądzić, że redakcja Wydarzeń nie za bardzo przejmuje się etyką. Dlatego pozwolę sobie złożyć skargę na tych nicponi do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (do czego również was zachęcam[3]). Nie wiem czy cokolwiek wskóramy, ale to nic nie kosztuje, a kropla podobno drąży skałę.

[+]
Stanowisko Kwantowo w związku ze stanowiskiem IPN Gdańsk Głupota na niedzielę: milion argumentów za Młodą Ziemią Wizjoner, naiwniak czy cynik? Max Tegmark i jego troska o pokój