Czytaj dalej

Długa historia życia na Ziemi uczy nas, że nic nie trwa wiecznie, zaś masowe wymieranie może dotknąć każdego gatunku. Ludzie, mimo wyjątkowego sprytu i posiadanej technologii, raczej nie stanowią tu wyjątku.

Nie­za­leż­nie od epoki, wizja apo­ka­lipsy stanowi wdzięczny temat do rozważań i reflek­sji. Wła­ści­wie jedyną zmienną jest to, które z poten­cjal­nych kata­kli­zmów wzbu­dzają naj­więk­szy spo­łeczny lęk w danym momencie. Aste­ro­ida, super­wul­kan i kosmici to już niemal klasyka. Jeszcze nie tak dawno prym wiodła per­spek­tywa wojny atomowej. W ostat­niej dekadzie wyraźnie wzrósł też strach wobec pandemii, kon­se­kwen­cji zmian klimatu, rozwoju bio­tech­no­lo­gii, a także wybu­dze­nia sztucz­nej inte­li­gen­cji. Za opra­co­wa­nie oraz analizę ośmiu powyż­szych sce­na­riu­szy zabrał się Bryan Walsh – absol­went Prin­ce­ton i doświad­czony dzien­ni­karz naukowy, przez pięt­na­ście lat związany z maga­zy­nem Time.

Przy­znaję, że jeszcze przed skon­su­mo­wa­niem książki Koniec świata. Krótki prze­wod­nik po tym, co nas czeka, miałem w głowie przy­naj­mniej dwie obawy. Po pierwsze, spo­dzie­wa­łem się wtór­no­ści, co zapo­wia­dał już sam niezbyt ory­gi­nalny tytuł (serio, katalog biblio­teczny zapro­po­no­wał mi osiem­dzie­siąt publi­ka­cji o podobnym tytule). Nie da się ukryć, że filmy, książki i artykuły o nad­cią­ga­ją­cej zagła­dzie ludz­ko­ści można liczyć w tysią­cach (sam kilka napi­sa­łem), toteż trzeba się nieźle napocić, aby wnieść do dyskusji jaki­kol­wiek nowy element. Po drugie, jeszcze bardziej oba­wia­łem się oparcia narracji na taniej sensacji i nad­mier­nego pom­po­wa­nia balonika z emocjami – o co w tej tematyce nietrudno.

Co do pierw­szego – miałem odrobinę racji, co do drugiego – całe szczę­ście, w ogóle.

Nasza zdolność do empatii maleje wraz ze wzrostem liczby ofiar, czemu winne jest psy­cho­lo­giczne zjawisko scope neglect. (…) Slovic odkrył, że empatia zaczyna spadać już w sytuacji, gdy napo­ty­kamy dwie potrze­bu­jące osoby, a nie tylko jedną – nazywa to aryt­me­tyką współ­czu­cia. (…) Psy­chiczne znie­czu­le­nie utrudnia zro­zu­mie­nie każdego zagro­że­nia egzy­sten­cjal­nego – także tych wyni­ka­ją­cych bez­po­śred­nio z naszych działań, takich jak wojna tomowa albo zmiany kli­ma­tyczne. Zamiast próbować zapobiec glo­bal­nym kata­stro­fom, wolimy je raczej zignorować.

Walsh już we wstępie raczej studzi emocje, niż je wzmaga, tworząc wrażenie czło­wieka stą­pa­ją­cego twardo po ziemi. Racjo­nal­nie argu­men­tuje, że choć nigdy nie powin­ni­śmy czuć się stu­pro­cen­towo bez­pieczni, to obiek­tyw­nie przyszło nam żyć w realiach, które dla więk­szo­ści popu­la­cji są łaskaw­sze niż kie­dy­kol­wiek. Coś w tym jest, że wielki egzy­sten­cjalny niepokój, jak na ironię często towa­rzy­szy czasom względ­nego spokoju i dobro­bytu. O ludzkiej skłon­no­ści do paniki świadczą choćby wyniki przy­wo­ła­nej w książce ankiety Reutersa z 2012 roku, gdzie aż 15% pytanych osób wyraziło obawę, że cywi­li­za­cja zostanie zmie­ciona z planszy dziejów, jeszcze za ich życia.

Byłoby przesadą, gdybym napisał, że Walsh olśniewa odbiorcę nowa­tor­stwem i rzuca całkiem nowe światło na poszcze­gólne kata­kli­zmy, ale nie mogę mu odmówić spo­strze­gaw­czo­ści oraz rze­tel­no­ści. Autor zwykle nie poprze­staje na ogól­ni­kach. Powołuje się na fachow­ców, podaje liczby, dostrzega różne punkty widzenia, kluczowe twier­dze­nia podpiera przy­pi­sami. Do tego wszyst­kiego dodaje szczyptę własnych doświad­czeń, wspo­mi­na­jąc pracę w roli kore­spon­denta w Chinach podczas epidemii SARS, spacery po atomowym poli­go­nie Trinity, oraz podróż na Gren­lan­dię, gdzie na własne oczy ujrzał skutki wzrostu tem­pe­ra­tury. Od pierw­szych stron daje się wyczuć, że mamy do czy­nie­nia z pracą przed­sta­wi­ciela wymie­ra­ją­cego gatunku: dzien­ni­ka­rza o świetnym warsz­ta­cie, obytego w poru­sza­nej materii, posia­da­ją­cego impo­nu­jącą sieć war­to­ścio­wych kontaktów.

Seth Shostak z SETI Insti­tute zapewnia mnie, że istnieje plan na wypadek napo­tka­nia obcych form życia. Wbrew temu, co mówi Hol­ly­wood, nie ma facetów w czerni, którzy szybko wywieź­liby dowody do Strefy 51, nim wyjdą one na światło dzienne. SETI, podobnie jak jego naukowa matka astro­no­mia, wyznaje etos wspól­no­towy: wkład amatorów jest mile widziany, otwar­tość to rzecz oczywista.

Każdy z ośmiu roz­dzia­łów Końca świata doczekał się całkiem obszer­nego opra­co­wa­nia o satys­fak­cjo­nu­ją­cym – pamię­ta­jąc, że mówimy o lite­ra­tu­rze popu­lar­no­nau­ko­wej – poziomie szczegółowości. 

Nie będę rozbijał na czynniki pierwsze każdego roz­działu z osobna, ale z uwagi na obecne oko­licz­no­ści uprzedzę pytania. Książka w anglo­ję­zycz­nym ory­gi­nale trafiła do sprze­daży w 2019 roku i w części poświę­co­nej zagro­że­niom bio­lo­gicz­nym, nie mogła jeszcze uwzględ­nić epidemii SARS-CoV‑2. Jednak para­dok­sal­nie, z tym większym zain­te­re­so­wa­niem pochło­ną­łem prze­wi­dy­wa­nia Walsha, snute w przed­dzień nadej­ścia koro­na­wi­rusa. Autor z troską spo­glą­dał na stan świa­to­wego systemu reakcji na zagro­że­nia epi­de­mio­lo­giczne, trafnie zauwa­ża­jąc, że zanim przy­go­tu­jemy szcze­pionkę przeciw nowemu pato­ge­nowi, musimy być w stanie powstrzy­mać ogniska choroby, zanim te wymkną się spod kontroli. Jego oceny nie były jednak zbyt opty­mi­styczne. Skry­ty­ko­wał niektóre dzia­ła­nia WHO, jak również wyraził wąt­pli­wość, czy Donald Trump – znany ze scep­ty­cy­zmu wobec naukow­ców, otoczony co najwyżej prze­cięt­nymi dorad­cami – jest naj­lep­szym przy­wódcą na czasy ewen­tu­al­nego kryzysu.

Cokol­wiek by Państwo myśleli o Donal­dzie Trumpie jako pre­zy­den­cie, nie da się nie zauważyć, że raz po raz pod­ko­py­wał zaufanie do własnego rządu. (…) Taki napadowy obstruk­cjo­nizm przy­niósł już wiele złego. Jeśli pre­zy­dent podczas epidemii wdałby się w twit­te­rową wojenkę z rzą­do­wymi leka­rzami, ktoś zapła­ciłby za to życiem.

Również w pozo­sta­łych roz­dzia­łach, autor nie stroni od publi­cy­stycz­nego nawyku dzie­le­nia się własnym zdaniem. Nie ma w tym jednak niczego złego, zwłasz­cza, że za opinią stoją zwykle prze­ko­nu­jące argu­menty i trudno było mi wyno­to­wać coś szcze­gól­nie kon­tro­wer­syj­nego. Sam styl pisarski również nie pozo­sta­wia wiele do życzenia; nie ma tu dłużyzn, ani zbędnych wtrętów. Jedyne do czego mógłbym mieć pre­ten­sje to forma pracy, oparta o duże, mniej więcej 40-stro­ni­cowe roz­działy. Doło­że­nie drob­niej­szych jed­no­stek redak­cyj­nych, jakichś śród­ty­tu­łów, uczy­ni­łoby książkę przy­jem­niej­szą w odbiorze, poma­ga­jąc czy­tel­ni­kowi na szybkie wyło­wie­nie ze ściany tekstu (ilu­stra­cji brak) inte­re­su­ją­cej go kwestii. Rzuciło mi się to w oczy tym bardziej, że wydawca poskąpił również skorowidzu.

Są to jednak drobne man­ka­menty, bardziej tech­niczne niż mery­to­ryczne. Koniec świata z powo­dze­niem spełnia swoją rolę ogólnego prze­glądu czy­ha­ją­cych nie­bez­pie­czeństw, a także lektury skie­ro­wa­nej do sze­ro­kiego odbiorcy, nie­ko­niecz­nie obytego z nauką, ale zain­te­re­so­wa­nego przy­szłym losem Ziemi i jej miesz­kań­ców. Autor nie straszy bardziej niż powinien, zwykle waży słowa, prze­strzega przed paniką i – co chyba naj­waż­niej­sze – wskazuje na kon­struk­tywne moż­li­wo­ści unik­nię­cia kolej­nych kryzysów. 

Info:
Autor: Bryan Walsh;
Przekład: Grzegorz Kulesza;
Tytuł: Koniec świata. Krótki przewodnik po tym, co nas czeka;
Tytuł oryginału: End Times: A Brief Guide to the End of the World;
Wydawnictwo: Czarna Owca;
Wydanie: Warszawa 2021;
Liczba stron: 383.
Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.