“Tajemnice piramid” – piramidalne bzdury czy fakty?

Chciałem, może nie tyle polecić, co zachęcić was do obejrzenia i koniecznie podzielenia się opiniami, na temat podesłanego mi niedawno filmu. Z jednej strony “Tajemnice piramid”, to kolejny grający na emocjach i mnożący sensacyjne wnioski pseudodokument. Z drugiej jednak zawiera kilka faktów, która mają prawo zainteresować do zgłębienia tematyki piramid w Gizie i starożytnego Egiptu.

Moje pierwsze podejście do Tajemnic piramid (La révélation des pyramides), nie skończyło się najlepiej. Dobra, bez owijania w bawełnę spoiler na start: autorka okrężnymi drogami dochodzi do wniosku o wspólnym pochodzeniu niesamowitych starożytnych budowli, rozmieszczonych w różnych częściach świata i ich niezwykłym przeznaczeniu. Mianowicie, nekropolia w Gizie ma według jej teorii stanowić swoisty zegar, odmierzający cykle ruchu precesyjnego Ziemi. Niestety mnogość naciąganych hipotez przedstawianych jako niezbite fakty, ton godny łowców Iluminatów i muzyka rodem z thrillera klasy B, mocno mnie zniesmaczyły. Jednak widząc nadzwyczaj wysokie oceny filmu i pochlebne komentarze, postanowiłem spędzić kilka godzin na oddzielaniu ziarna od plew. Sprawiło mi to tym większy ból, że szeroko eksploatowany Egipt zawsze pozostawał w ogonie moich zainteresowań historycznych.

Muszę uczciwie przyznać, że przynajmniej kilka przedstawionych przez panią Guillemette Andreu problemów, rzeczywiście nurtuje i wręcz błaga o lepsze zbadanie. Nie mamy pojęcia o wiedzy matematycznej i astronomicznej Egipcjan. Nie znamy metod ich pracy ani nie opisaliśmy w miarę realnego modelu jej organizacji. Nie umiemy również zidentyfikować wielu narzędzi stosowanych przez starożytnych. Wstydliwy temat, zważywszy na niemałą popularność egiptologii i trwające od ponad dwóch wieków badania.

Podczas seansu przewracałem oczami i prychałem wielokrotnie. Zwłaszcza wtedy gdy narratorka Tajemnic piramid powoływała się na tajemniczego, wszechwiedzącego informatora. Taki osobisty Indiana Jones, który nie dał się omamić głównemu nurtowi nauki i samotnie zgłębił wszystkie sekrety antycznego Egiptu. I nie tylko. Szczerze mówiąc wolałbym żeby – dla zwykłej dziennikarskiej przyzwoitości – Andreu wzięła odpowiedzialność za kontrowersyjne, czasem zwariowane tezy, na swoje barki, albo wprost podawała źródło tych wszystkich rewelacji, zamiast chować się za plecami anonimowego mędrca. Ale ad rem.

Najbardziej zaciekawił mnie, jakżeby inaczej, wątek około astronomiczny. Wielki informator powiada, iż rozkład budowli w Gizie nie jest przypadkowy i mógł służyć do kontrolowania trwającego ~26 tysięcy lat cyklu precesji naszej planety. Jako niepoprawny sceptyk, od razu włączyłem Google Earth żeby w ogóle skontrolować, czy aby fotografie pokazane w dokumencie są prawdziwe. Są. Co więcej, mnie również uderzyło ulokowanie piramid w ten sposób, aby krawędzie podstawy pozostawały idealnie równoległe względem południków i równoleżników. Niezły wyczyn jak na lud sprzed 4,5 tysiąca lat. Do reszty mam jednak zastrzeżenia.

Ułożenie piramid w Gizie i Sfinksa

Faktycznie, przeprowadzony okrąg przebiega przez szczyty piramid Cheopsa i Chefrena, oraz łeb Wielkiego Sfinksa. W rzeczy samej, bok trójkąta równoramiennego, z wierzchołkami umiejscowionymi na piramidach Cheopsa i Mykerinosa, również biegnie prosto przez głowę osobliwej figury. (Swoją drogą, ledwo powstrzymałem się od umieszczenia na powyższej ilustracji wszystkowiedzącego oka :).) Jednak im dłużej zastanawiam się nad tą zagwozdką, tym trudniej uznać mi to za celowe działanie budowniczych. W Gizie roi się od innych budowli, w tym mniejszych piramid, które jednak z jakiegoś powodu nie pasują do żadnych wydumanych teorii. Nasuwa się też pytanie, dlaczego przedstawiony na ilustracji trójkąt, pozbawiony jest prawego wierzchołka? Dlaczego w tym miejscu nie wybudowano żadnej piramidy? Nie wiem jak wy, ale gdybym ja chciał przekazać jakąś informację przyszłym pokoleniom, postarałbym się o bardziej dosadną, wykończoną symbolikę.

Drugą ciekawostką pozostają wymiary Wielkiej Piramidy. Powiedzmy, że Tajemnice piramid przekonały mnie do uznania tezy o intencjonalnym wykorzystaniu przez budowniczych liczby pi. Już w XIX wieku John Taylor – co ciekawe ani historyk, ani inżynier – ogłosił, że wysokość monumentu jest w takiej samej relacji do obwodu podstawy, jak promień koła do jego obwodu. Anglik stwierdził również, że ta proporcja objawia się wyłącznie w przypadku miejsca spoczynku Cheopsa. To akurat osłabia tezę o specjalnym przeznaczeniu piramid – bo jak wierzyć, że tylko wybrane spośród wielkich i drogich pomników kryją za sobą jakieś wiadomości? Dlatego też jestem skory do uznania egipskiej wiedzy na temat liczby π, ale nie sugerowanych dalej implikacji. Krótko mówiąc, widoczne w Wielkiej Piramidzie π oznacza li tylko, że architekci znali π. Co zresztą nie jest aż tak szokujące w świetle współczesnych badań, przypisujących podobną wiedzę również Babilończykom.

Wymiary Wielkiej Piramidy Cheopsa

Przesadą jest natomiast doszukiwanie się w każdym miejscu słynnej złotej proporcji i innych stałych matematycznych. Jak to szło? Powierzchnia ścian podzielona przez powierzchnię podstawy daje φ. Dzieląc połowę obwodu przez wysokość bezwzględną osiągamy φ2… Właśnie zmierzyłem wymiary swojej klawiatury i okazało się, że gdy podzielę jej szerokość przez przekątną, otrzymam 1,2 – a więc początek stałej Apéry’ego. Nie twierdzę, że w piramidzie Cheopsa nie ma złotej liczby. Mogę nawet przyjąć, iż boska proporcja pojawiła się tam nieprzypadkowo! Tyle tylko, że racjonalizm wymaga choćby wzięcia pod uwagę jakiejś korelacji między π a φ. Być może takie wymiary musiały zaistnieć w związku z zastosowaniem takiej a nie innej metody obliczeń? Może złota liczba zamanifestowała się tu i ówdzie w sposób spontaniczny? W innym wypadku, pochopne stawianie tak mocnych tez jest… piramidalną głupotą.

W dokumencie pojawia się również kilka wyraźnych manipulacji, na czele z finałową konkluzją o obiegającej Ziemię linii (a raczej wstędze), łączącej tajemne budowle z czasów antycznych. Powtarzając za autorką i nieskończenie mądrym informatorem: piramidy w Gizie, Moai z Wyspy Wielkanocnej, geoglify Nazca, Machu Picchu, Cuzco, krainę Dogonów, Gizę, Petrę, Ur, Persepolis, Mohendżo Daro, Pyay i wiele innych zabytków, łączy tajemnicza wspólna geneza. Nie trzeba być geniuszem aby zauważyć, że wybór monumentów oparty został wyłącznie na chciejstwie. Co np. z dziesiątkami chińskich piramid, które narratorka chętnie przywoływała w pierwszej części filmu, a które nie mieszczą się na magicznej wstędze? Co z piramidami w Bośni? Z prastarymi osadami w Azji Mniejszej, południowych Indiach czy Mezoameryce? Czemu by nie przeprowadzić kolejnych linii wokół Ziemi, łączących zupełnie inne słynne miejsca?

Kiedy więc autorka po raz enty, z ironią w głosie pytała “Czy to przypadek?”, miałem niepohamowaną chęć przemówić do monitora: “Tak, połowa tych zbieżności to cholerne przypadki i fakty łączone na siłę przez jakiegoś maniaka niepotrafiącego przyznać, że stracił lata swego życia na bajanie o michałkach”! To niebezpieczne. Gdy człowiek zabrnie tak głęboko w wyimaginowaną rzeczywistość, nie potrafi wrócić. Wszędzie węszy spisek, wszystkich posądza o ukrywanie prawdy, każdy niezbadany fakt przyporządkowuje z góry obranej tezie. 

Ciesz się fantazją, zabawą, bajkami, ale zawsze pamiętaj, że jest wyraźna i ostra granica, której nie należy przekraczać. Inaczej wpadniesz w odmęty szaleństwa.

James Randi

Dlaczego zatem zawracam wasze szanowne głowy Tajemnicami piramid? Przede wszystkim z powodu ogromnej popularności tego obrazu i wielu pochlebnych ocen od osób, niemal bezkrytycznie przyjmujących postawione w nim tezy. Jestem szalenie ciekaw waszych opinii i tego czy nie zauważycie nieścisłości, które mogły mi umknąć. Poza tym, to całkiem dobre kino rozrywkowe, zwłaszcza dla fanów prozy Dana Browna.

Tak na marginesie. To smutne, że ludzie starający się zachować otwartość umysłów z nieprzejednanym sceptycyzmem potrafią podchodzić do “książkowej” wiedzy serwowanej przez profesorów, ale łykają niczym krokodyl antylopę, efekciarskie teorie podawane przez anonimów o niemożliwych do zweryfikowania kompetencjach.

Głupota na niedzielę: Korwina smog urojony Garść inspirujących monologów ludzi nauki Fizyka owadów, sikania i piwa – recenzja “Ryzyk fizyk”