W Auschwitz umarła też nauka

Siedemdziesiąt lat temu, w styczniu 1945, posuwający się ku Berlinowi czerwonoarmiści dotarli do kompleksu Auschwitz-Birkenau. Przy tej okazji warto przypomnieć, że wśród wymordowanych znalazły się nie tylko ofiary cyklonu B, ale również setki ludzkich królików doświadczalnych.

Przedwojenne Niemcy stanowiły niekwestionowaną potęgę naukową, a tamtejsze uczelnie posiadały renomę porównywalną z obecną marką najlepszych placówek Amerykańskich. Dorobek ten został zmarnotrawiony i zhańbiony. W zaledwie kilkanaście lat, totalitarne rządy nazistów zmusiły do ucieczki na zachód zastępy uzdolnionych naukowców (żegnajcie Einstein i Schrödinger), a pracę pozostałych ukierunkowały na zbrojenia oraz badania korespondujące z chorą wizją budowy nowego świata. 

Proceder miał swój początek jeszcze przed decyzją o wielkim rozwiązaniu, w podweimarskim Buchenwaldzie. Hitlerowcy oczekujący produkcji skutecznej i taniej szczepionki na dur zlecili to zadanie Instytutowi Higieny Waffen SS i bezpośrednio oberführererowi Joachimowi Mrugowsky’emu. Rychło powstał odizolowany od reszty obozu blok 46, mieszczący niecałą setkę “ochotników” mających poświęcić swe zdrowie i życie w imię postępu. Początkowo nie było jeszcze najgorzej: lekarze nie mogli dowolnie wybierać królików doświadczalnych, będąc ograniczonym do kryminalistów skazanych na co najmniej dziesięć lat pozbawienia wolności. W tym okresie pojawiały się nawet pewne sprzeciwy – m.in. oficjalne pismo prof. Gerharda Rose (który w końcu, mimo zastrzeżeń sam przyłączył się do eksperymentów…) – wobec zarażania ludzi groźnymi bakteriami wbrew ich woli. Odpowiedź ministra zdrowia Rzeszy brzmiała dobitnie: “Kiedy miliony najlepszych i zupełnie niewinnych muszą ofiarować swoje życie, trzeba również od szkodnika społecznego żądać wkładu na rzecz ogólnego dobra”.

Choćbyśmy nie wiem jak bardzo przymykali oczy na buchenwaldzkie nadużycia, nota w najmniejszym stopniu nie tłumaczy tego co miało nastąpić w KL Auschwitz-Birkenau i innych niemieckich obozach na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

W maju 1943 roku do Oświęcimia przybył utalentowany lekarz – zaledwie 32-letni hauptsturmführer SS Josef Mengele. Z miejsca zyskał sympatię przełożonych bezproblemowo tamując epidemię tyfusu (genialną receptą było rzecz jasna wysłanie tysiąca chorych i podejrzanych o zarażanie do komory gazowej). Wraz z nadejściem Anioła Śmierci nie było już miejsca na pozory i jakiekolwiek zasady moralne. Mengele przychodził na rampę podczas każdej “dostawy” i wskazując palcem dostawał żywy materiał dla swoich badań. Szczególną atencją obdarzał bliźnięta jednojajowe; idealne obiekty doświadczalne, mające pomóc w rozpracowaniu mechanizmu mnogiej ciąży, a także wskazywać na różnice w działaniu różnych specyfików. Ich tragedia polegała na tym, że gdy jeden bliźniak umierał, drugi przestawał być potrzebny. Zresztą nawet w przypadku przeżycia rodzeństwa, bywało ono mordowane, po to aby lekarze mogli dokonać porównawczej sekcji zwłok. Wujaszek Mengele, jak go czasem nazywano, był przy tym wyjątkowo perfidny usypiając czujność swoich podopiecznych słodyczami i drobnymi prezentami.

blizniaki

Zdarzyło się, że jedno z wyselekcjonowanych z transportu bliźniąt zmarło naturalną śmiercią. Sekcja stwierdziła anomalię w budowie serca. Wtedy Mengele pojechał autem do obozu i wywołał brata zmarłego bliźniaka. Poczęstował dziecko czekoladką i wziął je do samochodu. Podjechał na dziedziniec krematorium i kiedy wychodziło z samochodu, zabił je strzałem pistołetu w tył głowy. Zwłoki przekazał do sekcji.
– Miklos Nyiszli

Przesiąknięci ideami nazizmu uczeni zacierali ręce. Nie czując skrępowania żadnymi regułami, prawnymi czy etycznymi, widzieli przed sobą niesamowite możliwości rozwoju wiedzy. Badania prowadzono w wielu kierunkach. Na piedestale znajdowały się te mogące pomóc w eliminacji przedstawicieli niższych ras. W doświadczeniach nad sterylizacją – zarówno radiacyjną jak i chemiczną – przodował Carl Clauberg, działający pod auspicjami samego Himmlera. Na konferencji 7 lipca 1942 Clauberg roztoczył przed szefem SS wizję szybkiego i trudnego do wykrycia pozbawiania Żydówek płodności, w zamian za co reichsfuhrer zapewnił mu do dyspozycji blok 10 mieszczący do 400 królików doświadczalnych, wraz z gabinetem zabiegowym i pracownią rentgenowską.

Do działań o zdecydowanie pseudonaukowym charakterze posuwał się August Hirt, który obrał sobie za cel udokumentowanie różnic anatomicznych między Aryjczykami a podludźmi. Podobno profesor Hirt już wcześniej prowadził pewne badania, lecz dopiero Auschwitz zapewniło mu stałe dostawy potrzebnych szkieletów. Również i tu gest pokazał Himmler rozumiejący, że do tej pory uczelnie nie dysponowały dostatecznie dużą ilością dowodów aby wykazać ponad wszelką wątpliwość wyższość rasy panów nad Semitami. 

Pełnomocnik do spraw zabezpieczenia tego materiału powinien wykonać serię zdjęć fotograficznych i pomiarów antropologicznych. Po spowodowaniu następnie śmierci Żyda, którego głowy nie wolno zranić, oddzieli się głowę od tułowia i wyśle w płynie konserwującym na ustalony adres. 
Instrukcja Augusta Hirta

Makabrycznym hobby Hirta było zbieranie czaszek Żydów-komunistów, w których to pragnął dostrzec rzekome, anatomiczne podstawy ich zwyrodnienia. Tego planu nie zdołał zrealizować, stale tłumacząc się ograniczoną ilością odpowiadającego wymogom materiału. Mimo to,  zakasał rękawy i nieustępliwie pracował na tym co miał. Na jego życzenie przywieziono z Oświęcimia do Natzweiler kilkudziesięciu więźniów, prędko poddanych pomiarom, a następnie zagazowanych i włączonych do przerażającej kolekcji zabezpieczonych w formalinie ludzkich szczątek.

mengele i spolka
Ekipa z Auschwitz: Baer, Mengele, Kramer (Josef, nie Johann) oraz Hoess.

Prawdziwą plagą były eksperymenty i ćwiczenia chirurgiczne. Mając pod ręką tysiące oczekujących na zgładzenie więźniów, młodzi lekarze SS nie szlifowali swoich umiejętności na zwłokach, lecz żywych, niekoniecznie potrzebujących operacji Żydach. Zresztą jeśli wierzyć niektórym relacjom, nawet oficerowie niemający dotychczas zbyt wiele wspólnego z medycyną, mogli liczyć na szybki kurs usuwania wyrostka robaczkowego.

Nie można też zapomnieć o niesławnych badaniach nad wszechobecną w obozie chorobą głodową. Ich najważniejszą częścią wydają się obserwacje zaniku wątroby prowadzone przez profesora Johanna Kremera. Lekarz podczas licznych sekcji wycieńczonych ofiar zauważył, że tanka wątroby niemal zanikła. Postawił więc sobie za cel opisanie tego procesu i sprawdzenie czy aby organ nie zanika już po zgonie. Aby zdobyć materiał Kremer wedle uznania wskazywał więźniów, niby przeznaczonych do przeprowadzenia zwykłych zabiegów. Następnie jego asystent, wstrzykiwał nieszczęśnikom prosto do serca fenol (Kremer twierdził, że w swej łaskawości osobiście nigdy nikogo nie zamordował), a profesor przystępował do natychmiastowej sekcji świeżych ciał. 

To tylko czubek stosu trupów jaki pozostawiła po sobie załoga KL Auschwitz-Birkenau. Należy jednak pamiętać, że Josef Mengele i 350 innych uczonych zamieszanych w holokaust, nie tylko wzięło udział w ludobójstwie ale też skompromitowało bogatą, niemiecką tradycję naukową. Możemy polemizować, pomijając wątek bezprecedensowego bestialstwa, na ile ich badania były uzasadnione potrzebami nauki. Nawet jeśli, to jest to kropla w morzu badań opartych na złudnych przesłankach o pseudonaukowym charakterze. Spory odsetek ofiar straciło życie wyłącznie dla zweryfikowania odgórnie postawionych hipotez. Niewątpliwie wiele dało się osiągnąć przy znacznie mniejszych kosztach, bez zabójstw i zbędnych tortur. Oto co następuje gdy milknie racjonalizm a stery przejmuje ideologia.

Literatura uzupełniająca:
E. Mozes Kor, L. Buccieri, Przetrwałam. Życie ofiary Josefa Mengele, przeł. T. Komłosz, Warszawa 2004;
M. Nyiszli, Byłem asystentem doktora Mengele, przeł. T. Olszański, Warszawa 2000;
S. Sterkowicz, Zbrodnie hitlerowskiej medycyny, Warszawa 1994.
Kwantowe interpretacje: fala pilotująca de Broglie’a-Bohma 5 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o sondzie Voyager 1 7 cudów naukowego świata