Jest nas już 8 miliardów. Spróbujmy to jakoś ogarnąć…

Pewnie już słyszeliście, że licznik populacji świata lada chwila wskaże 8 miliardów. To naprawdę duża liczba. Bardzo duża. Na tyle duża, że trzeba chwili refleksji, aby sobie uzmysłowić jej rzeczywiste znaczenie.

Pomyśleć, że tylko w trakcie mojego (wcale nie aż tak długiego) życia, już dwukrotnie byłem świadkiem pokonywania przez nasz gatunek kolejnych szczebli demograficznej drabiny. Doskonale pamiętam, że jako uczeń podstawówki słyszałem w mediach o przyjściu na świat 6-miliardowego mieszkańca Ziemi, a niedługo po tym, jak rozpocząłem studia, już mówiono o sięgnięciu pułapu 7 miliardów. Minęła nieco ponad dekada i cyk, przybył kolejny miliard przedstawicieli Homo sapiens[1].

To świetny moment na poważne rozprawy o przyszłości cywilizacji i urokach rozpędzonego antropocenu. Postanowiłem jednak, że nie skorzystam z tej okazji do rzucenia paroma truizmami i zamiast tego zajmę się… suchymi liczbami. Bo chociaż niby każdy rozumie, że taka liczba:

8 000 000 000

jest całkiem sporawa, to jednak dla naszych mózgów miliard, bilion czy biliard oznaczają zwykle z grubsza to samo – “więcej niż jestem w stanie pojąć”. Nie ma w tym nic złego. Po prostu najłatwiej obejmujemy rozumem te wartości, które w ten czy inny sposób towarzyszą nam na co dzień. A że do zapisania swojego stanu konta większość osób nie potrzebuje więcej niż pięciu, czy sześciu cyfr – mniej więcej tego pułapu sięga nasza percepcja. 8 miliardów brzmi tutaj abstrakcyjnie tym bardziej, że nie kryje za sobą czegoś drobnego, jak ziarenka piasku, ani odległego, jak gwiazdy i galaktyki, ani wirtualnego, w rodzaju bitów przetwarzanych przez komputery – lecz ludzi z krwi i kości. Żywe istoty w różnym wieku, o różnych poglądach, o różnych problemach i różnych (stale rosnących) potrzebach.

Wychodzę z założenia, że uchwycenie skali danego zjawiska to pierwszy krok do zrozumienia płynących z niego konsekwencji. Dlatego uprośćmy sobie zadanie i spróbujmy spojrzeć na Ziemię i jej mieszkańców w możliwie przystępny sposób. Na dobry początek dla większej przejrzystości wywalmy parę zer. Umownie zamieńmy całą 8-miliardową populację na wioskę liczącą raptem 80 mieszkańców, tak żeby jednostka symbolizowała 100 milionów prawdziwych osób (mniej więcej tyle, co ludność Polski, Ukrainy, Białorusi i Czech razem wziętych).

8 miliardów ludzi

Na tym można pracować! Zacznijmy więc może od podkreślenia, że ogromne wrażenie robi nie tylko obecna liczba ludzi, ale również niedorzeczne wręcz tempo przyrostu. Jeszcze nie tak dawno, w roku 1974 było nas “tylko” 4 miliardy. Oznacza to, że ludzkość nie potrzebowała nawet pół wieku, żeby podwoić swoją liczebność. W czasie, kiedy będziecie czytać ten tekst umrze około 2 tysiące osób, ale zastąpi je 4 tysiące noworodków.

Oczywiście ten szalony wzrost nie będzie trwał wiecznie, ale większość z nas dożyje jeszcze dnia narodzin 9-miliardowego (ok. roku 2038) oraz 10-miliardowego (po roku 2064) obywatela świata.

Przyrost ludności świata

Ciągłym zmianom ulega nie tylko sama demografia, ale również jej rozłożenie. Chociaż globalnie populacja szybko rośnie, wiele krajów europejskich (w tym Polska) mierzy się z odwrotnym problemem, czyli niżem demograficznym oraz błyskawicznie starzejącym się społeczeństwem. Nie jest tajemnicą, że najwięcej ludzi zamieszkuje obecnie Azję, a gonitwę za nią rozpoczęła Afryka.

Rozłożenie ludzi na świecie

W momencie, kiedy piszę te słowa tytuł najludniejszego kraju wciąż dzierżą Chiny (1,41 mld), czujące na plecach oddech Indii (1,39 mld). Łącznie oba azjatyckie mocarstwa zamieszkuje niespełna 3 miliardy osób, czyli więcej niż przed II wojną światową liczyła populacja całego globu.

Ludność Chin i Indii

Jeszcze nieco ponad sto lat temu większość ludzi żyła na wsi, zajmując się uprawą roli. Obecnie przytłaczjąca część ludzkości szuka szczęścia w miastach, co prowadzi nas do rozwoju super-metropolii o populacjach dorównujących całym państwom. W aglomeracji Tokio żyje dziś 37 milionów osób – mniej więcej tyle, ile na całym obszarze Polski i przynajmniej dwanaście razy więcej niż w szeroko rozumianej aglomeracji warszawskiej.

Ludność Tokio

Wróćmy teraz do naszej 80-osobowej wioski i sprawdźmy, kim są jej mieszkańcy. Zacznijmy od religii, ponieważ zdecydowana większość ludzkości (ok. 85%) przyznaje się do wiary w jakiś rodzaj siły wyższej. Na prowadzeniu niezmiennie pozostają wyznawcy religii abrahamowych.

A jakie języki słychać najczęściej w naszej wiosce? W tym przypadku panuje znacznie większe urozmaicenie, ponieważ poszczególne nacje i plemiona wytworzyły ponad 7 tysięcy różnych języków, z czego tylko kilkanaście pozostaje codziennie używanych przez więcej niż 80-100 milionów ludzi. Źródła różnią się co do konkretnych wartości, ale praktycznie we wszystkich statystykach podium tworzą: język chiński, hiszpański (większość Ameryki Łacińskiej) oraz angielski.

Mamy XXI wiek, więc wszyscy mają dach nad głową, dostęp do opieki medycznej i edukacji, prawda? No, nie do końca. Zwłaszcza w Afryce istnieją miejsca, gdzie szkoła podstawowa to wciąż nieosiągalne marzenie dla większości obywateli. Z drugiej strony, jeszcze na początku XIX stulecia problem analfabetyzmu dotyczył wszystkich kontynentów i 80-90% dorosłych. Obecnie proporcje uległy odwróceniu. Wyraźna poprawa na tym polu nastąpiła jednak stosunkowo niedawno, bo jeszcze w 1960 roku niepiśmienna pozostawała ponad połowa ludzkości.

Wskaźniki elektryfikacji wyglądają dość podobnie. Szacuje się, że współcześnie 800-940 milionów ludzi nadal nie posiada stałego dostępu do prądu.

Przejdźmy do ciekawostek, o które nikt nie prosił, ale każdy potrzebował. Gdyby te 8 miliardów osób ustawić tak, aby każda miała przynajmniej metr kwadratowy przestrzeni, to dalibyśmy radę upchnąć wszystkich na obszarze o wielkości województwa opolskiego. Ludzkość w formacie .rar.

Gdybyśmy natomiast postawili jednego człowieka na drugim, to przy średnim wzroście 170 cm, uzyskalibyśmy wieżę o wysokości 13,6 milionów kilometrów[2]. Dystans między Ziemią a Księżycem to “tylko” 380 tys. kilometrów, więc nasza konstrukcja sięgałaby znacznie, znacznie dalej w przestrzeń. Całość mierzyłaby 1/4 dystansu między naszą planetą a Marsem (56 mln kilometrów, przy optymalnym położeniu obu globów).

A ile wszyscy ważymy? Przy założeniu, że średnia masa jednostki wynosi 60 kilogramów, to całość naszego gatunku zamknie się w granicach pół miliarda ton. To mniej więcej osiemdziesiąt razy więcej niż masa słynnej Wielkiej Piramidy lub siedemnaście razy więcej niż masa największego alpejskiego lodowca, Aletschgletscher.

Mogłoby się więc wydawać, że 8 miliardów osobników to dużo, ale wszystko zależy od punktu odniesienia. Przykładowo, wciąż jesteśmy daleko, daleko za mrówkami. Analiza opublikowana niedawno na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences wykazała, że wszystkie kontynenty zamieszkuje 20 biliardów sześcionożnych stworzonek. Oznaczałoby to, że na każdego Homo sapiens przypada po 3 miliony tych pracowitych owadów – czyli naprawdę dorodne[3] mrowisko.

Wiecie czego jeszcze jest dużo? Drzew. Szacunki oparte o zdjęcia satelitarne pozwalają przypuszczać, że naszą planetę wciąż porasta 3 biliony drzew najróżniejszych gatunków. Sama Amazonia mieści w sobie około 300 miliardów, czyli po 37 sztuk na każdego człowieka. Trzeba jednak przyznać, że dumni przedstawiciele naszego gatunku robią wiele, żeby zmienić ten stan rzeczy, wycinając 42 miliony drzew… każdego dnia.

A kiedy poczujecie się tym wszystkim przygnieceni, pomyślcie w wolnej chwili, że w samej Drodze Mlecznej istnieje dość gwiazd, aby każdy człowiek na Ziemi mógł wziąć sobie na własność po przynajmniej 25 sztuk. Taki niepraktyczny, ale chyba miły fakt na zakończenie.

[+]
Nowy kilogram – lepszy, bo kwantowy Maksymalnie poplątane wnętrze protonu Ted Kaczynski i jego manifest – “Śmierć nauce”