menu Menu
SSC, czyli jak Amerykanie darowali sobie fizykę wysokich energii
By Adam Adamczyk artykuł w Popularnonaukowe on 27/06/2020 22 Comments 9 min czytania
Szukasz książki? Zapytaj PAL-a Wcześniejszy Kosmiczna galeria osobliwości – recenzja “Nieuporządkowanego życia planet” Następny

Badania podstawowe odbywają się na poziomie, na którym nie pytasz, jaki jest zysk ekonomiczny.

David Kaplan

Krajobraz po LHC

Załóżmy, że długa rura współdziałająca z jakimiś superzaawansowanymi instrumentami daje nam prestiż, przyciąga do nas najtęższe umysły z całego świata, weryfikuje nasze abstrakcyjne hipotezy i tym samym poszerza ludzką wiedzę o wszechświecie. Jaki powinniśmy postawić kolejny krok? Rzecz jasna, najlepiej zainwestować w jeszcze dłuższą rurę wraz z jeszcze bardziej zaawansowaną aparaturą.

Taką niezbyt wyrafinowaną, ale jak na razie skuteczną logiką, zdaje się kierować Europejska Organizacja Badań Jądrowych. Niedługo po wyłączeniu w 2000 roku Wielkiego Zderzacza Elektronowo-Pozytonowego (LEP) rozpoczęto prace nad potężniejszym Wielkim Zderzaczem Hadronów (LHC). Ten błyskawicznie stał się ikoną fizyki wysokich energii i bodaj najsławniejszym przyrządem naukowym na Ziemi. Teraz gdy piszę te słowa – kilkanaście lat od wypuszczenia w LHC pierwszej wiązki protonów oraz osiem lat od historycznej detekcji śladu bozonu Higgsa – CERN postanowił pokazać, że ambicje europejskich naukowców wciąż nie zostały zaspokojone.

ATLAS, chyba najbardziej rozpoznawalny z siedmiu detektorów zainstalowanych przy LHC.

W opublikowanym niedawno dokumencie, zawierającym długoterminową strategię badawczą, oficjalnie zapowiedziano budowę kolejnego akceleratora cząstek, przy którym Wielki Zderzacz Hadronów, będzie wielki już tylko z nazwy.

Nowy synchrotron o roboczej nazwie Future Circular Collider (FCC) wypełni tunel o długości nawet 100 kilometrów i będzie miażdżył protony z energią dochodzącą do 100 teraelektronowoltów. Jeśli przypomnimy sobie, że pierścień zasłużonego LHC mierzy „tylko” 27 kilometrów i rozkwasza cząstki z energią rzędu 14 TeV, to łatwo pojmiemy, na jak duży skok jakościowy mogą liczyć europejscy fizycy.

Zestawienie rozmiarów akceleratorów trzech generacji: zamkniętego amerykańskiego Tevatronu, działającego obecnie LHC i jego planowanego następcy FCC.

Ale to nie jedyna ekscytująca inwestycja, którą warto śledzić. Jeszcze zanim rozpocznie się drążenie nowego tunelu pod Genewą (co planowo nastąpi dopiero w 2038 roku), inauguracyjną wiązkę może wystrzelić chiński CEPC (ang. Circular Electron Positron Collider). Pierwsze przechwałki Azjatów – wygłoszone zaraz po detekcji bozonu Higgsa – brzmiały równie odważnie, co ogólnikowo i początkowo nie wzbudziły większego zainteresowania. A jednak koncept 80-kilometrowego akceleratora podległego pekińskiemu Instytutowi Fizyki Wysokich Energii, nabiera coraz wyraźniejszych kształtów. Jeśli nie dojdzie do jakiejś katastrofy, która spowolniłaby rozpędzoną lokomotywę chińskich aspiracji, do końca dekady w prowincji Hebei powstanie istna fabryka cząstek, skalibrowana pod masową produkcję higsonów.

Amerykański sen o SSC

Ktoś nie zorientowany mógłby zadać pytanie, jakie miejsce w tej prestiżowej rywalizacji zajmują Stany Zjednoczone Ameryki? Jaka będzie reakcja lidera globalnej gospodarki, nauki i technologii, na wyzwanie rzucone mu przez Stary Kontynent i Państwo Środka?

Prawdopodobnie żadna. Jednak nie to jest najdziwniejsze. Najbardziej niewiarygodny wydaje się fakt, że inwestycja równie imponująca, co inżynierskie popisy Europejczyków i Chińczyków, mógł powstać po drugiej stronie Atlantyku już wiele lat temu. Mógł i powinien.

Mowa o projekcie Nadprzewodzącego Superzderzacza SSC (ang. Superconducting Super Collider), wznoszonego na początku lat 90. w sąsiedztwie teksańskiego miasteczka Waxahachie[1]. Doniosłe obietnice oraz idące za nimi dolary, lały się wtedy niczym miód na serca amerykańskich uczonych. W tunelu o długości 87 kilometrów protony miały być przyśpieszane i zderzane z energią dochodzącą do 40 TeV. Suche liczby mogą nie do końca uzmysławiać rozmach SSC, więc ujmę rzecz inaczej. Mówimy o akceleratorze niemal trzykrotnie wydajniejszym od LHC, który mógł działać już w połowie lat 90. ubiegłego stulecia – jeszcze zanim CERN w ogóle podjął decyzję o budowie swojego flagowego instrumentu.

Był to czas, kiedy to Amerykanie wciąż dzierżyli dumny tytuł przodownika w zakresie fizyki wysokich energii. Szczególne prawo do zadzierania nosa mieli uczeni zgromadzeni wokół Narodowego Laboratorium im. Enrico Fermiego, odnoszący regularne sukcesy dzięki 6-kilometrowemu Tevatronowi. Był to pierwszy synchrotron rozbijający cząstki z energią bliską 1 TeV (stąd nazwa). To właśnie to urządzenie dostarczyło dowodów na istnienie kwarka wysokiego, hiperonu Ω, hiperonu Ξ, a także wielu danych i sugestii dotyczących innych cząstek, co okazało się bezcenne dla kształtowania modelu standardowego[2].

Nic dziwnego, że zasłużeni amerykańscy fizycy zamarzyli o jeszcze głębszym zajrzeniu w istotę Matki Natury.

Tevatron, czyli zamknięty akcelerator cząstek Fermilabu
Panorama na Tevatron. Największy akcelerator do czasu uruchomienia LHC został zamknięty w 2011 roku.

I tu wkracza idea Nadprzewodzącego Superzderzacza. Akceleratora czterdziestokrotnie sprawniejszego od Tevatronu, który nie tylko z nawiązką spełniłby wygórowane oczekiwania panów w grubych okularach, ale przede wszystkim utrwalił amerykański monopol w dyscyplinie badań podstawowych, co najmniej na kolejne pokolenie.

Najdroższy pierścień świata

Na początku 1987 roku Departament Energii Stanów Zjednoczonych przedłożył w Waszyngtonie oficjalną koncepcję, wycenioną na 4,4 miliarda ówczesnych dolarów. Prezydent Ronald Reagan, podpisując dokumenty podobno stwierdził z przekąsem, że jego decyzja doprowadzi do ekstazy wielu naukowców, ale dla równowagi rozczaruje tysiące oczekujących podwyżek nauczycieli fizyki (w końcu, fundusze na badania muszą pochodzić z budżetu edukacyjnego, a nie np. z cięć rozdętych wydatków zbrojeniowych. Czego nie rozumiecie?).

Projekt Nadprzewodzącego Superzderzacza SSC
Rysunek kampusu SSC, wykonany na zlecenie Departamentu Energii.

W każdym razie, pomysł został przyklepany, a do Waxahachie zjechali się robotnicy i inżynierowie. Projekt SSC realnie wszedł w fazę budowy.

Oczywiście tylko głupiec mógł uwierzyć, że tak kolosalna, długoterminowa inwestycja doczeka się pełnej finalizacji w określonym kształcie, w wyznaczonym terminie i nie przekroczy ustalonego budżetu. Gdy tylko stery w państwie przejął George Bush sr., dowiedział się, że abstrakcyjne zachcianki jajogłowych będą kosztować co najmniej 5,9 miliarda dolarów, więc o 1/3 więcej niż zakładano. Z kolei na początku kadencji Billa Clintona, przewidywana cena SSC niebezpiecznie zbliżyła się do okrągłej sumy 10 miliardów. To mniej więcej pięciokrotność kosztu zaprojektowania i wystrzelenia Kosmicznego Teleskopu Hubble’a.

Przyczyny były te same, co zwykle w takich sytuacjach: błędy w początkowych założeniach, spory koncepcyjne, inflacja, rozbuchana administracja, przetasowania na stołkach, wahania ekonomiczne i niespójna polityka.

Budynek superzderzacza SSC
Główny budynek SSC.

Jeszcze w 1993 roku padła propozycja, aby podtrzymać projekt pod warunkiem przesunięcia terminów i rozłożenia kosztów w czasie. W takim układzie Superzderzacz doczekałby się rozruchu w okolicach 2003 roku. Lepiej późno niż wcale. W międzyczasie problem rosnących wydatków na fizykę wysokich energii kilkukrotnie stawał się przedmiotem sporu w Kongresie. Początkowo SSC skutecznie brał w obronę Senat, jednak ostatecznie Izba Reprezentantów dopięła swego. Za przerwaniem inwestycji opowiedziało się 264 kongresmenów, za kontynuowaniem – tylko 159.

„Bohaterem” ponurego posiedzenia okazał się republikanin z Kolorado, Joel Hefley. Polityk w emocjonalnym tonie stwierdził, że nikt nie wyłuszczył mu sensu wydawania grubych sum na czystą naukę i akademickie próby zrozumienia wszechświata. Swoje wystąpienie zakończył ironiczną uwagą:

Powiedzieli mi: „jeśli my tego nie zrobimy, zrobią to Europejczycy”. Powinienem odpowiedzieć: „pozwólmy im na to”. My i tak robimy wszystko, stacje kosmiczne i wszystko inne. Pozwólmy im na to. Niech też sobie coś odkryją.

Joel Hefley
Nowy akcelerator
Negocjacje w Kongresie nie były łatwe.

Już się w to nie bawimy

Po kilku latach prac, po wykopaniu 23 z planowanych 87 kilometrów tunelu, po wydaniu ponad dwóch miliardów dolarów – plac budowy nagle opustoszał. Jęki zawodu słychać było we wszystkich amerykańskich placówkach, od Fermilabu po Caltech. Idea Superzderzacza wylądowała na śmietniku historii, a wraz z nią wzniosłe hasła i żarliwe aspiracje fizyków.

Jak zauważył noblista Leon Lederman: „Z punktu widzenia nauki, szeroko pojętej nauki, a także z uwagi na wzrost gospodarczy i dobrobyt mieszkańców Stanów Zjednoczonych, przerwanie prac nad akceleratorem SSC było niepowetowaną stratą. Gdyby Kongres był prawdziwym ciałem przywódczym, nie zrezygnowałby z budowy SSC i znalazłby sposób, aby projekt zrealizować”.

Nadprzewodzący Superzderzacz satyra
Rysunek satyryczny opublikowany w Fort Worth Star-Telegram w czerwcu 1993 roku.

Rozżalenie naukowców jest łatwe do zrozumienia. Gdyby wydarzenia potoczyły się inaczej, niewielkie Waxahachie stałoby się nową Mekką przyciągającą najtęższe umysły z całego globu, bozon Higgsa zostałby odkryty wiele lat wcześniej, zaś Ameryka do dziś zachowałaby status niekwestionowanego hegemona w sektorze badań podstawowych. Jednak los (zwany Kongresem) chciał inaczej.

Literatura uzupełniająca:
L. Lederman, C. Hill, Dalej niż Boska Cząstka, przeł. U. Seweryńska, Warszawa 2015;
The dumbest question You can ask a scientist, [online: http://howtoflyahorse.com/the-dumbest-question-you-can-ask-a-scientist/];
M. Banks, Back to the future, [online: https://physicsworld.com/a/back-to-the%E2%80%AFfuture/];
S. Panse, The Superconducting Super Collider: How the USA Abandoned Its Most Expensive Science Project, [online: www.ststworld.com/superconducting-super-collider/];
J. Cramer, The Decline and Fall of the SSC, [online: https://web.archive.org/web/19971010114852/http://www.npl.washington.edu/AV/altvw84.html];
2020 Update Of The European Strategy for Particle Physics, [online: https://home.cern/sites/home.web.cern.ch/files/2020-06/2020%20Update%20European%20Strategy.pdf];
X. Lou, The Circular Electron Positron Collider, „Nature Reviews Physics” vol. 1, marzec 2019.
[+]

fizyka cząstek elementarnych historianauki lhc


Wcześniejszy Następny

keyboard_arrow_up