Wielki Zderzacz Hadronów zapewnił Europie przewodnią rolę w dziedzinie badań podstawowych, która jeszcze długo nie zostanie zachwiana. Jednak wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby Amerykanie nie wstrzymali budowy superzderzacza SSC.

Badania pod­sta­wowe odbywają się na poziomie, na którym nie pytasz, jaki jest zysk eko­no­miczny.

David Kaplan

Krajobraz po LHC

Załóżmy, że długa rura współ­dzia­ła­jąca z jakimiś superza­awan­so­wa­nymi instru­men­tami daje nam prestiż, przy­ciąga do nas naj­tęż­sze umysły z całego świata, wery­fi­kuje nasze hipotezy i tym samym poszerza naszą wiedzę o wszech­świe­cie. Jaki powin­ni­śmy postawić kolejny krok? Rzecz jasna, naj­le­piej zain­we­sto­wać w jeszcze dłuższą rurę wraz z jeszcze bardziej zaawan­so­waną apa­ra­turą.

Taką niezbyt wyra­fi­no­waną, ale chyba sku­teczną logiką, zdaje się kierować Euro­pej­ska Orga­ni­za­cja Badań Jądro­wych. Niedługo po wyłą­cze­niu w 2000 roku Wiel­kiego Zder­za­cza Elek­tro­nowo-Pozy­to­no­wego (LEP) roz­po­częto prace nad potęż­niej­szym Wielkim Zder­za­czem Hadronów (LHC). Ten bły­ska­wicz­nie stał się ikoną fizyki wysokich energii i bodaj naj­sław­niej­szym przy­rzą­dem naukowym na Ziemi. Teraz gdy piszę te słowa – dwa­na­ście lat od wypusz­cze­nia w LHC pierw­szej wiązki protonów oraz osiem od histo­rycz­nej detekcji śladu bozonu Higgsa – CERN posta­no­wił pokazać, że ambicje euro­pej­skich naukow­ców wciąż nie zostały zaspo­ko­jone.

W opu­bli­ko­wa­nym niedawno doku­men­cie, zawie­ra­ją­cym dłu­go­ter­mi­nową stra­te­gię badawczą, ofi­cjal­nie zapo­wie­dziano budowę kolej­nego akce­le­ra­tora cząstek, przy którym Wielki Zderzacz Hadronów, będzie wielki już tylko z nazwy. Nowy syn­chro­tron (o roboczej nazwie Future Circular Collider) wypełni tunel o długości nawet 100 kilo­me­trów i będzie miażdżył drobiny z energią docho­dzącą do 100 tera­elek­tro­no­wol­tów. Jeśli przy­po­mnimy sobie, że pier­ścień zasłu­żo­nego LHC mierzy tylko 27 kilo­me­trów i roz­kwa­sza cząstki z energią rzędu zaledwie 14 TeV, to łatwo pojmiemy, na jak wielki skok jako­ściowy mogą liczyć euro­pej­scy fizycy.

Ale to nie jedyna eks­cy­tu­jąca inwe­sty­cja, jakiej warto wyglądać. Jeszcze zanim roz­pocz­nie się drążenie nowego tunelu pod Genewą (co planowo nastąpi dopiero w 2038 roku), inau­gu­ra­cyjną wiązkę powinien wystrze­lić chiński CEPC (ang. Circular Electron Positron Collider). Pierwsze prze­chwałki Azjatów – wygło­szone zaraz po detekcji bozonu Higgsa – brzmiały równie odważnie co ogól­ni­kowo i nie wzbu­dziły więk­szego zain­te­re­so­wa­nia. A jednak koncept 80-kilo­me­tro­wego akce­le­ra­tora pod­le­głego pekiń­skiemu Insty­tu­towi Fizyki Wysokich Energii nabiera coraz wyraź­niej­szych kształ­tów. Jeśli nie dojdzie do jakiejś kata­strofy, która spo­wol­ni­łaby roz­pę­dzoną loko­mo­tywę chiń­skich aspi­ra­cji, do końca dekady w pro­win­cji Hebei powsta­nie istna fabryka cząstek ele­men­tar­nych, ska­li­bro­wana pod masową pro­duk­cję hig­g­so­nów.

Amerykański sen o SSC

Pojawia się pytanie, jakie miejsce w tej pre­sti­żo­wej rywa­li­za­cji zajmują Stany Zjed­no­czone Ameryki? Jaka będzie reakcja lidera glo­bal­nej gospo­darki, nauki i tech­no­lo­gii, na wyzwanie rzucone mu przez Stary Kon­ty­nent i Państwo Środka?

Praw­do­po­dob­nie żadna. Jednak nie to jest naj­dziw­niej­sze. Naj­bar­dziej nie­wia­ry­godny wydaje się fakt, że akce­le­ra­tor równie impo­nu­jący co inży­nier­skie popisy Euro­pej­czy­ków i Chiń­czy­ków, mógł powstać po drugiej stronie Atlan­tyku już wiele lat temu. Mógł i powinien.

Mowa o pro­jek­cie Nad­prze­wo­dzą­cego Superz­der­za­cza SSC (ang. Super­con­duc­ting Super Collider), wzno­szo­nego na początku lat 90. w sąsiedz­twie tek­sań­skiego mia­steczka Waxa­ha­chie*. Doniosłe obiet­nice oraz idące za nimi dolary, lały się niczym miód na serca ame­ry­kań­skich uczonych. W tunelu o długości 87 kilo­me­trów protony miały być przy­śpie­szane i zderzane z energią docho­dzącą do 40 TeV. Suche liczby mogą nie do końca uzmy­sła­wiać rozmach SSC, więc ujmę rzecz inaczej. Akce­le­ra­tor niemal trzy­krot­nie wydaj­niej­szy od LHC, mógł działać już w połowie lat 90. ubie­głego stulecia – jeszcze zanim CERN w ogóle podjął decyzję o budowie swojego fla­go­wego instru­mentu.

Był to czas, kiedy to Ame­ry­ka­nie wciąż dzier­żyli dumny tytuł przo­dow­nika w zakresie fizyki wysokich energii. Szcze­gólne prawo do zadzie­ra­nia nosa mieli uczeni zgro­ma­dzeni wokół Naro­do­wego Labo­ra­to­rium im. Enrico Fermiego, odno­szący regu­larne sukcesy dzięki 6‑kilometrowemu Teva­tro­nowi. Był to pierwszy syn­chro­tron roz­bi­ja­jący cząstki z energią bliską 1 TeV (stąd nazwa). To właśnie to urzą­dze­nie dostar­czyło dowodów na ist­nie­nie kwarka wyso­kiego, hiperonu Ω, hiperonu Ξ, a także wielu danych i sugestii doty­czą­cych innych cząstek, co okazało się bezcenne dla kształ­to­wa­nia modelu stan­dar­do­wego**. Nic dziwnego, że wkrótce ame­ry­kań­scy fizycy zama­rzyli o jeszcze głębszym zaj­rze­niu w istotę Matki Natury.

Panorama na Tevatron. Naj­więk­szy akce­le­ra­tor do czasu uru­cho­mie­nia LHC został zamknięty w 2011 roku.

I tu wkracza idea Nad­prze­wo­dzą­cego Superz­der­za­cza. Akce­le­ra­tora czter­dzie­sto­krot­nie spraw­niej­szego od Teva­tronu, który nie tylko z nawiązką speł­niłby wygó­ro­wane ocze­ki­wa­nia panów w grubych oku­la­rach, ale przede wszyst­kim utrwalił ame­ry­kań­ski monopol w dys­cy­pli­nie badań pod­sta­wo­wych, co najmniej na kolejne poko­le­nie.

Najdroższy pierścień świata

Na początku 1987 roku Depar­ta­ment Energii Stanów Zjed­no­czo­nych przed­ło­żył w Waszyng­to­nie ofi­cjalną kon­cep­cję wyce­nioną na 4,4 miliarda ówcze­snych dolarów. Pre­zy­dent Ronald Reagan pod­pi­su­jąc doku­menty podobno stwier­dził z prze­ką­sem, że jego decyzja dopro­wa­dzi do ekstazy wielu naukow­ców, ale dla rów­no­wagi roz­cza­ruje tysiące ocze­ku­ją­cych podwyżek nauczy­cieli fizyki (w końcu, fundusze na badania muszą pocho­dzić z budżetu edu­ka­cyj­nego, a nie np. z cięć wydatków zbro­je­nio­wych. Czego nie rozu­mie­cie?).

Rysunek kampusu SSC, wykonany na zlecenie Depar­ta­mentu Energii.

W każdym razie, pomysł został przy­kle­pany, a do Waxa­ha­chie zjechali się robot­nicy i inży­nie­ro­wie. Projekt SSC realnie wszedł w fazę budowy.

Oczy­wi­ście tylko głupiec mógł uwierzyć, że tak kolo­salna, dłu­go­ter­mi­nowa inwe­sty­cja doczeka się pełnej fina­li­za­cji w okre­ślo­nym kształ­cie, w wyzna­czo­nym terminie i nie prze­kro­czy usta­lo­nego budżetu. Gdy tylko stery w państwie przejął George Bush sr., dowie­dział się, że abs­trak­cyjne zachcianki jajo­gło­wych będą kosz­to­wać co najmniej 5,9 miliarda dolarów, więc o 1/3 więcej niż zakła­dano. Z kolei na początku kadencji Billa Clintona, prze­wi­dy­wana cena SSC nie­bez­piecz­nie zbliżyła się do okrągłej sumy 10 miliar­dów. Przy­czyny były te same, co zwykle w takich sytu­acjach: błędy w począt­ko­wych zało­że­niach, spory kon­cep­cyjne, inflacja, roz­bu­chana admi­ni­stra­cja, prze­ta­so­wa­nia na stołkach, wahania eko­no­miczne i nie­spójna polityka.

Główny budynek SSC.

Jeszcze w 1993 roku padła pro­po­zy­cja, aby pod­trzy­mać projekt pod warun­kiem prze­su­nię­cia terminów i roz­ło­że­nia kosztów w czasie. W takim układzie, Superz­der­zacz docze­kałby się rozruchu w oko­li­cach 2003 roku. Lepiej późno niż wcale. W mię­dzy­cza­sie problem rosną­cych wydatków na fizykę wysokich energii kil­ku­krot­nie stawał się przed­mio­tem sporu w Kon­gre­sie. Począt­kowo SSC sku­tecz­nie brał w obronę Senat, jednak osta­tecz­nie Izba Repre­zen­tan­tów dopięła swego. Za prze­rwa­niem inwe­sty­cji opo­wie­działo się 264 kon­gres­me­nów, za kon­ty­nu­owa­niem – tylko 159.

“Boha­te­rem” ponurego posie­dze­nia okazał się repu­bli­ka­nin z Kolorado, Joel Hefley. Polityk w emo­cjo­nal­nym tonie stwier­dził, że nikt nie wyłusz­czył mu sensu wyda­wa­nia grubych sum na czystą naukę i abs­trak­cyjne próby zro­zu­mie­nia wszech­świata. Swoje wystą­pie­nie zakoń­czył kąśliwą uwagą:

Powie­dzieli mi: “jeśli my tego nie zrobimy, zrobią to Euro­pej­czycy”. Powi­nie­nem odpo­wie­dzieć: “pozwólmy im na to”. My i tak robimy wszystko, stacje kosmiczne i wszystko inne. Pozwólmy im na to. Niech też sobie coś odkryją.

~ Joel Hefley

Nego­cja­cje w Kon­gre­sie nie były łatwe.

Już się w to nie bawimy

Po kilku latach prac, po wyko­pa­niu 23 z pla­no­wa­nych 87 kilo­me­trów tunelu, po wydaniu ponad dwóch miliar­dów dolarów – plac budowy nagle opu­sto­szał. Jęki zawodu słychać było we wszyst­kich ame­ry­kań­skich pla­ców­kach, od Fer­mi­labu po Caltech. Idea Superz­der­za­cza wylą­do­wała na śmiet­niku historii, a wraz z nią wzniosłe hasła i żarliwe aspi­ra­cje fizyków. Jak zauważył noblista Leon Lederman: “Z punktu widzenia nauki, szeroko pojętej nauki, a także z uwagi na wzrost gospo­dar­czy i dobrobyt miesz­kań­ców Stanów Zjed­no­czo­nych, prze­rwa­nie prac nad akce­le­ra­to­rem SSC było nie­po­we­to­waną stratą. Gdyby Kongres był praw­dzi­wym ciałem przy­wód­czym, nie zre­zy­gno­wałby z budowy SSC i zna­la­złby sposób, aby projekt zre­ali­zo­wać”.

Roz­ża­le­nie naukow­ców jest łatwe do zro­zu­mie­nia. Gdyby wyda­rze­nia poto­czyły się inaczej nie­wiel­kie Waxa­ha­chie stałoby się nową Mekką przy­cią­ga­jącą naj­tęż­sze umysły z całego globu, bozon Higgsa zostałby odkryty wiele lat wcze­śniej, zaś Ameryka do dziś zacho­wa­łaby status nie­kwe­stio­no­wa­nego hegemona w sektorze badań pod­sta­wo­wych. Jednak los (zwany Kon­gre­sem) chciał inaczej.

* Nieduża miejscowość w pobliżu Dallas. Jeśli wierzyć translatorowi, jej nazwę wymawiamy Łaksachaczi.
** Wciąż otwarta pozostaje kwestia, czy Tevatron mógł znaleźć odciski bozonu Higgsa. Amerykanie twierdzą, że takie ślady pojawiały się w licznych eksperymentach jeszcze przed 2012 rokiem, choć nie były takiej jakości jak detekcja LHC.
Literatura uzupełniająca:
L. Lederman, C. Hill, Dalej niż Boska Cząstka, przeł. U. Seweryńska, Warszawa 2015;
The dumbest question You can ask a scientist, [online: http://howtoflyahorse.com/the-dumbest-question-you-can-ask-a-scientist/];
M. Banks, Back to the future, [online: https://physicsworld.com/a/back-to-the%E2%80%AFfuture/];
S. Panse, The Superconducting Super Collider: How the USA Abandoned Its Most Expensive Science Project, [online: www.ststworld.com/superconducting-super-collider/];
J. Cramer, The Decline and Fall of the SSC, [online: https://web.archive.org/web/19971010114852/http://www.npl.washington.edu/AV/altvw84.html];
2020 Update Of The European Strategy for Particle Physics, [online: https://home.cern/sites/home.web.cern.ch/files/2020–06/2020%20Update%20European%20Strategy.pdf];
X. Lou, The Circular Electron Positron Collider, “Nature Reviews Physics” vol. 1, marzec 2019.
  • Lanos

    Ich strata nasz zysk. Teraz możemy powie­dzieć, że nie dość że pole higgsa odkryli euro­pej­scy teo­re­tycy, to także własnymi siłami zwe­ry­fi­ko­wa­li­śmy ich teorię.

    • indy

      Strata/zysk tylko w ujęciu pre­sti­żo­wym. Eko­no­micz­nie to my euro­pej­czycy ponosimy koszty, a dostęp do wyników badań ma cały świat. I nie zrozum mnie źle. Ja się bardzo cieszę, że moje podatki są wydawane w ten sposób, a nie np. na bony tury­styczne ;), ale US roze­grało to spryt­niej.

      • Robert Rusiecki

        Ale wiele, super­spe­cja­li­stycz­nych tech­no­lo­gii potrzeb­nych do zbu­do­wa­nia i dzia­ła­nia LHC pozo­stało w Europie.

      • Praw­do­mówny

        Patrzysz krót­ko­wzrocz­nie jak kon­gres­meni USA w danym czasie. Krót­ko­wzrocz­ność to zmora i choroba ludzkiej cywi­li­za­cji.

  • Sean Thingy

    Można by pomyśleć, że na świecie (poza USA) jest jed­no­myśl­ność w sprawie budowy kolej­nego zder­za­cza, a przecież tak nie jest. Problem główny jest taki, że poza wykry­ciem bozonu Higgsa pozo­stała część badań jest w zasadzie porażką, szcze­gól­nie porażką teorii SUSE, nie widać cząstek super­sy­me­trycz­nych. Oczy­wi­ście, może potrzeba jeszcze wyższych energii, ale o ile mi wiadomo obecna wersja legła w gruzach i tak trochę liczą na cud. Dotych­czas było tak, że każdy kolejny zderzacz niemal gwa­ran­to­wał ciekawe i nowe obser­wa­cje, teraz chyba po raz pierwszy fizycy wysokich energii są w kropce, pomimo pod­wyż­sza­nia energii niczego nowego nie widać. Może się okazać, że zabrnę­li­śmy w ślepą uliczkę i akce­le­ra­tor za 20mld $$ będzie nie­wy­pa­łem czy tam nie­wy­bu­chem.
    Problem jest szerszej natury, wiąże się z ogólną sytuacją w bada­niach pod­sta­wo­wych, ciekawie to opisuje Sabine Hos­sen­fel­der na swoim kanale/blogu/książce i choćby Peter Woit na swoim blogu.
    W każdym razie ten akce­le­ra­tor to na razie tylko przy­miarka, i tak już mocno oddalona w czasie. Mam nadzieję, że jednak wcze­śniej Ame­ry­ka­nie w końcu umiesz­czą Webba na orbicie…

    • Michał Skichał

      Panie Thingy, nie mogę się zgodzić na stwier­dze­nie, że, cytuję, ”
      pozo­stała część badań jest w zasadzie porażką
      ”.To bardzo złe myślenie, kiedy sugeruje się, że porażką jest nie­udo­wod­nie­nie czegoś. W rze­czy­wi­sto­ści jest wprost prze­ciw­nie. Czy można nazwać porażką liczne badania, w których nie udo­wod­niono ist­nie­nia eteru? Czy fizycy zabrnęli wówczas w ślepą uliczkę? Czy okrzyk­nięto ich nie­udacz­ni­kami a ich eks­pe­ry­menty (urzą­dze­nia, budynki, finanse) — nie­wy­pa­łem i nie­wy­bu­chem? Dla pewności przy­po­mnę, że kon­se­kwen­cją odrzu­ce­nia hipotezy o eterze nie było tylko przy­ję­cie hipotezy o braku eteru, lecz także kon­se­kwen­cji: fale elek­tro­ma­gne­tyczne nie pro­pa­gują się w niczym a ich prędkość jest bez­względ­nie stała — badania odrzu­ca­jące ist­nie­nie eteru umoż­li­wiły rozwój teorii względ­no­ści. Idźmy dalej. Czy wiele lat żmudnych badań, kosz­tu­ją­cych nie mniej niż LHC, nad sku­tecz­no­ścią używania witaminy C w prze­róż­nych dole­gli­wo­ściach, zwłasz­cza w prze­zię­bie­niu, okazała się porażką a świat medycyny okrzyk­nięto wielkim nie­wy­pa­łem? Prze­ciw­nie, te badania, pozwa­lają nam na bardziej racjo­nalne zacho­wa­nie. Nie tylko oszczę­dzamy, nie wydając na nie mające zna­cze­nia kli­nicz­nego tabletki, nie tylko nie oszu­ku­jemy się lecząc się czymś, co nie działa, ale także będziemy zdrowsi, bowiem witaminę C można łatwo przedaw­ko­wać i ma to opłakane skutki. Gene­ral­nie to bardzo złe myślenie, kiedy sugeruje się, że jak eks­pe­ry­ment nie potwier­dza pozy­tyw­nie hipotezy będącej przed­mio­tem jego przed­się­wzię­cia, to miałoby to być coś złego. O nie, nic bardziej mylnego. Jeżeli uczony sfor­mu­ło­wał hipotezę do prze­te­sto­wa­nia w eks­pe­ry­men­cie, to jej nie potwier­dze­nie przez kolejne doświad­cze­nia i kolejne zespoły badawcze nie jest porażką. Dowodzi naj­pew­niej, że hipotezę sfor­mu­ło­wano na błędnych prze­słan­kach. A tym samym wyklucza to błędne teorie, ślepe uliczki w rozu­mie­niu, jak działa świat.

      Fizycy wysokich energii w cale nie są w kropce. Nie wiem, skąd taki pomysł. Fizyka wysokich energii to przede wszyst­kim jeden wielki mikro­skop, którym pod­glą­damy naj­mniej­sze cegiełki bytu, a więc wnętrze jądra ato­mo­wego, kwarki, elek­trony itd. Pragnę zauważyć, że wciąż usi­łu­jemy zejść z obser­wa­cjami na poziom niższy, niż obecnie, a więc w mikro­sko­pie uzyskać jeszcze większe powięk­sze­nia. Kto wie, może okaże się wówczas, że elektron ma jednak struk­turę wewnętrzną? Wciąż też nie mamy spójnego modelu jądra ato­mo­wego. Z jednej strony model kroplowy wyjaśnia niektóre zjawiska, ale innych kom­plet­nie nie. Alter­na­tywny i wyklu­cza­jący go model powło­kowy (że tak, jak elek­trony krążą na powło­kach i orbi­ta­lach, tak i protony z neu­tro­nami mają swoje powłoki i orbitale) też nie jest lepszy, bo też objaśnia nam część zjawisk, ale nie wszyst­kie. Możliwe, że natura protonów i neu­tro­nów, jak też kwarków i gluonów, jest całkiem inna, niż nam się to wydaje. Fizyka wysokich energii to również narzę­dzie, dzięki któremu możemy podej­rzeć, co się działo w ułamkach sekund od “godziny zero” w teorii Wiel­kiego Wybuchu — aktu­al­nie zde­rze­nia ciężkich jonów pozwa­lają nam na badanie plazmy kwarkowo-glu­ono­wej. Co prawda do tego nie trzeba mak­sy­mal­nych energii, ale nie­wąt­pli­wie jest to bardzo eks­cy­tu­jący nurt badań.

      Teoria SUSY nato­miast jest przede wszyst­kim nie­wy­pa­łem… teo­re­tycz­nym. Teoria strun, super­strun, super­gra­wi­ta­cji itd. to jedna wielka bzdura na poziomie teorii, oderwana od rze­czy­wi­sto­ści. Jak można poważnie trak­to­wać kon­cep­cję, która nie pozwala na empi­ryczną wery­fi­ka­cję 90% swoich tez? Zamiast oddawać się mate­ma­tycz­nym hokus-pokus, lepiej byłoby zakasać rękawy i szukać takich mody­fi­ka­cji równań Ein­ste­ina, aby dawały sensowne wyniki dla skwan­to­wa­nej prze­strzeni (a jeśli kwantem prze­strzeni jest długość Plancka, to równania Ein­ste­ina są błędne, bo umoż­li­wiają rela­ty­wi­styczne skra­ca­nie długości poniżej długości Plancka) oraz dla oso­bli­wo­ści w czarnych dziurach (nikt w fizyce nie wierzy, aby oso­bli­wo­ści punktowe, o nie­skoń­czo­nej gęstości, fak­tycz­nie istniały). Tym­cza­sem teo­re­tycy mają tak wybujałe ego, że tego typu prace uważają za coś poniżej ich godności. Podej­rze­wam, że równie ślepą uliczką jest cała ta ciemna masa i energia, zaś obecnie domi­nu­jący model Wszech­świata będzie musiał przejść grun­towne mody­fi­ka­cje. Ale to tylko moja taka tam intuicja laika, pewnie podobna jak wiara w budo­wa­nie piramid przez kosmitów…

      W każdym razie przy­chy­lam się do ogólnego klimatu, jaki wyczy­tują z pań­skiego posta, a mia­no­wi­cie, że czekamy na jakąś rewo­lu­cyjną zmianę w myśleniu teo­re­tycz­nym, bo teo­re­tycy zdają się nas wodzić na manowce. A rewo­lu­cja musi się dokonać na gruncie teorii, bo bez teorii to my w ogóle nie wiemy, co się dzieje podczas zderzeń. Badania empi­ryczne w zder­za­czach nie powiedzą nam nic same z siebie, najpierw musi być dobra teoria.

      • Sean Thingy

        No tak, w zupeł­no­ści się zgadzam, szcze­gól­nie z kwe­stio­no­wa­niem “porażki” w kon­tek­ście, że nic nie daje. Pisałem tuż przed pójściem spać i na szybko, miałem nawet o tym wspo­mnieć, że chodzi o porażkę teorii (a nie bez­u­ży­tecz­ność wyników), ale zwy­czaj­nie zapo­mnia­łem.

      • Michał Skichał

        Jasne, panie Thingy. Na mar­gi­ne­sie wspomnę, że jestem bardzo wyczu­lony na te kwestie — sami naukowcy strze­lają sobie w kolano nie wysy­ła­jąc arty­ku­łów do druku, bądź, będąc w redakcji, odrzu­ca­jąc takowe, jeżeli są to “jedynie” repli­ka­cje, w których nie udo­wod­niono hipotezy. Nie­któ­rzy prze­for­mu­ło­wują idee leżące za eks­pe­ry­men­tem tak to opisując, że niby właśnie tak miało wyjść — a więc fałszują zało­że­nia teo­re­tyczne swojej pracy i ukrywają praw­dziwe tezy. Krótko mówiąc, naukowcy sami nie zawsze rozu­mieją o co chodzi w nauce, mylnie szukają nie­wła­ści­wie rozu­mia­nego “sukcesu” jaki ma się rzekomo opierać na publi­ka­cji “zapie­ra­ją­cego dech” wyniku i prze­sad­nie gwiaz­do­rzą, zamiast po prostu dążyć do prawdy, mówiąc kolo­kwial­nie.

      • Teresa

        “Teoria SUSY nato­miast jest przede wszyst­kim nie­wy­pa­łem… teo­re­tycz­nym. Teoria strun, super­strun, super­gra­wi­ta­cji itd. to jedna wielka bzdura na poziomie teorii, oderwana od rze­czy­wi­sto­ści”.
        Bzdura to trochę za mocne słowo w tym temacie.Jeśli czegoś nie można udo­wod­nić dzisiaj, nie znaczy, że jutro też nie będzie to możliwe. A może, jak to w życiu bywa coś nowego ujrzy światło dzienne przy okazji badań zupełnie innych zagad­nień niż wspo­mniana wyżej teoria strun.

      • Don Wasyl

        Jakie niby opłakane skutki ma przedaw­ko­wa­nie witaminy C? Ewen­tu­alna wysypka i ból brzucha? Ja rozumiem że uważasz się za spe­cja­li­stę od wszyst­kiego, ale bez przesady.

      • Michał Skichał

        Widzę, że lubiący zło­śli­wo­ści i ataki per­so­nalne zawsze są zwarci i gotowi, aby dorzucić swoje puste trzy grosze do dowolnej dyskusji.

        Wła­ści­wie nie ma co tu komen­to­wać, ale może jednak napiszę, tak na wypadek gdyby ktoś zagu­biony to czytał, że objawami przedaw­ko­wa­nia kwasu askor­bi­no­wego jest nie tylko ból brzucha, ale także ból głowy, biegunka, wymioty i bez­sen­ność — dziwne objawy, nie­zro­zu­miałe przez lekarzy, bo przecież nie­spe­cy­ficzne a pacjenci nie zwykli tłu­ma­czyć, że zażywają tan cudowny lek na wszystko — trwające miesiące i powo­du­jące, że pacjent utrwala się w nawyku zaży­wa­nia mega-dawek suple­men­tów tej cudownej kuracji, a nawet zwięk­sze­nia ilości zaży­wa­nych pre­pa­ra­tów, w końcu lekarze nic nie wiedzą a objawy się nasilają.

      • Don Wasyl

        Nie zło­śli­wo­ści, tylko fakty. Każdy kto czyta Kwantowo i komen­ta­rze to zauważy, że racja zawsze musi być po twojej stronie. Piszesz, że witaminę C bardzo łatwo przedaw­ko­wać, co jest abso­lutną nie­prawdą, bo jest to sub­stan­cja nie­tok­syczna, roz­pusz­czalna w wodzie, a jej nadmiar jest usuwany z orga­ni­zmu z moczem. Dopiero suple­men­ta­cja w ilości powyżej 1grama na kilogram masy ciała przez dłuższy czas sprawia, że organizm nie potrafi pozbyć się nadmiaru i zaczy­nają się problemy. Tylko, że to są skrajne przy­padki.

  • Seba­stian Bysiak

    Myślę że warto wspo­mnieć o budowie zder­za­cza elektron-jądra w USA, zatwier­dzo­nej z pół roku temu, Stany nie odpusz­czają tak całkiem (choć to trochę inna fizyka)

  • Krzysz­tof D

    Fajnie by było móc mani­pu­lo­wać gra­wi­ta­cją. To tak na mar­gi­ne­sie.

  • https://www.facebook.com/app_scoped_user_id/572625122934877/ Maciej Kamil

    To dziwne, że taki projekt prze­rwano w tak zaawan­so­wa­nym stadium prac. Wszyst­kie pie­nią­dze poszły przez to kosza! Jak już chcieli oszczę­dzać, to mogli go zmniej­szyć.

  • zły porucz­nik

    “Powie­dzieli mi: “jeśli my tego nie zrobimy, zrobią to Euro­pej­czycy”. Powi­nie­nem odpo­wie­dzieć: “pozwólmy im na to”. My i tak robimy wszystko, stacje kosmiczne i wszystko inne. Pozwólmy im na to. Niech też sobie coś odkryją.”

    Naj­gor­sze, że skur­czy­byk miał sporo racji. PKB USA i UE porów­ny­walne, a budżety…ESA chyba z 5 x mniejsza niż NASA. Nie mówiąc o tym ile ame­ry­kań­skie wojsko ładuje w komos.

  • Andrewin M

    Drodzy Państwo, 20mld to kwota “na waciki”. Co roku, same tylko, USA wydaje 900mld na wojsko. Nasze cywi­li­za­cja na tym poziomie rozwoju powinna o wiele więcej środków poświę­cać na naukę. Jedynie co nas ogra­ni­cza to nasze “zwie­rzęce” pocho­dze­nie i sposób myślenia. Stąd mili­ta­ria to naj­więk­szy bene­fi­cjent naszej “pracy”.

    • Solborn

      Nie ma nauko­wych dowodów na to, że ludzie mają obo­wią­zek dawać więcej pie­nię­dzy na fizykę cząstek niż na mili­ta­ria

      • Andrewin M

        I vice versa