Naukowe podsumowanie roku 2020

Kometa, Smok i pływający dinozaur – naukowe podsumowanie 2020

Zanim stukniemy się kieliszkami, a nasza błękitna kulka rozpocznie kolejną rundkę dookoła Słońca – dobrym zwyczajem spójrzmy jeszcze raz za siebie i oceńmy mijające dwanaście miesięcy.

Zaraza. Koro­na­wi­rus. Pandemia. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że rok 2020 należał do SARS-Cov-19, który położył się cieniem na każdej dzie­dzi­nie życia, włą­cza­jąc w to naukę. Oczy lekarzy, chorych, dzien­ni­ka­rzy i poli­ty­ków ze wszyst­kich stron świata – jak rzadko kiedy – śledziły każdy krok, komen­to­wały każdą porażkę i świę­to­wały każdy sukcesik badaczy pró­bu­ją­cych ujarzmić minia­tu­ro­wego wroga. Wyniki tego bez­pre­ce­den­so­wego wyścigu labo­ra­to­riów z całego globu już znamy. Opra­co­wa­li­śmy szcze­pionkę, która po raz kolejny dowiodła, że praw­dziwi boha­te­ro­wie nie noszą peleryny, lecz białe fartuchy.

Ale o Covidzie napisano już chyba wszystko, dlatego obie­ca­łem sobie, że w moim pod­su­mo­wa­niu po prostu go pominę. Zarówno dla higieny umysłu, jak również po to, aby przy­po­mnieć, że mimo pandemii życie toczyło się dalej. Przecież tele­skopy nie prze­stały obser­wo­wać, rakiety nadal latały w kosmos, a teo­re­tycy wciąż wytężali umysły. Poniżej znaj­dzie­cie przegląd dwunastu oko­ło­nau­ko­wych wydarzeń, które z różnych przyczyn zapisały się w mojej pamięci. Po jednym na każdy miesiąc.


Wiązanie chemiczne

I. Nagrano tworzenie wiązania chemicznego

Rok 2020 powitał nas pierw­szym w historii nagra­niem przed­sta­wia­ją­cym proces powsta­wa­nia i rozpadu wiązania między atomami. W eks­pe­ry­men­cie prze­pro­wa­dzo­nym przez ekipy Ute Kaiser z Uni­wer­sy­tetu Ulm oraz Andrieja Khlo­by­stova z Uni­wer­sy­tetu Not­tin­gham, wyko­rzy­stano dwa atomy renu, wpusz­czone w węglową nanorurkę. 

Obser­wa­cję pro­wa­dzono przy użyciu elek­tro­no­wego mikro­skopu trans­mi­syj­nego (TEM). Apa­ra­tura musiała być na tyle deli­katna, aby wiązka elek­tro­nów nie uszko­dziła nano­rurki i nie “zdmuch­nęła” atomów, ale wystar­cza­jąco silna, aby uzyskać zado­wa­la­jący obraz. Długość widocz­nego na filmie wiązania mieści się między 0,1 a 0,3 nm – co odpo­wiada średnicy dwóch, trzech atomów wodoru. Co ciekawe, w trakcie nagry­wa­nia nie wszystko poszło zgodnie z planem i para atomów wydo­stała się poza nano­rurkę. Przy­pa­dek okazał się korzystny, albowiem pozwolił na zare­je­stro­wa­nie kil­ku­krot­nego two­rze­nia oraz nisz­cze­nia wiązania.

Trudno w tym przy­padku mówić o ważnym naukowym odkryciu, jednak trzeba przyznać, że pod­glą­da­nie dzia­ła­nia fizyki u samych podstaw, zawsze wywołuje dresz­czyk podniecenia.

Polecane źródło: Walking with atoms: Chemical bond making and breaking recorded in action.

Cykliczne błyski radiowe FRB

II. Wysłuchano cyklicznych FRB

W lutowej publi­ka­cji kana­dyj­scy badacze ogłosili, że nasłu­chi­wane przez radio­te­le­skop CHIME od września 2018, do paź­dzier­nika 2019 roku szybkie roz­bły­ski radiowe (FRB) można uznać za zjawisko cykliczne. Emisja ozna­czona jako FRB 180916.J0158+65 trwała przez 4 dni, ucichła na kolejne 12, po czym wszystko zaczęło się od nowa. Jego źródło znajduje się pół miliarda lat świetl­nych od Ziemi, w galak­tyce SDSS J015800.28+654253.0. Parę miesięcy później do podob­nych kon­klu­zji doszli pra­cow­nicy radio­te­le­skopu Lovella. Tyle tylko, że przy­padku ana­li­zo­wa­nego przez nich FRB 121102 cykl trwał nie 16, lecz aż 157 dni, zaś na źródło typuje się galak­tykę kar­ło­watą, oddaloną o około 3 mld lat świetlnych. 

Temat szybkich roz­bły­sków radio­wych powraca od kilku lat, uparcie przy­po­mi­na­jąc nam jak wiele kosmicz­nych feno­me­nów wciąż czeka na zro­zu­mie­nie. Co wywołuje FRB? Możemy tylko przy­pusz­czać, że tak gwał­towne emisje pozo­stają jakoś powią­zane z czarnymi dziurami, blit­za­rami lub magne­ta­rami. Na chwilę obecną, fawo­ry­tem wydaje się ostatnia opcja.

Polecane źródła: Detec­tion of Repe­ating FRB 180916.J0158+65 Down to Fre­qu­en­cies of 300 MHz; Possible periodic activity in the repe­ating FRB 121102.

CRISPR w ludzkim ciele

III. Zastosowano CRISPR w ludzkim ciele

Metoda edycji genomu CRISPR/Cas9 towa­rzy­szy nam już jakiś czas, ale w mija­ją­cym roku jej pozycja uległa dodat­ko­wemu potwier­dze­niu. W paź­dzier­niku twór­czy­nie CRISPR – Jennifer Doudna i Emma­nu­elle Char­pen­tier – otrzy­mały w pełni zasłu­żoną Nagrodę Nobla w dzie­dzi­nie chemii. Wcze­śniej, w marcu, ich narzę­dzie zostało po raz pierwszy użyte do doko­na­nia mani­pu­la­cji gene­tycz­nej już w ciele czło­wieka. Dotąd badacze pra­co­wali na mate­riale pozy­ska­nym z orga­ni­zmu, mody­fi­ku­jąc go w śro­do­wi­sku zewnętrznym.

Metody użyto do leczenia wro­dzo­nej ślepoty Lebera, spo­wo­do­wa­nej uszko­dze­niem genu CEP290, odpo­wie­dzial­nego za pro­duk­cję białka nie­zbęd­nego w procesie widzenia. Człowiek z taką wadą może urodzić się pozba­wiony wzroku, bądź traci go w prze­ciągu paru lat. W badaniu kli­nicz­nym prze­pro­wa­dzo­nym w OHSU Casey Eye Insti­tute pacjen­towi nacięto tylną część oka i podano nie­wielką ilość płynu, zawie­ra­ją­cego kopie spe­cjal­nie przy­go­to­wa­nego wirusa. Zmiana, jaką wirus spo­wo­do­wał w kon­kret­nym genie, usunęła szko­dliwą mutację i w efekcie przy­wró­ciła zdolność pro­duk­cji wła­ści­wego białka.

Pacjent wciąż jest obser­wo­wany, ale w kolejce na udział w badaniu kli­nicz­nym Bril­liance czeka już kolejne kil­ka­na­ście osób.

Polecane źródła: CRISPR tre­at­ment inserted directly into the body for first time; Using CRISPR/Cas9 as a The­ra­peu­tic Approach for Leber Con­ge­ni­tal Amau­ro­sis 10 (LCA10).

Wodny spinozaur

IV. Wykopano ogon spinozaura

Na tym blogu nie­czę­sto możecie poczytać o pale­on­to­lo­gii, ale dla odkrycia Nizara Ibrahima warto uczynić wyjątek. Jego wyko­pa­li­ska finan­so­wane przez National Geo­gra­phic pozwo­liły na skom­ple­to­wa­nie szkie­letu spi­no­zaura, poprzez odna­le­zie­nie bra­ku­ją­cego frag­mentu… ogona. Może nie brzmi to jak epokowe odkrycie, ale zna­le­zi­sko okazało się mieć spore zna­cze­nie dla wła­ści­wego zro­zu­mie­nia ewolucji dinozaurów.

Spi­no­zaur jest pierw­szym tak dobrze poznanym dino­zau­rem wodnym (znane powszech­nie ple­zjo­zaury i ich­tio­zaury zgodnie z sys­te­ma­tyką dino­zau­rami nie były), nato­miast ogon stanowił bra­ku­jący element ukła­danki. Gdy w 1910 roku na kości tego stwora po raz pierwszy natknął się pale­on­to­log Ernst Stromer, sądził, że należą one do kolej­nego lądowego teropoda, kro­czą­cego na dwóch koń­czy­nach, z ogonem pod­pie­ra­ją­cym sylwetkę. Ten pogląd trudno było zwe­ry­fi­ko­wać, ponieważ podczas II wojny świa­to­wej, ska­mie­nia­ło­ści prze­cho­wy­wane w mona­chij­skim muzeum uległy znisz­cze­niu. Rewo­lu­cję przy­nio­sły dopiero ostatnie lata.

Podej­rze­nia o wodnym trybie życia spi­no­zaura zyskały całkiem silne podłoże już w roku 2014 – po odkryciu sporych roz­mia­rów żagla grzbie­to­wego, naj­pew­niej słu­żą­cego sta­bi­li­za­cji podczas pływania. Hipotezę wspie­rała czaszka przy­po­mi­na­jąca kształ­tem kro­ko­dylą, a także zakrzy­wione pazury, utrud­nia­jące poru­sza­nie się po ziemi, za to dosko­nale spraw­dza­jące się w chwy­ta­niu pod­wod­nej zdobyczy. Ogon osta­tecz­nie potwier­dził, że spi­no­zaur był świetnie zaadap­to­wany do prze­mie­rza­nia systemu rzecz­nego, jaki pokrywał Afrykę 95 mln lat temu. Nie­skromny Nazir Ibrahim pod­su­mo­wał swoje badania w nastę­pu­jący sposób: “To będzie symbol, ikona afry­kań­skiej paleontologii”.

Polecane źródło: Bizarre Spi­no­sau­rus makes history as first known swimming dinosaur.

Dokowanie kapsuły Crew Dragon

V. Zacumowano Smoka do ISS

Na początku maja Stany Zjed­no­czone przy­po­mniały sobie jak to jest samo­dziel­nie wysyłać ludzi w kosmos. W ramach misji SpaceX DM‑2 rakieta Falcon 9 wyniosła na orbitę kapsułę Crew Dragon wraz z astro­nau­tami Robertem Behn­ke­nem i Dougla­sem Hurleyem. Statek bez nie­spo­dzia­nek zado­ko­wał do Mię­dzy­na­ro­do­wej Stacji Kosmicz­nej, a po dwóch mie­sią­cach powrócił na Ziemię. 

Jakby wsty­dli­wie to nie brzmiało, była to pierwsza ame­ry­kań­ska załogowa wyprawa w kosmos od 2011 roku, kiedy zakoń­czono program waha­dłow­ców. Od tamtej pory Waszyng­ton pozo­sta­wał zmuszony do regu­lar­nego korzy­sta­nia z (drogiej) pomocy Rosjan. Prze­ła­ma­nie tej niemocy stało się możliwe przy udziale rosną­cego w siłę sektora pry­wat­nego. Naj­więk­szym wygranym okazał się oczy­wi­ście Elon Musk, który na ostat­niej prostej wyprze­dził Boeinga i praw­do­po­dob­nie przez wiele lat będzie dla NASA głównym part­ne­rem biz­ne­so­wym oraz technologicznym.

Kolejna załogowa misja współ­or­ga­ni­zo­wana przez SpaceX – tym razem już nie testowa – wystar­to­wała 16 listo­pada. Tym razem Crew Dragon z powo­dze­niem zabrał na ISS aż czwórkę ludzi: Shannon Walker, Victora Glovera, Mike’a Hopkinsa i Sōichi Noguchi.

Polecane źródło: NASA’s SpaceX Demo‑2 Reso­ur­ces Archive.

Tetrakwark złożony z czterech kwarków powabnych

VI. Złożono powabnego tetrakwarka

Latem otrzy­ma­li­śmy kilka inte­re­su­ją­cych donie­sień z CERN‑u. Najpierw orga­ni­za­cja wydała raport for­mal­nie potwier­dza­jący, że powoli czynione są przy­miarki pod przyszłą budowę nowego, jeszcze potęż­niej­szego akce­le­ra­tora cząstek (ale spo­koj­nie, same prace roz­poczną się dopiero w 2038). Niedługo później fizycy pra­cu­jący przy Wielkim Zder­za­czu Hadronów ogłosili odkrycie pierw­szego tetra­kwarka zło­żo­nego z czterech kwarków powab­nych. Nie był to co prawda pierwszy zare­je­stro­wany w Genewie tetra­kwark w ogóle (jak suge­ro­wały niektóre nagłówki), ale pierwszy złożony z czterech cząstek tego samego rodzaju. 

W przy­ro­dzie kwarki nigdy nie wystę­pują samo­dziel­nie, łącząc się w pary (mezony) lub trójki (bariony, w tym pospo­lite protony i neutrony). Dlatego każdy tetra­kwark to twór sztuczny i egzo­tyczny, ale przez to mówiący nam wiele o naturze oddzia­ły­wa­nia silnego oraz zacho­wa­niu naj­mniej­szych cegiełek materii.

Polecane źródło: LHCb disco­vers a new type of tetra­qu­ark at CERN.

Kometa C/2020 F3 (NEOWISE)

VII. Podziwiano kometę NEOWISE

Kto jak kto, ale amatorzy astro­no­mii nie mieli w 2020 roku powodów do narze­ka­nia. Mogli podzi­wiać m.in. ciuchcię Elona Muska (tj. satelity Starlink), naj­cie­kaw­szą od czte­ry­stu lat koniunk­cję Saturna i Jowisza, a także naj­ja­śniej­szą od dawna kometę. Ba, niewiele bra­ko­wało aby nawie­dziły nas dwie spek­ta­ku­larne komety, ale bardzo obie­cu­jąca C/2019 Y4 (ATLAS) uległa roz­pa­dowi jeszcze zanim stała się widoczna dla ziem­skich obserwatorów. 

Natura zre­kom­pen­so­wała nam tę stratę już po kilku mie­sią­cach, prze­lo­tem C/2020 F3 (NEOWISE). Obiekt odkryto 27 marca, ale naj­bli­żej naszej planety znalazł się latem. Na początku lipca kometa wypu­ściła prze­piękny warkocz, który przy sprzy­ja­ją­cych można dało się dostrzec nie­uzbro­jo­nym okiem, a przy mniej sprzy­ja­ją­cych (jak w moim przy­padku) zwykłą lornetką. Było to pierwsze tego rodzaju astro­no­miczne wido­wi­sko od 1997 roku i popisu C/1995 O1, znanej jako kometa Hale’a‑Boppa. Sama C/2020 F3 należy do komet dłu­go­okre­so­wych i nie powróci na nasze niebo szybciej niż za 6700 lat.

Polecane źródła: NEOWISE: Rare Image of a Comet’s Sodium Tail; One of the bri­gh­test comets in decades is passing Earth. Here’s how to see it.

Rozpad bozonu Higgsa na miony

VIII. Uchwycono kolejny rozpad bozonu Higgsa

Cząstka Higgsa to mocno nie­trwały byt pod­le­ga­jący roz­kła­dowi w czasie krótszym niż 10-22 sekundy. To przy jakich ener­giach, z jakim praw­do­po­do­bień­stwem i w jaki sposób rozpada się bozon, stanowi dla fizyków główne (żeby nie powie­dzieć jedyne) źródło wiedzy o jego wła­ści­wo­ściach. W dotych­cza­so­wej, ośmio­let­niej już historii badań pro­wa­dzo­nych w Wielkim Zder­za­czu Hadronów, obser­wo­wano głównie jak z higgsonu wyklu­wają się pary fotonów lub pary kwarków niskich. Na tego­rocz­nej kon­fe­ren­cji w Genewie ogło­szono nato­miast wyniki pierw­szego eks­pe­ry­mentu, który przy­niósł rozpad na dwa miony.

Wedle teorii taki kanał rozpadu powinien wystę­po­wać bardzo rzadko, bo raz na 5 tysięcy zderzeń. Uzyskane cząstki to przed­sta­wi­cielki drugiej gene­ra­cji leptonów (do pierw­szej należą lżejsze elek­trony, do trzeciej cięższe taony). Tego­roczna detekcja była więc nie tylko ocze­ki­wa­nym potwier­dze­niem sprzę­że­nia pola Higgsa z mionami, ale z cząst­kami drugiej gene­ra­cji w ogóle – co stanowi kolejny triumf modelu stan­dar­do­wego. Sami eks­pe­ry­men­ta­to­rzy pod­kre­ślają dumę z osią­gnię­tej precyzji pomiarów i mówią o nadzie­jach na zare­je­stro­wa­nie kolej­nych, równie nie­co­dzien­nych rozpadów.

Polecane źródło: CERN expe­ri­ments announce first indi­ca­tions of a rare Higgs boson process.

Czarne dziury o masach pośrednich

IX. Wypełniono lukę w populacji czarnych dziur

Więk­szość popu­la­cji czarnych dziur to obiekty o masie kil­ku­na­stu, kil­ku­dzie­się­ciu mas Słońca, zrodzone w ogniu umie­ra­ją­cych gwiazd. Po drugiej stronie spektrum mamy super­ma­sywne czarne dziury, despo­tyczne wład­czy­nie galaktyk, których masy idą już w miliony, a nawet miliardy Słońc. Czy jest coś pomiędzy nimi? Czy istnieją czarne dziury o masach pośred­nich? Dzięki detek­to­rom LIGO wiemy już, że tak.

Nowych danych dostar­czyło nam zda­rze­nie GW190521, odno­to­wane w maju 2019 i ana­li­zo­wane przez kolejne kil­ka­na­ście miesięcy. Zare­je­stro­wane fale gra­wi­ta­cyjne pocho­dziły z odległej kolizji dwóch czarnych dziur o masach 66 i 85 mas Słońca, której efektem było powsta­nie nowej dziury o masie 142 Słońc. Wszyst­kie te obiekty – zarówno skład­niki fuzji, jak i jej produkt – wydają się zbyt duże jak na pospo­lite pozo­sta­ło­ści martwych gwiazd i naj­pew­niej możemy je zakwa­li­fi­ko­wać do kate­go­rii czarnych dziur o masie pośred­niej. Nie dość więc, że wreszcie odna­leź­li­śmy bra­ku­jące ogniwo astro­fi­zyki, to jeszcze po raz pierwszy byliśmy świad­kami narodzin tak dorod­nego obiektu.

PS Pewnie więk­szość czy­tel­ni­ków spo­dzie­wało się uwzględ­nie­nia wrze­śnio­wej kon­fe­ren­cji Royal Astro­no­mi­cal Society, gdzie gruch­nęła wieść o wykryciu fos­fo­ro­wo­doru w atmos­fe­rze Wenus. Rze­czy­wi­ście, szum był wielki, jednak praca docze­kała się szybkiej krytyki śro­do­wi­ska i na chwilę obecną naj­roz­sąd­niej cier­pli­wie czekać na misję kosmiczną, która ponad wszelką wąt­pli­wość roz­strzy­gnie wszyst­kie spory.

Polecane źródło: Virgo i LIGO odkry­wają nową i nie­zwy­kłą popu­la­cję czarnych dziur.

Nadprzewodnictwo w temperaturze pokojowej i wysokim ciśnieniu

X. Uzyskano nadprzewodnictwo w niepokojowym ciśnieniu

W paź­dzier­ni­ko­wym numerze cza­so­pi­sma Nature, opu­bli­ko­wano artykuł, którego tytuł na pewno przy­śpie­szył tętno wielu inży­nie­rom i fizykom. Zespół Elliota Snidera pochwa­lił się uzy­ska­niem nad­prze­wod­nic­twa w tem­pe­ra­tu­rze poko­jo­wej, a kon­kret­niej przy 15℃. Badaną sub­stan­cją był związek wodoru, węgla i siarki, który umiesz­czono w “kowa­dełku” pomiędzy kra­wę­dziami dwóch dia­men­tów i popiesz­czono laserem.

Obecnie dostępne nad­prze­wod­niki (np. związki żelaza i arsenu) wymagają nie­do­rzecz­nych tem­pe­ra­tur, nie­rzadko niższych niż ‑200℃. Opra­co­wa­nie mate­riału wyka­zu­ją­cego podobne wła­ści­wo­ści w “nor­mal­nych” warun­kach byłoby jedną z naj­więk­szych rewo­lu­cji ostat­nich dekad. Niestety, sukces ekipy Snidera jest co najwyżej poło­wiczny. Ana­li­zo­wany związek che­miczny naprawdę nie wymaga nawet lodówki, ale za to należy zapewnić mu ciśnie­nie… 267 giga­pa­skali. To wartość bliższa warunkom panu­ją­cym we wnętrzu Ziemi niż w naszych domach, co czyni odkrycie mocno nie­prak­tycz­nym. Nie zmienia to jednak faktu, że prze­pro­wa­dzony eks­pe­ry­ment może wskazać uczonym nowe ścieżki i pchnąć do dalszych prób.

Polecane źródło: Room-tem­pe­ra­ture super­con­duc­ti­vity in a car­bo­na­ce­ous sulfur hydride.

Zniszczony radioteleskop Arecibo

XI. Pożegnano Arecibo

“Gigan­tyczny teleskop w tym wil­got­nym pejzażu, bez­piecz­nie usa­do­wiony, niczym honorowy gość”. Tak Arecibo wspo­mi­nał w swojej książce były dyrektor kom­pleksu, Frank Drake. Obser­wa­to­rium znane z mon­stru­al­nej 305-metrowej czaszy działało przez długie 57 lat, biorąc udział w pro­gra­mie SETI oraz w nie­zli­czo­nych bada­niach pulsarów i mgławic. Niestety w ostatnim czasie por­to­ry­kań­ska kon­struk­cja coraz szybciej popadała w ruinę, nawie­dzana przez kolejne huragany i pożary. Po tym jak w listo­pa­dzie uszko­dze­niu uległy stalowe liny zabez­pie­cza­jące 900-tonową apa­ra­turę dyn­da­jącą ponad talerzem, groźba zawa­le­nia stała się na tyle duża, że Narodowa Fundacja Nauki podjęła formalną decyzję o zamknię­ciu placówki.

Epilog nastąpił już na początku grudnia. Kon­struk­cja zgodnie z prze­wi­dy­wa­niami uległa sile gra­wi­ta­cji. Masywna plat­forma runęła dewa­stu­jąc znaj­du­jące się pod nią zwier­cia­dło. Arecibo zakoń­czyło swoje dzia­ła­nie z dosłow­nym hukiem.

Polecane źródła: NSF begins planning for decom­mis­sio­ning of Arecibo Observatory’s 305-meter tele­scope due to safety concerns; Miska na 357 milionów paczek płatków. Wspo­mnie­nie radio­te­le­skopu Arecibo.

Misja Hayabusa 2

XII. Dostarczono próbkę planetoidy Ryugu

Końcówka roku należała do Azjatów. Z jednej strony mieliśmy Chiń­czy­ków i misję Chang’e 5, w ramach której próbnik nie tylko stanął na powierzchni Srebr­nego Globu, ale również powrócił na Ziemię wraz z dwoma kilo­gra­mami księ­ży­co­wych skał. Z drugiej, docze­ka­li­śmy się szczę­śli­wego finału wyprawy Hayabusy 2.

Japoń­skie urzą­dze­nie zostało wystrze­lone sześć lat temu z kosmo­dromu Tane­ga­shima i dwa lata temu dotarło do swojego głównego celu, czyli pla­ne­to­idy (162173) Ryugu. Sonda pozo­sta­wiła na nie­wiel­kim obiekcie cztery próbniki, zebrała cenny materiał badawczy i ruszyła w drogę powrotną. W grudniu tego roku, Hayabusa 2 zgodnie z planem minęła Ziemię wypusz­cza­jąc małą kapsułę zawie­ra­jącą próbki. Pojemnik wylą­do­wał na tery­to­rium Austra­lii, a jego zawar­tość już trafiła do labo­ra­to­riów. JAXA dała tym samym praw­dziwy popis swoich moż­li­wo­ści, poka­zu­jąc jak wiele można zrobić przy rela­tyw­nie nie­wiel­kich nakła­dach finan­so­wych. Sama sonda nadal działa i praw­do­po­dob­nie zostanie wyko­rzy­stana do badania kolej­nego obiektu.

Polecane źródła: Japan’s Hayabusa 2 mission returns asteroid sample to Earth; 5 rzeczy, które powi­nie­neś wiedzieć o misji Hayabusa 2.

Total
145
Shares