Czytaj dalej

Na dziś planowany był dorodny artykuł poświęcony ciemnej materii, ale na drodze stanął mi Bagiński… Pomyślałem, że wobec premiery epickiej Ambicji, nie wypada mi nie wspomnieć ani słowem o misji Rosetta – jednym z najciekawszych projektów kosmicznych ostatnich lat.

1. To zaczęło się 10 lat temu!

Droga jaką przebyła sonda Rosetta

Aby uzmy­sło­wić sobie o jak długiej operacji mówimy, przy­po­mnę, że cały program Apollo trwał 6 lat. W tym czasie z przy­lądka Cana­ve­ral wysłano w prze­strzeń 17 rakiet, z których pięć dotarło do Księżyca. Ba! Od wystrze­le­nia radziec­kiego Sputnika do posta­wie­nia pierw­szego kroku na Księżycu musiało minąć “tylko” 12 lat. 

Zbli­ża­jąca się właśnie do punktu kul­mi­na­cyj­nego wyprawa Rosetty, wystar­to­wała z kosmo­dromu Kourou na początku marca 2004. Po dwóch latach sonda prze­mknęła obok Marsa i z pomocą jego gra­wi­ta­cji osiadła na orbicie oko­ło­sło­necz­nej. Był to jednak dopiero wstęp, a dalsze mode­lo­wa­nie toru lotu przy pomocy dwóch kolej­nych asyst gra­wi­ta­cyj­nych trwało do roku 2009. Wtedy to roz­po­częła się właściwa gonitwa za kometą 67P/Czu­riu­mow-Gie­ra­si­mienko, trwająca aż do teraz. Łącznie, w ciągu dekady, urzą­dze­nie pokonało drogę 6,5 miliarda kilo­me­trów, czyli mniej więcej dystans dzielący Słońce od Plutona.

Gorąco polecam inte­rak­tywną animację przy­go­to­waną przez ESA: Klik!

2. Curiosity to przy tym pikuś

Jak zmieniała się orbita misji Rosetta

No dobrze, hiper­bo­li­zuję – ale tylko odrobinę. Skoro tyle emocji wywołuje lądo­wa­nie na Księżycu czy Marsie, jak nie odczuwać pod­nie­ce­nia na myśl o tra­fie­niu w kil­ku­ki­lo­me­trowy kamyczek oddalony (w tym momencie) o ponad 400 milionów kilo­me­trów i mknący przez prze­strzeń z pręd­ko­ścią 15 km/s? I nie wygląda to oczy­wi­ście jak prosty strzał z pisto­letu: zgodnie z tym co pisałem w poprzed­nim akapicie, Rosetta wykonała multum sub­tel­nych manewrów, korekt i czte­ro­krot­nie korzy­stała z asyst gra­wi­ta­cyj­nych, aby osiąść na orbicie zbli­żo­nej do orbity komety. Nie mniej deli­kat­nym zadaniem jest samo zbli­że­nie. Wszakże nie lądujemy na dorodnym ciele nie­bie­skim, a obiekcie posia­da­ją­cym masę ledwie 10 miliar­dów ton. Pole gra­wi­ta­cyjne jest w przy­padku Czu­riu­mow-Gie­ra­si­mienko zbyt słabe by “samo­dziel­nie” pochwy­ciło sondę, toteż obieg dookoła komety wspo­ma­gają silniki (tzw. manewry po trój­ką­cie). W momencie gdy piszę te słowa, Rosetta okrąża cel na wyso­ko­ści 7 kilo­me­trów. 

Przed nami wciąż pozo­staje arcy­trudne zadanie lądo­wa­nia próbnika Philae. Pamię­tajmy, że dokładne para­me­try i kształt komety nie były znane naukow­com podczas pro­jek­to­wa­nia apa­ra­tury, toteż wiele klu­czo­wych decyzji zostanie pod­ję­tych w ostat­niej chwili. Drobny błąd może zni­we­czyć cały dotych­cza­sowy wysiłek i miliar­dową inwe­sty­cję. Ale właśnie te kom­pli­ka­cje czynią z misji ESA jedno z naj­bar­dziej zło­żo­nych przed­się­wzięć w dziejach badania kosmosu.

3. Rosetta przysypiała

Sonda dotarła do aphelium swojej orbity w listo­pa­dzie 2012 roku. W odle­gło­ści 800 milionów kilo­me­trów od Słońca – pięć razy dalej niż Ziemia – kolek­tory nie gwa­ran­to­wały pełnej wydaj­no­ści. Z tego powodu od czerwca 2011 do stycznia roku bie­żą­cego, Rozetka spo­koj­nie drzemała. Przez ten czas niemal wszyst­kie systemy pozo­sta­wały wyłą­czone, wyjątek sta­no­wiły moduł grzewczy oraz komputer, dzięki któremu kon­tro­lo­wano co jakiś czas tra­jek­to­rię lotu.

Wyjście ze stanu hiber­na­cji było jednym z klu­czo­wych epizodów wyprawy. Obawiano się czy wszyst­kie urzą­dze­nia odpo­wie­dzą na sygnał po trzech latach snu w kosmicz­nych warun­kach. Nic dziwnego, że Euro­pej­ska Agencja pró­bo­wała uczynić z wybu­dze­nia sprawę medialną. Zaowo­co­wało to wysypem youtu­bo­wych filmów pod hasz­ta­giem #WakeU­pRo­setta. Na szczę­ście i tym razem inży­nie­ro­wie nie zawiedli a cała akcja zakoń­czyła się pełnym sukcesem.

4. Czuriumow-Gierasimenko to nietypowa kometa

Kometa Czuriumow-Gierasimienko

Celem misji jest zbadanie komety odkrytej w 1969 roku przez pocho­dzą­cych z Ukrainy, Klima Czu­riu­mowa i Swie­tłanę Gie­ra­si­mienko. Rzecz jasna, jak każda sza­nu­jąca się kometa, 67P/Czu­riu­mow-Gie­ra­si­mienko obiega Słońce po wydłu­żo­nej orbicie: najpierw zbliża się do gwiazdy na odle­głość niewiele większą niż Ziemia (wypusz­cza­jąc przy tym na wolność swój ogon), aby po około trzech latach uciec za orbitę Jowisza, na dystans 840 milionów kilo­me­trów. To wszystko było jasne na długo przed samą misją. Zdzi­wie­nie badaczy wywołał nato­miast kształt obiektu, wyraźnie prze­ana­li­zo­wany dopiero… trzy miesiące temu. Trudno jednak obwiniać Teleskop Hubble’a o brak precyzji. Wszakże nie tak łatwo zgłębić struk­turę zaledwie 4‑kilometrowego ciała z dystansu setek milionów kilo­me­trów, na dodatek otu­lo­nego chmurą gazu i pyłu. Dopiero zdjęcia wykonane w ramach misji Rosetta wykazały, iż mamy do czy­nie­nia z nie­ty­pową kometą, wyglą­da­jącą na zlepek dwóch skał. To na pewno utrudni lądo­wa­nie, a w dodatku zrodzi pytanie, którą “połówkę” lepiej zbadać.

5. Inspiruje jak mało co

Nie tyle fakt, co film, który naprawdę warto zobaczyć. Zwłasz­cza, że autorem Ambicji jest jeden z naj­bar­dziej kre­atyw­nych polskich twórców, a główną rolę gra Aidan Gillen a.k.a. Lit­tle­fin­ger. Jak widać nawet w XXI wieku istnieje silna potrzeba arty­ku­ło­wa­nia pod­sta­wo­wych motywów, dla których stawiamy przed sobą nie­zwy­kłe cele i zmie­rzamy ku nie­zna­nemu. Ale skoro promocja trzyma poziom, nie mam nic prze­ciwko. Poza oczy­wi­stym prze­sła­niem, film w ciekawy sposób przemyca hipotezę o kosmicz­nym rodo­wo­dzie ziem­skiego życia, tzw. pan­sper­mii. A przy­naj­mniej takie odnoszę wrażenie. Zresztą co będę się roz­pi­sy­wał – zapra­szam was do seansu.

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.