Wydawnictwo Insignis konsekwentnie raczy polskich czytelników kolejnymi publikacjami popularnego Neila deGrasse’a Tysona. Po “Astrofizyce dla zabieganych” i “Kosmicznych zachwytach” do księgarni trafią lada dzień “Kosmiczne rozterki”.

Neil deGrasse Tyson to naprawdę zapra­co­wany gość. Pełni funkcję dyrek­tora Pla­ne­ta­rium Haydena, prowadzi show StarTalk, kręci drugi sezon tele­wi­zyj­nego Cosmosu, a w mię­dzy­cza­sie pisze – i to sporo.

Zacznijmy od wyja­śnie­nia pewnej wydaw­ni­czej zawi­ło­ści. Kosmiczne rozterki, podobnie do wcze­śniej­szych Kosmicz­nych zachwy­tów, stanowią wybór esejów pisanych przez Tysona od 1995 roku na potrzeby astro­no­micz­nej rubryki magazynu Natural History. Oznacza to, że w zasadzie każdy rozdział obu książek daje się trak­to­wać jako osobne dziełko, które bez oporów można kon­su­mo­wać nawet nie doty­ka­jąc reszty. Jednakże, dla for­mal­no­ści warto zazna­czyć, że w USA oba zbiory dru­ko­wano w formie jednego tomu pod tytułem Death by Black Hole and Other Cosmical Quan­da­ries. Niby nie robi to wielkiej różnicy, ale docie­kliwy czy­tel­nik mógłby zadać sobie pytanie, dlaczego jego egzem­plarz Kosmicz­nych zachwy­tów nie posiada żadnego wyraź­nego zakoń­cze­nia lub dlaczego jego Kosmiczne rozterki zostały wyka­stro­wane z przed­mowy i podzię­ko­wań.

Z tego samego powodu lektura Kosmicz­nych rozterek niesie ze sobą treść o ciężarze i stylu podobnym do poprzed­niczki. Z każdego roz­działu-eseju i z każdej stronicy wylewa się żarliwa eks­cy­ta­cja, jaką autor obdarza nie tylko naturę, ale również sam trud jej pozna­wa­nia. Tyson pisze tak, jakby chciał stanąć przed każdym odbiorcą i rzucić prosto w twarz: “Powsta­łeś z materii powsta­łej we wnętrzu gwiazdy! Czy zdajesz sobie sprawę jakie to wszystko jest WSPANIAŁE?!”. Nie ma w tym ani odrobiny sztucz­no­ści czy wymu­szo­nego zachwytu. Na pewno znajdą się osoby, dla których taka formuła okaże się zbyt nachalna i emo­cjo­nalna, ale Neil po prostu taki jest. Albo kogoś porywa swoją żywio­łową charyzmą i gorącym uczuciem do nauki, albo drażni roz­bu­cha­nym scjen­ty­zmem.

W 1994 roku, w tygodniu obchodów 25. rocznicy lotu Apollo 11, dwa tuziny kawałków komety Sho­ema­ker-Levy 9, uderzyły jeden po drugim w atmos­ferę Jowisza. Blizny w gazowej powłoce można było dostrzec z Ziemi nawet przez ama­tor­skie tele­skopy. (…) Każdy fragment komety zderzył się z Jowiszem przy energii porów­ny­wal­nej z energią impaktu Chi­cxu­lub, więc – nie­za­leż­nie od tego, co już wiemy na temat Jowisza – z pew­no­ścią nie ma tam dino­zau­rów!

Poszcze­gólne eseje zostały w książce przy­pi­sane do czterech kate­go­rii. Pierwsza – Sens życia – skupia teksty w jakiś sposób doty­ka­jące problemu życia na Ziemi i innych pla­ne­tach. Astro­fi­zyk zaczyna od wykładu o rodo­wo­dzie pier­wiast­ków budu­ją­cych nasze ciała, a kończy na radiowej bańce, utrud­nia­ją­cej poszu­ki­wa­nia obcych cywi­li­za­cji. Dalej trafiamy na sekcję pod zło­wiesz­czym nagłów­kiem Gdy wszech­świat staje się zły. W sześciu roz­dzia­li­kach Tyson mnoży przy­kłady obiektów i zjawisk, które mogłyby nas uni­ce­stwić w ułamku sekundy. A jest w czym wybierać: od mete­ory­tów, przez czarne dziury, po roz­bły­ski gamma.

Oso­bi­ście jednak wyżej oceniam drugą część książki, czyli działy Nauka i kultura, a także Nauka i Bóg. Nie odbieram Tysonowi, że w barwny sposób por­tre­tuje kosmos i zacho­dzące w nim procesy – jednak trudno nazwać owe treści uni­ka­to­wymi – zwłasz­cza, jeżeli nie czytacie o astro­fi­zyce po raz pierwszy w życiu. Z kolei artykuły z pogra­ni­cza filo­zo­fii nauki prze­bi­jają się do lite­ra­tury popu­lar­no­nau­ko­wej znacznie rzadziej. A szkoda, bo zro­zu­mie­nie ogólnych zasad funk­cjo­no­wa­nia nauki oraz pracy naukow­ców, bywa często bardziej poucza­jące niż przy­swo­je­nie kon­kret­nego zagad­nie­nia.

W popu­lar­nej operze mydlanej “As the World Turns” każdy odcinek zaczynał się od wscho­dzą­cego Słońca, a napisy końcowe biegły na tle zacho­dzą­cego Słońca. Niestety, wschód Słońca w czołówce był zachodem pusz­czo­nym od tyłu. Nikt nie zwrócił uwagi, że na półkuli pół­noc­nej Słońce porusza się w górę i w prawo od punktu na hory­zon­cie, w którym wschodzi, a gdy zachodzi, porusza się w dół i w prawo.

W ośmiu ostat­nich esejach autor rozwija skrzydła. Wzorem swojego wiel­kiego nauczy­ciela – Carla Sagana – obrazowo wykazuje wagę racjo­na­li­zmu i scep­ty­cy­zmu, ale w prze­ci­wień­stwie do niego od czasu do czasu traci cier­pli­wość, przyj­mu­jąc moc­niej­szy i bardziej zadziorny ton. Widać to zwłasz­cza we wszyst­kich frag­men­tach tyczą­cych się współ­cze­snego obrazu nauki funk­cjo­nu­ją­cego w spo­łe­czeń­stwie oraz mediach. Szcze­gól­nie przypadł mi do gustu wywód o nad­uży­wa­niu wyrazu kon­ster­na­cja i jej syno­ni­mów, we wszel­kich donie­sie­niach o odkry­ciach. Astro­fi­zyk słusznie zauważa, że kon­ster­na­cja jest natu­ral­nym stanem umysłu naukowca, który codzien­nie styka się z zagad­kami wszech­świata. Problem w tym, iż w nie­wła­ści­wym kon­tek­ście, w sen­sa­cyj­nym nagłówku, to samo wyra­że­nie potrafi brzmieć jak wyrzut – coś wska­zu­ją­cego na bez­rad­ność lub nawet głupotę uczonych.

Niedawno dowie­dzia­łem się, że nie wszyscy naukowcy są tak skon­ster­no­wani jak astro­fi­zycy. To może oznaczać, że astro­fi­zycy są głupsi od przed­sta­wi­cieli innych dziedzin, ale wydaje mi się, że nikt nie wziąłby na poważnie takiego wniosku. Astro­fi­zyczna kon­ster­na­cja wynika raczej z osza­ła­mia­ją­cych roz­mia­rów i zło­żo­no­ści kosmosu. W tym sensie astro­fi­zy­ków wiele łączy z neu­ro­lo­gami. Każdy z nich bez wahania stwier­dziłby, że to, czego nie wiedzą, znacznie prze­wyż­sza zasób zgro­ma­dzo­nej na dany temat wiedzy.

Tyson nie szczędzi zło­śli­wo­ści poli­ty­kom, hol­ly­wo­odz­kim reży­se­rom, cele­bry­tom i dzien­ni­ka­rzom. Siłą rzeczy odnosi się ciągle do mediów i polityki Stanów Zjed­no­czo­nych, ale sądzę, że posta­wione przez niego diagnozy pozo­stają uni­wer­salne, bez względu na sze­ro­kość geo­gra­ficzną.

Czy zachęcam do się­gnię­cia po Kosmiczne rozterki? To zależy do waszego stosunku do osoby Neila deGrasse’a Tysona. Jeżeli pre­fe­ru­je­cie chłodne i możliwie rzeczowe podej­ście do nauki, nad­mierna eks­pre­sja autora, z czasem wzbudzić w was irytację. Jeśli nato­miast, podobnie do Tysona dostrze­ga­cie w kosmosie ogromny plac zabaw – każdy z roz­dzia­łów przy­nie­sie wam wiele satys­fak­cji i jeszcze więcej frajdy.

Info:
Autor: Neil deGrasse Tyson;
Przełożył: Jacek Bieroń;
Tytuł: “Kosmiczne rozterki”;
Tytuł oryginału: “Death by Black Hole and Other Cosmic Quandaries”;
Wydawnictwo: Insignis;
Wydanie: Kraków 2019;
Liczba stron: 348.

A dla tych, którzy chcą nabyć książkę Tysona do 21 listo­pada, Empik ma mały rabat. Jeśli kupicie egzem­plarz pod tym adresem, i wyko­rzy­sta­cie kod cra­zy­nauka, uzy­ska­cie rabat 35% od ceny okład­ko­wej. Warto sko­rzy­stać.

  • Mi Wi

    A jak oce­nia­cie poprzed­nie książki? Astro­fi­zyka… moim zdaniem jest świetna, ale …zachwyty już dość nudnawe i wtórne w stosunku do Astro­fi­zyki…

  • Gadom

    Autorze, mógłbyś polecić jakąś pozycję doty­czącą stricte teorii względ­no­ści? Szukam czegoś, co pozwoli zro­zu­mieć mi więcej, niż zdawkowe infor­ma­cje w inter­ne­cie, do zro­zu­mie­nia których nie­jed­no­krot­nie musiał­bym mieć przy­naj­mniej doktorat z fizyki. Coś dla pasjo­nata bez fizycz­nego wykształ­ce­nia. 🙂 Z drugiej strony nie oczekuję oczy­wi­ście, że taka siłą rzeczy okrojona pozycja uczyni mnie eks­per­tem w tej dzie­dzi­nie. Na razie zna­la­złem “szcze­gólną teorię względ­no­ści i kla­syczną teorię pola. Teo­re­tyczne minimum” Fried­mana i Sus­skinda, ale obawiam się, że może mnie to prze­ro­snąć od strony mate­ma­tycz­nej.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ależ oczy­wi­ście. 🙂 Darmowy i jed­no­cze­śnie jeden z lepszych wykładów to “Nie­zwy­kle szcze­gólna teoria względ­no­ści” J. Dragana (znaj­dziesz pdf w biblio­teczce z arty­ku­łami). Nieźle STW tłumaczą też odpo­wied­nie roz­działy takich książek jak: “Piękno wszech­świata” B. Greenego, “Witamy we wszech­świe­cie” (niedawno recen­zo­wa­łem), a także siłą rzeczy frag­menty książek poświę­co­nych dorob­kowi Ein­ste­ina, czyli “Einstein. Jego życie, jego wszech­świat” W. Issac­sona oraz “Kosmos Ein­ste­ina” M. Kaku. Ciekawe inter­lu­dium poświę­cone mate­ma­tycz­nej stronie dyla­ta­cji czasu znalazło się też w książce “Spal pra­cow­nię mate­ma­tyczną” J. Wilkesa. Jest jeszcze stara pozycja “Einstein dla począt­ku­ją­cych” J. Schwartza, ale może być trudno dostępna.

      Jak zawsze zapra­szam też do Biblio­teczki, do której odnośnik znaj­dziesz w górnej belce.