Recenzja "Latającego cyrku fizyki" J. Walkera | Kwantowo.pl

Tym razem oderwiemy się od mocarnych kwazarów, masywnych czarnych dziur i maleńkich cząstek elementarnych. Zamiast tych odległych kwestii, przyjrzymy się temu jak fizyka może wpłynąć na nasze życie codzienne.

Historia dosyć stan­dar­dowa. Nauczy­ciel fizyki oblewa jedną ze swoich pod­opiecz­nych, a ta nie mogąc ścier­pieć słabego wyniku wypala z pytaniem zaprzą­ta­ją­cym głowy wielu uczniów: “Czy coś z tego ma jaki­kol­wiek związek z moim życiem”? Zszo­ko­wany belfer wysto­so­wał ripostę niemal instynk­tow­nie: “To jest fizyka! Wszystko to ma związek z twoim życiem”! Po wielu latach fizyk, już jako doświad­czony uczony, posta­no­wił poprzeć swoje słowa spo­rzą­dza­jąc roz­ro­śnięty katalog przy­kła­dów zdarzeń z życia codzien­nego, do których pra­wi­dło­wego zro­zu­mie­nia nie­odzowna jest zna­jo­mość fizyki. Lista ta docze­kała się publi­ka­cji w formie książki  Flying Circus of Physics w 1975 roku, robiąc niemałą furorę. Autor nie spoczął jednak na laurach i po trzy­dzie­stu latach przy­go­to­wał odświe­żoną wersję swego dzieła, które – po kolejnej dekadzie – za sprawą wydaw­nic­twa PWN znalazło również drogę do polskich księ­garni.

Co do idei, choć nie­ko­niecz­nie pod względem stylu, Latający cyrk fizyki leży bardzo blisko innej opi­nio­wa­nej niedawno przeze mnie pozycji Gdyby nasze ciało potra­fiło mówić. Profesor fizyki z Cle­ve­land, Jearl Walker, zapra­gnął spo­pu­la­ry­zo­wać swoją dzie­dzinę poprzez odpo­wia­da­nie na róż­no­ra­kie pytania, jakie mogą przejść przez myśl prze­cięt­nego i zajętego codzien­nymi sprawami oby­wa­tela. Szybko musiałem przyznać, że jednym autor z miejsca zyskał mój podziw i szacunek. Już prze­glą­da­jąc spis treści nie potra­fi­łem wyjść z podziwu, że ktoś mógł (i chciało mu się) zgro­ma­dzić listę… 790 tego typu zagad­nień! Prawie osiemset pytań i odpo­wie­dzi flir­tu­ją­cych w jakiś sposób z fizyką, przy czym nie ma tu ani jednego akapitu zwią­za­nego z kosmo­lo­gią, rela­ty­wi­zmem, mecha­niką kwantową, cząst­kami ele­men­tar­nymi czy innymi abs­trak­cjami. Wszystko dotyczy fizyki nam naj­bliż­szej, prak­tycz­nej i tłu­ma­czą­cej to co samo­dziel­nie (no, z grubsza) możemy zaob­ser­wo­wać. Czy­tel­nik usłyszy m.in. o for­mo­wa­niu śladów za lot­ni­skow­cami, ruchach morświna, zbie­ra­niu deszczu przez jasz­czurki pustynne, wzorach na powierzchni kawy, skim­bo­ar­dingu, śpiewie gar­dło­wym, austra­lij­skich cykadach, efekcie coctail party, zamra­ża­niu napojów gazo­wa­nych, ter­mo­dy­na­mice gumki recep­turki, cieniach gór, czer­wo­nym Księżycu, zawa­le­niu wież World Trade Center czy zjawisku Seeli­gera. Wszystko to ujęto w siedem roz­dzia­łów, bio­rą­cych nazwy od naj­bar­dziej repre­zen­ta­tyw­nych z opi­sa­nych kwestii. Sekcje te z grubsza podej­mują wątki: mecha­niki, fizyki gazów i płynów, akustyki, ter­mo­dy­na­miki, elek­tro­ma­gne­ty­zmu, optyki, zaś ostatnia obejmuje to co nie pasowało do pozo­sta­łych. 
“Dlaczego gdy spusz­czamy wodę z wanny, tworzy ona wir nad otworem odpły­wo­wym? (…)

Odpo­wiedź: Legenda na temat kierunku wiro­wa­nia wody w wannie jest oparta na ogólnej cyr­ku­la­cji atmos­fe­rycz­nej, jaką obser­wu­jemy w sys­te­mach o dużej skali, takich jak huragany. Gdy powie­trze prze­pływa nad dużą prze­strze­nią, obrót Ziemi powoduje widoczne odchy­le­nie wiatrów zwane efektem Corio­lisa. Odchy­le­nie powoduje przepływ o kierunku prze­ciw­nym do ruchu wska­zó­wek zegara na półkuli pół­noc­nej oraz przepływ zgodny z ruchem wska­zó­wek zegara na półkuli połu­dnio­wej.

Przepływ wody w rurze odpły­wo­wej jest systemem o bardzo małej skali, w którym dominują inne zjawiska niż efekt Corio­lisa. O kierunku wiro­wa­nia decyduje przede wszyst­kim wypad­kowy kierunek wiro­wa­nia wody, gdy wlewa się ona do rury lub gdy ktoś spo­wo­duje jej wiro­wa­nie. Jeśli w wodzie przeważa, powiedzmy, przepływ zgodny z kie­run­kiem ruchu wska­zó­wek zegara, wtedy woda może zachować jeden z kie­run­ków prze­pływu przez godzinę lub nawet dłużej. Jeśli woda wypływa, wirując jed­no­cze­śnie zgodnie z ruchem wska­zó­wek zegara, wtedy wir nad odpływem też będzie miał taki kierunek. Wśród innych czyn­ni­ków, są brak symetrii wanny, zakłó­ce­nia przy cią­gnię­ciu zatyczki oraz różnice tem­pe­ra­tur między wodą z jednej strony, a stroną prze­ciwną.”
— Fragment Lata­ją­cego cyrku fizyki
Jak widać po tym wyli­cze­niu, spektrum poru­sza­nej materii jest nie­zwy­kle szerokie i od czasu do czasu wykracza nawet poza ściśle rozu­mianą fizykę, czyniąc ukłony w stronę zoologii, medycyny, geologii czy chemii. W sumie nie powinno to nikogo dziwić – wszakże fizyka stanowi fun­da­ment dla wszyst­kich nauk przy­rod­ni­czych, co Walker chętnie udo­wad­nia. 

Każdy pod­roz­dzia­lik przy­biera bliź­nia­czą postać. Najpierw mamy nagłówek, co ciekawe wcale nie­przy­bie­ra­jący formy pytania, lecz rów­no­waż­nika zdania lub samot­nego rze­czow­nika. Trochę to dziwne, ale być może chodziło o zaosz­czę­dze­nie miejsca. Poniżej nato­miast nastę­puje akapit wstępny – niemal zawsze spro­wa­dza­jący się do posta­wie­nia pytania – oraz treść właściwa, czyli odpo­wiedź. Siłą rzeczy, gro­ma­dząc w jednej książce niemal osiemset zagad­nień, nie mogą one być roz­pa­try­wane zbyt wni­kli­wie. Prze­cięt­nie jedną stronicę Lata­ją­cego cyrku fizyki zajmują dwa tematy. Może to suge­ro­wać zbyt płytkie podej­ście do poszcze­gól­nych treści i prawdę mówiąc w nie­któ­rych przy­pad­kach rze­czy­wi­ście tak to wygląda. W końcu nie sposób rozważyć wszyst­kie hipotezy doty­czące np. wznie­sie­nia Sto­ne­henge w trzech aka­pi­tach. Z drugiej strony, wiele z wybra­nych pytań nie wymaga wcale obszer­nego wyja­śnie­nia. Powie­dział­bym, że w przy­zwo­icie wyedu­ko­wany czy­tel­nik często może domyślić się popraw­nych odpo­wie­dzi, nawet jeśli pojmuje ją w nie­sfor­ma­li­zo­wany, intu­icyjny sposób. Z kolei naj­bar­dziej cie­kaw­scy odbiorcy mogą sko­rzy­stać ze strony flyingcircusofphysics.com, zawie­ra­ją­cej dodat­kowe komen­ta­rze oraz wyjątki z cza­so­pism nauko­wych.
Fragment "Latającego cyrku fizyki"
Tra­dy­cyj­nie muszę zwrócić uwagę na oprawę książki. Przede wszyst­kim, polskie wydanie pracy Jearla Walkera jest… masywne. Liczy nieco ponad 450 stron, czyli nie wykracza zanadto poza przyjęte stan­dardy – zwłasz­cza, jeśli weźmiemy pod uwagę ogrom pod­ję­tych wątków. Jednakże, Latający cyrk fizyki został wydru­ko­wany w umi­ło­wa­nym przez PWN dużym formacie, z użyciem białego papieru o grubości podobnej do tego uży­wa­nego w dru­kar­kach. Oznacza to, że finalnie książka jest ciężka i nie­po­ręczna. Dodając do tego miękką, łatwą do uszko­dze­nia okładkę, oddanie się lekturze w mniej wygod­nych oko­licz­no­ściach jest wyjąt­kowo uciąż­liwe (wiem, bo pró­bo­wa­łem). O ile taka forma jest do wyba­cze­nia w przy­padku pozycji o cha­rak­te­ry­styce ency­klo­pe­dycz­nej (jak wspa­niała Historia fizyki Wró­blew­skiego), o tyle publi­ka­cję Walkera wolałbym widzieć raczej na lekkim papierze, z użyciem mniej­szego fontu i w roz­mia­rze umoż­li­wia­ją­cym bez­pro­ble­mowe zmiesz­cze­nie jej do każdej torby. Oczy­wi­ście, jeśli czy­tel­nik ogra­ni­czy się do biblio­teki lub swojego salonu, to nie będzie narzekał. Tekst pre­zen­tuje się przej­rzy­ście, łatwo znaleźć szukane treści, a co cie­kaw­sze tematy zostały okra­szone nie­wiel­kimi, ale pomoc­nymi rysun­kami oraz sche­ma­tami (jako bonus, co parę stron pojawia się obrazek sym­pa­tycz­nego pan­cer­nika).
 
To jednak man­ka­menty poza­me­ry­to­ryczne. Nie zważając na nie Latający cyrk fizyki pozo­staje lekturą wartą uwagi ze względu na zwartość, spójność i kon­se­kwen­cję autora w roz­pra­co­wy­wa­niu kolej­nych pytań. Klasyk, który zwe­ry­fi­kuje wiele mitów i zaspokoi cie­ka­wość zarówno młod­szego jak i star­szego odbiorcy.

Książkę można oczy­wi­ście zakupić w księ­garni inter­ne­to­wej PWN.
Info:
Autor: Jearl Walker;
Przełożył: Witold Sikorski;
Tytuł: Latający cyrk fizyki;
Tytuł oryginalny: The Flying Circus of Physics;
Wydawnictwo: Polskie Wydawnictwo Naukowe;
Wydanie: Warszawa 2018;
Liczba stron: 474.
  • Kleks

    O i właśnie o takie coś mi chodziło. Moim zdaniem popu­la­ry­za­cja zabrnęła trochę w ślepy zaułek zajmując się nie­ży­cio­wymi zagad­nie­niami jak kosmos i atom (bez obrazy), podczas gdy jest tyle tematów przy­ziem­nych, któych również nie umiemy roz­wią­zać,

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kasia

    Prze­pra­szam ale w tekscie chyba jest błąd logiczny. Skoro minęło 40 lat od publi­ka­cji i potem jeszcze dekada to mamy teraz rok 2025?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Rze­czy­wi­ście. Drugie wydanie Lata­ją­cego cyrku zagra­nicą wyszło 30, a nie 40 lat później.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dariusz Paw­łow­ski

    Popieram. Feno­me­nal­nie działa zna­jo­mość praw fizyki przy próbie wytrzą­śnię­cia resztek keczupu z butelki. Kosmos może poczekać.
    Zauważ­cie jednak, że nauka fizyki roz­po­czyna się od pewnego para­doksu: niby fizyka opisuje przebieg różnych zdarzeń w rze­czy­wi­sto­ści, ale w zada­niach szkol­nych należy zanie­dbać całe mnóstwo spraw (milczące i oczy­wi­ste zało­że­nia) aby otrzymać pra­wi­dłowe roz­wią­za­nie na etapie kształ­ce­nia pod­sta­wo­wego.
    Przykład: rzut poziomy — oczy­wi­ście, że pole gra­wi­ta­cyjne jed­no­rodne, brak innych oddzia­ły­wań (magne­tycz­nych, itp.), ciało jako punkt mate­rialny (czyli czarna dziura bez efektów czarnej dziury), brak roz­pra­sza­nia energii, oporów ruchu, prędkość nie­re­la­ty­wi­styczna. Prosty wzór i wynik bez związku z rze­czy­wi­sto­ścią 🙂 — a jednak to działa!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Tak jak kole­żance powyżej dziękuję za czujność.

    PS Nie wiem czy to przez czę­sto­tli­wość Twoich bliź­nia­czych komen­ta­rzy, ale wszyst­kie co do jednego (a jest ich chyba kil­ka­na­ście) Disqus skie­ro­wał do spamu. Chciałem jednak zwrócić uwagę na coś innego: naprawdę, choć świat jest okrutny, wredny i zły, nikt nie ma interesu w “cen­zu­ro­wa­niu” Twojego komen­ta­rza zawie­ra­ją­cego drobną korektę. Nikt też nie traci czasu na moni­to­ro­wa­niu i usuwaniu tego typu rzeczy. Więc oddychaj głęboko i zachowaj więcej dystansu, bo to co zoba­czy­łem dzisiaj w spamie zapach­niało lekką paranoją.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Krzysz­tof Jucewicz

      No ja też się czułem jak u Kafki: piszę — znika, piszę — znika. Ale dziękuję za wyja­śnie­nia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0