Recenzja książki "Historia fizyki w Polsce"

Nie tylko Kopernik, nie tylko Skłodowska – recenzja “Historii fizyki w Polsce”

Nareszcie trafiła do mnie długo wyczekiwana paczka od WN PWN, a w niej potężny tom “Historii fizyki w Polsce” autorstwa profesora Andrzeja Kajetana Wróblewskiego.

Gdybym miał wskazać naj­waż­niej­szą pozycję w swoim pry­wat­nym księ­go­zbio­rze, praw­do­po­dob­nie wybrał­bym wydaną kilka lat temu przez Wydaw­nic­two Naukowe PWN Historię fizyki Wró­blew­skiego. Nie twierdzę, że jest to lektura naj­cie­kaw­sza czy naj­le­piej napisana, ale na pewno naj­bar­dziej poży­teczna – przy­naj­mniej dla kogoś takiego jak ja. Oto na sze­ściu­set stronach udało się streścić obszerne dzieje fizyki, zaczy­na­jąc od greckich filo­zo­fów przyrody, a kończąc na hipo­te­zach współ­cze­snych kosmo­lo­gów i fizyków wysokich energii. Nazwiska, daty, fakty, bezlik cytatów i przy­pi­sów – wszystko na podo­rę­dziu, w jednym tomie.

Zupełnie natu­ral­nym krokiem stało się w tej sytuacji spo­rzą­dze­nie publi­ka­cji podobnej, ale skon­cen­tro­wa­nej już wyłącz­nie na losach fizyki i fizyków na rodzimym podwórku. Zary­zy­ko­wał­bym nawet stwier­dze­nie, że to ini­cja­tywa jeszcze waż­niej­sza, bo o ile możemy pokusić się o zna­le­zie­nie innych opra­co­wań glo­bal­nej historii fizyki, o tyle nie istnieje (a przy­naj­mniej ja takiego nie znam) podobne, kom­plek­sowe, w miarę aktualne kom­pen­dium poświę­cone fizyce w Polsce. Właśnie tę lukę, w swoim stylu, posta­no­wił zapełnić eme­ry­to­wany fizyk, wybitny znawca historii nauki i były rektor Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego, prof. Andrzej Kajetan Wróblewski.

Obie prace łączy naprawdę wiele. Jeżeli mie­li­ście kie­dy­kol­wiek w ręce (a raczej rękach, bo mówimy o lek­tu­rach wagi ciężkiej) Historię fizyki, to możecie z powo­dze­niem zgadywać czym jest Historia fizyki w Polsce. Po raz kolejny otrzy­mu­jemy masywną księgę, z wierzchu przy­po­mi­na­jącą bardziej ency­klo­pe­dię czy nawet kronikę, aniżeli kla­syczny przykład lite­ra­tury popu­lar­no­nau­ko­wej. I rze­czy­wi­ście, ścisła chro­no­lo­gia, zatrzę­sie­nie nazwisk i dat, dość formalny styl pisarski – mogą nasuwać takie sko­ja­rze­nia. Jed­no­cze­śnie wszech­obecne ilu­stra­cje, ramki, biogramy i tabelki, prze­ła­mują mono­to­nię i spra­wiają, że taką “ency­klo­pe­dię” aż chce się kart­ko­wać, wyła­wia­jąc z obszer­nej treści kolejne, często uni­ka­towe cie­ka­wostki. Zapew­niam, że tych nie zabrak­nie, ponieważ Wró­blew­ski wykonał iście bene­dyk­tyń­ską pracę, docie­ra­jąc do nie­pu­bli­ko­wa­nych wcze­śniej foto­gra­fii, prze­ko­pu­jąc archiwa, wertując dawne cza­so­pi­sma i wreszcie, sięgając do własnych wie­lo­let­nich doświadczeń.

Z mojego punktu widzenia, naj­więk­szą war­to­ścią pozo­stają nie­zli­czone cytaty uczonych oraz frag­menty ich wie­ko­pom­nych dzieł. Nie chodzi przy tym wyłącz­nie o wyjątki z arty­ku­łów nauko­wych (choć tych jest siłą rzeczy naj­wię­cej), bo w książce natkniemy się również na spisy treści dawnych pod­ręcz­ni­ków, czy nawet na prywatne listy i wspo­mnie­nia. Selekcja była nie­zwy­kle staranna, więk­szość przy­to­czo­nych cytatów to perełki, których nie znaj­dziemy w żadnym innym popu­lar­nym opra­co­wa­niu. A gdyby komuś było mało, zawsze może sko­rzy­stać ze szczo­drej porcji przy­pi­sów, uła­twia­ją­cych dotarcie do oryginału.

Zoba­czyw­szy publi­ka­cję Ein­ste­ina, Smo­lu­chow­ski szybko przesłał do druku swój artykuł, w którym także wykazał, zupełnie odmienną niż Einstein metodą, że bezładne ruchy cząstek zawie­siny w cieczy są wynikiem ich bom­bar­do­wa­nia przez czą­steczki cieczy, a wiel­ko­ścią fizyczną, którą można wyzna­czać doświad­czal­nie jest średnie kwa­dra­towe prze­su­nię­cie wybranej cząstki w okre­ślo­nym kierunku. Einstein i Smo­lu­chow­ski udo­wod­nili, że ta wielkość jest powią­za­nia z liczbą Avogadra i tem­pe­ra­turą cieczy.

Pod względem kom­po­zy­cji, Historię fizyki w Polsce podzie­lono na cztery części (okres do 1795 roku, zabory, lata 1918–1939 i współ­cze­sność) i dwa­na­ście mniej­szych roz­dzia­łów. Autor roz­po­czyna więc narrację w śre­dnio­wiecz­nej szkole przy­klasz­tor­nej, gdzie kler z zapałem wykładał trivium i quadri­vium; wyha­mo­wuje nato­miast na latach 90. ubie­głego stulecia. Cezura jest w tym przy­padku ostra i pozba­wiona wyjątków. Oznacza to, że znaj­dziemy wzmianki o Jerzym Lewan­dow­skim, Ryszar­dzie Horo­dec­kim czy Danucie Kieł­czew­skiej, ale o poczy­na­niach obecnego poko­le­nia fizyków – o kwan­to­wym dar­wi­ni­zmie Woj­cie­cha Żurka, pracach Krzysz­tofa Meis­snera nad symetrią kon­fo­remną, czy inter­pre­ta­cjach wiel­kiego wybuchu Michała Hellera – nie znaj­dziemy już ani akapitu.

Wspo­mi­nam sporo o naukow­cach, jednak dzieło Wró­blew­skiego to zde­cy­do­wa­nie coś więcej niż ciąg bio­gra­fii. Autor równie szeroko co o ludziach, opowiada o prze­szło­ści nad­wi­ślań­skich wydaw­nictw, orga­ni­za­cji, towa­rzystw (cały rozdział poświę­cono Pol­skiemu Towa­rzy­stwu Fizycz­nemu) i przede wszyst­kim placówek i uczelni – od Akademii Kra­kow­skiej po Wydział Fizyki UW przy ulicy Hożej. Profesor nie szczędzi przy tym ani szcze­gó­ło­wych infor­ma­cji na temat admi­ni­stra­cji czy nawet uni­wer­sy­tec­kich gmachów, ani na temat ini­cja­tyw podej­mo­wa­nych w poszcze­gól­nych ośrod­kach. Naj­wię­cej miejsca poświę­cono oczy­wi­ście słynnym wyda­rze­niom, takim jak kongres Nowe teorie w fizyce w 1938 lub przy­go­to­wana przez Leopolda Infelda mię­dzy­na­ro­dowa kon­fe­ren­cja Teorie rela­ty­wi­styczne i gra­wi­ta­cja z 1962 (tak, to wtedy w War­sza­wie roz­ra­biał Richard Feynman).

W roku aka­de­mic­kim 1958/59 w kate­drach fizyki i geo­fi­zyki UW było łącznie zatrud­nio­nych 79 nauczy­cieli aka­de­mic­kich, podczas gdy w roku 1946/47 było ich tylko 19. Jednak porów­na­nie tych dwu liczb nie daje wyobra­że­nia o tym, jak kom­pletna była wymiana kadry w ciągu tego dzie­się­cio­le­cia. Z osób zatrud­nio­nych w roku 1946/47 kilka zmarło, wiele odeszło i pozo­stało tylko sześć.

Właściwą część książki wieńczy kilka stron pod­su­mo­wa­nia, zawie­ra­ją­cego garść nie­ko­niecz­nie opty­mi­stycz­nych spo­strze­żeń. Po nim nastę­pują Dodatki, czyli zbiór list i tabel zesta­wia­ją­cych lau­re­atów naj­waż­niej­szych kra­jo­wych wyróż­nień, członków PAN oraz PAU, a także Zjazdów Fizyków Polskich.

Profesor we wstępie zazna­czył, że odczuwa niedosyt, ponieważ “musiał dokonać wielu trudnych wyborów i nie udało mu się dosta­tecz­nie szcze­gó­łowo przed­sta­wić wszyst­kich upra­wia­nych w Polsce działów fizyki”. Odczy­tuję to jako przejaw prze­sad­nej skrom­no­ści, ale nawet gdyby było w tym ździe­bełko prawdy, Historia fizyki w Polsce i tak pozo­staje (bardzo dosłow­nie) bez­kon­ku­ren­cyjna. Andrzej Kajetan Wró­blew­ski stworzył kom­pen­dium wyzna­cza­jące stan­dardy rze­tel­no­ści, kom­plet­no­ści i dro­bia­zgo­wo­ści. Znowu.

Info:
Autor: Andrzej Kajetan Wróblewski;
Tytuł: Historia fizyki w Polsce;
Wydawnictwo: WN PWN;
Wydanie: Warszawa 2020;
Liczba stron: 573.

Linki do księgarni: książka, ebook.
8/10
Total Score
  • Styl literacki 
    8/10 Very good 
  • Wyczer­pa­nie tematu 
    9/10 Amazing 
  • Uni­ka­to­wość treści 
    9/10 Amazing 
  • Przystępność 
    7/10 Good 
  • Oprawa i wydanie 
    8/10 Very good 
Total
76
Shares
Inne teksty