Kolejny miesiąc, kolejna przesyłka od wydawnictwa Feeria Science i kolejna książka o czasie. Tym razem jednak od nieco innej, mniej fizycznej, a bardziej ludzkiej strony strony.

Tak się śmiesz­nie złożyło, że ostatnio mnóstwo czasu poświę­cam na czytanie o czasie. Nie wiem czy to wielka zmowa wydaw­nictw, ale początek tego roku przy­niósł nam takie premiery jak: Mózg, władca czasu, ostatnio recen­zo­wana Tajem­nica czasu i wreszcie naj­śwież­szą pro­po­zy­cję – Po co czło­wie­kowi czas. Docie­ka­nia nie tylko naukowe. Szczę­ście, że każda z nowych lektur pod­cho­dzi do tematu od innej strony i nie muszę kolejny raz wałkować teorii teorii względ­no­ści czy fizyki kwantów. W rzeczy samej, Alan Burdick nie jest fizykiem, ani nawet etatowym naukow­cem, lecz pisarzem i cenionym dzien­ni­ka­rzem, znanym głównie z pracy dla New Yorkera.

Ozdo­biona gustowną oprawą książka podej­muje wątek czasu od strony ludzkiej. Bardzo dosłow­nie. Choć autor kil­ku­krot­nie przy­wo­łuje pewne fizyczne podstawy (co robi dość nie­po­rad­nie), swoją uwagę zde­cy­do­wa­nie nakie­ro­wuje na aspekty bio­lo­giczne i psy­cho­lo­giczne. Zanim stwier­dzisz, że to try­wialne roz­wa­ża­nia, przy­po­mi­nam, że cho­ciażby Nobel z medycyny za rok 2017 poleciał w ręce uczonych zgłę­bia­ją­cych mecha­nizm rytmu dobowego.

Poniżej, jak zwykle, trzy przy­kłady wyjęte prosto z lektury.

1. Czym dla mózgu jest teraźniejszość?

Jednym z naj­sze­rzej omó­wio­nych wątków przez Burdicka jest kwestia teraź­niej­szo­ści. Muszę przyznać, że nigdy nie zasta­na­wia­łem się nad tym prostym z pozoru zagad­nie­niem, podczas gdy od XIX stulecia, nie­zmien­nie, stanowi ono ogromne utra­pie­nie dla psy­cho­lo­gów, fizjo­lo­gów i neu­ro­lo­gów. Cały koncept “umy­sło­wej” teraź­niej­szo­ści wynika z faktu ogra­ni­czeń naszej per­cep­cji. Rzecz jasna tak rozu­miana teraź­niej­szość to pojęcie znacznie szersze od teraź­niej­szo­ści w ujęciu fizycz­nym, toteż czasem używa się terminu pola uwagi (niem. Blick­feld).

W ramach lektury opisano wiele prób pomiaru owego Blick­feldu. Jedna z prost­szych, ale sku­tecz­nych, została podjęta przez Sigmunda Exnera w 1873 roku. Badanie polegało na wyko­rzy­sta­niu dwóch nastę­pu­ją­cych zaraz po sobie wyła­do­wań elek­trycz­nych i spraw­dze­niu czy organizm potrafi wciąż zare­je­stro­wać przerwę między nimi. Próba dawała mocno roz­bieżne wyniki zależnie od użytego zmysłu. Przy­słu­chi­wa­nie się trzaskom iskier dawało pre­cy­zyj­niej­sze wyniki od oglą­da­nia wyła­do­wań. I tak, na pod­sta­wie słuchu Exner osza­co­wał naj­mniej­szą roz­po­zna­walną chwilę teraź­niej­szą, na 0,002 sekundy. W świetle tego eks­pe­ry­mentu, jakie­kol­wiek szybsze procesy wydawały się zlewać i pozo­sta­wać nie­roz­róż­nialne dla ludz­kiego umysłu.

2. Odczuwamy czas czy zdarzenia?

Taki eks­pe­ry­ment myślowy. Wyobraź sobie, że jesteś zanu­rzony w ciemnej toni, a Twoich zmysłów nie niepokoi żaden bodziec. Czy po wycią­gnię­ciu będziesz świadomy ile czasu minęło? Jasne, w takiej sytuacji roz­róż­nimy sekundę od godziny a godzinę od doby, ale już trzy godziny od czterech nie­ko­niecz­nie. Choć nasze orga­ni­zmy gene­ral­nie zdają sobie sprawę z upływu czasu, nie są wcale zbyt dobre w jego dokład­nym odmie­rza­niu, a subiek­tywne odczucia górują nad rze­czy­wi­sto­ścią. Wie o tym każdy, komu dłużył się nudny wykład lub spo­tka­nie z iry­tu­ją­cym znajomym.

Burdick przy­wo­łuje tu świeżą pracę Johna Weardena z Keele Uni­ver­sity. Uczony pod­kre­śla pewien często pomijany fakt: nie istnieje zmysł zaj­mu­jący się bez­po­śred­nim doświad­cza­niem czasu. Widzimy obrazy, słyszymy dźwięki, wąchamy zapachy, ale upływ chwil prze­tra­wiamy na zupełnie innych zasadach – bez wyspe­cja­li­zo­wa­nych recep­to­rów ślących sygnały do układu ner­wo­wego. Tu pojawia się pytanie, czy aby na pewno odczu­wamy czas sam w sobie, czy tylko zacho­dzące dookoła zmiany? To poniekąd tłumaczy rzekome dłużenie się czasu. Kiedy oglądamy wyjąt­kowo nużący film o facecie w łódce, każda minuta zdaje się roz­cią­gać w nie­skoń­czo­ność, ponieważ na ekranie widzimy bez przerwy podobne kadry. Kiedy zaś robimy coś eks­cy­tu­ją­cego, naj­czę­ściej zosta­jemy bom­bar­do­wani ogromem bodźców, które nor­mal­nie spły­wa­łyby na nas znacznie dłużej. W efekcie na dobrej zabawie (tj. czytaniu Kwantowo), czas płynie bły­ska­wicz­nie.

3. Czy dla starszych czas leci szybciej?

Święta, święta i po świętach, zaraz Wiel­ka­noc, Wszyst­kich Świętych i znów Boże Naro­dze­nie… Możemy sobie tak żartować, ale wiele wskazuje na to, że fak­tycz­nie z upływem lat każdy z nas postrzega upływ czasu jako szybszy. Chyba więk­szość z nas zgodzi się ze stwier­dze­niem, że jeden rok szkolny zdawał się trwać znacznie dłużej niż ten sam okres spędzony na etatowej pracy w dorosłym życiu. Oczy­wi­ście śmierdzi to dowodem aneg­do­tycz­nym, toteż potrzeba eks­pe­ry­mentu lub wyja­śnie­nia tego fenomenu z praw­dzi­wego zda­rze­nia. Jedno z naj­pow­szech­niej­szych i wcale nie­głu­pich, opiera się na zwykłej aryt­me­tyce. Pomyśl: rok dla dzie­się­cio­latka stanowi aż 10% jego dotych­cza­so­wego życia, z kolei dla pięć­dzie­się­cio­latka to już tylko 2% całego żywota, wszyst­kich wrażeń i doświad­czeń. Hipoteza okazała się na tyle prze­ko­nu­jąca, że Robert Lemlich z Cin­cin­nati posta­no­wił ją skon­kre­ty­zo­wać, opra­co­wu­jąc dlań twardy wzór. Zgodnie z nim odczu­walna długość życia ulega zmianie odwrot­nie pro­por­cjo­nal­nie do pier­wiastka kwa­dra­to­wego z wieku. Trudno jednak powie­dzieć, czy można takie równania trak­to­wać ściśle. Wszakże, jedyną podstawą są tu ankiety i wywiady psy­cho­lo­giczne, którym daleko do precyzji znanej z mate­ma­tyki czy fizyki.

Chcąc scha­rak­te­ry­zo­wać krótko książkę Po co czło­wie­kowi czas?, nazwał­bym ją 370-stro­ni­co­wym prze­glą­dem badań na temat postrze­ga­nia czasu. To właśnie główne mięso zawarte w pracy Burdicka: dzie­siątki opisów eks­pe­ry­men­tów, wyjątki z arty­ku­łów, nazwiska uczonych oraz ich wypo­wie­dzi, zgro­ma­dzone w jednym miejscu. Książka nie ma jednak cha­rak­teru ency­klo­pe­dycz­nego, bowiem treść właściwą wtopiono w dość subiek­tywne wynu­rze­nia i narrację autora. Całość jest przy­jemna w odbiorze, choć czy­tel­nik nawet bez zna­jo­mo­ści sylwetki Burdicka może wyczuć, że ma do czy­nie­nia z czło­wie­kiem pióra, ale nie­ko­niecz­nie naukow­cem. Nie poddaje krytyce poszcze­gól­nych tez, nie stara się ich selek­cjo­no­wać i z wielką chęcią sięga po własne opo­wie­ści i doświad­cze­nia. Jest jednak plus takiej sytuacji. Pisarz przed­sta­wia tematykę czasu z per­spek­tywy pasjo­nata – nie uczonego – co pozwala mu odnaleźć wspólny język z odbiorcą. Tym bardziej, że Alanowi Bur­dic­kowi nie sposób odmówić kunsztu w pre­cy­zyj­nym, ale i pięknym for­mu­ło­wa­niu myśli.

Pozycja Po co czło­wie­kowi czas? zde­cy­do­wa­nie nie odpo­wiada na tytułową zagwozdkę, ale uświa­da­mia jak wiele pozor­nych oczy­wi­sto­ści doty­czą­cych poj­mo­wa­nia czasu, wciąż oczekuje na roz­pra­co­wa­nie.

Info:
Autorzy: Alan Burdick;
Przekład: Dariusz Rossowski, Marek Wolicki;
Tytuł: Po co człowiekowi czas. Dociekania nie tylko naukowe;
Tytuł oryginalny: Why Time Flies: A Mostly Scientific Investigation;
Wydawnictwo: Feeria Science;
Wydanie: Łódź 2019;
Liczba stron: 374.
  • Teresa

    Naj­mniej­sza roz­po­zna­walna chwila — czyli tak jakby kwant czasu.
    A swoją drogą istotnie tak jest, że jako kil­ku­lat­ko­wie odczu­wamy upływ czasu zupełnie inaczej. Dla mnie rok, gdy miałam kilka lat wydawał się być wiekiem. Teraz to śmiesz­nie krótka droga.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “Naj­mniej­sza roz­po­zna­walna chwila — czyli tak jakby kwant czasu.”

      Ale wyłącz­nie kwant psy­cho­lo­giczny. 😉 Fizycz­nie naj­mniej­szym odcin­kiem jest czas Plancka, lecz jest on zde­cy­do­wa­nie zbyt mały zarówno dla naszych umysłów jak i nawet dla apa­ra­tury.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kwantol

        Czas Plancka nie jest czasem lecz inter­wa­łem czasowym “naj­krót­szym jaki ma jeszcze sens fizyczny” wg. samego Plancka. Sam czas posiada w nauce defi­ni­cję nastę­pu­jącą; “Czas jest procesem nastę­po­wa­nia skutku po przy­czy­nie” i niczym więcej. Nato­miast “interwał czasowy” jest miarą dynamiki tego “procesu”, który w naszym wszech­świe­cie jest zja­wi­skiem deter­mi­ni­stycz­nym i nie­za­leż­nym od obser­wa­tora, jakim jest człowiek. Nie może zatem być efektem psy­cho­lo­gicz­nym. Samo odczu­wa­nie upływu czasu z czasem fizycz­nym nie ma nic wspólnego.W STW Ein­ste­ina interwał czasowy, który oznacza tem­pe­ra­turę-dynamikę zdarzeń, został pomylony z Czasem, który nie posiada wiel­ko­ści licz­bo­wych a tylko deter­mi­ni­styczną kolej­ność przy­czyny i skutku, która powoduje jego nie­od­wra­cal­ność nie­za­leżną od kierunku entropii.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał Skichał

        Strasz­nie pomie­sza­łeś pojęcia. W nauce czas posiada wiele różnych defi­ni­cji, zależnie od potrzeb. Gene­ral­nie fizycy defi­niują czas jako to, co mierzą zegary. Czas w nauce zatem to sekundy, minuty, godziny, tempo rozpadu pro­mie­nio­twór­czego itd. Tak rozu­miany czas jest zatem rów­no­znaczny “inter­wa­łowi”, odle­gło­ści między dwoma zda­rze­niami. Einstein niczego nie pomylił. O ile mi wiadomo, jego teoria ma się dobrze i nikt jej nie zaprze­czył, ani nie znalazł w niej żadnego błędu. A tak samo rozumiał czas też i Newton, przy czym miał gorzej, bowiem w jego czasach nie istniały żadne sensowne zegary. Newton, jak każdy wówczas wykształ­cony człowiek, był wyedu­ko­wany w teologii, tańcu i muzyce. Bez lekcji muzyki nigdy by nie osiągnął tego, co osiągnął, bowiem mierzył czas za pomocą nucenia sobie melodii. Melodie zapi­su­jemy w nutach, gdzie umiej­sco­wie­nie prze­strzenne nuty na pię­cio­li­nii defi­niuje wysokość dźwięku, zaś kształt gra­ficzny nuty defi­niuje czas jej trwania. Zakła­da­jąc, że mamy do czy­nie­nia z melodią w rytmie parzy­stym, np. 4/4, czas trwania poszcze­gól­nych nut dzielimy przez 2, tak że czas trwania całej nuty odpo­wiada czasowi trwania dwóch półnut granych jedna po drugiej. I dalej, czas trwania ćwierć­nuty to 1/4 czasu trwania całej nuty, czas trwania ósemki to 1/8 czasu wybrzmie­wa­nia całej nuty. Ktoś, kto jest dobrze wytre­no­wany w czytaniu i odgry­wa­niu zapisu nutowego, jest w stanie dość powta­rzal­nie odmie­rzać w ten sposób upływ czasu. Tak właśnie Newton badał czas trwania ruchu kulki toczącej się po pochylni. Cała ta wesoła opo­wiastka histo­ryczna spro­wa­dza nas do tego, że od zarania dziejów w nauce, aż po dzień dzi­siej­szy, czas to tylko i wyłącz­nie upływ czasu.

        Nato­miast hasło “proces nastę­po­wa­nia skutku po przy­czy­nie” pachnie tutaj, a wła­ści­wie śmierdzi, filo­zo­fią. I to w dodatku kiepską, bo, jak dobrze pamiętam, nie wielu filo­zo­fów zgo­dzi­łoby się przy­czy­no­wość nazwać czasem. Podobnie jak pojęcie “w naszym wszech­świe­cie” (a są jakieś inne?). Bardzo proszę trzymać roz­wa­ża­nia filo­zo­ficzne zde­cy­do­wa­nie na krótkiej smyczy, bo filo­zo­fia nauką nie jest, jest to rodzaj sztuki, nad­zwy­czaj­nie roz­bu­do­wana inte­lek­tu­al­nie retoryka. Owszem, prowadzi czasem do czegoś poży­tecz­nego, jak np. roz­wa­ża­nia o etyce, estetyce, czasie… a dyskusje o czasie zazwy­czaj prowadzą do stwier­dze­nia, że można na ten temat snuć wiele róż­no­ra­kich wywodów i nie dojść do żadnej logicz­nej kon­klu­zji, zatem czas jest to coś, co nie ma żadnej sen­sow­nej defi­ni­cji, coś nad wyraz nie­uchwytne, wręcz nie­poj­mo­walne… na szczę­ście fizyka ma się dobrze i całkiem sprytnie radzi sobie z tym pojęciem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Teresa

    W świetle eks­pe­ry­mentu Exnera mamy obser­wa­tora jakim jest człowiek i mamy naj­mniej­szą roz­po­zna­walną chwilę dla ludz­kiego umysłu — kwant psy­cho­lo­giczny.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://wswieciejutra.pl keeeper

    “Kiedy oglądamy wyjąt­kowo nużący film o facecie w łódce, każda minuta zdaje się roz­cią­gać w nie­skoń­czo­ność”

    Spo­koj­nie, zaraz się rozkręci. 😉
    https://uploads.disquscdn.com/images/af8f2122cc94dc58e733be225d81c4b3f153a2d632051c5345430f67c890f8a2.jpg

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

×