Mysz podczas misji Crew Dragona

Czym była “mysz” towarzysząca misji Crew Dragona?

Transmisja pierwszej załogowej misji przygotowanej przez SpaceX cieszyła się ogromną oglądalnością. Jednak tylko niektórzy dostrzegli nietypowe zjawisko, które błyskawicznie stało się źródłem nowych teorii spiskowych.

Krótko. Naj­praw­do­po­dob­niej w pobliżu dyszy silnika zebrała się nie­wielka ilość płynu: ciekłego tlenu, helu bądź wody, która nie zdążyła wyparować.

Rzecz ma miejsce w połowie czwartej minuty trwania misji Crew Dragon DM‑2. Po odrzu­ce­niu pierw­szego członu rakiety kamera moni­to­ru­jąca silnik Merlin uchwy­ciła ruch jakiegoś nie­wiel­kiego obiektu w zaka­mar­kach powyżej dzwonu dyszy (z góry prze­pra­szam za brak precyzji w inży­nie­ryj­nej terminologii).

Fragment misji SpaceX DM‑2 z 30 maja 2020.

Sam nie zwró­ci­łem na ten szczegół uwagi, ale inter­nau­tom nic nie umknie. Niemal natych­miast w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, jak i na samym kanale SpaceX, obro­dziło komen­ta­rzami na temat tajem­ni­czego zanie­czysz­cze­nia. W końcu ktoś rzucił żar­to­bliwą sugestią, że śmi­ga­jące po obręczy ciało przy­po­mina… mysz. I byłby to nawet sym­pa­tyczny mem, gdyby nie fakt, że żyjemy w XXI wieku i każde nie­ty­powe zjawisko staje się przy­czół­kiem dla kone­se­rów teorii spi­sko­wych. Część z nich posta­no­wiła potrak­to­wać metaforę z gry­zo­niem bardzo dosłow­nie, a w całym locie upa­try­wać misty­fi­ka­cji. (Nawiasem mówiąc, kar­ko­łomna teza zwa­żyw­szy, że przy sprzy­ja­ją­cej pogodzie Falcona można było zaob­ser­wo­wać na niebie gołym okiem, nawet w naszym kraju).

https://twitter.com/BeachMilk/status/1267018581633495040

Ale pomi­ja­jąc te ima­gi­na­cje, sprawa rze­czy­wi­ście ma prawo intry­go­wać. Począt­kowo sądziłem, że wewnątrz pier­ście­nia pompy osadziły się po prostu frag­menty folii widocz­nej powyżej dyszy, okruchy farby lub innych drobnych ele­men­tów rakiety. Jednak prze­glą­da­jąc dyskusje, trafiłem na bardziej praw­do­po­dobne i chyba cie­kaw­sze wyja­śnie­nie. Zgodnie z nim, śmi­ga­jąca “mysz” to w rze­czy­wi­sto­ści kropla płynu. Mogłaby to być zarówno odrobina wilgoci wynie­siona z atmos­fery, jak również resztka sprę­żo­nego helu, słu­żą­cego w Fal­co­nach do odse­pa­ro­wa­nia pierw­szego członu rakiety.

Waż­niej­sze pytanie brzmi, dlaczego taka kropla w ogóle się ostała i skąd jej dyna­miczne pląsy? Dlaczego roz­pa­lona do czer­wo­no­ści dysza nie spo­wo­do­wała odpa­ro­wa­nia wszel­kich płynów?

Nastę­puje tu coś na kształt efektu fizycz­nego opi­sa­nego 250 lat temu przez Johanna Leiden­fro­sta. Nie­miecki poli­hi­stor zauważył, że kropla wody spa­da­jąca na dno mocno roz­grza­nego naczynia, wbrew intuicji, potrafi prze­trwać dłużej, niż przy kon­tak­cie z nieco niższą tem­pe­ra­turą. Zgodnie z jego opisem, gdy ciecz styka się z roz­ża­rzo­nym metalem jej spód bły­ska­wicz­nie paruje, co tworzy cienką “poduszkę”, na której pod­ska­kuje reszta kropli. Ujmując rzecz bardziej ogólnie: zbyt gwał­towne paro­wa­nie zewnętrz­nych warstw płynu, utrudnia przepływ tem­pe­ra­tury, w związku z czym proces trwa dłużej niż mogli­by­śmy oczekiwać.

Fragment misji z 4 czerwca 2020.

Jeśli dokład­nie przyj­rzy­cie się okolicom dyszy silnika podczas innych lotów – choćby w ramach programu Starlink – dostrze­że­cie to samo zjawisko. Tak więc, “myszy” towa­rzy­szyły nie tylko misji Crew Dragona.

Total
0
Shares
Inne teksty