W momencie gdy piszę te słowa, z nieba leje się morderczy żar. Tymczasem ja – przewrotnie – kończę lekturę poświęconą światłu słonecznemu i jego dobrotliwemu wpływowi na nasze organizmy.

Na starcie muszę pod­kre­ślić, że naj­now­sza pro­po­zy­cja Wydaw­nic­twa Insignis nie podej­muje tematyki Słońca od strony fizycz­nej i astro­no­micz­nej. Nie poczy­ta­cie tu o genezie drogiego nam żółtego karła, o jego ewolucji, roz­bły­skach, plamach, czy wietrze sło­necz­nym. W pogoni za słońcem przed­sta­wia naszą gwiazdę przede wszyst­kim jako fenomen bio­lo­giczny oraz psy­cho­lo­giczny. Nie tylko konieczny do zaist­nie­nia życia, ale również nie­ustan­nie dostra­ja­jący procesy meta­bo­liczne, wpły­wa­jący na zdrowie, leczący choroby i popra­wia­jący samo­po­czu­cie.

Zaglą­da­jąc pod asce­tyczną białą okładkę, ozdo­bioną żółtą plamą, trafiamy na spis treści zapo­wia­da­jący całe dziesięć roz­dzia­łów. Same nagłówki mówią niewiele i raczej nie przy­ku­wają wzroku. Po pierw­szym spoj­rze­niu ktoś mógłby dojść do wniosku, że czeka go niezbyt inte­re­su­jąca, wręcz wtórna lektura, oma­wia­jąca kwestie powszech­nie znane. W końcu, czy trzeba być wytraw­nym bio­lo­giem żeby zdawać sobie sprawę z wła­ści­wo­ści zdro­wot­nych światła?

Jest to wrażenie złudne. Linda Geddes, na co dzień redak­torka New Scien­tist, uświa­da­mia, że przez długi czas nie wie­dzie­li­śmy o bio­lo­gicz­nym zna­cze­niu światła niemal niczego kon­kret­nego, zdając się li tylko na czystą intuicję i prze­czu­cie. Sytuacja uległa zmianie dopiero w ostatnim stuleciu. Mało tego. Na dobrą sprawę od zaledwie dwóch, może trzech dekad mówi się głośno o nie­na­tu­ral­nym i zgubnym stosunku współ­cze­snego czło­wieka do światła. Mam tu na myśli zarówno zbyt rzadkie obco­wa­nie ze Słońcem, jak również zde­cy­do­wa­nie zbyt inten­sywną eks­po­zy­cję naszych oczu na sztuczne, nie­bie­skie światło pocho­dzące ze smart­fo­nów i kom­pu­te­rów. Pamię­tajmy, że grun­towny opis mecha­ni­zmów odpo­wia­da­ją­cych za bio­lo­giczny rytm dobowy – ściśle związany z obec­no­ścią światła – to jedno z naj­śwież­szych osią­gnięć medycyny (nagro­dzone Noblem z fizjo­lo­gii i medycyny w 2017 roku).

Świa­tło­czułe komórki w gałce ocznej, które wysyłają sygnały do głównego zegara i obszarów w mózgu odpo­wie­dzial­nych za czujność, połą­czone są również z regio­nami odpo­wie­dzial­nymi za kontrolę nastroju. (…) Podobnie w badaniu GSA ci pra­cow­nicy, którzy rano mieli kontakt z dużą ilością światła, podawali w kwe­stio­na­riu­szu wyższą ocenę własnego nastroju niż pozo­stali.

Co cieszy, przez całą lekturę W pogoni za słońcem czy­tel­ni­kowi towa­rzy­szą liczby, doświad­cze­nia i fakty. To, że praw­do­po­dob­nie każdy z nas zde­cy­do­wa­nie zbyt rzadko przebywa na zewnątrz jest oczy­wi­sto­ścią, ale mało kto zdaje sobie sprawę ze skali problemu i pły­ną­cych zeń kon­se­kwen­cji. Pani Geddes alarmuje, iż prze­ciętny Euro­pej­czyk oddaje się codzien­nym zajęciom przy świetle o natę­że­niu około 500 luksów – a u osób pra­cu­ją­cych w biurach wartości te bywają jeszcze mniejsze. Żebyśmy zro­zu­mieli jak mała to dawka: nasze czerw­cowe Sło­neczko w zenicie potrafi uderzyć kil­ku­dzie­się­cioma tysią­cami luksów. Rzecz jasna, nie da się stale prze­by­wać na zewnątrz, ale jak wykazały obser­wa­cje z udziałem amiszów – kła­dą­cych nacisk na życie w większej zgodzie z naturą – człon­ko­wie ich spo­łecz­no­ści otrzy­mują prze­cięt­nie aż sied­mio­krot­nie więcej światła od sta­ty­stycz­nego oby­wa­tela. Co więcej, my, jako miesz­kańcy takiej a nie innej sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej, mierzymy się z dodat­ko­wym pro­ble­mem, pod postacią pór roku. Obni­że­nie samo­po­czu­cia w okresie zimowym zostało udo­ku­men­to­wane, a w skraj­nych przy­pad­kach prowadzi do zabu­rze­nia zwanego chorobą afek­tywną sezonową (SAD), czy po prostu depresją sezonową. Cierpi nań 3% Euro­pej­czy­ków i aż 10% Ame­ry­ka­nów.

W szkołach na Tajwanie podjęto bardziej sta­now­cze starania. W 2010 roku rząd zapo­cząt­ko­wał ini­cja­tywę “Przerwa na wolnym powie­trzu”. W ramach tej akcji zalecano, aby w szkołach pod­sta­wo­wych podczas przerw kie­ro­wano dzieci na zewnątrz, co dawało w sumie 80 minut dziennie. (…) Po roku rząd ogłosił, że w szkołach, które przyjęły program, wystę­po­wa­nie krót­ko­wzrocz­no­ści zmniej­szyło się o połowę.

Cie­ka­wych sta­ty­styk jest znacznie więcej. Zain­try­go­wały mnie m.in. roz­wa­ża­nia na temat jet-lagu, czyli zespołu nagłej zmiany strefy czasowej. Autorka sypie całą serią przy­kła­dów wska­zu­ją­cych na uza­leż­nie­nie zarówno jed­no­stek, jak i całych spo­łe­czeństw od czasu sło­necz­nego. Przy­kła­dowo, Niemcy na zacho­dzie budzą się sta­ty­stycz­nie pół godziny później od swoich rodaków ze wschodu. Można by uznać to za rzecz nie­istotną, gdyby nie to, że wschód Słońca nastę­puje dokład­nie 36 minut wcze­śniej na granicy z Polską niż na granicy z Francją. To naprawdę spora różnica, zwa­żyw­szy na to, że – tak jak w przy­padku Polski – na całym tery­to­rium RFN obo­wią­zuje ten sam czas urzędowy.

Rosja, która w 2011 roku prze­sta­wiła się na czas letni obo­wią­zu­jący cały rok, wycofała się z tej decyzji zaledwie 3 lata później, tłu­ma­cząc rezy­gna­cję pro­ble­mami zdro­wot­nymi oby­wa­teli i wzrostem liczby wypadków. Siergiej Kałasz­ni­kow (…) twier­dził, że zmiana skazała Rosjan na wzmożony stres i pogor­sze­nie stanu zdrowia z powodu koniecz­no­ści podró­żo­wa­nia do pracy lub szkoły w ciem­no­ściach.

Pod wieloma wzglę­dami W pogoni za słońcem przy­po­mina mi wydaną kilka miesięcy temu książkę Matthew Walkera Dlaczego śpimy? Chociaż główne wątki obu pozycji wydają się różne, siłą rzeczy łączy je kwestia wspo­mnia­nego wcze­śniej rytmu dobowego oraz wpływu światła na higienę snu. Nie dziwi więc, że w obu pracach można się natknąć na kilka podob­nych wniosków jak również odwołań do tych samych eks­pe­ry­men­tów. Przede wszyst­kim jednak, publi­ka­cje Geddes i Walkera łączy podobny ładunek poznaw­czy. Czy­tel­nicy W pogoni za słońcem nie uświad­czą ozdob­nego języka czy zabaw­nych aneg­do­tek. Nie­wy­klu­czone wręcz, że brnąc przez niektóre strony zaczną ziewać, prze­la­tu­jąc wzrokiem po nazwi­skach, datach i obco brzmią­cych skrótach. Jednakże, nie da się zaprze­czyć, że mamy do czy­nie­nia z pracą mery­to­rycz­nie solidną, rzetelną i po prostu ważną, bo podej­mu­jącą wątek nie­od­łącz­nego elementu naszej codzien­nej egzy­sten­cji.

Dlatego książka Lindy Geddes to nie byle zbiór cie­ka­wo­stek, lecz kom­pen­dium wiedzy o zna­cze­niu prak­tycz­nym. Nawet jeżeli nie podtyka pod nos kon­kret­nych porad i ostrze­żeń, daje do myślenia i zwraca uwagę na pokaźny bagaż kłopotów, jakie zaak­cep­to­wa­li­śmy wraz z powszech­nie przy­ję­tym trybem życia. Tak odległym od tego, do czego przy­sto­so­wała nas ewolucja.

Info:
Autor: Linda Geddes;
Przełożyła: Andrzej Wojtasik;
Tytuł: “W pogoni za słońcem. O świetle słonecznym i jego wpływie na nasze ciała i umysły”;
Tytuł oryginału: “Chasing the Sun. The new science of sunlight and how it shapes our bodies and minds”;
Wydawnictwo: Wydawnictwo Insignis;
Wydanie: Kraków 2019;
Liczba stron: 333.