Astrologia to pseudonauka

Głupota na niedzielę: Astrologowie ogłaszają powrót na drogę postępu

Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale niedawna wielka koniunkcja była nie tylko efektownym zjawiskiem astronomicznym, ale również arcyważnym zdarzeniem astrologicznym.

Jakiś czas temu prze­czy­ta­łem, że w Stanach Zjed­no­czo­nych na jednego astro­noma przypada aż dzie­się­ciu astro­lo­gów. Nie wiem czy w Polsce te pro­por­cje wyglą­dają podobnie, ale jestem pewny, że prędzej zagad­niemy przy­pad­kową osobę pytając o jej horoskop, niż o to, co sądzi o wynikach badań Parker Solar Probe lub per­spek­ty­wie zało­go­wej misji na Marsa. Wiem również, że inter­ne­towe algo­rytmy nie pomagają. Skoro przez kilka godzin zaczy­ty­wa­łem się w mate­ria­łach nauko­wych poświę­co­nych ostat­niej koniunk­cji Jowisza i Saturna, wszech­wie­dzący facebook uznał, że w celu posze­rze­nia hory­zon­tów powi­nie­nem również zasię­gnąć opinii astro­loga. Pewnie, dlaczego nie?

W ten sposób trafiłem na portal Zwierciadlo.pl. Jest to jedno z tych kon­fun­du­ją­cych miejsc w sieci, gdzie pomiędzy poradami dla kobiet, tekstami pro­mu­ją­cymi zdrowy tryb życia i niby poważ­nymi felie­to­nami o kulturze, upchano roz­bu­do­wany dział astro­lo­giczny. Redak­torki nie próżnują i poza stan­dar­do­wymi horo­sko­pami (Mars w Pannie – materiał na męża, Waga – naj­bar­dziej wyra­fi­no­wany znak Zodiaku…) publi­kują również wywiady z uznanymi mistrzami wiedzy tajemnej. Zain­te­re­so­wany ostat­nimi wyda­rze­niami klik­ną­łem w nagłówek “Gwiazda Betle­jem­ska”, czyli wielka koniunk­cja Jowisza i Saturna – co dla nas oznacza? Tłumaczy astrolog Piotr Giba­szew­ski.

Nie chcąc wyjść na laika, od razu uru­cho­mi­łem w prze­glą­darce drugą kartę, gdzie zapy­ta­łem wujka Google’a, z kim mam wła­ści­wie do czy­nie­nia. Próba wyszu­ka­nia nazwiska napro­wa­dziła mnie na stronę Poradni Ezo­te­rycz­nej “Solarius”, ofe­ru­ją­cej warsz­taty, kursy oraz liczne usługi z zakresu inter­pre­ta­cji horo­sko­pów czy astro­co­achingu. Cena? 800 zł za pełną sesję astro­lo­giczną, 950 zł za wersję roz­sze­rzoną, która zdradzi nam nasze ukryte poten­cjały, zasoby i moż­li­wo­ści. Koszt wydaje się wygó­ro­wany, ale pamię­tajmy, że chodzi o usługę doświad­czo­nego fachowca. Wszakże Piotr Giba­szew­ski to praw­dziwy nestor polskiej sceny astro­lo­gicz­nej, wykła­dowca Studium Psy­cho­lo­gii Psy­cho­tro­nicz­nej oraz członek Pol­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia Astrologów.

Zodia­kalne barany mojego pokroju cha­rak­te­ry­zuje upartość, ale również racjo­nalny stosunek do pie­nią­dza. Jeżeli więc figura tej wiel­ko­ści udziela wywiadu, w którym darmowo (!) daje próbkę swoich nie­ba­nal­nych zdol­no­ści, jedynym roz­sąd­nym wyborem pozo­staje schować scep­ty­cyzm do kieszeni i zabrać się za lekturę. Kto wie? Może w przy­szło­ści sam zostanę jednym z kur­san­tów Gibaszewskiego?

Na początek rzućmy jednak okiem na naj­waż­niej­sze frag­menty wywiadu, prze­pro­wa­dzo­nego przez panią Kata­rzynę Mar­giel­ską. Dla zacho­wa­nia klimatu, nadałem cytatom odpo­wied­nią oprawę wizualną.


Ciekawi mnie kiedy zda­rze­nie nabiera rze­czy­wi­stej mocy astro­lo­gicz­nej. Wielkie koniunk­cje wypadają średnio co 20 lat, ale różnią się z per­spek­tywy ziem­skiego obser­wa­tora optyczną bli­sko­ścią planet. Astrolog wymienił rekor­dową koniunk­cję z marca 1226 roku, gdzie oba punkty dzieliło 2,1 minuty kątowej oraz tą z lipca 1623, gdy dystans wynosił 5,2′, ale już pominął zbli­że­nie z sierpnia 1563 roku. W tym ostatnim przy­padku Jowisz minął Saturna zacho­wu­jąc 6,8′, więc domyślam się, że granica ezo­te­rycz­nej istot­no­ści dra­stycz­nie spada gdzieś pomiędzy 6,1′ (tego­roczna koniunk­cja), a 6,8′.

Warto wiedzieć.

Kolejne fra­pu­jące zagad­nie­nie: związek astro­lo­gii z poszcze­gól­nymi mito­lo­giami. Powszech­nie wiadomo, że wiele kultur utoż­sa­miało bóstwa z gwiaz­dami bądź ciałami Układu Sło­necz­nego. Na jakiej pod­sta­wie wybie­ramy, czy odwo­łu­jemy się do dawnych wierzeń Rzymian, Egipcjan, Hetytów, Sumerów, Elamitów, Abo­ry­ge­nów, Celtów czy Olmeków? Nie wątpię, że można między nimi dostrzec pewne podo­bień­stwa, jednak ludy poza­eu­ro­pej­skie raczej nie łączyły z Saturnem żadnego ducha zamiesz­ka­ją­cego odległą Etnę. Ogólnie rzecz biorąc, na Ziemi możemy wyliczyć z półtora tysiąca czynnych wulkanów. Czy każdemu odpo­wiada jakiś obiekt kosmiczny? A co z wul­ka­nami drze­mią­cymi i wyga­słymi? Czy wulkan zamiera wraz ze znik­nię­ciem danego punktu na niebie? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

Jeszcze istot­niej­sza wydaje się inna wąt­pli­wość. Czy znając daty kil­ku­dzie­się­ciu erupcji Etny z ostat­nich stuleci oraz poło­że­nia planet w poszcze­gól­nych okresach potra­fimy dostrzec kore­la­cję? Coś co upraw­do­po­dob­ni­łoby sprzę­że­nie pomiędzy Saturnem a tym kon­kret­nym wulkanem? Nauko­wiec powie­działby, że wybuchy nie­pa­su­jące do schematu stanowią anomalię i mogą sfal­sy­fi­ko­wać hipotezę. Zaraz zarzu­ci­cie mi cze­pial­stwo, bo astro­lo­gia to bardziej sztuka niż nauka ale was zaskoczę. Pan Giba­szew­ski na swojej własnej stronie pisze o pro­wa­dzo­nych “bada­niach nauko­wych”, zaś spo­tka­nia astro­lo­gów nazywa “kon­fe­ren­cjami nauko­wymi”. W świetle tej infor­ma­cji, chyba nie wymagam zbyt wiele.

Mój ulubiony fragment wywiadu. Wraz z nadej­ściem Wodnika namnoży się antysz­cze­pion­kow­ców, home­opa­tów, pła­sko­ziem­ców, kre­acjo­ni­stów, radie­ste­tów, tele­pa­tów i innych oszołomów. 

Ostrzega astrolog-taro­ci­sta, więc ja mu wierzę.

Nadal zachodzę w głowę, jak to dokład­nie działa. Era Wodnika jeszcze się nie zaczęła, ale jej symptomy towa­rzy­szą nam już od kilku pokoleń? Niech będzie, ale w takim razie trapi mnie coś innego. Z jednej strony mamy Rewo­lu­cję Fran­cu­ską czy ruch hipi­sow­ski, zapo­wia­da­jące zacie­ra­nie granic i glo­ba­li­za­cję – tyle tylko, że pomiędzy nimi doszło m.in. do narodzin nacjo­na­li­zmów, kilku ludo­bójstw, pochodu faszyzmu oraz dwóch wojen światowych. 

Zło­śli­wiec powie­działby, że przełom er astro­lo­gicz­nych to wyma­rzony czas do for­mu­ło­wa­nia proroctw. Cokol­wiek byśmy nie powie­dzieli, będzie pasować jeśli nie do Wodnika, to jeszcze do Ryb.

Swoją drogą, miałem mylne prze­ko­na­nie, jakoby uży­tecz­ność astro­lo­gii polegała przede wszyst­kim na pro­gno­zo­wa­niu przy­szło­ści. Wiecie, tak żebym mógł sko­rzy­stać z wróżby i przy­go­to­wać się na nad­cho­dzące nie­bez­pie­czeń­stwa. Tym­cza­sem Piotr Giba­szew­ski zde­cy­do­wa­nie bardziej woli mówić o tym co było lub jest, niż o tym co będzie. Nie żebym depre­cjo­no­wał te cenne spo­strze­że­nia, ale o tym, że świat zmienia się w globalną wioskę, mamy kom­pu­tery, a rakiety regu­lar­nie wożą nas na orbitę, wie każdy kto nie przespał ostat­nich stu lat pod kamieniem.

Skoro przy tym jesteśmy, wiecie czego mi brakuje? Choćby jednego astro­lo­gicz­nego manu­skryptu, powiedzmy sprzed tysiąca lat, którego autor prze­wi­działby, że oto u kresu ery Ryb konie zastąpią maszyny, na niebie pojawią się żelazne ptaki, a człowiek postawi stopę na Księżycu. Pomy­śl­cie, jakie wrażenie zro­bi­łaby taka prognoza, wygło­szona gdzieś w śre­dnio­wie­czu. Zamiast tego słyszymy zwykle o nadej­ściu zarazy, wybuchu wojny lub upadku imperium. Wizjach równie zaska­ku­ją­cych co per­spek­tywa pod­nie­sie­nia podatków lub klęski polskich drużyn pił­kar­skich w pucha­rach europejskich.

Coś za coś. Popu­la­cja oszo­ło­mów zwiększy się, ale otrzy­mu­jemy również obiet­nicę szyb­szego postępu nauko­wego. Uczciwa cena.

Giba­szew­ski wyjąt­kowo kon­kret­nie wróży nadej­ście epoki ener­ge­tyki ter­mo­ją­dro­wej. Zasta­na­wia mnie czy wyczytał to z poło­że­nia planet, czy jednak z trwa­ją­cych od pół wieku prób skon­stru­owa­nia uży­tecz­nego tokamaka.

Wracamy do prze­wi­dy­wa­nia tego co już było. Astrolog ogłasza, że zjawiska na niebie przy­nio­sły schizmę Kościoła. Znów nie wiem, dlaczego okre­ślona koniunk­cja, bądź stellum zwia­sto­wały akurat schizmę wschod­nią, a nie np. spór o inwe­sty­turę, schizmę zachod­nią, początki husy­ty­zmu, angli­ka­ni­zmu, czy refor­ma­cję. Dlaczego w ogóle jakaś planeta decyduje o losach chrze­ści­jań­stwa, a nie islamu, zoro­astry­zmu albo sikhizmu? Giba­szew­ski to dyplo­mo­wany reli­gio­znawca, więc zakładam, że sam zadał sobie te pytania.

Ziemski nie­bo­skłon nawie­dziła również kometa C/2020 F3 (NEOWISE). Jak uczy nas seria gier Europa Uni­ver­sa­lis, takie wyda­rze­nia skutkują co najmniej ode­bra­niem punktu sta­bil­no­ści. Nie wiem nato­miast jak mają się sprawy z kometą C/2019 Y4 (ATLAS), która rozpadła się jeszcze zanim stała się widoczna nie­uzbro­jo­nym okiem. Czy taki obiekt zdążył już namie­szać w horoskopach?


Zabawne? Też się śmiałem. Potem sobie przy­po­mnia­łem, że usługi astro­lo­giczne zapew­niają bez­czel­nym hochsz­ta­ple­rom dostat­nie życie, kosztem tysięcy naiw­nia­ków. Że kilka miesięcy temu duże wydaw­nic­two promując książkę sza­no­wa­nego astro­noma, w roz­sy­ła­nym biu­le­ty­nie omyłkowo nazwało go astro­lo­giem. Że wśród ezo­te­ry­ków nie brakuje absol­wen­tów uczelni wyższych, nawet osób z dok­to­ra­tami. Że sto­wa­rzy­sze­nia astro­lo­giczne cykliczne orga­ni­zują własne spędy, pro­wo­ka­cyj­nie nazy­wa­jąc je kon­fe­ren­cjami nauko­wymi. Że żyjemy w epoce eks­plo­ra­cji kosmosu, a wbrew wszel­kiej logice, tak wielu wciąż wierzy w uza­leż­nie­nie losu narodów i jed­no­stek od martwych kawałków skał lub kul gazu krą­żą­cych miliony kilo­me­trów stąd.

Teraz zamiast się śmiać, bez­rad­nie prze­ły­kam mie­szankę gniewu i irytacji.

Total
1
Shares