Czytaj dalej

Podczas wirtualnej konferencji prasowej na kanale Royal Astronomical Society, usłyszeliśmy o odkryciu fosforowodoru w atmosferze Wenus. Czy już pora na emocje?

Wyniki nie­roz­strzy­ga­jące, ale interesujące.

Lawrence Krauss

Kiedy mówimy o życiu poza­ziem­skim w kon­tek­ście Układu Sło­necz­nego, nasz wzrok mimo­wol­nie kieruje się w stronę Marsa. Nie zawsze tak było. Jeszcze na początku XX wieku astro­no­mo­wie wpa­trzeni w nie­prze­nik­nioną tarczę Wenus wesoło spe­ku­lo­wali, że gęsta atmos­fera może stanowić oznakę roz­kwi­ta­ją­cego życia. Powierzch­nię naszej sąsiadki wyobra­żano sobie podobnie do bagni­stej Ziemi sprzed kilkuset milionów lat. Dopiero obser­wa­cje spek­tro­sko­powe oraz pierwsze sondy odkryły przed nami przy­gnę­bia­jącą prawdę: Wenus to roz­ża­rzone, tok­syczne piekło. Opan­ce­rzone sowiec­kie lądow­niki słane na Złoty Glob w ramach programu Wenera, nie potra­fiły pracować w skraj­nych warun­kach nawet godziny.

Nie­go­ścinne równiny Wenus sfo­to­gra­fo­wane przez sondę Wenera 13.

Czy w tym Mordorze zna­la­złoby się miejsce na coś tak wraż­li­wego jak życie? Marsowi również daleko do ideału, jednak mając do wyboru Czerwoną Planetę z bardzo roz­rze­dzoną atmos­ferą i antark­tycz­nymi mrozami i Wenus roz­pa­loną do 460°C i przy­gnia­ta­jącą 90-krotnie wyższym od ziem­skiego ciśnie­niem – więk­szość z nas obsta­wa­łaby za tym pierw­szym. Tylko nie­liczni astro­no­mo­wie, jak Harold Morowitz, Paul Birch i wreszcie Carl Sagan, nigdy sta­now­czo nie prze­kre­ślili naszej upiornej siostry. Wie­dzieli oni, że żaden żywy organizm nie ostanie się na pie­kiel­nej powierzchni, ale dopusz­czali ewen­tu­alne ist­nie­nie jakichś mikrobów w ciut mniej zabój­czych wenu­sjań­skich chmurach. Był to jednak tylko luźny pomysł, za który żaden z ówcze­snych badaczy nie dałby sobie odciąć nawet paznokcia.

Bra­ko­wało wyraź­nych prze­sła­nek, do niedawna. Kilka lat temu w perio­dyku Astro­bio­logy pojawiła się publi­ka­cja zespołu Sanjaya Limayego, doty­cząca poten­cjal­nej spek­tral­nej sygna­tury wenu­sjań­skiego życia. Zwrócono w nim uwagę, że w wąskim pasie chmur, na wyso­ko­ści 47,5–50,5 km – gdzie ciśnie­nie i tem­pe­ra­tury wydają się znośne – w zakresie ultra­fio­letu daje się dostrzec epi­zo­dyczne, ciem­niej­sze plamy. Mógłby to być rodzaj zakwitu eks­tre­mo­fi­lów przy­sto­so­wa­nych do dużej kwa­so­wo­ści i wyda­la­ją­cych związki siarki. Kon­cep­cja narobiła trochę zamie­sza­nia, ale sceptycy wciąż mogli mówić o alter­na­tyw­nych wyjaśnieniach. 

Praw­dzi­wego powodu do zwró­ce­nia wszyst­kich tele­sko­pów ku Wenus dostar­czył nam dopiero wczo­raj­szy briefing. Zespoły obsłu­gu­jące obser­wa­to­rium Jamesa Clerka Maxwella (JCMT) na Mauna Kea oraz Atacama Large Mil­li­me­ter Array (ALMA) w chi­lij­skich Andach, poin­for­mo­wały o odkryciu, które może okazać się prze­ło­mowe w oma­wia­nym kon­tek­ście. Podczas kon­fe­ren­cji zor­ga­ni­zo­wa­nej przez Royal Astro­no­mi­cal Society z udziałem m.in. Anity Richards, Williama Bainsa, Jane Greaves oraz Sary Seager – ofi­cjal­nie potwier­dzono wychwy­ce­nie w atmos­fe­rze Wenus śladów fos­fo­ro­wo­doru (fosfina). Szcze­góły zawarto w publi­ka­cji Pho­sphine gas in the cloud decks of Venus na łamach Nature Astro­nomy.

Przy­wy­kli­śmy do tego, że media co jakiś czas bom­bar­dują nas newsami o wielkim odkryciu jakiegoś związku orga­nicz­nego, czy to na Marsie, czy na innym ciele nie­bie­skim. Tym razem sytuacja wygląda nieco inaczej, bowiem PH3 to nie­orga­niczna i w sumie tok­syczna sub­stan­cja. Tym, co elek­try­zuje badaczy jest sposób jej powsta­wa­nia. Nie odno­to­wano dotąd wytwa­rza­nia fos­fo­ro­wo­doru na dużą skalę podczas ude­rze­nia pioruna, erupcji wulkanu, naświe­tla­nia skał, ani w jakich­kol­wiek innych poza­la­bo­ra­to­ryj­nych oko­licz­no­ściach. Z jednym wyjąt­kiem: PH3 to produkt meta­bo­li­zmu nie­któ­rych bakterii bez­tle­no­wych. Właśnie stąd to poru­sze­nie. Związek che­miczny, tak cha­rak­te­ry­styczny dla okre­ślo­nych form życia i jed­no­cze­śnie nie­spo­ty­kany w innych warun­kach, pro­wo­kuje do naj­śmiel­szych domysłów.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zepsuł zabawy apelem o powścią­gli­wość. W tym momencie możemy wskazać na trzy ewen­tu­al­no­ści, z czego dwie pierwsze wydają się równie prawdopodobne:

  • Opcja I: wenu­sjań­skie piekło może obfi­to­wać w zjawiska geo­lo­giczne lub mete­oro­lo­giczne nieznane na Ziemi i masowo pro­du­ku­jące fos­fo­ro­wo­dór. To wyja­śnie­nie naj­bez­piecz­niej­sze i do czasu zdobycia kolej­nych dowodów chyba najrozsądniejsze. 
  • Opcja II: w nie­prze­nik­nio­nej, pożół­kłej atmos­fe­rze, zapewne na wyso­ko­ści kil­ku­dzie­się­ciu kilo­me­trów, zawie­szone są mikro­sko­pijne żyjątka, którym nie prze­szka­dza nadmiar dwu­tlenku węgla czy siarka. 
  • Opcja III: planeta sta­no­wiła bardzo żywe miejsce w odległej prze­szło­ści, ale hulający efekt cie­plar­niany dopro­wa­dził do cał­ko­wi­tej ste­ry­li­za­cji. W tym układzie czą­steczki fos­fo­ro­wo­doru byłyby reliktem dawnego życia. Ta ewen­tu­al­ność wydaje się jednak najmniej praw­do­po­dobna, z uwagi na wysoką reak­tyw­ność PH3. Mówiąc naj­pro­ściej, sub­stan­cja już dawno powinna wejść w reakcję z innymi i zniknąć z atmos­fery. Fakt, że tak się nie stało wskazuje, że związek jest stale produkowany.

Nie muszę chyba pisać, że uzy­ska­nie dowodu ist­nie­nia choćby naj­pry­mi­tyw­niej­szej bakterii na Wenus, z miejsca prze­war­to­ścio­wa­łoby naszą wiedzę o fizyce, astro­no­mii, chemii i biologii. Sta­nę­li­by­śmy w obliczu przełomu porów­ny­wal­nego z prze­wro­tem koper­ni­kań­skim. Wszech­świat po raz kolejny poka­załby nam, że Ziemi nie jest aż tak wyjąt­kowa, jak wma­wia­li­śmy sobie przez tysiąclecia.

NASA zwiększy zainteresowanie Wenus?
Czyżby zanosiło się na zmianę prio­ry­te­tów badawczych?

Jednak na chwilę obecną mówimy tylko i wyłącz­nie o obie­cu­ją­cej hipo­te­zie. O tym, czy mamy do czy­nie­nia z rze­czy­wi­stym prze­ło­mem, czy z roz­cza­ro­wu­ją­cym kapi­szo­nem, prze­ko­namy się dopiero wraz z posła­niem ku Wenus nowej gene­ra­cji sond. Jeszcze na początku tego roku NASA roz­wa­żała projekty misji DAVINCI, VAMP oraz VERITAS. Po dzi­siej­szych rewe­la­cjach, chyba nie będzie pro­ble­mów z finansowaniem.

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.