7 faktów o radzieckim programie kosmicznym

Penetrując terytorium upadłej Rzeszy, zwycięscy alianci natknęli się na plany i prototypy, obok których nie mogli przejść obojętnie. Niemieckie pociski V2 potrafiące przenieść tonę ładunku na odległość kilkuset kilometrów, oznaczały zmianę zasad gry.

Zarówno Amerykanie jak i Rosjanie wiedzieli, że trafili na zręby technologii, która już wkrótce zapoczątkuje jeden z najważniejszych wyścigów w dziejach nauki. Poniżej przedstawiam kilka interesujących faktów na temat pierwszej rundy tej wiekopomnej walki. A spojrzymy na nią od strony niekwestionowanego zwycięzcy, ojca radzieckiego programu kosmicznego – Sergieja Pawłowicza Korolowa.

1. Marzenia o sowieckiej potędze rakietowej

Start rakiety R-7

Wszyscy wiedzą, że czołowi politycy ZSRR początkowo nie przejawiali entuzjazmu wobec wydawania kolosalnych sum na “nieprzydatną kupę złomu”, jaką jawił się pierwszy sztuczny satelita. Ekipy badawcze mogły jednak liczyć na bezwarunkowe poparcie partii, w sprawie rozwoju samej technologii rakietowej. Następca Stalina, Nikita Chruszczow, pokładał wielkie nadzieje w projekcie pocisku balistycznego R-7, do tego stopnia, że gotów był zmienić priorytety rozwoju armii. Nowe rakiety miały w niedalekiej przyszłości stanowić pierwszą linię defensywy Kraju Rad. Rzecz jasna, potrzeby finansowe tak ekstrawaganckiego przedsięwzięcia nie miały końca, co spowodowało uszczuplenie budżetów innych działów ministerstwa obrony. Szczególnie ucierpiała radziecka flota i lotnictwo, pozbawione obiecanych wcześniej krążowników i bombowców. Decyzje te wzbudzały niemałe kontrowersje, zwłaszcza wśród wtajemniczonych oficerów, zdających sobie sprawę, iż nowa broń jeszcze przez długie dekady nie będzie efektywnym środkiem obrony ani ataku. Znacznie cenniejszy wydawał się walor propagandowy ambitnego programu.

2. Skryty Bajkonur

Kosmodrom w Tiuratam / Bajkonurze

Wielki projekt wiązał się z wielkimi przedsięwzięciami. W roku 1955 Rosjanie rozpoczęli budowę kompleksu badawczego w Tiuratam w Kazachstanie. Miejsce będące zupełnym pustkowiem idealnie spełniało warunki bezpieczeństwa, w głębi lądu, ukryte zarówno przed własnymi obywatelami jak i obcym wywiadem. Mniej zachwyceni byli robotnicy, zmuszeni do znoszenia ekstremalnych temperatur zimą i latem (od -40 do 40°C). Zgodnie z odgórnymi wytycznymi kosmodrom działał w całkowitej konspiracji: wszelka korespondencja oficjalnie adresowana była do Moskwy “skrytki pocztowej 300”, natomiast sama placówka dla dezinformacji przyjęła nazwę innej kazachskiej wioski – Bajkonuru. Podobnie jak w przypadku wielu podobnych projektów, jak np. amerykański Projekt Manhattan, większość pracowników przez długi czas nie miała pojęcia, nad czym tak naprawdę pracuje.

3. U-2 na tropie

Samolot szpiegowski U2

W dziewiczym okresie kosmonautyki Amerykanie zostawali daleko z tyłu za Rosjanami i doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Gdy komuniści udoskonalali rakietę R-7, amerykański pocisk Thor dopiero czekał na testy. Nic dziwnego, że Waszyngton nie cofał się nawet przed najbardziej ryzykownymi zagraniami, aby tylko zinfiltrować instalacje i rzeczywisty poziom zaawansowania prac wroga. Z pomocą przyszedł nowy model samolotu szpiegowskiego U-2. Wyposażona w potężne skrzydła maszyna CIA miała dokonać obserwacji z ekstremalnie wysokiego pułapu i pozostać niezauważona. Amerykanie doznali jednak kolejnego szoku, gdy do Pentagonu trafiła rosyjska nota z żądaniem wyjaśnień na temat misji samolotu, który “wdarł się 320 kilometrów w głąb radzieckiego terytorium i spędził nad nim godzinę i trzydzieści dwie minuty”. Okazało się, iż sowieckie radary P-30 również przebijają zachodnią myśl technologiczną i w zadziwiająco skrupulatnie monitorowały cały przelot U-2. Mimo to, odbyły się kolejne akcje zwiadowcze, bezczelnie penetrujące radziecką przestrzeń powietrzną, co zaowocowało odkryciem kompleksu Tiuratam w 1957 roku. Zdjęcia z nad Kazachstanu zatrwożyły “imperialistów” (ujrzeli pierwszy pełnoprawny, potężny kosmodrom), niewątpliwie mobilizując ich do zwiększonego wysiłku. Dlaczego Chruszczow ograniczył się tylko do dyplomatycznych protestów? Choć radzieckie radary bez trudu wykrywały U-2, Rosjanie nie dysponowali ówcześnie żadną bronią pozwalającą na ich zestrzelenie. Do czego oczywiście, nikt publicznie nie chciał się przyznać.

4. Podmoskiewski Korolow

Miasto nazwane na cześć Korolowa

W roku 1996, w trzydziestą rocznicę śmierci Sergieja Pawłowicza Korolowa, przemianowano podmoskiewski Kaliningrad (nie mylić z tym nadbałtyckim) na Korolow. Miejsce nieprzypadkowe, bowiem miasto od dziesięcioleci pozostaje ściśle związane z przemysłem kosmicznym. Do dziś działa tam m.in. Rakietno-kosmiczeskaja korporacyja “Eniergija”, będąca kontynuatorem OKB – Głównego Biura Konstrukcyjnego – zarządzanego niegdyś właśnie przez Korolowa. W miejscowości znajduje się przynajmniej tuzin innych placówek związanych z eksploracją kosmosu. Spośród nich należy wyróżnić RKA, czyli rosyjskie centrum kontroli lotów, pełniące w przeszłości funkcję sterowni stacji MIR, a obecnie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS.

5. Wewnętrzna rywalizacja

Konflikt między Korolowem a Głuszką

Sergiej Korolow prowadził nie tylko wyścig z niemieckim adwersarzem na amerykańskich usługach, untersturmführerem Wernerem von Braunem. W prowadzonym przez niego zespole również gęstniała atmosfera współzawodnictwa, a jak wiadomo, w Związku Radzieckim takie przepychanki często kończyły się tragicznie dla jednej ze stron. Gdy pierwsze testy rakietowe zawodziły, partner Naczelnego Konstruktora Walentin Głuszko, zrzucał całą winę na arogancję szefa. Korolow nie pozostawał mu dłużny, wytykając Głuszce błędy przy projektowaniu zaworów paliwowych. Dodatkowej pikanterii tej walce nadawały plotki na temat romansu Sergieja Pawłowicza ze szwagierką Głuszki. Oczywiście Naczelny Konstruktor wiedział, że odpowiedzialność i tak spoczywa głównie na nim i tylko dobre układy z Chruszczowem chroniły go przed długą wycieczką na Kołymę. Podobno jeden z oficerów bez ogródek stwierdził, że zamiast marnować alkohol na nieudane rakiety (jako składnik paliwa), lepiej byłoby go podarować żołnierzom Armii Czerwonej. Na szczęście dla Konstruktora, po trudnych początkach przyszła seria sukcesów. Co ciekawe, Głuszko współpracował z Korolowem do samego końca, a w przyszłości zajął jego miejsce u sterów Biura Konstrukcyjnego.

6. Amerykańska konsternacja i radziecka duma 

Propaganda wspierała radziecki program kosmiczny
Nauka i komunizm są nierozłączne! Czyż to nie piękne?

Udane wystrzelenie Sputnika wywołało wstrząs po obu stronach żelaznej kurtyny. Osaczony przez dziennikarzy prezydent Eisenhower wymijająco tłumaczył, że żaden kosmiczny wyścig nie ma miejsca, a Amerykański program działa nieco wolniej, ponieważ koncentruje się na celach naukowych, nie wojskowych. Opozycję najbardziej rozwścieczył jednak lekceważący ton głowy państwa: “udało im się [Rosjanom] umieścić w powietrzu zaledwie jedną małą piłeczkę”. Uspokajano także, że owa “piłeczka” nie ma większego zastosowania bojowego, a Sowieci jak dotąd eksploatują tylko projekty zdobyte podczas okupacji III Rzeszy – co było jawną hipokryzją. Tymczasem w Związku Radzieckim sukces wykorzystano w celach propagandowych na tyle, na ile to tylko było możliwe. Symbole Sputnika pojawiały się dosłownie wszędzie, w szczególny sposób uświetniając czterdziestą rocznicę rewolucji październikowej. W większych miastach pojawiały się makiety przedstawiające Ziemię okrążaną przez satelitę, wydawano okolicznościowe znaczki pocztowe oraz przyszywki, pochodom zaś towarzyszyły transparenty wychwalające wygraną nad zachodem. Z butą twierdzono, iż komunizm przoduje w sferze technologicznej i stawia postęp ponad kapitalistyczną wygodę i konsumpcjonizm. Pojawił się nawet pomysł aby nadać z kosmosu Międzynarodówkę, który jednak nie spotkał się z aprobatą Chruszczowa:

Ty i ta Twoja Międzynarodówka! Sputnik to nie jakaś cholerna pozytywka!

7. Przyjaźń Sekretarza i Konstruktora

Mało kto pamięta, że Nikita Chruszczow już kilka lat po objęciu stanowiska I Sekretarza, był o krok od jego utraty. Podczas wyjątkowego zebrania KC partii latem 1957 niemal wszyscy członkowie prezydium poddali go surowej krytyce, po czym formalnie… zdymisjonowali. Swoją głowę uratował tylko dzięki poprawnym stosunkom z Żukowem i Sierowem; dopóki miał za sobą Armię Czerwoną i NKWD, dopóty nie musiał obawiać się aresztowania. Po latach polityk sam przyznał, że swoje odrodzenie i wzrost popularności zawdzięczał m.in. radzieckiemu programowi kosmicznemu. Ironia losu: Chruszczow, który podobnie jak inni dygnitarze, początkowo lekceważył marzenia Korolowa, wkrótce roztoczył nad nim swoisty mecenat. Po sukcesach R-7 i Sputnika przywódca własnym autorytetem bronił Naczelnego Konstruktora przed wszelką krytyką, dbał o jego bezpieczeństwo oraz zapewnił mu najlepszą opiekę zdrowotną na jaką było stać państwo. Gdy rozłożony chorobą uczony nie chciał bezczynnie przebywać w szpitalu, Chruszczow podobno osobiście nakazał mu odpoczynek i zapewnił go o pełnym poparciu politbiura. Życzył mu aby w niedalekiej przyszłości wyrył godło Związku Radzieckiego na księżycowym globie.

Literatura uzupełniająca:
M. Brzezinski, Wschód Czerwonego Księżyca. Wyścig supermocarstw o dominację w kosmosie, Kraków 2009;
J. Harford, Sergiej Korolow. O krok od zwycięstwa w wyścigu na Księżyc, Warszawa 1997;
Wyścig w kosmos, reż. Ch. Spencer, M. Everest, BBC 2005.
Historia pewnego zdjęcia 7 faktów, które boimy się zaakceptować cz.2 Jak zmierzyć planetę?