Miałem okazję wypominać różne bzdurki publikowane na łamach Interii, Wirtualnej Polski i o2.pl, ale jakoś zawsze umykała mi działalność Onetu. Na szczęście ostatnio podesłano mi artykuł, który zaprowadzi równowagę w tej wstydliwej rywalizacji.

Tekst pod budzącym dreszcze tytułem “Podróże w czasie są możliwe — dowodzi tego fizyka kwantowa” jest naprawdę nie­sa­mo­wity. Perełka wśród por­ta­lo­wych far­ma­zo­nów. Nawet w ramach Głupoty na nie­dzielę, rzadko miałem okazję komen­to­wać tak dorodny kawał dzien­ni­kar­skiej igno­ran­cji i indo­len­cji. Serio, można odnieść wrażenie, że autorka wręcz starała się, aby żadne zdanie, które opuściło jej głowę – od leadu, aż do samego zakoń­cze­nia – przy­pad­kiem nie zawie­rało odrobiny sensu. Coby przy­pad­kiem inter­nauta nie prze­czy­tał czegoś, co ma jakie­kol­wiek oparcie w faktach.

Nawet sam tytuł pozo­staje mocno dys­ku­syjny. Widząc go mógłbyś odnieść wrażenie, że za moment poznasz jakąś hipotezę bądź odkrycie doty­czące istoty czasu w kon­tek­ście mecha­niki kwan­to­wej. Nic z tych rzeczy. Artykuł traktuje o wszyst­kim i o niczym, z naci­skiem na to drugie. Ale nie prze­dłu­ża­jąc, przejdźmy do lektury.

Fizyka kwantowa leży na pogra­ni­czu fizyki aka­de­mic­kiej i fan­ta­styki naukowej. Kla­syczni fizycy traktują ją nieco po maco­szemu, bo zajmuje się przede wszyst­kim roz­wa­ża­niem, co by było, gdyby.

Już pierwsze zdania całkiem sku­tecz­nie zapo­wia­dają co nas czeka za moment. Gdyby pisanie o nauce było biegiem przez płotki, to Pani Agnieszka Mazur-Puchała prze­wró­ci­łaby się na twarz jeszcze w szatni. Swoją drogą, przy­rów­na­nie mecha­niki kwan­to­wej – fun­da­mentu współ­cze­snej fizyki – do fan­ta­styki nieco mnie roz­ba­wiło, zwa­żyw­szy na to jak sam kiedyś zde­fi­nio­wa­łem “misję” tego bloga. Pozwolę sobie zacy­to­wać fragment: “Współ­cze­sny Polak nie posiada wiedzy na temat ota­cza­ją­cej go fizycz­nej rze­czy­wi­sto­ści. (…) Postu­laty ogólnej teorii względ­no­ści brzmią dla wielu jak motyw z kiczo­wa­tego science-fiction, nato­miast mecha­nika kwantowa pre­ten­duje do miana bzdurnej fantazji mającej więcej wspól­nego z misty­cy­zmem niż nauką”. Pozo­staje mi podzię­ko­wać za pod­par­cie mojej pesy­mi­stycz­nej tezy.

Oczy­wi­ście fizyka mikro­świata nie istnieje bez mecha­niki kwan­to­wej i żaden współ­cze­sny uczony nie może jej trak­to­wać po maco­szemu. Nie jest to również gdy­bo­lo­gia, a bardzo pre­cy­zyjna i dobrze udo­ku­men­to­wana część nauki, której osią­gnię­cia wyko­rzy­stu­jemy na co dzień. Ale to dopiero pierwsze dwa zdania, więc lećmy dalej.

Swój ogromny wkład w rozwój tej dzie­dziny miał Albert Einstein i to właśnie jego teorie jako pierwsze wska­zy­wały na moż­li­wość podró­żo­wa­nia w czasie.

Przyznam, że gdyby nie kontekst, to nawet byłbym pod wra­że­niem tego frag­mentu. W rzeczy samej, wbrew powszech­nej opinii, Albert Einstein miał całkiem spory wpływ na powsta­nie i ewolucję mecha­niki kwan­to­wej. Jednakże… prace te nie mają żadnego związku z podró­żo­wa­niem w czasie. Autorka ewi­dent­nie miesza fizykę kwantów z teorią względ­no­ści, co udowodni pisząc za moment o tunelach cza­so­prze­strzen­nych i rela­ty­wi­stycz­nych para­dok­sach.

Nie wyszli­śmy jeszcze poza wstęp.

Fizycy kwantowi twierdzą, że aby podró­żo­wać w przy­szłość wystar­czy po prostu szybciej się prze­miesz­czać – czyli mieć urzą­dze­nie poru­sza­jące się z odpo­wied­nią pręd­ko­ścią.

Jako się rzekło, autorka przez cały akapit dzielnie mierzy się z pod­nieb­nym testem Josepha Hafele’a i Richarda Keatinga, opisuje efekt dyla­ta­cji czasu (choć nie używa tego terminu) i kręci się wokół szcze­gól­nej teorii względ­no­ści. Po tym opisie sztan­da­ro­wych zagad­nień fizyki rela­ty­wi­stycz­nej, przy­pi­suje je… fizykom kwan­to­wym. Ja rozumiem, że oba szacowne gremia uczonych należą do dumnej rodziny teo­re­ty­ków, ale nie można mieszać tak różnych porząd­ków. Zwłasz­cza w obliczu jednej z naj­więk­szych bolączek dzi­siej­szej nauki, pole­ga­ją­cej właśnie na bez­sku­tecz­nych próbach pogo­dze­nia teorii względ­no­ści i mecha­niki kwan­to­wej. To trochę tak jak gdyby powie­dzieć: “James Clerk Maxwell twier­dził, że każdy obiekt we wszech­świe­cie przy­ciąga inne obiekty z siłą, która jest wprost pro­por­cjo­nalna do iloczynu ich mas i odwrot­nie pro­por­cjo­nalna do kwadratu odle­gło­ści między nimi”. Nie wątpię, że Maxwell to wszystko wiedział, ale jednak nie on był twórcą prawa powszech­nego ciążenia.

wystar­czy po prostu szybciej się prze­miesz­czać — czyli mieć urzą­dze­nie poru­sza­jące się z odpo­wied­nią pręd­ko­ścią.

To zdanie tak mi się spodo­bało, że aż je powtórzę.

Tego rodzaju podróże wła­ści­wie już mają miejsce. Dochodzi do nich w przy­padku astro­nau­tów, którzy spędzają czas na stacjach kosmicz­nych. Poru­szają się oni z pręd­ko­ścią 8 km/s, czyli szybciej niż ludzie znaj­du­jący się na Ziemi.

Jeżeli poru­szają się z pręd­ko­ścią 8 km/s w stosunku do Ziemi – a zakładam, że pisząca to miała na myśli – to powyższe zdanie nie ma fizycz­nego ani logicz­nego sensu. Bo czy jadąc autem 60 km/h można ominąć sto­ją­cego pieszego i nie być od niego szybszym?

Paradoks bliźniąt, którego nama­cal­nym dowodem był przy­pa­dek braci Kelly wiąże się z jedną z naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych metod poten­cjal­nego podró­żo­wa­nia w przy­szłość.

Bynaj­mniej. Przy­pa­dek braci Kelly oraz wcze­śniej wspo­mniany eks­pe­ry­ment dowodzą co najwyżej zjawiska dyla­ta­cji czasu. Paradoks bliźniąt nato­miast to tylko eks­pe­ry­ment myślowy, który miał wska­zy­wać na rzekomą nie­pra­wi­dło­wość postu­la­tów STW, dzięki czemu stanowi niezłe narzę­dzie dydak­tyczne. Gdyby paradoks rze­czy­wi­ście został “udo­wod­niony”, to teoria Ein­ste­ina zatrzę­słaby się w posadach.

Chodzi o zbu­do­wa­nie statku kosmicz­nego, który będzie się poruszać z ogromną pręd­ko­ścią, zatoczy krąg wokół gwiazdy i wróci na Ziemię. W tym czasie na naszej planecie upłynie znacznie więcej czasu, a więc osoba, która powróci do domu po takiej podróży znajdzie się w przy­szło­ści.

Być może autorka chciała jedynie zary­so­wać jakiś obrazowy przykład. Niestety bez dłuż­szego omó­wie­nia wpro­wa­dza on tylko chaos, który ulegnie spo­tę­go­wa­niu w dalszej części tekstu. Sęk w tym, że różnice w upływie czasu mogą wynikać zarówno z postu­la­tów STW jak i OTW. Dla rakiety krążącej wokół gwiazdy spo­wol­nie­nie zegarów może być spo­wo­do­wane pręd­ko­ścią, ale też bli­sko­ścią dużej masy. Niestety w całym artykule kom­plet­nie brakuje tego roz­róż­nie­nia.

O kolejnej kon­cep­cji mówił z kolei zmarły niedawno astro­fi­zyk Stephen Hawking. Zakładał on, że aby znaleźć się w przy­szło­ści wystar­czy tylko przez pewien czas okrążać czarną dziurę.

O tym mówię. To nie żadna kon­cep­cja Hawkinga, a stara dobra teoria względ­no­ści; zaś spo­wol­nie­nie nie jest efektem obec­no­ści wyłącz­nie czarnej dziury, lecz jakie­go­kol­wiek masyw­nego obiektu. Nawet to, że teraz prze­by­wasz na Ziemi sprawia, iż Twój zegarek tyka mini­mal­nie inaczej niż hipo­te­tycz­nego astro­nauty zawie­szo­nego gdzieś w prze­strzeni.

Swoją cegiełkę do rozważań na temat czasu dołożył w 2002 roku Antoine Suarez, który dowiódł, że… czas nie istnieje.

Nie, nie dowiódł. Hipoteza “braku” czasu poja­wiała się głowach wielu fizyków i filo­zo­fów, jednak Suarez nie był wśród nich ani pierwszy, ani naj­bar­dziej znany. Ale rze­czy­wi­ście wraz z Valerio Scaranim dokonał kilku donio­słych doświad­czeń z zakresu mecha­niki kwan­to­wej. Czego dokład­nie doty­czyły? Czytajmy dalej.

Eks­pe­ry­ment odbył się w warun­kach labo­ra­to­ryj­nych, a głównymi “boha­te­rami” była para fotonów. Zostały one roz­sz­cze­pione i prze­pro­wa­dzone prze­wo­dem świa­tło­wo­do­wym do dwóch luster. Okazało się, że nie­za­leż­nie od tego, jak bardzo oddalone od siebie były oba zwier­cia­dła, fotony zacho­wy­wały się iden­tycz­nie, w tym samym momencie. Wyklu­czało to więc moż­li­wość, by zdążyły one przesłać sobie infor­ma­cję na temat tego, jak powinny się zachować. Tak jakby dla fotonów czas po prostu nie stanowił żadnego problemu.

Rychło w czas. Artykuł “Podróże w czasie są możliwe — dowodzi tego fizyka kwantowa” w ostatnim akapicie wreszcie podej­muje wątek fizyki kwan­to­wej.

To co właśnie widzisz to opis splą­ta­nia kwan­to­wego. Zjawiska znanego teo­re­ty­kom dosko­nale od dekad i wyko­rzy­sta­nego w praktyce po raz pierwszy w 1997 roku przez zespół Antona Zeilin­gera. Nie w 2002 roku i nie przez Antoine Suareza. I nie przeczy ono postu­la­tom szcze­gól­nej teorii względ­no­ści, jak również nie umoż­li­wia podróży w czasie.

Eks­pe­ry­ment ten, choć dla fizyków kwan­to­wych prze­ło­mowy, dla prze­cięt­nego zjadacza chleba wydaje się raczej zbyt abs­trak­cyjny. Co nie zmienia faktu, że on też może przy­czy­nić się do tego, że kiedyś uda się stworzyć maszynę, która naprawdę zacznie prze­no­sić nas w czasie…

Trudno orzec czy eks­pe­ry­ment “before-before” Suareza rze­czy­wi­ście był prze­ło­mowy, bo tekst nie zawiera jego opisu. Nie zmienia to faktu, że bardzo mało praw­do­po­dobne aby przy­czy­nił się on kiedyś do stwo­rze­nia maszyny, która prze­nie­sie kogo­kol­wiek w czasie.

Całość artykułu można znaleźć na facet.onet.pl, choć raczej namawiam do nie­na­bi­ja­nia ser­wi­sowi wyświe­tleń. Co mogę więcej powie­dzieć? Błędy przy­da­rzają się każdemu i nie widzę potrzeby cze­pia­nia się błahych uchybień w tekście napi­sa­nym przez jakiegoś przy­pad­ko­wego redak­tora. Problem pojawia się, gdy autor brnie, choć nie posiada nawet śladu wiedzy na poru­szany przez siebie temat. Nie zna pod­sta­wo­wej ter­mi­no­lo­gii, usilnie miesza wątki, pakuje do jednego worka zupełnie przy­pad­kowe kon­cep­cje. Wielki Bohrze – piszący nie wie nawet w jakiej dzie­dzi­nie się porusza! 

Żeby jeszcze ten potworek narodził się na face­bo­oko­wej tablicy jakiegoś 12-latka. Ale na jednym z naj­więk­szych ogól­no­kra­jo­wych portali? Masz Ty Onecie godność i… już wy wiecie co.
Muzyka szybsza niż światłoNa deser komen­tarz równie udany co sam tekst. Miłej nocy.

  • Mateusz Sienkan

    Prawo powszech­nego twier­dze­nia? 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Łukasz Adamus

    Kwantowy to znaczy że darmowy ludzie potrafią latać po prostu prze­no­sząc się w czasie ale nie świecz­kami do góry nogami i meta­lo­wymi ptakami, liczycie ile ludzi zabił prąd magne­tyczny przez was?!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Lemem

    A tak z cie­ka­wo­ści, to jak Einstein przy­słu­żył się mecha­nice kwan­to­wej? to nie jest tak, że on miał do niej nega­tywny stosunek?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kuba

      Miał nega­tywny stosunek do kopen­ha­skiej inter­pre­ta­cji mecha­niki kwan­to­wej (“Bóg nie gra w kości”), nie do samej MK. Dostał nagrodę Nobla za wyja­śnie­nie efektu foto­elek­trycz­nego — właśnie na gruncie MK — za pomocą *kwantów* światła, czyli fotonów. Jego STW jest inte­gralną częścią MK — ist­nie­nie spinu jest kon­se­kwen­cją STW. Jedno z jego równań opisuje stan kwantowy układu umoż­li­wia­jący pracę lasera. Był współ­au­to­rem sta­ty­styki Bose’go — Ein­ste­ina opi­su­ją­cej wła­ści­wo­ści (kwantowe) bozonów. Można by wymie­niać jeszcze długo.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • eeELl152Wb

      Może po prostu poczytaj o tym, czym się zajmował, bo był cały czas aktywnym badaczem w tym temacie, ba, był jednym z pre­kur­so­rów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak jak napisał Kuba, Einstein miał wiele zastrze­żeń do for­so­wa­nej przez Bohra i innych inter­pre­ta­cji kopen­ha­skiej, ale nie mógł w żaden sposób podważać równań i osią­gnięć MK. Pod tym względem nie różnił się od samego Schro­din­gera. Jed­no­cze­śnie, chcąc nie chcąc, zrobił dla tej teorii wiele przez efekt foto­elek­tryczny, kon­den­sat Bosego-Ein­ste­ina, czy paradoks EPR.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomasz Hachuła

    Cieszę się, że czytam krytykę tego artykułu. Czytałem ten tekst z onetu wcze­śniej i moje oczy krwawiły. Click­bait, mie­sza­nina i mylenie pojęć, teori, błędy. Jednym słowem kata­strofa, a na koniec jeszcze nie dowie­dzia­łem się niczego o eks­pe­ry­men­cie pana Suareza i jego wynikach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Don Wasyl

    “To co właśnie widzisz to opis splą­ta­nia kwan­to­wego. Zjawiska znanego teo­re­ty­kom dosko­nale od dekad i wyko­rzy­sta­nego w praktyce po raz pierwszy w 1997 roku przez zespół Antona Zeilin­gera.”
    Niech mnie autor nie bije, ale czy przy­pad­kiem Alain Aspect nie był pierwszy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      W sumie można by tę cezurę prze­nieść rze­czy­wi­ście na 1982 rok i Aspecta, choć Zeilin­ger dokonał tego co już możemy nazwać peł­no­prawną kwantową tele­por­ta­cją. Ale tak czy owak, na pewno za pioniera nie uznamy pana Suareza.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ada Syl

    Zasta­na­wiam się dlaczego onety,wirtualne pl czy inne interie nie wycią­gają wniosków z nega­tyw­nego odzewu w komen­ta­rzach i nie zwrócą się np do Ciebie celem współ­pracy zamiast pro­du­ko­wać treści ogłu­pia­jące czy­tel­ni­ków…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Jeszcze musie­liby mi płacić. To już lepiej wziąć jakiegoś stażystę lub akurat wolnego redak­tora z innego działu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        Powiem więcej — liczba komen­ta­rzy oznacza, że osią­gnięto jedyny cel publi­ka­cji. Artykuł wywołał odzew i zwięk­szył kli­kal­ność, a wiele osób dzięki temu (pisząc i czytając komen­ta­rze) “prze­by­wało” na stronie dłużej, dzięki czemu byli bardziej eks­po­no­wani na reklamy. I to są jedyne para­me­try w excelu inte­re­su­jące mana­ge­rów, mające wpływ na zatrud­nie­nie i (ewen­tu­al­nie) wyna­gro­dze­nie autorki. Taka jest niestety smutna prawda o mediach elek­tro­nicz­nych — zwłasz­cza tych w wersji bez­płat­nej, gdzie odbiorca nie jest klientem tylko zasobem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Omik ZUmi

    A tak na serio to powinni dziuni (bo inaczej takiej osoby nie idzie nazwać) zabrać prawo wyko­ny­wa­nia zawodów w których pisze się cokol­wiek co kto­kol­wiek może prze­czy­tać.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • kuba_wu

    Szanowny Gospo­da­rzu,
    Z całym sza­cun­kiem, ale czy nie szkoda Twojego cennego czasu na komen­to­wa­nie tych bredotek?
    Kto to czytał (i go nie odrzu­ciło), ten tu na pewno nie zagląda, a kto zagląda, ten na 99,9% nie potrze­buje Twoich jakże słusz­nych wyja­śnień. A znęcanie się nad autorką jest pozba­wione sensu, można się najwyżej zasta­no­wić nad mecha­ni­zmami które powodują że takie treści powstają i są publi­ko­wane na całkiem poczyt­nych stronach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Kuba, przecież nie jesteś tu od wczoraj. Seria “Głupota na nie­dzielę” jest stara jak sam blog i uważam, że mimo wszyst­kich “ale” ma sens. Autorka zapewne nawet tu nie trafi, a nawet jeśli to nie zrozumie powyż­szego artykułu. Jednakże, czuję potrzebę zwra­ca­nia uwagi inter­nau­tów na to jak denny poziom pre­zen­tują wielkie portale. Możesz stwier­dzić, że wszyscy to wiedzą — ale to nie­prawda. Ja naprawdę często dostaję cynk o jakimś rzekomym odkryciu, kiedy znajomy lub czy­tel­nik podsyła mi właśnie link do onetu, interii cz wp. W tej serii pokazuję, że działów “nauko­wych” tych portali w ogóle nie ma sensu prze­glą­dać. One dez­in­for­mują opinię publiczną i są szko­dliwe. Chcę aby każdy czy­tel­nik Kwantowo (i nie tylko) uważał czytanie wyżej wymie­nio­nych serwisów za obciach i omijał je z daleka.

      A poza tym, ja też chcę czasem napisać coś lżej­szego i się “wyżyć” w tekście. 😉 Widząc niektóre głupoty, czło­wieka aż korci żeby je sko­men­to­wać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Justyna Żelazo

    Czytałam wcze­śniej omawiany artykuł, bo zapro­po­no­wało mi go Google. Nagro­ma­dze­nie bzdur jeszcze bardziej utwier­dziło mnie w posta­no­wie­niu, żeby nie czytać arty­ku­łów nauko­wych na tzw. “wielkich por­ta­lach”. Śmieci. Zwykłe śmieci.

    Szum przy­kry­wa­jący praw­dziwą naukę. Czemu ma to służyć? Chyba tylko utwier­dza­niu spo­łe­czeń­stwa w jego własnej głupocie. 🙁

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

    A tu taka kolejna „bzdura na nie­dzielę”: https://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/niesamowite-miejsce/news-maria-jedyny-w-polsce-reaktor-atomowy,nId,2681687
    A tu kon­tro­wer­syjny fragment: „Elek­trony, które poru­szają się w wodzie prze­kra­czają prędkość światła, ich energia jest tak duża, że mają większą prędkość niż światło.”… jak mniemam chodziło o prędkość fazową, a to spora różnica.

    PS. Napi­sał­bym tam (RMF) jakiś komen­tarz, ale nie mam „fajfusa”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kuba

      Redaktor uznał, że nic się nie stanie jeśli skróci wypo­wiedź pra­cow­nika o 2 słowa. Niestety to częsta praktyka dzien­ni­ka­rzy — nie wiedzą, że jeśli pominą 2 słowa (których zna­cze­nia nie rozu­mieją), to zdanie straci sens. A potem taki nauko­wiec wychodzi na durnia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0