TBBT: 7 poważnych pytań postawionych w niepoważnym serialu

Mówcie co chcecie, ale ja zawsze będę darzył “The Big Bang Theory” sentymentem. W końcu, w ilu sitcomach bohaterowie walczą o Nobla, a w chwilach zwątpienia odwiedzają grób Richarda Feynmana?

Uwaga, spoilery!

Powszechna opinia o The Big Bang Theory (wybaczcie, ale polskojęzyczna Teoria Wielkiego Podrywu budzi we mnie dyskomfort) jest taka, że serial dobrze zaczął, ale z biegiem lat zgubił gdzieś swoją świeżość i unikatowy balans. Być może coś w tym jest, ale bez względu na narzekania trzeba przyznać, że dzieło Chucka Lorrego i Billa Prady’ego zdążyło zasłużyć na miano popkulturowego fenomenu. Oto doczekaliśmy się serialu dla mas, którego głównymi bohaterami nie byli rozemocjonowani nastolatkowie, napakowani policjanci, półpatologiczne rodziny, czy przesadnie sympatyczni przestępcy – lecz niepozorni, młodzi pracownicy Caltechu.

Jasne, wszystko zostało tu przejaskrawione, wykorzystano chyba każdy dostępny stereotyp, a scenariusz kładł często nacisk nie na nauce, ale na społecznej nieporadności czwórki fizyków. Jednak w swojej kategorii – sitcomu skierowanego do milionów – naprawdę dawał radę, łącząc kilka warstw w jedną, spójną całość. Przeciętny widz mógł rechotać z dziwactw Sheldona i ciamajdowatości Leonarda, nerd z podnieceniem poszukiwał kolejnych odniesień do Star Treka i Doktora Who, a ja cieszyłem się jak dziecko podziwiając gościnne występy Briana Greenego, Stephena Hawkinga, czy Kipa Thorne’a.

Bo warstwa naukowa – choć często stanowiła w TBBT tylko tło – zadecydowała o tożsamości projektu. Pozwolę sobie w tym miejscu przywołać nazwisko cichego bohatera, Davida Saltzberga. Etatowy fizyk i wykładowca Uniwersytetu Kalifornijskiego przez lata czuwał nad widowiskiem, dbając nawet o takie detale jak poprawność równań, nad którymi dumali bohaterowie. Swoją drogą sam Saltzberg stwierdził w jednym z wywiadów, że szlifowanie scenariusza było prawdopodobnie najbardziej znaczącym zajęciem w jego życiu. Jak dodał: “Premierę odcinka obejrzy 20 milionów widzów, nie mówiąc o emisji w innych krajach i powtórkach. Na co dzień muszę cieszyć się, jeśli artykuł mojego autorstwa przeczyta chociaż z tuzin osób”.

A to nie wszystko. Poza różnymi smaczkami i branżowymi żartami, przynajmniej kilkukrotnie sitcom uderzył w poważniejsze tony. Uwypuklił rzeczywiste kwestie i dylematy dręczące współczesnych badaczy i naukę jako taką. Wynotowałem siedem tego rodzaju wątków, które szczególnie zapadły mi w pamięć na przestrzeni dwunastu lat (!) emisji serialu.


1. Dlaczego naukowiec musi uważać na każde słowo?

– Czytałam pańską pracę o rozbłyskach, świetna. W podsumowaniu czytamy, że nie można wykluczyć, że pochodzą one od obcych cywilizacji. Czyli pana zdaniem to kosmici?
– Zaznaczam tylko, że przy tak wielu niewiadomych naukowcy nie powinni wykluczyć takiej możliwości.
– Czyli… to kosmici?

Kobieta z sali i Rajesh, S12/020

Pod koniec serialu Rajesh dostaje pracę w obserwatorium astronomicznym, gdzie prowadzi wykłady dla odwiedzających. Po jednym z wystąpień otrzymał z sali pytanie o swój artykuł naukowy na temat odległych kosmicznych błysków (FRB?). W podsumowaniu publikacji Hindus pozwolił sobie na luźną sugestię, jakoby jednym z możliwych wyjaśnień ich genezy były obce cywilizacje. Oczywiście słuchaczka z gracją lamy wyminęła właściwy sens wypowiedzi, skupiając swoją uwagę wyłącznie na mało prawdopodobnej, ale za to najmocniej działającej na wyobraźnię ewentualności. Rash próbował natychmiast doprecyzować swoją konkluzję, ale było już za późno… Nazajutrz media obiegła informacja jakoby “astronom z Caltech udowodnił istnienie kosmitów”.

Sytuacja kuriozalna i typowo komediowa, a jednak wyjęta wprost z naszej internetowo-telewizyjnej codzienności. Każda nowa planetoida równa się końcu świata. Każda zderzenie cząstek w LHC zapowiada rychłą rewolucję. Każda odkryta egzoplaneta to Ziemia 2.0 i nasz nowy dom. Każda obserwacja oraz każdy eksperyment powoduje, że “naukowcy są zszokowani!!!!!11111”.

Nie chcę być gołosłowny. Wczorajszy nagłówek z ogólnopolskiego portalu.

Clickbaity, przekłamania, hiperbole, a nawet kompletnie zmyślone newsy – chleb powszedni większości dużych portali i gazet.

2. Czy upolujemy w końcu teorię wszystkiego?

– To szkic hipereliptycznej powierzchni Riemanna, temat mojej pracy doktorskiej. Wtedy sprawiał wrażenie eleganckiego. Teraz widzę, że byłem jedynie chłopcem ze wsi, zauroczonym miejską teorią pełną logicznych zmiennych. (…) Nie mogę wiecznie bronić wielu wymiarów nie dostając nic w zamian. Ja również mam swoje potrzeby.

Sheldon, S7/020
Uwaga: wybór właściwej teorii może przesądzić o przyszłości związku!

Jak przystało na największego mózgowca w grupie, Sheldon wziął na swe barki arcyambitne wyzwanie unifikacji mechaniki kwantowej z ogólną teorią względności. Bohater TBBT wielokrotnie daje do zrozumienia, że jego faworytką jest wielowymiarowa teoria strun, która zostawia w tyle konkurencję, w tym pętlową grawitację kwantową (spór o wyższość jednej teorii nad drugą doprowadził do świetnej sceny kłótni Sheldona z Leslie Winkle).

Ciekawie robi się w siódmym sezonie, kiedy teoretyk zaczyna poważnie wątpić w sens swoich długoletnich starań. Dodatkowo dobija go postawa Kripkego, który z bezczelnym uśmiechem nazywa siebie strunowym pragmatykiem: “Udowadniam coś czego nie ma. Zgarniam granty i wydaję je na wódkę i dziwki”. Ostatecznie Sheldon decyduje się na zmianę zainteresowań, co wywołuje u niego żal porównany w serialu do zakończenia długoletniego związku. Nawet jeśli jest w tym trochę przesady, świadomość, że praca naszego życia trafi na śmietnik historii, ma prawo przygnębiać. Najgorsze jest jednak to, że błędy i chybione pomysły stanowią immanentną część nauki, a każdy, nawet najbystrzejszy naukowiec musi być gotowy na obalenie zdecydowanej większości swoich przewidywań. Nie na darmo za podstawowe narzędzia teoretyka uważa się kartkę i kosz na śmieci.

3. Jaka jest wartość popularyzacji nauki?

– Może trudno w to uwierzyć, ale jako dzieciak nie miałem przyjaciół.
– Wierzę.
– Ale miałem pana. Codziennie o 16 odwiedzał mnie pan w telewizji i pokazywał świat. To panu wszystko zawdzięczam. Bez pana niechybnie skończyłbym jako bezdomny albo chirurg. (…) Wychował pan pokolenie naukowców.

Sheldon i Arthur, S6/022

W szóstym sezonie Leonard i Sheldon trafiają na ślad swojego idola z dzieciństwa, Arthura Jeffriesa. Staruszek przez większość życia wcielał się w postać Profesora Protona, prowadząc program edukacyjny dla najmłodszych. Kiedy fizycy odkryli, że telewizyjny nauczyciel dorabia dając pokazy domowe, niezwłocznie postanowili zaprosić go do siebie i lepiej poznać. Ku ich rozczarowaniu, Arthur okazał się kompletnie wypalonym człowiekiem stojącym na skraju depresji. Nie odczuwał dumy ze swojej pracy na rzecz popularyzacji nauki, a wręcz żałował wyboru takiej ścieżki życiowej, uważając że wygłupy przed kamerą zamknęły mu drzwi do “prawdziwej” akademickiej kariery.

Postać Profesora Protona w jakimś stopniu zdaje się nawiązywać do Billa Nye’a. Kultowy za oceanem Science Guy, przez lata skutecznie zarażał amerykańską młodzież fascynacją do nauk ścisłych, odgrywając rolę ekspresyjnego, nieco zbzikowanego naukowca pod charakterystyczną muchą. Łatwo zapomnieć, że to również sceniczna kreacja, skrywająca prawdziwego człowieka, z niespełnionymi ambicjami i kłopotami. Dlatego poczułem się podobnie do Leonarda i Sheldona, kiedy obejrzałem nakręcony w 2017 roku dokument Bill Nye: Science Guy. Roztrzepany showman okazał się poważnym starszym panem, pełnym wątpliwości i realnych obaw.

Swoją drogą, Bill pojawia się w jednym z odcinków TBBT i raczej nie jest zbyt lubiany przez Arthura.

4. Jak traktować znajomego foliarza?

– Wróżka mi przepowiedziała, że jeśli zetnę włosy, dostanę rolę w reklamie.
– Hahahaha! Serio? Wróżka udziela ci rad w sprawie kariery?
– Kobieta zna się na rzeczy. Napisała książkę i ma stronę w internecie.
– Jasne, nie każdy może mieć taką stronę…
– Dlaczego jesteś takim dupkiem?
– Wróżka nie przepowiedziała, że nim będę?

Penny i Leonard, S3/012
Sheldon Cooper kontra wróżbitka.

W komedii o fizykach nie mogło zabraknąć starć z pseudonauką, choć trzeba przyznać, że scenarzyści sięgali po ten motyw zaskakująco oszczędnie. Właściwie, jedyne co dostajemy to astrologię i wróżbiarstwo, kilkukrotnie zachwalane przez Penny i zgodnie wyszydzane przez głównych bohaterów.

Przy okazji scenarzyści, celowo lub nie, stawiają bardzo aktualne pytanie, jak zachować się wobec bliskiej osoby, która wyznaje kompletnie irracjonalne poglądy? Prawdopodobnie wszyscy znaleźliśmy się w niezręcznej sytuacji, kiedy podczas rozmowy ze starym przyjacielem, koleżanką z pracy lub wąsatym wujkiem słyszymy tezy, od których mózg staje w poprzek. Jaką taktykę wybrać? Tłumaczyć i narazić się na konflikt, asekuracyjnie milczeć, czy może zerwać kontakt?

Leonard zaczął z przytupem, ale na skutek wdzięków Penny jego ofensywa załamała się niczym marsz Wielkiej Armii na Rosję. Akurat w tym przypadku, chyba bliższa jest mi postawa nieugiętego Sheldona.

5. Jak często pomijamy zasłużonych badaczy?

– Jest dokładnie tak jak wtedy, gdy Stan Lee i Steve Ditko stworzyli Spidermana. Lee zbierał laury, ale Ditko wiedział, że był współtwórcą sukcesu. Mimo, że to Lee pokazuje się we wszystkich filmach Marvela, jest bogatszy i wszyscy znają jego imię…
– Nie pomagasz.
– Nic nie poradzę, że świat o was zapomina.

Sheldon i Leonard, S8/018

Podczas kolacji z Penny Leonard wpada na pomysł nowatorskiej hipotezy kosmologicznej. Jeszcze tego samego dnia przedstawia go Sheldonowi, który doprecyzowuje obliczenia i wspólnie publikują obiecujący artykuł. Jednak niespodziewany sukces szybko staje się zarzewiem ostrego konfliktu między protagonistami. Gdy na łamach Scientific American pojawia się tekst omawiający nową koncepcję, nazwisko Leonarda zostaje całkowicie pominięte.

To bardzo powszechny problem. Przykładowo, wszyscy znamy nazwisko Petera Higgsa, człowieka który złamał symetrię wszechświata i ujawnił mechanizm nadawania cząstkom elementarnym masy. Sęk w tym, że nie chcąc nikogo skrzywdzić powinniśmy mówić o cząstce, polu i mechanizmie Englerta-Brouta-Higgsa-Guralnika-Hagena-Kibble’a – bowiem w rzeczywistości, wszyscy ci czcigodny uczeni wnieśli podobny wkład w rozwój teorii. Dlaczego więc na co dzień mówimy o bozonie Higgsa? Oczywiście z lenistwa.

Możecie twierdzić, że poważnym uczonym nie przystoi wykłócanie się o miejsce w kolejce po sławę i laury. Jednak naukowiec to też człowiek i ma pełne prawo do odrobiny próżności.

6. Jaki jest sens badań podstawowych?

– Ciemna materia, grawitacja, mechanika kwantowa, supersymetria. Odkryłem największe zagadki współczesnej nauki!
– Wow! I rozwiązałeś je wszystkie?
– Nie… tylko dowiodłem, że są największe.

Sheldon i Amy, S11/02

Moim ulubionym odcinkiem jest chyba epizod drugi z przedostatniego sezonu (a podobno serial z czasem zszedł na psy). Leonard zostaje w nim oddelegowany przez uczelnię, aby udzielić wywiadu w publicznym radio. Dochodzi do katastrofy. Fizyk eksperymentalny wymienia przed mikrofonem różne hipotezy, ale przyznaje, że mimo wydania miliardów dolarów nie zbliżyliśmy się do dowiedzenia czegokolwiek. Co gorsza, na drugi dzień zostaje wezwany na dywanik przez władze uczelni i słyszy ultimatum: musi wystosować oficjalne oświadczenie, które zapewni sponsorów, że drogie i żmudne badania podstawowe nie są pozbawione sensu.

Początkowo obrażony jest również Sheldon, bo w końcu Leonard “publicznie oczernił miłość jego życia, Panią Fizykę”. Jednak słowa kolegi zasiały ziarno niepewności i obaj fizycy złapali potężnego doła. Chcąc odzyskać pewność siebie, cała paczka postanawia odwiedzić grób twórcy elektrodynamiki kwantowej, Richarda Feynmana. Nie zabrakło alkoholu, o czym świadczy treść wystosowanego na drugi dzień, entuzjastycznego oświadczenia:

Siema znad grobu Richarda Feynmana! Oto moje sprostowanie. Mówiłem, że fizyka umarła, ale wręcz przeciwnie – jeśli już, to jest nieumarła jak zombie. A gdyby Feynman powrócił jako zombie, dałbym mu się gryźć. (…) Konkludując: fizyka jest mega, wiewiórki to zło, a matkę oddam do przytułku.

Z poważaniem, dr Leonard Hofstadter

7. Kto tak naprawdę zasługuje na Nobla?

– Przyznajcie publicznie, że potwierdziliście teorię przypadkowo i że to nasze odkrycie.
– O. Nie, dzięki. To, że udowodniliśmy coś przypadkiem nie oznacza, że tego nie udowodniliśmy. Ja nie chciałem udowodnić, że żona mnie zdradza, ale wciąż śpię u kumpla na kanapie.

Sheldon, Pemberton i Campbell, S12/018
Osobna rzecz, dla której warto zobaczyć ten odcinek TBBT, to gościnne występy prawdziwych noblistów (Smoot, Thorne, Arnold), raczej nieprzychylnych Sheldonowi.

Nagroda Nobla budziła i zawsze będzie budzić kontrowersje, niezależnie od dziedziny. Tym bardziej, że wyróżnieniem można obdzielić maksymalnie trzy osoby, podczas gdy zespoły badawcze stale zwiększają swoje rozmiary. Oznacza to wzmożoną rywalizację i olbrzymie dylematy. Przykładowo, kto zasługuje na większe uznanie: architekt potężnej teorii, czy doświadczalnik, który ową teorią poddał testowi?

Dokładnie to pytanie zostało postawione przed widzami w finałowym sezonie serialu. Sheldon i Amy wymyślili oraz opublikowali przełomową koncepcję superasymetrii, a jej ślady bardzo szybko odnaleźli fizycy z Fermilabu. Żeby dodać pikanterii, podczas spotkania Pemberton i Campbell wyznają bohaterom, że odkrycia dokonali zupełnie przypadkiem podczas nieudanego eksperymentu, zaś o samej teorii nie mają bladego pojęcia. Mimo to, stanowią groźną konkurencję w walce o Nobla.

Jeśli myślicie, że do takiej sytuacji mogło dojść tylko w głowie scenarzystów sitcomu – jesteście w błędzie. W 1978 roku medale w Sztokholmie odebrali Arno Penzias i Robert Wilson. Dwaj młodzi inżynierowie z Laboratoriów Bella zostali nagrodzeni za odkrycie mikrofalowego promieniowania tła, a zatem za uchwycenie koronnego dowodu wspierającego teorię wielkiego wybuchu. Sęk w tym, że Penzias i Wilson – dokładnie tak jak Pemberton i Campbell – nie prowadzili badań kosmologicznych, a wszechobecny sygnał był dla nich niezrozumianym i niechcianym zanieczyszczeniem. A jednak zapisali się na kartach nauki otrzymując laury za coś, co wcześniej dokładnie opisali teoretycy. Pewnym usprawiedliwieniem dla Komisji mógł być fakt, że George Gamow – chyba największy z orędowników poszukiwań promieniowania tła – zmarł dekadę wcześniej, ułatwiając podjęcie decyzji. W serialu problem zostaje rozwiązany w mniej konwencjonalny sposób…


To tyle. Oczywiście do wszystkiego należy przykładać odpowiednią miarę. The Big Bang Theory pozostawał przede wszystkim telewizyjnym show, nastawionym na rozrywkę i wysoką oglądalność. Ale tym bardziej jestem wdzięczny twórcom, że nie zawsze szli na łatwiznę i zdołali pomiędzy te wszystkie niekoniecznie ambitne żarty wcisnąć przynajmniej kilka wątków na serio. Parafrazując myśl Davida Saltzberga: poważny artykuł czy książkę przeczyta garstka, natomiast serial regularnie przyciągał miliony.

Naukowe “naj” 2015 Nagroda za największą intergalaktyczną erupcję energii wędruje do… Podejmij wyzwanie “Naukowego wisielca”