Wojna o boską cząstkę

Ten Higgs to naprawdę nieprzyjemny typ. Nie dość, że wziął udział w dziele “zniszczenia” symetrii wszechświata, to jeszcze próbuje zagarnąć cały splendor dla siebie. François Englert, Robert Brout, Carl Hagen i pozostali teoretycy, którzy wnieśli pokaźny wkład w koncepcję słynnego bozonu, mogą co najwyżej ogrzać się w jego blasku.

I Pani spojrzała na świat, który stworzyła, i wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Wezwała Higgsa i tłumiąc wesołość, rozprawiła się z nim surowo, i rzekła:
„Dlaczego zniszczyłeś symetrię świata?”
A Higgs, zdruzgotany cieniem nagany, tak się bronił:
„Nie zniszczyłem symetrii, Szefowo. Sprawiłem tylko, że została ukryta, wpadła w pułapkę nadmiernej konsumpcji energii. I tym sposobem rzeczywiście sprawiłem, że świat stał się skomplikowany.
Któż mógł przypuszczać, że z tego ponurego zbiorowiska identycznych obiektów mogą powstać jądra, atomy i cząsteczki, planety i gwiazdy?
Któż mógł przewidzieć zachody Słońca i oceany, i szlam organiczny, zrodzony z wszystkich tych okropnych cząsteczek wzbudzonych przez błyskawice i ciepło. Któż mógł się spodziewać ewolucji i tych fizyków, którzy szperają, węszą wokół i próbują odkryć to, co tak starannie ukryłem?”
I Pani, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, skinęła na Higgsa, dając mu znak przebaczenia i przyzwoitą podwyżkę. Zupełnie Nowy Testament 3, 1-12 ~ Fragment Boskiej Cząstki L. Ledermana 

Profesorom nie wypada okazywać zawiści i dopraszać się chwały, dlatego tym bardziej ciekawi mnie, który z pominiętych odkrywców pierwszy wyjdzie przed szereg. Punktem zapalnym mógł być lipiec ubiegłego roku, kiedy to obwieszczono nowinę o zauważeniu cząstki o cechach bozonu… Higgsa. I rzeczywiście, choć na konferencję zaproszono całą gromadę, flesze błyskały wyłącznie w kierunku Szkota. Jak zauważył jeden z pokrzywdzonych, profesor MIT Carl Hagen: “Peter Higgs został potraktowany jak gwiazda, podczas gdy reszta z nas została ledwo zauważona przez publiczność. Było jasne, że imię Higgsa było rozpoznawalne, ponieważ skojarzono je z nazwą bozonu”.

Rozumiem rozczarowanie Brouta, Englerta i Hagena. Postulowali istnienie cząstki oraz pola nadających masę materii, równocześnie z Higgsem i bronili tej koncepcji równie mocno. Niestety w świecie nauki, podobnie jak w polityce czy showbiznesie, społeczność lubi słuchać o wyczynach konkretnych bohaterów. Dodajmy jeszcze do tego tkliwe historie o tym jak młody naukowiec z Edynburgu ryzykował karierę dla szalonej teorii, a zrozumiemy, że gwiazda mogła być tylko jedna. 

Gra jest warta świeczki i nie należy się spodziewać rezygnacji fizyków z walki o swoje. To nie tylko kwestia doczesnej popularności, ale też zapisania się na kartach historii nauki. Z dużym prawdopodobieństwem można się spodziewać, że następna nagroda Nobla powędruje w ręce odkrywcy boskiej cząstki. Czyli właściwie kogo? Wyróżnienie można przyznać ułamkowo, ale nie więcej niż trzem osobom, co oznacza, że któreś z nazwisk musi odpaść z rywalizacji. Pojawiają się też inne kwestie. Czy w historii zapisze się wzmianka o pracy Gauge Invariance, and Mass Philipa Andersona, stanowiącej podwalinę pomysłu Higgsa i spółki? I co z ludźmi, którzy poświęcili ostatnie kilkanaście lat na praktyczne poszukiwania bozonu, a bez których teoretycy nie mogliby dziś święcić sukcesu?

Błąd został popełniony już przed laty, kiedy naukowa społeczność ochrzciła boską cząstkę nazwiskiem Higgsa. Jakby się zastanowić, nazwa ta stanowi pewien ewenement. Przecież cząstki okrążającej atom nie określamy mianem fermionu Thomsona (i zaś pojawia się dylemat czy nie powinniśmy mówić o cząstce Stoneya), a dodatnio naładowanego nukleonu cząstką Goldsteina. Jak dotąd fizycy cząstek elementarnych, w odróżnieniu od astronomów, chowali próżność do kieszeni, woląc stosować nazewnictwo praktyczne.

Nazwa “Higgson” była dobra, póki bozon pozostawał w sferze założeń teoretycznych. Obecnie muszę przyznać słuszność głosom żądającym znalezienia nowej nazwy. Niektórzy postulują wprowadzenie akronimu BEHGHK, upamiętniającego nazwiska wszystkich zasłużonych badaczy. Inni uważają, że obiekt zasługuje na tradycyjne miano, odzwierciedlające jego właściwości fizyczne. Idąc tym tropem, prof. Hagen zaproponował nazwę skalarnego mezonu Modelu Standardowego – może nie brzmi to zbyt poetycko, ale chyba lepiej niż ewentualny “mason” :).

Higgs, Englert, Hagen – twarze, które warto znać.

Na pierwszy rzut oka cała ta sytuacja wydaje się niepoważna. Sędziwi uczeni, walczący między sobą o wyrwanie jak największego ochłapu sławy. Ale czy, ktokolwiek z nas, w podobnych okolicznościach, zrezygnował z zasług? Który naukowiec dobrowolnie zrzekłby się trwałego miejsca we wszystkich podręcznikach fizyki?

7 faktów o radzieckim programie kosmicznym Janusze nauki #1: fizyka na Wykopkach Naukowe “naj” 2014