Czytaj dalej

Statek Crew Dragon z powodzeniem przycumował do ISS. W ten sposób zmarnotrawiono miliardy dolarów na karmienie ego i zabicie nudy – zdaniem modelki i aktywistki Anji Rubik.

Jako sty­mu­la­tor i kata­li­za­tor rozwoju tech­no­lo­gii oraz badań pod­sta­wo­wych, program kosmiczny nie ma sobie równych.

Ernst Stuh­lin­ger

Nie znam się na modzie. Z zasady, gdy otwieram szafę wybieram pierwszy t‑shirt jaki wpadnie mi w ręce. Jednak mimo tej zawsty­dza­ją­cej igno­ran­cji, nazwisko Anji Rubik w jakiś sposób przebiło się do mojej świa­do­mo­ści. Wiem, że była modelką i sły­sza­łem o jej odważnym zaan­ga­żo­wa­niu w ochronę naj­róż­niej­szych praw i wartości. Cele­brytka wspo­ma­gała swoją twarzą strajk nauczy­cieli, bierze czynny udział w debacie na temat edukacji sek­su­al­nej i coraz śmielej nawołuje do ochrony planety. I jak to często bywa w przy­padku medial­nych bojow­ni­ków o lepsze jutro, pragnąc dowieść swojej nie­skoń­czo­nej gor­li­wo­ści, Anja w końcu prze­do­brzyła.

Gdy ku uciesze pasjo­na­tów astro­nau­tyki, 30 maja w niebo wzbił się Falcon 9 wraz z dwu­oso­bową załogą, 36-latka uznała za stosowne podzie­lić się swoimi spo­strze­że­niami. W pło­mien­nym poście zamiesz­czo­nym na Insta­gra­mie skry­ty­ko­wała wyda­wa­nie ogrom­nych funduszy na loty kosmiczne, które przecież mogłyby posłużyć do ocalenia całych gatunków.

Mógłbym w tym miejscu zacząć tłu­ma­czyć, że dolar odebrany SpaceX i NASA nie trafiłby z urzędu na żaden szczyt­niej­szy (?) cel. Mógłbym zapytać, dlaczego przed­sta­wi­cielka branży modowej – sza­sta­ją­cej grubymi milio­nami bez żadnego pożytku – tak śmiało zagląda innym do kieszeni. Mógłbym snuć filo­zo­ficzne roz­wa­ża­nia o stra­te­gicz­nych celach i wyzwa­niach sto­ją­cych przed ludz­ko­ścią. Mógłbym również zło­śli­wie zauważyć, że gdyby nie “roz­rzut­ność” uczonych i inży­nie­rów, cele­bryci nie byliby w stanie dzielić się swoimi głę­bo­kimi prze­my­śle­niami i pławić w dobro­by­cie.

Mógłbym, ale na moje szczę­ście wyczer­pu­jącą odpo­wiedź wysto­so­wał już ktoś inny. Dawno temu.

W rok po lądo­wa­niu pierw­szych ludzi na powierzchni Księżyca, na biurko ówcze­snego dyrek­tora centrum lotów kosmicz­nych w Hunt­sville, Ernsta Stuh­lin­gera, trafił list od zakon­nicy pro­wa­dzą­cej dzia­łal­ność misyjną w Zambii. Siostra Mary Jucunda zalała papier troskami i wąt­pli­wo­ściami, które w dużej mierze wyzie­rają również z narracji polskiej modelki. Misjo­narka pytała o cel eks­plo­ra­cji kosmosu, o zasad­ność wyda­wa­nia mon­stru­al­nych środków, w momencie, gdy miliony ludzi cierpią wskutek ubóstwa, głodu i chorób. Czy w obliczu powszech­nego nie­do­statku “fana­be­rie” uczonych i inży­nie­rów są w ogóle moralne?

Dr Stuh­lin­ger nie zigno­ro­wał wia­do­mo­ści i odpisał Siostrze Mary 6 maja 1970 roku. Wydaje mi się, że mimo upływu pół­wie­cza, słowa przed­sta­wi­ciela NASA wciąż zawie­rają naj­bar­dziej ele­gancką i uni­wer­salną odpo­wiedź na wszelkie pytania o zasad­ność wielkich pro­jek­tów badaw­czych.

“Droga Siostro Mary Jucunda

Twój list był jednym z wielu, które docie­rają do mnie każdego dnia, ale dotknął mnie głębiej niż wszyst­kie inne, ponieważ pochodzi z głębi poszu­ku­ją­cego umysłu i współ­czu­ją­cego serca. Postaram się odpo­wie­dzieć na twoje pytanie naj­le­piej jak tylko potrafię.

Najpierw jednak chciał­bym wyrazić mój wielki podziw dla was, dla wszyst­kich odważ­nych sióstr, ponieważ poświę­ca­cie swoje życie naj­szla­chet­niej­szej sprawie: pomocy potrze­bu­ją­cym bliźnim. (…)

Zanim spróbuję bardziej szcze­gó­łowo opisać, w jaki sposób program kosmiczny przy­czy­nia się do roz­wią­za­nia również naszych ziem­skich pro­ble­mów, chciał­bym krótko przed­sta­wić histo­ryjkę, która może pomóc w zro­zu­mie­niu tego argu­mentu. Około 400 lat temu w małym mia­steczku w Niem­czech mieszkał hrabia. Był jednym z łagod­nych władców i dużą część swoich dochodów prze­ka­zy­wał biednym miesz­kań­com. Zostało to mocno doce­nione, ponieważ bieda była w dawnych czasach powszechna, a zarazy często nisz­czyły kraj. Pewnego dnia hrabia spotkał dziwnego męż­czy­znę. Miał on w domu stół warsz­ta­towy i małe labo­ra­to­rium, ciężko pracował w ciągu dnia, aby każdego wieczoru mógł sobie pozwolić na kilka godzin pracy w swoim labo­ra­to­rium. Robił małe soczewki z kawałków szkła; zamon­to­wał je w tubach i używał tych wyna­laz­ków do patrze­nia na bardzo małe obiekty. Hrabia był szcze­gól­nie zafa­scy­no­wany malut­kimi stwo­rze­niami, które można było obser­wo­wać przy dużym powięk­sze­niu i których nigdy wcze­śniej nie widział. Zaprosił więc męż­czy­znę, aby prze­pro­wa­dził się ze swoim labo­ra­to­rium do zamku, aby został człon­kiem dworu i odtąd cały swój czas poświę­cił na rozwój i dosko­na­le­nie optycz­nych gadżetów, jako spe­cjalny pra­cow­nik hrabiego.

Miesz­kańcy miasta wpadli w gniew, gdy zdali sobie sprawę, że hrabia marnuje pie­nią­dze, jak sądzili, na zabawy pozba­wione celu. “Cierpimy na tę zarazę” – mówili – “podczas gdy on płaci temu czło­wie­kowi za bez­u­ży­teczne hobby!” Ale datki pozo­stały nie­zmienne. “Daję wam tyle, na ile mnie stać” – powie­dział – “ale będę również wspierać tego czło­wieka i jego pracę, ponieważ wiem, że pewnego dnia coś z tego wyjdzie!“

Rze­czy­wi­ście, coś bardzo dobrego wynikło z tej pracy, a także z podob­nych prac wyko­ny­wa­nych przez innych uczonych: mikro­skop. Powszech­nie wiadomo, że mikro­skop przy­czy­nił się bardziej niż jaki­kol­wiek inny wyna­la­zek do postępu medycyny, zaś poko­na­nie zarazy i wielu innych chorób zakaź­nych w więk­szo­ści świata jest w dużej mierze wynikiem badań, które umoż­li­wił mikro­skop.

Hrabia, zatrzy­mu­jąc część swoich wydatków na badania i odkrycia, przy­czy­nił się znacznie bardziej ulżeniu cier­pią­cym, niż przy­czy­niłby się, rozdając wszystko co mógł ogar­nię­tej plagą spo­łecz­no­ści.

Sytuacja, z którą mamy dzisiaj do czy­nie­nia, jest pod wieloma wzglę­dami podobna. Pre­zy­dent Stanów Zjed­no­czo­nych wydaje około 200 miliar­dów dolarów w rocznym budżecie [obecnie budżet NASA jest wie­lo­krot­nie mniejszy niż w czasach Apollo – przyp. A.]. Te pie­nią­dze prze­zna­czane są na zdrowie, edukację, opiekę spo­łeczną, odnowę miast, auto­strady, trans­port, pomoc zagra­niczną, obronę, kon­ser­wa­cję, naukę, rol­nic­two i wiele innych. Około 1,6 procent budżetu prze­zna­czono w tym roku na badania kosmiczne. Program obejmuje Projekt Apollo i wiele mniej­szych pro­jek­tów w dzie­dzi­nie fizyki, astro­no­mii, biologii, pro­jek­tów pla­ne­tar­nych, pro­jek­tów doty­czą­cych zasobów Ziemi i inży­nie­rii kosmicz­nej. Aby umoż­li­wić te wydatki, prze­ciętny ame­ry­kań­ski podatnik z dochodem w wyso­ko­ści 10 000 dolarów płaci rocznie na kosmos około 30 dolarów. Reszta jego dochodów to 9 970 dolarów. (…)

Wierzę jednak, że pracując na rzecz programu kosmicz­nego mogę wnieść pewien wkład w pomoc i ewen­tu­alne roz­wią­za­nie tak poważ­nych pro­ble­mów, jak bieda i głód na Ziemi. Pod­sta­wo­wymi przy­czy­nami głodu są dwie kwestie: pro­duk­cja żywności i jej dys­try­bu­cja. Pro­duk­cja żywności przez rol­nic­two, hodowla bydła, rybo­łów­stwo morskie i inne operacje na dużą skalę jest wydajna w nie­któ­rych czę­ściach świata, ale pozo­staje zde­cy­do­wa­nie nie­wy­star­cza­jąca w wielu innych. Na przykład duże obszary ziemi mogłyby być znacznie lepiej wyko­rzy­stane, przy wdro­że­niu sku­tecz­nych metod kontroli nawod­nie­nia, zużycia nawozów, pro­gno­zo­wa­nia pogody, pro­gra­mo­wa­nia plan­ta­cji, pro­jek­to­wa­niu pól, sposobów sadzenia.

Bez wąt­pie­nia naj­lep­szym narzę­dziem do roz­wią­za­nia wszyst­kich tych kwestii jest sztuczny satelita ziemski. Okrą­ża­jąc Kulę Ziemską na dużej wyso­ko­ści, może on w krótkim czasie prze­cze­sać duże obszary lądu; może obser­wo­wać i mierzyć wiele różnych zmien­nych wska­zu­ją­cych na stan upraw, gleby, opadów deszczu, pokrywy śnieżnej itp., jak również może prze­ka­zać te infor­ma­cje do stacji naziem­nych do wła­ści­wego wyko­rzy­sta­nia. Szacuje się, że nawet skromny system sate­li­tów (…) dzia­ła­jący w ramach programu glo­bal­nych uspraw­nień rol­nic­twa, zwiększy roczne plony o rów­no­war­tość wielu miliar­dów dolarów.

Dys­try­bu­cja żywności potrze­bu­ją­cym to zupełnie inny problem. Pytanie dotyczy nie tyle wiel­ko­ści trans­portu, co współ­pracy mię­dzy­na­ro­do­wej. Władca małego państwa może czuć się bardzo zanie­po­ko­jony per­spek­tywą dostar­cze­nia dużych ilości żywności do jego kraju przez duże państwo, po prostu dlatego, że boi się, że wraz z poży­wie­niem może nastąpić również import zagra­nicz­nych wpływów. Obawiam się, że osta­teczne uwol­nie­nie się od głodu nie nastąpi, zanim granice między narodami nie staną się mniej szczelne niż obecnie. Nie wierzę, że lot kosmiczny dokona takiego cudu w ciągu jednej nocy. Jednak program kosmiczny jest z pew­no­ścią jednym z naj­bar­dziej obie­cu­ją­cych i naj­sil­niej­szych środków popy­cha­ją­cych nas w tym kierunku.

Pozwól, że przy­po­mnę Ci o tragedii, która o mały włos ominęła Apollo 13. Gdy zbliżał się czas przy­wró­ce­nia łącz­no­ści z astro­nau­tami, Związek Radziecki przerwał własne trans­mi­sje radiowe w pasmach czę­sto­tli­wo­ści wyko­rzy­sty­wa­nych przez projekt Apollo, aby uniknąć moż­li­wych inge­ren­cji, a radziec­kie statki sta­cjo­no­wały na Pacyfiku i Oceanie Atlan­tyc­kim na wypadek koniecz­no­ści rato­wa­nia w nagłych wypad­kach. Gdyby kapsuła astro­nauty wylą­do­wała w pobliżu rosyj­skiego statku, Rosjanie nie­wąt­pli­wie poświę­ci­liby tyle wysiłku na nie­sie­nie pomocy, jakby chodziło o rosyj­skich kosmo­nau­tów. Gdyby rosyjscy kosmo­nauci kie­dy­kol­wiek znaleźli się w podobnej, kry­zy­so­wej sytuacji, Ame­ry­ka­nie bez żadnych wąt­pli­wo­ści uczy­ni­liby to samo.

Wzmożona pro­duk­cja żywności dzięki badaniom i pomiarom z orbity oraz lepsza dys­try­bu­cja żywności dzięki lepszym sto­sun­kom mię­dzy­na­ro­do­wym to tylko dwa przy­kłady tego, jak głęboko program kosmiczny wpłynie na życie na Ziemi. Chciał­bym zacy­to­wać dwa inne przy­kłady: sty­mu­lo­wa­nie rozwoju tech­no­lo­gicz­nego i gene­ro­wa­nie wiedzy naukowej.

Wyma­ga­nia doty­czące wysokiej precyzji i eks­tre­mal­nej nie­za­wod­no­ści, którym muszą sprostać części statku kosmicz­nego podró­żu­ją­cego na Księżyc, są uni­ka­towe w historii inży­nie­rii. Opra­co­wa­nie systemów speł­nia­ją­cych te surowe kryteria dało nam wyjąt­kową okazję do zna­le­zie­nia nowych mate­ria­łów i metod, wyna­le­zie­nia lepszych systemów tech­nicz­nych, procedur pro­duk­cyj­nych, prze­dłu­że­nia żywot­no­ści instru­men­tów, a nawet odkry­wa­nia nowych praw natury.

Cała ta nowo zdobyta wiedza tech­niczna jest również dostępna do zasto­so­wa­nia w tech­no­lo­giach zwią­za­nych z Ziemią. Każdego roku około tysiąca inno­wa­cji tech­nicz­nych gene­ro­wa­nych w pro­gra­mie kosmicz­nym trafia do ziem­skiej tech­no­lo­gii, gdzie prowadzą do lepszych urządzeń kuchen­nych i sprzętu rol­ni­czego, lepszych maszyn do szycia i radio­od­bior­ni­ków, lepszych statków i samo­lo­tów, lepszych prognoz pogody i ostrze­żeń o sztor­mach, lepszej komu­ni­ka­cji, lepszych instru­men­tów medycz­nych, lepszych przy­bo­rów i narzędzi do codzien­nego użycia. Przy­pusz­czal­nie zapytasz teraz, dlaczego musimy najpierw opra­co­wać system pod­trzy­my­wa­nia życia dla naszych astro­nau­tów, zamiast od razu skon­stru­ować czujniki dla pacjen­tów z sercem. Odpo­wiedź jest prosta: postępu w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów tech­nicz­nych, naj­czę­ściej nie dokonuje się bez­po­śred­nio.

Lot kosmiczny bez wąt­pie­nia odgrywa dokład­nie tę rolę. Podróż na Marsa z pew­no­ścią nie będzie bez­po­śred­nim źródłem poży­wie­nia dla głodnych. Dopro­wa­dzi jednak do powsta­nia tak wielu nowych tech­no­lo­gii i pomysłów, że efekty uboczne projektu będą wie­lo­krot­nie większe niż koszt jego wdro­że­nia.

Oprócz zapo­trze­bo­wa­nia w nowe tech­no­lo­gie, nadal istnieje ogromna potrzeba badań pod­sta­wo­wych, które również mogą poprawić warunki życia na Ziemi. Potrze­bu­jemy więcej wiedzy z zakresu fizyki i chemii, biologii i fizjo­lo­gii, a szcze­gól­nie medycyny, aby poradzić sobie z wszyst­kimi pro­ble­mami zagra­ża­ją­cymi życiu czło­wieka: głodem, cho­ro­bami, ska­że­niem żywności i wody, zanie­czysz­cze­niem śro­do­wi­ska.

Potrze­bu­jemy więcej młodych mężczyzn i kobiet, którzy wybie­rają karierę naukowca i potrze­bu­jemy lepszego wsparcia dla tych naukow­ców, którzy mają talent i deter­mi­na­cję do podjęcia owocnej pracy badaw­czej. Wymagane są więc ambitne cele badawcze i należyte wsparcie dla pro­jek­tów. Ponownie, program kosmiczny ze swoimi wspa­nia­łymi moż­li­wo­ściami pro­wa­dze­nia naprawdę nie­zwy­kłych badań nad księ­ży­cami i pla­ne­tami, fizyką i astro­no­mią, biologią i medycyną jest niemal idealnym kata­li­za­to­rem, który łączy moty­wa­cję do pracy naukowej, moż­li­wo­ści obser­wo­wa­nia eks­cy­tu­ją­cych zjawisk natury oraz wsparcie mate­rialne konieczne do prze­pro­wa­dze­nia prac badaw­czych.

Spośród wszyst­kich działań, które są kie­ro­wane, kon­tro­lo­wane i finan­so­wane przez rząd ame­ry­kań­ski, program kosmiczny jest z pew­no­ścią naj­bar­dziej widoczną i praw­do­po­dob­nie naj­sze­rzej dys­ku­to­waną dzia­łal­no­ścią, chociaż zużywa jedynie 1,6 procent cał­ko­wi­tego budżetu kra­jo­wego. Jako sty­mu­la­tor i kata­li­za­tor rozwoju nowych tech­no­lo­gii oraz badań pod­sta­wo­wych, nie ma sobie jednak równych w żadnej innej dzie­dzi­nie. W związku z tym mogę nawet powie­dzieć, że program kosmiczny przej­muje funkcję, która przez trzy lub cztery tysiące lat była efektem ubocznym wojen.

Ile ludz­kiego cier­pie­nia można byłoby uniknąć, gdyby narody, zamiast kon­ku­ro­wać swoimi flotami bom­bow­ców i rakiet, kon­ku­ro­wa­łyby statkami kosmicz­nymi! (…)

Chociaż wydaje się, że nasz program kosmiczny prowadzi nas z dala od Ziemi i ku Księ­ży­cowi, Słońcu, planetom i gwiazdom, uważam, że żadne z tych ciał nie­bie­skich nie znajdzie tyle uwagi i badań ze strony astro­nau­tów, co nasza Ziemia. Nasza planeta stanie się lepsza, nie tylko z powodu całej nowej wiedzy tech­no­lo­gicz­nej i naukowej, którą zasto­su­jemy do polep­sze­nia warunków życia, ale także dlatego, że pie­lę­gnu­jemy również głębsze zro­zu­mie­nie Ziemi, życia i czło­wieka.

Foto­gra­fia, którą załączam do tego listu [wrzucam poniżej – przyp. A.], pokazuje widok Ziemi widzia­nej z Apollo 8, gdy okrążał Księżyc w Boże Naro­dze­nie 1968 roku. Ze wszyst­kich wspa­nia­łych wyników programu kosmicz­nego, to zdjęcie może okazać się naj­istot­niej­sze. Otwo­rzyło nasze oczy na fakt, że Ziemia jest piękną i cenną wyspą w nie­ogra­ni­czo­nej pustce i że nie ma dla nas innego miejsca do życia (…). Nigdy wcze­śniej tak wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy z tego, jak ogra­ni­czona pozo­staje nasza planeta i jak nie­bez­piecz­nie byłoby naru­sze­nie jej rów­no­wagi eko­lo­gicz­nej. Od czasu opu­bli­ko­wa­nia tego zdjęcia, słychać coraz gło­śniej­sze ostrze­że­nia przed pro­ble­mami, z którymi borykają się ludzie naszej epoki: zanie­czysz­cze­nie, głód, bieda, życie w mieście, pro­duk­cja żywności, kontrola wody, prze­lud­nie­nie. Z pew­no­ścią nie przez przy­pa­dek zaczy­namy widzieć ogromne zadania cze­ka­jące na nas w czasach, gdy młoda epoka kosmiczna zapew­niła nam pierwsze szersze spoj­rze­nie na naszą planetę.

Na szczę­ście era kosmosu nie tylko stanowi zwier­cia­dło, w którym widzimy siebie, ale także zapewnia nam tech­no­lo­gie, wyzwania, moty­wa­cję, a nawet optymizm do do podjęcia tych wyzwań. Wierzę, że to, czego nauczy nas program kosmiczny, w pełni urze­czy­wistni to, co Albert Schwe­it­zer miał na myśli, mówiąc: “Patrzę w przy­szłość z troską, ale i z nadzieją”.

Moje naj­lep­sze życzenia dla was i waszych dzieci.

Z powa­ża­niem,
Ernst Stuh­lin­ger
Zastępca Dyrek­tora ds. Nauki

Wspo­mniana w liście foto­gra­fia Ear­th­rise, wykonana przez Williama Andersa w czasie misji Apollo 8.

Związku Radziec­kiego już nie ma, wbrew ocze­ki­wa­niom wciąż nie odwie­dzi­li­śmy Marsa, jednak co do głównego prze­sła­nia słowa Stuh­lin­gera pozo­stają nie­zmien­nie aktualne. Szcze­gól­nie bliskie jest mi porów­na­nie nauk pod­sta­wo­wych do wiel­kiego kata­li­za­tora postępu. Kiedy słyszę pytanie (a słyszę je często) o korzyści płynące z inwe­sty­cji w LHC lub LIGO, nie mogę udzielić prostej odpo­wie­dzi. Nie powiem, że fizycy cząstek uspraw­nią nasze lodówki, a fale gra­wi­ta­cyjne przy­niosą nam bez­piecz­niej­sze samo­chody. To tak nie działa. Jestem jednak prze­ko­nany, że każdy z drogich i często abs­trak­cyj­nych pro­jek­tów stanowi żyzną glebę, na której za dziesięć, pięć­dzie­siąt lub sto lat wykieł­kują nie­sa­mo­wite wyna­lazki i idee. To odległa per­spek­tywa, ale tylko wyko­na­nie pierw­szego kroku i mozolna praca, pozwolą nam wejść na kolejny poziom.

Podobno zakon­nica przyjęła argu­menty Stuh­lin­gera i prze­ko­nała się do zasad­no­ści kon­ty­nu­owa­nia programu kosmicz­nego. Chcę wierzyć, że Anja Rubik, podobnie do Siostry Mary, ma dobre intencje, a jej post wynika ze zwykłej nie­wie­dzy. Dlatego zarówno ją, jak również każdą inną osobę wątpiącą w sens inwe­sty­cji w naukę – zachęcam do chwili zadumy nad powyż­szym tekstem.

Zachęcam również do roz­wa­że­nia innego pytania. Czy naprawdę stać nas, aby nie finan­so­wać wielkich pro­gra­mów badaw­czych?

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.