Statek Crew Dragon z powodzeniem przycumował do ISS. W ten sposób zmarnotrawiono miliardy dolarów na karmienie ego i zabicie nudy – zdaniem modelki i aktywistki Anji Rubik.

Jako sty­mu­la­tor i kata­li­za­tor rozwoju tech­no­lo­gii oraz badań pod­sta­wo­wych, program kosmiczny nie ma sobie równych.

Ernst Stuh­lin­ger

Nie znam się na modzie. Z zasady, gdy otwieram szafę wybieram pierwszy t‑shirt jaki wpadnie mi w ręce. Jednak mimo tej zawsty­dza­ją­cej igno­ran­cji, nazwisko Anji Rubik w jakiś sposób przebiło się do mojej świa­do­mo­ści. Wiem, że była modelką i sły­sza­łem o jej odważnym zaan­ga­żo­wa­niu w ochronę naj­róż­niej­szych praw i wartości. Cele­brytka wspo­ma­gała swoją twarzą strajk nauczy­cieli, bierze czynny udział w debacie na temat edukacji sek­su­al­nej i coraz śmielej nawołuje do ochrony planety. I jak to często bywa w przy­padku medial­nych bojow­ni­ków o lepsze jutro, pragnąc dowieść swojej nie­skoń­czo­nej gor­li­wo­ści, Anja w końcu prze­do­brzyła.

Gdy ku uciesze pasjo­na­tów astro­nau­tyki, 30 maja w niebo wzbił się Falcon 9 wraz z dwu­oso­bową załogą, 36-latka uznała za stosowne podzie­lić się swoimi spo­strze­że­niami. W pło­mien­nym poście zamiesz­czo­nym na Insta­gra­mie skry­ty­ko­wała wyda­wa­nie ogrom­nych funduszy na loty kosmiczne, które przecież mogłyby posłużyć do ocalenia całych gatunków.

Mógłbym w tym miejscu zacząć tłu­ma­czyć, że dolar odebrany SpaceX i NASA nie trafiłby z urzędu na żaden szczyt­niej­szy (?) cel. Mógłbym zapytać, dlaczego przed­sta­wi­cielka branży modowej – sza­sta­ją­cej grubymi milio­nami bez żadnego pożytku – tak śmiało zagląda innym do kieszeni. Mógłbym snuć filo­zo­ficzne roz­wa­ża­nia o stra­te­gicz­nych celach i wyzwa­niach sto­ją­cych przed ludz­ko­ścią. Mógłbym również zło­śli­wie zauważyć, że gdyby nie “roz­rzut­ność” uczonych i inży­nie­rów, cele­bryci nie byliby w stanie dzielić się swoimi głę­bo­kimi prze­my­śle­niami i pławić w dobro­by­cie.

Mógłbym, ale na moje szczę­ście wyczer­pu­jącą odpo­wiedź wysto­so­wał już ktoś inny. Dawno temu.

W rok po lądo­wa­niu pierw­szych ludzi na powierzchni Księżyca, na biurko ówcze­snego dyrek­tora centrum lotów kosmicz­nych w Hunt­sville, Ernsta Stuh­lin­gera, trafił list od zakon­nicy pro­wa­dzą­cej dzia­łal­ność misyjną w Zambii. Siostra Mary Jucunda zalała papier troskami i wąt­pli­wo­ściami, które w dużej mierze wyzie­rają również z narracji polskiej modelki. Misjo­narka pytała o cel eks­plo­ra­cji kosmosu, o zasad­ność wyda­wa­nia mon­stru­al­nych środków, w momencie, gdy miliony ludzi cierpią wskutek ubóstwa, głodu i chorób. Czy w obliczu powszech­nego nie­do­statku “fana­be­rie” uczonych i inży­nie­rów są w ogóle moralne?

Dr Stuh­lin­ger nie zigno­ro­wał wia­do­mo­ści i odpisał Siostrze Mary 6 maja 1970 roku. Wydaje mi się, że mimo upływu pół­wie­cza, słowa przed­sta­wi­ciela NASA wciąż zawie­rają naj­bar­dziej ele­gancką i uni­wer­salną odpo­wiedź na wszelkie pytania o zasad­ność wielkich pro­jek­tów badaw­czych.

“Droga Siostro Mary Jucunda

Twój list był jednym z wielu, które docie­rają do mnie każdego dnia, ale dotknął mnie głębiej niż wszyst­kie inne, ponieważ pochodzi z głębi poszu­ku­ją­cego umysłu i współ­czu­ją­cego serca. Postaram się odpo­wie­dzieć na twoje pytanie naj­le­piej jak tylko potrafię.

Najpierw jednak chciał­bym wyrazić mój wielki podziw dla was, dla wszyst­kich odważ­nych sióstr, ponieważ poświę­ca­cie swoje życie naj­szla­chet­niej­szej sprawie: pomocy potrze­bu­ją­cym bliźnim. (…)

Zanim spróbuję bardziej szcze­gó­łowo opisać, w jaki sposób program kosmiczny przy­czy­nia się do roz­wią­za­nia również naszych ziem­skich pro­ble­mów, chciał­bym krótko przed­sta­wić histo­ryjkę, która może pomóc w zro­zu­mie­niu tego argu­mentu. Około 400 lat temu w małym mia­steczku w Niem­czech mieszkał hrabia. Był jednym z łagod­nych władców i dużą część swoich dochodów prze­ka­zy­wał biednym miesz­kań­com. Zostało to mocno doce­nione, ponieważ bieda była w dawnych czasach powszechna, a zarazy często nisz­czyły kraj. Pewnego dnia hrabia spotkał dziwnego męż­czy­znę. Miał on w domu stół warsz­ta­towy i małe labo­ra­to­rium, ciężko pracował w ciągu dnia, aby każdego wieczoru mógł sobie pozwolić na kilka godzin pracy w swoim labo­ra­to­rium. Robił małe soczewki z kawałków szkła; zamon­to­wał je w tubach i używał tych wyna­laz­ków do patrze­nia na bardzo małe obiekty. Hrabia był szcze­gól­nie zafa­scy­no­wany malut­kimi stwo­rze­niami, które można było obser­wo­wać przy dużym powięk­sze­niu i których nigdy wcze­śniej nie widział. Zaprosił więc męż­czy­znę, aby prze­pro­wa­dził się ze swoim labo­ra­to­rium do zamku, aby został człon­kiem dworu i odtąd cały swój czas poświę­cił na rozwój i dosko­na­le­nie optycz­nych gadżetów, jako spe­cjalny pra­cow­nik hrabiego.

Miesz­kańcy miasta wpadli w gniew, gdy zdali sobie sprawę, że hrabia marnuje pie­nią­dze, jak sądzili, na zabawy pozba­wione celu. “Cierpimy na tę zarazę” – mówili – “podczas gdy on płaci temu czło­wie­kowi za bez­u­ży­teczne hobby!” Ale datki pozo­stały nie­zmienne. “Daję wam tyle, na ile mnie stać” – powie­dział – “ale będę również wspierać tego czło­wieka i jego pracę, ponieważ wiem, że pewnego dnia coś z tego wyjdzie!“

Rze­czy­wi­ście, coś bardzo dobrego wynikło z tej pracy, a także z podob­nych prac wyko­ny­wa­nych przez innych uczonych: mikro­skop. Powszech­nie wiadomo, że mikro­skop przy­czy­nił się bardziej niż jaki­kol­wiek inny wyna­la­zek do postępu medycyny, zaś poko­na­nie zarazy i wielu innych chorób zakaź­nych w więk­szo­ści świata jest w dużej mierze wynikiem badań, które umoż­li­wił mikro­skop.

Hrabia, zatrzy­mu­jąc część swoich wydatków na badania i odkrycia, przy­czy­nił się znacznie bardziej ulżeniu cier­pią­cym, niż przy­czy­niłby się, rozdając wszystko co mógł ogar­nię­tej plagą spo­łecz­no­ści.

Sytuacja, z którą mamy dzisiaj do czy­nie­nia, jest pod wieloma wzglę­dami podobna. Pre­zy­dent Stanów Zjed­no­czo­nych wydaje około 200 miliar­dów dolarów w rocznym budżecie [obecnie budżet NASA jest wie­lo­krot­nie mniejszy niż w czasach Apollo – przyp. A.]. Te pie­nią­dze prze­zna­czane są na zdrowie, edukację, opiekę spo­łeczną, odnowę miast, auto­strady, trans­port, pomoc zagra­niczną, obronę, kon­ser­wa­cję, naukę, rol­nic­two i wiele innych. Około 1,6 procent budżetu prze­zna­czono w tym roku na badania kosmiczne. Program obejmuje Projekt Apollo i wiele mniej­szych pro­jek­tów w dzie­dzi­nie fizyki, astro­no­mii, biologii, pro­jek­tów pla­ne­tar­nych, pro­jek­tów doty­czą­cych zasobów Ziemi i inży­nie­rii kosmicz­nej. Aby umoż­li­wić te wydatki, prze­ciętny ame­ry­kań­ski podatnik z dochodem w wyso­ko­ści 10 000 dolarów płaci rocznie na kosmos około 30 dolarów. Reszta jego dochodów to 9 970 dolarów. (…)

Wierzę jednak, że pracując na rzecz programu kosmicz­nego mogę wnieść pewien wkład w pomoc i ewen­tu­alne roz­wią­za­nie tak poważ­nych pro­ble­mów, jak bieda i głód na Ziemi. Pod­sta­wo­wymi przy­czy­nami głodu są dwie kwestie: pro­duk­cja żywności i jej dys­try­bu­cja. Pro­duk­cja żywności przez rol­nic­two, hodowla bydła, rybo­łów­stwo morskie i inne operacje na dużą skalę jest wydajna w nie­któ­rych czę­ściach świata, ale pozo­staje zde­cy­do­wa­nie nie­wy­star­cza­jąca w wielu innych. Na przykład duże obszary ziemi mogłyby być znacznie lepiej wyko­rzy­stane, przy wdro­że­niu sku­tecz­nych metod kontroli nawod­nie­nia, zużycia nawozów, pro­gno­zo­wa­nia pogody, pro­gra­mo­wa­nia plan­ta­cji, pro­jek­to­wa­niu pól, sposobów sadzenia.

Bez wąt­pie­nia naj­lep­szym narzę­dziem do roz­wią­za­nia wszyst­kich tych kwestii jest sztuczny satelita ziemski. Okrą­ża­jąc Kulę Ziemską na dużej wyso­ko­ści, może on w krótkim czasie prze­cze­sać duże obszary lądu; może obser­wo­wać i mierzyć wiele różnych zmien­nych wska­zu­ją­cych na stan upraw, gleby, opadów deszczu, pokrywy śnieżnej itp., jak również może prze­ka­zać te infor­ma­cje do stacji naziem­nych do wła­ści­wego wyko­rzy­sta­nia. Szacuje się, że nawet skromny system sate­li­tów (…) dzia­ła­jący w ramach programu glo­bal­nych uspraw­nień rol­nic­twa, zwiększy roczne plony o rów­no­war­tość wielu miliar­dów dolarów.

Dys­try­bu­cja żywności potrze­bu­ją­cym to zupełnie inny problem. Pytanie dotyczy nie tyle wiel­ko­ści trans­portu, co współ­pracy mię­dzy­na­ro­do­wej. Władca małego państwa może czuć się bardzo zanie­po­ko­jony per­spek­tywą dostar­cze­nia dużych ilości żywności do jego kraju przez duże państwo, po prostu dlatego, że boi się, że wraz z poży­wie­niem może nastąpić również import zagra­nicz­nych wpływów. Obawiam się, że osta­teczne uwol­nie­nie się od głodu nie nastąpi, zanim granice między narodami nie staną się mniej szczelne niż obecnie. Nie wierzę, że lot kosmiczny dokona takiego cudu w ciągu jednej nocy. Jednak program kosmiczny jest z pew­no­ścią jednym z naj­bar­dziej obie­cu­ją­cych i naj­sil­niej­szych środków popy­cha­ją­cych nas w tym kierunku.

Pozwól, że przy­po­mnę Ci o tragedii, która o mały włos ominęła Apollo 13. Gdy zbliżał się czas przy­wró­ce­nia łącz­no­ści z astro­nau­tami, Związek Radziecki przerwał własne trans­mi­sje radiowe w pasmach czę­sto­tli­wo­ści wyko­rzy­sty­wa­nych przez projekt Apollo, aby uniknąć moż­li­wych inge­ren­cji, a radziec­kie statki sta­cjo­no­wały na Pacyfiku i Oceanie Atlan­tyc­kim na wypadek koniecz­no­ści rato­wa­nia w nagłych wypad­kach. Gdyby kapsuła astro­nauty wylą­do­wała w pobliżu rosyj­skiego statku, Rosjanie nie­wąt­pli­wie poświę­ci­liby tyle wysiłku na nie­sie­nie pomocy, jakby chodziło o rosyj­skich kosmo­nau­tów. Gdyby rosyjscy kosmo­nauci kie­dy­kol­wiek znaleźli się w podobnej, kry­zy­so­wej sytuacji, Ame­ry­ka­nie bez żadnych wąt­pli­wo­ści uczy­ni­liby to samo.

Wzmożona pro­duk­cja żywności dzięki badaniom i pomiarom z orbity oraz lepsza dys­try­bu­cja żywności dzięki lepszym sto­sun­kom mię­dzy­na­ro­do­wym to tylko dwa przy­kłady tego, jak głęboko program kosmiczny wpłynie na życie na Ziemi. Chciał­bym zacy­to­wać dwa inne przy­kłady: sty­mu­lo­wa­nie rozwoju tech­no­lo­gicz­nego i gene­ro­wa­nie wiedzy naukowej.

Wyma­ga­nia doty­czące wysokiej precyzji i eks­tre­mal­nej nie­za­wod­no­ści, którym muszą sprostać części statku kosmicz­nego podró­żu­ją­cego na Księżyc, są uni­ka­towe w historii inży­nie­rii. Opra­co­wa­nie systemów speł­nia­ją­cych te surowe kryteria dało nam wyjąt­kową okazję do zna­le­zie­nia nowych mate­ria­łów i metod, wyna­le­zie­nia lepszych systemów tech­nicz­nych, procedur pro­duk­cyj­nych, prze­dłu­że­nia żywot­no­ści instru­men­tów, a nawet odkry­wa­nia nowych praw natury.

Cała ta nowo zdobyta wiedza tech­niczna jest również dostępna do zasto­so­wa­nia w tech­no­lo­giach zwią­za­nych z Ziemią. Każdego roku około tysiąca inno­wa­cji tech­nicz­nych gene­ro­wa­nych w pro­gra­mie kosmicz­nym trafia do ziem­skiej tech­no­lo­gii, gdzie prowadzą do lepszych urządzeń kuchen­nych i sprzętu rol­ni­czego, lepszych maszyn do szycia i radio­od­bior­ni­ków, lepszych statków i samo­lo­tów, lepszych prognoz pogody i ostrze­żeń o sztor­mach, lepszej komu­ni­ka­cji, lepszych instru­men­tów medycz­nych, lepszych przy­bo­rów i narzędzi do codzien­nego użycia. Przy­pusz­czal­nie zapytasz teraz, dlaczego musimy najpierw opra­co­wać system pod­trzy­my­wa­nia życia dla naszych astro­nau­tów, zamiast od razu skon­stru­ować czujniki dla pacjen­tów z sercem. Odpo­wiedź jest prosta: postępu w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów tech­nicz­nych, naj­czę­ściej nie dokonuje się bez­po­śred­nio.

Lot kosmiczny bez wąt­pie­nia odgrywa dokład­nie tę rolę. Podróż na Marsa z pew­no­ścią nie będzie bez­po­śred­nim źródłem poży­wie­nia dla głodnych. Dopro­wa­dzi jednak do powsta­nia tak wielu nowych tech­no­lo­gii i pomysłów, że efekty uboczne projektu będą wie­lo­krot­nie większe niż koszt jego wdro­że­nia.

Oprócz zapo­trze­bo­wa­nia w nowe tech­no­lo­gie, nadal istnieje ogromna potrzeba badań pod­sta­wo­wych, które również mogą poprawić warunki życia na Ziemi. Potrze­bu­jemy więcej wiedzy z zakresu fizyki i chemii, biologii i fizjo­lo­gii, a szcze­gól­nie medycyny, aby poradzić sobie z wszyst­kimi pro­ble­mami zagra­ża­ją­cymi życiu czło­wieka: głodem, cho­ro­bami, ska­że­niem żywności i wody, zanie­czysz­cze­niem śro­do­wi­ska.

Potrze­bu­jemy więcej młodych mężczyzn i kobiet, którzy wybie­rają karierę naukowca i potrze­bu­jemy lepszego wsparcia dla tych naukow­ców, którzy mają talent i deter­mi­na­cję do podjęcia owocnej pracy badaw­czej. Wymagane są więc ambitne cele badawcze i należyte wsparcie dla pro­jek­tów. Ponownie, program kosmiczny ze swoimi wspa­nia­łymi moż­li­wo­ściami pro­wa­dze­nia naprawdę nie­zwy­kłych badań nad księ­ży­cami i pla­ne­tami, fizyką i astro­no­mią, biologią i medycyną jest niemal idealnym kata­li­za­to­rem, który łączy moty­wa­cję do pracy naukowej, moż­li­wo­ści obser­wo­wa­nia eks­cy­tu­ją­cych zjawisk natury oraz wsparcie mate­rialne konieczne do prze­pro­wa­dze­nia prac badaw­czych.

Spośród wszyst­kich działań, które są kie­ro­wane, kon­tro­lo­wane i finan­so­wane przez rząd ame­ry­kań­ski, program kosmiczny jest z pew­no­ścią naj­bar­dziej widoczną i praw­do­po­dob­nie naj­sze­rzej dys­ku­to­waną dzia­łal­no­ścią, chociaż zużywa jedynie 1,6 procent cał­ko­wi­tego budżetu kra­jo­wego. Jako sty­mu­la­tor i kata­li­za­tor rozwoju nowych tech­no­lo­gii oraz badań pod­sta­wo­wych, nie ma sobie jednak równych w żadnej innej dzie­dzi­nie. W związku z tym mogę nawet powie­dzieć, że program kosmiczny przej­muje funkcję, która przez trzy lub cztery tysiące lat była efektem ubocznym wojen.

Ile ludz­kiego cier­pie­nia można byłoby uniknąć, gdyby narody, zamiast kon­ku­ro­wać swoimi flotami bom­bow­ców i rakiet, kon­ku­ro­wa­łyby statkami kosmicz­nymi! (…)

Chociaż wydaje się, że nasz program kosmiczny prowadzi nas z dala od Ziemi i ku Księ­ży­cowi, Słońcu, planetom i gwiazdom, uważam, że żadne z tych ciał nie­bie­skich nie znajdzie tyle uwagi i badań ze strony astro­nau­tów, co nasza Ziemia. Nasza planeta stanie się lepsza, nie tylko z powodu całej nowej wiedzy tech­no­lo­gicz­nej i naukowej, którą zasto­su­jemy do polep­sze­nia warunków życia, ale także dlatego, że pie­lę­gnu­jemy również głębsze zro­zu­mie­nie Ziemi, życia i czło­wieka.

Foto­gra­fia, którą załączam do tego listu [wrzucam poniżej – przyp. A.], pokazuje widok Ziemi widzia­nej z Apollo 8, gdy okrążał Księżyc w Boże Naro­dze­nie 1968 roku. Ze wszyst­kich wspa­nia­łych wyników programu kosmicz­nego, to zdjęcie może okazać się naj­istot­niej­sze. Otwo­rzyło nasze oczy na fakt, że Ziemia jest piękną i cenną wyspą w nie­ogra­ni­czo­nej pustce i że nie ma dla nas innego miejsca do życia (…). Nigdy wcze­śniej tak wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy z tego, jak ogra­ni­czona pozo­staje nasza planeta i jak nie­bez­piecz­nie byłoby naru­sze­nie jej rów­no­wagi eko­lo­gicz­nej. Od czasu opu­bli­ko­wa­nia tego zdjęcia, słychać coraz gło­śniej­sze ostrze­że­nia przed pro­ble­mami, z którymi borykają się ludzie naszej epoki: zanie­czysz­cze­nie, głód, bieda, życie w mieście, pro­duk­cja żywności, kontrola wody, prze­lud­nie­nie. Z pew­no­ścią nie przez przy­pa­dek zaczy­namy widzieć ogromne zadania cze­ka­jące na nas w czasach, gdy młoda epoka kosmiczna zapew­niła nam pierwsze szersze spoj­rze­nie na naszą planetę.

Na szczę­ście era kosmosu nie tylko stanowi zwier­cia­dło, w którym widzimy siebie, ale także zapewnia nam tech­no­lo­gie, wyzwania, moty­wa­cję, a nawet optymizm do do podjęcia tych wyzwań. Wierzę, że to, czego nauczy nas program kosmiczny, w pełni urze­czy­wistni to, co Albert Schwe­it­zer miał na myśli, mówiąc: “Patrzę w przy­szłość z troską, ale i z nadzieją”.

Moje naj­lep­sze życzenia dla was i waszych dzieci.

Z powa­ża­niem,
Ernst Stuh­lin­ger
Zastępca Dyrek­tora ds. Nauki

Wspo­mniana w liście foto­gra­fia Ear­th­rise, wykonana przez Williama Andersa w czasie misji Apollo 8.

Związku Radziec­kiego już nie ma, wbrew ocze­ki­wa­niom wciąż nie odwie­dzi­li­śmy Marsa, jednak co do głównego prze­sła­nia słowa Stuh­lin­gera pozo­stają nie­zmien­nie aktualne. Szcze­gól­nie bliskie jest mi porów­na­nie nauk pod­sta­wo­wych do wiel­kiego kata­li­za­tora postępu. Kiedy słyszę pytanie (a słyszę je często) o korzyści płynące z inwe­sty­cji w LHC lub LIGO, nie mogę udzielić prostej odpo­wie­dzi. Nie powiem, że fizycy cząstek uspraw­nią nasze lodówki, a fale gra­wi­ta­cyjne przy­niosą nam bez­piecz­niej­sze samo­chody. To tak nie działa. Jestem jednak prze­ko­nany, że każdy z drogich i często abs­trak­cyj­nych pro­jek­tów stanowi żyzną glebę, na której za dziesięć, pięć­dzie­siąt lub sto lat wykieł­kują nie­sa­mo­wite wyna­lazki i idee. To odległa per­spek­tywa, ale tylko wyko­na­nie pierw­szego kroku i mozolna praca, pozwolą nam wejść na kolejny poziom.

Podobno zakon­nica przyjęła argu­menty Stuh­lin­gera i prze­ko­nała się do zasad­no­ści kon­ty­nu­owa­nia programu kosmicz­nego. Chcę wierzyć, że Anja Rubik, podobnie do Siostry Mary, ma dobre intencje, a jej post wynika ze zwykłej nie­wie­dzy. Dlatego zarówno ją, jak również każdą inną osobę wątpiącą w sens inwe­sty­cji w naukę – zachęcam do chwili zadumy nad powyż­szym tekstem.

Zachęcam również do roz­wa­że­nia innego pytania. Czy naprawdę stać nas, aby nie finan­so­wać wielkich pro­gra­mów badaw­czych?

  • Aro cola

    Bardzo dobry artykuł dobrze by było jakby Ania go prze­czy­tała. Mi akurat wobec takich wypo­wie­dzi nauko­wych igno­ran­tów cisną się moc­niej­sze słowa

  • Luxx

    Ale wydaje sie, ze wiecej srodkow powin­ni­smy wydawac na medycyne i biologie, nauczyc sie jak funk­cjo­nu­jemy na poziomie mole­ku­lar­nym. Wla­sci­wie to jest tragedia, ze motorem postepu tech­no­lo­gicz­nego sa wojny, czy tez grozba wojny. A smierc bez wojny czy satelity juz nie jest taka spek­ta­ku­larna ani opla­calna. My nie wiemy nawet jak funk­cjo­nuje ludzkie cialo, jak uchronic komorki przed utrata kontroli, a rzucamy sie na grubego zwierza gdzies daleko poza ludzkim zasie­giem. Mozna i tak, ale my Ziemie mierzymy i glebokie morze, a czlowiek sam nie wie jak uratowac siebie.

    • Iksiński

      Nie da się tak zrobić, że zatrzy­mu­jemy lub hamujemy mocno jedną dzie­dzinę i auto­ma­tycz­nie inna szybciej rośnie. 😀

      • Dominik Goliński

        Jest wręcz odwrot­nie, wyniki prac w jednej dzie­dzi­nie przy­spie­szają rozwój innej często całkiem odmien­nej.

      • Michał Skichał

        Np. zatrzy­majmy cał­ko­wi­cie przemysł meta­lur­giczny, bo wiąże się z potężną emisją CO2 i innych paskudztw do atmos­fery i gleby, a w zamian dodat­kowo wes­przyjmy przemysł włó­kien­ni­czy, w szcze­gól­no­ści pro­duk­cję swetrów w kratkę, bo to się każdemu przyda a i na eks­por­cie do krajów skan­dy­naw­skich będziemy mogli zarobić.
        😀

    • Kuba

      Np. akce­le­ra­tory poza bada­niami pod­sta­wo­wymi w fizyce mają naj­więk­sze zasto­so­wa­nie w medy­cy­nie. Zresztą jest cała potężna gałąź nauki — fizyka medyczna, która zajmuje się bada­niami stricte fizycz­nymi, ale mającymi duży poten­cjał w medy­cy­nie. Prak­tycz­nie każde zjawisko kwantowe jest prędzej czy później roz­pa­try­wane jako poten­cjalne narzę­dzie dia­gno­styczne lub tera­peu­tyczne.

      • BloodMan

        Nie tylko kwantowe ;p

      • Luxx

        Ja nie neguje fizyki medycz­nej — postep jest ogromny, ale jestem zwo­len­ni­kiem gleb­szego zro­zu­mie­nia procesow zacho­dza­cych w ludzkim orga­ni­zmie, i jego repe­ro­wa­nia. Akceleratory/cyklotrony — fajnie — do pro­duk­cji radio­izo­to­pow — jednak troche inwa­zyjna technika — noze pro­to­no­wez te fajne.

      • Michał Skichał

        Podej­rze­wam, że w USA nauki bio­me­dyczne są znacznie lepiej finan­so­wane z budżetu państwa jak i z pry­wat­nych źródeł, aniżeli program kosmiczny. Poza tym, bardzo dobrze wiemy, jak działa człowiek. Na poziomie atomów two­rzą­cych molekuły podczas syntezy białek, czy cyklu Krebsa. Przy czym to, co wiemy, to jak funk­cjo­nu­jemy w normie i pato­lo­gii w warun­kach ziem­skich. Znacznie mniej wiemy, jak funk­cjo­nu­jemy w stanie nie­waż­ko­ści i pro­mie­nio­wa­nia słonecznego/kosmicznego. Ale dzięki pro­gra­mom kosmicz­nym dowie­dzie­li­śmy się, że prze­by­wa­jąc odpo­wied­nią ilość czasu na orbicie, zmienia się nam długość kości i telo­me­rów, zaś w podob­nych sytu­acjach na Ziemi i na orbicie, ma miejsce eks­pre­sja innych genów. I nie tylko. Medycyna kosmiczna to też nowy dział badawczy i dzięki ISS rozwija się bardzo prężnie.

      • zły porucz­nik

        ” Poza tym, bardzo dobrze wiemy, jak działa człowiek”.

        Czyżby? To czemu nie ma prak­tycz­nie żadnego postępu w leczeniu chorób neu­ro­de­ge­ne­ra­cyj­nych? Cykl Krebsa? Wspa­niale, w terapii mięsaków nie było żandnego istont­nego postępu od 17 lat. Choroby psy­chiczne — postęp zupełnie nie nadąża, za gwał­tow­nie pogar­sza­jącą się kondycją psy­chiczną spo­łe­czeństw. Jest jakiś postęp, istotny sta­ty­stycz­nie w przy­wra­ca­niu spraw­no­ści w tetra­ple­gii lub choćby per­a­ple­gii? W oku­li­styce chyba lepiej ale tu też nadzieje są olbrzy­mie ale do tego jak działa człowiek…

        Owszem ISS umoż­li­wia istotne eks­pe­ry­menty w dzie­dzi­nie medycyny kosmicz­nej ale jest w magne­tos­fe­rze Ziemi i nie prze­pro­wa­zono w sumie żadnego eks­pe­ry­mentu ze sztucz­nym cią­że­niem (typu cen­try­fuga). Też jestem miło­śni­kiem programu kosmicznego,tak żeby była jasność.

      • Michał Skichał

        Mam wrażenie, że pojawia się tu schemat myślowy podobny do tego, jakim kre­acjo­ni­ści posłu­gują się w dyskusji z teorią ewolucji, a jaki ktoś kiedyś nazwał “bogiem dziur”. Poza tym, czy to nie próżność domaga się, aby uczeni, w tym przy­padku z nauk bio­me­dycz­nych, już wszystko wyja­śnili dziś, właśnie teraz, żeby jakiś żyjący tu i teraz pan porucz­nik mógł cieszyć się ich­niej­szym abso­lut­nym dorob­kiem? To, że nie ma obecnie panaceum na każdą dole­gli­wość nie znaczy, że nie mamy bladego pojęcia o tym, jak działa nasz organizm. Zresztą, lepiej się cieszyć, że jeszcze troszkę tej mistycz­nej tajem­nicy życia zostało, bo z pew­no­ścią trudno byłoby nam zawierać zna­jo­mo­ści znając układ równań defi­niu­jący, jak neurony w naszym mózgu podej­mują decyzję w czwartki, w zalud­nio­nym barze, kiedy zagaduje nas atrak­cyjna brunetka…

    • BloodMan

      Tragedia — nie tragedia. Gdyby nie te groźby, wojny i zachłan­ność (czyli wszystko co ludzkie…), sie­dzie­li­by­śmy dalej w jaskini żując resztki mamuta który zdechł próbując latać.
      Się nawet nie śmiej, taka prawda.

    • Zour

      Hmm, pomyślmy — pompy insu­li­nowe, roz­rusz­niki serca, tomo­grafy… a to dopiero początek listy tech­no­lo­gii NASA

  • sp3uca

    Wg. Mnie za dużo się rozpisał. Nie warto.

    • Woziwoda

      Chciałem napisać, że być może nie żyłeś w tych czasach ale spoj­rza­łem na qrz. Jednak słowo pisane miało wartość, szcze­gól­nie to sta­ran­nie i obszer­nie wyłożone.

      To dzisiaj prawie nikt niczego nie czyta a czy­ta­jący prze­ży­wają katorgę gdy artykuł ma kil­ka­na­ście stron.

  • Houk

    Jest jeszcze jeden powód dla którego loty w kosmos są koniecz­no­ścią. To zagro­że­nia jakie czekają na nasza planetę np ude­rze­nie aste­ro­idy które może zabić wszelkie życie na tej planecie. Gdy rodzaj ludzki sko­lo­ni­zuje inne plany prze­trwamy taki kata­klizm a wraz z nami przetrwa też cześć innych gatunków które roz­wle­czemy w naszej wędrówce w prze­strzeni.

  • Teresa

    W zasadzie trudno wymagać od Anji Rubik jakiejś większej wiedzy odnośnie celów eks­plo­ra­cji kosmosu. Zresztą więk­szość zwykłych ludzi takowej na ogół nie posiada. W ogóle to brakuje edukacji w tym zakresie. A to, że Rubik działa na rzecz ochrony śro­do­wi­ska to dobrze. Kto wie może też coś odpala z tych swoich milionów na ratunek dla planety Ziemia.

  • mikimiki

    Tyle dziecków głodnych chodzi. Dać im kanapkę zamiast fruwać po kosmosie 😀 Przy okazji pozdra­wiamy Edytę Górniak 😀

  • Emilia

    Anja Rubik piła do tego, że naj­bo­gatsi serio myślą, że zwieją przed glo­bal­nym ocie­ple­niem na Marsa. W tym kon­tek­ście trzeba roz­pa­try­wać jej wypo­wiedź. I — no cóż — nie wyraziła się jasno.

    • Karol

      Naj­bo­gatsi ludzie mają raczej na tyle oleju w głowie, żeby wiedzieć że to nie­moż­liwe. Przy­naj­mniej w tym stuleciu. Można tam wylą­do­wać ale żeby żyć lepiej niż na Ziemi… być może za setki/ tysiące lat to nie będzie nadal możliwe. Więc mam wrażenie że jedyna osoba która nie wie o czym mówi to sama Anja Rubik

      • Emilia

        >Naj­bo­gatsi ludzie mają raczej na tyle oleju w głowie

        Na czym opierasz swoją wiarę w to, że bogaty=ogarnięty? I poczytaj tłity Elona Muska. Temu facetowi peron już odjechał jakiś czas temu i uwierzył w to, że jest nie­omyl­nym wizjo­ne­rem. I to właśnie on chlapnął prak­tycz­nie otwartym tekstem, że jak Ziemia nie będzie się nadawała do życia, to poleci na Marsa.

      • Emilia

        I w ogóle nie oszu­kujmy się — to jest ciche zało­że­nie, że modelka to idiotka.

      • Michał Skichał

        To prawda pani Emilio, jest takie uprze­dze­nie, bardzo u nas popu­larne. Ale nie można też zakładać, że każdy go posiada w swojej głowie i uru­cha­mia z automatu przy okazji tej dyskusji o lataniu w kosmos.

      • BloodMan

        Jednak to jego sukcesy i jego firm obecnie “roz­wa­lają system” — PayPal jako płat­no­ści elek­tro­niczne dla każdego, Tesla — nowo­cze­sna tech­no­lo­gia elek­trycz­nych samo­cho­dów i aku­mu­la­to­rów, SpaceX — wie­lo­krotne człony rakiet i powrót ame­ry­kań­skich lotów w kosmos, o Neu­ra­link jeszcze usły­szymy na poważnie, a o Boring na wesoło.
        To co gada gdy wypali za mocnego jointa to całkiem inna sprawa. Czyny — nie słowa. Powinnaś znać to powie­dze­nie.

        Nawet nie będę się silił do porów­ny­wa­nia z Rubikową ani kimś podobnym — bo nie ta półka.

      • Prze­my­sław Cie­szyń­ski

        Ponzi, Madoff też roz­wa­lali system.
        Tesla to naj­droż­sza marka na świecie, bez wąt­pie­nia.
        Docze­piona do firmy o wartości mak­sy­mal­nie 10 mld. USD.
        To nie zioło zryło beret Muskowi, tylko ben­zo­dia­ze­piny (jest uza­leż­niony od zol­pi­demu).

      • BloodMan

        i?
        Niczego to nie zmienia. Coś napi­sa­łeś — ale nie ma to abso­lut­nie żadnego zna­cze­nia.

      • Zbigniew Woźniak

        To trzeba inaczej rozumieć.

        W per­spek­ty­wie milionów lub miliar­dów lat, przy zało­że­niu, że ludzkość przetrwa ten czas jako gatunek, Ziemia z przyczyn od ludz­ko­ści nie­za­leż­nych prze­sta­nie się nadawać do zamiesz­ki­wa­nia.

        Inna wersja to “pod­da­wa­nie się” natu­ral­nej dla naszego mózgu presji zdo­by­wa­nia wiedzy. Programy kosmiczne temu sprzy­jają. W toku ewolucji te gatunki, które gro­ma­dziły wiedzę, choćby jako mutacje o nie­pla­no­wa­nym zasto­so­wa­niu, miały większe szanse w prze­trwa­niu. Wiedza zawarta w genach i memach sumują się w dzia­ła­niach sprzy­ja­ją­cych temu prze­trwa­niu.

        Jako skrajną alter­na­tywę mamy “powrót do natury” i odrzu­ce­nie całej ludzkiej wiedzy zdobytej dzięki pracy ludzkich mózgów. Jest oczy­wi­ste, że tak bierna postawa wobec zagrożeń, które można by prze­wi­dy­wać i ich unikać, prze­trwa­niu nie sprzyja.

        Całe nasze szczę­ście, że od czasu do czasu poja­wiają się tacy wizjo­ne­rzy, posia­da­jący do tego odpo­wied­nie środki do reali­za­cji wielkich celów jak Elon Musk.

      • Don Wasyl

        Nikt nie mówi o tym, że życie na Marsie czy Księżycu ma być lepsze niż na Ziemi. Ale tak samo trudniej żyje się ludziom na Saharze, czy w Arktyce, a jednak dają radę. Nie wiesz, co przy­nie­sie galo­pu­jący postęp tech­no­lo­giczny za kil­ka­dzie­siąt lat.

      • Michał Skichał

        Prawdę mówiąc, panie Don Wasyl, ja oso­bi­ście wątpię, abyśmy w kil­ka­dzie­siąt lat roz­wią­zali problem ciśnie­nia, tem­pe­ra­tury i pro­mie­nio­wa­nia na Marsie… bo to, że w ska­fan­drze przez godzinkę dałoby się tam pohasać to jeszcze nie dowód na to, że tak można by spędzić całe życie.

      • Don Wasyl

        Pan Michał Słuchał oso­bi­ście wątpi, a ja z kolei wierzę w poten­cjał myśli ludzkiej. Zdaje się, że jeżeli nic nie­prze­wi­dzia­nego się nie wydarzy, to wkrótce stwo­rzymy na ziemi sztuczne słońce, a wtedy wystar­czy znaleźć na Marsie złoża wody i przy użyciu maszyn napę­dza­nych tą niemalże nie­skoń­czoną energią zacząć prze­twa­rzać go na naszą korzyść. Można zacząć od baz pod powierzch­nią, co rozwiąże problem tem­pe­ra­tury, ciśnie­nia, pro­mie­nio­wa­nia i ska­fan­drów.

      • Michał Skichał

        Też wierzę w poten­cjał myśli ludzkiej, ale wygląda na to, że jestem bardziej racjo­nalny w prze­wi­dy­wa­niu przy­szło­ści.

    • Michał Skichał

      Pani Emilio, ja myślę że pani Rubik ma w głowie swój schemat walki o przyrodę (czy to dlatego, że to słuszne, czy że jest trendy, tego nie wiem, nie jest to istotne) i to on odzywa się przy każdej okazji, np. poja­wie­niu się infor­ma­cji o wyda­wa­niu pie­nię­dzy przez bogatych ludzi na programy kosmiczne. W efekcie Pani Rubik myśli o przy­ro­dzie i ekologii, a więc zamiast zasta­no­wić się po co latamy w kosmos, od razu widzi pie­nią­dze wydane w błoto (bo nie na cele eko­lo­giczne) a latanie w kosmos postrzega jako ucieczkę od “popsutej” planety. Tym­cza­sem główna moty­wa­cja latania w kosmos to nie ucieczka, ale to, że “możemy” i “tam nas jeszcze nie było”. To jest dokład­nie to samo, co wspi­na­nie się na Mt Everest czy K2 (po raz pierwszy), czoł­ga­nie się po cia­sno­tach nie­zba­da­nej dotąd jaskini, kom­po­no­wa­nie (nowej) autor­skiej piosenki, czy z podróżą do Sanoka przez kogoś, kto tam wcze­śniej nie był, a bardzo chciałby Sanok zobaczyć. Nic więcej. To, że w dale­ko­fa­lo­wych celach jest zasie­dle­nie innych światów, to zaś rzecz zupełnie inna i nie jest związana z ucieczką z Ziemi, tylko dokład­nie z tym samym, co przed chwilą opisałem: bo tam nas jeszcze nie było, bo lubimy zasie­dlać nowe tery­to­ria, zdobywać je, prze­kra­czać własne granice, odkrywać, doświad­czać czegoś nowego itd. No ale jak się w kółko myśli o ginących gatun­kach (albo o czym­kol­wiek innym, co by zdo­mi­no­wało nasze myślenie), to ciężko dostrzec inną per­spek­tywę.

  • NND Newbie

    Wszystko dobre ale za długie. Nie znam Anji Rubik ale sądzę, że więk­szość ludzi z branży modowej nie dotrwa­łaby poza pierwszy paragraf. Trzeba usunąć trudne wyrazy i skrócić. Naj­le­piej do 280 znaków tak żeby zmieścił się na Twitterze.Myślę, że to jest max przy­swa­jal­no­ści i sku­pie­nia uwagi współ­cze­snych blogerów.

    • Woziwoda

      To może za długie i za trudne dla Ciebie. Nato­miast zakon­nica, do której list był kie­ro­wany a na pewno i pani Rubik — zapo­znały się z całością BEZ naj­mniej­szego wysiłku.
      Innymi słowy oce­nia­nie “współ­cze­snych blogerów” jedną, powiedzmy swoją miarką, jest ryzy­kowne.

  • disqus_keZRLnrd1g

    Artykuł napisany w nieco prze­sad­nie uwła­cza­ją­cym i nie­po­trzeb­nie pro­tek­cjo­nal­nym stylu, jednak sam list Ernsta Stuh­lin­gera jest piękny i dający do myślenia.

    • Antyk

      czyli list, w którym autor opowiada histo­ryjkę o hrabim i pod­da­nych jest piękny a to pozo­stała część tekstu jest pro­tek­cjo­nalna? 😮 Widzę to odwrot­nie bo prawdę mówiąc to Stuh­lin­ger wyraża się dla tak jakby kierował swoje swłoa do dziecka lub kogoś upo­śle­dzo­nego.

  • praw­da­jesz­cze

    Pan admi­ni­stra­tor czy tam mode­ra­tor atakował tu ludzi nazy­wa­jąc ich świrami od teorii spi­sko­wych, a co powie na ten film?
    https://www.youtube.com/watch?v=__kWpr43U‑U

    tu ory­gi­nalne nagranie z misji

    https://www.youtube.com/watch?v=WrUya51bD_Q&t=16119s
    Była taka bajka Moto­my­szy z marsa idealnie pasuje do tego 😉 Ta mysz na tym statku w kosmosie na takiej olbrzy­miej rakiecie musi być wiel­ko­ści słonia. Całe anglo­ję­zyczne youtube, internet i reddit już się śmieje z tych efektów CGI..

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      A co mam powie­dzieć? Kiedyś widzia­łem na YT film, w którym facet dowodził, że Ziemia jest pusta w środku, a na “ciemnej” stronie Księżyca żyją naziści, więc to musi być prawda.

      • klam­cy­bez­czelni

        Jesteś tak naiwny? Całe youtube porów­nuje pod­mie­niony film z myszą na paproch. Wpisz “mouse spacex” w youtube.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie powie­dzia­łem, że cokol­wiek zostało pod­mie­nione. Powie­dzia­łem, że Ziemia jest płaska i pusta w środku, naziści ukryli się na Księżycu i nie wątpię również, że SpaceX nie wysłał żadnej rakiety (mimo, że była widoczna gołym okiem na niebie), lecz nagrał wszystko w studio, przy okazji nie zauwa­ża­jąc myszy na planie.

        Przecież to bardzo praw­do­po­dobne i logiczne.

        Przy okazji: Fin­lan­dia nie istnieje. Są na to dowody w sieci, wystar­czy poszukać.

      • klam­cy­po­dli

        Teraz widzę jacy jeste­ście zakła­mani lub opłacani przez te towa­rzy­stwo wiel­kiego biznesu, podli oszuści.. Ziewam na ironie kłamcy lub naiwnego czło­wieczka.. Trzeba być zerem moralnym aby tak okła­my­wać ludzi.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Też tego nie lubię. Popatrz: okłamują nas co do kształtu Ziemi, ist­nie­nia innych państw niż Polska, w sprawie pocho­dze­nia Polaków, szcze­pień, 5G, leku na raka, nazistów. A co naj­gor­sze ludzie nie widzą oczy­wi­stych faktów, mimo logicz­nych i nie­zbi­tych dowodów na youtube. Skandal.

      • klam­stwo­nie­po­placa

        Nie usuwaj moich komen­ta­rzy, tylko wyjaśnij po ludzku jak człowiek dlaczego to nagranie ze szczurem było wyko­rzy­sty­wane przy starcie w latach 2017, 2019, 2020? To jest iden­tyczne nagranie, nawet ludzie w komen­ta­rzach na youtube piszą kiedy je usuwali, czyli wycinali z całości nagrania. Ponoć każdy lot był inny. Inaczej nadal będę uważał że tylko ta mysz jest tam praw­dziwa, a te efekty CGI były nie­do­pa­trze­niem i ludzie od efektów s‑f nie dopa­trzyli tego, aby taką wpadkę usunąć…

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Przecież napi­sa­łem “po ludzku jak człowiek”. Musk, podobnie jak kiedyś Kubrick, zapla­no­wał misterną misty­fi­ka­cję, wręcz idealną, ale wskutek nie­do­pa­trze­nia na plan zdję­ciowy wśli­zgnęła się mysz, której nikt nie zauważył.

        Jest też moż­li­wość, że to nie była zwykła mysz… https://www.youtube.com/watch?v=41Vli6Fnj1E

      • hijacki

        Nie chce mi się wierzyć, że mając komputer słabszy od kal­ku­la­tora chodzili po księżycu. Teraz przy tej tech­no­lo­gii ze 128 rdze­niami pro­ce­sora, nie potrafią polecieć na księżyc. Może na księżycu do pod­ska­ki­wa­nia astro­nau­tów też wyko­rzy­sty­wali linki, czekaj jest o tym dokument.

      • BloodMan

        W latach 80’tych miałem C64 — miał procek z niecałym 1 MHz pręd­ko­ści i 64 kilo­bajty pamięci (a w sumie prawie 40 bo resztę zajmował system). 40 kilo­baj­tów to mniej niż jest tekstu na tej stronie. I na tych 40 kilo­baj­tach można było mieć zaawan­so­wane programy muzyczne, gra­ficzne, a przede wszyst­kim gry. Nie tak zaawan­so­wane jak dzi­siej­sze — ale na tamte czasy to był kosmos. Nato­miast sam popeł­ni­łem wiele “nie­moż­li­wych” rzeczy korzy­sta­jąc może z 1 kb pamięci i tego pro­ce­sorka o szyb­ko­ści nie­ca­łego 1 MHz.

        Co do lotu w kosmos — kom­pu­tery zaj­mo­wały się LICZENIEM — wtedy liczyły dobrze, później liczyły dobrze (oprócz wpadki procka który dzielił przez zero), i dzisiaj liczą dobrze. Liczenie tra­jek­to­rii, kątów wejścia, prze­li­cza­nie ilości paliwa do czasu i masy etc. to nie są żadne zaawan­so­wane dzia­ła­nia z którymi nie pora­dziłby sobie komputer z końcówki lat 60’tych.

        Aha, i tak pewnie nie przyj­miesz do wia­do­mo­ści ale powiem ci w strasz­li­wej tajem­nicy jeszcze bardziej strasz­liwą prawdę:

        NIE SŁABE KOMPUTERY SĄ DZISIAJ PRZESZKODĄ W LOCIE NA KSIĘŻYC, TYLKO SZMAL — A WŁAŚCIWIE JEGO BRAK.

        (ten tekst jest na żółto oczy­wi­ście)

      • toms

        Myślę, że jesteś prostym czło­wie­kiem sie­dzą­cym na warezach, ale naj­gor­szy błąd w two­rze­niu języków pro­gra­mo­wa­nia… to wymy­śle­nie NULL!!!

      • BloodMan

        Ubiłeś mnie tym mery­to­rycz­nym argu­men­tem, co ja teraz zrobię? ;d

      • Prze­my­sław Cie­szyń­ski

        Wielka bzdura. Jakie­kol­wiek dyna­miczne struk­tury danych wyko­rzy­stu­jące wskaź­niki wymagają wartości “pustej” z powodów czysto mate­ma­tycz­nych. Alter­na­tywną imple­men­ta­cją są przy­pad­kowe śmieci i dodat­kowa infor­ma­cja “to jest śmieć”. Skrajnie nie­bez­pieczne. Lepiej już przyjąć kon­wen­cję, że śmieć ma jedną ustaloną formę, na przykład 0, bo pozwala to uniknąć przy­pad­ko­wych mani­pu­la­cji na pamięci po zigno­ro­wa­niu infor­ma­cji o śmie­cio­wo­ści danych. A skoro już mamy coś takiego, to i tak nie potrzeba tej dodat­ko­wej infor­ma­cji. I nagle z powrotem wyna­leź­li­śmy NULL.

      • Don Wasyl

        Nie chce mi się wierzyć, że Magellan bez map okrążył Ziemię, skoro dziś ludzie mają problem z dotar­ciem do sklepu bez nawi­ga­cji… Nie chce mi się wierzyć, że Einstein bez kwan­to­wego kom­pu­tera stworzył (odkrył) ogólną teorię względ­no­ści, skoro dziś ludzie mają problem z obli­cze­niem pola powierzchni 2m na 2m nawet z kal­ku­la­to­rem.

      • Michał Skichał

        Ciekawe, że przy takiej okazji zapomina się, jak to na Księżycu upusz­czono rów­no­cze­śnie młotek i piórko (lub coś w ten deseń). Przecież to nagranie też jest gdzieś na YouTube…

      • master

        I tu tkwi diabeł — słowo “nagranie”, wszystko co widzisz to nagrania.
        Tu też jest nagranie ponoć z tego samego dnia, patrz na białą kopułę.
        https://www.youtube.com/watch?v=XMMvSzvZIGM&feature=youtu.be

      • Michał Skichał

        Teraz widzę jacy jeste­ście zakła­mani lub opłacani przez te towa­rzy­stwo wiel­kiego biznesu (…)

        Ojoj, widzę że ktoś zapo­mniał zażyć poranną dawkę rispo­leptu!

      • Juan

        Patrz twoje kochane fakeX wysta­wiło drugą wersję Demo — 2 z oczysz­czo­nymi wpadkami CGI ha ha.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Drogi Juanie. Pośmia­li­śmy się, pozna­li­śmy nieco umy­sło­wego folkloru, ale tego śmie­ce­nia już chyba wystar­czy. Jeżeli widzisz na filmie coś czego nie rozu­miesz i nie potra­fisz ziden­ty­fi­ko­wać (tzw. mysz), to Twoja pierwsza myśl powinna brzmieć mniej więcej tak: “nie mam abso­lut­nie zie­lo­nego pojęcia o astro­nau­tyce, ani inży­nie­rii kosmicz­nej, ale to ciekawe zjawisko, więc poszukam na tema­tycz­nych forach infor­ma­cji!” I byś znalazł, bo z tego co widzę, nawet na rede­di­cie istnieje wątek z dyskusją na ten temat. Ty nato­miast pre­fe­ru­jesz rozu­mo­wa­nie typowo foliar­skie. Nie masz w danej dzie­dzi­nie żadnej wiedzy, nie rozu­miesz na co patrzysz, więc uprasz­czasz sobie świat i wymy­śla­jąc własny sce­na­riusz oparty o spisek. Nie pytasz, nie szukasz odpo­wie­dzi, bo ona nigdy Cię nie inte­re­so­wała.

        Żyjesz we we własnym świecie i pró­bu­jesz sam się do niego prze­ko­nać. Twoja wola, uze­wnętrz­nia­nie igno­ran­cji i paranoi w tym miejscu, jest równie nie­sto­sowne co mastur­ba­cja w miejscu publiczny. Dlatego już wystar­czy.

      • Michał Skichał

        Panie Adamie, to usilna próba wpro­wa­dze­nia na miejsce takie, jak kwantowo, dyskusji o tym, że jak się puści piosenkę Beatle­sów od tyłu, to się usłyszy pozdro­wie­nia pod adresem księcia piekieł 😀 Zdu­mie­wa­jące jest to, że ktoś naj­pew­niej w ogóle nie zdaje sobie sprawy z poziomu mery­to­rycz­nego, jaki panuje na kwantowo ha ha.

      • omnom

        Ja tylko zapy­ta­łem czło­wieka świec­kiego, dlaczego pod­mie­nili jedną część filmu na drugą inną część filmu, gdzie ewi­dent­nie widać zmie­nione części ponoć “kawałków lodu” i nie dostałem mery­to­rycz­nej rze­czo­wej odpo­wie­dzi w stylu naukowca. Za to zostałem zaata­ko­wany w stylu gim­na­zjum i facet zaczął mi przy­pi­sy­wać jakieś inne teorie spiskowe. Teraz rozumiem, że jakby wam tam powie­dzieli i pokazali, że Mars to jedna wielka psia kupka, to będzie­cie tego też tak zawzię­cie bronić? Prze­czy­ta­nie 1000 głupich książek nie sprawi że będziesz mądrzej­szy. Tu mi ktoś pisał o Ein­ste­inie i innych naukow­cach, przy­po­mi­nam wam, że oni szli pod prąd i byli prze­ciwko main­stre­mowi głównych naukow­ców. Posta­wili na swoim i trzymali się swojej logiki.

      • hmmmmmmm

        Jedynie co potra­fisz to nazywać kogoś para­no­ikiem i obrażać do tego piszesz nie na temat i dodajesz inne teorie oraz histo­ryjki które mają tylko pokazać, że to ty masz rację. Wkręcasz w temat inne teorie o których ja tu nigdy nie pisałem. Wygląda to tak, że to ty masz fantazje na punkcie tych innych teorii które pró­bu­jesz włożyć w moje słowa. Robisz to tylko po to, żeby obrazić i zrobić z prze­ciw­nika głupca. Dlaczego nie odnosisz się na dany kon­kretny temat który tu poru­szy­łem tylko wplą­tu­jesz obce tematy? Taką masz taktykę ośmie­sza­nia? Ja pisze o Marynie, a ty nagle piszesz o Kalinie. Twoja wiedza na ten temat jest wyłącz­nie z filmów wideo, no bo raczej tam nie byłeś fizycz­nie? Widzia­łeś w ogóle start rakiety, jak zawsze skręca na wschód? Kul­tu­ralny grzeczny człowiek starałby się mi to wytłu­ma­czyć przed­sta­wia­jąc jakieś rzeczowe dowody. Ale ty od razu pró­bu­jesz zrobić ze mnie głupca, przy­pi­su­jąc mi jakieś naj­bar­dziej bzdurne teorie spiskowe, które mogły być stwo­rzone w celu dez­in­for­ma­cji i ośmie­sze­nia tych praw­dzi­wych…

      • hmmmmmmm

        Taki jestem głupi, a ty taki mądry, a jednak rozumiem, że ten film z myszą został pod­mie­niony i drugi film pokazuje już inny przed­miot, tam są już dwa roz­pa­da­jące się kawałki. Druga sprawa to samo nagranie z myszą pojawiło się już w poprzed­nich latach, więc na logikę, wszystko wskazuje na to, że użyli ponownie tego nagrania, ale nie dopa­trzyli się tej wpadki więc ja teraz pod­mie­niali. Nie próbuj zrobić ze mnie głupca, bo może ty nim jesteś.

  • mysznasa

    O usunęli komen­tarz z myszą na SpaceX ha ha.

  • Slawek

    Histo­ryjka o hrabii z listu do siostry chyba nie praw­dziwa, niczego nie zna­la­zlem w inter­ne­tach. Pie­nia­dze sa podat­ni­ków a nie pre­zy­den­tów i maja prawo do tego aby wiedziec i dopy­ty­wac sie na co sa wydawane i o zasad­nosc. Problem głodu mimo tech­no­lo­gicz­nego rozwoju i uspraw­nia­nia rol­nic­twa jakos się nie roz­wia­zuje, a ja uwazam ze jego sedno nie lezy w metodach pro­duk­cji i dys­try­bu­cji zywnosci lecz w ludzkiej chci­wo­sci czyli ego, tak wiec Anja ma racje.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      To oczy­wi­ste, że histo­ryjka o hrabim pełni funkcję przy­po­wie­ści, która ma pomóc w uzmy­sło­wie­niu sobie bardziej zło­żo­nych procesów. Równie oczy­wi­sty jest jej morał: zwykły gadżet, z pozoru zbędny, może zmienić nasze życie nie do poznania.

      “Problem głodu mimo tech­no­lo­gicz­nego rozwoju i uspraw­nia­nia rol­nic­twa jakos się nie roz­wia­zuje”

      Jest nas 7 miliar­dów, a mimo to, głód nie jest już pro­ble­mem glo­bal­nym, jak to miało miejsce w wiekach wcze­śniej­szych. I wbrew temu co piszesz, główny problem leży dokład­nie w dys­try­bu­cji, ponieważ państwa pierw­szego świata wytwa­rzają dość aby wyżywić planetę, tyle tylko, że wszelkie nadwyżki prze­ja­damy lub wyrzu­camy. Jest to sys­te­mowy problem o zatrwa­ża­ją­cej skali.

      Tak więc tech­no­lo­gia zmieniła wszystko i daje konieczne narzę­dzia. Jeszcze tylko trzeba nauczyć się z nich korzy­stać.

      “Anja ma racje”.

      Możesz tak sądzić, ale i tak codzien­nie korzy­stasz z tech­no­lo­gii, które wzięły swój początek w pro­gra­mach kosmicz­nych i bada­niach pod­sta­wo­wych.

      “Pie­nia­dze sa podat­ni­ków a nie pre­zy­den­tów i maja prawo do tego aby wiedziec i dopy­ty­wac sie na co sa wydawane”

      I otrzy­mują odpo­wiedź. Polecam Ci wstęp do książki “Dalej niż Boska cząstka” Leder­mana. Fizyk podaje w nim sporo sta­ty­styk, które wprost wskazują na to, jak inwe­sty­cje w naukę — zwłasz­cza abs­trak­cyjne badania pod­sta­wowe — prze­kła­dają się na wzrost gospo­dar­czy i poprawę jakości życia. Nie jest to prosta zależ­ność, ale na końcu tego łańcucha ludzkość zyskuje.

      • Slawek

        Nie potrzeba zmy­slo­nej histo­ryjki aby uswia­do­mic ludziom wpływ nowinek tech­no­lo­gicz­nych na ich zycia czesto wcale nie taki pozy­tywny, historia o hrabii jest uzyta tylko po to aby przy­rów­nac pre­zy­denta do „dobrego hrabii” hehe, nie­praw­dzi­wosc tej histo­ryjki wypacza tylko postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­sci. Nie neguje rozwoju tech­no­lo­gicz­nego ale nie uwazam ze programy kosmiczne sa jego naj­wiek­szym napedem a mówienie ze bez nich nie mieli bysmy tego czy owego to jak wrózenie z fusów. Głód to problem globalny, dotyka wszyst­kie kon­ty­nenty i ma sie dobrze takze w pan­stwach roz­wi­nie­tych, odsyłam do ksiazki Martina Capar­rosa „Głód” Wiem ze pro­du­ku­jemy duzo wiecej zywnosci niz jestesmy w stanie skon­su­mo­wac ale to ze ja wyrzu­camy lub prze­ja­damy a nie dazymy do spra­wie­dliej dys­try­bu­cji jest spo­wo­do­wane chci­wo­scia, egoizmem, egiem nie­ist­nie­ja­cego hehe „dobrego hrabii”. Kapi­ta­lizm i jego święty wzrost gospo­dar­czy jest podobny do pewnej religii która tez posłu­guje się zmy­slo­nymi histo­ryj­kami aby cos ludziom uswia­do­mic ale bez skutku od dwóch tysiecy lat, to może zreszta tlu­ma­czyc że owa siostra przyjęła tłu­ma­cze­nia pana z NASA. Ja nie przyj­muje. Anja słusznie zwróciła uwage na zasad­nosc wyda­wa­nia pie­nie­dzy na programy kosmiczne podczas gdy nasza ziemia ledwo zipie od tych rozwojów tech­no­lo­gicz­nych i gospo­dar­czych oraz nape­dza­nego egiem kon­sump­cjo­ni­zmu.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Okej. Zatem co pro­po­nu­jesz? Kiedy już pozo­sta­wimy kosmos, pozbę­dziemy się powszech­nej łącz­no­ści, nawi­ga­cji, obser­wa­cji i pomiarów sate­li­tar­nych. Co dalej?

      • BloodMan

        …no i zostałeś bez odpo­wie­dzi…
        Oni nigdy nie odpo­wia­dają mery­to­rycz­nie — ani na trudne pytania.

      • agent­Sla­wek

        Bo jesteśmy grubymi, łysymi, spa­me­rami z toren­tami i warezami… buahaha!!!

      • Slawek

        Nigdzie nie napi­sa­łem że nalezy zre­zy­gno­wać czy pozbywac się czegos. Pro­po­nuje zwolnic, znacznie zwolnic i poswię­cic troche czasu na odro­bie­nie lekcji bo przeciez sam napi­sa­łeś: „Tak więc tech­no­lo­gia zmieniła wszystko i daje konieczne narzę­dzia. Jeszcze tylko trzeba nauczyć się z nich korzy­stać.” Pytasz co dalej, odpowiem za Anją która napisała gdzie ulo­ko­wała by te miliardy; na ochrone przyrody oraz ginacych gatunków jak i eko­lo­giczne roz­wia­za­nia które pomoga w walce z kryzysem klo­ima­tycz­nym, i prosze nie mów mi tylko że programy kosmiczne maja nam te problemy roz­wia­zac lub jakos znaczaco sie do ich roz­wia­za­nia przy­czy­nic.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Uści­ślijmy. Ogólnie latanie w kosmos nie jest dobre, bo środki przy­da­łyby się gdzie indziej, ale jednak fajnie jest korzy­stać z kosmicz­nych tech­no­lo­gii, które towa­rzy­szą nam na co dzień. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Mam “nie mówić, że “programy kosmiczne mogą się przy­czy­nić do roz­wią­za­nia pro­ble­mów”, ale będziemy się powo­ły­wać na zdjęcia sate­li­tarne przed­sta­wia­jące stan pokrywy lodow­co­wej, lasów desz­czo­wych, dziury ozonowej itp. Należy zabrać te miliardy i wydać na inne projekty chro­niące przyrodę. Moje pytanie brzmi: jakie kon­kret­nie?

        “Pro­po­nuje zwolnic, znacznie zwolnic”

        Jak bardzo? Zdajesz sobie sprawę, że od mocnego zrywu lat 60. my cały czas zwal­niamy i prze­zna­czamy pro­por­cjo­nal­nie o wiele mniej na loty w kosmos? Tego­roczny budżet NASA to 21 miliar­dów dolarów. To kropelka w porów­na­niu do innych sektorów, na czele z wydat­kami na zbro­je­nia. Skoro więc mówisz o dalszym zwal­nia­niu, to jaki budżet byłby zado­wa­la­jący? 10 miliar­dów? Może 5? Oczy­wi­ście odpo­wied­nio, o połowę lub bardziej ogra­ni­czymy utrzy­ma­nie obecnych sond, łazików, sate­li­tów czy tele­sko­pów kosmicz­nych.

        I jeśli mogę zapytać: jak te zaosz­czę­dzone kilka, kil­ka­na­ście miliar­dów dolarów — w skali glo­bal­nej — można lepiej spo­żyt­ko­wać na ekologię? Na co kon­kret­nie miałyby pójść te pie­nią­dze. Dodat­kowo chciał­bym zapytać: ile potrwa to zaci­ska­nie pasa? Co musi się stać, abyś uznał, że przyroda jest już wystar­cza­jąco chro­niona? Kiedy znów ruszymy na orbitę?

      • zły porucz­nik

        “To kropelka w porów­na­niu do innych sektorów, na czele z wydat­kami na zbro­je­nia”

        Nie skre­ślajmy armii. W samym 2016 rok tzw czarny budżet (na tajne programy) stanowił 12% budżetu NASA. To jesto około 70 mld $, tyle co mniej więcej cały budżet wojskowy Francji, czy Rosji . Z tych 12% ok. 1/5 wydatków prze­cie­kła do mediów i obejmuje dużo pro­gra­mów kosmicz­nych min. X‑37. A co obejmuje pozo­stałe 4/5? Rok do roku?

      • zły porucz­nik

        Prze­pra­szam, miało być 12% budżetu Pen­ta­gonu 🙂

      • Kuba

        Jedną z waż­niej­szych przyczyn ginięcia gatunków są zmiany klimatu i wyci­na­nie lasów. Nie ma waż­niej­szych narzędzi do badań klimatu i kontroli wyci­na­nia lasów niż satelity. A nowe rakiety zmniej­szają koszt wystrze­le­nia sate­li­tów. Tak więc te pie­nią­dze znacząco przy­czy­nią się do ochrony ginących gatunków i badań nad zmianami klimatu

      • Prze­my­sław Cie­szyń­ski

        Za ginięcie gatunków odpo­wiada ogra­ni­cza­nie terenu przez nie zaj­mo­wa­nego, środki ochrony roślin, gatunki inwa­zyjne i prak­tycz­nie nic więcej. Ocie­pla­nie się klimatu to temat zastęp­czy, wszyst­kie gatunki wytrzy­mały kil­ka­na­ście-kil­ka­dzie­siąt zlo­do­wa­ceń i inter­gla­cja­łów.
        Naj­lep­szym narzę­dziem do kontroli wyci­na­nia lasów jest AK-47.

      • m

        Jejku, znowu ten zły kapi­ta­lizm i (w domyśle) wspa­niały socja­lizm w którym równo podzie­limy nędzę.
        Wene­zu­ela zaprasza.

      • Drugi Sławek

        Tak, ten socja­lizm, w którym równo dzielimy nędzę. Tyle, że tak jak w Szwecji, a nie Wene­zu­eli. I co teraz, hmm?

        A do pierw­szego Sławka — głód to nie jest już problem globalny. Mówienie w ten sposób jest mani­pu­la­cją i fał­szo­wa­niem rze­czy­wi­sto­ści. Podobnie jak twier­dze­nie, że Ziemia ledwo zipie. Kapi­ta­lizm nie jest lekiem na całe zło i ma mnóstwo wad. Powin­ni­śmy popra­co­wać nad lepszym systemem dys­try­bu­cji bogactwa i dóbr. Ale to nie znaczy, że jest źle, wręcz prze­ciw­nie. Dziś żyjemy w naj­lep­szych czasach jakie kie­dy­kol­wiek były. Prze­czy­taj trochę więcej książek, nie tylko jedną.

      • hydzior

        Szwecja to kapi­ta­lizm z pro­gra­mami socjal­nymi.

      • m

        Żyjesz w iluzji, obawiam się. Jesteś ide­ali­stą. Piękne i głupie.
        Ustrój idealny wymaga ide­al­nych ludzi. A ludzie idealni nie są i nigdy nie będą. Z socja­li­zmem eks­pe­ry­men­to­wała połowa świata, udało się (powiedzmy że się udało choć to kwestia dys­ku­syjna) tylko w kilku krajach na świecie. Dziwnym przy­pad­kiem wszyst­kie co do jednego to Skan­dy­na­wia. Może to kwestia ludzi, men­tal­no­ści, historii — a nie ustroju?

        Nie wiem co ma w sobie ten ustrój że mimo widocz­nych jak na dłoni porażek ciągle znajduje piewców i obrońców.

      • Michał Skichał

        Tak, ten socja­lizm, w którym równo dzielimy nędzę. Tyle, że tak jak w Szwecji, a nie Wene­zu­eli. I co teraz, hmm?

        O rany! Chyba coś prze­ga­pi­łem! Od kiedy w Szwecji panuje demo­kra­cja ludowa? Jakiś przewrót się tam wydarzył? Kiedy znie­siono tam wolny rynek i wolność słowa?

        Kapi­ta­lizm nie jest lekiem na całe zło i ma mnóstwo wad. Powin­ni­śmy popra­co­wać nad lepszym systemem dys­try­bu­cji bogactwa i dóbr

        Czyli jednak mamy to do czy­nie­nia z wykładem mark­si­zmu-leni­ni­zmu!

      • Michał Skichał

        Wiem ze pro­du­ku­jemy duzo wiecej zywnosci niz jestesmy w stanie skon­su­mo­wac ale to ze ja wyrzu­camy lub prze­ja­damy a nie dazymy do spra­wie­dliej dys­try­bu­cji jest spo­wo­do­wane chci­wo­scia, egoizmem, egiem nie­ist­nie­ja­cego hehe „dobrego hrabii”. Kapi­ta­lizm i jego święty wzrost gospo­dar­czy jest podobny do pewnej religii która tez posłu­guje się zmy­slo­nymi histo­ryj­kami aby cos ludziom uswia­do­mic (…)

        Tak na mar­gi­ne­sie, pozwo­li­łem sobie pogrubić te słowa-klucze i frazy, które tak nachal­nie pachną mi tutaj wykładem mark­si­zmu-leni­ni­zmu. Nie­wąt­pli­wie to te chciwe, impe­ria­li­styczne, tłuste i feudalne ludzie z Zachodu są winni wszyst­kiego, co się nie udało w pań­stwach postę­po­wej klasy robot­ni­czej… To przykre, że do takich idei się odwołuje ktoś, kto roz­pra­wia o pro­ble­mie głodu, zapo­mi­na­jąc, że liczne tra­giczne klęski głodu, okupione straszną śmiercią milionów ludzi, wywołało właśnie dążenie do urze­czy­wist­nie­nia idei mark­si­zmu-leni­ni­zmu i temu podob­nych.

        Tak na mar­gi­ne­sie, zgadzam się z panem Adamem, że ” wbrew temu co piszesz, główny problem leży dokład­nie w dys­try­bu­cji”, ale nie zgodzę się, że jest to problem tech­no­lo­giczny. Pan Sławek, może inten­cjo­nal­nie, a może całkiem przy­pad­kowo, wskazał w tym kon­tek­ście na egoizm i w tym zakresie się z panem Sławkiem cał­ko­wi­cie zgadzam. Fatalna dys­try­bu­cja żywności i w ogóle wszel­kich form pomocy w krajach roz­wi­ja­ją­cych się wynika z nie­wła­ści­wej postawy moralnej tam­tej­szych, lokal­nych “dys­try­bu­to­rów”. Ile by Bill Gates nie wydał na Afrykę, więk­szość z tego zjedzą podatki, opłaty dla pośred­ni­ków, opłaty celne, paliwo lotnicze, wyna­gro­dze­nia per­so­nelu, a koniec końców to, co pozo­sta­nie, i tak zostanie roz­dy­spo­no­wane pomiędzy afry­kań­skimi kacykami, guber­na­to­rami, war­lor­dami. A gło­du­jące dzieci nadal będą głodować..

      • Slawek

        Co do insy­nu­acji odwo­ły­wa­nia sie do ide­olo­gii mark­si­zmu i leni­ni­zmu nawet nie bede sie odnosił bo jest ona po prostu idio­tyczna. Napi­sa­łem cał­ko­wi­cie inten­cjo­nal­nie i nie chodzi mi jedynie o postawy moralne lokal­nych dys­try­bu­to­rów i rzą­dza­cych. Postawy kon­su­men­tów w krajach bogatych maja tez wpływ na wyste­po­wa­nie głodu na swiecie. Wezmy kon­sump­cje miesa które kiedys było luksusem lecz rosnacy popyt spo­wo­do­wał powsta­nie farm prze­my­sło­wych a wła­sci­wie kor­po­ra­cji które aby zaspo­koic rynek musza pro­du­ko­wac tanio mieso, skupuja więc taniej zboza w krajach biednych z prze­zna­cze­niem na pasze gdzie przeciez mogło by ono posłuzyc do wyzy­wie­nia lokalnej ludnosci.

      • Michał Skichał

        Niby temat dotyczy tego, czy dobrze rozu­miemy motywy lotów w kosmos, a tutaj nagle czytamy wykład kry­ty­ku­jący feu­da­lizm (w końcu każdy hrabia to drań, zatem przy­po­wieść o hrabim mającym ludzkie odruchy musi być kłamliwą pro­pa­gandą impe­ria­li­stów), kapi­ta­lizm, wskaź­niki rozwoju gospo­dar­czego (w końcu rynek ste­ro­wany cen­tral­nie nie potrze­buje żadnych wskaź­ni­ków i sta­ty­styk, nie wzrasta ani nie maleje, jest idealny), wie­rze­nia reli­gijne, a także tłuste, chciwe, łakome i śmiecące spo­łe­czeń­stwo Zachodu, o feudalno-impe­ria­li­stycz­nych zakusach, w którym nikt nie rozumie, że dys­try­bu­cja dóbr winna być ste­ro­wana cen­tral­nie, bo inaczej źli posia­da­cze ziemscy i fabry­kanci będą coraz bardziej obrastać tłusz­czem, a biedna klasa robot­ni­cza będzie coraz widocz­niej pre­zen­to­wać swoje własne kości. Gdyby tylko Marks i Lenin mogliby prze­mó­wić do rozumu tej bez­mó­zgo­wej masie łakomej mięsa, to zapewne pojęłaby, że wzorem dys­try­bu­cji dóbr rolnych jest Korea Północna, w której to w sklepach żywności nie ma i się nią nie handluje (choć od niedawna for­mal­nie nie egze­kwuje się już kar za handel wymienny jedze­niem), tylko urzędnik partyjny wręcza każdemu pakiet żyw­no­ściowy, o odpo­wied­niej wartości odżyw­czej, a nadmiar plonów i ubojów można wysłać do krajów roz­wi­ja­ją­cych się, aby i oni nie gło­do­wali.…

      • Don Wasyl

        Nie ma nic gorszego niż igno­ran­cja, czy kon­ser­wa­tyzm… Takiej Anji Rubik wystar­czy zadać pytanie, ile drzew nie prze­zna­czo­nych na papier do map i atlasów ocaliła nauka dzięki GPS i smart­fo­nom…

      • Zour

        “Nie ma nic gorszego niż (…) kon­ser­wa­tyzm”
        Bo wszyst­kiemu winni są kon­ser­wa­ty­ści!
        Zasta­na­wiam się jakim cudem powią­za­łeś Anję Rubik z kon­ser­wa­ty­zmem.

      • Don Wasyl

        Pod względem myślenia. Będąc libe­ral­nym i nowo­cze­snym w pewnych kwe­stiach, możesz być jed­no­cze­śnie kon­ser­wa­tywny w innych (prze­ciw­nicy GMO np). Choć o Rubik myślałem bardziej w kon­tek­ście igno­ran­cji.

      • Zour

        Nie rozumiem skąd takie twoje uprze­dze­nie do kon­ser­wa­ty­zmu. Chyba że masz wyro­bioną jakąś dziwną, prywatną defi­ni­cję kon­ser­wa­ty­zmu.
        Czy możesz powie­dzieć jaka jest twoja defi­ni­cja?

      • Prze­strze­li­wa­nie Kon­wek­tywne

        Bycie prze­ciwko GMO to kon­ser­wa­tyzm? Dotarłem chyba do bardzo dziwnej części inter­netu.
        Kon­ser­wa­ty­ści to tacy trochę spi­sku­jący Rep­ti­lia­nie-Illu­mi­naci co zza kulis sterują światem — sądząc po komen­ta­rzach tutaj?

  • Adam Imiałek

    Mądre słowa i zgadzam się z nimi ale szkoda, że pochodzą z ust naukowca pozy­ska­nego z operacji “paperc­lip” choć Ernstowi Stuh­lin­ge­rowi poza pracą w ośrod­kach wyko­rzy­stu­jąca pra­cow­ni­ków przy­mu­so­wych trudno coś zarzucić. Ale ponoć liczy się przekaż słów a nie kto je wypo­wie­dział bo dziś nazi­stow­ska prze­szłość NASA to cie­ka­wostka dla nerdów.

  • Michał Skichał

    Panie Adamie, fajny artykuł, zarówno pod kątem treści, jak i medial­nie, bo odwo­ła­nie się do pani Rubik nie­wąt­pli­wie wyłapią boty google i artykuł będzie się ładował wśród wyszu­ki­wań nie tylko kwan­to­wych 😉

    Przy­łą­czę się do narzekań na długość cyto­wa­nego listu, ale z drugiej strony, jak ktoś chce krótkiej notatki, to chyba na onetach winien sobie czas spędzać. Dobrze jest czasem mieć pod ręką dłuższe, ale rze­tel­niej­sze — bo peł­niej­sze — cyto­wa­nie czegoś, do czego się odwo­łu­jemy. Nawet, jeśli się to trudniej czyta. Czyli wyszło, że “jestem za a nawet przeciw” (acz­kol­wiek w odwrot­nej kolej­no­ści).

    Piszę, bowiem chciałem podzie­lić się reflek­sją: argu­menty użyte w cyto­wa­nym liście do siostry zakonnej, a przy­naj­mniej część tych argu­men­tów, silnie kojarzą mi się z dyskusją o tym, do czego w ogóle jest nam nauka potrzebna. Dziś, zwłasz­cza w naszym kraju, o wyja­śnie­nia po co finan­so­wać naukę (w tym i loty kosmiczne), jest chyba łatwiej, niż kie­dy­kol­wiek. Pomaga nam w tym nasze rodzime usta­wo­daw­stwo. Zgodnie z ustawą z dn. 30 kwietnia 2010 o zasadach finan­so­wa­nia nauki (Dz. U. Nr 96, poz. 615), naukę rozu­miemy prawnie jako “badania pod­sta­wowe” oraz “badania sto­so­wane”. Ustawa ta defi­niuje mniej więcej, że “badania pod­sta­wowe” to są takie, które przy­no­szą nam wiedzę i zarazem pod żadnym pozorem nie mogą nam przy­nieść wymier­nych korzyści. W efekcie, ubie­ga­jąc się o finan­so­wa­nie swoich badań nauko­wych z NCN, we wniosku gran­to­wym, znaj­dziemy rubryczkę odwo­łu­jącą się do tej defi­ni­cji wprost, w której w kilku słowach musimy wyjaśnić, że pla­no­wane przez nas badania naukowe bez­względ­nie i kate­go­rycz­nie nie są nasta­wione “na bez­po­śred­nie prak­tyczne zasto­so­wa­nie lub użyt­ko­wa­nie” (posłu­gu­jąc się frazami wspo­mnia­nej ustawy). Jeżeli w wyniku twoich badań mógłbyś wynaleźć nowy lek czy nowe metody dia­gno­styczne to już nie wolno ci się ubiegać o grant z konkursu NCN, tylko o grant z innej insty­tu­cji, NCBR, która działa nieco inaczej. Tak czy inaczej, cały sztab młodych dok­to­ran­tów, doktorów i adiunk­tów, którzy żyją właśnie z NCN (bo NCBR to raczej roz­wią­za­nie dla firm a nie naukow­ców), godzi­nami dziś sprawdza, czy aby na pewno ich projekt badawczy nie przy­nie­sie choćby jednej, malu­sień­kiej, prak­tycz­nej inno­wa­cji i na dodatek, są oni zobo­wią­zani do wyja­śnie­nia pisemnie, że ich badania są nie­prak­tyczne i pozba­wione wsze­la­kiego sensu inno­wa­cyj­nego. Taka jest rze­czy­wi­stość. Ale z drugiej strony, pozwala to zadumać się nad tym, czym wła­ści­wie jest nauka i jak wygląda postęp cywi­li­za­cyjny, jaki dokonuje się dzięki “badaniom pod­sta­wo­wym”.

    Koronnym argu­men­tem jest tutaj to, że być może dzisiaj nie potra­fimy wskazać prak­tycz­nego zasto­so­wa­nia z doświad­czeń nad róż­ni­co­wa­niem puszki z pokarmem od pustej puszki przez gryzonie w warun­kach światła stro­bo­sko­po­wego, niemniej jednak być może za 50 lat badania te okażą się podstawą dla teorii wyja­śnia­ją­cej podej­mo­wa­nie decyzji w warun­kach steru i opartych na tym procedur dla pilotów mini­ma­li­zu­ją­cych wypadki lotnicze. Innymi słowy, nie wiemy, czy w przy­szło­ści badania, jakie dziś wydają się nam nie­prak­tyczne, nie okażą się mieć jednak prak­tyczne zasto­so­wa­nie. Ten sam argument ujęty z per­spek­tywy histo­ryczno-sta­ty­stycz­nej mówi, że 99% doświad­czeń i prac teo­re­tycz­nych pro­wa­dzo­nych przez uczonych nie ma sensu, ale ten 1% z czasem okazuje się mieć nie­ba­nalne, bardzo doniosłe zna­cze­nie. Cały szkopuł w tym, że w trakcie pro­wa­dze­nia tych wszyst­kich badań trudno jest wskazać, które z nich będą tymi zna­czą­cymi.

    Dla mnie zna­cze­nie ma już sam fakt, że coś więcej wiemy, a nie­ko­niecz­nie prak­tyczne zasto­so­wa­nie o glo­bal­nym, cywi­li­za­cyj­nym zna­cze­niu. Ale nie każdy uważa podobnie. Stąd warto zauważyć, że to nie­mi­ło­sier­nie drogie, wręcz bez­sen­sow­nie drogie latanie w kosmos dało pani Rubik: ciepły polar, rzepy, teflon, kevlar, żywność lio­fi­li­zo­waną, GPS, cyfrowe aparaty foto­gra­ficzne (a raczej mam tu na myśli matryce CCD)… istnieje wiele tech­no­lo­gii, które wymy­ślono, wyli­czono i wytwo­rzono dla potrzeb wystrze­le­nia czegoś w kosmos, prze­pro­wa­dze­nia misji kosmicz­nych, czy funk­cjo­no­wa­nia jakiegoś satelity, które to tech­no­lo­gie znajdują bardziej przy­ziemne zasto­so­wa­nia. Dzieje się tak w mate­ria­ło­znaw­stwie, optyce, infor­ma­tyce, auto­ma­tyce, w inży­nie­rii gospo­da­ro­wa­nia wodą (prze­twa­rza­nie uryny na wodę pitną!), żyw­no­ścią itd.

    Mało tego, na prze­my­śle kosmicz­nym można zarobić (funkcja redukcji bez­ro­bo­cia, wzrostu gospo­dar­czego, większej wartości pła­co­nych podatków), np. pewna mała rodzima firma zapro­jek­to­wała i wytwo­rzyła urzą­dze­nie do badania gruntu, używane obecnie przez łazik mar­sjań­ski. Wydaje się na to olbrzy­mie pie­nią­dze, w więk­szo­ści pie­nią­dze publiczne, ale nie tylko! Coraz więcej jest tutaj inwe­sto­rów innych, niż budżet tego czy innego państwa a USA cały czas zachęca, aby koszta latania w kosmos zaczęły wreszcie przej­mo­wać nie­za­leżne podmioty gospo­dar­cze (pry­wa­cia­rze), bo, z jednej strony to oddech dla pań­stwo­wego budżetu na badania naukowe, a z drugiej strony to jest właśnie motorem postępu i inno­wa­cji. Wiele rzeczy wymy­ślono za pań­stwowe pie­nią­dze, ale wiele rzeczy wymy­ślili też pry­wa­cia­rze. Być może w branży modowej nie prak­ty­kuje się wyda­wa­nia milionów euro na projekty badawcze, ale kor­po­ra­cje takie, jak Sony, Phillips, czy Apple, wydają rocznie ogromnie obrzy­dliwe pie­nią­dze — własne pie­nią­dze — na prze­różne projekty, finan­su­jąc mniej lub bardziej udane próby wdro­że­nia jakiegoś wyna­lazku bądź w ogóle wymy­śle­nia takowego, z czego nie­wielki procent wchodzi do masowej pro­duk­cji (a reszta to nie­unik­nione ślepe zaułki inno­wa­cji). I tutaj ponownie wracamy do wcze­śniej już przy­wo­ła­nego argu­mentu o tym, jak działa nauka, postęp tech­no­lo­giczny — wydajemy kasę na tysiące pro­jek­tów, nowa­tor­skich, może i genial­nych, niekiedy dzi­wacz­nych, śmiesz­nych, nie­zro­zu­mia­łych, wiedząc, że tylko nie­wielki procent z nich coś nam przy­nie­sie, czy to korzyści cywi­li­za­cyjne, czy finan­sowy zysk, czy to lepsze zdrowie, czy nowe miejsca pracy. Dla mnie jest to wszystko oczy­wi­ste, ale rozumiem, że dla kogoś, kto nie uczył się o tym, jak działa nauka, to już oczy­wi­ste nie jest.

    Nie mogę jednak prze­bo­leć tego, że ktoś się doczepił akurat tak pięknej wizji, wizji prze­kra­cza­nia granic przy­cią­ga­nia ziem­skiego, wizji znanej nam z fan­ta­styki naukowej, z filmów takich, jak Star Trek, czy choćby te infan­tylne Gwiezdne Wojny, wizji bardzo pocią­ga­ją­cej, zwięk­sza­ją­cej akcję serca i oży­wia­ją­cej ducha. Z per­spek­tywy bardzo ogólnej jest chyba oczy­wi­ste, że musimy, jako ludzkość, móc dywer­sy­fi­ko­wać ist­nie­nie naszego gatunku poza jedną planetę, skoro wiemy, że wystar­czy nie­wielki kosmiczny kamień, bądź większa erupcja sło­neczna, aby wyka­so­wać nasze ist­nie­nie w glo­bal­nym wymiarze. Czyż ta idea nie jest warta zachodu? Jest mniej ważna, niż edukacja sek­su­alna w szkołach? Chyba jest mniej ważna, niż pie­nią­dze prze­zna­czane na TVP, projekty i muzea ojca Tadeusza, Cen­tralny Port Komu­ni­ka­cyjny… Zawsze można wskazać pilne potrzeby wyma­ga­jące finan­so­wa­nia, jak i dzi­waczne wydatki, które można było prze­zna­czyć na coś innego. Ale że ktoś się czepia latania w kosmos? Obrzy­dliwe! Ja chcę, byśmy latali w kosmos i żadne racjo­nalne argu­menty nie są mi do tego potrzebne.

    • Bihac

      Nawet tutaj musi Pan odnosić się do teorii spi­sko­wych o “muzeach Tadeusza”?

  • BloodMan

    Mój list byłby krótszy:
    Anja: zajmij się swoimi pie­niędzmi i wydawaj je na co chcesz — innym pozwól na to samo. A tym bardziej obcym rządom.

  • Luxx

    Zgoda, postep tech­no­lo­gi­czy jest. Ale ja mowie o postepie na poziomie pod­sta­wo­wym, mole­ku­lar­nym, jak dziala ludzki organizm. MRI, tomograf, usg .. moglyby powstac bez wyscigu zbrojen. Sprzet do fizjo­te­ra­pii — caly czas na poziomie trial and error. No i problem orga­ni­za­cyjny- co z tego ze masz sprzet, jak zbyt drogi zeby go uzywac, i skutek : spo­zniona dia­gno­styka. Rak nie­zmier­nie rzadko jest ule­czalny, szcze­gol­nie gdy wykryty za pozno. Oczy­wi­scie dzisiaj jestesmy lata swietlne w porow­na­niu np. 100 lat temu.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nowotwór nowo­two­rowi nierówny. Np. pro­fi­lak­tyka i szcze­pie­nia prze­ciwko HPV w kilku krajach (Austra­lia) dra­stycz­nie zmniej­szyły zacho­ro­wal­ność na raka szyjki macicy. Choroba w ciągu kilku dekad może dosłow­nie zniknąć. Nie wszędzie sukcesy są aż tak spek­ta­ku­larne, ale jak zauwa­ży­łeś, sytuacja jest znacznie lepsza niż 100 lat temu (choć akurat Polska pozo­staje mocno w tyle).

      • Luxx

        To prawda, nowotwor nowo­two­rowi nierowny. W przy­padku raka macicy winny byl wirus, w przy­padku np. raka trzustki .. Steve Jobs moze wie. Samo szcze­pie­nie to przeciez w wiek­szo­sci wsz­cze­piene malej ilosci wirusa i powie­dzie­nie sys­te­mowi immu­no­lo­gicz­nemu — sprobuj sam nauczyc sie jak pokonac intruza. Jak wiemy, ze przy­czyna jest wirus — to juz wiemy z kim walczyc.

      • Michał Skichał

        Prze­pra­szam naj­moc­niej, ale czyż wsz­cze­pia­nie sobie “wirusa” aby się uzdrowić, to nie jest przy­pad­kiem home­opa­tia? W szcze­pionce podaje się materiał wystar­cza­jący do wytwo­rze­nia prze­ciw­ciał, a nie cho­ro­bo­twór­cze, w pełni sprawne wiriony iden­tyczne jak te, które wywołują raka szyjki macicy.

      • Luxx

        Chyba nie, moze teraz sa rozne szcze­pionki, nie bazujace na wsz­cze­pie­niu wirusa. Niemniej oryginal pochodzi z wsz­cze­pia­nia malej dawki wirusa (np. wirusa powo­du­ja­cego chorobe zwierzat), z czasow gdy ludzie nie wie­dzieli nawet co to wirus. Wsze­piasz mala dawke podob­nego wirusa, nie­gro­znego dla czlo­wieka, system imm wytwarza antygen ktory broni przed wla­sci­wym wirusem (a raczej masz nadzieje, ze na spo­krew­nione wirusy bedzie dzialac ta sama bron).
        Wsz­cze­pia­nie tego samego wirusa to wario­li­za­cja — prekursor(ka) dzi­siej­szych szcze­pien. Sku­tecz­nosc wario­li­za­cji byla wieksza niz efekt placebo, ale masz racje, dzis iden­ty­czego wirusa nie wsz­cze­piamy.
        Metoda niby podobna — klina klinem — ale w kla­sycz­nej home­opa­tii nie znaj­du­jemy roznic miedzy placebo a “lekiem”.

      • Prze­strze­li­wa­nie Kon­wek­tywne

        Nie jest.

    • Don Wasyl

      Nie wiem skąd bierzesz dane, ale według ostat­nich danych u 55 procent doro­słych i 85 procent dzieci chorych onko­lo­gicz­nie stwier­dzono 5letnie prze­ży­cie, co w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści przy­pad­ków oznacza wyle­cze­nie, a będzie jeszcze lepiej, bo immu­no­te­ra­pia to ostat­nich kilka lat. Jeśli to dla ciebie jest nie­zmier­nie rzadko, to nie wiem jakimi kate­go­riami myślisz.

  • Michał Skichał

    Prze­cie­ram oczy ze zdu­mie­nia z jak prze­ni­kli­wym umysłem mam do czy­nie­nia (…)

    Ależ dziękuję bardzo! Cieszę się, że pan też to dostrzega!

    najpierw na pod­sta­wie kilku fraz mojej wypo­wie­dzi dowodzi o moim rzekomym odwo­ły­wa­niu sie do ide­olo­gii mark­si­zmu leni­ni­zmu (…)

    Dobry jestem, nie­praw­daż?

    (…) a teraz insy­nu­uje defekt myslenia abs­trak­cyj­nego

    Stawiam też diagnozy prok­to­lo­giczne. Proszę się nie krępować i śmiało opisywać swoje objawy. Wystar­czy mi jedno zdanie, a czasem nawet pół zdania!

    W moim prze­ko­na­niu intencja tej histo­ryjki jest wywo­ła­nie okre­slo­nej reakcji odbiorcy, (…)

    A moim zdaniem nie.

    Mówiac krótko pan z NASA po prostu swia­do­mie lub nie mani­pu­luje odbiorcą (…)

    A moim zdaniem nie. Nie widzę żadnych podstaw do tego, aby wietrzyć spiski i złe intencje jakie­go­kol­wiek pana z NASA, choć zapewne i tam, sta­ty­stycz­nie rzecz biorąc, musi się czasem trafić jakiś nie­pra­wo­myślny pra­cow­nik. Z reguły naukowcy nie są per­fid­nymi zło­czyń­cami, dybią­cymi na zdrowie umysłowe wszyst­kich pozo­sta­łych przed­sta­wi­cieli gatunku homo sapiens.

    Co prawda mojemu sta­no­wi­sku nie sprzy­jają ostatnie donie­sie­nia medialne na temat prof. Szu­mow­skiego, że niby sam (jako nadzorca NCN i NCBR) sobie (jako współ­za­ło­ży­ciel i główny nauko­wiec pewnego przed­się­bior­stwa) przyznał olbrzy­mie granty, a swoim krewnym i kolegom zapłacił olbrzy­mie sumy w zamian za lipny w jednym przy­padku, a w innym przy­padku znacznie prze­ce­niony, szmelc. Niemniej jednak wyjątki się zdarzają, ale i tak — jeżeli już — dotyczą one pla­gia­tów, fał­szo­wa­nia wyników badań bądź mal­wer­sa­cji finan­so­wych, a nie per­fid­nego fał­szo­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści w uprzej­mych, sta­ran­nie prze­my­śla­nych listach pisanych do zakonnic. Tak przy­naj­mniej myślę, ale może i nie mam racji?

  • Don Wasyl

    Czy kon­ser­wa­ty­stami nie nazywamy osób nie­chęt­nych zmianom?

    • Zour

      Kon­ser­wa­ty­ści są zwo­len­ni­kami zmian poli­tyczno-spo­łecz­nych na drodze ewolucji, a nie rewo­lu­cji.
      Nie każda zmiana musi się dobrze kończyć. Szybkie wpro­wa­dza­nie jakiejś nie­prze­te­sto­wa­nej idei do życia oby­wa­teli tylko dlatego, że jest “nowa” jest bardzo nie­roz­sądne, gdyż nie wiadomo jakie przy­nie­sie to skutki. Historia pokazała, że przy­mu­sowe wpro­wa­dza­nie na szybko nowego porządku często nie kończy się dobrze.
      Nazy­wa­nie kon­ser­wa­ty­zmu “wro­go­ścią wobec wszel­kich zmian” jest co najmniej nie­po­ro­zu­mie­niem.
      Polecam na przykład zapoznać się z dzia­łal­no­ścią Klubu Jagiel­loń­skiego — jednego z naj­waż­niej­szych sto­wa­rzy­szeń o profilu kon­ser­wa­tyw­nym.

      • BloodMan

        A jak taką ideę prze­te­sto­wać bez wpro­wa­dza­nia? ;p
        W symu­la­to­rze? ;d

        Niestety kon­ser­wa­ty­ści, jak nazwa wskazuje, szcze­gól­nie ostatnio są orę­dow­ni­kami braku zmian w ogóle. No chyba że chodzi o partie poli­tyczne i ugru­po­wa­nia — oni w imię kon­ser­wa­ty­zmu są w stanie prze­pro­wa­dzać rewo­lu­cje.

    • Michał Skichał

      Nie.

      • Zour

        Nie.
        Niestety.

        Skąd to roz­cza­ro­wa­nie?
        Panie Michale, zasta­na­wiam się jak wygląda pańska defi­ni­cja kon­ser­wa­ty­zmu skoro chciałby Pan zrównać Ku Klux Klan z takimi orga­ni­za­cjami jak na przykład Klub Jagiel­loń­ski czy KoLiber.
        I skąd te uprze­dze­nia?

      • Michał Skichał

        Panie Zour, to nie czas ani miejsce na takie dyskusje, tym bardziej że przy tak roz­bu­do­wa­nej liczbie komen­ta­rzy odnaj­dy­wa­nie się z nowymi postami jest kar­ko­łomne. Spróbuję odpo­wie­dzieć krótko. Kon­ser­wa­tyzm, jak każde tego typu hasło, jest wie­lo­znacz­nym pojęciem. Ale jeśli jego głównym wątkiem ma być “obrona tra­dy­cyj­nych wartości” takich, jak “religia, naród, rodzina” (słowem, “Bóg, honor, ojczyzna”) to pragnę zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, bronić czegoś oznacza, że się skrzy­ku­jemy i walczymy z czymś, co istniało przed koniecz­no­ścią bro­nie­nia się. A więc jest to niejako kontr­re­wo­lu­cja, więc roz­pra­wia­nie o zami­ło­wa­niu do powol­nego ewo­lu­owa­nia spo­łe­czeństw postrze­gam jako zasłonę dymną. Ku Klux Klan jest dosko­na­łym przy­kła­dem, co rodzi myślenie o potrze­bie obrony “tra­dy­cyj­nych wartości”. Po drugie, nie jestem wierzący, domagam się wyru­go­wa­nia religii ze szkół, a orga­ni­za­cje reli­gijne postrze­gam jako dzia­łal­ność gospo­dar­czą i poli­tyczną, pole­ga­jącą na dostar­cza­niu usług roz­ryw­ko­wych (teatr przed­sta­wia­jący “rytuał magiczny” z mniej lub bardziej inte­rak­tywną rolą widza), grup wsparcia oraz agitacji poli­tycz­nej pro­wa­dzo­nej nie­rzadko z presją spo­łeczną i szan­ta­żem. Zatem należy się tu pełne opo­dat­ko­wa­nie i opłaty za człon­ko­stwo. Dzia­ła­nia kon­ser­wa­ty­stów, takie jak niechęć do lega­li­za­cji miękkich nar­ko­ty­ków, niechęć do edukacji sek­su­al­nej, niechęć do dostęp­no­ści anty­kon­cep­cji “po” postrze­gam jako wrogie mojej ojczyź­nie i szko­dliwe: sprzy­jają roz­wo­jowi prze­stęp­czo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej, sprzy­jają ciążom i zaka­że­niom HIV wśród nasto­lat­ków, uprawia się wreszcie publiczne i medialne znęcanie się nad ofiarami prze­stępstw. To tak w skrócie. Odpo­wia­dam nie po to aby dys­ku­to­wać — a chciał­bym pody­sku­to­wać z kon­ser­wa­ty­stą i znaleźć jakieś wspólne wartości i poglądy — lecz aby po prostu odpo­wie­dzieć na to całkiem poboczne zapy­ta­nie. Klub Jagiel­loń­ski wydaje mi się ugrzecz­nio­nym towa­rzy­stwem ele­gancko ubranych panów, którzy tylko czekają, aby prze­wie­sić linę przez wierzbę i powiesić Żyda bądź “zwo­len­nika ide­olo­gii LGBT”. Kul­tu­ral­nych poli­ty­ków, którzy odże­gnują się od nie­na­wi­ści i uprze­dzeń jest pełno, tylko później dziwimy się, dlaczego pro­ku­ra­tura nie ściga prze­stęp­ców w sutan­nach, gminy wpro­wa­dzają swe hitle­row­skie uchwały o strefach wolnych od “ide­olo­gii” LGBT, a jak ktoś pobije Ukraińca w tramwaju, to nikt nie reaguje.

      • Zour

        Z chęcią wejdę w taką — jeśli się zgodzisz — kul­tu­ralną dyskusję z nadzieją, że rozwieję chociaż część twoich uprze­dzeń. Śmiem podej­rze­wać, że w rze­czy­wi­sto­ści część z twoich domysłów nie ma dosta­tecz­nie racjo­nal­nych podstaw.
        Słusznie — sekcja komen­ta­rzy na stronie kwantowo.pl nie jest do tego odpo­wied­nim miejscem. Z pew­no­ścią — jeśli znajdę chwilę czasu — to znajdę jakąś plat­formę do kontaktu z Tobą. Na razie jednak mam trochę spraw do zała­twie­nia, więc naj­prę­dzej za parę tygodni się zgłoszę.
        Pozdra­wiam i życzę dobrego wieczora.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Aż szkoda, bo tak roz­bu­do­waną wymianę argu­men­tów zawsze miło śledzić. 🙂

      • Michał Skichał

        Panie Adamie, było tu kiedyś forum, nie­praw­daż?
        😉

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Było, owszem, nawet raz reak­ty­wo­wane. Niestety cieszyło się niemal zerową aktyw­no­ścią, więc zostało usunięte.

      • Michał Skichał

        Być może okres obser­wa­cji aktyw­no­ści forum był zbyt krótki?

      • Michał Skichał

        Z pew­no­ścią — jeśli znajdę chwilę czasu — to znajdę jakąś plat­formę do kontaktu z Tobą.

        Podej­rze­wam, że dostanę wezwanie na pro­ku­ra­turę, a tam w ciemnym pokoju zacznie mnie maglować jakiś smutny pan w kapturze z logo Ordo Iuris.

        😉
        Również pozdra­wiam panie Zour i życzę dobrego wieczora, dnia, całego tygodnia i nawet dalej!

  • BloodMan

    Myślę że osób którym zależy na biednych zwie­rząt­kach jest nawet więcej niż tych, którym zależy na odkry­wa­niu kosmosu — więc niech się zajmą zwie­rząt­kami (w końcu #Ani­mal­Li­ve­sMat­ter) — a innym pozwolą zająć się kosmosem.
    Nie bądźmy rasi­stami z uprze­dze­niami — CZARNY kosmos chce być równo trak­to­wany.

    ps. a nie­grzeczne to jest mówienie innym co mają robić. Mama nie uczyła? Nie mówiła “nie patrz na innych — patrz na siebie”? No to kiepsko wycho­wała.

    Amen.

  • PIt

    Hmmm.… NIe zgadzam się z aryt­ku­łem.
    Ale nie mam siły teraz tłu­ma­czyć wszyst­kiego 🙂

    Owszem…jest wiele racji w artukule i w komen­ta­rzach — to prawda …ale artykuł przed­sta­wia to w tak czarno-biały sposób, że aż po prostu trochę tan­det­nie..
    A natura nigdy taka po prostu nie jest;)

    Naprawdę jest wiele odcieni tej całej ‘kosmicz­nej’ maszyny, w których to odcie­niach jest wiele rzeczy zasta­na­wia­ją­cych czy po prostu budzą­cych jakieś tam reflek­sje — nie, że od razu prze­ci­wień­stwo lotów, kosmosu czy czegoś tam.… po prosty pewne rzeczy, które skła­niają do roz­my­ślań.

    Jeśli ktoś będzie chętny, mogę rozwinąć moje myśli:)

    • Luxx

      Nie wstydz sie, i zdradz swoje mysli.

  • Maupa

    Dosko­nały tekst.

  • Marek K

    Dlaczego dino­zaury wyginęły? Bo nie miały programu kosmicz­nego.

  • kj80

    Ciekawe jak pani Anja zare­aguje jak się dowie ile kosztuje budowa i wysłanie JWST?

  • Krzysz­tof Gawryluk

    A źródło tłu­ma­cze­nia? Bo oryginał trochę bardziej roz­bu­do­wany, ale może Autor bloga sam dokonał tłu­ma­cze­nia? Pozdra­wiam

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak, to moje tłu­ma­cze­nie (co prawda, żaden ze mnie tłumacz, ale mam nadzieję, że sens zacho­wa­łem). I rze­czy­wi­ście, wyciąłem parę frag­men­tów, zwłasz­cza tych sku­pio­nych wokół spraw ame­ry­kań­skiej polityki.

  • Praw­do­mówny

    Tylko nauka jest oca­le­niem dla ludz­ko­ści. Tylko nauka, bo dzięki nauce człowiek lepiej rozumie siebie i ota­cza­jący go świat.

    • Prze­strze­li­wa­nie Kon­wek­tywne

      Problem w tym że nie da się naukowo udo­wod­nić, że coś jest dobre lub złe, np. że zrzu­ca­nie pocisków ter­mo­ją­dro­wych na losowe miasta w Europie dla rozrywki jest złe.
      Są na to naukowe dowody?

  • Woziwoda

    OK. Tylko akurat koła zrze­sza­jące pospo­li­tych miło­śni­ków abso­lut­nie bez­sen­sow­nego zabi­ja­nia dzikich zwierząt to coś, z czym już dawno powin­ni­smy się pożegnać.

  • Woziwoda

    Ja też prze­ciw­sta­wia­nie się GMO czy rowe­rzy­stom kojarzę wyłącz­nie z igno­ran­cją.

    • Michał Skichał

      O ile rozumiem, że rowe­rzy­sta może stanowić zagro­że­nie na jezdni i chodniku, ścieżki rowerowe mogą być wyty­czane z nikąd do nikąd albo kosztem jezdni itd., słowem — kwestia ruchu rowe­ro­wego ma różne problemy i iry­tu­jące kon­se­kwen­cje, tak histe­ryczny sprzeciw GMO to nie igno­ran­cja lecz czysta głupota. Żywność mody­fi­ko­wana gene­tycz­nie to choćby mięso pozy­skane ze świnki, której odmianę uzyskali hodowcy na skutek krzy­żo­wa­nia wybra­nych samic z samcami. Podobnie krzy­żo­wano ziem­niaki, buraki, jabłonie, czemu nikt się nie prze­ciw­sta­wiał nowym odmianom jabłek?

  • MarcinK

    Swego czasu uci­szy­łem takiego mal­kon­tenta listą urządzeń/wynalazków z wiki, które powstały przy pro­jek­tach NASA.

  • Mateusz Kawa

    Badania kosmosu są nie­zwy­kle istotne, ale pytanie to czy jest sens wysyłać w kosmos astro­nau­tów skoro wszel­kiego rodzaju sądy działają wspa­niale i dostar­czają olbrzy­mich ilości danych bez nara­ża­nia kogo­kol­wiek… Bardzo ciekawy pogląd na ten temat przed­sta­wia Freeman Dyson w wykła­dzie: Freeman Dyson on Living Through Four Revo­lu­tions https://www.youtube.com/watch?v=zq4p2qbE684