Bomba zrzucona na Hiroszimę miała długość 3 metrów i ważyła ponad 4 tony. Czy nie dałoby się skonstruować broni jądrowej w nieco poręczniejszym formacie?

Krótko: Już niedługo po zakoń­cze­niu wojny przy­stą­piono do minia­tu­ry­za­cji arse­na­łów jądro­wych, co dopro­wa­dziło do pro­duk­cji tak­tycz­nych głowic i pocisków nukle­ar­nych o masie zaledwie kil­ku­dzie­się­ciu kilo­gra­mów. Istniała nawet klasa ładunków “waliz­ko­wych” i “ple­ca­ko­wych” – jakimi dys­po­no­wała sowiecka KGB.

Ciut, ciut dłużej: Wielką energię utoż­sa­miamy na ogół z wielkimi roz­mia­rami. Sko­ja­rze­nie to jest nie­przy­pad­kowe i ma swoje uza­sad­nie­nie. Naj­bar­dziej znane z pod­ręcz­ni­ków historii bomby atomowe – Gadżet zde­to­no­wany w ramach testu Trinity, Little BoyFat Man spusz­czone na Japonię, czy sowiecki RDS‑1 – ważyły po parę ton i mierzyły trzy lub cztery metry długości. Sta­no­wiły oręż równie śmier­cio­no­śny co nie­po­ręczny, którego wyko­rzy­sta­nie na polu bitwy wiązało się z niemałym wyzwa­niem logi­stycz­nym. Nic dziwnego, że tak Ame­ry­ka­nie jak i Sowieci stawiali na rów­no­le­gły rozwój posia­da­nych arse­na­łów w dwóch roz­bież­nych kie­run­kach. Z jednej strony prężące muskuły mocar­stwa testo­wały kolejne ładunki o coraz większej, mon­stru­al­nej sile rażenia; z drugiej zaś pra­co­wały nad znacznie słab­szymi, ale kom­pak­to­wymi bombkami, moż­li­wymi do zde­to­no­wa­nia w niemal każdym miejscu i czasie.

Mogłoby się wydawać, że to żadne wyzwanie. Skoro chcemy ogra­ni­czyć masę i moc, to po prostu zmniej­szamy ilość użytego mate­riału. Zamiast kil­ku­dzie­się­ciu kilo­gra­mów plutonu, bierzemy więc kilka gramów i kon­stru­ujemy swój wyma­rzony nukle­arny nabój do pisto­letu, bądź atomowy święty granat. Prawda?

Nie­prawda. Takie rozu­mo­wa­nie mogłoby się spraw­dzić przy okazji kla­sycz­nych ładunków wybu­cho­wych, ale nie w przy­padku ładunków nukle­ar­nych. W tym miejscu na naszej drodze staje sama fizyka i zagad­nie­nie masy kry­tycz­nej.

Mówiąc naj­kró­cej, jeżeli pra­gniemy zaini­cjo­wać reakcję łań­cu­chową konieczną do powsta­nia grzyba ato­mo­wego, potrze­bu­jemy pewnej mini­mal­nej ilości mate­riału roz­sz­cze­pial­nego. Odwo­łu­jąc się do spraw­dzo­nych wzorców, naj­le­piej uzbroić się w 52-kilo­gra­mową kulę uranu U‑235, 40 kilo­gra­mów plutonu Pu-240 lub 10 kilo­gra­mów plutonu Pu-239. Czy istnieje jakaś sztuczka, która pozwo­li­łaby obejść ten warunek? W zasadzie tak*, ale nie jest to oszczęd­ność, która umoż­li­wi­łaby dra­styczne zmniej­sze­nie wagi. Z punktu widzenia kon­struk­to­rów bomb mało­ga­ba­ry­to­wych znacznie istot­niej­sza pozo­sta­wała minia­tu­ry­za­cja i mak­sy­malne uprosz­cze­nie pozo­sta­łych pod­ze­spo­łów broni.

Sukces osią­gnięto na początku lat 60. ubie­głego stulecia, gdy Ame­ry­ka­nie roz­po­częli masową pro­duk­cję W54. Głowica ważyła 23 kilo­gramy i z zewnątrz przy­po­mi­nała raczej zwykły pocisk arty­le­ryj­ski, aniżeli potomka Little Boya. Co naj­waż­niej­sze dla wojska, była to broń tak­tyczna i nie wymagała anga­żo­wa­nia ocię­ża­łego bombowca. Głowicę o średnicy 40 cen­ty­me­trów niosła nie­wielka rakieta M388 Davy Crockett miotana z prostego naziem­nego działka o zasięgu 2 kilo­me­trów. W swojej pod­sta­wo­wej wersji W54 eks­plo­do­wała z mocą niecałej 1/4 kilotony – sześć­dzie­siąt razy słabiej od wybuchu nad Hiro­szimą.

Manewry z użyciem Davy Crockett i głowicy W54. Około 1:30 sam test jądrowy.

Skoro udało się z bronią tak­tyczną, to dlaczego nie pójść o krok dalej i nie opra­co­wać bomby jądrowej o prze­zna­cze­niu sabo­ta­żo­wym? Tak właśnie pomy­ślano po czer­wo­nej stronie żelaznej kurtyny. W latach 90. rosyjski polityk i były wojskowy, Alek­sandr Lebied, publicz­nie przyznał, że KGB dys­po­no­wało setką sztuk tzw. bomb waliz­ko­wych. Jak nazwa wskazuje, były to nie­wiel­kie ładunki opa­ko­wane w rodzaj walizki, możliwe do uzbro­je­nia i zde­to­no­wa­nia przez jednego agenta. Poza tym, post­so­wieccy ofi­ce­ro­wie pochwa­lili się “bombą ple­ca­kową” o roz­mia­rach… trzech puszek kawy. Jednak wielu spe­cja­li­stów wątpi w ist­nie­nie aż tak mikrego ładunku jądro­wego, zwłasz­cza że nigdy nie podano do wia­do­mo­ści żadnych szcze­gó­łów doty­czą­cych jej spe­cy­fi­ka­cji.

Makieta sowiec­kiej bomby waliz­ko­wej pre­zen­to­wana podczas kon­fe­ren­cji przez kon­gres­mena Dana Burtona.

Nie zmienia to faktu, że nawet kil­ku­na­sto­ki­lo­gra­mowa walizka robi wrażenie. I budzi niepokój**.

* Masa krytyczna jest odwrotnie proporcjonalna go kwadratu gęstości materiału rozszczepialnego. Oznacza to, że jeśli odpowiednio zagęścimy pluton, będziemy mogli użyć go nieco mniej. Takie triki z powodzeniem wykorzystano w bombach o mechanizmie implozyjnym (jak Grubasek, który zdewastował Nagasaki). Przy W54 użyto grubego reflektora berylowego.
** Lebied stwierdził w 1997 roku, że 84 bomby walizkowe zniknęły po rozpadzie ZSRR. Podobno większość w końcu się znalazła, ale nie wszystkie.
  • Adam Imiałek

    Czyżby pla­nu­jesz popro­wa­dzić polski program budowy bombki atomowej oczy­wi­ście do zasi­la­nia lampek cho­in­ko­wych ;p Tylko uważaj aby nie podzie­lić losu Syl­we­stra Kali­skiego ;D

  • Krystyna

    Bombka atomowa chyba będzie wycho­dzić z uźycia, bo bardzo nie­po­ręczna i jakźe trudna do ukrycia. W chwili obecnej wszyscy wielcy na tym świecie broń bio­lo­giczną szykują w obronnym pakiecie.

    • Bon­sa­iFi­kus

      Nigdy nie wyjdzie z użycia droga Pani. Są mieczem i tarczą naj­po­tęż­niej­szych państw. Rosja nigdy nie zre­zy­gnuje z moż­li­wo­ści wyma­za­nia jakie­go­klo­wiek miasta ma swiecie za pomocą “jednego guzika”. Żałuję, że my nie posia­damy kilku głowic.

      • Michał Skichał

        Doktryna użycia broni jądrowej w Rosji jest taka, że Rosja co prawda odże­gnuje się od moż­li­wo­ści ataku “pre­wen­cyj­nego” (czyli jako “ten pierwszy”, bez ostrze­że­nia), ale pozwala na użycie takiej broni w celach odwe­to­wych i co jest warte pod­kre­śle­nia, bez względu na to, czy napast­nik atakuje Rosję bronią jądrową. W związku z tym mam pytanie, czysto hipo­te­tyczne, czy kiedy Polska “zaata­kuje” Rosję na forum UE wzywając do kolej­nych sankcji oraz “pod­stęp­nie” rezy­gnu­jąc z zakupu węgla, to czy to może być już uznane jako wystar­cza­jące do podjęcia nukle­ar­nych działań odwe­to­wych?

      • Bon­sa­iFi­kus

        Bardzo dobre pytanie. Ale mam nadzieję, że nigdy nie poznamy odpo­wie­dzi na to pytanie.

    • Michał Skichał

      widzę, że żarty z koro­na­wi­rusa wciąż są w modzie. Mówi się, że książe Karol doczekał się wreszcie korony… a tak na mar­gi­ne­sie, na pod­sta­wie dotych­cza­so­wych sta­ty­styk szacuje się, że w 2020 roku w Polsce będziemy mieli 200 tys zgonów z powodu zawału serca. Jeżeli nawet przyj­miemy, że są to prze­wi­dy­wa­nia prze­sa­dzone, to połowa tej liczby, 100 tys. podzie­lona przez 366 dni w roku daje nam jakieś 270 zgonów dziennie. Koro­na­wi­rus jako broń, to raczej broń psy­cho­lo­giczna — sianie paniki, zamętu i obna­ża­nia debi­li­zmu w Polskim rządzie.

      • m

        Bo zaata­ko­wał tylko w Polsce a inne kraje ominął szerokim łukiem?
        Nie chce mi się kolejny raz pisać tego samego więc taka tylko deli­katna uwaga (nawią­zu­jąca do porów­na­nia do zawałów) — tak się składa że zawały nie są zaraź­liwe.

      • Michał Skichał

        Z tym bym się kłócił. Siedzący tryb życia, Posia­da­nie samo­chodu i korzy­sta­nie z niego codzien­nie, lub z komu­ni­ka­cji publicz­nej, to już coś, co zwiększa ryzyko zawału. A praca przed kom­pu­te­rem, za biurkiem, na krze­sełku w fabryce mon­ta­żo­wej, żarcie tłuszczu wiadrami, kebabów, ham­bur­ge­rów, hotdogów, pizz, palenie papie­ro­sów, jogging w spa­li­no­wym smrodzie węglo­wo­do­rów, czy to wszystko nie jest przy­pad­kiem zaraź­liwe? Nie uczymy siebie nawzajem, że tak właśnie wygląda szczyt naszych marzeń? Cel, jaki winniśmy osiągać?

        Nie uczymy naszych dzieci, że pół dnia mają grzecz­nie siedzieć w ławkach bez ruchu, a później w domu, że mają siedzieć bez ruchu przy odra­bia­niu lekcji, aby mogły następ­nie wreszcie posie­dzieć bez ruchu grając w nowego Wiedź­mina?

        Ile się mówi o pre­wen­cji cukrzycy i nad­ci­śnie­nia? Te czynniki prowadzą do miaż­dżycy, a ta do zawałów serca i udarów mózgu. Co lepiej, umrzeć raz dwa, czy stracić połowę mózgu? A HIV? WZW t. B? Cały czas żyjemy w pandemii HIV i WZW t. B, a o tym się nie mówi. Przecież HIV nie zniknął w magiczny sposób w latach 80. Jakoś nie wpadamy w panikę, że można się tym dzia­do­stwem zarazić w trakcie zabiegów u fryzjera, sto­ma­to­loga, podczas trans­fu­zji, operacji chi­rur­gicz­nych. Ska­le­czyć możemy się wszędzie, na drzazdze w drew­nia­nym wychodku na wsi, jak i na niezbyt spi­ło­wa­nym kawałku blachy w miejscu wier­ce­nia na rurce — uchwycie w auto­bu­sie komu­ni­ka­cji miej­skiej. Ile razy dziecko upada i ściera sobie skórkę do krwi — czy matki i babki panikują, że na pewno złapało HIV?

        To wszystko już było, jest w trakcie i będzie na długo po tym, jak całą ta histeria z SARS-CoV‑2 się zakończy.

        Tym­cza­sem co się robi z koro­na­wi­ru­sem? Nic. Pro­po­nuje się noszenie maseczek (jak nosisz ją pra­wi­dłowo, to będąc sam nosi­cie­lem zarazy, zmniej­szasz ryzyko zara­że­nia innych, ale jak jesteś zdrowy, to zara­ża­jący zarazi cię bez trudu, kaszląc na ciebie i przez szcze­liny w maseczce miliony wirionów prze­nikną wprost do twojej paszczy). Straszy się ludzi, że w sklepie na opa­ko­wa­niu mleka czai się zło. Może kilkaset, albo kilka tysięcy wirionów sobie tam siedzi, ale to za mało, aby cię zarazić. Liżesz opa­ko­wa­nia z mleka, jogurtów, albo worek foliowy w który zapa­ko­wano kawałki salami? Ciepła woda, mydło, maseczka i unikanie kon­tak­tów z innymi ludźmi to wszystko, co możesz zrobić — i wystar­czy. Do tego potrzebne są jeszcze testy gene­tyczne, ale tych już państwo nam szczędzi, bo przecież trzeba wydać miliardy na TVP, aby kontr­ata­ko­wała inne media za rela­cjo­no­wa­nie absurdów jaśnie panów, trzeba wydać miliardy na Ojca Tadeusza, który zapewnia całe rzesze urzęd­ni­ków pań­stwo­wych o pra­wi­dło­wej postawie ide­olo­gicz­nej, trzeba kupować węgiel gwałtem wydo­by­wany na Ukrainie przez Rosjan, itd. W każdym razie, nie dajmy się ponieść panice, bo zej­dziemy pospiesz­nie na zawał.

      • Solborn

        Michale, czło­wieku, z twojego komen­ta­rza wyszedł tak zaawan­so­wany sofizmat roz­sze­rze­nia że naj­lep­szym okre­śle­niem na to będzie “Gala Fame MMA: Michał vs Chochoł” połą­czony z teoriami spi­sko­wymi

      • Michał Skichał

        Uważam, że znacznie więcej pożytku będziemy mieli z pro­pa­go­wa­nia pre­wen­cji chorób układu krążenia, niż z siania paniki przed koro­na­wi­ru­sem.

      • Grzegorz Dudek

        @michaskicha:disqus Powo­łu­jesz się na sta­ty­styki zgonów z powodu zawału serca w Polsce — ok. 200 tys. rocznie. Zakła­da­jąc brak jakiej­kol­wiek reakcji (ogra­ni­cze­nia kon­tak­tów, maseczek, dezyn­fek­cji itp.) mówimy o dodat­ko­wych 760 tys. zgonów z powodu COVID-19 (2% z 38 mln). A w tym momencie śmier­tel­ność z powodu COVID-19 w Polsce jest prawie 2x większa niż te 2%.

      • Solborn

        Jeśli według Ciebie pro­pa­go­wa­nie pre­wen­cji chorób ukła­dub­krą­że­nia ma polegać na waleniu chochoła z każdej wypo­wie­dzi, wymy­śla­niu coraz dziw­niej­szych teorii spi­sko­wych, mie­sza­niu faktów z pseu­do­nau­ko­wymi bzdurami i ogólnie zani­ża­niu poziomu dyskusji to nic dziwnego, że Jurek Zięba cieszy się coraz większą popu­lar­no­ścią.

      • BloodMan

        Te 200 tys. zgonów mie­li­by­śmy tak czy siak — i jesteśmy na nie przy­go­to­wani.
        A dodat­kowe 200 tys. od koro­na­wi­rusa cał­ko­wi­cie najpierw spa­ra­li­żo­wa­łaby nam szpitale, potem zakłady pogrze­bowe a następ­nie cmen­ta­rze.

  • m

    Czy tylko mi tak­tyczna broń masowego rażenia brzmi jak oksy­mo­ron?

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ciekawe spo­strze­że­nie. Ale w zasadzie, bomba o sile mniej­szej od 1 kilotony nie­ko­niecz­nie musi być już kwa­li­fi­ko­wana jako broń masowego rażenia. 🙂

      • m

        Nie ma ścisłej defi­ni­cji, broń musi działać na “masową” skalę. Ale czy w takim razie naj­więk­sze kon­wen­cjo­nalne, kasetowe albo zapa­la­jące to też broń masowego rażenia?
        Dlatego ja wolę ścisłą defi­ni­cję — ABC (plus inne które doszły lub dojdą).
        Ciekawe że wszyst­kie ABC cha­rak­te­ry­zują się długim czasem “skażenia” terenu po ich użyciu.

      • Michał Skichał

        Broń “masowego rażenia” jest pojęciem popu­lar­nym, a więc nie ma ścisłej defi­ni­cji. For­mal­nie nato­miast wyróż­niamy broń tak­tyczną i broń stra­te­giczną. Broń tak­tyczna wg. mnie to pleonazm, tau­to­lo­gia, jak “broń bojowa” — powiedzmy, że służy do likwi­da­cji indy­wi­du­al­nych celów. Broń stra­te­giczna nato­miast jest w stanie zakoń­czyć konflikt zbrojny (lokalnie bądź glo­bal­nie).

        Z defi­ni­cji broń stra­te­giczna nie musi być bronią masowego rażenia, w praktyce jednak ciężko wymyślić coś, co jest skłonne zmusić gene­ra­łów do wywie­sze­nia białej flagi, a mimo to byłoby to czymś nie­szko­dli­wym. To tak jak w szachach, samo mecha­niczne dowo­dze­nie nie gwa­ran­tuje sukcesu w bitwie, zwycięża zazwy­czaj ten, kto jest twórczy i potrafi zapla­no­wać dzia­ła­nia obu stron na kilka kroków do przodu. Duży konflikt zbrojny prędzej czy później obraca się w stronę total­nego znisz­cze­nia, kiedy prze­ciw­ni­kom nie pozo­staje już nic innego, jak nie­na­wiść i wola znisz­cze­nia drugiej strony, aby ona nie znisz­czyła ciebie. Chyba że konflikt zostanie prze­rwany — a tak też się robi, np. USA wycofały się z Wietnamu, a nie eska­lo­wały wojny do użycia broni stra­te­gicz­nej. Chociaż i tak sto­so­wały broń masowego rażenia — beczki z napalmem. For­mal­nie to przecież ludo­bój­stwo. Ale USA to USA, co wolno woje­wo­dzie… W każdym razie przykład ten może poka­zy­wać, że masowe wybi­ja­nie rolników nie prze­kłada się na zwy­cię­stwo.

        Mała bombka atomowa, jak rozumiem, może służyć do wywo­ła­nia lokal­nego impulsu elek­tro­ma­gne­tycz­nego, odpa­ro­wa­nia jakiejś nie­wiel­kiej masy (np. czołgu), rażenia plutonu (a więc coś jak kon­wen­cjo­nalna bombka) ale przede wszyst­kim ma efekt psy­cho­lo­giczny — powiedzmy, że służy do zastra­sze­nia sił oso­bo­wych prze­ciw­nika i skło­nie­nia go do wyco­fa­nia się, ewen­tu­al­nie do popeł­nia­nia dających się wyko­rzy­stać błędów w panice. Pamię­tajmy, że efekt bojowy bomby atomowej — tej o dużej sile rażenia — to przede wszyst­kim szybko posu­wa­jąca się fala ude­rze­niowa, ściana powie­trza o innym ciśnie­niu zdolna wybijać szyby, burzyć budynki, miażdżyć narządy wewnętrzne i kości. Dlatego “duże” bomby detonuje się w powie­trzu, nad celem, bo wówczas wywołuje się naj­więk­szą falę ude­rze­niową. Wysoka tem­pe­ra­tura zdolna spo­pie­lić żywe orga­ni­zmy w mgnieniu oka ma już ogra­ni­czony zasięg, zaś skażenie pro­mie­nio­twór­cze jest jedynie skutkiem ubocznym, nie mającym już żadnego zna­cze­nia bojowego. Bombka w walizce nie jest w stanie wywołać fali ude­rze­nio­wej zdolnej do znisz­cze­nia stra­te­gicz­nego celu, zatem siłą rzeczy jest to broń psy­cho­lo­giczna. No, chyba że mówimy o “brudnej bombie”, czyli roz­sia­niu skażenia radio­lo­gicz­nego o znacznie większej skali, niż zdolna byłaby to zrobić naj­więk­sza nawet bomba jądrowa. Taka bombka waliz­kowa, jako poten­cjalny środek bojowy ter­ro­ry­stów, może spędzać sen z powiek.

        Tak czy inaczej, jest to paskudz­two a moje prze­ra­że­nie i zgor­sze­nie budzi nie fakt, że coś takiego istnieje, ale to, że ktoś pomyślał, że masowe wymor­do­wa­nie miesz­kań­ców kilku miast może być celem stra­te­gicz­nym kon­fliktu zbroj­nego (bądź celem ter­ro­ry­stów).

      • m

        Taka cie­ka­wostka — celem bomb ato­mo­wych nie są wrogie miasta jako takie a raczej wrogie silosy, centra dowo­dze­nia i infra­struk­tura (pech chce że fabryki są głównie roz­lo­ko­wane w miastach).
        Naj­więk­szą grupą zawodową która zginęła w Nagasaki byli żoł­nie­rze w tym mieście sta­cjo­nu­jący.

  • Praw­do­mówny

    Ciekawe jak ludzie potrafią się mobi­li­zo­wać, aby budować rzeczy, którymi masowo zabijają innych ludzi!
    To jest prze­ra­ża­jące w ludziach.
    Ludziom naj­le­piej wychodzi śmie­ce­nie i zabi­ja­nie. To jest odra­ża­jące i wywodzi się z gadziej natury, jaka w nas niestety pozo­stała.

    • Michał Skichał

      A fuj! Obrażasz gady. Gadzia natura pozwala nam co najwyżej na polo­wa­nie w celu zła­go­dze­nia bur­cze­nia w brzuchu. Nic więcej. Masowa zagłada jest rzeczą abso­lut­nie nieznaną gadom i ptakom, ani tor­ba­czom, ani ssakom. To jest coś bardzo ludz­kiego, być może naj­bar­dziej ludzka rzecz, jaka odróżnia nas od reszty zwierząt. Zdolność do zebrania się w kupę i nie­na­wi­dze­nia innej grupy ludzi tak bardzo, aby być gotowym ich wszyst­kich zabić za jednym zamachem, dla samej przy­jem­no­ści uśmier­ce­nia.

      • m

        Szym­pansy, mrówki i sroki toczą wojny.
        A ludzie (jako masa) nigdy nie zabijali dla samej przy­jem­no­ści. To domena jed­no­stek (zwykle mających problemy psy­chiczne).
        Ludzie zabijali masowo z powodów ide­olo­gicz­nych, reli­gij­nych czy wreszcie eko­no­micz­nych (zresztą prawda taka że wszyst­kie wojny toczyły się o pie­nią­dze, cała reszta to wygodne pre­tek­sty).

      • Teresa

        “Szym­pansy, mrówki i sroki toczą wojny”
        Nie porów­nujmy wojen toczo­nych przez ludzi do walk jakie odbywają się między zwierzętami.Bić się potrafią też dwa gołębie. W przy­padku szym­pan­sów mamy do czy­nie­nia z hie­rar­chią spo­łeczną podobnie jak u ludzi, a zda­rza­jąca się u nich przemoc mię­dzy­gru­powa spe­cjal­nie nie dziwi, wszak należą do naszych naj­bliż­szych bio­lo­gicz­nych krewnych.

      • m

        Dlatego właśnie wyraźnie napi­sa­łem że toczą wojny.
        Hie­rar­chię spo­łeczną ustalają wszyst­kie zwie­rzęta stadne, szym­pansy zaś potrafią całym stadem wyruszyć na teren innego stada, zaata­ko­wać i zabijać jego członków. Zdarza się to gdy stado zanadto się powięk­szy i wynika z chęci powięk­sze­nia swojego tery­to­rium koszem innego stada. Podobnie wygląda to u mrówek.
        Kla­syczny przykład wojny o ziemię a nie bójki dwóch gołębi czy usta­la­nia hie­rar­chii spo­łecz­nej.

      • Michał Skichał

        To są walki o zasoby poży­wie­nia, a nie o nie­ru­cho­mo­ści, działki rolne, budow­lane. Ludzie nigdy nie toczyli wojen po to, aby zabez­pie­czyć ilość lasów, w których odła­wiają zwie­rzynę. Czy III Rzesza napadła na Polskę i Francję, aby zająć pola uprawy kartofli i móc wyżywić gło­du­jące Nie­miec­kie dzieci? Czy szym­pansy albo mrówki zakła­dają obozy kon­cen­tra­cyjne?

      • m

        Oczy­wi­ście że ludzie właśnie po to toczyli wojny. W przy­padku zwierząt tereny (bo nie jedzenie — zwie­rzęta atakują aby zdobyć teren, nie żeby ukraść jedzenie) w przy­padku ludzi… nie­spo­dzianka, tereny — sam to napi­sa­łeś.
        W mówiąc bardziej ogólnie — pie­nią­dze i ich sub­sty­tuty.
        A Niemcy napadły na Polskę (i inne kraje) żeby zdobyć prze­strzeń życiową (ofi­cjalna wersja) lub żeby zachować przy władzy, przy­wi­le­jach i bogac­twie kastę rządzącą (wersja realna). Czyli pie­nią­dze.
        I ponownie proszę o zacho­wa­nie poziomu dyskusji. To że mrówki i szym­pansy stoją niżej na poziomie rozwoju i nie wyna­la­zły obozów kon­cen­tra­cyj­nych nie oznacza że nie toczą wojen. Toczą, bardzo krwawe i wynisz­cza­jące. Nie zagry­zają młodych licząc że samce w rozpaczy poddadzą się, roz­bi­jają głowy i młodym i samcom uga­nia­jąc się po nimi za całym lesie. A to że efektem jest znisz­cze­nie innego stada a nie znisz­cze­nie innego kraju — no naprawdę, to czy coś jest wojną czy nie okre­ślasz na pod­sta­wie skali? To od ilu trupów zaczyna się wojna? Tysiąc, dziesięć tysięcy, sto? Dzieci liczymy nor­mal­nie czy jako połowę?

        To że nie nazwiesz wojną ukie­run­ko­wa­nej agresji skie­ro­wa­nej prze­ciwko “tym z sąsied­niej polany” powo­do­wa­nej chęcią zdobycia tejże polany nie sprawi że prze­sta­nie być to wojna. Zakli­na­nie rze­czy­wi­sto­ści + deli­katny, mam wrażenie, syndrom bambiego.
        I jeszcze mała prośba — zapoznaj się z tematem zanim się o nim wypo­wiesz. Historia Chin jest spisana krwią i zawiera serię krwawych wojen na przemian z nie mniej krwawymi rewo­lu­cjami. Para­dok­sal­nie Europa była pod tym względem spo­koj­niej­sza (głównie ze względu na niższy przyrost natu­ralny) — wojen było więcej ale były mniej krwawe (większe roz­drob­nie­nie poli­tyczne — mniej obszarów naraz zaan­ga­żo­wa­nych w wojne — w Chinach jak już się coś działo to na pełną skalę). Co nie znaczy że Europa była spokojna — u nas również ciężko wskazać choć jedną dekadę gdy na kon­ty­nen­cie nie toczyła się jakaś wojna.

      • Don Wasyl

        Bzdury piszesz. I u ludzi, i u szym­pan­sów czy mrówek chodzi o to samo, powięk­sze­nie tery­to­rium, żeby było więcej żarcia, bez­pie­czeń­stwa i moż­li­wo­ści, co zwiększy szansę kon­ty­nu­acji przy­naj­mniej części naszej puli genowej. To, że ludzie dora­biają do tego jakąś ide­olo­gię, nic w tej kwestii nie zmienia. Chcesz mierzyć kon­se­kwen­cje ludz­kiego kon­fliktu w stosunku do tego między szym­pan­sami? Tam też giną młode, samce potrafią też zabijać samice, dochodzi też do napaści sek­su­al­nych. To, że ludzie nauczyli się do tego używać wymyśl­nych narzędzi, to kwestia inte­li­gen­cji, a nie poziomu agresji.
        Szym­pansy zabijają przed­sta­wi­cieli swojego gatunku, lwy zabijają młode poko­na­nego samca, a ludzie budują obozy kon­cen­tra­cyjne i mordują inno­wier­ców czy osoby o innym kolorze skóry z tych samych powodów- prze­ży­cie obcych nie daje żadnych korzyści repro­duk­cyj­nych. Tym, co wyróżnia ludzi nie jest wcale większa agresja niż u innych gatunków, tylko coś z goła prze­ciw­nego- jako jedyni postę­pu­jemy wbrew biologii i instynk­tom, poma­ga­jąc przed­sta­wi­cie­lom naszego gatunku i innych, choć prze­waż­nie nie mamy nic z tego poza lepszym samo­po­czu­ciem. Ludzi od pozo­sta­łych gatunków odróżnia roz­bu­do­wana empatia.
        Piszesz far­ma­zony o tym, że Niemcy nie zaata­ko­wali Polski, czy Francji z powodu pół upraw­nych itp? To dowiedz się, czym było pojęcie Leben­sraum, później dopiero błyszcz wiedzą na forum. Twier­dzisz że nie­na­wiść jest też domeną czysto ludzką? Dziwne, bo obser­wa­cje szym­pan­sów, które potra­fiły bez potrzeby roz­szar­py­wać pobra­tym­ców z kon­ku­ren­cyj­nych grup na strzępy mówią co innego.
        Poza tym, czym niby różni się walka pomiędzy stadami, a narodami? Skalą? Ludzie też zaczy­nali od drobnych potyczek między ple­mien­nych.

      • Teresa

        Taka drobna uwaga odnośnie różnic pomiędzy “wojnami” u zwierząt, a tymi pro­wa­dzo­nymi przez ludzi. Ludzie jako istoty inte­li­gentne posia­dają w odróż­nie­niu od zwierząt zdolność war­to­ścio­wa­nia. Tak więc jeżeli mordują, zrzucają bomby atomowe, to czynią to z pełną świa­do­mo­ścią powo­do­wa­nego przez siebie zła. Rozum jednak do czegoś obliguje.

      • Don Wasyl

        Skąd wiesz, że szympans nie ma świa­do­mo­ści czy­nie­nia zła, kiedy zabija, bądź katuje przed­sta­wi­ciela swojego gatunku?

      • Teresa

        Czy szympans ma świa­do­mość czy­nie­nia zła? Jeżeli potrafi odróżnić dobro od zła, cokol­wiek by to dla niego znaczyło, to może i ma świa­do­mość swoich czynów. Jeżeli jednak tego nie potrafi to znaczy, że kierują nim naj­zwy­czaj­niej nega­tywne emocje. Tak czy inaczej człowiek jako jedyny spośród wszyst­kich stworzeń żyjących na Ziemi ma pełną świa­do­mość powo­do­wa­nego przez siebie zła.

      • m

        A wiesz to bo Tobie się tak wydaje?
        Nie mamy pojęcia o psy­cho­lo­gii zwierząt (zresztą o ludzkiej też wiemy niewiele) więc uwa­żał­bym z tak odważ­nymi stwier­dze­niami bo poparte są tylko chciej­stwem mówią­cego, obawiam się.

      • Michał Skichał

        Ciekawe, jak szym­pansy toczą wojny. Albo mrówki. Nie spo­tka­łem jeszcze mrówki spy­cha­ją­cej beczkę z napalmem z drzewa wprost na kopiec termitów. A ludzie zabijają dla przy­jem­no­ści. Choćby dla przy­jem­no­ści posia­da­nia większej ilości gotówki, przy­jem­no­ści kontroli większej liczby pól naf­to­wych, dla przy­jem­no­ści upodle­nia innej grupy spo­łecz­nej (np. Żydów, komu­ni­stów, muzuł­ma­nów, tych z Czar­no­góry, tych z Serbii), dla “przy­jem­nych” wrażeń — jak to opisywał słynny snajper ame­ry­kań­ski — kiedy ludziki tak śmiesz­nie się prze­wra­cają w polu widzenia lunety. Wreszcie dla przy­jem­no­ści spraw­dze­nia się, czy jest się spraw­niej­szym, niż prze­ciw­nik. Dla przy­jem­no­ści z prze­ży­cia akcji zbrojnej. Dla przy­jem­no­ści płynącej z wyrzutu adre­na­liny. Dla przy­jem­no­ści płynącej z uczucia domi­na­cji nad czło­wie­kiem, który został pokonany, bądź wzięty do niewoli. Skąd się biorą te wszyst­kie gwałty, rozboje i przemoc względem jeńców? To nic innego, jak akty domi­na­cji. Towa­rzy­szy im przy­jem­ność u tego, kto się pastwi. Tu można w nie­skoń­czo­ność.

      • m

        Uprzej­mie proszę o zacho­wa­nie jakiegoś poziomu tej dyskusji. Wierzę jednak w Twoją inte­li­gen­cję i pozwolę sobie nie komen­to­wać stwier­dze­nia że wojny mrówek nie są wojnami bo te nie używają napalmu (co innego z kwasem, nawiasem mówiąc — a to dość ciekawe bo ludzie w czasie wojny raczej kwasu nie używają, przy­naj­mniej nie kojarzę takiego przy­padku — czy to stawia nas wyżej czy niżej niż mrówki?).
        Co do całej reszty, zapra­szam kilka postów niżej.

    • Teresa

      Rze­czy­wi­ście, natura ludzka bywa okrutna. Wydaje się więc, że prędzej czy później dojdzie do kon­fliktu z użyciem broni atomowej. Wystar­czy, że do władzy dojdą skrajnie nie­od­po­wie­dzialne jed­nostki, a o to dziś na prawdę nie trudno. Sami widzimy zresztą jak ta polityka wygląda.

    • Solborn

      Pragnę przy­po­mnieć że nie ma nauko­wych dowodów na to, że ludo­bój­stwa są złe

      • Teresa

        Nie ma też żadnych dowodów nauko­wych na to, że ludo­bój­stwa są dobre.

      • Solborn

        Ciekawe czy już były jakieś badania na ten temat pro­wa­dzone

    • BloodMan

      Cóż… taka ludzka natura.
      Z drugiej strony, jak się popatrzy na rzeź jaką robią kule, granaty, miny, czołgi, bomby lotnicze, obozy kon­cen­tra­cyjne, kre­ma­to­ria, katyń, 731 i podobne… i porów­nu­jąc do atomówki — to taka bombka załatwia sprawę wyjąt­kowo szybko, w miarę huma­ni­tar­nie (wiem, to straszne) i dosadnie szybko kończy spory (no chyba że ktoś chce dys­ku­to­wać)…

      • Teresa

        Atomówka załatwia sprawę szybko i w miarę huma­ni­tar­nie, to fakt, tylko, że dla tych, którym udaje się jakoś przeżyć pozo­staje potem jeszcze długa choroba popro­mienna.

      • BloodMan

        Po Hiro­szi­mie i Nagasaki było ich poniżej 1000. Reszta zmarła szybko.
        Mimo wszystko przy danych z WWII to promil.

    • Darth Wiader

      Bombę atomową (jądrową!) nie­ko­niecz­nie trzeba wyko­rzy­sty­wać w celu zabi­ja­nia, można dla niej znaleźć wiele bardziej przy­dat­nych roz­wią­zań.

      Swoją drogą — jak już ktoś gdzieś wspo­mniał — nie da się naukowo wywnio­sko­wać, czy mor­do­wa­nie ludzi (ewen­tu­al­nie innych zwierząt) jest dobre, czy złe. Nie da się też naukowo udo­wod­nić, że nisz­cze­nie planet jest złe. Wła­ści­wie tutaj naukowo nie da się nic zrobić.

      • BloodMan

        Ty już się tak nie wymą­drzaj z tym nisz­cze­niem planet…
        Mało ci Despayre i Alde­ra­anu?
        ;p

  • Miałł

    Zgubiłeś 2 przy Pu-240

  • Michał Skichał

    A gdyby tak wznieść łepetynę w chmury i puścić wodze fantazji, a następ­nie przejść z waliz­ko­wych bomb jądro­wych do waliz­ko­wych reak­to­rów fuzyj­nych… wyobra­ża­cie sobie jak mogłoby wyglądać życie, gdyby poje­dyn­cze osoby mogły zasilić połowę Francji ze swojego nesesera?

  • Wojciech Nowa­kow­ski

    Małe bomby atomowe bardzo polubili filmowcy. W “Peace­me­ke­rze” z dosłow­nie ple­ca­kową atomówką biega po Nowym Jorku serbski ter­ro­ry­sta, w “Sumie wszyst­kich strachów” ładunek jądrowy jest umiesz­czony w auto­ma­cie do napojów i wybucha na sta­dio­nie, W “24 godzi­nach” w jednym odcinku mała bomba wybucha w hisz­pań­skiej Walencji. To tylko kilka przy­kła­dów. Nie wiem, ile to ma spólnego z nauką, ale zawsze jest wido­wi­skowe.

  • Teresa

    Może to nie na temat, ale dzisiaj Wenus obok Księżyca świeci. Przy­naj­mniej w Wiel­ko­pol­sce wspa­niale to widać, bo jest bez­chmurne niebo.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Prawda, też przed chwilą podzi­wia­łem. 🙂

  • Atomowy Jurek

    Głowica miała 88cm

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Głowica W‑54 miała średnicę 40 cm, przy­naj­mniej według książki Kubow­skiego. Ale skoro istniało kilka warian­tów broni, pewnie były też większe.