Obiecałem, że jeśli otrzymam od gdańskiego IPN odpowiedź na moje wątpliwości dotyczące publikacji o “Korzeniach totalitaryzmu”, dam wam znać. No i daję.

Przede wszyst­kim pragnę gorąco podzię­ko­wać gdań­skiemu oddzia­łowi Insty­tutu Pamięci Naro­do­wej za nie­spo­dzie­wa­nie prędką, ofi­cjalną i publiczną odpo­wiedź. Piszę to bez cienia szydery, bo choć swoją krytykę publi­ka­cji Korzenie i praktyka tota­li­ta­ry­zmu. Wypisy źródłowe pisałem naj­zu­peł­niej szczerze – była to jednak tylko krótka notka o cha­rak­te­rze publi­cy­stycz­nym, a ja sam wycze­ki­wa­łem co najwyżej lako­nicz­nego maila lub odpo­wie­dzi w social mediach. Skoro jednak poważny urząd zechciał nawiązać ze mną dialog, gru­biań­stwem byłoby kazać czekać mu na replikę.

Ale kur­tu­azja na bok. Zanim przejdę do samej odpo­wie­dzi, krótkie przy­po­mnie­nie, czego dotyczy cała sprawa. Otóż 26 marca na stronie gdań­skiego IPN pojawił się link do pracy pre­zen­tu­ją­cej “szerokie spektrum doku­men­tów, wypo­wie­dzi oraz tekstów, które są inte­re­su­ją­cym punktem wyjścia do naucza­nia o XX-wiecz­nych tota­li­ta­ry­zmach i zro­zu­mie­nia ich istoty”. Zbiór pełni rolę mate­riału edu­ka­cyj­nego dedy­ko­wa­nego uczniom szkół średnich. Cel jest tutaj szcze­gól­nie istotny i proszę abyście mieli go w pamięci czytając kolejne akapity.

Przejdźmy do rzeczy. Pro­po­nuję, przy­naj­mniej na razie, pominąć pierwsze akapity, które w nie­sły­cha­nie mery­to­ryczny sposób skupiają się na ocenie mojej osoby i odnieść się do wła­ści­wej treści Sta­no­wi­ska IPN Gdańsk.

Przyj­rzyjmy się zatem mani­pu­la­cjom, jakie popełnił autor. (…) Możemy domyślać się, że przy­pi­sy­wana nam „ewan­ge­li­za­cja” odnosi się do pytania, jakie pojawia się w wypisach pod jedną z wypo­wie­dzi Karola Darwina.

Och nie! Jedno, czy dwa odpo­wied­nio sfor­mu­ło­wane pytania, praw­do­po­dob­nie nie zwró­ci­łyby mojej uwagi. Jednak pod źródłami zawar­tymi w publi­ka­cji da się zliczyć ze dwa­dzie­ścia pytań, w których ucznio­wie muszą w ten czy inny sposób odnosić się do religii. Tak jak w poprzed­nim tekście, znów pozwolę sobie na inte­re­su­jący wyjątek:

  • Korzy­sta­jąc z wiedzy poza­źró­dło­wej, wymień państwa chrze­ści­jań­skie, które uznały domi­na­cję władzy świec­kiej. Czy uchro­niło je to od wojen lub nie­spra­wie­dli­wo­ści?

Takie oto pole­ce­nia autorzy stawiają przed lice­ali­stami nie na kate­che­zie, a na lekcjach o genezie tota­li­ta­ry­zmu. IPN twierdzi, że nie kryje się za nimi żadna ukryta teza. Że nie należy przy­pi­sy­wać for­mu­łu­ją­cym je osobom żadnej poza­nau­ko­wej intencji. Że tylko osoba o złej woli (dzień dobry) mogłaby dostrzec nie­ustanne suge­ro­wa­nie, że odejście od religii (zwłasz­cza kato­li­cy­zmu, bo już pro­te­stanci obrywają) to zwiastun narodzin zbrod­ni­czych systemów. Kiedy nasto­la­tek otrzy­muje zadanie gło­wie­nia się nad tym, czy władza świecka chroni przed wojnami i nie­spra­wie­dli­wo­ściami (cokol­wiek ten wór bez dna zawiera) – odpo­wiedź musi być nega­tywna. Tylko, czy jakie­kol­wiek państwo wyzna­niowe uchro­niło swoich miesz­kań­ców przed wojnami i nie­spra­wie­dli­wo­ściami? Do takich roz­my­ślań publi­ka­cja już nie zachęca.

Jeśli widzicie w tym jaki­kol­wiek brak obiek­ty­wi­zmu, zdaniem IPN “inkry­mi­nu­je­cie intencje oraz przy­pi­su­je­cie poglądy, nie znaj­du­jące odzwier­cie­dle­nia w tekście pier­wot­nym”. A przecież tego rodzaju ten­den­cyj­nych pytań znaj­dziemy w pracy znacznie więcej.

Co do jednego jesteśmy chyba zgodni – fun­da­men­tami cywi­li­za­cji euro­pej­skiej są dzie­dzic­two antyczne oraz chrze­ści­jań­stwo. Wierzymy, że nie zapomina o tym i autor bloga. 

Zde­cy­do­wa­nie, chociaż brakuje mi tu jednego elementu: spu­ści­zny oświe­ce­nia, w postaci racjo­na­li­zmu i empi­ry­zmu. Akurat do tego fun­da­mentu cywi­li­za­cji euro­pej­skiej autorzy już tak chętnie nie sięgają. Co prawda nie brakuje prze­my­śleń Woltera, jednak są to jedynie cytaty “inspi­ru­jące” tota­li­ta­ryzm.

Darwin, który w powyż­szym frag­men­cie odnosi się do kon­cep­cji euge­nicz­nych, natu­ral­nie nie we wszyst­kim zgadzał się ze swoim kuzynem, Fran­ci­sem Galtonem, który był z jednym z pre­kur­so­rów tzw. higieny rasowej. Biolog inte­re­so­wał się jednak kon­cep­cjami Galtona i przy­zna­wał, że poma­ga­nie słabszym może pro­wa­dzić do strat z punktu widzenia „rasy ludzkiej”, co wynikało z kolei z jego kon­cep­cji doboru natu­ral­nego.

Przede wszyst­kim, pod­kre­ślam – tak jak w poprzed­nim tekście – że główny problem nie leży w samym umiesz­cze­niu w zbiorze Darwina czy jakiej­kol­wiek innej osoby. Wąt­pli­wo­ści budzi dobór cytatów, ich pre­zen­ta­cja oraz sfor­mu­ło­wa­nie pytań skie­ro­wa­nych – powta­rzam – do uczniów. Bardzo cieszy mnie, że na jakimś etapie kształ­ce­nia człowiek poznaje zręby teorii ewolucji i kon­cep­cję doboru natu­ral­nego (choć wolałbym aby nastę­po­wało to na biologii). Jednak wtrą­ce­nie frag­men­tów O powsta­wa­niu gatunków do mate­riału edu­ka­cyj­nego poświę­co­nego tota­li­ta­ry­zmom, bez żadnego słowa wyja­śnie­nia i z takimi pyta­niami – tworzy łatwe do prze­wi­dze­nia sko­ja­rze­nie. Uczeń nie tylko uzna osobę Darwina za “inspi­ra­tora” tota­li­ta­ry­zmów, ale również powiąże z nimi dobór natu­ralny.

  • Jakie nie­bez­pie­czeń­stwa widzisz w nie­do­strze­ga­niu różnic między ludźmi a zwie­rzę­tami?
  • Dlaczego efekty prze­my­śleń Darwina wciąż są nazywane teorią, a nie prawem Darwina?
  • Wykaż, że kon­cep­cje Darwina stały w jawnej sprzecz­no­ści z etyką chrze­ści­jań­ską i pod­ko­py­wały fun­da­menty, na których opierała się cywi­li­za­cja euro­pej­ska.

(Zaraz ktoś powie, że przecież bez teorii ewolucji nie powstałby dar­wi­nizm spo­łeczny, czy nawet eugenika. Jednak stosując tak pokrętne rozu­mo­wa­nie, równie dobrze możemy obwiniać fizykę jądrową o śmierć dwustu tysięcy miesz­kań­ców Hiro­szimy. Szanujmy logikę i nie wińmy uży­tecz­nych narzędzi za to jak zostały wyko­rzy­stane).

W swojej odpo­wie­dzi IPN pominął jednak wątek O powsta­wa­niu gatunków (szkoda, bo był dla mnie ważny), sku­pia­jąc się jedynie na obronie drugiego frag­mentu pocho­dzą­cego z książki O pocho­dze­niu czło­wieka. Koniec końców dobrze się stało, ponieważ dzięki temu zwró­ci­łem uwagę na sporą mani­pu­la­cję, która wcze­śniej mi umknęła. Mia­no­wi­cie, w publi­ka­cji autorzy zamie­ścili taki oto cytat Darwina:

“My, ludzie cywi­li­zo­wani, robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zatrzy­mać proces eli­mi­na­cji; budujemy szpitale dla psy­chicz­nie chorych, nie­peł­no­spraw­nych i prze­wle­kle chorych; usta­na­wiamy prawa ubogich; a nasi lekarze robią, co mogą, żeby ratować życie każdemu do ostat­niej chwili. (…) W ten sposób słabi człon­ko­wie cywi­li­zo­wa­nych spo­łe­czeństw prze­ka­zują swoją słabość. Nikt, kto bywał w hodowli udo­mo­wio­nych zwierząt nie wątpi, że to musi być wysoko szko­dliwe dla rasy ludzi”.

~ Inspi­ra­tor tota­li­ta­ry­zmu Darwin

Ni mniej, ni więcej. A teraz jak to wygląda w szerszym kon­tek­ście. Pogru­bi­łem to, co pominęli histo­rycy IPN, a wydaje się dość istotne. Prze­czy­taj­cie poniższe słowa, mając z tyłu głowy pytania na jakie mają odpo­wia­dać ucznio­wie.

“Nie szko­dzi­łoby jednak uzu­peł­nić tę pracę dodaniem uwag o wpływie doboru natu­ral­nego na narody cywi­li­zo­wane, zwłasz­cza że sprawę tę dość zręcznie opra­co­wał Greg, a przedtem jeszcze Wallace i Galton. Toteż korzy­stać będę z ich pracy.
My, ludzie cywi­li­zo­wani, robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zatrzy­mać proces eli­mi­na­cji; budujemy szpitale dla psy­chicz­nie chorych, nie­peł­no­spraw­nych i prze­wle­kle chorych; usta­na­wiamy prawa ubogich; a nasi lekarze robią, co mogą, żeby ratować życie każdemu do ostat­niej chwili. (…) W ten sposób słabi człon­ko­wie cywi­li­zo­wa­nych spo­łe­czeństw prze­ka­zują swoją słabość. Nikt, kto bywał w hodowli udo­mo­wio­nych zwierząt nie wątpi, że to musi być wysoko szko­dliwe dla rasy ludzi.
Nie brak wiedzy, ani płonna nadzieja w chwilowe zawie­sze­nie praw dzie­dzicz­no­ści wiedzie nas do popeł­nia­nia pozornej, rażącej nie­kon­se­kwen­cji. Pozornej, gdyż człowiek i zwierzę, bo są to rów­no­ważne wyrazy w dzie­dzi­nie biologii pozwa­la­jące na wzajemną sub­sty­tu­cję, różnią się jednak tak zupełnie, tak sta­now­czo, że nawet nie znoszą porów­na­nia, gdy mowa o sprawach spo­łecz­nych.
Pomoc, jaką niesiemy słabym i ułomnym, prze­waż­nie jest wynikiem sympatii, która powstała kiedyś z innymi spo­łecz­nymi instynk­tami, a która z czasem wyde­li­kat­niała i nabrała takiej mocy i potęgi, jaką wykry­wamy tylko u ludzi wysoce wykształ­co­nych. Toteż gdybyśmy nawet chcieli, pod wpływem fatal­nych oko­licz­no­ści i znie­wo­leni potrzebą, przy­tłu­mić w sobie poczucie sympatii, nie doko­na­li­by­śmy tego bez nara­że­nia na szwank naj­szla­chet­niej­szych pier­wiast­ków naszej natury. Chirurg może się zahar­to­wać do doko­ny­wa­nia operacji, gdyż wie, że przynosi korzyść swym pacjen­tom, lecz gdybyśmy umyślnie zanie­dby­wali słabych i ułomnych, to chociaż zyska­li­by­śmy na ulep­sze­niu rasy, stra­ci­li­by­śmy jednak stokroć więcej na przy­tę­pie­niu moral­no­ści”.

~ Inspi­ra­tor tota­li­ta­ry­zmu (?) Darwin

Wiecie co jest naj­bar­dziej bez­czelne i absur­dalne? W odpo­wie­dzi IPN podaje nieco dłuższy fragment niż ten przed­sta­wiony uczniom “żeby nie być posą­dzo­nym o wyryw­kowe cyto­wa­nie” i… nadal pomija kluczowe frag­menty. Mało tego, ponawia swoje pytanie:

Czy kon­cep­cja eli­mi­no­wa­nia ze spo­łecz­no­ści ludzkich osób słabych i chorych nie jest sprzeczna w etyką chrze­ści­jań­ską? Czy takie pytanie w tym kon­tek­ście nie jest zasadne? Odpo­wiedź pozo­sta­wiamy uważnemu czy­tel­ni­kowi.

Jak uważny nie byłby czy­tel­nik, nie będzie mógł udzielić rze­tel­nej odpo­wie­dzi, ani sen­sow­nie ocenić filo­zo­fii Darwina, na pod­sta­wie zma­ni­pu­lo­wa­nego, wyka­stro­wa­nego z naj­waż­niej­szych ele­men­tów źródła. Bry­tyj­czyk na pewno nie był aniołem, ale z całego cytatu wyłania się zupełnie inna postać i inne prze­my­śle­nia, niż z kadłubka oddanego lice­ali­stom.

A jak autorzy bronią pytania: “Dlaczego efekty prze­my­śleń Darwina wciąż są nazywane teorią, a nie prawem Darwina”?

To, że określa się ją teorią, nie depre­cjo­nuje wagi tego odkrycia. I my to dosko­nale rozu­miemy. Bloger zdaje się nie rozumieć, że samo pytanie zostało zadane po to, by pobudzać do samo­dziel­nego myślenia, nie zaś po to, by prze­ka­zy­wać a priori prawa naukowe. Zgodzimy się chyba z tym, że nie ma złych pytań, są tylko złe odpo­wie­dzi. Myli zatem autor bloga wykład z biologii z edukacją huma­ni­styczną, gdzie do pewnych wniosków, często z pomocą nauczy­ciela, ucznio­wie dochodzą sami.

Może coś pomi­ną­łem, ale czy nie roz­ma­wiamy na temat publi­ka­cji doty­czą­cej korzeni tota­li­ta­ry­zmu? “Pobu­dza­nie myślenia” to nie­zwy­kle zacna idea, ale zazwy­czaj pole­ce­nia do źródeł histo­rycz­nych odnoszą się do tematu zajęć. Jak ma się status meto­do­lo­giczny ewolucji do tota­li­ta­ry­zmów XX wieku? Żeby nie było wąt­pli­wo­ści, pytanie to zadałem również na face­bo­oko­wym profilu placówki, jednak nie uzy­ska­łem na nie odpo­wie­dzi.

Inna rzecz, skąd uczeń ma wziąć wiedzę pozwa­la­jącą na sensowne roz­wa­ża­nia nad takim zagad­nie­niem? Jeśli nic się nie zmieniło, w pro­gra­mie szkolnym nie ma nic o metodzie naukowej, a Poppera, Kuhna i spółkę poznaje się dopiero na studiach (a i to nie zawsze). W dodatku, uczeń nie odpo­wiada po prostu dlaczego mamy do czy­nie­nia z teorią, ale dlaczego ewolucja wciąż nią jest – jakby teoria nie sta­no­wiła naj­lep­szego dostęp­nego wyja­śnie­nia danego problemu.

Dlatego, wybacz­cie, ale takie tłu­ma­cze­nia wyglą­dają na zwykłą impro­wi­za­cję, a forma pole­ce­nia nadal trąci próbą deza­wu­owa­nia teorii ewolucji.

Zgodzimy się chyba z tym, że nie ma złych pytań, są tylko złe odpo­wie­dzi.

No nie wiem. Pytania z tezą jednak kwa­li­fi­ko­wał­bym jako te “złe”.

I tu jed­na­ko­woż autor bloga zdaje się nie być kon­se­kwentny. Pisze bowiem o tym, że w zgodzie z pra­wi­dłami nauki „teoria naukowa” pozo­staje teorią, jeśli nie jest możliwa „do jed­no­znacz­nej wery­fi­ka­cji”, gdzie indziej w tekście prze­ko­nuje zaś, że teorię bio­lo­giczną należy oceniać wyłącz­nie „przez pryzmat dowodów nauko­wych”.

Gwoli ści­sło­ści, napi­sa­łem: “w zgodzie z meto­do­lo­gią nauki, o prawach mówimy tylko w przy­padku zdań jed­nost­ko­wych, moż­li­wych do jed­no­znacz­nej wery­fi­ka­cji”. Gdyby odpo­wia­da­jący znów nie pomijał clou, nie mar­twiłby się moją kon­se­kwen­cją. Prawo z reguły odnosi się do zdań jed­nost­ko­wych i stanowi opis prze­biegu kon­kret­nego zjawiska, podczas gdy teoria naukowa (która może prawa obej­mo­wać) to głębsze wyja­śnie­nie tego zjawiska, wyma­ga­jące uogól­nie­nia i kon­fir­ma­cji. Temat jest znacznie szerszy, ale jeśli ktoś chciałby coś skubnąć, zapra­szam do dawnego artykułu.

W każdym razie, jakbyśmy tego nie ugryźli, nadal trudno odnaleźć sens w posta­wie­niu takiego problemu przed uczniami na lekcji o tota­li­ta­ry­zmach.

Pomi­ja­jąc agre­sywną retorykę „Głupoty…”, zawarte zostały w niej infor­ma­cje nie­praw­dziwe, a pomy­sło­daw­com publi­ka­cji przy­pi­sano intencje, którymi się nie kie­ro­wali. (…) Autor stosuje przy tym nie­uczciwe chwyty ery­styczne pod postacią pytań z tezą. (…) Tego typu techniki języ­ko­wej mani­pu­la­cji dowodzą jedynie złej woli piszą­cego.

Na zakoń­cze­nie, raz jeszcze pragnę podzię­ko­wać przed­sta­wi­cie­lom Insty­tutu Pamięci Naro­do­wej. Nie­co­dzien­nie szary obywatel ma szansę na uzy­ska­nie grun­tow­nej oceny swojej osoby i pracy, upu­blicz­nio­nej na ofi­cjal­nej stronie ważnego pań­stwo­wego urzędu.

Tekst blogera jest dobrym przy­kła­dem tego, co dzieje się, kiedy mery­to­ryczne i racjo­nalne myślenie ustępuje dogma­tycz­nemu zacie­trze­wie­niu i zamyka oczy na trzeźwy ogląd zawar­to­ści wydaw­nic­twa.

Polemika z państwem, to czysta przy­jem­ność. Zawsze można liczyć na solidną dawkę auto­iro­nii.

PS Podziękowania dla kwantowicza Arka Dobosza, który również zwrócił uwagę na istotne nieścisłości i błędy w publikacji IPN.
  • https://naksiazkowymszlaku.blogspot.com Izostar

    Eh, prawdę mówiąc, liczyłem, że może IPN wycofa się z nie­któ­rych z tych pytań do ucznia, stąd nie pisałem pod poprzed­nią notką. No, ale poszli w jeszcze większe bagno nie­do­rzecz­no­ści.

    Nawiasem mówiąc, panie Adamie, to miałbym uwagę. Czemu taka Pana oburza wymie­nie­nie Woltera, czy Rousseau jako jednego z inspi­ra­to­rów tota­li­ta­ry­zmu? Przecież właśnie postu­laty Rousseau o kulcie Istoty Naj­wyż­szej, próbował wpro­wa­dzić w życie Terror Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej. Jako historyk chyba Pan wie, jak wielkie straty poniosła wówczas Francja: potworny wan­da­lizm, znisz­cze­nie olbrzy­miego dorobku kultury, dewa­sta­cja przyrody (masowe cięcie lasów, wcze­śniej części majątków), czy ludo­bój­stwo — bo jak inaczej nazwać masakrę Wandei?

    W przy­padku Darwina, rozumiem skąd niechęć, bo dość dobrze ją Pan uar­gu­men­to­wał. Ale tutaj nie za bardzo.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Powtórzę się. Niech będzie Wolter, Rousseau i nawet Darwin. Ale ucznio­wie mają pracować na źródłach, które rze­czy­wi­ście można trak­to­wać jako inspi­ra­cję tota­li­ta­ry­zmu. Cytaty wybrane przez IPN nie doty­czyły terroru, ale stosunku tychże filo­zo­fów do religii.

      • mirek57

        Chcę tylko zwrócić uwagę, że na 131 pytań tylko dwa dotyczą religii, a dziewięć — ogólnie pojętej “etyki jude­ochrze­ści­jań­skiej”. Zresztą, w przy­padku Woltera trudno zadać pytanie omi­ja­jące temat religii.

  • mirek57

    A ja znam ten cytat z Darwina w nieco innej postaci:
    “Nie można przy­tę­piać życz­li­wo­ści, nawet gdy są ku temu bardzo poważne
    powody, bez uszczerbku na naj­szla­chet­niej­szej części naszego cha­rak­teru.
    Chirurg może być nieczuły gdy prze­pro­wa­dza operację — bo wie że
    prze­pro­wa­dza pożądaną dla pacjenta operację. Jednakże jeżeli mie­li­by­śmy
    inten­cjo­nal­nie zanie­dby­wać słabych i znaj­du­ją­cych się w potrze­bie, co
    jest oczy­wi­stym złem — mogłoby się tak dziać tylko wtedy, gdyby korzyści
    z tego odnosiła grupa. Dlatego też musimy znosić bez narze­ka­nia
    oczy­wi­ście nega­tywne efekty prze­trwa­nia słabych i roz­mna­ża­nia się ich.
    Jednakże jest nadal w dzia­ła­niu jeden ogra­nicz­nik eks­pan­sji słab­szych -
    mia­no­wi­cie fakt, iż nie wychodzą oni za mąż tak łatwo jak zdrowi
    człon­ko­wie spo­łe­czeń­stwa. Ten­den­cję ową nale­ża­łoby wzmac­niać, acz­kol­wiek
    wcale nie ma pewności, iż tak się stanie” — To już ma trochę inny wydźwięk. Nie­praw­daż?

    • Bogu­chwała

      Jak dla mnie to niewiele zmienia w tej materii

      • mirek57

        Ot, choćby: “… jeżeli mie­li­by­śmy inten­cjo­nal­nie zanie­dby­wać słabych i znaj­du­ją­cych się w potrze­bie, co jest oczy­wi­stym złem — mogłoby się tak dziać tylko wtedy, gdyby korzyści z tego odnosiła grupa”, czy: “Ten­den­cję ową nale­ża­łoby wzmac­niać, acz­kol­wiek wcale nie ma pewności, iż tak się stanie”

      • Michał Skichał

        Przecież Darwin pisze wyraźnie, że inten­cjo­nalne zanie­dby­wa­nie słabych i potrze­bu­ją­cych jest złem. A więc, że jest to coś godnego potę­pie­nia, nie­wła­ści­wego. Mani­pu­lo­wa­nie frag­men­tem wypo­wie­dzi, zwłasz­cza w kon­tek­ście już przy­to­czo­nych innych cytatów uka­zu­ją­cych Darwina jako kogoś, kto potępiał takie myślenie o słabych i ułomnych, jest zde­cy­do­wa­nie kiepską formą ser­wo­wa­nia zimnego już kotleta.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “To już ma trochę inny wydźwięk. Nie­praw­daż?”

      Nie­spe­cjal­nie. To bardzo dalekie od myśli tota­li­tar­nej i prawdę mówiąc, jak na XIX-wieczne stan­dardy, Darwin jest wyjąt­kowo deli­katny. Bez cienia przesady, bowiem wystar­czy wziąć pod lupę choćby nie­któ­rych ame­ry­kań­skich mężów stanu z tego okresu, aby zauważyć na czym ówcze­śnie polegał “huma­ni­ta­ryzm”. Poza tym, przy­po­mi­nam, że jedno z pytań IPN suge­ro­wało jakoby Darwin zrów­ny­wał w zna­cze­niu ludzi i zwie­rzęta: w świetle frag­men­tów, które wycięto, brzmi ono kurio­zal­nie.

      Co zaś do Twojego cytatu (z mojej wersji, gwoli ści­sło­ści, wziąłem go z wydania tłu­ma­czo­nego przez M. Ilec­kiego, Warszawa 2011):

      Wypada więc bez szem­ra­nia znosić szko­dliwe następ­stwa wyni­ka­jące z pro­te­go­wa­nia istot słabych i wadliwie zbu­do­wa­nych, a pocie­szać się myślą, że już z samej natury osoby takie znacznie rzadziej wstępują w związki mał­żeń­skie niż zdrowe i silne. Byłoby jednak naj­le­piej, choć w rychłe zre­ali­zo­wa­nie tego pium desi­de­rium należy wątpić, gdyby osoby wątłe i cho­ro­wite same powstrzy­my­wały się od zawie­ra­nia związków mał­żeń­skich.

      Po pierwsze, nadal nie unie­waż­nia to pozo­sta­łych frag­men­tów. Po drugie, autor pod­kre­śla, że nie należy w żaden sposób inge­ro­wać — to sprzeczne z myślą tota­li­tarną. Po trzecie… czy Darwin napisał coś, co byłoby nam naprawdę obce współ­cze­śnie? Nie zawsze arty­ku­łuje się to wprost, ale państwo i spo­łe­czeń­stwo nie oczekują od osób poważnie upo­śle­dzo­nych (np. z zespołem Downa) wyda­wa­nia potom­stwa, choćby dlatego, że nawet nimi samymi należy się opie­ko­wać. Jeżeli same roz­wa­ża­nia na ten temat Cię oburzają, to mnie również zaraz zaczniesz postrze­gać jako tota­li­ta­ry­stę.

    • IJ JCI

      Książka “O pocho­dze­niu czło­wieka” ma w ory­gi­nale dwa wydania, Kwantowo posłu­guje się tłu­ma­cze­niem wydania I. Nie wiem też ile było polskich tłu­ma­czeń ale to tylko pokazuje jak bez­sen­sowne jest wyra­bia­nie sobie opinii nt. twór­czo­ści jakiegoś czło­wieka bez pełnej zna­jo­mo­ści jego dzieła. Galton stworzył podstawy eugeniki na pod­sta­wie ówcze­snego stanu wiedzy nt. zasad dzie­dzi­cze­nia i natu­ral­nie uwzględ­nił w swoich hipo­te­zach odkrycia Darwina, ale inter­pre­to­wał je po swojemu. Sam Darwin uważał eugenikę z prak­tycz­nego punktu widzenia za wizję utopijną, poza tym dar­wi­now­ska teoria ewolucji służy jedynie do opisu zjawiska jakim jest powsta­wa­nie nowych gatunków i prze­wi­duje, że a) żaden gatunek nie jest “lepszy” od innych (wszyst­kie, którym udało się wyewo­lu­ować do tej pory są dosto­so­wane wystar­cza­jąco dobrze by tego dokonać) b) ewolucja jest ślepa tzn. nie dąży świa­do­mie do żadnego kon­kret­nego celu. Ten drugi postulat może brzmieć dziwnie ale dzisiaj tłu­ma­czymy go na gruncie genetyki: mutacje są losowe, jedne zwięk­szają dosto­so­wa­nie orga­ni­zmu do śro­do­wi­ska inne zmniej­szają. Sta­ty­stycz­nie przeżywa więcej osob­ni­ków z korzyst­nymi muta­cjami więc mutacje zwięk­sza­jące dosto­so­wa­nie utrwa­lają się w popu­la­cji.

  • mirek57

    Zapo­mnia­łem, cytat pochodzi z publi­ka­cji “The Descent of Man, and Selec­tion in Relation to Sex” 1871

  • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

    Może i polecę po poli­tycz­nej bandzie, ale… w sumie to nie ma się co dziwić sta­no­wi­sku IPN‑u, skoro w zasadzie jest słu­żal­czą insty­tu­cją względem rzą­dzą­cego obozu i musi bronić polityki swoich panów, a że owa polityka zmierza ku tota­li­tar­nym prak­ty­kom, na dodatek nace­cho­wa­nym reli­gij­nymi ideami, to musi wska­zy­wać innych jako winnych, tworząc ten­den­cyjne treści.

  • Lukasz (SE Mazowsze)

    Ta odpo­wiedź IPNu to niezły rak.

  • https://uw.academia.edu/JakubZawi%C5%82aNied%C5%BAwiecki Jakub Zawiła-Niedź­wiecki

    Obsta­wiam, że na 99% w ory­gi­nale jest słowo “sympathy”. Nie ma dokład­nie ade­kwat­nego odpo­wied­nika, zależnie od autora życz­li­wość, współ­czu­cie, empatia mogą być odpo­wied­nie. Ale na pewno nie sympatia. Trochę przykro. To jakieś kano­niczne tłu­ma­cze­nie Darwina?

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Zgadza się, również sądzę, że Dar­wi­nowi bardziej chodziło o empatię — ale mam do dys­po­zy­cji tylko jeden pol­sko­ję­zyczny .pdf i nie chciałem popra­wiać tłumacza.

    • Michał Skichał

      Pomoc, jaką niesiemy słabym i ułomnym, prze­waż­nie jest wynikiem sympatii…” W ory­gi­nale jest tak:

      (…) The aid which we feel impelled to give to the helpless is mainly an inci­den­tal result of the instinct of sympathy, which was ori­gi­nally acquired as part of the social instincts, but sub­se­qu­en­tly rendered, in the manner pre­vio­usly indi­ca­ted, more tender and more widely diffused. Nor could we check our sympathy, if so urged by hard reason, without dete­rio­ra­tion in the­no­blest part of our nature. (…)

      Pamię­tajmy, że w czasach, w których Darwin żył i pisał, istniał nieco inny język, aniżeli istnieje dziś. Używano innych słów, inaczej opi­sy­wano pewne zagad­nie­nia. Nie można takich staroci, jakim nie­wąt­pli­wie jest ory­gi­nalny tekst Darwina, rozumieć w sposób abso­lut­nie dosłowny. Pozwolę sobie to zilu­stro­wać innym frag­men­tem z Darwina.

      Nastę­pu­jące zdanie: “My, ludzie cywi­li­zo­wani, robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zatrzy­mać proces eli­mi­na­cji; budujemy szpitale dla psy­chicz­nie chorych, nie­peł­no­spraw­nych i prze­wle­kle chorych (…)” Darwin napisał w taki o to sposób: “We civi­li­sed men, on the other hand, do our utmost to check the process of eli­mi­na­tion; we build asylums for the imbecile, the maimed, and the sick (…)”.

      W tamtych czasach nie było “chorych psy­chicz­nie” ani “nie­peł­no­spraw­nych”. Byli za to “imbecyle” i “oka­le­czeni”. Jeszcze długo, długo po Darwinie słowa “debil”, “imbecyl”, oraz “idiota” były for­mal­nymi poję­ciami medycz­nymi opi­su­ją­cymi stopnie upo­śle­dze­nia umy­sło­wego, kolejno lekkiego, umiar­ko­wa­nego i cięż­kiego. Dziś podnosi się lamenty, że już pojęcie “upo­śle­dze­nie umysłowe” jest zbyt pejo­ra­tywne i należy używać czegoś bardziej neu­tral­nego.

      To, że dziś słowo “empatia” jest tak powszechne (a spo­łe­czeń­stwo stara się jak może aby to, co tym słowem opi­su­jemy, było domi­nu­jące w rela­cjach mię­dzy­ludz­kich), jest zasługą — w moim nie­pew­nym przy­pusz­cze­niu — rozwoju psy­cho­lo­gii i psy­cho­te­ra­pii w drugiej połowie XX. wieku oraz popu­la­ry­za­cji treści pro­pa­go­wa­nych przez te dzie­dziny nauki, czemu bardzo sprzy­jało wyna­le­zie­nie edukacji masowej (umie­jęt­ność czytania i pisania) i kultury medial­nej (książki, prasa, tele­wi­zja). Podej­rze­wam, że w czasach Darwina nikt nie używał słowa “empatia” (z całym tym war­to­ścio­wa­niem moralnym, które się w tym słowie skrywa) tak, jak to dziś robimy. Nie oznacza to, że ludzie wówczas nie byli empa­tyczni, oznacza to zaś, że inaczej to wyrażali i opi­sy­wali. Tyle tylko, że niekiedy trudno jest oddać pewne kwestie w tłu­ma­cze­niu, bo trudno jest zbudować tłu­ma­czowi zupełnie inne zdanie, oparte na innych słowach i innym sposobie myślenia. Czy użycie w polskim prze­kła­dzie “empatii” nie byłoby przy­pad­kiem zbyt rady­kalne dla tłumacza?

      Panie Adamie i panie Jakubie, wszyst­kie dzieła Darwina w języku angiel­skim on-line i za free: http://darwin-online.org.uk/

  • Jakub Badełek

    Ale jazda… Niezły skandal który powinno się zgłosić mini­ster­stwu edukacji… A zresztą, co by to dało…

    • IJ JCI

      MEN właśnie wysmażył filmik “edu­ka­cyjny” w którym twierdzi że kata­strofa kli­ma­tyczna jest super bo nie trzeba będzie w zimie palić w piecu także jedni drugich są warci :/

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Cytat oddany uczniowi w całej oka­za­ło­ści brzmi:

    Religia oby­wa­tela, prze­pi­sana w jednym kraju, daje mu osobnych bogów, osobnych patronów opie­kuń­czych; ma własne dogmaty, własne cere­mo­nie, własny kult zewnętrzny prze­pi­sany prawem; poza jednym narodem, który ją wyznaje, wszystko jest dla niej nie­wierne, obce, bar­ba­rzyń­skie; rozciąga ona obo­wiązki i prawa czło­wieka tylko tak daleko, jak sięgają jej ołtarze.

    Jakbym się nie starał, nie przy­to­czył­bym go na lekcji, jako pre­lu­dium do tota­li­ta­ry­zmu. Mogę mówić o zbrod­niach Jako­bi­nów, ale w tej kon­kret­nej myśli nie ma nic tota­li­tar­nego.

    • https://naksiazkowymszlaku.blogspot.com Izostar

      Zasta­no­wi­łem się nad tym cytatem. I chyba fak­tycz­nie ma Pan rację. Dla jasności: uważam, że należy mówić o szkodach i zbrod­niach Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej, a inspi­ra­cje na pewno były czerpane od Rousseau (oczy­wi­ście nie tylko). Ale cytat chyba fak­tycz­nie kiepsko dobrany.

  • Alek­san­dra Kolanek

    “Autor stosuje przy tym nie­uczciwe chwyty ery­styczne pod postacią pytań z tezą.”

    To zdanie to jest taka piękna perełka pod koniec, że wybuch­nę­łam szczerym śmiechem 😀

  • Orion Cen­tau­rii

    Niestety ale znowu wyko­rzy­sta­nie jakiejś idei przez zbrod­ni­czy reżim pro­wa­dzące do nie­szczę­ścia, nie oznacza że sama idea lub jej autor są zbrod­ni­czy. Kore­la­cja to nie przy­czy­no­wość…

    • https://naksiazkowymszlaku.blogspot.com Izostar

      Oczy­wi­ście. Ale skoro mówimy o “korze­niach tota­li­ta­ry­zmu”, to rozumiem, że chodzi też o to, by się przyj­rzeć takim ideom, nieraz rze­czy­wi­ście wyko­rzy­sta­nym wbrew inten­cjom twórców. Dobrym przy­kła­dem jest filo­zo­fia Nie­tsche­’ego — on postu­lo­wał stanie się nad­czło­wie­kiem przez każdego, nie­za­leż­nie od pocho­dze­nia, nie rodziło się takowym (oczy­wi­ście mocno uprasz­cza­jąc). Nato­miast naziści zaadap­to­wali ideę nad­czło­wieka, apli­ku­jąc ją do “rasy aryj­skiej”. Tutaj jest w zasadzie pewne, że Nietsche nie byłby tym zachwy­cony, ale tym niemniej — czy mamy nie mówić, że naziści z jego pism czerpali inspi­ra­cje? Moim zdaniem, jednak powin­ni­śmy.

      • Orion Cen­tau­rii

        Tak, jak naj­bar­dziej, ale sposób w jaki zostało to ujęte w tekście IPN mógłby być bardzo źle zapa­mię­tany — twoja pra­wi­dłowa logika została tam bardzo niejasno zawarta, nie wiedzieć czemu — utrud­niona w odbiorze. Wiem, gdyż jako rówie­śnik widzę, że tego typu tekst może pro­wa­dzić później do zapa­mię­ta­nia tezy odwrot­nej bądź inaczej pomie­sza­nej.

  • Jakub Kamiński

    W jednym mają “rację” — systemy tota­li­tarne rze­czy­wi­ście zwal­czają religię, więc jest ona im w pewnym sensie prze­ciw­stawna (a przy­naj­mniej im szkodzi). Ale forma przed­sta­wie­nia tego jest zde­cy­do­wa­nie głupia i bez­sen­sowna (i mówię to jako osoba wierząca)

    • Drangir

      System tota­li­tarny nie wyklucza reli­gij­no­ści. Czy państwa w których sto­so­wa­łoby się szcze­gó­łowo i bez­po­śred­nio prawo Szariatu nie byłyby uznane za tota­li­ta­ryzm?

    • Michał Skichał

      Bzdura. Systemy tota­li­tarne nie zwal­czają religii jako takiej — one ją usta­na­wiają. Czy jest to religia dobrze znana i ist­nie­jąca od lat (jak w przy­padku Iranu albo Państwa Islam­skiego, albo dawnego Watykanu), czy jest to coś zupełnie nowa­tor­skiego, jak “kult wodza” (jak w przy­padku sta­ro­żyt­nego Egiptu, ZSSR czy Korei Pół­noc­nej), nie ma więk­szego zna­cze­nia. Dziś nato­miast usiłuje się lansować inną tezę, jakoby systemy tota­li­tarne miałyby zwalczać chrze­ści­jań­stwo, stąd każdy, kto usiłuje “walczyć” z chrze­ści­jań­stwem, “musi” mieć coś wspól­nego z tota­li­ta­ry­zmem. A to jest wierutna bzdura do kwadratu.

  • Skate

    Każdy tota­li­ta­ryzm jest zły, naukowy również.

    • Michał Skichał

      Pojęcie “naukowy tota­li­ta­ryzm” jest przy­kła­dem huma­ni­stycz­nego bełkotu. Jak można utoż­sa­miać terror, masowe mor­der­stwa i cier­pie­nie milionów (np. pod rządami Stalina, czy Kim Ir Sena) ze sta­now­czo­ścią poglądów jakiegoś zwykłego czło­wieka, który nikomu krzywdy nie robi, a nie­rzadko z kraju tota­li­tar­nego musi ratować się ucieczką lub angażuje się w dzia­ła­nia sprze­ci­wia­jące się tota­li­tar­nym krajom? To tania sztuczka socjo­tech­niczna, aby przy­pi­sać osobom, które zabie­rają głos w dyskusji a przeciw których słowom brak jest argu­men­tów, to tania sztuczka aby spró­bo­wać ukazać ich w jakimś takim podłym, chorym świetle. Nikt nie lubi sztyw­nych, pie­nią­cych się krzy­ka­czy, niemniej jednak w żadnym razie sama ta postawa nie oznacza tego, że krzykacz nie ma racji.

      • Kuba

        Domyślam się, że Skate iro­nicz­nie nawią­zy­wał do autora bloga, który jeszcze do niedawna w dziale “o mnie” pod­pi­sy­wał się jako “naukowy tota­li­ta­ry­sta”.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie w dziale “o mnie”, ale rze­czy­wi­ście nadałem sobie żar­to­bli­wie taki tytuł po scysji z eks­tre­mal­nymi liber­ta­ria­nami na temat edukacji: https://www.kwantowo.pl/2014/05/05/jestem-naukowym-totalitarysta/ I w tym świetle nadal się za takiego uważam.

      • Michał Skichał

        Pamiętam, że pan Adam tytułuje się takim okre­śle­niem, co nie oznacza, że to okre­śle­nie mi się podoba (acz­kol­wiek rozumiem tę dwu­znacz­ność, z jednej strony iro­niczny dowcip, z drugiej zaś swoista dekla­ra­cja pro-nauko­wego sta­no­wi­ska świa­to­po­glą­do­wego). Ale przyznam się, że nie wpadłem na to, że można też rozumieć ową wypo­wiedź kolegi (albo kole­żanki) Skate, jako bez­po­śred­nio odno­szą­cej się nie do jakiegoś sztyw­nego sta­no­wi­ska, które się zajmuje w kwe­stiach nauki, lecz bez­po­śred­nio, per­so­nal­nie do pana Adama. Innymi słowy, być może stwier­dze­nie o tym, że tota­li­ta­ryzm naukowy jest zły, nale­ża­łoby odczy­ty­wać, jako “pan Adam jest zły”. Ale pewnie się mylę. Na pewno. Co bym nie napisał, zaraz ktoś odpisuje, że błądzę, tak więc ja bym nie przy­kła­dał więk­szego zna­cze­nia do tego, co piszę 😉

  • FC


    Wolter i Rousseau, ale również Darwin, Spencer, de Gobineau, Galton,
    Marks i Nietsche, sank­cjo­no­wali przemoc jako zasadę relacji spo­łecz­nych.” Z chęcią zobaczył bym ‘wybrane frag­menty’, w których sank­cjo­nują przemoc. Ciekawe czy jest w ich dziełach coś w stylu sta­ro­te­sta­men­to­wych praw bożych, wypraw krzy­żo­wych lub palenia cza­row­nic.

  • Szymon Żywica

    Przy podob­nych zde­rze­niach nauki i różnych insty­tu­cji (np. pań­stwo­wych) nachodzi mnie zwykle reflek­sja doty­cząca źródeł takich sytuacji. Można zado­wo­lić się ogól­ni­kami, np. “brak har­mo­nij­nej edukacji, czyli podstaw przy­ro­do­zna­stwa u przed­sta­wi­cieli rze­czo­nych insty­tu­cji”, ale to nie jest diagnoza prak­tyczna dla próby roz­wią­zy­wa­nia widocz­nego problemu. I choć możemy się z takich kwiatków śmiać (o my, uprzy­wi­le­jo­wani słudzy metody naukowej), to nie kon­try­bu­uje to do polep­sze­nia sytuacji (obie strony czują się lepiej po publicz­nym sparingu, a wspól­nego sta­no­wi­ska, kon­sen­susu brak). Oczy­wi­ście, odpo­wie­dzial­ność za głupotę ponosi głupotę głoszący, ale czy naukowcy także nie ponoszą odpo­wie­dzial­no­ści nie tylko za stan samej nauki, ale za komu­ni­ka­cję jej osią­gnięć i budo­wa­nie świa­do­mo­ści spo­łecz­nej roli nauki? Panie Adamie, tutaj chcę zazna­czyć, że ta ostatnia reflek­sja akurat nie jest skie­ro­wana per­so­nal­nie do Pana, ponieważ jest Pan wiodącym popu­la­ry­za­to­rem nauki w kraju. To tylko pytanie o to, co ludzie nauki mogą poprawić w swojej pracy, żeby wpro­wa­dzać pozy­tywne zmiany, zamiast zwykle okrutnie nega­tyw­nej (choć zwykle celnej) diagnozy, która zwykle jest łatwiej­sza, niż pro­jek­to­wa­nie i wdra­ża­nie terapii. Sam Pan wie, że, choć sytuacja z roku na rok się poprawia, to popu­la­ry­za­cja nauki (w tym science com­mu­ni­ca­tion), fun­da­ment piśmien­ni­czo­ści naukowej (science literacy), jest na mar­gi­ne­sie działań placówek nauko­wych i nie jest trak­to­wana jako jedno z głównych zadań placówek publicz­nych. Często można się nawet spotkać z postawą naukow­ców, którą można nazwać eli­ta­ry­stycz­nym izo­la­cio­ni­zmem — aktywnym (np. umniej­sza­nie i prawne degra­do­wa­nie roli osób zaj­mu­ją­cych się głównie dydak­tyką na uczel­niach wyższych w porów­na­niu z tymi często publi­ku­ją­cymi) czy pasywnym (np. ogromna więk­szość naukow­ców nie publi­kuje swoich odkryć, cho­ciażby tych naj­waż­niej­szych wyników swojej pracy, w formie przy­stęp­nej dla zwykłego odbiorcy). Znam oso­bi­ście w naszym kraju tylko jedną ekipę aktyw­nych naukow­ców (wielki ukłon dla zespołu Nauki o klimacie), zaan­ga­żo­wa­nych w komu­ni­ka­cję i tłu­ma­cze­nie kli­ma­to­lo­gii i kata­strofy kli­ma­tycz­nej ogółowi, chociaż tematyka jest wagi egzy­sten­cjal­nej i dotyka nas wszyst­kich. Wyraźnie nie jest to dzia­łal­ność dobrze widziana na uni­wer­sy­te­tach czy pla­ców­kach nauko­wych. Dlatego popu­la­ry­za­cja przy­po­mina trochę bardziej par­ty­zantkę roman­tycz­nych nauko­wych patrio­tów, niż sys­te­ma­tyczne dzia­ła­nie, wpisane w etos każdego naukowca.

  • Jan­Błot­nik

    Buta, aro­gan­cja i reli­gijne zacza­dze­nie cha­rak­te­ry­styczne dla obozu dobrej zmiany, w sumie tego się spo­dzie­wa­łem.

    • Michał Skichał

      Naj­lep­sze jest to, że oni wplątują w to reli­gij­ność, choć ona z tym nie ma nic wspól­nego. Przez ostatnie lata obser­wuję, jak wielu dotych­czas poboż­nych ludzi traci wiarę — właśnie z powodu tego, że fanatycy tak pry­mi­tyw­nie i nachal­nie wciskają ją wszędzie tam, gdzie jej wciskać nie należy.

  • Michał Skichał

    Jak dla mnie, kon­fron­ta­cja frag­mentu książki Darwina przy­to­czo­nego przez IPN (pamię­ta­jąc o pyta­niach, na które na pod­sta­wie tego cytatu winien odpo­wie­dzieć uczeń), z frag­men­tem przy­to­czo­nym przez pana Adama, obej­mu­ją­cym też treść znaj­du­jącą się tuż za miejscem, w jakim IPN przestał cytować Darwina, nie wymaga już prak­tycz­nie żadnego komen­ta­rza. W moim odczuciu dys­kwa­li­fi­kuje to IPN z bycia insty­tu­cją badającą historię oraz reali­zu­jącą cele peda­go­giczne. Stawia też pod znakiem zapy­ta­nia jakość i rze­tel­ność pracy w innych obsza­rach IPN.

  • Krystyna

    Do teorii Darwina w zale­zno­sci od potrzeb mozna dosto­so­wać róźne inter­pre­ta­cje. Nie­za­prze­czal­nym faktem jest, źe przyroda wobec wszy­skich gatunków jest okrutna i działa jak systemy tota­li­tarne. /dobór natu­ralny i selekcja/ .Łaskaw­sza okazała się dla naszego gatunku. O sukcesie adap­ta­cyj­nym czło­wieka przede wszyst­kim decydują walory umysłowe a nie atrybuty cielesno-zmysłowe. Dzięki temu tylko adap­ta­cja homo sapiens rozwija się ewo­lu­cyj­nie. Niestety okru­cień­stwo nas nie omija, albowiem funk­cjo­nu­jemy w sys­te­mach spo­łecz­nych o róźnym stopniu tole­ran­cji od skraj­nego tota­li­ta­ry­zmu po opie­kuń­czą demo­kra­cję
    I w tej sferze moźemy rozwijać dyskusję, bo walorów umy­sło­wych nie dzie­dzi­czy się tak jak atrybuty cielesne.

  • https://seczytam.blogspot.com Paweł Mi

    Cóż. IPN. Panfil. I wszystko jasne.

  • ot-to Hhh

    Uuu, chłopcy z IPN‑u chcą nas cofnąć do śre­dnio­wie­cza — nie, nie, cofam, chcą nas cofnąć do epoki kamienia łupanego i nawet sobie z tego nie zdają sprawy. Naj­praw­do­po­dob­niej dlatego sobie nie zdają sprawy, ponieważ inte­lek­tu­al­nie tam tkwią.

  • Luxx

    A moze napi­szemy biednym uczniom sciage nt. tota­li­ta­ry­zmu na postawie IPN? Jak wszyscy moga byc tota­li­tarni to wszyscy. Moze nie na wszyst­kie pytania, ale chociaz na wybrane.
    np. “Jakie nie­bez­pie­czeń­stwa widzisz w nie­do­strze­ga­niu różnic między ludźmi a zwie­rzę­tami?”
    Ja tutaj widze gleboki zal czlonkow IPN w mowieniu im ze “pochodza od malpy” a nawet mowienie ze sa dalekimi krewnymi szym­pa­now, to potwarz. Bo przeciez oni sa wybran­cami do czy­nie­nia sobie Ziemii w tym zwierzat pod­da­nymi. Z drugiej strony jakis bak­te­rio­log powie: sluszna uwaga — to nie­bez­pieczne jesc razem z kotem z tej samej miski i nie­do­strze­gac roznic miedzy zwie­rze­tami i ludzmi.

  • M Se

    Niestety, czy się to komuś podoba czy nie, Polska, a może raczej pasować będzie bardziej utarte już powie­dze­nie Pomroczna, jest państwem wyzna­nio­wym. Obecnie dry­fu­ją­cym nie­bez­piecz­nie w stronę tota­li­ta­ry­zmu, co dzieje się w sporej mierze przy wsparciu śro­do­wisk negu­ją­cych ewolucję i sens nauki samej w sobie. Ciemnym ludem prościej jest rządzić/pomiatac.