Kryzys związany z COVID-19 wciąż trwa i końca nie widać. W tej sytuacji, najlepiej wskoczyć do bunkra i sięgnąć po najczystsze dostępne źródło wiedzy: aktualne publikacje naukowe.

W chwili gdy piszę te słowa, ofi­cjalne sta­ty­styki mówią o 439 przy­pad­kach zaka­że­nia w Polsce i ponad 240 tys. na całym globie. Sporo, a będzie o wiele więcej. W tej nad­zwy­czaj­nej sytuacji, wyjąt­kowo biernie akcep­tu­jemy zma­so­wane bom­bar­do­wa­nie ze strony mediów i portali infor­ma­cyj­nych. Nie ma w tym nic złego, czy nie­na­tu­ral­nego. Z reguły naj­bar­dziej boimy się tego co nieznane, więc bez­wied­nie chło­niemy naj­śwież­sze donie­sie­nia, próbując jakoś ogarnąć wszech­obecny chaos.

COVID-19 a nauka

Cieszy mnie, że jak nigdy, dzien­ni­ka­rze i ogromna część spo­łe­czeń­stwa, zwróciła swój wzrok tam gdzie powinna – ku naukow­com. Z kolei uczeni z ośrodków badaw­czych na całym globie wykazali nie­by­wałą deter­mi­na­cję, w krótkim czasie odpo­wia­da­jąc potężną erupcją badań i publi­ka­cji. Wiele z nich okaże się nie­odzowna w batalii z SARS-CoV‑2, a niektóre mogą być inte­re­su­jące nawet dla kom­plet­nego laika.

Tym samym, zapra­szam na przegląd wciąż świeżych arty­ku­łów nauko­wych doty­czą­cych panu­ją­cej epidemii. Niektóre napawają opty­mi­zmem, inne nie, ale wszyst­kie pomagają lepiej zro­zu­mieć, co tu się wła­ści­wie odko­ro­no­wało.


Skąd w ogóle wziął się SARS-CoV‑2?

Na pewno tra­fi­li­ście już na komen­ta­rze spe­ku­lu­jące, że wirus made in China nie jest wcale pro­duk­tem natury, lecz wyciekł z tajnych kom­plek­sów badaw­czych. Co nie­któ­rzy zaczęli snuć śmielsze domysły, para­no­icz­nie węsząc kolejny światowy spisek. W rze­czy­wi­sto­ści SARS-CoV‑2 to siódmy poznany koro­na­wi­rus zdolny do ata­ko­wa­nia ludzi, a pierwsze doty­czące go prze­strogi pojawiły się w cza­so­pi­smach bran­żo­wych niemal równo rok temu. Obecne badania gene­tyczne potwier­dzają, że sprawca epidemii do złu­dze­nia przy­po­mina koro­na­wi­rusa spo­ty­ka­nego wśród nie­to­pe­rzy i mógł z niego ewo­lu­ować. Żeby nie było wąt­pli­wo­ści, do podob­nych kon­klu­zji doszli nie tylko Chiń­czycy, ale również ame­ry­kań­ski zespół pod kie­row­nic­twem Kri­stiana Ander­sena.

P. Zhou, X. Yang, X. Wang, Wybuch zapa­le­nia płuc związany z nowym koro­na­wi­ru­sem o praw­do­po­dob­nym pocho­dze­niu od nie­to­pe­rzy, “Nature”;
K. G. Andersen, A. Rambaut, W. Lipkin, Bliższe pocho­dze­nie SARS-CoV‑2, “Nature Medicine”.

Jak wytrzymały jest wirus?

To chyba jedna z bardziej uży­tecz­nych infor­ma­cji, z punktu widzenia prze­cięt­nego oby­wa­tela. Wspólny wysiłek kilku ame­ry­kań­skich ośrodków badaw­czych pozwolił osza­co­wać ile czasu wirus potrafi prze­trwać, zależnie od warunków. Okazuje się, że SARS-CoV‑2 obecny w aerozolu, pozo­staje groźny przez co najmniej (!) trzy godziny. Jeszcze dłużej zacho­wuje wła­ści­wo­ści na powierzch­niach martwych: nawet 72 godziny na plastiku i stali nie­rdzew­nej. To tłumaczy dlaczego warto nosić ręka­wiczki i regu­lar­nie dezyn­fe­ko­wać niektóre obiekty.

N. van Dore­ma­len, D. H. Morris, M. G. Holbrook, Sta­bil­ność SARS-CoV‑2 w aerozolu i na powierzch­niach w porów­na­niu z SARS-CoV‑1, “The New England Journal of Medicine”.

Czy należy obawiać się powtórnego zakażenia?

Czy osoba, która pokonała koro­na­wi­rus, może znów zacho­ro­wać? Ta kwestia zdaje się budzić spore kon­tro­wer­sje. Jeszcze w lutym gruch­nęła wia­do­mość, jakoby u pewnej 40-letniej Japonki lekarze ponownie zdia­gno­zo­wali COVID-19. Sprawę posta­no­wili roz­strzy­gnąć uczeni z Pekinu, prze­pro­wa­dza­jąc testy na makakach kró­lew­skich. Po ustą­pie­niu objawów, połowę zara­żo­nych małp ponownie wysta­wiono na dzia­ła­nie iden­tycz­nej dawki SARS-CoV‑2. Efekt? W wymazach nie stwier­dzono śladów ponownej repli­ka­cji wirusa. Oznacza to, że albo makaki są wyjąt­kowe i nabywają odpor­ność, albo pechowi pacjenci zostali wypusz­czeni ze szpitala przed­wcze­śnie, a uśpiony patogen mógł przy­pu­ścić kontr­atak. Istnieje też moż­li­wość, że badanie zawiera błędy. W tym przy­padku mamy do czy­nie­nia z pre­prin­tem, który jeszcze nie doczekał się recenzji i wła­ści­wej publi­ka­cji.

L. Bao, W. Deng, H. Gao, Ponowna infekcja nie mogła wystąpić u makaków kró­lew­skich zaka­żo­nych SARS-CoV‑2, “The Preprint Server for Biology”.

Jak często zarażony nie ma objawów?

Jednym z koron­nych (heh…) pro­ble­mów w walce z zarazą jest fakt, że część osób niemal nie wykazuje objawów, nie­umyśl­nie roz­sie­wa­jąc infekcję. Co naj­gor­sze – co sta­ty­styki, to inne liczby. Jedna z gło­śniej­szych analiz doty­czyła promu wyciecz­ko­wego Diamond Princess, którego pasa­że­ro­wie pozo­stali zamknięci na pokła­dzie na czas kwa­ran­tanny. Na 3063 prze­ba­da­nych osób z 28 krajów, 634 uzyskało pozy­tywny wynik testu na SARS-CoV‑2. Wywiad wykazał, że 15,5–20,2% zaka­żo­nych nie wykazało żadnych znacz­niej­szych objawów. Jeżeli uznamy ten wynik za wia­ry­godny, to pod tym względem koro­na­wi­rus działa dość podobnie do wirusa grypy.

K. Mizumoto, K. Kagaya, A. Zarebski, Osza­co­wa­nie bez­ob­ja­wo­wego odsetka przy­pad­ków choroby COVID-19 na pokła­dzie statku wyciecz­ko­wego Diamond Princess, “Euro­su­rve­il­lance”.

Czy grupa krwi ma znaczenie?

Przejdźmy do tego, kto z nas musi bardziej na siebie uważać, a kto może ode­tchnąć z ulgą. Naukowcy z Shenzhen prze­pro­wa­dzili analizę rozkładu grup krwi u 2173 pacjen­tów z koro­na­wi­ru­sem i zauwa­żyli pewne zależ­no­ści. Okazało się, że szcze­gól­nie narażeni na zaka­że­nie byli posia­da­cze grupy A, podczas gdy szczę­śliwcy z grupą 0 cho­ro­wali wyraźnie rzadziej niż wska­zy­wa­łaby na to sta­ty­styka. Trzeba jednak zazna­czyć, że znów mamy do czy­nie­nia z arty­ku­łem ocze­ku­ją­cym na recenzje.

J. Zhao, Y. Yang, H. Huang, Związek między grupą krwi ABO a podat­no­ścią na COVID-19, “The Preprint Server for Health Sciences”.

Jakie objawy mogą towarzyszyć COVID-19?

Jeśli nie wró­ci­li­ście właśnie z Księżyca, na pewno zdą­ży­li­ście już wyuczyć się pod­sta­wo­wych objawów towa­rzy­szą­cych koro­na­wi­ru­sowi. Są to katar, ból gardła, kaszel, gorączka i, w nie­któ­rych przy­pad­kach, ostre zapa­le­nie płuc (SARS to właśnie anglo­ję­zyczny akronim od zespołu ciężkiej nie­wy­dol­no­ści odde­cho­wej). Jednak Chiń­czycy zdążyli zaob­ser­wo­wać również symptomy doty­czące innych układów niż odde­chowy. Spory odsetek zaka­żo­nych skarżył się na problemy systemu tra­wien­nego, w tym 29% na biegunkę. Cóż, może nagły skok popytu na papier toa­le­towy nie był wcale taki bez­sen­sowny?

L. Pan, H. Ren, P. Yang , Cha­rak­te­ry­styka kli­niczna pacjen­tów COVID-19 z objawami układu pokar­mo­wego w Hubei, “American Journal of Gastro­en­te­ro­logy”.

Czy wirus atakuje zwierzęta domowe?

Jakiś czas temu media donosiły o przy­padku zara­że­nia psa w Hong­kongu. Infor­ma­cja poszła w świat i wywołała wiele szkód, podczas gdy powtórne badanie wykazało wynik ujemny. Jak dotąd nie pojawiła się żadna peł­no­prawna publi­ka­cja, która roz­wia­łaby wszelkie wąt­pli­wo­ści, więc odsyłam do tego co mamy: tj. ofi­cjal­nego komu­ni­katu na stronie CDC (ame­ry­kań­skiego Centrum Kontroli i Pre­wen­cji Chorób). Zgodnie z nim nie istnieje w tym momencie żaden dowód na to, że takie zwie­rzaki jak psy i koty, mogą roz­prze­strze­niać COVID-19. Nie zmienia to faktu, że po zabawie z pupilem, pre­wen­cyj­nie zawsze dobrze myć ręce.

CDC, Zwie­rzęta i Choroba koro­no­wi­ru­sowa 2019 (COVID-19).

Czy noszenie maseczki ma sens?

Praw­do­po­dob­nie nikt nie prze­pro­wa­dził jeszcze testu pozwa­la­ją­cego ocenić w jakim stopniu maseczki ochronne zabez­pie­czają zdrowe osoby przed samym SARS-CoV‑2. Jedyne czym dys­po­nu­jemy to starsze publi­ka­cje, skupione głównie na wirusie grypy. Ku mojemu zasko­cze­niu, mimo wielu badań trudno znaleźć klarowną odpo­wiedź na pytanie o sku­tecz­ność tego rodzaju zabez­pie­czeń. Pozwolę sobie zacy­to­wać fragment kon­klu­zji zawartej w prze­kro­jo­wej analizie Faisala Bin-Rezy: “Żadne z badań nie wykazało jed­no­znacz­nego związku między sto­so­wa­niem maski / respi­ra­tora (maski z filtrem) a ochroną przed zaka­że­niem grypą. (…) Sku­tecz­ność masek i respi­ra­to­rów jest praw­do­po­dob­nie związana z wczesnym, kon­se­kwent­nym i pra­wi­dło­wym użyciem”. Z drugiej strony, w publi­ka­cji Makisona Bootha czytamy: “Wyniki badania pokazały ogra­ni­cze­nia masek chi­rur­gicz­nych w tym kon­tek­ście, chociaż w pewnym stopniu są one ochronne”. W końcu mamy artykuł Marianne van der Sande, stwier­dza­jący że “każdy rodzaj maski może zmniej­szyć nara­że­nie na wirusy i ryzyko infekcji na poziomie popu­la­cji, pomimo nie­do­sko­na­łego dopa­so­wa­nia i nie­do­sko­na­łego przy­le­ga­nia”.

Wygląda na to, że jeśli już maskę posia­damy, pre­wen­cyj­nie warto ją nosić – ale bez zacho­wa­nia innych środków ostroż­no­ści, nie należy liczyć na cuda.

F. Bin-Reza, Vi. Cha­var­rias, A. Nicoll, Sto­so­wa­nie masek i respi­ra­to­rów w celu zapo­bie­ga­nia prze­no­sze­nia grypy. Sys­te­ma­tyczny przegląd dowodów nauko­wych, “Influ­enza Other Respir Viruses”;
M. Booth, M. Clayton, B. Crook, Sku­tecz­ność masek chi­rur­gicz­nych przeciw bio­aero­zo­lom grypy, “The Journal of Hospital Infec­tion”:
M. van der Sande, P. Teunis, R. Sabel, Pro­fe­sjo­nalne i domowe maski na twarz zmniej­szają nara­że­nie na infekcje układu odde­cho­wego wśród ogólnej popu­la­cji, “PLOS Medicine”.

Czy wirus ma ograniczenia klimatyczne?

Od wybuchu pandemii, wiele mądrych głów zasta­na­wia się nad tym, co decyduje o szcze­gól­nie bujnym rozwoju SARS-CoV‑2 w nie­któ­rych krajach. Zespół badaczy z Uni­wer­sy­tetu w Maryland stawia tezę, jakoby wirus mocno upodobał sobie regiony leżące na kon­kret­nej sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej. Mowa o terenach poło­żo­nych na półkuli pół­noc­nej, między 30. a 50. rów­no­leż­ni­kiem (Warszawę przecina rów­no­leż­nik 52°), z tem­pe­ra­tu­rami 5–11°C i wil­got­no­ścią 4–7g/m3. Oby, bo to daje nadzieję, że koro­na­wi­rus przej­dzie do defen­sywy po nadej­ściu lata.

M. Sajadi, P. Habib­za­deh, A. Vint­zi­leos, Analiza tem­pe­ra­tury, wil­got­no­ści i sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej w celu pro­gno­zo­wa­nia poten­cjal­nego roz­prze­strze­nia­nia się i sezo­no­wo­ści dla COVID-19, SSRN.

Jaka jest śmiertelność COVID-19?

Chociaż więk­szo­ści zaka­żo­nych nic nie grozi, a część ledwie zauważy objawy – wirus przynosi również ofiary śmier­telne. Jak wielkie będzie to żniwo dowiemy się w bliżej nie­okre­ślo­nej przy­szło­ści, na razie pozo­stają nam szacunki o sporym mar­gi­ne­sie błędu. David Baud powołuje się na kazus chiński, gdzie 2873 zgony (do 1 marca), sugerują śmier­tel­ność na poziomie 3,6%. Autor zauważa jednak, że liczby te odnoszą się wyłącz­nie do potwier­dzo­nych przy­pad­ków zaka­że­nia, a rze­czy­wi­sty odsetek zgonów w Chinach mógł sięgnąć 5,6%. Inne rachunki przed­sta­wiła ekipa Josepha T. Wu z Hong­kongu. Ich zdaniem, w samym Wuhan odsetek śmier­tel­nych ofiar koro­na­wi­rusa oscyluje w okolicy 1,4%. To zde­cy­do­wa­nie bardziej opty­mi­styczna per­spek­tywa, ale musimy pamiętać, że w innym państwie i spo­łe­czeń­stwie epidemia może przybrać zupełnie inny wymiar.

D. Baud, X. Qi, K. Nielsen-Saines, Rze­czy­wi­ste szacunki śmier­tel­no­ści po zaka­że­niu COVID-19, “The Lancet Infec­tious Diseases”;
J. Wu, K. Leung, M. Bushman, Sza­co­wa­nie cięż­ko­ści kli­nicz­nej COVID-19 na pod­sta­wie dynamiki trans­mi­sji w Wuhan w Chinach, “Nature Medicine”.


Rzecz jasna to tylko garść spośród setek arcy­waż­nych arty­ku­łów, jakie w ostat­nich tygo­dniach zalały cza­so­pi­sma. Siłą rzeczy wybrałem tylko te, które mogą być ciekawe i w miarę zro­zu­miałe z punktu widzenia nie-naukowca i nie-lekarza.

Na dziś to tyle. Trzy­maj­cie się w tej kwa­ran­tan­nie!

  • Tyl­ko­Braun

    Dajecie się wodzic za nos. Zadnego wirusa nie ma. Tzn moze jest ale na pewno nie tak grozny. Komus zalezy na kontroli i stra­sze­niu spo­le­czen­stwa na zarza­dza­niu kryzysem. Tyle.

    • M Se

      Po chuk się tu Trollu udzie­lasz? Za wpis na blogach też płacą?

    • Gosc

      Masz racje, zależy Panu Bogu.

  • Krystyna

    Dziękuję za naj­rze­tel­niej­szą suma­ryczną infor­ma­cję na temat sza­le­ją­cego wirusa.

  • Krystyna

    Wielce nie­po­ko­jące są dla mnie blogi negujące groźbę koro­no­wi­rusa i epidemii. Wręcz kpiące z działań ochronnych.Wygląda to na zor­ga­ni­zo­wane dzia­ła­nia. W tym wypadku demo­kra­cja jest wielce szko­dliwa. Z moich doświad­czeń źycio­wych wynika źe opty­ma­li­zo­wa­nie pomiędzy demo­kra­cją a tota­li­ta­ry­zmem jest naj­ko­rzyst­niej­szym systemem spo­łecz­nym dla rozwoju . Sama Natura tak to ustawiła. W prze­kroju świa­to­wym mamy dzia­ła­jące systemy skrajnie demo­kra­tyczne lub skrajnie tota­li­tarne oraz mieszane.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Takich głosów (nie tylko w sieci) było sporo jeszcze zanim wirus trafił do Polski. Mam nadzieję, że obecnie zostały już tylko nie­do­bitki. Chociaż z drugiej strony, po kolejnej zimie bez śniegu i kolej­nych rekor­dach ciepła, wciąż zdarzają się osobnicy potra­fiący negować zmiany kli­ma­tyczne. To pokazuje, że nie­któ­rzy wolą iść w zaparte aż do końca.

  • Nazwa

    Co do maseczek to wyła­pa­łem gdzieś z szumu infor­ma­cyj­nego że chronią one przed infekcją drogą powierzch­nia z wirusem-dłoń-usta.

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Niestety nie jest tak, że wirus zniknie nagle gdy wzrośnie tem­pe­ra­tura. Jednak zawsze mogą być warunki gorsze i lepsze dla roz­prze­strze­nia­nia się choroby. Jeżeli posta­wiona teza jest słuszna, to możemy ocze­ki­wać, że wzrost liczby zakażeń przy­naj­mniej przej­dzie z galopu to kłusu.

  • Paweł K.

    Śmierć koro­wia­ru­sowi! Niech sczeznie! Na pohybel draniowi!
    RIP

  • Paweł K.

    Tak w ogóle to jest raczej ostra destruk­cyjna odmiana/mutacja grypy/sepsy; por. też zarazę wro­cław­ską z lat 70 ub.stulecia /czarną ospę, jest o niej dobry film z roku 1971/2. Możemy sami sobie podzię­ko­wać, bo to jest zdaje się kolejny produkt ludz­kiego postępu pychy, gmerania przy genach, bak­te­riach i właśnie wirusach (Chiny?!). Co pół roku, rok poja­wiają się tego rodzaju cho­rob­ska, zarazki i coraz większe odporne fale mutantów. Biologia sama się broni, dar­wi­nizm sam się uak­tyw­nia, prawo sil­niej­szego obo­wią­zuje, młodzi są odporni, umierają starsi, wcze­śniej chorzy. A zatem pięta Achil­lesa cywi­li­za­cji, czło­wieka, ludz­ko­ści. Taka jest smutna diagnoza, prawda i obraz świata XXI stulecia. Vide też JKM.

    • Michał Skichał

      Czarna ospa we Wro­cła­wiu została przy­wle­czona tamże przez kogoś, kto powrócił z Afryki, ale fakt ten kon­se­kwent­nie zatajał przed każdym lekarzem. W efekcie włóczył się od przy­chodni do przy­chodni, a lekarze nie potra­fili go w porę zdia­gno­zo­wać i co waż­niej­sze, nie poddali kwa­ran­tan­nie ludzi, z jakimi miał on kontakt. Ta historia jest powszech­nie znana.

      PS Paranoję można leczyć.

  • Paweł K.

    Żeby było jeszcze śmiesz­niej, para­dok­sal­nie, absur­dal­niej i glupiej to przy­naj­mniej u nas wystar­czy wyłączyć media i koro­wia­rusa… po prostu i zwy­czaj­nie nie ma! A ludzie codzien­nie umierają, c’est la vie, i tak absur­dal­nie długość życia ludz­kiego została ponad miarę wydłu­żona, więc natura się broni i wymyśla kolejne szczepy. Kiedyś była gruźlica, potem syfilis/kiła, następ­nie hiv/AIDS, zanikły, więc mamy nowe dobro­dziej­stwo i zdobycz ludz­ko­ści — nauki, pseudo wiedzy i pono­wo­cze­sno­ści. Niestety, taka jest smutna prawda o nas samych. Regres, deka­den­cja bis, powszechna destruk­cja, a dla prze­ni­kli­wych to jest znowu palec Opatrz­no­ści, który nam ostrze­gaw­czo mówi, źle się dzieci bawicie! Jahwe się gniewa?! Por. ST/NT Biblia, Ojcowie Kościoła Wschodu i Zachodu, O. Spengler, E. Cioran, SI Wit­kie­wicz, JO y Gasset, Dante Ali­ghieri, hr. Z. Kra­siń­ski, T. Różewicz.…etc.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Aleś chłopie popłynął. Szukasz jakichś meta­fi­zycz­nych przyczyn i wniosków, tam gdzie działa ślepy los i ślepa natura. Przyroda się nie broni i nic nie wymyśla — wszyst­kie orga­ni­zmy ewoluują, a wraz z nimi patogeny, w tym wirusy, które towa­rzy­szą życiu od początku jego ist­nie­nia. Nie ma tu ani żadnej “prawdy o nas samych”, ani tym bardziej opatrz­no­ści. A jeżeli uważasz, że współ­cze­sna nauka przynosi szkody — zawsze możesz przy­łą­czyć się do amiszów i nie korzy­stać, ni to ze zdobyczy medycyny, ni z kom­pu­tera i inter­ne­tów. Wtedy będziesz się “bawił” tak jak ten czy inny bóg przy­ka­zał.

  • Michał Kila­now­ski

    Czy
    COVID-19lest dziełem rąk ludzkich? Nigdy się, jako motłoch, tego nie dowiemy. Przy­wódcy wiedzą, ale ujaw­nie­nie ewen­tu­al­nego pro­du­centa może dopro­wa­dzić do kon­fliktu glo­bal­nego. Zestrze­le­nie holen­der­skiego samolotu rozeszło się po kościach, chociaż zrobili to Rosjanie. Polityka.
    Gadanie o bro­nie­niu się Natury przed czło­wie­kiem i epa­to­wa­nie depo­pu­la­cji… pro­po­nuję zwo­len­ni­kom depo­pu­la­cji zacząć od samo zde­po­pu­lo­wa­nia się

    • Michał Skichał

      Oczy­wi­ście, że to wiemy. Dosko­nale to wiemy. Mówi o tym analiza genomu wirusa. Wystar­czy szczypta wiedzy o współ­cze­snej biologii, aby to zobaczyć. Ale dla kogoś, kto tej wiedzy nie posiada, wypada się zwrócić o pomoc w inter­pre­ta­cji danych do sto­sow­nych auto­ry­te­tów, czy to na kartkach pod­ręcz­ni­ków, czy opiniach wygło­szo­nych w pospiesz­nym wywia­dzie udzie­la­nym na kory­ta­rzu labo­ra­to­rium, albo zdaniu pod­su­mo­wa­nia zawartym w abs­trak­cie.

  • Paweł K.

    Ok, wiadomo, naj­le­piej, naj­roz­sad­niej i z dystan­sem to trzeba patrzeć na źródła, źródła, źródła, tzn. przy­czyny tego wiarusa, gdzie i jak powstał, pojawił się po raz pierwszy, drugi, potem jak mutowal, w co, jak się uod­par­nia, gdyż tak się zdaje się dzieje, to jest zresztą stary nr w tego typu zda­rze­niach, sytu­acjach, w biologii, przy­ro­dzie, fizyce/chemii i naszej nauce, przy­znajmy dosyć koslawej i ulomnej na przykład w stosunku do współ­cze­snych metod, narzędzi i ilus tysięcy naszego trwania na ziemi. Przy­czyny poza bio­lo­giczne, czyli meta­fi­zyczne, zda­rze­niowe czy odgórne są. Czy się to komu podoba czy nie cha cha. Nie ma przy­pad­ków, są tylko znaki…jak mówi klasyk.
    Pozdrowienia/Ifigenia!

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “Przy­czyny poza bio­lo­giczne, czyli meta­fi­zyczne, zda­rze­niowe czy odgórne są. Czy się to komu podoba czy nie cha cha”.

      To czwarty komen­tarz, a Ty nadal nie zrobiłeś naj­waż­niej­szego. Nigdzie nie podałeś ani jednego argu­mentu czy prze­słanki pod­pie­ra­ją­cej Twoją tezę, ogra­ni­cza­jąc się do cha­otycz­nych ogól­ni­ków. Auto­ry­tarne stwier­dze­nie, że jakieś przy­czyny po prostu “są” — bo tak — niestety o niczym nie prze­są­dza. I będę Cię prosił aby następ­nym razem for­mu­ło­wał swoje myśli z uwzględ­nie­niem tej sugestii.

      • Paweł K.

        Jedni widzą/wiedzą, a inni, nie, jak w “Siódmej pieczęci” Ingmara Bergmana (gra w szachy ze Śmiercią o życie).
        Pozdro­wie­nia bis!

      • Paweł K.

        Last ps. Zawsze na tym naszym naj­lep­szym ze światów (ST/NT Biblia; Wolter, Diderot etc.) toczyła się walka/spór między racjo­na­li­stami, naukow­cami, ate­istami, oswie­ce­niow­cami a meta­fi­zy­kami, ducho­wymi, wie­rzą­cymi i poboż­nymi. Chociaż tak naprawdę nie ma tu sprzecz­no­ści, punktów wyklu­cza­ją­cych się czy roz­bież­no­ści. Są jedynie różne punkty widzenia, per­spek­tywy, argu­menty. Problem w tym, że prawda wyłania się po połą­cze­niu tych pozornie spornych sta­no­wisk. Można zapytać naszych rodziców/dziadków/pra … (także w nauce), to potwier­dzą swoim wiekiem, doświad­cze­niem i wnio­sko­wa­niem. Będzie szybciej, łatwiej i prościej, vide tzw. brzytwa Ockhama. Znowu jak też u genial­nego Bergmana, bystrego obser­wa­tora i umysł nie­po­korny cha cha. Zresztą sama nauka tak bardzo i często błądzi, myli się, kluczy, co pokazuje historia/filozofia nauki, czyli sam człowiek, że można się zupełnie załamać i zde­zer­te­ro­wał, co miało niekiedy miejsce w dziejach ludz­ko­ści.

  • Paweł K.

    Ok, coś jeszcze dla wiel­bi­cieli teorii spi­sko­wych:
    tzw.grypa hisz­panka, z początku ubie­głego wieku (źródła labo­ra­to­ria armii USA), tysiące ofiar, konkret;
    HIV/AIDS nie wzięło się z nieba, ale raczej to była labo­ra­to­ryjna, naukowa kom­bi­na­cja, biologiczna/przyrodnicza, jaka wymknęła się i dalej mutowala u zwierząt (pier­wot­nie Afryka?!), a potem ludzi, w śro­do­wi­skach głównie nasta­wio­nych na wie­lo­kon­tak­to­wosc deli­kat­nie mówiąc/homoseksualnych.
    Dawne gruźlice, choroby wene­ryczne, również poja­wiały się w podob­nych grupach spo­łecz­nych, plus dodat­kowy czynnik bieda, ubóstwo, nędza, brud, zła higiena etc.
    Można by to dalej wymie­niać, badać, jest tutaj wiele wspól­nych punktów, cech i wła­ści­wo­ści.

    • Michał Skichał

      Oczy­wi­ście, wszelkie choroby roznoszą pedały* i bezdomni. Prawda jest jednak prze­ra­ża­jąco inna: kto się gromadzi co nie­dziela w tłumie kicha­ją­cych i kasz­lą­cych na siebie nawzajem ludzi?

      *) używam to pejo­ra­tywne okre­śle­nie w sposób iro­niczny. Po prostu stosuję para­frazę postu pana Pawła.

      • Zour

        HIV/AIDS roznosi się drogą kro­pel­kową?
        No to teraz popły­ną­łęś.

      • Michał Skichał

        A tak z cie­ka­wo­ści się zapytam, gdzie pan czy pani taką treść wyczytał(a)? Czy mógłbym prosić o cytat? Mam wrażenie, że ktoś zamiast roz­ma­wiać, usiłuje zafał­szo­wać rze­czy­wi­stość, po przez wma­wie­nie sobie (i innym), że zamiast tego, co na prawdę napi­sa­łem, napisane zostało coś innego, jakaś kon­struk­cja tak abs­trak­cyjna, że już nie wzbudza takich pal­pi­ta­cji i lęku.

      • Zour

        No dobrze — przy­znaję się, trochę tu kon­kret­nie (po części iro­nicz­nie) prze­sa­dzi­łem zanim nie doczy­ta­łem dalszej części komen­ta­rza (który i tak jest niczym innym jak bez­sen­sow­nymi, bez dowodów w rze­czy­wi­sto­ści insy­nu­acjami).

      • Michał Skichał

        Proszę pana, cieszę się, że potrafi pan zgodzić się co do bezsensu wcze­śniej­szej insy­nu­acji odnośnie mojej wypo­wie­dzi.

        Tak na mar­gi­ne­sie, przy­pusz­cze­nie o fał­szo­wa­niu rze­czy­wi­sto­ści, a więc, hipoteza że przy­pi­su­jąc mi jakieś nie­praw­dziwe treści usiłuje pan tak sobie wytłu­ma­czyć napo­tkaną rze­czy­wi­stość, by nie była warta sen­sow­nego namysłu, opieram na powszech­nym w życiu każdego czło­wieka zjawisku dyso­nansu poznaw­czego, a raczej zjawisku redukcji tegoż dyso­nansu, zakła­da­jąc, że moja pier­wotna wypo­wiedź taki dysonans u pana wywołała. A coś na rzeczy być musi, bowiem uderza pan tonem wysoce napa­stli­wym 😉

      • Zour

        Doceniam pańskie wytłu­ma­cze­nie, ale śmiem zauważyć, że pańskie komen­ta­rze pod tym arty­ku­łem również są napa­stliwe, więc coś na rzeczy musi być.

      • Michał Skichał

        To prawda, jestem złośliwy i wściekły sty­li­stycz­nie. Ale pracuję nad zmianą tego stylu.

      • BloodMan

        Nie­udol­nie. Nie­udol­nie.

        …i dobrze ;p

      • Zour

        ” kto się gromadzi co nie­dziela w tłumie kicha­ją­cych i kasz­lą­cych na siebie nawzajem ludzi?”
        To wirusy i bakterie roz­sie­wane drogą kro­pel­kową atakują tylko w nie­dzielę? Nie wie­dzia­łem. Czyli jak ktoś gromadzi się gdzieś w jakiś dzień inny niż nie­dziela (bo wirusy i bakterie roz­po­znają dni tygodnia), np. na sali wykła­do­wej, w sklepie, w teatrze, kinie itd. to już nie ma szansy na zara­że­nie?
        Masz na to naukowe dowody?

      • Michał Skichał

        Szanowny kolego, słusznie dziwi się pan temu, jakoby wirusy i bakterie mogły posiadać większe przy­wi­leje pra­cow­ni­cze i nie­bo­tycz­nie krótszy czas pracy niż my, przed­sta­wi­ciele gatunku, który uważa, że sam wymyślił dni wolne od pracy. Ja też pozwolę sobie odpo­wie­dzieć zdzi­wie­niem na pana zdzi­wie­nie. Otóż dlaczego pan kieruje takie wąt­pli­wo­ści do mnie? Czy ja gdzieś wcze­śniej suge­ro­wa­łem, że cho­ro­bo­twór­cze zarazki atakują wyłącz­nie w jednym dniu tygodnia, podczas gdy w pozo­stałe dni tygodnia leniu­chują? Mam wrażenie, że stwier­dze­nie o tym, jakoby zgro­ma­dze­nie publiczne dokonane w dniach innych niż ten jeden wskazany, byłoby wolne od moż­li­wo­ści zara­ża­nia się, opisał pan tak, jakby miał to być wniosek wyni­ka­jący z mojej wcze­śniej­szej wypo­wie­dzi. Ale dlaczego tak pan to napisał? Czy ja fak­tycz­nie napi­sa­łem gdzieś coś, co byłoby prze­słanką do takiego wniosku? Jeśli tak, to proszę o cytat.

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    W ogóle, jestem kry­tyczny wobec różnej maści gor­li­wych akty­wi­stów i nie raz, nie dwa, moje dyskusje ze zwo­len­ni­kami Gre­en­pe­ace kończyły się scysją. Mam nawet szkic felie­tonu, w którym staram się tłu­ma­czyć, że nachalna i emo­cjo­nalna walka o sprawę, naj­czę­ściej bardziej jej szkodzi niż pomaga. Tak też nie­któ­rzy “zieloni” wyświad­czają niedź­wie­dzią przy­sługę nauce i ekologii.

    Podobnie, cał­ko­wi­cie nie zgadzam się z ruchami anty­nu­kle­ar­nymi. W obecnej sytuacji — w obliczu odejścia od węgla (zresztą, Beł­cha­tów i tak ma ogra­ni­czone złoża) — elek­trow­nie jądrowe (celowo liczba mnoga) są oczy­wi­stym wyjściem. Pro­eko­lo­gicz­nym scep­ty­kom nie odmawiam dobrych intencji, jednak czytając ich komen­ta­rze odnoszę wrażenie, że często brakuje im wiedzy i wyobraźni. Bo pomysł, że Polska może cał­ko­wi­cie porzucić paliwa kopalne zaspo­ka­ja­jąc się wyłącz­nie OZE, jest nie­praw­do­po­dobny.

    • BloodMan

      “brakuje im wiedzy i wyobraźni”. W sumie to wiedzy. Mate­ma­tyki im brakuje.

      Dobrą lekcją jest prośba o poli­cze­nie ile trzeba wia­tra­ków aby wypro­du­ko­wać tyle energii ile potrze­bu­jemy, ile one zabiorą miejsca i ile ptactwa i nie­to­pe­rzy zginie z ich powodu śred­nio­rocz­nie (a jest to poli­czalne — orni­to­lo­dzy czy chi­rop­te­ro­lo­dzy robiący eks­per­tyzy mają pewnie gotowe wzory).

  • Michał Skichał

    Pragnę zauważyć, że obsługa elek­trowni jądro­wych do naj­tań­szych nie należy. Mówimy o tym, że energia jądrowa jest “tania” w takim sensie, że aby wypro­du­ko­wać taką samą ilość energii, nie potrze­buje milionów ton węgla, jak kon­wen­cjo­nalna elek­trow­nia, lecz jedynie gram uranu. Jednak pozy­ska­nie i wzbo­ga­ca­nie uranu jest zajęciem nie­mi­ło­sier­nie drogim, również pensje, które pozwa­lają pozyskać i utrzymać takich pra­cow­ni­ków, jak fizycy jądrowi, są innymi pensjami, niż wypłaty dla inży­nie­rów i tech­ni­ków elek­try­ków. Same koszta uty­li­za­cji odpadów jądro­wych też robią niemałą szkodę w finan­sach. Radość z energii jądrowej to nie oszczęd­no­ści pie­nię­dzy, lecz przede wszyst­kim pozy­ski­wa­nie większej ilości watów dla gospo­darki, niż mogą to dać kon­wen­cjo­nalne energie (zakła­da­jąc, że mamy wiele, wiele elek­trowni jądro­wych), czyste powie­trze, brak pogłę­bia­nia efektu cie­plar­nia­nego, a ewen­tu­al­nie — w warian­tach sto­so­wa­nych w ZSSR — moż­li­wość wypro­du­ko­wa­nia plutonu dla bomb. Ener­ge­tyka jądrowa jest obecnie jedynym racjo­nal­nym i sen­sow­nym sposobem rozwoju ener­ge­tyki przy rów­no­cze­snym dbaniu o śro­do­wi­sko i klimat. Można je wspo­ma­gać wia­tra­kami i elek­trow­niami wodnymi, ale te nie są aż tak wydajne, zaś potrzeby naszej zachod­niej cywi­li­za­cji na energię są coraz większe. Słowem, nie mamy wyjścia. Jak nie my, to nasze dzieci będą takowe budować. Prze­ciw­nicy ener­ge­tyki jądrowej, choćby mieli naj­lep­sze i słuszne argu­menty, nie mają naj­waż­niej­szego: tego, że ludzie po prostu muszą mieć więcej prądu i jeszcze więcej, a to zapewnić może tylko ener­ge­tyka jądrowa.

  • Zour

    Michał Skichał — wczy­ta­łem się w twój komen­tarz bardziej i muszę stwier­dzić, że (to nie będzie żaden syme­tryzm ani “praw­do­po­środ­ko­wizm”) twój komen­tarz również zawiera sporo bzdur — w szcze­gól­no­ści histo­rycz­nych.
    Jako przykład walki “meta­fi­zy­ków z nauką” podałeś spór o teorię helio­cen­tryczną Koper­nika i wyszło z tego tyle, że istniał jakiś “masoński” spisek meta­fi­zy­ków którzy mor­do­wali każdego kto prze­czy­tał De revo­lu­tio­ni­bus orbium.
    Nie. To nie był żaden “spisek meta­fi­zy­ków wymie­rzo­nych w naukę”.
    De revo­lu­tio­ni­bus orbium nie trafiło do Indeksu dlatego, że “o nie! ludzie dowiedzą się prawdy! trzeba jej zakazać!”. Teoria helio­cen­tryczna (a wła­ści­wie hipoteza) w wydaniu Koper­nika miała bardzo dużo dziur. Co więcej — nawet za czasów Gali­le­usza nie dało się jej potwier­dzić obser­wa­cyj­nie (nie dało się zaob­ser­wo­wać para­laksy przy pomocy ówcze­snych tele­sko­pów). Mimo tego Gali­le­usz stwier­dził, że powinno się uznać ją za fakt nawet bez dowodów. W tej kwestii bliżej mu było do współ­cze­snych zię­bo­wi­tów i home­opa­tów niż do naukowca.

    No i to, że “za czytanie Koper­nika mor­do­wano ludzi i wszyscy szli na stos” to możemy włożyć między bajki (masz na to naukowe dowody, że tak się działo?), bo nie dość, że jego dzieło zostało wpisane na Indeks dopiero po około 100 latach (tak długo zajęło im czasu zorien­to­wa­nie się, że coś jest nie tak?), to jeszcze podczas jego pisania sam papież czy znajomi biskupi nalegali na Koper­nika by opu­bli­ko­wał swoje dzieło (chociaż sam uczony miał opory ze względu na to, że jego hipotezy wciąż były zbyt dziurawe). Czytanie tego dzieła nie zostało zakazane, ale — ze względu na “cyrk” jaki urządził Gali­le­usz — musiało zostać opa­trzone infor­ma­cją, że “to co tu widzicie to jest hipoteza na którą nie ma dowodów”.

    W dalszej treści komen­ta­rza widzę już tylko powta­rza­nie niczym mantrę “meta­fi­zycy wro­go­wiem naukow­ców, naukow­ców wro­go­wiem meta­fi­zycy” (ewen­tu­al­nie filo­zo­fo­wie) oraz pseu­do­in­te­lek­tu­alne wywyż­sza­nie się w stylu “nie rozumiem rozważań filo­zo­ficz­nych, więc to są wrogowie nauki!”.

    Mam nadzieję że trochę oświe­ci­łem twoją wiedzę (o ile jesteś otwarty na fakty które nie zgadzają się z twoim poczu­ciem wygody). Pozdra­wiam.

    (A tak poza tym to nie ma nauko­wych dowodów na to, że bom­bar­do­wa­nie planet poci­skami jądro­wymi jest złe)

    • Michał Skichał

      Jako przykład walki “meta­fi­zy­ków z nauką” podałeś spór o teorię helio­cen­tryczną Koper­nika i wyszło z tego tyle, że istniał jakiś “masoński” spisek meta­fi­zy­ków którzy mor­do­wali każdego kto prze­czy­tał De revo­lu­tio­ni­bus orbium.

      Pozwolę sobie powtó­rzyć to, co napi­sa­łem, a mia­no­wi­cie, że zamiast domnie­ma­nej “prawdy” o Układzie Sło­necz­nym, w której ludzie “meta­fi­zyki” i astro­no­mo­wie mają wspólnie rację i nie ma żadnego sporu — bo tego dotyczył przykład — mamy umiesz­cze­nie pracy Koper­nika na indeksie, a więc zakaz czytania tej pracy pod groźbą kary, oraz mor­der­stwo G. Bruno. Tyle, nic więcej.

      Dlaczego pan usiłuje wplątać tutaj jakieś “masoń­skie” kono­ta­cje? Skąd wizja masowych mordów? Przez zwykły szacunek dla pamięci biednego Bruno wypa­da­łoby nieco poważ­niej odnosić się do tematu. Podobnie też insy­nu­acje, jakobym miał nie rozumieć filo­zo­fii. Gdzie to napi­sa­łem? Z czego to wynika? Może z uznania filo­zo­fii za dzie­dzinę sztuki? A czyż w krajach anglo­ję­zycz­nych nie mówią, że filo­zo­fia to Arts, a nie Sciences? To co, wszyscy Ame­ry­ka­nie, Kana­dyj­czycy, Bry­tyj­czycy i Austra­lij­czycy też nie rozu­mieją filo­zo­fii? Pewnie taki Daniel Dennett to jakiś tępak, według pana, skoro nazywa siebie “artystą” a nie “naukow­cem”?. Czy to jakaś próba zde­pre­cjo­no­wa­nia mnie? Że niby tępy jestem tak bardzo, że cokol­wiek bym nie napisał, to musi być jakiś bełkot? Przyznam się, że to strasz­nie pry­mi­tywny sposób pro­wa­dze­nia dialogu. Jak już coś, to bełkotem nazwał­bym pańskie zdanie o bom­bar­do­wa­niu planet, jakim zamyka pan swoją wypo­wiedź. Czego to dowodzi? Jaki ma sens w całym kon­tek­ście?

      Pytanie o to, dlaczego pan usilnie stara się przy­pi­sać mi tezy, jakich nie wygła­szam, znajduje odpo­wiedź wyłącz­nie taką — w mojej opinii — że w tak ordy­nar­nie pry­mi­tywny sposób po prostu chce pan “prze­trans­for­mo­wać” to, co napi­sa­łem, w coś, co nie ma sensu, aby wykazać, że moje wypo­wie­dzi nie mają sensu. Tym­cza­sem to się nie uda. Mój post stoi jak byk powyżej, każdy — w tym także i pan — może go prze­czy­tać nawet kilka razy i podej­rze­wam, że nikt inny raczej trud­no­ści z jego zro­zu­mie­niem — w odnie­sie­niu do wcze­śniej­szej wypo­wie­dzi pana Pawła — mieć nie będzie.

      To nie był żaden “spisek meta­fi­zy­ków wymie­rzo­nych w naukę”.

      Przy­po­mnę może, że o walce racjo­na­li­stów, uczonych i ateistów z poboż­nymi meta­fi­zy­kami pisał pan Paweł i to jego post wyznacza tutaj odpo­wiedni kontekst. Przy­ta­cza­nie szcze­gó­łów historii Koper­nika nie ma abso­lut­nie żadnego sensu, bo w żaden sposób nie zmienia tych kilku prostych faktów, o jakich wspo­mnia­łem i które mogę tu przy­to­czyć ponownie: przy­wódca reli­gij­nych i poboż­nych ludzi umieścił pracę koper­nika w indeksie, zaś pan Bruno zginął wyłącz­nie dla tego, że miał odwagę wyrażać swoje poglądy — odmienne, niż owi pobożni. Możemy tu dys­ku­to­wać o Koper­niku, który astro­no­mem był marnym, a przede wszyst­kim był feno­me­nal­nym lekarzem. W swoich czasach bardzo postę­po­wym i z tejże dzia­łal­no­ści był znany. Szkoda, że nie pozo­sta­wił po sobie żadnych prac pisanych na temat medycyny. Jego teoria helio­cen­tryczna nie była poparta żadnymi obser­wa­cjami, miała sens wyłącz­nie mate­ma­tyczny, po prostu model Koper­nika był prostszy znacząco w obli­cze­niach, aniżeli geo­cen­tryczny model Pto­le­me­usza. Kopernik praw­do­po­dob­nie nie zdawał sobie nawet sprawy, że jego model może być praw­dziwy w sensie “fizycz­nym”. Tak też dzieło Koper­nika rozu­miano, jako pewnego rodzaju chytrą sztuczkę mate­ma­tyczną, która pozwa­lała na szybsze i prostsze wyli­cze­nia, taką “nakładkę” na model Pto­le­me­usza, który nadal był postrze­gany jako odzwier­cie­dla­jący fizyczną naturę “wszech­świata”. (W tym sensie Kopernik był teo­re­ty­kiem fizyki, jak Einstein, gdzie z namysłu mate­ma­tycz­nego okazało się stworzyć coś, co prze­ro­sło począt­kowe zamiary twórcy wykład­ni­czo). Ponieważ Kopernik rozpisał orbity planet jako kołowe (a w rze­czy­wi­sto­ści są one elip­tyczne), jego model dawał nawet gorsze przy­bli­że­nia ruchu planet, aniżeli model Pto­le­me­usza. No ale co z tego wynika w stosunku do mojego wcze­śniej­szego wpisu? Jak to się odnosi, do sensu mojej wypo­wie­dzi? Dzieło Koper­nika trafiło na indeks dopiero wtedy, kiedy papież uzmy­sło­wił sobie, że zamiast pre­zen­to­wać skrót myślowy, ową mate­ma­tyczną sztuczkę uprasz­cza­jącą obli­cze­nia, może być rozu­miane jako teoria mająca inter­pre­ta­cję fizyczną. Tzn, że może teoria Koper­nika być postrze­gana jako alter­na­tywa dla teorii geo­cen­trycz­nej. Dopiero wtedy “ludzie meta­fi­zyki” “wpadli w szał”. Wtedy to idea Koper­nika zaczęła “mącić w głowach”, stąd też do indeksu wpisano nie tylko samo dzieło Koper­nika, ale też i wszyst­kie inne księgi na ten temat, w tym prace Keplera (!) Kto wie, może nawet i praca Newtona też tra­fi­łaby na indeks? Można dodać, że inni “zwo­len­nicy” fizycz­nej inter­pre­ta­cji myśli Koper­nika nie płonęli na stosie, ale trafiali choćby do aresztu, choćby tylko domowego. Ale po co w ogóle przy­ta­czać takie historie? Jaki to ma sens? Co takiego w dłubaniu w tej całej historii może zmienić to, co napi­sa­łem?

      W żaden sposób nie zmienia to faktu, że ludzie repre­zen­tu­jący namysł ilo­zo­ficzno-reli­gijny po prostu twier­dzili nie­prawdę, usilnie doma­ga­jąc się kultu teorii geo­cen­trycz­nej, cen­zu­ru­jąc i zastra­sza­jąc ludzi chcących racjo­nal­nej dyskusji, podczas gdy przed­sta­wi­ciele nauk obser­wa­cyjno-obli­cze­nio­wych opo­wia­dali się za teorią helio­cen­tryczną. Osta­tecz­nie wiemy dobrze, kto w tym “sporze” miał rację. Przecież tego faktu nie zmieni żaden szczegół z bio­gra­fii Koper­nika, ani żadne argu­men­to­wa­nie, że jego praca była “dziurawa”. Co to w ogóle ma do rzeczy?

      Mam nawet wrażenie, że usiłuje pan bronić decyzji tych, być może poboż­nych, ale całkiem zakła­ma­nych, jak się osta­tecz­nie okazało, decy­den­tów o uwię­zie­niu Gali­le­usza i zamor­do­wa­niu Bruno. Usiłuje pan ich depre­cjo­no­wać, że to byli ludzie pokroju współ­cze­snego Zięby. Depre­cjo­no­wa­nie ofiar? Uspra­wie­dli­wia­nie okru­cień­stwa, zakła­ma­nia i terroru? Po co? W jakim celu? Wiemy dziś już bez­sprzecz­nie, że Układ Sło­neczny ma w swym środku Słońce, a nie Ziemię. Wiemy bardzo dobrze, że w sporze z faktami nauko­wymi żadne sprzeczne z nimi dogmaty reli­gijne, filo­zo­ficzne, żadne przesądy czy bajki nie mają szansy zwy­cię­żyć. Ale rozumiem chyba tyle, że jak ktoś o tym wspomni, to nie­któ­rym — a pan do takich naj­wy­raź­niej się zalicza — wciąż nie może się mieścić w głowie, że taki np. papież mógłby nie mieć racji, a więc mógłby kłamać i podej­mo­wać złe decyzje, okrutne i bez­li­to­sne, krzyw­dzące innych ludzi, w dodatku ze złych pobudek. No więc trzeba z całej siły tor­pe­do­wać takich jak ja, co to zło­śli­wie śmią przy­po­mi­nać znane wszyst­kim fakty, że jednak taki święty papież może repre­zen­to­wać fałsz.

      To tylko jeden prosty przykład, dosko­nale znany i udo­ku­men­to­wany, a jak widać, wciąż bardzo bolesny dla tych, którzy zapo­mi­nają, że nie ma lepszej drogi do prawdy, aniżeli racjo­nalna droga poznania nauko­wego. Nie zaprze­czę, gdyby ktoś powie­dział, że przecież nauka nie jest panaceum na wszystko i że są też takie sfery, o jakich papież mógłby mieć coś więcej do powie­dze­nia. Ale przecież zupełnie nie o to chodzi. Chodzi tu o to, że w sprawie wirusa SARS-CoV‑2 musimy się skupić na rapor­tach nauko­wych, a nie szukać jakiś bliżej nie okre­ślo­nych oddzia­ły­wań magicz­nych a ktoś, kto miałby nawo­ły­wać o ist­nie­niu takich oddzia­ły­wań, z pew­no­ścią nie miałby w swych tezach takiej samej prawdy, jaką o wirusie głoszą tezy naukow­ców.

      • Darth Wiader

        Koleś, na początek chill, chill, ochłodź trochę.

        Pamiętaj, że jesteś na publicz­nej stronie inter­ne­to­wej, naukowej jak podobno można zauważyć do tego, więc nie spo­dzie­waj się, że wszyscy będą głaskać Cię po główce i prawić kom­ple­menty w stylu “o tak, jesteś tak bardzo pro­nau­kowy, o tak”. Nie spo­dzie­waj się kółka wza­jem­nej adoracji.

        Pamiętaj, że nikt nie jest chodzącą Wiki­pe­dią (tak, nawet Ty) i nie wie wszyst­kiego na każdy możliwy temat. Chociaż jesteś spe­cja­li­stą od wirusów, to jednak nie znaczy to, że jesteś również spe­cja­li­stą od astro­fi­zyki czy historii, więc pozwól sobie się nauczyć czegoś. Nie traktuj każdej próby wytłu­ma­cze­nia tobie czegoś jako ataku, bo twoja postawa wygląda mniej więcej tak: “Oooo a więc chcesz mnie wyzywać o idiotów? Wyzywaj! Wyzywaj!”.

        Kogo repre­zen­tu­jesz takim zacho­wa­niem? Siebie repre­zen­tu­jesz? Pamiętaj, że wszytkie twoje komen­ta­rze są widoczne publicz­nie i publicz­nie świadczą o Tobie.

        Nie wiem, czy miałeś już okazję stu­dio­wać (jak będziesz miał kiedyś moż­li­wość to polecam — fajne doświad­cze­nie), ale gdyby wykła­dowca albo inny student, nawet z tego samego rocznika, chciałby coś Ci wyjaśnić gdybyś popełnił gdzieś błąd to raczej słabo by to wyglą­dało z taką reakcją (zwłasz­cza na egza­mi­nie).

        Co do dzieł Koper­nika to muszę Cię zmarwić — trochę minąłęś się z prawdą. Gali­le­usz nie udo­wod­nił teorii helio­cen­trycz­nej. Nie było żadnego dowodu na to, że Ziemia jest ruchoma wobec gwiazd “nie­ru­cho­mej sfery” (czyli brak efektu para­laksy której obser­wa­cja wymaga znacznie, znacznie potęż­niej­szych tele­sko­pów). Co najwyżej wskazał, że Wenus i Merkury krążą wokół Słońca, ale nie roz­strzy­gnął czy Ziemia również krąży wokół Słońca. Jeśli już to pasowały tu bardziej modele Tycho Brache, czyli takie pośred­nie — Merkury i Wenus wokół Słońca, ale Słońce już wokół Ziemi, ponieważ bardziej odpo­wia­dały obser­wa­cjom. Nawet w czasach sta­ro­żyt­nych nie posia­dano urządzeń którymi by wykazano, że to Ziemia krąży, więc między bajki można włożyć to, że ktoś “ukrywał fakt o ist­nie­niu helio­cen­trycz­nego układu”, ponieważ… nie było na niego dowodów. Nie można więc kogoś oskarżać o okła­my­wa­nie ludzi.

        Gali­le­usz? Nie. Nie wsadzono go za to, że “śmiał myśleć inaczej”. Co za to Gali­le­usz zrobił? Zaczął ogłaszać, że “należy to głosić na uczel­niach jako fakt ponieważ jest to fakt”. Równie dobrze ktoś mógłby w Anno Domini 2020 mani­fe­sto­wać to, że na uczel­niach eko­no­micz­nych powinno się głosić jako bez­względny fakt, że inwe­sto­wa­nie wszyst­kich oszczęd­no­ści w chlorek sodu na 95% przynosi pię­cio­krotny zysk po okresie 7 lat — pomimo braku dowodów obser­wa­cyj­nych. Rze­czy­wi­ście — ktoś “inaczej myślący”, ale czy uczelnie mają brać kogoś takiego na poważnie? Ma on utrzymać sta­no­wi­sko wykła­dowcy?

        W “Ineksie Ksiąg Zaka­za­nych” były różne kate­go­rie i nie znaczyło to od razu, że za prze­czy­ta­nie jakiejś książki były od razu jakieś nie­sa­mo­wite kary czy jakie­kol­wiek były. Postaw się raczej w sytuacji osób żyjących w tamtym okresie. Pojawia się druk i nagle bardzo szybko (w ciągu kilku tygodni) jakaś książka z przy­kła­dowo nie­spraw­dzo­nymi “teoriami nauko­wymi” roz­prze­strze­nia się na całą Europę. Tak jak współ­cze­śnie — gdy za pośred­nic­twem inter­netu taki Jurek Zięba i jemu podobni w kilka minut mogą rozesłać na cały świat swoje “lecz­ni­cze” metody — co potem jest czasami ciężko odwrócić na rzecz kon­wen­cjo­nal­nej medycyny. Wcze­śniej coś takiego zaj­mo­wało więcej czasu, więc łatwiej było na czas zare­ago­wać. Współ­cze­śnie również wszel­kiego rodzaju strony naukowe publi­kują listy książek które mogą zawierać treści pseu­do­nau­kowe lub nie­bez­pieczne.
        W przy­padku dzieła Koper­nika (które zostało wpisane dopiero 70 po wydaniu) wpisanie do Indeksu nie polegało na tym, że nie można było czytać, tylko zasto­so­wano pole­ce­nie by do księgi wpro­wa­dzić poprawkę — na samym początku kilka zdań o tym, że “To co tu jest to tylko hipoteza która nie ma potwier­dze­nia w obser­wa­cjach”. Nie wiem skąd też twoje insy­nu­acje o “paleniu Newtona na stosie”.

        Nie rozumiem też skąd twoja rady­kalna awersja do wszel­kiego rodzaju myśli filo­zo­ficz­nej. Pamiętaj, że wiele praw (w tym na przykład zakaz mor­do­wa­nia) nie ma podstaw nauko­wych, tylko oparte są albo na “widzi­mi­się bo nie chcę by mnie nie zabijali”, albo innych — bardziej filo­zo­ficz­nych (patrz: gilotyna Hume’a).

        Jeszcze raz powta­rzam — ochłodź się trochę, ochłodź, żebyś przy­pad­kiem sam nie robił dokład­nie tego samego o co w komen­ta­rzach oskar­żasz drugiego rozmówcę.

        Pozdra­wiam i życzę miłego dnia

      • Michał Skichał

        Tak na mar­gi­ne­sie, odnośnie Gali­le­usza (przy­po­mnijmy, wybit­nego pro­fe­sora mate­ma­tyki, który uprawiał fizykę eks­pe­ry­men­talną i pro­wa­dził badania astro­no­miczne — zde­cy­do­wa­nie nie będąc kimś pokroju pana Zięby), to gdy ogłosił, że fazy Wenus wspie­rają teorię Koper­nika i gdy o tym roz­po­wia­dał na ban­kie­tach wśród ary­sto­kra­cji i ducho­wień­stwa w Rzymie (a dlaczego nie, wszak nawet zakonni astro­no­mo­wie potwier­dzili jego obser­wa­cje i wnioski), spotkał się z odzewem od fun­da­men­tal­nego betonu, że jego słowa (teoria helio­cen­tryczna) przeczy dosłow­nej inter­pre­ta­cji pisma świętego i osta­tecz­nie policja reli­gijna (Inkwi­zy­cja) z tego właśnie powodu, z powodu sprzecz­no­ści twier­dzeń Gali­le­usza z naukami Pisma, skazała go. Jak kto nie wierzy, niechaj sobie sprawdzi cho­ciażby w Wiki­pe­dii. Tak więc argu­men­to­wa­nie, że Gali­le­usz był jedynie zwykłym szar­la­ta­nem, ściem­nia­czem, krzy­ka­czem, oszustem, który głosił jakieś bliżej nie­okre­ślone, ułudne i nie­bez­pieczne idee, jest zwykłym… kłam­stwem. Powiedzmy to wprost, że Gali­le­usz całkiem słusznie, w oparciu o badania empi­ryczne, odrzucił starą teorią a przyjął nową — taką, która wyja­śnia­łaby obser­wa­cje astro­no­miczne. To, czy inni mate­ma­tycy, fizycy i astro­no­mo­wie zrobili to samo, czy może wciąż jeszcze poszu­ki­wano “lepszych” dowodów, to już zupełnie inna sprawa. To tak, jakby odmawiać Ein­ste­inowi należ­nego mu szacunku, ponieważ za jego życia nie potwier­dzono ist­nie­nia czarnych dziur, jakie prze­wi­dy­wała jego teoria. Pozwo­li­łem sobie napisać ten komen­tarz, tak na wszelki wypadek, gdyby jakiś zbłąkany czy­tel­nik dał się zwieźć na manowce, że Gali­le­usz to jednak była jakaś tam łajza, należnie zamknięta na cztery spusty za swe “kary­godne czyny”. Jak już coś, to Gali­le­usza nale­ża­łoby porów­ny­wać do takiego pro­fe­sora Hawkinga, bo po prostu obaj mieli nie­wy­pa­rzony język w kwe­stiach reli­gij­nych i obaj mówili to, co uważali za prawdę, bez względu na oko­licz­no­ści. Wize­ru­nek Gali­le­usza wyglą­da­ją­cego smutnie przez kraty jest czymś, co warto sobie powiesić na ścianie.

    • Kuba

      Gali­le­usz przy pomocy lunety zaob­ser­wo­wał fazy Wenus, co było dowodem nie­po­praw­no­ści geo­cen­trycz­nego modelu Pto­le­me­usza, ale zgadzało się z modelem Koper­nika. Także miał solidne podstawy obser­wa­cyjne.

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Dziękuję za dopeł­nie­nie, na pewno się przyda.

    • Michał Skichał

      Dzięki za życzliwe słowa, tekst artykułu i w ogóle całe kwantowo. Pozwo­li­łem sobie dodać jeszcze jedną pozycję do ww listy, link do tekstu o łuskow­cach, acz­kol­wiek jest on dość tech­niczny :(( Akurat dziś onet popu­la­ry­zuje wątek łuskow­ców, więc pomy­śla­łem, że może i kwantowo — choćby w takich komen­ta­rzach — powinno także być na bieżąco w kwestii “sensacji wieczoru”.

  • Michał Skichał

    Czyżby pan nigdy nie słyszał o smutnym losie pana Bruno i jak działał indeks ksiąg zaka­za­nych? A może pan słyszał, ale tak to jakoś sprytnie zapa­mię­tał, że były to wyda­rze­nia wzniosłe, wesołe i godne pochwały?

  • BloodMan

    Według mnie, noszenie masek ma sens przez wszyst­kich
    — po pierwsze nie wiesz czy nie zarażasz
    — po drugie wirusy są malutkie, ale prze­no­szą się kro­pel­kowo czyli na wydzie­li­nie — a wydzie­linę maski już zatrzy­mują dość sku­tecz­nie

    Co do tem­pe­ra­tury — na pewno nie straszne im 39’C — bo nawet tyle miała część pacjen­tów z SARS‑2 😉

  • Michał Skichał

    W którym niby miejscu wyrażam zachwyt nad tym, że uwięzili Gali­le­usza?

    W tym, w którym racjo­na­li­zuje pan powody tego niecnego uczynku, w którym porów­nuje pan prof. Gali­le­usza do pana Zięby, że niby bliżej mu było do “zię­bo­wi­tów” niż do naukow­ców. Napisał pan również to:

    Nie wsadzono go za to, że “śmiał myśleć inaczej”. Co za to Gali­le­usz zrobił? Zaczął ogłaszać, że “należy to głosić na uczel­niach jako fakt ponieważ jest to fakt”. Równie dobrze ktoś mógłby (…) mani­fe­sto­wać to, że na uczel­niach eko­no­micz­nych powinno się głosić jako bez­względny fakt, że inwe­sto­wa­nie wszyst­kich oszczęd­no­ści w chlorek sodu na 95% przynosi pię­cio­krotny zysk po okresie 7 lat — pomimo braku dowodów obser­wa­cyj­nych. Rze­czy­wi­ście — ktoś “inaczej myślący”, ale czy uczelnie mają brać kogoś takiego na poważnie? Ma on utrzymać sta­no­wi­sko wykła­dowcy?

    - tutaj wyraźnie pan daje do zro­zu­mie­nia, że takich “zię­bo­wi­tów” należy karać, izolować, utrud­niać wyra­ża­nie poglądów. Wie­lo­krot­nie sugeruje pan, że nic złego się nie stało i atakuje pan moje wypo­wie­dzi o tym, że jednak źle się stało, iż Gali­le­usza uwię­ziono.

    W tamtych przy­to­czo­nych zdaniach nie zaprze­czam sam sobie.

    Ależ zaprze­cza pan. Przy­po­mi­nam, że zwró­ci­łem uwagę, iż Gali­le­usz został uwię­ziony nie za popeł­nie­nie prze­stęp­stwa, wyrzą­dze­nie komuś krzywdy, lecz wyłącz­nie za to, że wygła­szał swoje poglądy publicz­nie. Innymi słowy, został uwię­ziony za swobodę wypo­wie­dzi. Pan zaś najpierw temu zaprze­cza, a potem to potwier­dza wska­zu­jąc, że powodem uwię­zie­nia były wyłącz­nie wypo­wie­dzi pro­fe­sora (doma­ga­nie się naucza­nia teorii helio­cen­trycz­nej na uni­wer­sy­te­tach).

    Paro­krot­nie sugeruje pan, że zna się pan na historii Gali­le­usza lepiej. Ale patrząc na pańskie wypo­wie­dzi, to śmiem w to wątpić. Przy tej okazji przy­po­mnę może, że for­mal­nie Gali­le­usz nie został skazany za doma­ga­nie się zmian w pro­gra­mie naucza­nia uni­wer­sy­te­tów, ale za “gło­sze­nie herezji” sprzecz­nej z naukami Pisma Św. Zarzu­cano mu, że to nie­moż­liwe, aby Słońce nie krążyło wokół Ziemi (tylko stało w środku wszech­świata, zaś Ziemia krążyła wokół Słońca), bo w Piśmie Św. stoi jak byk, że Jozue zatrzy­mał słońce. Skoro więc Jozue mógł zatrzy­mać Słońce, to znaczy, że ono się prze­miesz­cza. A zatem nauki pro­fe­sora są herezją. Prof. Gali­le­usz pozwolił sobie suge­ro­wać, że niektóre frag­menty Pisma Św. należy czytać meta­fo­rycz­nie a nie dosłow­nie, tzn. takie frag­menty, które mówią o prze­miesz­cza­niu się Słońca, ale to tylko pogor­szyło jego sprawę.

    Pozwolę sobie zauważyć, że inkwi­zy­to­rów nie inte­re­so­wało, czym dokład­nie jest dzieło umiesz­czone na indeksie, więc kiedy palono nakłady książek umiesz­czo­nych w indeksie, palono też książki Koper­nika. Podobnie też gdy jakiś student usiłował zdobyć taką książkę, inkwi­zy­to­rów nie inte­re­so­wały tłu­ma­cze­nia o studiach astro­no­micz­nych, tylko fakt, że ktoś usiłuje sprze­ci­wiać się nakazom samego papieża. Oczy­wi­ście, każda książka z indeksu była dostępna “za zezwo­le­niem”, bo gdyby inkwi­zy­to­rzy nie znali treści tych książek, to łatwo byłoby ich oszukać, drukując je pod innym tytułem. Fakt, że dziś śro­do­wi­ska kościelne piszą tak eufe­mi­stycz­nie o niskiej szko­dli­wo­ści indeksu nie zmieni jednak historii w żaden sposób. Ani tym bardziej samego faktu, że była to obrzy­dliwa próba cen­zu­ro­wa­nia swobody wypo­wie­dzi. Niestety, oso­bi­ście nie znam żadnego donie­sie­nia o tym, aby ktoś się skarżył, że utrud­niano mu dostęp do pracy Koper­nika, czy że pracę tę wyrwano mu z rąk i spalono (ciekawe, dlaczego nie ma o tym zapisów?).

    W przy­ta­cza­nym na koniec przez pana przy­kła­dzie — z punktu widzenia pojęcia prawdy abso­lut­nej w takim zna­cze­niu, w jakim go użyłem i z punktu widzenia logiki — jedna z dwóch osób w tym pokoju jest kłamcą, a druga mówi prawdę. Pana błąd polega na posłu­gi­wa­niu się potocz­nym rozu­mie­niem słowa “kłamca”, zakła­da­ją­cym inten­cjo­nal­ność i świa­do­mość (wiedzę, zdawanie sobie sprawy). (W mojej defi­ni­cji, “kłamcą” jest po prostu ten, kto nie mówi prawdy. Czy prąd elek­tryczny porazi, czy nie porazi kogoś, kto nie zdaje sobie sprawy z ist­nie­nia zjawiska elek­trycz­no­ści?)

    Stąd moje zło­śli­wo­ści o bawieniu się w adwokata. Jeżeli chce pan rozważać stan wiedzy ludzi, którzy skrzyw­dzili pro­fe­sora Gali­le­usza i dowodzić, że być może dokonali tego nie­in­ten­cjo­nal­nie (a więc że niby są niewinni bądź mniej winni), nie wiele pan wskóra.

    Po pierwsze, nie ma zna­cze­nia czy inkwi­zy­to­rzy wie­dzieli o tym, że teoria helio­cen­tryczna jest praw­dziwa, bo znęcanie się nad ludźmi, pozba­wia­nie ich wolności (i palenie na stosach też) z powodu tego, że ci ludzie wyrażają poglądy roz­bieżne od poglądów wyra­ża­nych przez ich katów, jest haniebne. Co z tego, że inkwi­zy­to­rzy w zapisie wyroku wyrażali wąt­pli­wo­ści odnośnie tego, czy udo­wod­niono już teorię helio­cen­tryczną osta­tecz­nie i że potrzebne byłyby ku temu dalsze dowody? Od roz­strzy­ga­nia tego, że jakaś teoria jest czy nie jest udo­wod­niona, nie służy papież ani inkwi­zy­tor! Kogo obchodzi, co inkwi­zy­tor myśli o tej, czy innej teorii naukowej? Co to w ogóle ma do rzeczy? Zresztą, jest to argument na rzecz obrony pro­fe­sora — skoro obser­wa­cje Wenus nie roz­strzy­gają w pełni o słusz­no­ści teorii helio­cen­trycz­nej, to profesor mógłby prze­pro­wa­dzić dalsze badania, aby to wykazać, bądź aby się pogrążyć.

    Po drugie, odkrycie faz Wenus zostało potwier­dzone przez licznych astro­no­mów, w tym również astro­no­mów zakon­nych, pra­cu­ją­cych na rzecz Watykanu, i wszyscy dosko­nale wie­dzieli, co to oznacza dla teorii geo­cen­trycz­nej i helio­cen­trycz­nej. I pisali do Gali­le­usza gra­tu­lu­jąc mu odkrycia i dys­ku­tu­jąc o jego zna­cze­niu. Sam papież chciał się spotkać z Gali­le­uszem i dys­ku­to­wać o wynikach i zna­cze­niu jego badań. Gali­le­usz stał się sławny i popu­larny w całym Rzymie. Skazując Gali­le­usza stwier­dzono, że to, jak należy inter­pre­to­wać Pismo Św. — czy fragment o zatrzy­ma­niu Słońca przez Jozuego należy rozumieć meta­fo­rycz­nie czy dosłow­nie — będzie roz­strzy­gany przez papieża, kiedy ten uzna to za stosowne, a nie przez jakiegoś tam Gali­le­usza, bo ten tak sobie sam wymyślił. To było kwin­te­sen­cją wyroku, a nie to, że Gali­le­usz wygła­szał tezy tak fałszywe, jak tezy pana Zięby na temat zdrowia, choroby i leczenia. Krótko mówiąc, inkwi­zy­to­rzy naj­praw­do­po­dob­niej wie­dzieli, że teoria helio­cen­tryczna jest praw­dziwa a geo­cen­tryczna fałszywa — bo na to wska­zy­wały potwier­dzone przez innych obser­wa­cje Wenus — ale skazali Gali­le­usza i tak, bo po prostu drażnił ich jego tupet w mówieniu o tym, jak należy rozumieć pewne ustępy Pisma Św., a przede wszyst­kim drażniło ich to, że o takich rzeczach jak ciała nie­bie­skie można roz­strzy­gać empi­rycz­nie, naukowo.

    Tak wiec powtórzę: to haniebne, skan­da­liczne i kary­godne więzić ludzi tylko za to, że mówią to, co uważają za słuszne (bez względu na to, czy czynu tego dokonują ludzie duchowni, czy świeccy pro­ku­ra­to­rzy), zwłasz­cza, kiedy mają dowody naukowe i kiedy chcą zbierać kolejne dowody. Haniebne jest to, że unie­moż­li­wiono Gali­le­uszowi zebranie lepszych dowodów, jeżeli w już zebrane wątpiono i tym postę­po­wa­niem stra­szono innych uczonych, aby przy­pad­kiem nie pró­bo­wali zbierać dowodów na cokol­wiek. Na szczę­ście gwałt na Gali­le­uszu, jak mówi sama Wiki­pe­dia, nie powstrzy­mał innych uczonych przed stwo­rze­niem nauki jako opartej na bada­niach empi­rycz­nych drodze odkry­wa­nia prawdy.

  • Michał Skichał

    Panie Adamie,
    W Pracowni Wiru­so­lo­gii Mało­pol­skiego Centrum Bio­tech­no­lo­gii UJ (przy współ­pracy z Wydzia­łem Chemii UJ) jakiś czas temu opra­co­wano związek, który wydaje się być poten­cjal­nym kan­dy­da­tem na przyszły lek przeciw koro­na­wi­ru­som (na co wskazują wyniki badań z 2013 <link> oraz z 2016 <link> roku). Bieżące badania nato­miast pokazują (przy współ­pracy z Chiń­czy­kami), że ten związek radzi sobie z SARS-CoV‑2 (manu­skrypt ocze­ku­jący na publi­ka­cję <link>). Panie Adamie, może by tak jakiś wywia­dzik dla czy­tel­ni­ków kwantowo? Na przykład z panią doktor A. Milewską, pierwszą autorką ww trzech publi­ka­cji? Co prawda to nie fizyka, a bio­che­mia, niemniej jednak temat topowy na poziomie glo­bal­nym, a wyna­la­zek rodzimy, w dodatku — jak piszą niektóre media — badaczom do szczę­ścia pozo­stało już tylko zna­le­zie­nie partnera biz­ne­so­wego celem prze­pro­wa­dze­nia prób kli­nicz­nych i wdro­że­nia poten­cjal­nego leku. Co prawda UJ posiada taką jed­nostkę w struk­tu­rze admi­ni­stra­cyj­nej, która zajmuje się trans­fe­rem tech­no­lo­gii i szu­ka­niem part­ne­rów biz­ne­so­wych dla pra­cow­ni­ków, którzy coś odkryli, ale kto wie, może to jednak kwantowo pomoże roz­pro­pa­go­wać kra­kow­ski wyna­la­zek i pomóc znaleźć poten­cjal­nego inwe­stora? Można zapytać np, o to, jak działają koro­na­wi­rusy, jak wnikają do komórki, jak prze­szka­dza im kra­kow­ski wyna­la­zek, a także, czy można zro­zu­mieć wirusy bez rozu­mie­nia teorii ewolucji, jaką rolę pełni teoria ewolucji w biologii, bio­che­mii — no, czy można się bez niej obejść — jak wygląda nauka na przy­kła­dzie wiru­so­lo­gii, jak wygląda droga od odkrycia do gotowego produktu dostęp­nego na rynku itd.

  • GK

    Dzień dobry
    Czy mogę prosić o infor­ma­cję, o jakich kon­kret­nie arty­ku­łach jest tu wzmianka:

    pierwsze doty­czące go prze­strogi pojawiły się w cza­so­pi­smach bran­żo­wych niemal równo rok temu.

    ?

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Chodziło mi o artykuł “Bat Coro­na­vi­ru­ses in China” z cza­so­pi­sma “Viruses”.