Czytaj dalej

Trzydzieści lat temu entuzjaści lotów kosmicznych z całego świata przeżyli wstrząs. Wahadłowiec Challenger eksplodował po zaledwie kilkudziesięciu sekundach lotu. Natychmiast zaczęto szukać przyczyn katastrofy, a w składzie komisji śledczej zasiadł sam Richard Feynman.

Czarna 72 sekunda

Rok 1986 nazna­czony został dwiema tra­ge­diami, które nad­szarp­nęły ludzkie zaufanie do nauki i techniki. Los chciał, że histo­ryczne klęski soli­dar­nie poniosły obie strony zim­no­wo­jen­nego wyścigu. W kwietniu, w Związku Radziec­kim nie­od­po­wie­dzialny test dopro­wa­dził do wysa­dze­nia reaktora nr 4 w Czar­no­bylu. Nieco wcze­śniej, w styczniu, ciemne chmury zawisły nad ame­ry­kań­ską agencją kosmiczną. Dla Chal­len­gera była to abso­lut­nie rutynowa, dzie­siąta z kolei misja. Jedynym odstęp­stwem od normy była obecność na pokła­dzie cywila – Christy McAu­liffe, nauczy­cielki wylo­so­wa­nej przez NASA spośród 11 tysięcy ochot­ni­ków. Dramat 38-letniej kobiety nie miał oczy­wi­ście wpływu na dalszy rozwój wydarzeń, ale znacznie zwięk­szył medial­ność lotu. Po kil­ku­krot­nym prze­kła­da­niu terminu startu, odbył się on osta­tecz­nie 28 stycznia. O tym jak wyglą­dała sytuacja z per­spek­tywy zgro­ma­dzo­nych gapiów, naj­le­piej infor­muje nas to ama­tor­skie nagranie:

Jak na pewno zauwa­ży­łeś, więk­szość świadków począt­kowo nie zdała sobie sprawy z tego, że maszyna uległa roz­człon­ko­wa­niu. Dopiero po kilku minutach, gdy centrala podała ofi­cjalną infor­ma­cję o zerwaniu łącz­no­ści z waha­dłow­cem, do wszyst­kich dotarło, że oglądane “fajer­werki” nie należały do planu. Obecnie wiemy, że sied­mio­oso­bowa załoga wcale nie musiała zginąć od razu. Odrzu­cona od Chal­len­gera kabina stała się miejscem kaźni, praw­do­po­dob­nie dopiero podczas gwał­tow­nego zde­rze­nia z powierzch­nią Atlan­tyku. Mniej więcej dwie trzecie ele­men­tów waha­dłowca dosłow­nie wypa­ro­wało, zaś reszta jeszcze przez kwadrans spadała do oceanu.

W Waszyng­to­nie zagrzmiało, a opinia publiczna żądała ukarania winnych kata­strofy.

Komisja śledcza

Niemal natych­miast zapadła decyzja o powo­ła­niu komisji, na czele z praw­dziwą szychą – byłym pro­ku­ra­to­rem gene­ral­nym i sekre­ta­rzem stanu – Wil­lia­mem Rogersem. W jej skład weszło dwunastu eks­per­tów, zarówno naukow­ców jak i inży­nie­rów oraz spe­cja­li­stów ds. astro­nau­tyki. Nie licząc Neila Arm­stronga, naj­gło­śniej­szym uczest­ni­kiem zgro­ma­dze­nia był bez wąt­pie­nia noblista, współ­twórca elek­tro­dy­na­miki kwan­to­wej, Richard Feynman. Doj­rza­łego, koń­czą­cego 68 lat pro­fe­sora Caltechu znali niemal wszyscy. Poza osią­gnię­ciami nauko­wymi, cieszył się ogromną popu­lar­no­ścią za sprawą swojego humoru, dystansu do świata, występom w tele­wi­zji i dzia­łal­no­ści popu­la­ry­za­tor­skiej. Właśnie ktoś taki, dys­po­nu­jący zaufa­niem spo­łe­czeń­stwa, był nie­zbędny w nie­zwy­kle medial­nej sprawie.

Inaczej na to patrzył sam Richard, cał­ko­wi­cie nie­chętny do mie­sza­nia się na starość w politykę. Jednak każdy kogo znał, usilnie namawiał go do wzięcia udziału w komisji. W bume­lac­twie nie pomogła mu również żona, pod­su­mo­wu­jąc: 

Jeżeli ty tego nie zrobisz, to dwunastu przy­się­głych będzie razem jeździć z miejsca na miejsce. Jak ty się przy­łą­czysz, jede­na­ście osób będzie tak samo razem jeździć z miejsca na miejsce, a dwunasty będzie węszył na miejscu po kątach i badał wszyst­kie podej­rzane sprawy.

Chcąc nie chcąc, nasz bohater wszedł w skład komisji śledczej i bynaj­mniej nie miał zamiaru próż­no­wać. Postawił jednak warunek: będzie pracował na maksa, ale tylko przez sześć miesięcy i ani dnia dłużej. Jeśli do tego czasu nie uda mu się roz­wią­zać zagadki, ustąpi miejsca komuś młod­szemu.

challenger scheme

Jak przy­stało na cie­kaw­skiego gościa, Feynman szybko wkręcił się w temat, pochła­nia­jąc infor­ma­cje na temat kon­struk­cji waha­dłow­ców i wszel­kich procedur. Sam był w końcu zaledwie (nie)skromnym fizykiem teo­re­tycz­nym. Sądzę, że nam również przyda się mały instruk­taż; “trochę” mniej szcze­gó­łowy niż ten Feynmana, ale na nasze potrzeby wystar­cza­jący:

Zawiniła… uszczelka

Z typową sobie nad­gor­li­wo­ścią, eks­cen­tryczny fizyk na własną rękę prze­py­tał inży­nie­rów z Jet Pro­pul­sion Labo­ra­tory, obejrzał wszelkie nagrania startu oraz zwiedził Centrum im. Ken­ne­dy­’ego. Gor­li­wość popła­ciła, bo bardzo prędko ustrze­lił poten­cjalną przy­czynę tragedii. Uwagę Feynmana zwróciły opa­sa­jące rakiety na paliwo stałe (SRB), gumowe pier­ście­nie. Miały one wypeł­niać szcze­liny między poszcze­gól­nymi seg­men­tami zbior­ni­ków, nie pozwa­la­jąc na prze­pusz­cza­nie gazów, bez względu na panującą tem­pe­ra­turę i ciśnie­nie.

Praw­dzi­wym szokiem dla Richarda było jednak uświa­do­mie­nie sobie, że awa­ryj­ność owych uszcze­lek nie sta­no­wiła większej tajem­nicy! Najpierw trafił na raport z testów, zawie­ra­jący roz­bra­ja­jące zdanie: “Brak wła­ści­wego wtórnego uszczel­nie­nia złącza stanowi istotne zagro­że­nie”; a niedługo później, na jedno ze spotkań komisji stawił się pra­cow­nik Morton Thiokol Company, pro­du­centa podej­rza­nych gumek. Aby zawczasu uniknąć oskarżeń, inżynier wyznał, że oso­bi­ście infor­mo­wał NASA o nie­bez­pie­czeń­stwie, zwra­ca­jąc kie­row­nic­twu szcze­gólną uwagę na nie­ko­rzystne warunki atmos­fe­ryczne. Chodziło mu o tem­pe­ra­turę, która w dniu startu wynosiła ‑2°C, co mogło usztyw­niać i powo­do­wać kruchość uszcze­lek. Dotąd promy nie roz­po­czy­nały misji w tem­pe­ra­tu­rze niższej niż 12°C, więc stycz­niowy przy­mro­zek rze­czy­wi­ście powinien być wzięty pod uwagę. Niestety ostrze­że­nia zlek­ce­wa­żono.

Przejęty Feynman zażyczył sobie grun­tow­nego raportu doty­czą­cego wytrzy­ma­ło­ści feler­nego elementu. I dostał: dzie­siątki stron opi­su­ją­cych naj­róż­niej­sze testy wysta­wia­jące zasto­so­waną gumę na wysokie tem­pe­ra­tury i ciśnie­nie. Nie do końca o to mu chodziło. Nie chciał wiedzieć czy guma nie roz­pad­nie się po 12 godzi­nach chło­dze­nia ciekłym azotem. Inte­re­so­wały go detale, w warun­kach gdzie liczy się każdy milimetr i każdy ułamek sekundy. Poza tym, geniusz nie byłby sobą gdyby nie spró­bo­wał dowieść swoich racji w łopa­to­lo­giczny, naoczny sposób. Skoro mógł spro­wa­dzić fizykę cząstek ele­men­tar­nych do dzie­cin­nych “bazgro­łów” (tzw. dia­gra­mów Feynmana), to jaki problem mogła stanowić głupia uszczelka?

Telewizyjny pokaz prof. Feynmana

Do wiel­kiego show doszło podczas kolej­nego zebrania komisji, trans­mi­to­wa­nego przez tele­wi­zję. Richard poprosił obsługę o szklankę wody z lodem, oczy­wi­ście nie po to aby prze­płu­kać gardło. Gdy pro­wa­dzący dyskusję Rogers roz­po­czął wątek uszcze­lek, nauko­wiec uprzej­mie mu przerwał, dając mały pokaz. Przy­niósł ze sobą minia­turę pier­ście­nia uszczel­nia­ją­cego (zdjętą z modelu waha­dłowca) oraz zacisk przy­po­mi­na­jący imadło. Znie­kształ­cił gumę, założył na nią zacisk i włożył na moment do mrożonej wody. Po wycią­gnię­ciu zdjął zacisk, stwier­dza­jąc, iż materiał nie­chęt­nie, a na pewno nie­do­sta­tecz­nie szybko wraca do poprzed­niej formy.

Jak pamię­tasz, w momencie startu Chal­len­gera tem­pe­ra­tura wynosiła zaledwie ‑2°C, a zatem oka­la­jące ruchome części zbior­nika pier­ście­nie niemal na pewno nie nadążały z dopa­so­wy­wa­niem się do rosną­cych szczelin. Gorące gazy posia­dały więc dodat­kowe ujście i jak naj­bar­dziej mogły spo­wo­do­wać kata­strofę. 

Tak własnie Richard Feynman, po raz kolejny w swojej bogatej karierze, dał nie­sa­mo­wity popis swej nie­skoń­czo­nej kre­atyw­no­ści. Prostym eks­pe­ry­men­tem wskazał winnego tra­gicz­nej śmierci siedmiu astro­nau­tów. Był nim gumowy pier­ścień uszczel­nia­jący. I niska tem­pe­ra­tura. I przed­się­bior­stwo Thiokol Company. A przede wszyst­kim palant, który zezwolił na pośpieszny start Chal­len­gera, mimo wielu ostrze­żeń i nie­sprzy­ja­ją­cej aury. Pracę komisji zwień­czył wydany trzy­dzie­ści lat temu, w czerwcu 1986 roku, 260-stro­ni­cowy raport (dostępny do pobrania tutaj).

Komisja i uczest­ni­czące w śledz­twie agencje są zgodne, że strata promu kosmicz­nego Chal­len­ger była spo­wo­do­wana
awarią w złączu pomiędzy dwoma niższymi
seg­men­tami prawej rakiet na paliwo stałe. Nie­ty­powa awaria wynikła z uszko­dze­nia uszcze­lek, które są prze­zna­czone do zapo­bie­ga­nia wydo­sta­wa­niu się gorących gazów…

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.