Czytaj dalej

Wszyscy z pewnością słyszeliśmy o misji telewizji publicznej, ale czy to samo można powiedzieć o bibliotekach? To także instytucje finansowane z budżetu państwa i podmioty, na które ustawa nakłada określone i konkretne zadania. Czy zatem biblioteki powinny kształtować gusta czytelnicze czy zwyczajnie im schlebiać?

Poniższy wpis ma charakter gościnny. Przygotował go Igor Banaszczyk, autor Vloga Literackiego Grafzero. Mam nadzieję, że drobna odskocznia od fizyki i mojego stylu dobrze wam zrobi. Miłej lektury!
Zacznijmy od drobnego, praw­ni­czego wstępu. Funk­cjo­no­wa­nie i dzia­łal­ność biblio­tek odbywa się w ramach nakre­ślo­nych przez Ustawę o biblio­te­kach z dnia 22 czerwca 1997. W myśl tego doku­mentu: “(…) Biblio­teki i ich zbiory stanowią dobro narodowe oraz służą zacho­wa­niu dzie­dzic­twa naro­do­wego. Biblio­teki orga­ni­zują i zapew­niają dostęp do zasobów dorobku nauki i kultury polskiej oraz świa­to­wej. (…) Biblio­teki publiczne służą zaspo­ka­ja­niu potrzeb oświa­to­wych, kul­tu­ral­nych i infor­ma­cyj­nych ogółu spo­łe­czeń­stwa oraz uczest­ni­czą w upo­wszech­nia­niu wiedzy i kultury”. Ustawa tworzy więc dość jasne i oczy­wi­ste wytyczne, które defi­niują coś, co nazwać możemy “misją biblio­teczną”. Co to tak naprawdę oznacza dla czy­tel­ni­ków?

Publiczna czyli jaka?

W centrum naszego zain­te­re­so­wa­nia znajdują się biblio­teki publiczne. Z oczy­wi­stych względów wyłą­czone z rozważań będą biblio­teki naukowe i peda­go­giczne, mające do speł­nie­nia nieco inne zadania. Dodat­kowo, niektóre z dużych biblio­tek miej­skich lub woje­wódz­kich, zajmują się archi­wi­za­cją regio­na­liów – czyli doku­men­tów zwią­za­nych w jaki­kol­wiek sposób z historią i kulturą regionu. W takim przy­padku, ich nad­rzęd­nym celem będzie gro­ma­dze­nie zasobów pewnego rodzaju piśmien­nic­twa, bez względu na jego wartość mery­to­ryczną bądź kul­tu­rową.

Co jednak w przy­padku biblio­tek publicz­nych, tak zwanych osie­dlo­wych, do których przy­cho­dzimy po bele­try­stykę, ewen­tu­al­nie lite­ra­turę popu­larno-naukową? W tym przy­padku, bardzo często na półkach możemy znaleźć pozycje wyjąt­kowo niskich lotów, źle napisaną, źle zre­da­go­waną i urą­ga­jącą wszelkim gustom. Co więcej, nieraz właśnie książki takiego sortu, są kupowane na życzenie czy­tel­ni­ków! Czy biblio­te­karz, który wedle ustawy powinien “uczest­ni­czyć w upo­wszech­nia­niu wiedzy i kultury”, ma prawo w takiej sytuacji odmówić kupna popu­lar­nego, ale jednak gniota?

Ja płacę, pan płaci, społeczeństwo płaci

Niestety zde­cy­do­wana więk­szość zbiorów kupowana jest z pie­nię­dzy pocho­dzą­cych z budżetu. Przyznam szczerze, że czułem wyjąt­kowy niesmak, kiedy pewnego razu, na szóstym tomie cyklu Plotkara autor­stwa Cecily von Ziegesar, zoba­czy­łem pie­czątkę z napisem „zaku­pione ze środków Mini­ster­stwa Kultury”. Czy naprawdę tak to powinno wyglądać? Całkiem niedawno słychać było głosy obu­rze­nia w związku z obec­no­ścią gwiaz­dora disco-polo w tele­wi­zji publicz­nej. Ale jeśli oburza nas finan­so­wa­nie złej muzyki, z „naszych podatków” (mimo jej sporej popu­lar­no­ści), to czy nie powinny oburzać nas również fatalne książki na półkach naszych biblio­tek? Dlaczego o kształ­cie księ­go­zbio­rów nie powinni decy­do­wać tylko i wyłącz­nie biblio­te­ka­rze, jako osoby wykwa­li­fi­ko­wane?

Trzeba tu pod­kre­ślić, iż biblio­teki publiczne są roz­li­czane przez urzęd­ni­ków, za liczbę czy­tel­ni­ków. Tak się niestety składa, że wymóg jaki stawiają urzędy jest jeden – im więcej tym lepiej. Nic więc dziwnego, że biblio­te­ka­rze starają się w pierw­szym rzędzie ściągnąć jak naj­wię­cej wypo­ży­cza­ją­cych. W oczach urzęd­nika, młody człowiek pozna­jący twór­czość Kafki czy Dosto­jew­skiego, jest równy emerytce pochła­nia­ją­cej kolej­nego Har­le­qu­ina – byle tylko liczba w tabelce ze sta­ty­styką była jak naj­wyż­sza. Sprawia to oczy­wi­ście, że biblio­te­ka­rze często mają związane ręce; rezy­gna­cja z części czy­tel­ni­ków może dopro­wa­dzić bowiem do cięć budże­to­wych, zwolnień bądź nawet likwi­da­cji placówki.

Sprawę mogłyby roz­wią­zać dary. Zła książka, która tra­fia­łaby w ten sposób do czy­tel­nika, przy­naj­mniej nie obcią­ża­łaby kieszeni podat­nika. Problem polega na tym, że wiele biblio­tek boryka się z brakiem… miejsca. Jeśli dojdzie do sytuacji, w której księ­go­zbiór należy uszczu­plić, to z całą pew­no­ścią nikt nie pozbę­dzie się książki poczyt­nej. Wartość danej pozycji będzie miała zna­cze­nie dru­go­rzędne, bo przecież poziom czy­tel­nic­twa nie powinien zauwa­żal­nie spaść.
[ecko_contrast]Wtrą­ce­nie: popu­lar­no­nau­kowa biblio­teka

Nie byłbym sobą, gdyby nie wtrącił tu wątku lite­ra­tury popu­lar­no­nau­ko­wej, która w pomniej­szych, miej­skich biblio­te­kach niemal nie istnieje. W pobli­skiej mi placówce na przykład, poświę­cono całą półkę na pozycje poświę­cone fizyce, chemii i astro­no­mii. Rzekłbym nawet, że nie jest źle, zwa­żyw­szy na wielkość mia­steczka i liczbę poten­cjal­nych czy­tel­ni­ków. Rzecz w tym, że po bliższej obdukcji okazuje się, iż wyłożona lite­ra­tura pamięta epokę wcze­snego Gierka. (Pochwalę się, że jedyna aktualna książka Piękne pytanie Franka Wilczka – została poda­ro­wana biblio­tece przeze mnie. Polecam takie dzia­ła­nia, jeśli zabrakło wam miejsca na domowych regałach).

Można by to wszystko uspra­wie­dli­wić brakiem funduszy, gdy nie fakt, że tę samą insty­tu­cję stać na Ukryte terapie, prace poświę­cone astro­lo­gii i inne dyr­dy­mały. W tym miejscu również stawiam sobie pytanie: czy biblio­teka aby an pewno pełni misję edu­ka­cyjną? Czy pełni jaką­kol­wiek misję… (wtrącił: Adam Adamczyk)
[/ecko_contrast]

Czytelnik nasz pan

Osobną kwestią pozo­staje stosunek czy­tel­nika do pra­cow­ni­ków biblio­teki. Z reguły jest on pozy­tywny i pełen zro­zu­mie­nia, czasem jednak trafiają się użyt­kow­nicy trak­tu­jący biblio­te­ka­rza jak “poda­wa­cza książek”. Ten typ petenta żąda tylko zaspo­ko­je­nia gustów i nie przyj­muje do wia­do­mo­ści odmowy. Nie chodzi tu rzecz jasna, o jakąś próbę biblio­tecz­nej cenzury (osobna kwestia to użyt­ko­wa­nie przez dzieci i młodzież biblio­tek dla doro­słych), ale o próbę świa­do­mego kształ­to­wa­nia księ­go­zbioru. Brak kolejnej powieści Kata­rzyny Michalak czy Kerrelyn Sparks skutkuje obu­rze­niem: “Przecież to takie znane! Powinno być w biblio­tece!”. Ustawa swoje, czy­tel­nicy swoje.

Co robić?

Przede wszyst­kim wymagać. Od siebie, od biblio­te­ka­rzy, od czy­tel­ni­ków. Promować dobrą (albo chociaż przy­zwo­itą) lite­ra­turę i wyraźnie pięt­no­wać tę złą. Rzecz jasna, nie znaczy to, że z biblio­tecz­nych półek ma zniknąć lite­ra­tura roz­ryw­kowa! Co to, to nie! Powinna zniknąć tylko lite­ra­tura źle napisana i bez­war­to­ściowa. I proszę mi wierzyć – da się taką lite­ra­turę obiek­tyw­nie wskazać.

Gościn­nie,
Igor Banasz­czyk
Grafzero Vlog Lite­racki

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.