Kosztowne zbiorowisko maniaków | Kwantowo.pl

Projekt Manhattan był jednym z najbardziej zdumiewających programów badawczych w historii, nie tylko pod względem militarnym, ale również naukowym. Jak to ujął, sprawujący wojskową pieczę nad projektem pułkownik Groves: to kosztowne zbiorowisko maniaków! I rzeczywiście, placówkę odwiedzała cała śmietanka ówczesnego świata nauki, w tym kilkunastu aktualnych lub przyszłych noblistów.

W pracach nad bombą jądrową swoją cegiełkę dorzucił niemal każdy znaczący fizyk lat ’40: Enrico Fermi (pierwszy reaktor jądrowy), Owen Cham­bar­lain, Emilio Segre (odkrycie anty­pro­tonu), Ernest Lawrence (prototyp akce­le­ra­tora cząstek ele­men­tar­nych), James Chadwick (odkrycie neutronu), a także Luis Alvarez, Richard Feynman, Robert Oppen­he­imer i dzie­siątki innych figur liczą­cych się na mapie nauko­wego świata. Para­dok­sal­nie, zor­ga­ni­zo­wa­nie tak monu­men­tal­nego projektu, nie byłoby możliwe gdyby nie ówczesny klimat geo­po­li­tyczny. Wojna i mili­tarna polityka III Rzeszy, dopro­wa­dziły do masowej emi­gra­cji euro­pej­skich naukow­ców za ocean, gdzie połą­czyli swoje siły z miej­sco­wymi pro­fe­so­rami. Z kolei straty na frontach popchnęły USA do wyło­że­nia potęż­nych sum na poszu­ki­wa­nia nie­kon­wen­cjo­nal­nych roz­wią­zań.

Lubię myśleć o labo­ra­to­rium w Los Alamos, jako o placówce o naj­więk­szym stężeniu IQ na metr kwa­dra­towy w historii. Nigdy później, nie udało się zebrać takiej ilości genial­nych naukow­ców w jednym miejscu. Poje­dyn­cze i sto­sun­kowo krótkie kon­fe­ren­cje, nigdy nie będą miały szansy dać takich wyników, jak rze­czy­wi­sta, kil­ku­let­nia współ­praca badaczy nad jednym, jasno ozna­czo­nym celem. Ame­ry­ka­nie zrobili wszystko aby inwe­sty­cja warta dwa miliardy dolarów (wówczas kolo­salna suma), nie okazała się porażką.
Zadanie wykonano i nie mogło być inaczej. Bo kto miał okieł­znać moc atomu, jeżeli nie oni? Cały zamysł operacji, logi­styka, zaplecze badawcze i finan­sowe, zasłu­gują na słowa uznania. Szacunek ten nad­szar­puje jedynie cel przed­się­wzię­cia. Po raz kolejny w historii okazało się, że destruk­cja i rywa­li­za­cja stanowią znacznie lepszą inspi­ra­cję dla rozwoju niż li tylko ludzka cie­ka­wość.

A gdyby tak zor­ga­ni­zo­wać podobną placówkę dzisiaj? Co by wykieł­ko­wało, gdyby zebrać kil­ku­dzie­się­ciu nobli­stów i pro­fe­so­rów z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych uczelni na świecie, sypnąć gotówką, zapewnić potrzebny osprzęt i odpo­wiedni czas? Nie mogę zagwa­ran­to­wać, że takie zgro­ma­dze­nie przy­nio­słoby światu lek na raka, wielką uni­fi­ka­cję albo inny Święty Graal. Wiem jednak, że nawet poboczne odkrycia i kon­cep­cje sta­no­wi­łyby nie­prze­ce­niony wkład w rozwój nauki.

Szkoda tylko, że taki gwiaz­do­zbiór, zebrano tylko raz i to wyłącz­nie dla osią­gnię­cia celów mili­tar­nych. Na kolejną, taką ini­cja­tywę nie ma co liczyć. Chyba, że rządy naj­więk­szych państw na świecie zostaną do tego  zachę­cone poten­cjal­nym zyskiem lub zmuszone sytuacją.

Pozo­staje ocze­ki­wać III Wojny Świa­to­wej bądź ude­rze­nia aste­ro­idy.
Roz­wią­za­nie konkursu “Dziew­czyny atomowe”:

Wypada jeszcze, abym wyraził swoją osobistą opinię na temat owocu Projektu Man­hat­tan. Czy ataki jądrowe na Hiro­szimę i Nagasaki rze­czy­wi­ście były naj­lep­szym wyjściem? Nie­przy­pad­kowo, w ostatnim wpisie zadałem wam to pytanie. Sam zmagam się z nim od dłuż­szego czasu, zarówno na płasz­czyź­nie poli­tyczno-histo­rycz­nej jak i etycznej, bez­sku­tecz­nie poszu­ku­jąc odpo­wie­dzi.

Sta­wia­jąc się w pozycji Ame­ry­ka­nów, sprawa jest jasna: ocalono tysiące własnych żoł­nie­rzy, poten­cjalni wrogowie nabrali pokory, a inwe­sty­cja warta dwa miliardy dolarów nie poszła na marne. Będąc na miejscu pre­zy­denta Trumana praw­do­po­dob­nie, również pod­pi­sał­bym rozkaz. Zupełnie inaczej wygląda to wszystko z punktu widzenia neu­tral­nego obser­wa­tora. Alianci jednym ruchem ręki starli z powierzchni ziemi dwie tętniące życiem aglo­me­ra­cje. O ile, żabie skoki kosz­to­wały życie tysiące woj­sko­wych po obu stronach barykady, o tyle nowa broń posłu­żyła masakrze na setkach tysięcy cywilów. W tym również starców, dzieci i kobiet, osób nie bio­rą­cych aktyw­nego udziału w walkach. Cywi­li­za­cja nie przy­pad­kowo dąży do zapew­nie­nia jak naj­więk­szego bez­pie­czeń­stwa ludności cywilnej. Wszelkie kon­wen­cje i traktaty pod­pi­sy­wane są właśnie po to, aby w ramach kon­flik­tów zbroj­nych cier­piało jak najmniej osób postron­nych. Hiro­szima i Nagasaki stanowią zaprze­cze­nie takich idei.
 
Zasta­na­wia jeszcze jedna kwestia, na którą zwróciło uwagę tylko kilkoro z was. Dlaczego zaledwie trzy dni po pierw­szej eks­plo­zji, zafun­do­wano Japoń­czy­kom kolejny, jeszcze sil­niej­szy cios? O ile atak na Hiro­szimę można uza­sad­niać potrze­bami mili­tarno-poli­tycz­nymi, o tyle ude­rze­nie w Nagasaki śmierdzi… zwykłym poli­go­nem. Wygląda to tak, jak gdyby Ame­ry­ka­nie posta­no­wili prze­pro­wa­dzić test porów­nu­jący różne warianty — ura­no­wego Little Boya z opartym na plutonie Fat Manem. Co prawda nie­któ­rzy uspra­wie­dli­wiają, twier­dząc że mimo pierw­szego ataku Japoń­czycy byli gotowi do dalszej walki. Inni zaś zupełnie odwrot­nie, uważają że potrzeba zrzu­ce­nia bomb jądro­wych na gęsto zalud­nione miasta, w ogóle nie istniała, a wystar­czy­łaby zwykła demon­stra­cja nowej tech­no­lo­gii, prze­pro­wa­dzona na jakiejś ustron­nej wysepce.

A książki “Dziew­czyny Atomowe” wędrują do: Marcina, Ama­de­usza Olesz­czaka oraz Anonima o mailu  loncjo@wp.pl. Miałem trud­no­ści, ponieważ więk­szość komen­ta­rzy pre­zen­to­wała podobny poziom. Moja wina — następ­nym razem postaram się dać wam większe pole do popisu.

  • http://www.blogger.com/profile/05572332473249570288 Michał Leś

    Bardzo ciekawe podej­ście, jestem ogólnie bardzo zachwy­cony całym blogiem. Pozdra­wiam ser­decz­nie!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pat

    Niestety to jest typowe. Nawet wspo­mniany w tekście lek na raka powsta­nie, jeśli powsta­nie, tylko z chęci zysku a nie z dobrego serca.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Lor­dVe­ti­nari

    Pozwolę sobie przy­to­czyć link do tematu na forum histo­rycz­nym: http://histmag.org/forum/index.php/topic,1799.0.html
    Jeśli inte­re­suje kogoś temat to można tu poznać wiele opinii i faktów. Jest też wspo­mniane i pod­wa­żone to co napisał szanowny autor o demon­stra­cji na bez­lud­nej wyspie. Bardzo ciekawe, polecam 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Znam owe forum, sły­sza­łem te argu­menty i oczy­wi­ście się z nimi nie zgadzam. (Wątek prze­sta­łem czytać kiedy zaczęła się krucjata anty­sy­jo­ni­styczna 0.o). A przy­naj­mniej, nie uważam, że uspra­wie­dli­wiają Ame­ry­ka­nów. “Zrzucili dwie żeby pokazać, że mają ich więcej”. Czemu by nie zrzucić trzech czy czterech? To dzie­ci­nada. Liczyły się tylko subiek­tywne odczucia japoń­skiej gene­ra­li­cji, a jak wiemy zdania były podzie­lone. Jeżeli któryś miał cha­rak­ter kami­ka­dze to nawet zmiaż­dże­nie Tokyo by go nie prze­ko­nało. Inni zaś dosko­nale zdawali sobie sprawę z końca. Nie tylko przez bomby — 9 sierpnia granice Man­dżu­rii prze­kro­czyła Armia Czerwona. W każdym razie tak różnych sta­no­wisk nie dało się pogodzić i jak pokazuje historia, wystar­czyło czekać na wybuch jakiegoś kon­fliktu wewnętrz­nego między japoń­skimi decy­den­tami. Przy czym 3 dni, to za mało nawet na to aby cała Japonia mogła zgro­ma­dzić odpo­wied­nie wrażenia na temat tego co spotkało Hiro­szimę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Hiro­szima i Nagasaki były naj­więk­szymi sku­pi­skami kato­li­ków w Japonii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Szanowny panie, potrzebujemy bomby! | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()