Sukcesy Hayabusy 2 nie mogą liczyć na medialną wrzawę właściwą największym misjom NASA lub ESA – a szkoda. Japońska sonda najpierw zrzuciła na planetoidę zestaw lądowników, a teraz sama wykonała ekwilibrystyczny manewr delikatnie muskając powierzchnię planetoidy.

Przed sondą jeszcze parę istot­nych operacji, ale już teraz warto napisać o niej kilka słów. Wszakże nie­spra­wie­dli­wie byłoby infor­mo­wać o przed­się­wzię­ciach NASA i ESA, a kom­plet­nie prze­mil­czeć arcy­cie­kawe poczy­na­nia Japoń­czy­ków. Dlatego zosta­wiam was z pięcioma wartymi uwagi faktami na temat Hayabusy 2.

1. To trzecie lądowanie na planetoidzie

Zdjęcie Hayabusa 2

Odkąd eks­plo­ru­jemy Układ Sło­neczny, skupiamy się przede wszyst­kim na pla­ne­tach i ewen­tu­al­nie ich księ­ży­cach. To naj­bar­dziej oczy­wi­sty kierunek badań, ale chcąc dogłęb­nie poznać nasz skrawek kosmosu, musie­li­śmy w końcu wziąć pod lupę również pozo­stałe ciała nie­bie­skie. Pla­ne­to­idy nie są może zbyt wielkie czy barwne, ale niosą ze sobą obfity ładunek infor­ma­cji, za które astro­no­mo­wie pozwo­li­liby sobie odciąć obie dłonie. W począt­kach naszego układu pla­ne­tar­nego, wokół młodego Słońca wirował dysk pyłów i gazów, które powoli skupiały się w większe bryły, nazywane pla­ne­to­zy­ma­lami. W ciągu setek milionów lat, część wabio­nych gra­wi­ta­cją pla­ne­to­zy­mali łączyła się formując pro­to­pla­nety, zaś reszta krąży swo­bod­nie w prze­strzeni po dziś dzień. Oznacza to, że te kosmiczne głazy stanowią niemal nie­zmie­niony relikt procesów jakie zacho­dziły 4–4,5 miliarda lat temu, a co za tym idzie, mogą nam powie­dzieć więcej o począt­kach Układu Sło­necz­nego niż jakie­kol­wiek doświad­cze­nia prze­pro­wa­dzane na Ziemi bądź innym dużym globie.

Problem z pla­ne­to­idami jest pro­za­iczny. Są małe. Dokład­niej małe, lekkie, ciemne i róż­no­kształtne – co czyni z nich wyjąt­kowo paskudne lądo­wi­ska. W związku z tą i innymi nie­do­god­no­ściami pierwsza misja dedy­ko­wana pla­ne­to­idzie odbyła się dopiero pod koniec ubie­głego stulecia. Była to wyprawa ame­ry­kań­skiej maszyny NEAR Sho­ema­ker, która dotarła na orbitę ciała (433) Eros, a następ­nie osiadła na jego powierzchni. Powtó­rze­nie podob­nego wyczynu należało już do Japoń­czy­ków. W ramach pierw­szej odsłony misji Hayabusa, w 2005 roku sonda nie tylko dotknęła pla­ne­to­idy (25143) Itokawa, ale również jako pierwsza powró­ciła z zebra­nymi próbkami skał na Ziemię. Obecna wyprawa Hayabusa 2, badająca wła­ści­wo­ści (162173) Ryugu, jest zatem dopiero trzecią eskapadą na pla­ne­to­idę i drugą, która ma szanse na powrót z mate­ria­łem badaw­czym. (Na mar­gi­ne­sie: pod wieloma wzglę­dami podobny kaliber pre­zen­to­wała euro­pej­ska misja Rosetta, lecz jej celem była nie pla­ne­to­ida, a kometa Czu­riu­mow-Gie­ra­si­mienko).

2. Cała wyprawa potrwa 6 lat

Droga sondy Hayabusa 2

Rakieta H-IIA z sondą na pokła­dzie, wystar­to­wała z kosmo­dromu poło­żo­nego na wysepce Tane­ga­shima w grudniu 2014 roku. Cel był wyjąt­kowo trudny do złapania. Mierząca niecały kilometr średnicy pla­ne­to­ida 1999 JU3 (imię Ryugu wyło­niono później w ramach konkursu) okrąża Słońce w podobnej odle­gło­ści co Ziemia. Hayabusę 2 posłano więc na orbitę oko­ło­sło­neczną, by po roku zbliżyła się znów do Ziemi i wyko­rzy­stu­jąc jej gra­wi­ta­cję do przy­śpie­sze­nia, ruszyła we właściwy pościg za skałą. Kró­liczka udało się dogonić dopiero latem 2018.

Obecnie sonda ciągle znajduje się na orbicie pla­ne­to­idy, gdzie pozo­sta­nie do końca roku. Co ciekawe, z uwagi na korzyst­niej­szą kon­fi­gu­ra­cję ciał, droga powrotna będzie znacznie krótsza. Po wyko­na­niu wszyst­kich badań i odpa­le­niu silników jonowych Hayabusa 2 powinna dotrzeć w pobliże Ziemi w prze­ciągu zaledwie roku. Wtedy wypuści spe­cjalne kapsuły (SRC) zawie­ra­jące zebrane próbki gruntu, które przebiją się przez atmos­ferę i wylądują w okolicy Austra­lii. Ogółem, w ciągu całej 6-letniej odysei japoń­skie urzą­dze­nie prze­mie­rzy drogę 5,25 miliarda kilo­me­trów, czyli niewiele mniej od śred­niego dystansu jaki dzieli Słońce od Plutona.

Być może jednak, nie będzie to osta­teczny koniec misji. Sama sonda nie wraca do domu i jeżeli wszyst­kie konieczne systemy zacho­wają spraw­ność, wyruszy na kolejną wyprawę. To na razie tylko spe­ku­la­cje, ale w pomyśl­nym sce­na­riu­szu Hayabusa 2 mogłaby w 2023 roku odwie­dzić pla­ne­to­idę – (172034) 2001 WR1.

3. Sonda zabrała ze sobą aż cztery lądowniki

Lądowniki Hayabusa 2

Pierwsza Hayabusa zabrała ze sobą towa­rzy­sza pod postacią maleń­kiego (12 x 10 cm!) lądow­nika MINERVA. Jej młodsza siostra nato­miast zmie­ściła na swoim pokła­dzie aż cztery urzą­dze­nia prze­zna­czone do bez­po­śred­niego osa­dze­nia na pla­ne­to­idzie. Jako pierwsze powierzchni Ryugu dosięgły 22 września 2018 bliź­nia­cze łaziki Rover-1A i Rover-1B (prze­cho­wy­wane w jednym kon­te­ne­rze MINERVA II-1 – tu często wystę­pują nie­po­ro­zu­mie­nia ter­mi­no­lo­giczne). Następ­nie, nie­spełna dwa tygodnie później wypusz­czono skon­stru­owany przez Niemców i Fran­cu­zów, przy­po­mi­na­jący pro­sto­kątne pudełko gościnny próbnik MASCOT. Ostatni ładunek, pod mało wyszu­kaną nazwą Rover-2 (kontener MINERVA II-2), jeszcze czeka na swoją wielką chwilę, która praw­do­po­dob­nie nastąpi latem 2019.

Użyłem słowa “łazik”, ale należy trak­to­wać tę nazwę bardzo umownie. W rze­czy­wi­sto­ści zrzucone na Ryugu urzą­dze­nia nie posia­dają kół, a ewen­tu­alny ruch nastę­puje poprzez długie skoki wyko­ny­wane przy łasce lichego przy­cią­ga­nia gra­wi­ta­cyj­nego pla­ne­to­idy. Co więcej, zmi­nia­tu­ry­zo­wa­nych maszyn nie wypo­sa­żono w żadne źródła zasi­la­nia, a tylko w baterie zapew­nia­jące zaledwie kil­ka­na­ście godzin pracy. Na szczę­ście nie poską­piono miejsca na aparaty, dzięki którym dosta­li­śmy cały zestaw osza­ła­mia­ją­cych foto­gra­fii w niezłej roz­dziel­czo­ści, pocho­dzą­cych wprost z powierzchni odle­głego i obcego świata. To pobudza wyobraź­nię.

4. Hayabusa 2 delikatnie muska i… bombarduje

No dobrze, ale jak Japoń­czycy chcą spro­wa­dzić okruchy kosmicz­nych skał na Ziemię, skoro zrzucone lądow­niki już przed upływem doby były martwe? Otóż naj­waż­niej­szym urzą­dze­niem badaw­czym całej misji i praw­dzi­wym gwoź­dziem programu pozo­staje sama Hayabusa. Krążąca wokół pla­ne­to­idy sonda została zapro­jek­to­wana w taki sposób, aby kil­ku­krot­nie zetknąć się z gruntem, pobrać materiał skalny i po wszyst­kim obrać kurs na matczyną planetę. Aby to osiągnąć, tuż przed lądo­wa­niem wystrze­lony zostaje nie­wielki pocisk, wzbi­ja­jący obłoczek pyłu. Następ­nie, widoczne na ilu­stra­cjach odnóże sondy zasysa unie­sione drobiny podobnie do rury odku­rza­cza. Po takiej operacji maszyna “odbija się” od powierzchni i wraca na orbitę. 22 lutego byliśmy świad­kami pierw­szego z tych eks­cy­tu­ją­cych poca­łun­ków.

Japoń­skiego Sokoła czekają praw­do­po­dob­nie jeszcze dwa ana­lo­giczne manewry, przy czym ostatni pozwoli zebrać naj­więk­szy łup. Zamiast zwykłej 5-gramowej kulki, wystrze­lony zostanie wtedy masyw­niej­szy pocisk zawie­ra­jący materiał wybu­chowy (Small Carry-on Impactor), który wybije 2-metrowy mikro­kra­ter, uwal­nia­jąc sub­stan­cje leżące pod wierzch­nią warstwą pla­ne­to­idy. Astro­no­mo­wie żywią nadzieję, iż nie­na­ra­żone na dzia­ła­nie światła i wiatru sło­necz­nego skały mogą skrywać naj­cen­niej­sze dane. Dopiero po tym bom­bar­do­wa­niu Hayabusa 2 roz­pocz­nie przy­go­to­wa­nia do powrotu na Ziemię.

5. JAXA świętuje swój największy sukces

Agencja JAXA

Azja już od jakiegoś czasu łakomie spogląda w kosmos. Chiny, Japonia, ostatnio nawet Indie, śmiało i bez kom­plek­sów nawią­zują rywa­li­za­cję z dotych­cza­so­wymi hege­mo­nami. Kraj Kwit­ną­cej Wiśni zasłu­guje na szcze­gólne słowa uznania. Do biednych co prawda nie należy, posiada pewne doświad­cze­nie i godne pozaz­drosz­cze­nia zaplecze naukowe – jednak nie może pochwa­lić się tak gar­gan­tu­icz­nymi środkami jak Stany Zjed­no­czone, Unia Euro­pej­ska czy Chiny. Na chwilę obecną Japońska Agencja Eks­plo­ra­cji Aero­ko­smicz­nej (JAXA) dys­po­nuje budżetem w gra­ni­cach 2 mld dolarów – dwu­krot­nie skrom­niej­szym od funduszu ESA i ponad ośmio­krot­nie mniej­szym od NASA. Mimo to Japoń­czycy nie załamują rąk i zamiast silić się na potężne projekty, posta­wili na sto­sun­kowo nie­wiel­kie, ale szalenie ambitne misje badawcze. W ten sposób na orbitę Księżyca trafiła sonda Kaguya, na orbitę Wenus sonda Akatsuki, zaś pro­to­ty­powy żagiel sło­neczny roz­ło­żyła sonda IKAROS.

Jednak to właśnie zaini­cjo­wany w 2003 roku (czyli niedługo po ofi­cjal­nym sfor­mo­wa­niu JAXA) projekt Hayabusa okazał się naj­od­waż­niej­szy i można go śmiało trak­to­wać jako wizy­tówkę japoń­skiej astro­nau­tyki. Już pierwszy Sokół narobił wiele szumu dosię­ga­jąc pla­ne­to­idy (25143) Itokawa i po raz pierwszy w dziejach spro­wa­dza­jąc na Ziemię próbki odda­lo­nego o kilkaset milionów kilo­me­trów kosmicz­nego kamyka. Nic dziwnego, że azja­tyccy inży­nie­ro­wie uznali tego typu eskapady za swoją niszę i poszli za ciosem. Co do zasady Hayabusa 2 może nie różni się wiele od poprzed­niczki, ale pod niemal każdym względem jest trochę lepsza. Dlatego nawet już teraz – na rok przed ofi­cjal­nym finałem misji – należy mówić o kolejnym dużym sukcesie. JAXA potwier­dziła swe aspi­ra­cje, a na polu kosmicz­nych wypraw badaw­czych jest w stanie nawiązać rywa­li­za­cję z każdym.

Literatura uzupełniająca:
E. Lakdawalla, Hayabusa2 complete, ready to begin its journey to asteroid 1999 JU3, [online: www.planetary.org/blogs/emily-lakdawalla/2014/08311314-hayabusa-2-complete.html];
E. Gough, Japan’s Hayabusa2 is About to Shoot Up the Surface of Ryugu with Tiny Impactors so they can Collect a Sample, [online: www.universetoday.com/141556/japans-hayabusa2-is-about-to-shoot-up-the-surface-of-ryugu-with-tiny-impactors-so-they-can-collect-a-sample/]
W. Zukerman, Hayabusa 2 will seek the origins of life in space, [online: https://www.newscientist.com/article/dn19332-hayabusa-2-will-seek-the-origins-of-life-in-space/];
Arrival at Ryugu!, [online: www.hayabusa2.jaxa.jp/topics/20180629je/index_e.html].
  • Michał Skichał

    Trzymam kciuki!

    Poza tym ciekawią mnie ewen­tu­alne różnice w składzie mate­riału z tej pla­ne­to­idy w porów­na­niu do składu innych obiektów, których skład już pozna­li­śmy (oczy­wi­ście chodzi o skład pyłu zale­ga­ją­cego na powierzchni, bo jakoś nikt jeszcze nie wywier­cił dziury w głąb takiego obiektu).

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Jeszcze nikt nie wiercił, ale jeśli dobrze pójdzie nieco pod powierzch­nię zajrzymy. A w przy­szło­ści, czemu nie? Taki InSight dla pla­ne­toid lub komet wydaje się realny. 🙂

×