Czy nauka i ateizm to tylko narzędzia w rękach demokratów, dążących do naszego zniewolenia? W dzisiejszej odsłonie Głupoty na niedzielę, jak zwykle spróbujemy dojrzeć niesamowity szczyt ludzkiej ignorancji. Jak za moment zobaczycie, pewien bloger w swoim tekście Ewolucja, czyli o głupocie nauki i ateizmu, zaszedł na tej  niełatwej ścieżce tak wysoko, że brak tlenu chyba spowodował nieodwracalne uszkodzenie istoty białej jego mózgu.

Roz­po­czyna się rok aka­de­micki, więc parę słów poświęcę nauce. Jest ona w dzi­siej­szych czasach jednym z pod­sta­wo­wych kry­te­riów pozna­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści. Urosła nieomal do rangi wyroczni. Jeśli coś jest „naukowo udo­wod­nione”, to już z tym nie wolno dys­ku­to­wać. To prawda obja­wiona. Nauka uzyskała w ten sposób status religii. W nią się wierzy i z nią nie dys­ku­tuje. To sprzeczne z sama istotą nauki! Kiedyś powszech­nym sposobem pozna­wa­nia ota­cza­ją­cego nas świata było poznanie własne. Taki był świat, jakim go ktoś widział. 

Początek godny Hitch­cocka, przy­znaję. Tylu głupot już w pierw­szym akapicie nie powsty­dzi­liby się nawet naj­więksi mędrcy Frondy. Ude­rza­jące w całym tym naska­ki­wa­niu na naukę jest jej kom­pletne nie­zro­zu­mie­nie. Trudno w ogóle wyczuć, czy osoba pisząca te słowa ma na myśli kon­kretne teorie i badaczy, czy naukę jako sposób myślenia i dowo­dze­nia. Różnica jest kolo­salna. Każdy może i powinien dys­ku­to­wać z daną kon­cep­cją naukową, jeżeli tylko wykaże jej błędność, a naj­le­piej wysunie traf­niej­szą hipotezę. Jeżeli mamy na tym polu do czy­nie­nia z pato­lo­giami, to należy karcić kon­kretne jed­nostki i insty­tu­cje, które ideę nauki pogwał­ciły. Niestety z tekstu wynika, że autor żywi również pre­ten­sje do całej doktryny naukowej.

Taki był świat, jakim go ktoś widział. Pod­su­mujmy: według pana Roja­li­sty zdrową alter­na­tywą dla nauko­wego, obiek­tyw­nego i logicz­nego obrazu świata jest to co każdy z nas sobie ubzdura. Poznanie nie wymaga obser­wa­cji i dowodów a jedynie własnej… wyobraźni? 

Zabawne jest to, że taki rela­ty­wizm poznaw­czy pro­pa­guje pan, który w dalszej części tego samego tekstu (!) robi wszystko aby tylko poddać pod wąt­pli­wość róż­no­ra­kie teorie. Mówi o kłam­li­wo­ści, głupocie i bzdur­no­ści nie­od­po­wia­da­ją­cych mu tez, chociaż chwilę wcze­śniej dywa­go­wał o własnym spoj­rze­niu na rze­czy­wi­stość. Mamy więc dowol­ność w postrze­ga­niu wszech­świata, o ile tylko jest ono zgodne z wizją autora (w tym przy­padku wizją kre­acjo­ni­styczną). Nie­kon­se­kwen­cja tego rozu­mo­wa­nia miażdży niczym gra­wi­ta­cja gwiazdy neu­tro­no­wej.

Wydaje się im że świat ewoluuje w takim właśnie kierunku. Że to wręcz nie­unik­nione. I to słowo „ewoluuje” jest tu bardzo ważne. Marks dedy­ko­wał swoją książkę „Kapitał” właśnie twórcy teorii ewolucji – Dar­wi­nowi. Warto o tym pamiętać.

Miałem okazję zapoznać się z Kapi­ta­łem, ale jakoś mi to umknęło. Z cie­ka­wo­ści posta­no­wi­łem odświe­żyć sobie pamięć, a tu klops:

Nie­od­ża­ło­wa­nemu Druhowi, Wiernemu,Mężnemu, Szla­chet­nemu Bojow­ni­kowi Pro­le­ta­riatuWil­hel­mowi Wolffowiuro­dzo­nemu w Tarnau, 21 czerwca roku 1809,zmarłemu na wygnaniu w Man­che­ste­rze.

Tak czy inaczej, nie wiem dlaczego warto byłoby o tym pamiętać? Co mają sympatie Marksa, Hitlera i Mao do praw­dzi­wo­ści lub fał­szy­wo­ści poszcze­gól­nych teorii? Czyżby była to kolejna, sto­so­wana przez autora alter­na­tywa dla meto­do­lo­gii naukowej?

Takie myślenie, że coś może ewo­lu­ować, nie wzięło się znikąd. Ale to ułuda, kłamstwo, jakich zresztą wiele w ota­cza­ją­cym nas dziś świecie. Nie dotyczy to tylko nauki. Dotyczy to wła­ści­wie wszyst­kiego czego się państwo dotknie.

Bo. Pomyślmy jak fan­ta­stycz­nie wyglą­da­łyby uni­wer­sy­tety w idealnym świecie według pana Roja­li­sty. Artykuły naukowe czy­ta­łoby się niczym flejm na forum inter­ne­to­wym.

Nie oznacza to że nauka w całości jest zła. Nie to chcę tu powie­dzieć. Ma sporo dobrych osią­gnięć. Ale nie­rzadko jej wyniki bywają zafał­szo­wane.

Nie jest w całości zła? Ufff, kamień z serca. I jeszcze ma jakieś dobre osią­gnię­cia? Łaskawca.

Zresztą nie może być inaczej jeśli o praw­dzi­wo­ści nauko­wych twier­dzeń nie decydują wyniki i doświad­cze­nia, czyli ogólnie obiek­tywna prawda, a demo­kra­tyczne gło­so­wa­nie. Tak było np. z uznaniem homo­sek­su­ali­zmu za nor­mal­ność. Zdjęcie z tej choroby piętna zbo­cze­nia. Kiedy zagło­sują nad czymś odwrot­nym?

Jak to w końcu jest? Istotne są obser­wa­cje pro­wa­dzące do obiek­tyw­nego odsło­nię­cia tajemnic natury, czy jednak wiara i własne spoj­rze­nie na świat? A może obser­wa­cje i badania, o ile tylko potwier­dzają nasz punkt widzenia?

Państwo i politycy, nawet ci demo­kra­tyczni, a nawet w szcze­gól­no­ści wbrew temu co wielu myśli, dążą zawsze do tego aby pod­po­rząd­ko­wać sobie jak naj­wię­cej świata i wszyst­kiego bez wyjątku. Nie prze­bie­rają tu w środkach. Ideałem dla żądnych władzy poli­ty­ków jest oczy­wi­ście ZSRR i inne tego typu państwa. (…) Demo­kra­cja, jak wiadomo, prowadzi zawsze do dyk­ta­tury. To tylko kwestia czasu. I dlatego jej nie­na­wi­dzę.

Po tym iście bra­wu­ro­wym (zwłasz­cza pod względem inter­punk­cji) akapicie, zacząłem zasta­na­wiać się, czy tekst napisała na pewno osoba dorosła. Jeszcze ten, nie mniej odważny wniosek: demo­kra­cja zawsze prowadzi do dyk­ta­tury. Bo wiadomo. Nie­na­wi­dzę takich tekstów. Nie dość, że autor próbuje filo­zo­fo­wać sięgając do ciężkich, wymy­ka­ją­cych mu się z rąk argu­men­tów, to jeszcze zamiast je udo­wod­nić, kwituje całość hasłem typu: “wiadomo, to oczy­wi­ste, przecie wszyscy we wsi wiedzo”. Nie chodzi wcale o to, że przed­sta­wiona teza ma lub nie ma sensu, ale temat wydaje się na tyle szeroki i nie­oczy­wi­sty, że zasłu­guje na jakie­kol­wiek roz­wi­nię­cie. Gdyby matołek chciał napisać coś naprawdę sen­sow­nego i “wia­do­mego”, odwo­łałby się cho­ciażby do Poli­biu­sza. Zaglą­da­jąc do jego wie­ko­pom­nego modelu  ana­ky­klo­sis, zauwa­żymy jak kró­le­stwo zmienia się w tyranię, ary­sto­kra­cja w oli­gar­chię i tak dalej. Problem polega na tym, że pod­glą­da­jąc tę leciwą teorię (a trudno jej zaprze­czyć nawet dziś), dostrze­żemy, że każdy system ulega dege­ne­ra­cji. Ergo, gadka o szcze­gól­nie złej demo­kra­cji, która bez­względ­nie musi przejść trans­for­ma­cję w tyranię, pozo­staje bez­przed­mio­towa, a na pewno nie “wiadoma”.

Na prze­szko­dzie stoją tu jednak dwa, w miarę nie­za­leżne, ośrodki kształ­tu­jące życie czło­wieka – rodzina i kościół. Stąd państwo stara się je znisz­czyć wszel­kimi spo­so­bami. Np. chce znisz­czyć rodzinę przez promocję wspo­mnia­nego wyżej homo­sek­su­ali­zmu. Przez zabie­ra­nie rodzicom prawa rodzi­ciel­skich pod byle pozorem. Dla znisz­cze­nia drugiego wolnego od państwa ośrodka nie­za­leż­nej myśli, kościoła, pro­pa­go­wany jest m.in. powszech­nie ateizm.

Wiadomo. Na niczym tak nie zależy euro­pej­skim państwom jak na roz­bi­ja­niu rodzin. Niesie to za sobą same zalety, zwłasz­cza w dobie niżu demo­gra­ficz­nego i najazdu wie­lo­dziet­nych muzuł­ma­nów. A ateizm atakuje nas nawet z lodówki. To, że wszyst­kie święta narodowe łączą się z obrzę­dami reli­gij­nymi, a domi­nu­jącą frakcją w PE są Chrze­ści­jań­scy Demo­kraci to ewi­dentna zmyła bez­boż­ni­ków. I Żydów. I Masonów.

[Ateizm] Stał się modny. Ze swym stan­dar­do­wym pro­duk­tem jakim jest teoria ewolucji. Ateizm, po znisz­cze­niu religii, choćby ta była i naj­dziw­niej­sza, pozwala na roz­wi­nię­cie innego kultu, kultu państwa.

Kiedyś, w antycz­nym Rzymie trendy było Chrze­ści­jań­stwo. Nieco później, na Pół­wy­spie Arabskim modne stały się nauki Mahometa. Co ciekawe, w obu przy­pad­kach kulty te sty­mu­lo­wały powsta­nie silnego państwa lub miały utrzy­my­wać sta­bil­ność imperium. Zresztą po co sięgać tak daleko. Spójrzmy na “bujny” rozwój Iranu po prze­wro­cie Cho­mej­niego. Chyba, że autor mówi jedynie o dobro­tli­wym wpływie wyznania kato­lic­kiego na rozwój spo­łe­czeń­stwa – trzeba było tak od razu.

Stąd ateizm jest odpo­wie­dzialny za naj­więk­szą ilość zbrodni w świecie. Ponieważ sam w zasadzie jest religią, albo raczej anty­re­li­gią, można powie­dzieć że jest to naj­krwaw­sza religia w historii.

Déjà vu. Czasem zasta­na­wiam się czy osoby wypi­su­jące takie far­ma­zony, uczęsz­czały na lekcje historii, cho­ciażby w klasach IV-VI pod­sta­wówki.

Ateiści nazywają się chętnie racjo­na­li­stami. Co przeczy wszel­kiej logice. Gdyż z góry zakła­dają że Pana Boga nie ma i pod tę teorię przy­kła­dają wszelkie wyniki swoich badań. Wszelkie fakty jakie oni ustalą, jakie by one nie były i o czym nie świad­czyły, nigdy nie wykażą, bo dla nich z zało­że­nia wykazać nie mogą, ist­nie­nia Pana Boga. Takie wyniki są przez nich od razu odrzu­cane. Czy to jest naukowe podej­ście? Czy to można nazwać racjo­na­li­zmem? Ja to nazywam inaczej – kre­ty­ni­zmem.

Zgo­dził­bym się z poru­szo­nym wątkiem agno­stycz­nym: praw­do­po­dob­nie nie istnieje sposób na udo­wod­nie­nie ist­nie­nia lub prze­ko­na­nie wie­rzą­cych do nie­ist­nie­nia istoty wyższej. Poza tym nie mam zie­lo­nego pojęcia o czym autor bredzi, bo sam nie raczył podać żadnego przy­kładu. Jakie wyniki odrzu­camy, do jasnej ciasnej?

Ist­nie­nie Pana Boga nie przeczy w żadnym wypadku nauce i badaniom naukowym. W żaden sposób ich nie utrudnia. Ile trzeba igno­ran­cji, ślepoty, złej woli, aby nie dostrze­gać ota­cza­ją­cych nas ze wsząd dzieł bożych? Teizm prze­szka­dza jedynie państwu w osią­gnię­ciu władzy abso­lut­nej.

Z per­spek­tywy całego tekstu odnio­słem wrażenie, że autor uważa światy nauki i religii za kom­plet­nie sprzeczne; w każdym razie, że nauka krzywdzi i prze­szka­dza wie­rzą­cym. Drugi wniosek osoby zarzu­ca­ją­cej innym “brak racjo­na­li­zmu” jest jeszcze cie­kaw­szy. Jeśli pro­wa­dzisz obser­wa­cje i nie dostrze­gasz w przy­ro­dzie palca bożego – jesteś kretynem. Za to w drugą stronę działa to inaczej, na każdy brak wiedzy możesz z czystym sumie­niem nakleić plaster z krzy­ży­kiem.

Tak samo dzieje się z nauką którą owi „naukowcy” tworzą. Prze­staje być nauką. Staje się tym co chcą urzęd­nicy, państwo. Przy­kła­dów aż nadto.

Przy­kła­dów jest aż nadto, dlatego bloger przed­sta­wił ich aż trzy, w tym owiane złą sławą szcze­pionki oraz “szerzącą ateizm” i mor­der­czą teorię ewolucji. Dlaczego mor­der­czą? Ponieważ autor postawił rewe­la­cyjną tezę, jakoby praca Darwina była… współ­od­po­wie­dzialna za zbrodnie II wojny świa­to­wej!

Zresztą spo­łe­czeń­stwo dziś ogłu­piane przez media, bije wszelkie rekordy w głupocie. Rzadko które w historii było tak debilne jak obecne.

O panie! Gdybyś pan widział jakie debi­li­zmy można w sieci znaleźć… Na koniec autor odsyła nas do “wol­no­my­śli­ciel­skiego” filmu oba­la­ją­cego mity nauki. Mądrość prosto z YT załączam do waszej oceny:

https://www.youtube.com/watch?v=nsgRfD2K9_8