“Zdjęcie z Teleskopu Horyzontu Zdarzeń nie przedstawia czarnej dziury. To wielka medialna manipulacja.” – grzmi jeden z największych polskich dzienników, przy okazji samemu uprawiając bezwstydną manipulację.

Pio­nier­ska obser­wa­cja czarnej dziury w M87 okazała się nie tylko ogromnym sukcesem naukowym, ale również medial­nym spek­ta­klem. Stąd rozumiem nagły wzrost zain­te­re­so­wa­nia wszyst­kich tele­wi­zji, portali i gazet sprawami kosmosu. Tylko jak tu się wyróżnić z tłumu? Co zrobić aby nie pozostać wtórnym i prze­ko­nać odbiorcę do klik­nię­cia akurat w nasz nagłówek, a nie w link kon­ku­ren­cji? Oczy­wi­ście naj­le­piej sięgnąć po stary dobry click­bait. Tak też uczynił dzien­ni­karz Rzecz­po­spo­li­tej, sta­wia­jąc mocną tezę, jakoby wszyst­kie media i sam dyrektor EHT dopu­ścili się “wielkiej mani­pu­la­cji”. Zdaniem redak­tora Tomasza Nowaka, podczas kwiet­nio­wej kon­fe­ren­cji zosta­li­śmy nabici w butelkę, ponieważ czarnej dziury nie da się sfo­to­gra­fo­wać.

Przy tym zdaniu musimy się zatrzy­mać. Co do zasady jest ono prawdą. Rze­czy­wi­ście, jeśli czy­ta­li­ście uważnie donie­sie­nia doty­czące M87, powin­ni­ście dostrzec pewną zależ­ność. Wszyst­kie w miarę rzetelne źródła mówiły o “obrazie” czarnej dziury, a pojęcie foto­gra­fii sto­so­wały raczej oszczęd­nie, często wsa­dza­jąc je w cudzy­słów. Były ku temu co najmniej dwa powody. Po pierwsze, Teleskop Hory­zontu Zdarzeń to w rze­czy­wi­sto­ści projekt łączący siły ośmiu radio­te­le­sko­pów, które mie­sią­cami zbierały peta­bajty danych i prze­sy­łały je do wali­da­cji i analizy. Dopiero z tych skrawków wyspe­cja­li­zo­wane zespoły korzy­sta­jące z super­kom­pu­te­rów, wyge­ne­ro­wały spek­ta­ku­larny portret czarnej dziury. Trzeba przyznać, że cały ten zaawan­so­wany proces fak­tycz­nie mocno odbiega od typowego pstryk­nię­cia fotki. Drugi powód wynika z faktu, że hory­zontu zdarzeń wła­ści­wie nie da się dojrzeć w sposób bez­po­średni. Jako eks­tre­mal­nie masywny obiekt, czarna dziura defor­muje wokół siebie cza­so­prze­strzeń w sposób nie­po­dobny do niczego innego we wszech­świe­cie (więcej na ten temat pisałem w jednym z poprzed­nich arty­ku­łów). Dlatego pragnąc zachować cał­ko­witą popraw­ność, wielu uczonych mówi o obrazie czarnej dziury lub zare­je­stro­wa­niu cienia czarnej dziury.

Klikając w nagłówek Sławne zdjęcie nie przed­sta­wia czarnej dziury, sądziłem, że zostanę uraczony właśnie tego typu szcze­gó­łami. Nadal byłby to swego rodzaju click­bait – ponieważ niemal każde poważne medium zwracało uwagę na powyższe sub­tel­no­ści i trudno doszu­ki­wać się tu glo­bal­nej mani­pu­la­cji – ale click­bait akcep­to­walny. Niestety ku mojemu zasko­cze­niu pan redaktor w ogóle nie podjął wspo­mnia­nych wątków, szukając własnego, w pełni autor­skiego punktu zacze­pie­nia (czy raczej przy­cze­pie­nia). Nie uprze­dzajmy jednak faktów i wyno­tujmy co cie­kaw­sze frag­menty.

Czarne dziury są nie­zwy­kłymi obiek­tami kosmicz­nymi (…). W ich pobliżu możemy zaob­ser­wo­wać pewne zjawisko, które nosi nazwę hory­zontu zdarzeń.

Zaczyna się ciekawie. Spo­tka­łem wiele defi­ni­cji hory­zontu zdarzeń, ale nazy­wa­nie go “zja­wi­skiem” wystę­pu­ją­cym “w pobliżu czarnych dziur” jest zabie­giem dość nie­ty­po­wym. Zwykle mówi się o jakiejś sferze, granicy, zewnętrz­nym obszarze, czy krawędzi czarnej dziury. Zjawisko, w fizyce koja­rzące się ze zmianami wła­ści­wo­ści lub jakimś procesem, brzmi tu dość nie­for­tun­nie. Ale niech będzie, że się czepiam.

Cząstka, która prze­kro­czy granicę hory­zontu zdarzeń może poruszać się tylko w jednym kierunku, to wnętrze czarnej dziury. (…) Co prawda, fizyka kwantowa prze­wi­duje, że obiekt o tak wielkiej masie powinien emitować pro­mie­nio­wa­nie (pro­mie­nio­wa­nie Hawkinga), ale do tej pory nie udało się go zaob­ser­wo­wać.

Ten akapit brzmi tak jak gdyby pro­mie­nio­wa­nie Hawkinga miało stanowić jakiś wyłom od wspo­mnia­nej zasady, że cząstki wewnątrz czarnej dziury nie mają moż­li­wo­ści odwrotu. Tak bynaj­mniej nie jest, bowiem hipo­te­tyczne paro­wa­nie nastę­puje za sprawą fluk­tu­acji kwan­to­wych mate­ria­li­zu­ją­cych się na samej linii hory­zontu zdarzeń. Dalej autor stwier­dza, że pro­mie­nio­wa­nie Hawkinga towa­rzy­szy czarnym dziurom, bo… mają wielką masę. To również nie jest prawda, ponieważ zgodnie z hipotezą zmarłego pro­fe­sora, takie zjawisko powinno być cha­rak­te­ry­styczne dla każdego hory­zontu zdarzeń (ale nie każdego masyw­nego obiektu) i dotyczyć zarówno super­ma­syw­nych czarnych dziur, jak również ewen­tu­al­nych mikro­dziur o roz­mia­rach porów­ny­wal­nych z cząst­kami ele­men­tar­nymi.

Wtrą­ce­nie o pro­mie­nio­wa­niu Hawkinga było tu nie tylko zbędne, ale również zawiera poważny błąd mery­to­ryczny.

Doktor habi­li­to­wany Andrzej Dragan pisze w swojej książce „Kwan­te­chizm czyli klatka na ludzi”, pisze, że rze­czy­wi­stość czarnych dziur jest tak nie­zwy­kła, że nawet Einstein nie mógł w nią uwierzyć.

Takie zdanie nastę­puje bez­po­śred­nio potem. Dzien­ni­karz najpierw pro­du­kuje się na temat hory­zontu zdarzeń i pro­mie­nio­wa­nia Hawkinga, po czym ni z gruchy, ni z pie­tru­chy, puentuje akapit infan­tyl­nym, kom­plet­nie nie­po­trzeb­nym przy­wo­ła­niem Alberta Ein­ste­ina. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie wygląda to tak jak gdyby autor szukał okazji żeby pochwa­lić się ostatnią (a może jedyną?) książką jako tako związaną z tematem, jaką miał w rękach. Oczy­wi­ście w przy­ta­cza­niu źródeł nie ma abso­lut­nie nic złego, pod warun­kiem, że zarzu­cimy cytatem, który rze­czy­wi­ście jakoś wzbogaci naszą narrację, a nie nic nie wno­szą­cym banałem. (Istnieje jeszcze opcja, że autor otrzymał zadanie loko­wa­nia nowej książki Dragana).

Teleskop Hory­zontu Zdarzeń to nie­zwy­kły projekt. (…) Jego roz­dziel­czość jest tak wielka, że gdybyśmy chcieli oglądać poma­rań­czę na księżycu to jej obraz zajmie całe pole widzenia.

Prze­cho­dzimy powoli do samego EHT i M87. Tu na szczę­ście nie ma się do czego doczepić. Wszyst­kie dane i porów­na­nia zostały zgrabnie prze­pi­sane z ofi­cjal­nej strony EHT. Po chwili jednak prze­cho­dzimy do naj­lep­szej części.

Teleskop ten został on wyce­lo­wany w centrum galak­tyki Panna A znanej też jako M87, gdzie zare­je­stro­wał jasne zagięcia światła w inten­syw­nej gra­wi­ta­cji wokół czarnej dziury, która jest 6,5 miliarda razy masyw­niej­sza od Słońca. Co nie znaczy, że zrobił zdjęcie czarnej dziury bo ta pochło­nęła całe pro­mie­nio­wa­nie i jest tylko ciemną kropką na jasnym tle. Na zdjęciu, które obiegło cały świat, teleskop zare­je­stro­wał materię kosmiczną, która wpada do czarnej dziury.

Oto tok rozu­mo­wa­nia sza­now­nego redak­tora: nie widzimy czarnej dziury, bo czarna dziura jest czarna. Trochę to spłycam, ale za powyż­szymi słowami czai się dokład­nie taka pokrętna logika. Czy jest ona w jaki­kol­wiek sposób upraw­niona? Cóż, wspo­mniana “ciemna kropka” to nic innego jak horyzont zdarzeń (a wła­ści­wie wspo­mniany cień, ale mniejsza), czyli nie­prze­nik­niona zewnę­trza warstwa czarnej dziury, okolona roz­grzaną materią. Mało tego, dostrze­żona nie­sy­me­trycz­ność roz­świe­tlo­nego pier­ście­nia jak i efekt powięk­sze­nia, to wizualne zjawiska cha­rak­te­ry­styczne właśnie dla czarnej dziury. Przed­sta­wione rozu­mo­wa­nie brzmi po prostu dzie­cin­nie. Dzien­ni­karz zacho­wuje się jak uczniak, który dopiero co poznał parę cie­ka­wo­stek na temat czarnych dziur i dał się ponieść nie­od­par­tej pokusie pochwa­le­nia się nabytymi skraw­kami wiedzy przed kolegami. 

To nie jest zdjęcie dziury w ziemi. Aparat zare­je­stro­wał tylko glebę i trawę ota­cza­jące pustą prze­strzeń.

Foto­gra­fia to zbiór technik pozwa­la­ją­cych na zare­je­stro­wa­nie obrazu przy pomocy światła. Jeśli żadna fala elek­tro­ma­gne­tyczna, w tym światło nie potrafi pokonać hory­zontu zdarzeń czarnej dziury, zatem nie możemy mówić, że wyko­na­li­śmy jej zdjęcie. Po prostu, to co wpadło do czarnej dziury już tam zostało. Foto­gra­fia to reje­stra­cja światła odbitego, które nie opuszcza hory­zontu zdarzeń.

Na tym jednak nie poprze­staje i próbuje wesprzeć swoją opinię potężnym argu­men­tem w postaci powzię­tej z cioci Wiki defi­ni­cji foto­gra­fii. I tu mogę się tylko powtó­rzyć. Gdyby jeszcze redaktor nawiązał do faktu, iż EHT pracował w zakresie fal radio­wych, a nie światła widzial­nego – byłoby to do obro­nie­nia. Reszta to szukanie dziury (nomen omen) w całym i węszenie nie­ist­nie­ją­cej misty­fi­ka­cji. Nie mam przy tym zamiaru pole­mi­zo­wać z ency­klo­pe­dyczną defi­ni­cją foto­gra­fii. Chciał­bym jednak zwrócić uwagę, że ukła­da­ją­cej jej osobie raczej nigdy nie było dane oglądać obiektu, który naprawdę pochła­nia całe padające nań światło. Stąd też trudno aby zwykła, prag­ma­tyczna defi­ni­cja foto­gra­fii obej­mo­wała tak abs­trak­cyjny i abso­lut­nie wyjąt­kowy przy­pa­dek jak próba uchwy­ce­nia czarnej dziury.

Ja wiem, że do Głupoty na nie­dzielę trafiały znacznie dorod­niej­sze okazy igno­ran­cji, nie­rze­tel­no­ści i irra­cjo­na­li­zmu. Na komen­to­wany artykuł zapewne nigdy nie zwró­cił­bym uwagi, gdyby nie ten sen­sa­cyjny wstęp i zazna­czona w nim obiet­nica roz­pra­wie­nia się z jakąś wielką medialną mani­pu­la­cją. Niestety mani­pu­la­cja okazała się wymysłem nad­gor­li­wego dzien­ni­kar­skiego umysłu, zaś sam tekst czymś w rodzaju szkol­nego wypra­co­wa­nia naskro­ba­nego przez trój­ko­wego ucznia na ponie­dział­kową lekcję przyrody. Sądzę, że jeden z naj­więk­szych polskich dzien­ni­ków stać na ciut więcej.

  • Teresa

    Możemy się jedynie pocie­szyć tym, że te pismaki piszą głównie dla prostego ludu, który i tak niewiele z tego zrozumie, a co mądrzejsi tych bzdur czytać i tak nie będą.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Z satys­fak­cją muszę zauważyć, że na face­bo­oko­wym profilu Rzepy pojawiło się bardzo dużo kry­tycz­nych komen­ta­rzy. 😉

    • Michał Skichał

      Niestety, nie możemy się tym pocie­szać — jest wręcz prze­ciw­nie Pani Tereso, to tragedia! Prosty lud czytając coś takiego staje się jeszcze bardziej prosty!

  • Justyna Żelazo

    Tytuł brzmiał tak odstra­sza­jąco, że na szczę­ście zre­zy­gno­wa­łam z kliku 🙂 Niech lepiej poprze­staną na newsach gospo­dar­czych…

  • Irek

    Naj­lep­szy obrazek z podpisem. 😀 Muszę przyznać, że dokład­nie coś takiego przeszło mi przez myśl czytając te pokrętne defi­ni­cje pana z Rzecz­po­spo­li­tej.

    • Michał Skichał

      Obrazek cudowny.

  • Michał Skichał

    Oj tam. Przecież słusznie napisał, że czarna dziura to rzecz sama w sobie, nie dająca się sfo­to­gra­fo­wać, zatem to co można zrobić, to tylko zdjęcie tego, co przed nią się znajduje (czy też wokół niej). Wni­kli­wie prze­pro­wa­dzone śledztwo dzien­ni­kar­skie odsło­niło zatem nagą prawdę: BBC kłamie! Bo zamiast nagłówka “po raz pierwszy opu­bli­ko­wano obraz czarnej dziury” (First ever black hole image release) powinni napisać “po raz pierwszy opu­bli­ko­wano obraz tego, co przed czarną dziurą”. Kłamią? No pewnie że kłamią. Impe­ria­li­styczne, zaplute karły reakcji, kłamią i mani­pu­lują faktami, abyśmy my, naród znie­wo­lony, dali się mamić lewac­kimi ide­olo­giami. A to, że redaktor uparcie defi­niuje foto­gra­fię i pisze o świetle, choć w istocie chodzi o rekon­struk­cję wizualną danych reje­stro­wa­nych w czę­sto­tli­wo­ści fal radio­wych, jak również nie ma pojęcia o tym, że horyzont zdarzeń jest imma­nentną częścią czarnej dziury,to już — doprawdy — cze­pia­cie się.

    • Jarosław Psikuta

      !!!

  • mac

    To typowe roz­pra­wie­nie się umysłu kon­ser­wa­tyw­nego z cie­ka­wo­ścią , rozwojem i otwar­to­ścią na nowe. Wiara, dom , dzieci, ziemia i mały horyzont i to tyle w temacie. To co może oddalić od wiary w ziemskie bajki — bardzo nie­bez­pieczne i zakazane.

    • Wojciech Nie­wia­dom­ski

      Pański komen­tarz to typowe bicie chochoła

  • Grzegorz Dudek

    Patrząc na przy­to­czony “artykuł” w mojej głowie zrodził się jeszcze bardziej click­ba­itowy tytuł na następny. W końcu zgodnie z przed­sta­wioną defi­ni­cją “Foto­gra­fia to reje­stra­cja światła odbitego”, więc nigdy nie wykonano żadnej foto­gra­fii gwiazdy ani nocnego nieba (chyba, że przed­sta­wia­jącą księżyc i planety 😉 Także, jak widać, nie tylko czarnej dziury nie da się sfo­to­gra­fo­wać, spisek sięga głębiej niż wszyscy myśleli.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Słusznie. Właśnie do takich absurdów prowadzi bez­re­flek­syjne, lite­ralne odczy­ty­wa­nie jakiegoś pojęcia, zwłasz­cza wdro­żo­nego w obcą dzie­dzinę.

    • BloodMan

      Sama defi­ni­cja foto­gra­fii jest… dziwna, bo jak sam zauwa­ży­łeś mówi o świetle odbitym.
      Zdjęcie rent­ge­now­skie także nie jest reje­stra­cją światła, ani odbitego — a jest zdjęciem (czyli foto­gra­fią).

      • Michał Skichał

        To już prędzej ana­lo­giem, bo istnieją filmy wrażliwe na pod­czer­wień. W cyfrów­kach jest to kwestia braku dbałości pro­du­centa matrycy, która po prostu daje się akty­wo­wać pro­mie­nio­wa­niem z zakresu pod­czer­wieni. Wystar­czy na obiektyw nałożyć stosowny filtr a później zdjęcie prze­ro­bić na czarno-białe, aby trawa wyszła jasna, zaś niebo czarne. To jednak nie jest tożsame z tym, jakoby lustrzanka była możliwa do reje­stra­cji pełnego spektrum pod­czer­wieni np. dla celów badaw­czych. Do tego celu trzeba jednak spe­cjal­nej matrycy, która of podstaw została zapro­jek­to­wana do takiego celu. Stąd też Hubble robi nam zdjęcia głównie w optyczny m spektrum pro­mie­nio­wa­nia, zaś do pod­czer­wieni mamy inne tele­skopy. Niemniej jednak ogólna idea jest słuszna .Gdyby istniały matryce zdolne do reje­stra­cji fal z zakresu ponad 1 mm lub cen­ty­me­tro­wego, to lustrzan­kami (o ile takie matryce by miały) cyka­li­by­śmy foty radiowe he he

        Kurcze, jak to pisałem to odpo­wia­da­łem na post dot. robienia zdjęć w pod­czer­wieni cyfrówką. A tu temat znikł? Wyedy­to­wał się?

  • sabaton

    Pomi­ja­jąc pytanie, czy dziurę albo czarną dziurę “widać”, to poja­wiała się kwestia, czy jeśli dopa­su­jemy długość fal, tak żeby odpo­wia­dały światłu widzial­nego, to czy nadal jest to foto­gra­fia. Wg mnie tak — w końcu mamy zdjęcia w pod­czer­wieni albo “zwykłe” czarno-białe zdjęcia (które kom­plet­nie fałszują rze­czy­wi­stość) — a nikt nie twierdzi, że nie są zdję­ciami.

    • Mien­so­zau­rus Rex

      Co do zasady foto­gra­fia to reje­stro­wa­nie światła (fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej) na mate­riale świa­tło­czu­łym (w tym przy­padku matryca). Nikt nie mówi, że to światło widzialne 😉

      • BloodMan

        No dokład­nie. A w dodatku nawet niektóre lustrzanki (w ogóle niektóre aparaty) mogą reje­stro­wać zdjęcia w IR (pod­czer­wień)

      • Michał Skichał

        To już prędzej ana­lo­giem, bo istnieją filmy wrażliwe na pod­czer­wień. W cyfrów­kach jest to kwestia braku dbałości pro­du­centa matrycy, która po prostu daje się akty­wo­wać pro­mie­nio­wa­niem z zakresu pod­czer­wieni. Wystar­czy na obiektyw nałożyć stosowny filtr a później zdjęcie prze­ro­bić na czarno-białe, aby trawa wyszła jasna, zaś niebo czarne. To jednak nie jest tożsame z tym, jakoby lustrzanka była możliwa do reje­stra­cji pełnego spektrum pod­czer­wieni np. dla celów badaw­czych. Do tego celu trzeba jednak spe­cjal­nej matrycy, która of podstaw została zapro­jek­to­wana do takiego celu. Stąd też Hubble robi nam zdjęcia głównie w optyczny m spektrum pro­mie­nio­wa­nia, zaś do pod­czer­wieni mamy inne tele­skopy. Niemniej jednak ogólna idea jest słuszna .Gdyby istniały matryce zdolne do reje­stra­cji fal z zakresu ponad 1 mm lub cen­ty­me­tro­wego, to lustrzan­kami (o ile takie matryce by miały) cyka­li­by­śmy foty radiowe he he

      • BloodMan

        Jak ścią­gniesz z matrycy filtr odci­na­jący IR i założysz na obiektyw filtr odci­na­jący światło widzialne, to masz prak­tycz­nie to samo co w analogu.
        I fakt że nie jest to pełne IR tożsame z radio­te­le­sko­pem — bo to już byłby rechot tech­no­lo­gii — ale jednak część IR łapie i do zabawy się nadaje.

      • Michał Skichał

        Dokład­nie tak. Ale Twoja pro­po­zy­cja jest gorsza, bo wymaga, aby użyt­kow­nik demon­to­wał aparat i psuł matrycę, jak by nie było. Co będzie, jak już nie złoży aparatu ponownie? Albo uszkodzi matrycę lub inne elementy? Istnieje przy­naj­mniej jeden Nikon, który fabrycz­nie nie ma filtru na matrycy — jest rekla­mo­wany jako produkt dedy­ko­wany astro­fo­to­gra­fii. Więk­szość fotek, które ich autorzy przed­sta­wiają jako IF, w rze­czy­wi­sto­ści były wykonane bez grze­ba­nia przy fabrycz­nych filtrach. Ale to tak na mar­gi­ne­sie.

      • BloodMan

        Wiem wiem, a koszt w serwisie to około 1000 zł (chyba że serwis zaprzy­jaź­niony / znajomy i zrobi za sym­bo­liczną stówkę).

      • Michał Skichał

        To nie tak dużo, zwa­żyw­szy, że mówimy o apa­ra­tach kosz­tu­ją­cych kil­ka­na­ście, kila­dzie­siąt razy więcej, zakła­da­jąc, że mówimy tu o zawo­do­wym foto­gra­fie, który po prostu chce mieć narzę­dzie pracy twórczej. Tacy mają z reguły więcej aparatów, zatem skoro ich na nie stać, to ten tysiąc jest już chyba pomi­jalną war­to­ścią.

      • Michał Skichał

        Ale numer, można “lajkować” własne posty przez samego siebie hi hi to chyba jakiś błąd tej plat­formy disc

      • BloodMan

        I link w osobnym poście, bo lubi wycinać… http://dslrmodifications.com/rebelmod450d15.html

  • sp3uca

    Prze­pra­szam. Test komen­ta­rza. Roz­pi­sa­łem się w innym temacie i nie przeszło …

    • BloodMan

      Tu też nie przeszło … ;d

  • Jakub Zawi­now­ski

    Chyba wszyst­kie mery­to­ryczne ułom­no­ści wspo­mnia­nego “artykułu” zostały ele­gancko wytknięte. To rzecz jasna naj­waż­niej­sza sprawa — jednak na mar­gi­ne­sie dodam, że mierzi mnie ilość błędów które przy okazji znajdują się w tekście owego dzien­ni­ka­rza. “Teleskop ten został on wyce­lo­wany(…)”, “(…)Andrzej Dragan pisze w swojej książce „Kwan­te­chizm czyli klatka na ludzi”, pisze(…)” — sam jako inżynier nigdy nie byłem wybitnym polo­ni­stą, jednak pisząc tekst z zamysłem sze­ro­kiej publi­ka­cji, chyba wypada spraw­dzić go dwa razy… W dodatku kto ma szerzyć popraw­ność językową, jak nie właśnie redak­to­rzy i dzien­ni­ka­rze, których jeden napisany tekst trafia czesto do większej ilości odbior­ców, niż wszystko co przez całe życie napisze wiek­szość pozo­sta­łych jed­no­stek na świece…

×