Najlepsze polskie uczelnie mogą liczyć co najwyżej na miejsca w trzeciej lub czwartej setce ogólnoświatowych rankingów, zaś ostatnim i jedynym Noblem w dziedzinie fizyki mogliśmy cieszyć się ponad sto lat temu. Czy to oznacza, że nasz kraj jest naukową pustynią?

Choć do aka­de­mic­kiej eks­tra­klasy zde­cy­do­wa­nie nie należymy, to jednak mie­wa­li­śmy i nadal miewamy powody do dumy. Poku­si­łem się o wyno­to­wa­nie pięt­na­stu nazwisk zna­ko­mi­tych uczonych, którzy odci­snęli piętno na polskiej, a w pewnym stopniu również na świa­to­wej fizyce. Żywię nadzieję, że stali bywalcy Kwantowo, kojarzą więk­szość z poniż­szych postaci – a jeśli nie, to właśnie otrzy­mu­jesz okazję do uzu­peł­nie­nia swojej wiedzy na temat sukcesów rodzimej nauki.

Skroplili tlen

Para wykła­dow­ców Uni­wer­sy­tetu Jagiel­loń­skiego Karol Olszew­skiZygmunt Wró­blew­ski – spędziła długie lata na inte­re­su­ją­cym zadaniu: spro­wa­dza­nia spo­ty­ka­nych w przy­ro­dzie gazów do stanu ciekłego. Podobno praca pro­fe­so­rów nie należała do naj­bez­piecz­niej­szych, a zabawa z wysokimi ciśnie­niami i mie­szan­kami gazów dopro­wa­dziła do kilku groźnych wybuchów. Ryzyko się jednak opłaciło. Począw­szy od roku 1883 Olszew­ski i Wró­blew­ski, jako pierwsi na świecie skro­plili tlen, niedługo później azot a w przy­szło­ści również metan, argon oraz dwu­tle­nek węgla. Odkrycia nie pozo­stały bez prak­tycz­nego zna­cze­nia – wystar­czy sobie przy­po­mnieć choćby chłod­ni­cze zasto­so­wa­nia ciekłego azotu.

Pierwsza dama nauki

No dobra, nie będę tu wiele pisał. Maria Skło­dow­ska pozo­staje naj­wy­bit­niej­szą przed­sta­wi­cielką nauk ścisłych urodzoną nad Wisłą i trudno z tą tezą w jaki­kol­wiek sposób pole­mi­zo­wać. Pro­fe­sura na Uni­wer­sy­te­cie w Paryżu, dwie nagrody Nobla, z chemii i fizyki, powszechna sława i uznanie w całym cywi­li­zo­wa­nym świecie – a to wszystko w czasach, gdy wiele uczelni nawet nie chciało dopusz­czać płci pięknej do studiów. Po prostu ikona, której nie mogło w takim zesta­wie­niu zabrak­nąć.

Władca chaosu

Na początku ubie­głego stulecia, nazwisko rektora Uni­wer­sy­tetu Jagiel­loń­skiego  Mariana Smo­lu­chow­skiego cieszyło się mię­dzy­na­ro­do­wym uznaniem. Smo­lu­chow­ski był przede wszyst­kim auto­ry­te­tem w dzie­dzi­nie badań nad opisaną niewiele wcze­śniej przez Rudolfa Clau­siusa, entropią. Pamię­tasz może ze szkoły pewien efekt fizyczny, zwany ruchami Browna? W zasadzie, mogli­by­śmy równie dobrze nadać mu nazwę ruchów Ein­ste­ina-Smo­lu­chow­skiego, bowiem tak naprawdę to właśnie ci dwaj naukowcy nie­za­leż­nie od siebie jako pierwsi dokonali popraw­nego, mate­ma­tycz­nego opisu tego zjawiska. Biolog Robert Brown był jedynie osobą, która jako pierwsza zauwa­żyła przy­pad­kowe ruchy drobin zawie­szo­nych w cieczy. Uważał on mylnie, iż efekt wynika z obec­no­ści w naczyniu mikro­sko­pij­nych form życia, podczas gdy Einstein i Smo­lu­chow­ski dowiedli, że mamy do czy­nie­nia po prostu z cha­otycz­nymi zde­rze­niami czą­ste­czek badanej sub­stan­cji.

Twórca holografii

Nie tylko nauko­wiec, ale również wizjoner i wyna­lazca. Mie­czy­sław Wolfke ukończył studia we Wro­cła­wiu, zaś pracę habi­li­ta­cyjną – recen­zo­waną przez Erwina Schrödin­gera oraz niewiele star­szego Alberta Ein­ste­ina – bronił na Poli­tech­nice w Zurychu. Mimo niezłych zadatków na teo­re­tyka, bardziej niż suche publi­ka­cje, inte­re­so­wały go eks­pe­ry­menty oraz wdra­ża­nie swojej wiedzy w życie. Wśród jego licznych pro­jek­tów znaj­do­wał się system przesyłu obrazu za pomocą fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej, czyli coś co mogli­by­śmy nazwać pro­to­te­le­wi­zją (co ciekawe, pierwszy dzia­ła­jący prototyp tele­wi­zora, tzw. telek­tro­skop, jako pierwszy skon­stru­ował inny Polak – Jan Szcze­pa­nik). Z kolei współ­pra­cu­jąc z holen­der­skim Insty­tu­tem Niskich Tem­pe­ra­tur w Lejdzie, wniósł wiele do badań krio­ge­nicz­nych, odkry­wa­jąc hel II o dzi­wacz­nych wła­ści­wo­ściach – zde­fi­nio­wa­nych później przez Piotra Kapicę, jako nad­cie­kłość. Nato­miast za naj­bar­dziej medialne osią­gnię­cie Wolfkego, należy chyba uznać pio­nier­ski opis uzy­ska­nia holo­gramu. Niestety dla naszego uczonego, splendor w postaci nagrody Nobla przypadł Węgrowi Den­ni­sowi Gaborowi, który trzy­dzie­ści lat później udo­sko­na­lił i zre­ali­zo­wał nowa­tor­ski koncept.

Neutronowy pionier

Być może naj­wy­bit­niej­szy polski fizyk jądrowy. Podobnie jak wspo­mniany poniżej Leopold Infeld, Andrzej Sołtan miał ogromne szczę­ście otrzymać zagra­niczne sty­pen­dium Fundacji Roc­ke­fel­lera i stu­dio­wać w budu­ją­cym swoją renomę Caltechu. Wraz z ame­ry­kań­skimi naukow­cami, bom­bar­do­wał lit i beryl jonami cięż­kiego wodoru, dzięki czemu wytwo­rzyli stru­mie­nie neu­tro­nów. W ten sposób Sołtan znalazł się wśród pio­nie­rów badań nad sztucz­nym wytwa­rza­niem neu­tro­nów, a wyna­le­zione w Pasa­de­nie metody rychło zaczęto stosować w labo­ra­to­riach na całym świecie. Po wojnie uczony powrócił do Polski, gdzie objął Katedrę Fizyki Atomowej UW, założył Instytut Badań Jądro­wych, a rok przed swoją śmiercią wziął udział w rozruchu pierw­szego pol­skiego reaktora jądro­wego EWA. Nic dziwnego, że dzia­ła­jące w Świerku Narodowe Centrum Badań Jądro­wych (sukcesor IBJ) nosi obecnie imię Andrzeja Sołtana. 

Kolega Borna i Einsteina

Praw­dziwy człowiek rene­sansu: fizyk, pisarz i akty­wi­sta spo­łeczny, praw­do­po­dob­nie lepiej znany za granicą niż w Polsce. Może dlatego, że ojczyzna źle go potrak­to­wała? Leopold Infeld, jeszcze jako młody dok­to­rant i jeden z pierw­szych fizyków teo­re­tycz­nych w Polsce, miał spory problem ze zna­le­zie­niem godnej posady i musiał dorabiać jako nauczy­ciel w wiej­skich szkołach. Jego kariera nabrała wiel­kiego rozpędu dopiero po uzy­ska­niu sty­pen­dium i wyjazdu na staż w Cam­bridge. Tam poznał m.in. noblistę Maxa Borna, a po prze­nie­sie­niu się za Atlantyk, roz­po­czął dłu­go­let­nią współ­pracę z samym Albertem Ein­ste­inem. Nie były to jedynie prze­lotne, towa­rzy­skie zna­jo­mo­ści. Kontakty z Bornem zaowo­co­wały ukuciem teorii elek­tro­dy­na­miki Borna-Infelda, nato­miast liczne dyskusje pro­wa­dzone z twórcą teorii względ­no­ści w Prin­ce­ton, pozwo­liły na wydanie przez Ein­ste­ina i Infelda książki wspól­nego autor­stwa pt. Ewolucja fizyki. Rozwój poglądów od naj­waż­niej­szych pojęć do teorii względ­no­ści i kwantów. Podobno obaj panowie – jeden Polak, drugi Żyd – chcieli swoją publi­ka­cją dać pstryczka w nos wyznaw­com “aryj­skiej nauki”.

Polak w ekipie Oppenheimera

Z fizyką różnie w naszym kraju bywało, ale bez zająk­nię­cia możemy mówić o potędze przed­wo­jen­nej polskiej mate­ma­tyki, co zawdzię­cza­li­śmy słynnej lwow­skiej szkole mate­ma­tycz­nej. Do jej czo­ło­wych przed­sta­wi­cieli należał Sta­ni­sław Ulam, którego talenty osta­tecz­nie przy­słu­żyły się roz­wo­jowi fizyki. Bujną karierę roz­po­czął bardzo wcześnie, publi­ku­jąc poważne prace już jako nasto­la­tek, a w wieku 20 lat aktywnie uczest­ni­cząc w dys­ku­sjach orga­ni­zo­wa­nych w Kawiarni Szkoc­kiej, przez legen­dar­nego Stefana Banacha. W odróż­nie­niu od swojego mentora, Ulam sko­rzy­stał z zain­te­re­so­wa­nia swoją osobą zagra­nicz­nych placówek i jeszcze przed wojną wyjechał do USA. W Ameryce Polak zwiedził uczelnie Prin­ce­ton, Harvarda i Medison, a także nawiązał bliską współ­pracę z wybitnym węgier­skim mate­ma­ty­kiem Johnem von Neu­man­nem. Do tego zesta­wie­nia Sta­ni­sław Ulam trafił jednak przede wszyst­kim, jako polski akcent Projektu Man­hat­tan. Mate­ma­tyk prze­by­wał w labo­ra­to­rium Los Alamos nie tylko w okresie prac nad pierw­szymi ładun­kami jądro­wymi, ale również po wojnie, gdy wniósł olbrzymi wkład w skon­stru­owa­nie broni ter­mo­ją­dro­wej. Dzia­ła­nie zde­to­no­wa­nej w 1952 roku bomby wodo­ro­wej Ivy Mike, oparto o mecha­nizm wyli­czony przez pol­skiego mate­ma­tyka i Edwarda Tellera, nazywany obecnie kon­fi­gu­ra­cją Tellera-Ulama.

Twórcy hiperjąder

Był moment, kiedy Wydział Fizyki Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego przy ulicy Hożej, posiadał poten­cjał, mogący wpro­wa­dzić go do euro­pej­skiej elity. W stolicy pra­co­wało grono wybit­nych uczonych, wielu polskich pro­fe­so­rów wróciło z zagra­nicy, orga­ni­zo­wano pre­sti­żowe mię­dzy­na­ro­dowe kon­fe­ren­cje z udziałem naj­więk­szych postaci świata fizyki, a ambitne badania i nowo­cze­sna orga­ni­za­cja sta­no­wiły powód do dumy. Szcze­gól­nie zaawan­so­wane prace pro­wa­dziła grupa Jerzego Pniew­skiegoMariana Danysza. Uczeni posta­wili sobie za cel spraw­dze­nie, czy istnieje moż­li­wość stwo­rze­nia jądra atomu z użyciem innych cząstek niż – jak to zwykle bywa – protony i neutrony. Odpo­wiedź okazała się pozy­tywna: Pniewski i Danysz zare­je­stro­wali jądra zbu­do­wane z protonów, neu­tro­nów i dodat­ko­wej, nie­sta­bil­nej cząstki znanej jako hiperon. Jak wiemy obecnie, hiperony podobnie do nukle­onów posia­dają struk­turę wewnętrzną, tyle że poza kwarkami dolnymi i górnymi zawie­rają przy­naj­mniej jeden kwark dziwny. War­szaw­skie badania nad tzw. hiper­ją­drami sta­no­wiły dosko­nały wstęp do przy­szłych badań z zakresu fizyki jądrowej. Podobno panowie mieli szansę na nagrodę Nobla, ale jak wiadomo, osta­tecz­nie go nie otrzy­mali.

Przewidywał fale grawitacyjne, zanim to było modne

Dzisiaj, gdy weszli­śmy już w posia­da­nie eks­pe­ry­men­tal­nych dowodów na ist­nie­nie fal gra­wi­ta­cyj­nych, Andrzej Trautman urasta do rangi praw­dzi­wej gwiazdy. Polski uczony  jeszcze jako nie­opie­rzony dok­to­rant  prze­ko­ny­wał w swoich pracach o ist­nie­niu zmarsz­czek na płótnie cza­so­prze­strzeni już w 1958 roku. Niemal sześć­dzie­siąt lat przed sukcesem inter­fe­ro­me­trów LIGO, który jak wiadomo, został nagro­dzony Noblem w dzie­dzi­nie fizyki. Więcej na temat wkładu pro­fe­sora oraz samych fal gra­wi­ta­cyj­nych pisałem w oko­licz­no­ścio­wym tekście, więc tylko przy­po­mnę, że nawet Albert Einstein pozo­sta­wał mocno scep­tyczny wobec idei detekcji tego typu zaburzeń. Wspólna publi­ka­cja Andrzeja Traut­mana i Ivora Robin­sona, zawie­rała jeden z pierw­szych popraw­nych opisów teo­re­tycz­nych, wyni­ka­ją­cego z ogólnej teorii względ­no­ści zjawiska.

Ten, który poprawiał Feynmana

Iwo Bia­ły­nicki-Birula to rówie­śnik Andrzeja Traut­mana i podobnie jak kolega z roku, dok­to­ry­zo­wał się przy ul. Hożej pod czujnym okiem Leopolda Infelda. Również teoretyk, lecz bardziej niż fizyką rela­ty­wi­styczną, zain­te­re­so­wany światem cząstek ele­men­tar­nych. Konikiem pro­fe­sora pozo­staje kwantowa teoria pola z naci­skiem na oddzia­ły­wa­nie elek­tro­ma­gne­tyczne. Szcze­gólne miejsce w jego dorobku zajmują trzy publi­ka­cje napisane wespół z żoną (Zofia Bia­ły­nicka-Birula również jest pro­fe­so­rem fizyki), wska­zu­jące jak odnosić zasadę nie­ozna­czo­no­ści Heisen­berga do fotonów. Czyni to Bia­ły­nic­kiego-Birulę świa­to­wym auto­ry­te­tem w dzie­dzi­nie mecha­niki kwan­to­wej, jednym z dwóch obecnych w tym zesta­wie­niu. O sile inte­lektu pol­skiego uczonego prze­ko­nał się m.in. sławny Richard Feynman, którego jedna z hipotez trafiła do kosza, po obna­że­niu błędów rachun­ko­wych przez pro­fe­sora UW.

Ksiądz, filozof i kosmolog

Zasta­na­wia­łem się nad tym wyborem, ale jednak aktyw­ność na polu popu­la­ry­za­cji oraz filo­zo­fii nauki również zasłu­guje na uwagę. W rok po przy­ję­ciu święceń kapłań­skich, Michał Heller podjął studia filo­zo­ficzne na Kato­lic­kim Uni­wer­sy­te­cie Lubel­skim. Od samego początku pragnął zajmować się filo­zo­fią przyrody, wpla­ta­jąc w swoje publi­ka­cje zagad­nie­nia typowo fizyczne, zwłasz­cza doty­czące teorii względ­no­ści, wielkiej uni­fi­ka­cji oraz modeli kosmo­lo­gicz­nych. Na tym polu ksiądz profesor pozo­staje jednym z waż­niej­szych polskich eks­per­tów, mając na swoim koncie istotne roz­wa­ża­nia na temat kosmo­lo­gii rela­ty­wi­stycz­nej oraz kosmo­lo­gii kwan­to­wej. Nie zaprze­stał przy tym dzia­łal­no­ści filo­zo­ficz­nej, w tym prób godzenia idei naukowej z wiarą. W związku z tymi wysił­kami, w 2008 roku jako jedyny jak dotąd Polak, został uho­no­ro­wany nagrodą Fundacji Tem­ple­tona. Oczy­wi­ście dla laików, ksiądz profesor pozo­staje przede wszyst­kim cha­ry­zma­tycz­nym wykła­dowcą i nie­zmor­do­wa­nym popu­la­ry­za­to­rem nauki, na co zapra­co­wał wręcz nie­praw­do­po­dobną liczbą książek o fizyce, kosmo­lo­gii i historii nauki (sam posiadam pięć!).

Badacz rozbłysków gamma

Zmarły w 2007 roku Bohdan Paczyń­ski bez wąt­pie­nia należał do eks­tra­klasy świa­to­wej astro­fi­zyki ubie­głego stulecia. Pro­fe­surę uzyskał w wieku zaledwie 34 lat, wkrótce zostając naj­młod­szym człon­kiem PAN. W latach 80. opuścił Uni­wer­sy­tet War­szaw­ski na rzecz ame­ry­kań­skiego Prin­ce­ton, gdzie po kilku latach objął kie­row­nic­two nad katedrą astro­fi­zyki. W Stanach Zjed­no­czo­nych uczony zajął się bada­niami ewolucji gwiazd. Jego uwagę zaprzą­tały przede wszyst­kim bardzo tajem­ni­cze, kil­ku­se­kun­dowe błyski o wysokich ener­giach, nazywane obecnie roz­bły­skami gamma. Moc reje­stro­wa­nego pro­mie­nio­wa­nia, suge­ro­wała, że owe zjawiska powinny mieć swoje źródło sto­sun­kowo blisko Ziemi. Paczyń­ski zde­cy­do­wa­nie prze­ciw­sta­wił się tej tezie, twier­dząc iż mamy do czy­nie­nia z potęż­nymi eks­plo­zjami o gwiaz­do­wym rodo­wo­dzie, obser­wo­wa­nymi z odle­gło­ści milionów lub nawet miliar­dów lat świetl­nych. Po pewnym czasie teoria ta zyskała powszechne poparcie i jak dotąd wydaje się poprawna, nato­miast Polak stał się jedną z gwiazd świa­to­wej astro­fi­zyki, typowaną do nagrody Nobla.

Pod koniec swojego życia, Bohdan Paczyń­ski poświę­cił się pracy nad ważną metodą obser­wa­cyjną: mikro­so­czew­ko­wa­niem gra­wi­ta­cyj­nym. W 1992 roku zaini­cjo­wał program OGLE (Optical Gra­vi­ta­tio­nal Lensing Expe­ri­ment), pro­wa­dzony przez polskich obser­wa­to­rów w Chile. Projekt ten z wielkimi suk­ce­sami działa do dziś i przy­słu­żył się zare­je­stro­wa­niu wielu super­no­wych oraz odkryciu nowych planet poza­sło­necz­nych.

Odkrywca nowych światów

Jak przy­stało na absol­wenta Uni­wer­sy­tetu w Toruniu, nazwisko Alek­san­dra Wolsz­czana koja­rzymy głównie z astro­no­mią. Na swoje naj­więk­sze sukcesy musiał jednak poczekać – jak zwykle – aż do wyjazdu za granicę i uzy­ska­nia dostępu do naj­więk­szych dostęp­nych tele­sko­pów. Praw­dziwy bum w karierze Wolsz­czana nastąpił w 1992 roku. Wtedy to w cza­so­pi­śmie “Nature” pojawiła się wia­do­mość o prze­ło­mie w bada­niach kosmosu: ekipa pod wodzą pol­skiego uczonego udo­wod­niła, iż obser­wo­wany pulsar PSR B1257+12 posiada układ pla­ne­tarny. Tym samym, po raz pierwszy udało się zwe­ry­fi­ko­wać tezę o ist­nie­niu egzo­pla­net, światów poza naszym Układem Sło­necz­nym! Kolejny raz w historii to toru­nia­ni­nowi przypadł zaszczyt ukazania, że Słońce nie jest żadnym unikatem w skali wszech­świata. Wypa­try­wa­nie systemów pla­ne­tar­nych szybko prze­ro­dziło się w jedną z naj­buj­niej roz­wi­ja­nych dys­cy­plin astro­no­micz­nych. Jako, że poza Wolsz­cza­nem, swoje cegiełki dołożyli tu również m.in. Bohdan Paczyń­ski i Andrzej Udalski (wspo­mniany program OGLE) – możemy śmiało mówić o ist­nie­niu polskiej szkoły poszu­ki­wa­nia egzo­pla­net.

Przewodnicząca Rady CERN

Wie­dzia­łeś, że Polka była praw­dziwą szychą w Euro­pej­skiej Orga­ni­za­cji Badań Jądro­wych? I to całkiem niedawno. Agnieszka Zalewska z Insty­tutu Fizyki Jądrowej PAN między 2013 a 2015 rokiem pełniła funkcję prze­wod­ni­czą­cej Rady Euro­pej­skiej CERN, zarówno jako pierwsza kobieta jak i pierwsza przed­sta­wi­cielka Europy Wschod­niej na tym sta­no­wi­sku. Kan­dy­da­tura polskiej uczonej wynikała z jej bogatego doświad­cze­nia w zakresie fizyki wysokiej energii. W końcu tylko ktoś o takich kom­pe­ten­cjach może admi­ni­stro­wać naj­waż­niej­szym instru­men­tem w posia­da­niu CERN-u, czyli Wielkim Zder­za­czem Hadronów.

Interpretator kwantów

Urodzony w Bielsku-Białej Ame­ry­ka­nin, nigdy nie zerwał całkiem więzów ze swoją pier­wotną ojczyzną. Wojciech Żurek wyjechał do Stanów Zjed­no­czo­nych już po ukoń­cze­niu studiów w Krakowie, ale szybko odnalazł się w nowym oto­cze­niu, robiąc karierę zarówno w Labo­ra­to­rium Naro­do­wym Los Alamos jak i na Uni­wer­sy­te­cie w Austin. Bez przesady należy zakwa­li­fi­ko­wać Żurka do naj­waż­niej­szych żyjących spe­cja­li­stów od mecha­niki kwan­to­wej. Jego naj­waż­niej­sze dzieło to praca napisana wraz z Wil­lia­mem Woot­ter­sem, zawie­ra­jąca twier­dze­nie o nie­klo­no­wa­niu. Zasada ta stanowi, że nie można zbudować urzą­dze­nia, które umożliwi stwo­rze­nie kopii cząstki o dowolnym, nie­zna­nym stanie kwan­to­wym. Nie da się zatem wykonać kopii cząstki ele­men­tar­nej przed kolapsem jej stanu kwan­to­wego. Natu­ral­nie na tym Żurek nie poprze­stał i wciąż działa aktywnie, również na polu inter­pre­ta­cji zjawisk kwan­to­wych.

Wiem, że nie są to wszyscy zacni fizycy, godni pamięci, ale jakaś selekcja musiała nastąpić. Zabrakło cho­ciażby takich figur jak Czesław Bia­ło­brze­ski, Tadeusz Godlew­ski, Alek­san­der Jabłoń­ski, Jerzy Spława-Neyman, Janusz Grosz­kow­ski, Michał Gry­ziń­ski, Wła­dy­sław Natanson, Krzysz­tof Meissner, Andrzej Wró­blew­ski, czy Andrzej Udalski. Wszyst­kim należy się ogromny szacunek, ponieważ mimo kiep­skiego zaplecza, zrobili wiele aby zazna­czyć Polskę na naukowej mapie świata.


  • Margo Mał­go­rzata Nowak

    A pan profesor Krzysz­tof Meissner?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dopre­cy­zuj pytanie. Ewen­tu­al­nie, za kogo na tej liście pro­po­no­wa­ła­byś go umieścić? 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • arthy

        Nie zamiast tylko oprócz 😉
        Bardzo fajne zesta­wie­nie. Tylko po co się ogra­ni­czać do 15. Ja z chęcią również bym poczytał krótkie notki o wszyst­kich, których wymie­ni­łeś z imienia i nazwiska w końcówce.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Prawda, ale łatwo tu dojść do para­doksu i prze­dłu­ża­nia listy w nie­skoń­czo­ność. 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Maciej Hendzel

    Myślę że zde­cy­do­wa­nie brakuje Wło­dzi­mie­rza Kołosa fizyka i chemika, twórcę chemii kwan­to­wej, naj­do­kład­niej­sze obli­cze­nia strut­kury atomowej oraz pra­cu­ją­cego z nim Luto­sława Wol­nie­wi­cza spe­cja­li­stę od obliczeń atomowo — mole­ku­lar­nych. Ta dwójka do dziś jest nie­do­ści­gniona.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

    Umiesz­cze­nie w tym zesta­wie­niu, jak i resztą w dowolnym innym podobnym zesta­wie­niu, Marii Skło­dow­skiej jest jednak nad­uży­ciem. Urodziła się co, prawda, w Polsce, ale stu­dio­wała już w Paryżu, a dokład­nie cały jej dorobek naukowy należy do Francji. Jej związki emo­cjo­nalne z Polską też nie były szcze­gól­nie gorliwe, skoro córek nawet nie nauczyła pol­skiego.

    Dlatego też należy Marię Curie, mimo jej pocho­dze­nia, trak­to­wać jako uczonego fran­cu­skiego, a nie pol­skiego.

    A skoro jednak zaliczyć ją do “polskich naukow­ców”, to dlaczego nie Alberta Michel­sona? (tego co wykazał brak eteru) Też urodził się w Polsce.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dość nie­kon­se­kwentny komen­tarz pod takim wpisem. Jak można czepiać się obec­no­ści akurat Marii Skło­dow­skiej, skoro połowa wymie­nio­nych fizyków kończyła studia za granicą i tam zrobiła kariery? 

      A Michel­son to po prostu Ame­ry­ka­nin z polsko-żydow­skim pocho­dze­niem, wywie­ziony za Ocean jako dziecko (na mar­gi­ne­sie, nie wykazał braku eteru wbrew utartemu stwier­dze­niu, co lepiej wytłu­ma­czyłby Ci autor gościn­nego wpisu — http://www.kwantowo.pl/2017/05/12/stuletnia-droga-do-szczegolnej-teorii-wzglednosci-cz-1/). Maria nie tylko urodziła się w War­sza­wie, ale również tu się wycho­wała, mówiła po polsku i nigdy nie odże­gny­wała się od pol­skiego pocho­dze­nia. Owszem, zawdzię­cza swój sukces Francji i Sorbonie, ale była Polką.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        Za mia­ro­dajny wyznacz­nik “pol­skiego uczonego” należy jako minimum uznać ukoń­cze­nie studiów w Polsce — bądź alter­na­tyw­nie odbycie w Polsce jakie­go­kol­wiek frag­mentu swojej kariery naukowej. Dlatego więk­szość wymie­nio­nych wyżej naukow­ców można, w myśl tego i tak już nacią­ga­nego kry­te­rium, uznać za “polskich”, ale akurat Marii Curie (ani Alberta Michel­sona) nie.

        Jej obecność w podob­nych zesta­wie­niach, maskuje tylko fatalny stan i poziom polskiej nauki w ogóle. W końcu stanowi ona alibi dla tych, którzy twierdzą, że nie jest prawdą, że żaden Polak “naukowej” nagrody Nobla nigdy nie otrzymał.

        Może i Maria Skło­dow­ska czuła się Polką (chociaż jej stosunek do prze­ka­za­nia tego sen­ty­mentu dzieciom na to nie wskazuje), ale na pewno nie była “polskim uczonym”, jak­kol­wiek by kry­te­riów nie naginać.

        Józef Conrad Korze­niow­ski też przecież był Polakiem i wielkim pisarzem, ale nie polskim pisarzem. I prób jego zawłasz­cza­nia do polskiej lite­ra­tury jakoś nie ma. Pewnie dlatego, że Polacy mieli i mają własnych wielkich lite­ra­tów, ale uczonych nie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie “należy uznać”, a “Ty uznajesz”. Równie dobrze można prze­su­wać granicę i ustalać dowolne kryteria. Przy­kła­dowo, Józef Rotblat niemal w ogóle nie figuruje na listach polskich uczonych, a urodził się w War­sza­wie, ukończył UW i mówił po polsku. Uważał się jednak za Żyda i nie poczuwał do jakichś spe­cjal­nych związków z miejscem uro­dze­nia. Dla mnie, aby uznać uczonego za Polaka, wystar­czy fakt, że był Polakiem — takie dzi­waczne kry­te­rium sobie obrałem. 

        Nigdzie nie maskuję tra­gicz­nego stanu polskiej nauki. Wręcz prze­ciw­nie, popeł­ni­łem teksty, w których bru­tal­nie oce­nia­łem sposób funk­cjo­no­wa­nia naszych placówek. Wiele osób czepia się gim­na­zjów, liceów i naucza­nia szkol­nego, a praw­dzi­wej reformy wymagają przede wszyst­kim uczelnie wyższe, bo to one, a nie szkoły, wyraźnie odstają od cywi­li­zo­wa­nych stan­dar­dów. Tyle, że to truizm i nie zmienia faktu, że uta­len­to­wany Polak również może się wybić.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        Owszem, “ja uznaję”. Jednak uznanie pilastra jest znacznie bardziej obiek­tywne i mia­ro­dajne niż uznanie Adam­czyka 🙂

        Subiek­tywne poczucie przy­na­leż­no­ści naro­do­wej może ewen­tu­al­nie określać samą naro­do­wość. Dlatego można uznać (choć to też dys­ku­syjne), że Maria Skło­dow­ska, czy “Conrad” Korze­niow­ski byli Polakami. Ale dzia­łal­ność lite­racka, nie mówiąc już o naukowej, jest obiek­tywna. Dorobek Conrada jest w całości częścią lite­ra­tury angiel­skiej, a dorobek naukowy Marii Curie w całości należy do Francji.

        Chyba, że p. Adamczyk zechce jednak, zgodnie z własnymi kry­te­riami, zaliczyć Conrada do szeregów polskich pisarzy, Jamesa Pawel­czyka uznać za “pol­skiego astro­nautę” a Łukasza Podol­skiego za “pol­skiego piłkarza”. 🙂

        Widoczna wśród polskich publi­cy­stów chęć zawłasz­cze­nia Marii Curie jest spo­wo­do­wana nie żadnymi kry­te­riami mery­to­rycz­nymi, ale właśnie roz­pacz­liwą próbą zama­sko­wa­nia nędznego stan polskiej nauki, która nigdy nikogo na porów­ny­wal­nym poziomie naukowym wydać nie potra­fiła.

        W końcu nawet więk­szość pozo­sta­łych osób z listy powyżej naj­więk­sze swoje sukcesy naukowe też odnosiła poza Polską.

        Przy­czyną tego nędznego stanu nie są jednak, jak zdaje się być prze­ko­nany p. Adamczyk, względy orga­ni­za­cyjne, a raczej przede wszyst­kim nie one. Aby uprawiać naukę na naj­wyż­szym, noblow­skim, poziomie, potrzebne są bowiem dwie rzeczy. Po pierwsze wielkie pie­nią­dze, dlatego wśród naukowej czołówki świata są bez wyjątku kraje na świecie naj­bo­gat­sze (z wyjąt­kiem Chin, ale one nad­ra­biają ilością), oraz przy­na­leż­ność do czołówki cywi­li­za­cyj­nej i posia­da­nie naj­bar­dziej roz­wi­nię­tej gospo­darki.

        Ani w wieku XIX, ani w XX, Polska nie posia­dała ani jednego, ani drugiego. Widać to bardzo dobrze po historii łamania szyfrów Enigmy. Aby Polska mogła nadążyć z tym za Niemcami, musiała zaan­ga­żo­wać blisko połowę budżetu wywiadu woj­sko­wego, a i tak okazało się to za mało kiedy Niemcy dołożyli kolejny wirnik i zwięk­szyli tym samym liczbę kom­bi­na­cji poza polskie moż­li­wo­ści obli­cze­niowe. I dopiero zaan­ga­żo­wa­nie porów­ny­wal­nych do nie­miec­kich środków finan­so­wych i nauko­wych umoż­li­wiło ponowny sukces w tej materii — ale już w Wlk Brytanii.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Tja. Wedle subiek­tyw­nego poczucia Pila­stera, jego uznanie wydaje mu się bardziej obiek­tywne. Ale takie nie jest i to w żadnym stopniu. Już podałem Ci przykład uczonego zwią­za­nego z Polską i nawet tu wykła­da­ją­cego, a jednak za “pol­skiego uczonego” nie uzna­wa­nego. I nie po to aby się tu spierać o niego, a żeby pokazać jak nie­oczy­wi­ste są tego typu wybory. Również wybór Pila­stera.

        A naj­lep­szym przy­kła­dem jest wybie­ra­nie nie­przy­sta­ją­cych przy­kła­dów. Najpierw przy­wo­ła­łeś Michel­sona — Ame­ry­ka­nina, nie­zna­ją­cego Polski i chyba w ogóle nie­mó­wią­cego po polsku. Teraz przy­wo­łu­jesz Podol­skiego, również od maleń­ko­ści wycho­wa­nego w Niem­czech, którego pierwsze oby­wa­tel­stwo, język i kultura związane są z naszym zachod­nim sąsiadem. Zesta­wiasz ich z Marią Skło­dow­ską: urodzoną w Polsce, spę­dza­jącą tu dzie­ciń­stwo, kończącą tu pod­sta­wówkę i liceum, a także apli­ku­jącą tu na studia. I jeszcze odma­wiasz jej miana Polki, choć ona sama za Polkę się uważała. 

        Tyle a propos pila­ste­row­skiego obiek­ty­wi­zmu, opartego o brak logiki i powszechny środek ery­styczny.

        “Przy­czyną tego nędznego stanu nie są jednak, jak zdaje się być prze­ko­nany p. Adamczyk, względy orga­ni­za­cyjne, a raczej przede wszyst­kim nie one. Aby uprawiać naukę na naj­wyż­szym, noblow­skim, poziomie, potrzebne są bowiem dwie rzeczy. Po pierwsze wielkie pie­nią­dze, dlatego wśród naukowej czołówki świata są bez wyjątku kraje na świecie naj­bo­gat­sze (z wyjąt­kiem Chin, ale one nad­ra­biają ilością), oraz przy­na­leż­ność do czołówki cywi­li­za­cyj­nej i posia­da­nie naj­bar­dziej roz­wi­nię­tej gospo­darki.”

        “Przy­na­leż­ność do czołówki cywi­li­za­cyj­nej” to obiek­tywna, jasna przy­czyna? To w ogóle przy­czyna, czy może jednak skutek Pie­nią­dze nato­miast to oczy­wi­stość. Rzecz w tym, że dobra orga­ni­za­cja to również lepsze dys­po­no­wa­nie fun­du­szami, a choćby system sty­pen­dialny to żart w naszych realiach.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        “Michel­sona — Ame­ry­ka­nina, nie­zna­ją­cego Polski i chyba w ogóle nie­mó­wią­cego po polsku.”

        Urodził się w Polsce, tak samo jak Maria Curie.

        “Podol­skiego, również od maleń­ko­ści wycho­wa­nego w Niem­czech, którego pierwsze oby­wa­tel­stwo, język i kultura związane są z naszym zachod­nim sąsiadem.”

        Podolski jest nadal związany z Polską, ma tu rodzinę, biegle zna język, często tu bywa, wspo­mi­nał o chęci osie­dle­nia się na stałe. Czy jest on zatem “polskim pił­ka­rzem”?

        “odma­wiasz jej [MCS] miana Polki,”

        Nic podob­nego. Odmawia pilaster jej miana “pol­skiego uczonego”

        O jej pol­sko­ści (jak­kol­wiek rozu­mia­nej) pilaster nato­miast nie wyrokuje.

        Ale zaiste, Czesi mają większe prawo do dopi­sa­nia się do dorobku Ein­ste­ina, niż Polacy do dorobku Marii Curie.

        “chyba w ogóle nie­mó­wią­cego po polsku”

        no popatrz — to tak jak z Koper­ni­kiem, chyba w ogóle nie mówiącym po polsku ( a jeżeli, to słabo). Czyżby według p. Adam­czyka Kopernik nie był “polskim uczonym”, ani w ogóle Polakiem? No, no…

        Z Hewe­liu­szem zresztą podobna sprawa…

        Dlatego o “pol­sko­ści” uczonego nie powinien decy­do­wać język, czy jakieś mgliste odczucia wewnętrzne, tylko rzeczy kon­kretne i mie­rzalne. Miejsce studiów, pracy (naukowej), publi­ka­cji, etc..

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Prosiłem o nie­opie­ra­nie argu­men­ta­cji o wydumane i błędne przy­kłady. W odpo­wie­dzi otrzy­ma­łem następne. Muszę tłu­ma­czyć jak wyglą­dały spo­łeczno-kul­tu­rowe zależ­no­ści w XVI wieku? Że poczucie naro­do­wo­ści to wyna­la­zek znacznie póź­niej­szy? Że językiem nauki była wciąż łacina, a miesz­cza­nie często korzy­stali z niem­czy­zny? Poza tym, idąc tropem Pilastra, Koper­nika można by uznać za Włocha, bo gros wiedzy nabył w Bolonii i Padwie.

        Przy­kładu Hewe­liu­sza również nie pojmuję. Nie znam książek okre­śla­ją­cych go jako Polaka, zaś jego rodzina żadnych związków z Rzecz­po­spo­litą nie wyka­zy­wała. Chyba, że o czymś nie wiem. Prze­śli­zgną­łeś się też nad nie­szczę­snym Rot­bla­tem.

        “Urodził się w Polsce, tak samo jak Maria Curie.”

        Prosiłem też o wstrzy­ma­nie się z erystyką. Jednak nadal wycinasz z wypo­wie­dzi to co Ci się podoba, igno­ru­jąc kontekst. Czy gdzie­kol­wiek wspo­mnia­łem, że warun­kiem sine qua non jest miejsce uro­dze­nia uczonego? Ja widzę, że napi­sa­łem: “Zesta­wiasz ich z Marią Skło­dow­ską: urodzoną w Polsce, spę­dza­jącą tu dzie­ciń­stwo, kończącą tu pod­sta­wówkę i liceum, a także apli­ku­jącą tu na studia. (…) ona sama za Polkę się uważała”. Nie wycinaj więc samego uro­dze­nia albo samego języka. Marię Skło­dow­ską po prostu łączyło o wiele więcej wątków z Polską niż przy­wo­ła­nego Podol­skiego (sic!). Ona się tu wycho­wała, on nie. Jej językiem ojczy­stym (!) był polski, zaś dla Łukasza pierw­szym językiem i pierwszą kulturą pozo­staje nie­miecki. Poza tym nie wiem o czym dys­ku­tu­jemy, skoro sam przy­zna­łeś: Skło­dow­ska była Polką. 

        A stwier­dze­nie, że to Polka, ale nie­po­lska uczona oczy­wi­ście możesz forsować. Dla mnie to tylko dzi­waczna ekwi­li­bry­styka, podobnie jak gros nie­pa­su­ją­cych przy­kła­dów. Nic mi do tego.

        “Ale zaiste, Czesi mają większe prawo do dopi­sa­nia się do dorobku Ein­ste­ina, niż Polacy do dorobku Marii Curie”.

        Albo Eskimosi do Feynmana.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Dj

        “Przy­kła­dowo, Józef Rotblat niemal w ogóle nie figuruje na listach polskich uczonych, a urodził się w War­sza­wie, ukończył UW i mówił po polsku. Uważał się jednak za Żyda i nie poczuwał do jakichś spe­cjal­nych związków z miejscem uro­dze­nia. ”

        “Językiem ojczy­stym dla Józefa Rotblata był język polski, do końca życia płynnie się nim posłu­gi­wał. Do śmierci pod­kre­ślał swoje związki z pol­sko­ścią, akcen­tu­jąc, iż jest Polakiem z bry­tyj­skim pasz­por­tem” /Wiki

        Czyli jednak nie wyrzekł się korzeni, polskich korzeni…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Dziękuję za tę infor­ma­cję — na Wiki­pe­dię nie zaglą­da­łem, a swój wniosek oparłem na prze­czy­ta­nych wywia­dach z Rot­bla­tem (otwarcie nazywał się Żydem, choć chyba nie po drodze było mu z ideą syjo­ni­zmu). Naj­wy­raź­niej profesor był typowym przy­kła­dem “Pol­skiego Żyda”, który kul­ty­wo­wał z jed­na­kową żar­li­wo­ścią żydow­skie pocho­dze­nie i polskie wycho­wa­nie. Miło z jego strony.

        Jednakże, pewna nie­ści­słość pozo­staje. Polska Wiki­pe­dia pisze o “polskim fizyku żydow­skiego pocho­dze­nia”, angiel­ska “Polish phy­si­cist, a self-descri­bed Pole with a British passport”, ale już na liście nobli­stów, w rubryce naro­do­wość odno­to­wuje “United Kingdom” — dodając jedynie w nawiasie “(Born in Poland)”. Zresztą widząc inne zesta­wie­nia również nie spo­ty­ka­łem się z kla­sy­fi­ko­wa­niem Rotblata, w pierw­szej kolej­no­ści, jako pol­skiego noblisty. W przy­padku Skło­dow­skiej, jak widzę, widnieje Poland i France — w takiej kolej­no­ści. Choć oczy­wi­ście Wiki­pe­dii nie ma tu co trak­to­wać jako decy­du­jący wyznacz­nik.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Dj

        No to oddajmy głos samemu Józefowi Rot­bla­towi:

        “Co za głupie pytanie! Ja byłem i jestem Polakiem. Tylko że jako wyna­lazca bomby atomowej nie mogłem w Polsce mieszkać” 🙂

        A odnośnie braku pol­skiego akcentu przy wykazie nobli­stów to bardzo możliwe, że nie chciał firmować swoim nazwi­skiem reżimu sta­li­now­skiego w PL. A prze­słanką może być ta część jego wypo­wie­dzi, która odnosi się do bomby atomowej. Ale to są już moje spe­ku­la­cje.

        nasza­hi­sto­ria pl polska a jozef-rotblat-noblista-z-polskimi korze­niami 10528646

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Dj

        I żeby nie było, zdaję sobie sprawę, że nagroda została przy­znana po upadku komuny. Jednak całe dorosłe życie walczył o zaprze­sta­nie roz­prze­strze­nia­nie broni nukle­ar­nej pod auspi­cjami UK.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        ““Przy­na­leż­ność do czołówki cywi­li­za­cyj­nej” to obiek­tywna, jasna przy­czyna?”

        Owszem, da się ją wyzna­czyć na wiele różnych nie­za­leż­nych sposobów. Np poziomem inno­wa­cyj­no­ści gospo­darki (Global Inno­va­tion Index — GII), wskaź­ni­kiem wolności gospo­dar­czej (Index of economic freedom — IEF) — wbrew nazwie nie mierzy dokład­nie “wolności gospo­dar­czej”, a naj­pro­ściej i naj­bar­dziej nama­cal­nie — poziomem czy­sto­ści w publicz­nych toa­le­tach.

        I jakoś tak właśnie dziwnie się składa, że kraje z czołówki naukowej (jeżeli prze­li­czyć np nagrody Nobla, albo punkty z listy szan­ghaj­skiej na ilość miesz­kań­ców) to zwykle te same, które przodują też w ran­kin­gach cywi­li­za­cyj­nych (oraz PKB per capita)

        Szwaj­ca­ria, kraje skan­dy­naw­skie, Izrael, Wlk Brytania, Holandia, Austra­lia, Nowa Zelandia, USA

        Polska, tak samo jak cała reszta post­ko­mu­ni­stycz­nej Europy jest tu daleko w tyle i nawet tysiąc naj­ge­nial­niej­szych reform nic tu nie pomoże, dopóki Polska nie zatrze różnicy cywi­li­za­cyj­nej.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0