Najlepsze polskie uczelnie mogą liczyć co najwyżej na miejsca w trzeciej lub czwartej setce ogólnoświatowych rankingów, zaś ostatnim i jedynym Noblem w dziedzinie fizyki mogliśmy cieszyć się ponad sto lat temu. Czy to oznacza, że nasz kraj jest naukową pustynią?

Choć do aka­de­mic­kiej eks­tra­klasy zde­cy­do­wa­nie nie należymy, to jednak mie­wa­li­śmy i nadal miewamy powody do dumy. Poku­si­łem się o wyno­to­wa­nie kil­ku­na­stu nazwisk zna­ko­mi­tych uczonych, którzy odci­snęli piętno na polskiej, a w pewnym stopniu również na świa­to­wej fizyce. Żywię nadzieję, że stali bywalcy Kwantowo, kojarzą więk­szość z poniż­szych postaci – a jeśli nie, to właśnie otrzy­mu­jesz okazję do uzu­peł­nie­nia swojej wiedzy na temat sukcesów rodzimej nauki i naj­więk­szych polskich fizyków.

Skroplili tlen

Karol Olszewski i Zygmunt Wróblewski

Para wykła­dow­ców Uni­wer­sy­tetu Jagiel­loń­skiego Karol Olszew­skiZygmunt Wró­blew­ski – spędziła długie lata na inte­re­su­ją­cym zadaniu: spro­wa­dza­nia spo­ty­ka­nych w przy­ro­dzie gazów do stanu ciekłego. Podobno praca pro­fe­so­rów nie należała do naj­bez­piecz­niej­szych, a zabawa z wysokimi ciśnie­niami i mie­szan­kami gazów dopro­wa­dziła do kilku groźnych wybuchów. Ryzyko się jednak opłaciło. Począw­szy od roku 1883 Olszew­ski i Wró­blew­ski, jako pierwsi na świecie skro­plili tlen, niedługo później azot a w przy­szło­ści również metan, argon oraz dwu­tle­nek węgla. Odkrycia nie pozo­stały bez prak­tycz­nego zna­cze­nia – wystar­czy sobie przy­po­mnieć choćby chłod­ni­cze zasto­so­wa­nia ciekłego azotu.

Pierwsza dama nauki

Maria Skłodowska-Curie

No dobra, nie będę tu wiele pisał. Maria Skło­dow­ska pozo­staje naj­wy­bit­niej­szą przed­sta­wi­cielką nauk ścisłych urodzoną nad Wisłą i trudno z tą tezą w jaki­kol­wiek sposób pole­mi­zo­wać. Pro­fe­sura na Uni­wer­sy­te­cie w Paryżu, dwie nagrody Nobla, z chemii i fizyki, powszechna sława i uznanie w całym cywi­li­zo­wa­nym świecie – a to wszystko w czasach, gdy wiele uczelni nawet nie chciało dopusz­czać płci pięknej do studiów. Po prostu ikona, której nie mogło w takim zesta­wie­niu zabrak­nąć.

Władca chaosu

Mariana Smoluchowskiego

Na początku ubie­głego stulecia, nazwisko rektora Uni­wer­sy­tetu Jagiel­loń­skiego  Mariana Smo­lu­chow­skiego cieszyło się mię­dzy­na­ro­do­wym uznaniem. Smo­lu­chow­ski był przede wszyst­kim auto­ry­te­tem w dzie­dzi­nie badań nad opisaną niewiele wcze­śniej przez Rudolfa Clau­siusa, entropią. Pamię­tasz może ze szkoły pewien efekt fizyczny, zwany ruchami Browna? W zasadzie, mogli­by­śmy równie dobrze nadać mu nazwę ruchów Ein­ste­ina-Smo­lu­chow­skiego, bowiem tak naprawdę to właśnie ci dwaj naukowcy nie­za­leż­nie od siebie jako pierwsi dokonali popraw­nego, mate­ma­tycz­nego opisu tego zjawiska. Biolog Robert Brown był jedynie osobą, która jako pierwsza zauwa­żyła przy­pad­kowe ruchy drobin zawie­szo­nych w cieczy. Uważał on mylnie, iż efekt wynika z obec­no­ści w naczyniu mikro­sko­pij­nych form życia, podczas gdy Einstein i Smo­lu­chow­ski dowiedli, że mamy do czy­nie­nia po prostu z cha­otycz­nymi zde­rze­niami czą­ste­czek badanej sub­stan­cji.

Twórca holografii

Mieczysław Wolfke

Nie tylko nauko­wiec, ale również wizjoner i wyna­lazca. Mie­czy­sław Wolfke ukończył studia we Wro­cła­wiu, zaś pracę habi­li­ta­cyjną – recen­zo­waną przez Erwina Schrödin­gera oraz niewiele star­szego Alberta Ein­ste­ina – bronił na Poli­tech­nice w Zurychu. Mimo niezłych zadatków na teo­re­tyka, bardziej niż suche publi­ka­cje, inte­re­so­wały go eks­pe­ry­menty oraz wdra­ża­nie swojej wiedzy w życie. Wśród jego licznych pro­jek­tów znaj­do­wał się system przesyłu obrazu za pomocą fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej, czyli coś co mogli­by­śmy nazwać pro­to­te­le­wi­zją (co ciekawe, pierwszy dzia­ła­jący prototyp tele­wi­zora, tzw. telek­tro­skop, jako pierwszy skon­stru­ował inny Polak – Jan Szcze­pa­nik). Z kolei współ­pra­cu­jąc z holen­der­skim Insty­tu­tem Niskich Tem­pe­ra­tur w Lejdzie, wniósł wiele do badań krio­ge­nicz­nych, odkry­wa­jąc hel II o dzi­wacz­nych wła­ści­wo­ściach – zde­fi­nio­wa­nych później przez Piotra Kapicę, jako nad­cie­kłość. Nato­miast za naj­bar­dziej medialne osią­gnię­cie Wolfkego, należy chyba uznać pio­nier­ski opis uzy­ska­nia holo­gramu. Niestety dla naszego uczonego, splendor w postaci nagrody Nobla przypadł Węgrowi Den­ni­sowi Gaborowi, który trzy­dzie­ści lat później udo­sko­na­lił i zre­ali­zo­wał nowa­tor­ski koncept.

Neutronowy pionier

Andrzej Sołtan

Być może naj­wy­bit­niej­szy polski fizyk jądrowy. Podobnie jak wspo­mniany poniżej Leopold Infeld, Andrzej Sołtan miał ogromne szczę­ście otrzymać zagra­niczne sty­pen­dium Fundacji Roc­ke­fel­lera i stu­dio­wać w budu­ją­cym swoją renomę Caltechu. Wraz z ame­ry­kań­skimi naukow­cami, bom­bar­do­wał lit i beryl jonami cięż­kiego wodoru, dzięki czemu wytwo­rzyli stru­mie­nie neu­tro­nów. W ten sposób Sołtan znalazł się wśród pio­nie­rów badań nad sztucz­nym wytwa­rza­niem neu­tro­nów, a wyna­le­zione w Pasa­de­nie metody rychło zaczęto stosować w labo­ra­to­riach na całym świecie. Po wojnie uczony powrócił do Polski, gdzie objął Katedrę Fizyki Atomowej UW, założył Instytut Badań Jądro­wych, a rok przed swoją śmiercią wziął udział w rozruchu pierw­szego pol­skiego reaktora jądro­wego EWA. Nic dziwnego, że dzia­ła­jące w Świerku Narodowe Centrum Badań Jądro­wych (sukcesor IBJ) nosi obecnie imię Andrzeja Sołtana. 

Kolega Borna i Einsteina

Leopold Infeld w towarzystwie Alberta Einsteina

Praw­dziwy człowiek rene­sansu: fizyk, pisarz i akty­wi­sta spo­łeczny, praw­do­po­dob­nie lepiej znany za granicą niż w Polsce. Może dlatego, że ojczyzna źle go potrak­to­wała? Leopold Infeld, jeszcze jako młody dok­to­rant i jeden z pierw­szych fizyków teo­re­tycz­nych w Polsce, miał spory problem ze zna­le­zie­niem godnej posady i musiał dorabiać jako nauczy­ciel w wiej­skich szkołach.

Jego kariera nabrała wiel­kiego rozpędu dopiero po uzy­ska­niu sty­pen­dium i wyjazdu na staż w Cam­bridge. Tam poznał m.in. noblistę Maxa Borna, a po prze­nie­sie­niu się za Atlantyk, roz­po­czął dłu­go­let­nią współ­pracę z samym Albertem Ein­ste­inem. Nie były to jedynie prze­lotne, towa­rzy­skie zna­jo­mo­ści. Kontakty z Bornem zaowo­co­wały ukuciem teorii elek­tro­dy­na­miki Borna-Infelda, nato­miast liczne dyskusje pro­wa­dzone z twórcą teorii względ­no­ści w Prin­ce­ton, pozwo­liły na wydanie przez Ein­ste­ina i Infelda książki wspól­nego autor­stwa pt. Ewolucja fizyki. Rozwój poglądów od naj­waż­niej­szych pojęć do teorii względ­no­ści i kwantów. Podobno obaj panowie – jeden Polak, drugi Żyd – chcieli swoją publi­ka­cją dać pstryczka w nos wyznaw­com “aryj­skiej nauki”.

Polak w ekipie Oppenheimera

Stanisław Ulam

Z fizyką różnie w naszym kraju bywało, ale bez zająk­nię­cia możemy mówić o potędze przed­wo­jen­nej polskiej mate­ma­tyki, co zawdzię­cza­li­śmy słynnej lwow­skiej szkole mate­ma­tycz­nej. Do jej czo­ło­wych przed­sta­wi­cieli należał Sta­ni­sław Ulam, którego talenty osta­tecz­nie przy­słu­żyły się roz­wo­jowi fizyki. Bujną karierę roz­po­czął bardzo wcześnie, publi­ku­jąc poważne prace już jako nasto­la­tek, a w wieku 20 lat aktywnie uczest­ni­cząc w dys­ku­sjach orga­ni­zo­wa­nych w Kawiarni Szkoc­kiej, przez legen­dar­nego Stefana Banacha. W odróż­nie­niu od swojego mentora, Ulam sko­rzy­stał z zain­te­re­so­wa­nia swoją osobą zagra­nicz­nych placówek i jeszcze przed wojną wyjechał do USA. W Ameryce Polak zwiedził uczelnie Prin­ce­ton, Harvarda i Medison, a także nawiązał bliską współ­pracę z wybitnym węgier­skim mate­ma­ty­kiem Johnem von Neu­man­nem. Do tego zesta­wie­nia Sta­ni­sław Ulam trafił jednak przede wszyst­kim, jako polski akcent Projektu Man­hat­tan. Mate­ma­tyk prze­by­wał w labo­ra­to­rium Los Alamos nie tylko w okresie prac nad pierw­szymi ładun­kami jądro­wymi, ale również po wojnie, gdy wniósł olbrzymi wkład w skon­stru­owa­nie broni ter­mo­ją­dro­wej. Dzia­ła­nie zde­to­no­wa­nej w 1952 roku bomby wodo­ro­wej Ivy Mike, oparto o mecha­nizm wyli­czony przez pol­skiego mate­ma­tyka i Edwarda Tellera, nazywany obecnie kon­fi­gu­ra­cją Tellera-Ulama.

Twórcy hiperjąder

Jerzy Pniewski i Marian Danysz

Był moment, kiedy Wydział Fizyki Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego przy ulicy Hożej, posiadał poten­cjał, mogący wpro­wa­dzić go do euro­pej­skiej elity. W stolicy pra­co­wało grono wybit­nych uczonych, wielu polskich pro­fe­so­rów wróciło z zagra­nicy, orga­ni­zo­wano pre­sti­żowe mię­dzy­na­ro­dowe kon­fe­ren­cje z udziałem naj­więk­szych postaci świata fizyki, a ambitne badania i nowo­cze­sna orga­ni­za­cja sta­no­wiły powód do dumy. Szcze­gól­nie zaawan­so­wane prace pro­wa­dziła grupa Jerzego Pniew­skiegoMariana Danysza. Uczeni posta­wili sobie za cel spraw­dze­nie, czy istnieje moż­li­wość stwo­rze­nia jądra atomu z użyciem innych cząstek niż – jak to zwykle bywa – protony i neutrony. Odpo­wiedź okazała się pozy­tywna: Pniewski i Danysz zare­je­stro­wali jądra zbu­do­wane z protonów, neu­tro­nów i dodat­ko­wej, nie­sta­bil­nej cząstki znanej jako hiperon. Jak wiemy obecnie, hiperony podobnie do nukle­onów posia­dają struk­turę wewnętrzną, tyle że poza kwarkami dolnymi i górnymi zawie­rają przy­naj­mniej jeden kwark dziwny. War­szaw­skie badania nad tzw. hiper­ją­drami sta­no­wiły dosko­nały wstęp do przy­szłych badań z zakresu fizyki jądrowej. Podobno panowie mieli szansę na nagrodę Nobla, ale jak wiadomo, osta­tecz­nie go nie otrzy­mali.

Przewidywał fale grawitacyjne, zanim to było modne

Andrzej Trautman

Dzisiaj, gdy weszli­śmy już w posia­da­nie eks­pe­ry­men­tal­nych dowodów na ist­nie­nie fal gra­wi­ta­cyj­nych, Andrzej Trautman urasta do rangi praw­dzi­wej gwiazdy. Polski uczony  jeszcze jako nie­opie­rzony dok­to­rant  prze­ko­ny­wał w swoich pracach o ist­nie­niu zmarsz­czek na płótnie cza­so­prze­strzeni już w 1958 roku. Jego publi­ka­cja napisana wespół z Ivorem Robin­so­nem zawie­rała jeden z pierw­szych popraw­nych mate­ma­tycz­nych opisów tego nie­zwy­kłego zjawiska. Było to niemal sześć­dzie­siąt lat przed sukcesem inter­fe­ro­me­trów LIGO, który jak wiadomo, w 2015 roku został nagro­dzony Noblem w dzie­dzi­nie fizyki.

Więcej na temat wkładu pro­fe­sora oraz samych fal gra­wi­ta­cyj­nych pisałem w oko­licz­no­ścio­wym tekście, więc tylko przy­po­mnę, że sam Albert Einstein pozo­sta­wał na tym polu mocno scep­tyczny. Twier­dził, że nawet jeżeli tego typu fenomen wypływa z jego ogólnej teorii względ­no­ści, detekcja takich zaburzeń w praktyce jest nie­wy­ko­nalna.

Ten, który poprawiał Feynmana

Iwo Białynicki-Birula

Iwo Bia­ły­nicki-Birula to rówie­śnik Andrzeja Traut­mana i podobnie jak kolega z roku, dok­to­ry­zo­wał się przy ul. Hożej pod czujnym okiem Leopolda Infelda. Również teoretyk, lecz bardziej niż fizyką rela­ty­wi­styczną, zain­te­re­so­wany światem cząstek ele­men­tar­nych. Konikiem pro­fe­sora pozo­staje kwantowa teoria pola z naci­skiem na oddzia­ły­wa­nie elek­tro­ma­gne­tyczne. Szcze­gólne miejsce w jego dorobku zajmują trzy publi­ka­cje napisane wespół z żoną (Zofia Bia­ły­nicka-Birula również jest pro­fe­so­rem fizyki), wska­zu­jące jak odnosić zasadę nie­ozna­czo­no­ści Heisen­berga do fotonów. Czyni to Bia­ły­nic­kiego-Birulę świa­to­wym auto­ry­te­tem w dzie­dzi­nie mecha­niki kwan­to­wej, jednym z trzech obecnych w tym zesta­wie­niu. O sile inte­lektu pol­skiego uczonego prze­ko­nał się m.in. sławny Richard Feynman, którego jedna z hipotez trafiła do kosza, po obna­że­niu błędów rachun­ko­wych przez pro­fe­sora UW.

Ksiądz, filozof i kosmolog

Michał Heller

Zasta­na­wia­łem się nad tym wyborem, ale jednak aktyw­ność na polu popu­la­ry­za­cji oraz filo­zo­fii nauki również zasłu­guje na uwagę. W rok po przy­ję­ciu święceń kapłań­skich, Michał Heller podjął studia filo­zo­ficzne na Kato­lic­kim Uni­wer­sy­te­cie Lubel­skim. Od samego początku pragnął zajmować się filo­zo­fią przyrody, wpla­ta­jąc w swoje publi­ka­cje zagad­nie­nia typowo fizyczne, zwłasz­cza doty­czące teorii względ­no­ści, wielkiej uni­fi­ka­cji oraz modeli kosmo­lo­gicz­nych. Na tym polu ksiądz profesor pozo­staje jednym z waż­niej­szych polskich eks­per­tów, mając na swoim koncie istotne roz­wa­ża­nia na temat kosmo­lo­gii rela­ty­wi­stycz­nej oraz kosmo­lo­gii kwan­to­wej. Nie zaprze­stał przy tym dzia­łal­no­ści filo­zo­ficz­nej, w tym prób godzenia idei naukowej z wiarą. W związku z tymi wysił­kami, w 2008 roku jako jedyny jak dotąd Polak, został uho­no­ro­wany nagrodą Fundacji Tem­ple­tona. Oczy­wi­ście dla laików, ksiądz profesor pozo­staje przede wszyst­kim cha­ry­zma­tycz­nym wykła­dowcą i nie­zmor­do­wa­nym popu­la­ry­za­to­rem nauki, na co zapra­co­wał wręcz nie­praw­do­po­dobną liczbą książek o fizyce, kosmo­lo­gii i historii nauki (sam posiadam pięć!).

Badacz rozbłysków gamma

Bohdan Paczyński

Zmarły w 2007 roku Bohdan Paczyń­ski bez wąt­pie­nia należał do eks­tra­klasy świa­to­wej astro­fi­zyki ubie­głego stulecia. Pro­fe­surę uzyskał w wieku zaledwie 34 lat, wkrótce zostając naj­młod­szym człon­kiem PAN. W latach 80. opuścił Uni­wer­sy­tet War­szaw­ski na rzecz ame­ry­kań­skiego Prin­ce­ton, gdzie po kilku latach objął kie­row­nic­two nad katedrą astro­fi­zyki. W Stanach Zjed­no­czo­nych uczony zajął się bada­niami ewolucji gwiazd. Jego uwagę zaprzą­tały przede wszyst­kim bardzo tajem­ni­cze, kil­ku­se­kun­dowe błyski o wysokich ener­giach, nazywane obecnie roz­bły­skami gamma. Moc reje­stro­wa­nego pro­mie­nio­wa­nia, suge­ro­wała, że owe zjawiska powinny mieć swoje źródło sto­sun­kowo blisko Ziemi. Paczyń­ski zde­cy­do­wa­nie prze­ciw­sta­wił się tej tezie, twier­dząc iż mamy do czy­nie­nia z potęż­nymi eks­plo­zjami o gwiaz­do­wym rodo­wo­dzie, obser­wo­wa­nymi z odle­gło­ści milionów lub nawet miliar­dów lat świetl­nych. Po pewnym czasie teoria ta zyskała powszechne poparcie i jak dotąd wydaje się poprawna, nato­miast Polak stał się jedną z gwiazd świa­to­wej astro­fi­zyki, typowaną do nagrody Nobla.

Pod koniec swojego życia, Bohdan Paczyń­ski poświę­cił się pracy nad ważną metodą obser­wa­cyjną: mikro­so­czew­ko­wa­niem gra­wi­ta­cyj­nym. W 1992 roku zaini­cjo­wał program OGLE (Optical Gra­vi­ta­tio­nal Lensing Expe­ri­ment), pro­wa­dzony przez polskich obser­wa­to­rów w Chile. Projekt ten z wielkimi suk­ce­sami działa do dziś i przy­słu­żył się zare­je­stro­wa­niu wielu super­no­wych oraz odkryciu nowych planet poza­sło­necz­nych.

Odkrywca nowych światów

Aleksander Wolszczan

Jak przy­stało na absol­wenta Uni­wer­sy­tetu w Toruniu, nazwisko Alek­san­dra Wolsz­czana koja­rzymy głównie z astro­no­mią. Na swoje naj­więk­sze sukcesy musiał jednak poczekać – jak zwykle – aż do wyjazdu za granicę i uzy­ska­nia dostępu do naj­więk­szych dostęp­nych tele­sko­pów. Praw­dziwy bum w karierze Wolsz­czana nastąpił w 1992 roku. Wtedy to w cza­so­pi­śmie “Nature” pojawiła się wia­do­mość o prze­ło­mie w bada­niach kosmosu: ekipa pod wodzą pol­skiego uczonego udo­wod­niła, iż obser­wo­wany pulsar PSR B1257+12 posiada układ pla­ne­tarny. Tym samym, po raz pierwszy udało się zwe­ry­fi­ko­wać tezę o ist­nie­niu egzo­pla­net, światów poza naszym Układem Sło­necz­nym! Kolejny raz w historii to toru­nia­ni­nowi przypadł zaszczyt ukazania, że Słońce nie jest żadnym unikatem w skali wszech­świata. Wypa­try­wa­nie systemów pla­ne­tar­nych szybko prze­ro­dziło się w jedną z naj­buj­niej roz­wi­ja­nych dys­cy­plin astro­no­micz­nych. Jako, że poza Wolsz­cza­nem, swoje cegiełki dołożyli tu również m.in. Bohdan Paczyń­ski i Andrzej Udalski (wspo­mniany program OGLE) – możemy śmiało mówić o ist­nie­niu polskiej szkoły poszu­ki­wa­nia egzo­pla­net.

Przewodnicząca Rady CERN

Agnieszka Zalewska

Wie­dzia­łeś, że Polka była praw­dziwą szychą w Euro­pej­skiej Orga­ni­za­cji Badań Jądro­wych? I to całkiem niedawno. Agnieszka Zalewska z Insty­tutu Fizyki Jądrowej PAN między 2013 a 2015 rokiem pełniła funkcję prze­wod­ni­czą­cej Rady Euro­pej­skiej CERN, zarówno jako pierwsza kobieta jak i pierwsza przed­sta­wi­cielka Europy Wschod­niej na tym sta­no­wi­sku. Kan­dy­da­tura polskiej uczonej wynikała z jej bogatego doświad­cze­nia w zakresie fizyki wysokiej energii. W końcu tylko ktoś o takich kom­pe­ten­cjach może admi­ni­stro­wać naj­waż­niej­szym instru­men­tem w posia­da­niu CERN‑u, czyli Wielkim Zder­za­czem Hadronów.

Interpretator kwantów

Wojciech Żurek

Urodzony w Bielsku-Białej Ame­ry­ka­nin, nigdy nie zerwał całkiem więzów ze swoją pier­wotną ojczyzną. Wojciech Żurek wyjechał do Stanów Zjed­no­czo­nych już po ukoń­cze­niu studiów w Krakowie, ale szybko odnalazł się w nowym oto­cze­niu, robiąc karierę zarówno w Labo­ra­to­rium Naro­do­wym Los Alamos jak i na Uni­wer­sy­te­cie w Austin. Bez przesady należy zakwa­li­fi­ko­wać Żurka do naj­waż­niej­szych żyjących spe­cja­li­stów od mecha­niki kwan­to­wej. Jego naj­waż­niej­sze dzieło to praca napisana wraz z Wil­lia­mem Woot­ter­sem, zawie­ra­jąca twier­dze­nie o nie­klo­no­wa­niu. Zasada ta stanowi, że nie można zbudować urzą­dze­nia, które umożliwi stwo­rze­nie kopii cząstki o dowolnym, nie­zna­nym stanie kwan­to­wym. Nie da się zatem wykonać kopii cząstki ele­men­tar­nej przed kolapsem jej stanu kwan­to­wego. Natu­ral­nie na tym Żurek nie poprze­stał i wciąż działa aktywnie, również na polu inter­pre­ta­cji zjawisk kwan­to­wych.

Kryptograf XXI wieku

Niedługo przed cere­mo­nią ogło­sze­nia lau­re­atów Nagród Nobla w dzie­dzi­nie fizyki za rok 2019, gruch­nęła wieść o sporych szansach absol­wenta Uni­wer­sy­tetu Jagiel­loń­skiego, Artura Ekerta. Wykła­da­jący w Oxfor­dzie Polak osta­tecz­nie po medal nie sięgnął, lecz nie­wy­klu­czone, że w końcu doczeka się swojej chwili chwały. Tym bardziej, że przed­mioty nauko­wych zain­te­re­so­wań Ekerta – kryp­to­gra­fia kwantowa oraz kom­pu­tery kwantowe – to wciąż melodia przy­szło­ści.

Pierwsze teo­re­tyczne roz­wa­ża­nia doty­czące użycia kubitów do szy­fro­wa­nia danych przed­sta­wili Bry­tyj­czycy w latach 80. ubie­głego stulecia. Młody Artur Ekert wtrącił do tych wcze­snych rozważań swoje trzy grosze, pro­po­nu­jąc mecha­nizm dys­try­bu­cji klucza wyko­rzy­stu­jący pary cząstek w stanie kwan­to­wego splą­ta­nia. Jego pomysły spotkały się z entu­zja­zmem, a sam Ekert bły­ska­wicz­nie wkroczył do świa­to­wej eks­tra­klasy, biorąc udział w prze­ło­mo­wych doświad­cze­niach z zakresu tzw. zamiany splą­ta­nia, orga­ni­zo­wa­nych przez samego Antona Zeilin­gera. W wieku trzy­dzie­stu­paru lat kierował już samo­dziel­nie Centre for Quantum Com­pu­ta­tion oraz innymi ekipami, stając się liderem badań nad kwan­to­wym prze­twa­rza­niem infor­ma­cji.


Wiem, że nie są to wszyscy zacni polscy fizycy godni pamięci, ale jakaś selekcja musiała nastąpić. Zabrakło cho­ciażby takich figur jak Czesław Bia­ło­brze­ski, Tadeusz Godlew­ski, Alek­san­der Jabłoń­ski, Jerzy Spława-Neyman, Janusz Grosz­kow­ski, Michał Gry­ziń­ski, Wła­dy­sław Natanson, Krzysz­tof Meissner, Andrzej Wró­blew­ski, czy Andrzej Udalski. Wszyst­kim należy się ogromny szacunek, ponieważ mimo kiep­skiego zaplecza, zrobili wiele aby zazna­czyć Polskę na naukowej mapie świata.