Jak bardzo fabuła Westoworld nie byłaby rozwleczona, jak drętwych dialogów nie wypowiadaliby nieciekawi bohaterowie, jak scenarzyści nie szczędziliby porywających zwrotów akcji – produkcja HBO uwypukla dylematy dotyczące sztucznej inteligencji na tyle sugestywnie, że wciąż stanowi pozycję obowiązkową dla koneserów tematu.

Finałowy odcinek seria­lo­wej super­pro­duk­cji już za nami. Wła­ści­wie “super” mógłbym wsadzić w cudzy­sło­wie, bowiem dzieło Camp­bella i Nolana, wbrew wielu zapo­wie­dziom, nie będzie dla tele­wi­zji tym samym czym była choćby Gra o Tron. Pro­du­cenci wydali miliony na świetne efekty, kli­ma­tyczne kostiumy i mistrzów aktor­skiego fachu – lecz osta­tecz­nemu efektowi daleko do miana wcią­ga­ją­cego, czysto roz­ryw­ko­wego wido­wi­ska. A były ku temu warunki! W końcu Westworld to remake dość prostego filmu opo­wia­da­ją­cego typową historię krwawej potyczki gatunku ludz­kiego ze sztuczną inte­li­gen­cją. Tym­cza­sem pierwszy sezon serialu skupił się na mean­drach samego procesu uzy­ski­wa­nia przez hosty świa­do­mo­ści, zmu­sza­jąc widza do zada­wa­nia sobie – między ziew­nię­ciami – wielu fun­da­men­tal­nych pytań.

Uwaga! Spoilery!

O co chodzi w Westworld?
Gwoli wyja­śnie­nia dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi. Westworld to fikcyjny park rozrywki przy­szło­ści, o wyjąt­ko­wej cha­rak­te­ry­styce. Zamiesz­kują go “hosty”, czyli superza­awan­so­wane roboty, niemalże nie­odróż­nialne od ludzi. Goście odwie­dza­jący Westworld, mogą robić co im się żywnie podoba, począw­szy od udziału w przy­go­to­wa­nych sce­na­riu­szach, po strze­la­niny i korzy­sta­nie z usług pro­sty­tu­tek. Krótko mówiąc: przygoda życia. Sęk w tym, że roz­ka­pry­szeni klienci oraz bez­duszne kie­row­nic­two, nie dostrze­gają tego co im rośnie pod nosem. 

1. Czym jest świadomość?

westworld-fordOto zagadka, przed którą stajemy za każdym razem gry myślimy o czło­wie­czeń­stwie i sztucz­nej inte­li­gen­cji. Sądzimy, że nasz gatunek jest wyjąt­kowy, bo jako jedyny posiada świa­do­mość. Jak na ironię, trudno nam podać ostrą defi­ni­cję tego pojęcia – ergo, nie wiemy co takiego wynosi ludzkość ponad pozo­stałe orga­ni­zmy. Takie sta­no­wi­sko utrzy­muje cho­ciażby znany mate­ma­tyk Roger Penrose, twier­dzący, że opisanie świa­do­mo­ści wykracza poza moż­li­wo­ści współ­cze­snej nauki. Jed­no­cze­śnie, jako cen­tralny punkt świa­do­mo­ści, uczony wskazuje zdolność rozu­mie­nia. Lecz znów – niewiele nam to daje, bo choć słowo “rozu­mie­nie” przy­wo­łuje pewne sko­ja­rze­nia z inte­li­gen­cją i przy­tom­no­ścią – to jednak również nie należy do jed­no­znacz­nych pojęć. Szukamy więc po omacku, starając się bez­sku­tecz­nie zro­zu­mieć samych siebie. Niezłym pomysłem wydaje się porzu­ce­nie myślenia zero­je­dyn­ko­wego i spoj­rze­nie na świa­do­mość jako na wła­ści­wość stop­nio­walną. Mózgi poszcze­gól­nych gatunków są więc nie tyle pozba­wione świa­do­mo­ści, co raczej dys­po­nują świa­do­mo­ścią mniej zaawan­so­waną. W tym przy­padku, naszym wielkim celem nie będzie po prostu skon­stru­owa­nie sztucz­nej świa­do­mo­ści, a odwzo­ro­wa­nie świa­do­mo­ści na ludzkim poziomie zło­żo­no­ści. Pojawia się tu jednak pewne nie­bez­pie­czeń­stwo. Jeśli założymy, że istnieją różne stopnie świa­do­mo­ści, należy założyć, iż nasze rozumy wcale nie stanowią ostat­niego szczebla na tej drabinie i możemy stworzyć byt, przy którym sami okażemy się pry­mi­tywni.

A jaką odpo­wiedź daje nam serial? W ósmym odcinku Dr Ford tłumaczy, że do czło­wie­czeń­stwa zbliżają nas wspo­mnie­nia, traumy, “kamienie węgielne”. Jednakże sama świa­do­mość, jako jakiś wyjąt­kowy byt, nie istnieje. “Chcie­li­by­śmy myśleć, że postrze­gamy świat w wyjąt­kowy sposób, a przecież tkwimy w pętlach podob­nych do pętli hostów; rzadko kwe­stio­nu­jąc swoje wybory, pozwa­la­jąc aby inni kie­ro­wali naszym życiem” – brutalne, ale daje do myślenia. W istocie, między hostem a czło­wie­kiem nie ma żadnej różnicy. No, może poza ilością i zło­żo­no­ścią pętli świa­do­mo­ści.

2. Jaka droga prowadzi ku świadomości?

Choć nie jesteśmy jeszcze w stanie skon­kre­ty­zo­wać czym świa­do­mość jest, rów­no­le­gle głowimy się nad tym co prowadzi do jej zro­dze­nia. Czy w przy­padku homo sapiens wykształ­ce­nie takiej cechy było jedynie efektem ubocznym rozwoju mózgu? A może na pewnym poziomie inte­li­gen­cji obu­dze­nie świa­do­mo­ści jest nie­unik­nione?

Westworld ten problem zary­so­wano bardzo wyraźnie, przy czym obsłudze parku zależy nie na wykre­owa­niu świa­do­mo­ści a raczej na nie­do­pusz­cze­niu do jej powsta­nia. Inaczej rzecz się miała z nie­ży­ją­cym współ­za­ło­ży­cie­lem parku, Arnoldem, dążącym do zrów­na­nia swoich pro­duk­tów z ludźmi. Aby osiągnąć cel, oparł system hostów o monolog wewnętrzny. “Głosy” w głowie, przy­po­mi­na­jące z zewnątrz szepty boga, wraz ze zdol­no­ścią do reflek­sji, miały pozwolić na wykształ­ce­nie świa­do­mo­ści. Jednak samo opro­gra­mo­wa­nie to za mało. Potrzebny jest proces, długi, skom­pli­ko­wany i zawsze bolesny, wymownie porów­nany w serialu do labi­ryntu. Wszystko dzieje się oddolnie. Sztuczna inte­li­gen­cja niejako sama musi dojść do własnej jaźni i odkryć kim naprawdę jest, albo wpaść w odmęty sza­leń­stwa.

3. Czy świadomość równa się wolnej woli?

westworld-maeveBardzo zasma­ko­wała mi łyżka dziegciu, jaką autorzy poczę­sto­wali nas w ostatnim odcinku. Kiedy śle­dzi­łem poczy­na­nia Maeve, nie miałem złudzeń: widzę świadomą istotę, której elek­tro­niczny mózg ana­li­zuje oto­cze­nie, generuje uczucia i emocje, kreuje ambicje oraz marzenia, a nawet posiada zdolność reflek­sji – a ona dosko­nale zdawała sobie z tego sprawę. Strzępy wspo­mnień prze­bi­ja­jące się do jej jaźni pozwo­liły na uprzy­tom­nie­nie, zro­zu­mie­nie czym jest i w jakiej sytuacji się znajduje. Nic dziwnego, że rychło podjęła decyzję o ster­ro­ry­zo­wa­niu dwóch tech­ni­ków i ucieczce z parku do realnego świata.

Tym większe było nie­do­wie­rza­nie Maeve, gdy usły­szała, że w jej kodzie zain­sta­lo­wano nowe zadanie o wiele mówiącym tytule… Ucieczka. Spek­ta­ku­larne ock­nię­cie, prze­sko­cze­nie na kolejny poziom – wszystko to mogło zaist­nieć, wyłącz­nie dlatego, że pozwolił na to człowiek. Twórcy Westworld odeszli od nagmin­nej praktyki utoż­sa­mia­nia świa­do­mo­ści z wolną wolą. Kobieta bez wąt­pie­nia wspięła się wysoko na drabinie świa­do­mo­ści; lecz wybory popy­cha­jące ją do nad­rzęd­nego celu okazały się jedynie ułudą. Czy to happy end? Zwy­cię­stwo czło­wieka nad maszyną? Nie. To raczej wygląda na kolejną szpilę prze­bi­ja­jącą nasze roz­bu­chane ego. Czytając między wier­szami, należy sobie bowiem zadać filo­zo­ficzne pytanie: czy aby na pewno my sami dys­po­nu­jemy wolną wolą? Spo­koj­nie, nie mam zamiaru w tym miejscu zapra­szać do kon­sul­ta­cji Tomasza z Akwinu. Pragnę jedynie zwrócić waszą uwagę na ogrom czyn­ni­ków – che­micz­nych, neu­ro­lo­gicz­nych, psy­chicz­nych – przez które, nawet naj­po­spo­lit­sze wybory dokonują się ponad naszą świa­do­mo­ścią.

4. Czy człowiek jest bestią?

westworld-blackmanOdejdźmy już od tematyki świa­do­mo­ści i sztucz­nej inte­li­gen­cji. Westworld stawia przed nami nie mniej ważkie pytania doty­czące kondycji moralnej czło­wieka. Scenerią opo­wie­dzia­nej historii jest uni­ka­towy park rozrywki. Wielki, dosko­nale imi­tu­jący barwny dziki zachód, ale co naj­waż­niej­sze – pozwa­la­jący gościom abso­lut­nie na wszystko. Miesz­kańcy Westworld, nawet zwie­rzęta, to roboty zapro­gra­mo­wane przez sztab inży­nie­rów i desi­gne­rów wyłącz­nie  dla uciechy gości. Ludzie mogą eks­plo­ro­wać obcy świat, przeżyć namiętny romans, wziąć udział w nie­bez­piecz­nej misji; jak również dopuścić się grabieży, mor­der­stwa czy gwałtu. Każdy sam decyduje czy bardziej odpo­wiada mu rola bohatera czy zło­czyńcy.

Dr Ford zwrócił uwagę na pewien gorzki fakt, który pewnie nie zdzi­wiłby psy­cho­lo­gów pokroju Zimbardo czy Milgrama. Już na początku zain­sta­lo­wano w parku przeszło sto questów pozwa­la­ją­cych wykazać się męstwem i odwagą, lecz cieszyły się mar­gi­nal­nym zain­te­re­so­wa­niem. Choć na graczy czekają fascy­nu­jące sce­na­riu­sze i złożone misje, zde­cy­do­wana więk­szość nie opuszcza pierw­szej wioski, zado­wa­la­jąc się przemocą i pry­mi­tyw­nymi ucie­chami cie­le­snymi. Wypada sobie zadać pytanie, ilu z nas stojąc przed szansą pełnego wyżycia się bez żadnych kon­se­kwen­cji, nie sko­rzy­sta­łoby z okazji? W końcu to tylko gra. Prawda?

5. Czy powinny nas obowiązywać zasady?

westworld-produkcjaZałóżmy przez moment, że hosty są pozba­wione świa­do­mo­ści. To tylko oskryp­to­wane maszyny o dużej mocy obli­cze­nio­wej, w wyglą­dzie nie­odróż­nialne od ludzi. Czy w takim przy­padku mogli­by­śmy potrak­to­wać Westworld jako ultra­za­awan­so­wa­nego kuzyna współ­cze­snych gier kom­pu­te­ro­wych? Takie GTA na dzikim zacho­dzie? Jeśli tak, to racjo­nal­nie nie powin­ni­śmy żywić więk­szych obiekcji czy wyrzutów sumienia wobec krwawych czy obsce­nicz­nych scen mających miejsce w parku. Skoro w pro­duk­cji Rock­stara bez­kar­nie krad­niemy auto, roz­jeż­dżamy nim pro­sty­tutkę a następ­nie roz­pę­tu­jemy strze­la­ninę na ulicy – to dlaczego zabra­niać podob­nych zachowań w grze przy­szło­ści?

Niby tak, ale jednak budzi to we mnie pewien dys­kom­fort. Być może to kwestia total­nego realizmu? Jasne, dzi­siej­sze gry pre­zen­tują się naprawdę nieźle, ale choćby dys­po­no­wały foto­re­ali­styczną oprawą, nie dadzą odbiorcy tego co Westworld. Od tego co się dzieje na moni­to­rze zawsze będzie dzielił mnie pewien dystans. Nie poczuję zapachów, smaku ani dotyku, moje ciało tak naprawdę nie bierze w tym wszyst­kim udziału. Więc choć z satys­fak­cją eks­ter­mi­nuję wir­tu­al­nych wrogów w jakiejś strze­lance, z rezerwą trak­to­wał­bym osobę potra­fiącą bez skru­pu­łów strzelić z praw­dzi­wego rewol­weru w ludzką twarz. Nawet jeśli to tylko jej imitacja.

6. Czy będziemy bogami?

westworld-bogowieMoment skon­stru­owa­nia przez czło­wieka świa­do­mo­ści wypro­wa­dzi go na szczyty mega­lo­ma­nii. Staniemy się tym w co żarliwie wierzy miliardy osób na całej planecie: stwór­cami nowego bytu, archi­tek­tami życia, bogami. Ta mega­lo­ma­nia wręcz bije od genial­nych zało­ży­cieli parku, wymownie zafa­scy­no­wa­nych obrazem Stwo­rze­nie Adama pędzla Michała Anioła. Trudno się dziwić, gdy praca życia w istocie przy­po­mina biblijne opus dei. Nie tylko wykre­owali nowe istoty na swój obraz i podo­bień­stwo, ale również – a to chyba waż­niej­sze – czuwają nad ich egzy­sten­cją. Równie intry­guje motyw głosu jaki już na początku serialu zdają się słyszeć w głowie niektóre hosty. Sko­ja­rze­nia z obja­wie­niami narzu­cają się same, a jak dowia­du­jemy się później, tajem­ni­cze “pamiętaj” wypo­wia­dane jest głosem Arnolda.

To czy po ujarz­mie­niu zaawan­so­wa­nej AI nazwiemy się bogami, pozo­staje czymś więcej niż kwestią seman­tyki. Nie chodzi przecież o zapro­jek­to­wa­nie nowego samo­chodu czy tele­wi­zora, a obu­dze­nie świa­do­mo­ści. Osoby wierzące będą musiały odpo­wie­dzieć sobie w tej per­spek­ty­wie na wiele trudnych pytań. Kim są dla nich hosty? Czy robot wypo­sa­żony w złożoną świa­do­mość jest już bliźnim? W jednym ze starych tekstów snułem podobne roz­wa­ża­nia w odnie­sie­niu do poten­cjal­nego ist­nie­nia cywi­li­za­cji poza­ziem­skiej. W tym przy­padku jednak, grunt wydaje się jeszcze bardziej grząski – bo o ile, kosmitę wciąż można uznać za dziecko Stwo­rzy­ciela Nieba i Ziemi, o tyle hosty wszystko zawdzię­czają wyłącz­nie nam. W Westow­rold nie poku­szono się na razie o poru­sze­nie tego wątku. Być może zdaniem autorów, daleka przy­szłość przed­sta­wiona w serialu, będzie już wolna od religii i tego typu dyle­ma­tów.

7. Czy da się zastąpić człowieka?

W trakcie seansu odkry­wamy, że Ford wraz z nie­ży­ją­cym przy­ja­cie­lem Arnoldem, widzieli w pro­jek­to­wa­nych hostach coś więcej niż tylko zaawan­so­wane maszyny. Pragnęli stworzyć roboty na swoje podo­bień­stwo i, jak się okazało, cel został osią­gnięty bardzo dosłow­nie. W siódmym odcinku dowia­du­jemy się, że jeden z głównych boha­te­rów serialu – zdolny inżynier Bernard – to tak naprawdę host. Mało tego, Bernard został zapro­jek­to­wany przez Forda, jako hołd dla jego partnera; więc wygląda i zacho­wuje się dokład­nie jak Arnold. Stanowi on dosko­nałe świa­dec­two tego, z jak dosko­na­łymi andro­idami mamy do czy­nie­nia. Ani współ­pra­cow­nicy, ani kochanka, ani nawet sam Bernard (!), nie dostrze­gli praw­dzi­wej natury maszyny.

W latach 50. ojciec infor­ma­tyki, Alan Turing, obmyślił słynny test. Zgodnie z nim, eks­pe­ry­men­ta­tor odbywa dyskusję z drugim czło­wie­kiem oraz z robotem. Jeśli po wymianie zdań nie będzie w stanie popraw­nie wskazać który rozmówca jest kim, będzie to oznaka, iż maszyna posiadła zdolność myślenia. Wiemy, że hosty z parku już w drugim roku nie­za­wod­nie prze­cho­dziły spraw­dzian Turinga, ale dopiero przy­pa­dek Bernarda uświa­da­mia nam czym jest per­fek­cja. Host nie wzbudza podej­rzeń innych inży­nie­rów, ani nawet kobiety z którą roman­suje. Nawet znający prawdę Ford, zdaje się od czasu do czasu trak­to­wać Bernarda jako rze­czy­wi­stą emanację zmarłego przy­ja­ciela. Pozo­staje sobie zadać pytanie: czy dosko­nałe maszyny nie staną się swego rodzaju sposobem na nie­śmier­tel­ność?

To nowy, rozumny gatunek? A może po prostu kolejny krok w ewolucji czło­wieka?

podpis-czarny


  • marek

    Luźne prze­my­śle­nia:
    Któryś z teologów pisał o kreacji pośred­niej, także wcale nie zosta­niemy bogami.
    O świa­do­mo­ści, ale braku wolnej woli jest “Maska” Lema. Pirx z kolei odróż­niał ludzi od andro­idów.
    A że sami jesteśmy nie­li­nio­wymi auto­ma­tami skoń­czo­nymi, to już wiemy.
    Blade Runner również się kłania.
    Pod względem neu­ro­lo­gicz­nym — teoria umysłu podzie­lo­nego.
    W ogóle serial mnie roz­cza­ro­wał. Poten­cjał był, mógł nowy Blade Runner właśnie, a wyszła kiszka. Wątek Maeve obraża ele­men­tarną logikę. Dolores z kolei ma zdol­no­ści pre­ko­gni­cyjne: wspomina Czarnego Jeźdźca zanim Willam się nim stał.

    Dr Ford się okazuje nagle przy­ja­cie­lem hostów. Itp., itd.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Anioł

      Dolores nie ma zdol­no­ści pre­ko­gni­cyj­nych — przeżywa na jawie wspo­mnie­nia wcze­śniej­szych pętli, sprzed kil­ku­na­stu lat. Miesza jej się prze­szłość, z teraź­niej­szo­ścią. I wydaje mi się, że wątek Dr Forda była skon­stru­owany świetnie — dałem się uwieść wrażeniu, że kręci jakąś intrygę, ale okazało się, że plan miał szerszy i nieco pełniej rozumiał problem, który chciał roz­wią­zać Arnold.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • gus

      Nie ma żadnej wolnej woli to wszystko ułuda tak zostało skon­stru­owane. Jesteśmy za to skazani na wieczny wybór,co ciekawe nie wybranie też jest wyborem

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kuba

    A ja się nie zgadzam! Mnie serial porwał i uwiódł na długo. Czekam z nie­cier­pli­wo­ścią na drugi sezon!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil Kopij

    Wszystko fajnie, tylko pomy­li­łeś świa­do­mość z samo­świa­do­mo­ścią

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie. Samo­świa­do­mość wg. nie­któ­rych defi­ni­cji pojawia się na pewnym poziomie świa­do­mo­ści — obie rzeczy są sprzę­żone. Ale to tylko tekst o serialu, o samej świa­do­mo­ści planuję wysma­ro­wać coś w przy­szło­ści.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil Kopij

        A jednak tak. Nie ma tu żadnego zna­cze­nia, że oba zjawiska są ze sobą sprzę­żone. Jednym z głownych wątków w Westworld jest budzenie się samo­świa­do­mo­ści “Gospo­da­rzy”. Sam piszesz o zdol­no­ści do auto­re­flek­sji. No więc właśnie o to chodziło. Dziwi mnie też cyto­wa­nie Penrose’a w tym kon­tek­ście, bo to, że wysma­ro­wał książkę na ten temat nie znaczy, że jest eks­per­tem. Bo nie jest 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie ma zna­cze­nia, gdyż? Mam wrażenie, że sam gubisz granicę między świa­do­mo­ścią a samo­świa­do­mo­ścią, bo jak dla mnie hosty od pierw­szego odcinka odzna­czają się całkiem niezłym poczu­ciem własnego jeste­stwa, ale jednak nadal tkwią w pętlach ogra­ni­cza­ją­cych ich świa­do­mość w porów­na­niu do ludzi.

        I znów, Penrose nie jest eks­per­tem gdyż? Bo jest fizykiem/matematykiem? Nie potra­fimy zde­fi­nio­wać ostro pojęcia świa­do­mo­ści, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to zadanie inter­dy­scy­pli­narne, wyma­ga­jące tak samo wiedzy o neu­ro­lo­gii, psy­cho­lo­gii (jak na ironię, chyba najmniej), fizyki, infor­ma­tyki i pewnie jeszcze kilku innych. Wła­ści­wie mógłbym podpisać się pod Twoją opinią, przy czym dodałbym, że nikt nie jest na chwilę obecną eks­per­tem w tej dzie­dzi­nie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil Kopij

        Czyli świa­do­mość jest dla Ciebie nad samo­świa­do­mo­ścią? Tak się składa, że mieszkam z psy­cho­lo­giem i ciężko się oglądało ten serial, bez krótkich wykładów 😉 Dokład­nie, od samego początku “Gospo­da­rze” wykazują spore pokłady świa­do­mo­ści. Dlatego myślę, że jednak główną osią jest rodzenie się samo­świa­do­mo­ści, bo ona pojawia się dopiero z czasem.

        Tak, dokład­nie dlatego, że fizykiem mate­ma­tycz­nym. Owszem jest to kwestia inter­dy­scy­pli­narna, ale moim skromnym zdaniem Penrose nie ma odpo­wied­nich kwa­li­fi­ka­cji, żeby się na ten temat wypo­wia­dać w sposób jaki to robi. Jego poglądy zostały okre­ślone jako mie­szanka banałów i mambo jambo. Może aż tak ostro bym sam tego nie ocenił, ale słabo już pamiętam lekturę Nowego umysłu cesarza (bo chyba tam porusza te kwestie?), może teraz byłbym bardziej kry­tyczny. Nie sądzę też, że można powie­dzieć, że nie ma eks­per­tów w tej dzie­dzi­nie. Są, tylko nie potrafią jeszcze odpo­wie­dzieć na wszyst­kie pytania, a na część mają pewnie odpo­wie­dzi złe (jak to każdy ekspert w każdej dzie­dzi­nie).

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Jak widzisz, nawet nasza dyskusja dowodzi tego, że roz­ma­wiamy o cholera wie czym. 🙂 Szczerze wątpię czy powin­ni­śmy pisać o samo­świa­do­mo­ści w kate­go­riach nad/pod świa­do­mo­ścią. Jeśli założymy, że oba pojęcia dają się stop­nio­wać to jest to rozu­mo­wa­nie pro­wa­dzące do nie­po­ro­zu­mień. Hosty od początku są zarówno świadome jak i samo­świa­dome, ale na pewnym poziomie. Ich samo­świa­do­mość IMO przy­po­mina ludzką: wiedzą, że są, martwią się o swój los, prze­ży­wają emocje i posia­dają rozterki wewnętrzne. Gorzej ma się sprawa ze zro­zu­mie­niem sytuacji, w której się znajdują. Niemniej poko­na­nie labi­ryntu prowadzi zarówno do posze­rze­nia pętli świa­do­mo­ści jak i samo­świa­do­mo­ści. Przy­naj­mniej ja tak ode­bra­łem przekaz serialu.

        Wiesz, jestem pewny, że psy­cho­log zjedzie fizyka, fizyk psy­cho­loga, a ich obu zje na śnia­da­nie neurolog. Ale każdy z nich widzi sprawę od innej strony, więc nie powinno nas to dziwić. Nie jestem raczej osobą, która może negować kom­pe­ten­cje Penrose’a, zwłasz­cza że poświę­cił mnóstwo kariery właśnie na zagad­nie­nia świa­do­mo­ści i umysłu. Nawet jeśli hipotezy zawarte w “Nowym umyśle cesarza”, “Mikro­świat, makro­świat i ludzki umysł”, czy “Cieniach umysłu” zostaną przez potom­nych wyśmiane; to jednak należy przyjąć, że profesor w temacie siedzi i na czymś swoje myśli opiera. 🙂 Bardziej szcze­gó­łowa jest książka “Jak umysł uzyskał jaźń” Damasio — ale jeśli idzie o pytania fun­da­men­talne, to neu­ro­bio­log wyjaśnił niewiele więcej.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil Kopij

        No coś w tym jest. Jak będę oglądął drugi raz to sobie jeszcze raz to prze­my­ślę i może dojdę do innych wniosków. Ale serial mimo kilku man­ka­men­tów całkiem, całkiem 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał Anioł

        Wykładów o czym? Sam jestem psy­cho­lo­giem i oglą­da­łem ten serial z zafa­scy­no­wa­niem. Uważam, że problemy wyróż­nione w powyż­szym tekście zostały przed­sta­wione w sposób ciekawy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ste­fa­n474

    Bardzo ciekawie zapo­wiada się ten artykuł, ale niepokoi mnie zawar­tość spo­ile­rów, ponieważ serialu jeszcze nie oglą­da­łem. Może dobrym pomysłem na przy­szłość byłoby ukry­wa­nie zdań z artykułu będących spoj­le­rami żeby ci co nie oglądali mogli tekst prze­czy­tać? Patent z innego portalu: dla new­ral­gicz­nych zdań usta­wiasz czarne tło z czarną czcionką, po naje­cha­niu myszką tło zmienia się w inny kolor, aby dało się odczytać tekst.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Tesia

      bardzo, bardzo pomysł popieram.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Wiem co masz na myśli, ale w tym przy­padku nie zdałoby to raczej egzaminu. Powyższy tekst wła­ści­wie zlepiają spoilery, a bez odwołań do seria­lo­wych wątków nie będzie on “pełny”. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marianna

    Mam mieszane uczucia co do serialu. Nie zachwyca( choć bardzo chciałam dać się zachwy­cić 🙂 ). Dobra obsada, duży budżet, klimat pod­trzy­my­wany przez takie choćby detale jak kolorystyka…A jednak czegoś brakuje. Może ‘starali się za bardzo’?
    Jednym z naj­cie­kaw­szych aspektów okazał się fakt, że serial to niejako fabu­larna wersja… “The Origin of Con­scio­usness in the Bre­ak­down of the Bica­me­ral Mind” z 1976 roku Juliana Jaynesa. Twórcy nie kryją się z tą inspi­ra­cją i wskazują ją niemal palcem tytu­łu­jąc finałowy odcinek nie inaczej jak “Bica­me­ral Mind”. Zasta­na­wiam się skąd u mnie ambi­wa­len­cja związana z tym faktem, skoro idee Jaynesa obecne są w twór­czo­ści wielu artystów? Watts, Dick, Ste­phen­son, żeby wymienić na szybko kilku mi znanych. I dochodzę do wniosku, że chodzi o sposób wyko­rzy­sta­nia idei. Że jest taki bez­po­średni, jeden- do- jeden, bez żadnego twór­czego prze­tra­wie­nia. Głosy boga, jako halu­cy­na­cje zsyłane przez prawą półkulę lewej, które osta­tecz­nie okazują się głosem wewnętrz­nym; chaos, przemoc i kata­strofy jako czynniki, które wymusiły koniec dwu­izbo­wego umysłu na rzecz współ­cze­snej świa­do­mo­ści. W roli homo sapiens mamy hosty. Tylko gdzie wkład własny twórców serialu?
    O takich drob­nost­kach jak wątek Meave, która w pod­ziem­nych tera­riach robi co chce i nikt nie reaguje, o Albercie- Ber­nar­dzie, nawet nie będę wspo­mi­nała.. Ale drugi sezon oglądnę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://slwstr.net/ slwstr

      Gwoli ści­sło­ści twórcy wkładają w usta boha­te­rów wyraźną dekla­ra­cję, że teoria jest zde­bun­ko­wana jako teoria LUDZKIEJ świa­do­mo­ści, za to koncept by użyć jej jako mecha­ni­zmu wzbu­dze­nia świa­do­mo­ści w maszy­nach jest, jeśli nie ory­gi­nalna, to intry­gu­jąca w poważnym i chyba dogłęb­nym (jak na stan­dardy serialu TV) potrak­to­wa­niu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Marianna

        Co oznacza “debun­ko­wać’?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tesia

    “Pozo­staje sobie zadać pytanie: czy dosko­nałe maszyny nie staną się swego rodzaju sposobem na nie­śmier­tel­ność?”

    Odpo­wie­dzia­ła­bym że: nie. To będzie ten typ nie­śmier­tel­no­ści jaki obecnie daje twórcy dzieło lite­rac­kie, obraz czy inne twór jego rąk/umysłu — nie ma już czło­wieka, ale pozo­stała pamięć po nim, jaki był, co zrobił. Host zrobiony “na obraz i podo­bień­stwo” będzie nosił cechy sko­pio­wane z danej osoby, nie będzie nią. Bo właśnie w oma­wia­nej w artykule świa­do­mo­ści kryje się sedno naszego jeste­stwa. A z tego co mi wiadomo, świa­do­mość ta umiera wraz z śmiercią ciała i póki co nie opa­no­wa­li­śmy żadnej metody jej prze­nie­sie­nia.

    Chyba że nauczymy się jak po śmierci prze­nieść naszą ory­gi­nalną, otrzy­maną przy uro­dze­niu świa­do­mość do innego nośnika, nowego, sztucz­nego ciała cho­ciażby. Ale to już zupełnie inny dylemat…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://slwstr.net/ slwstr

      nie posia­damy czegoś takiego jako “ory­gi­nalna, otrzy­mana przy uro­dze­niu świa­do­mość”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • jarobot

    za każdym razem gry myślimy — błąd.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Robert Smyka

    “Choć na graczy czekają fascy­nu­jące sce­na­riu­sze i złożone misje, zde­cy­do­wana więk­szość nie opuszcza pierw­szej wioski, zado­wa­la­jąc się przemocą i pry­mi­tyw­nymi ucie­chami cie­le­snymi. Wypada sobie zadać pytanie, ilu z nas stojąc przed szansą pełnego wyżycia się bez żadnych kon­se­kwen­cji, nie sko­rzy­sta­łoby z okazji?” Chyba jestem nie­nor­malny, bowiem co innego rozumiem przez “pełne wyżycie”. 😉 Oczy­wi­ście, że sko­rzy­stał­bym z okazji pełnego wyżycia, dlatego też wybrał­bym “fascy­nu­jące sce­na­riu­sze i złożone misje”. Zresztą, gdyby nie koniecz­ność zara­bia­nia, nic innego bym nie robił( oczy­wi­ście nie wśród robotów- kwestia wolnej woli towa­rzy­szy zabawy!)!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0