Czytaj dalej

Jak bardzo fabuła Westoworld nie wydawałaby się rozwleczona, jak drętwych dialogów nie wypowiadaliby bohaterowie, jak scenarzyści nie prześcigaliby się w skąpieniu porywających zwrotów akcji – produkcja HBO nadal zasługuje na szacunek. Uwypukla bowiem dylematy dotyczące sztucznej inteligencji na tyle sugestywnie i dojrzale, że mimo wszelkich bolączek stanowi pozycję obowiązkową dla koneserów tematu.

Finałowy odcinek seria­lo­wej super­pro­duk­cji już za nami. Wła­ści­wie “super” mógłbym wsadzić w cudzy­sło­wie, bowiem dzieło Camp­bella i Nolana, wbrew wielu zapo­wie­dziom, nie będzie dla tele­wi­zji tym samym czym była choćby Gra o Tron. Pro­du­cenci wydali miliony na świetne efekty, kli­ma­tyczne kostiumy i mistrzów aktor­skiego fachu – lecz osta­tecz­nemu efektowi daleko do miana wcią­ga­ją­cego, czysto roz­ryw­ko­wego wido­wi­ska. A były ku temu warunki! W końcu Westworld to remake dość prostego filmu opo­wia­da­ją­cego typową historię krwawej potyczki gatunku ludz­kiego ze sztuczną inte­li­gen­cją. Tym­cza­sem pierwszy sezon serialu skupił się na mean­drach samego procesu uzy­ski­wa­nia przez hosty świa­do­mo­ści, zmu­sza­jąc widza do zada­wa­nia sobie – między ziew­nię­ciami – wielu fun­da­men­tal­nych pytań. 

Uwaga! Spoilery!

1. Czym jest świadomość?

westworld-ford

Oto zagadka, przed którą stajemy za każdym razem gry myślimy o czło­wie­czeń­stwie i sztucz­nej inte­li­gen­cji. Sądzimy, że nasz gatunek jest wyjąt­kowy, bo jako jedyny posiada świa­do­mość. Jak na ironię, trudno nam podać ostrą defi­ni­cję tego pojęcia – ergo, nie wiemy co takiego wynosi ludzkość ponad pozo­stałe orga­ni­zmy. Takie sta­no­wi­sko utrzy­muje cho­ciażby znany mate­ma­tyk Roger Penrose, twier­dzący, że opisanie świa­do­mo­ści wykracza poza moż­li­wo­ści współ­cze­snej nauki. Jed­no­cze­śnie, jako cen­tralny punkt świa­do­mo­ści, uczony wskazuje zdolność rozu­mie­nia. Lecz znów – niewiele nam to daje, bo choć słowo “rozu­mie­nie” przy­wo­łuje pewne sko­ja­rze­nia z inte­li­gen­cją i przy­tom­no­ścią – to jednak również nie należy do jed­no­znacz­nych pojęć. Szukamy więc po omacku, starając się bez­sku­tecz­nie zro­zu­mieć samych siebie. Niezłym pomysłem wydaje się porzu­ce­nie myślenia zero­je­dyn­ko­wego i spoj­rze­nie na świa­do­mość jak na pewne spektrum. Mózgi poszcze­gól­nych gatunków są więc nie tyle pozba­wione świa­do­mo­ści, co raczej dys­po­nują świa­do­mo­ścią mniej zaawan­so­waną. W tym przy­padku naszym wielkim celem nie będzie po prostu skon­stru­owa­nie sztucz­nej świa­do­mo­ści, a odwzo­ro­wa­nie świa­do­mo­ści na ludzkim poziomie zło­żo­no­ści. Pojawia się tu jednak pewne nie­bez­pie­czeń­stwo. Jeśli założymy, że istnieją różne stopnie świa­do­mo­ści, należy również założyć, że nasze rozumy wcale nie stanowią ostat­niego szczebla na tej drabinie i możemy wykre­ować byt, przy którym sami okażemy się istotami prymitywnymi.

A jaką odpo­wiedź daje nam serial? W ósmym odcinku Dr Ford tłumaczy, że do czło­wie­czeń­stwa zbliżają nas wspo­mnie­nia, traumy, “kamienie węgielne”. Jednakże sama świa­do­mość, jako jakiś wyjąt­kowy byt, nie istnieje. “Chcie­li­by­śmy myśleć, że postrze­gamy świat w wyjąt­kowy sposób, a przecież tkwimy w pętlach podob­nych do pętli hostów; rzadko kwe­stio­nu­jąc swoje wybory, pozwa­la­jąc aby inni kie­ro­wali naszym życiem” – brutalne, ale daje do myślenia. W istocie, między hostem a czło­wie­kiem nie ma żadnej różnicy. No, może poza ilością i zło­żo­no­ścią pętli świadomości.

2. Jaka droga prowadzi ku świadomości?

Choć nie jesteśmy jeszcze w stanie skon­kre­ty­zo­wać czym świa­do­mość jest, rów­no­le­gle głowimy się nad tym co prowadzi do jej zro­dze­nia. Czy w przy­padku homo sapiens wykształ­ce­nie takiej cechy było jedynie efektem ubocznym rozwoju mózgu? A może na pewnym poziomie inte­li­gen­cji obu­dze­nie świa­do­mo­ści jest nieuniknione?

Westworld ten problem zary­so­wano bardzo wyraźnie, przy czym obsłudze parku zależy nie na wykre­owa­niu świa­do­mo­ści a raczej na nie­do­pusz­cze­niu do jej powsta­nia. Inaczej rzecz się miała z nie­ży­ją­cym współ­za­ło­ży­cie­lem parku, Arnoldem, dążącym do zrów­na­nia swoich pro­duk­tów z ludźmi. Aby osiągnąć cel, oparł system hostów o monolog wewnętrzny. “Głosy” w głowie, przy­po­mi­na­jące z zewnątrz szepty boga, wraz ze zdol­no­ścią do reflek­sji, miały pozwolić na wykształ­ce­nie świa­do­mo­ści. Jednak samo opro­gra­mo­wa­nie to za mało. Potrzebny jest proces, długi, skom­pli­ko­wany i zawsze bolesny, wymownie porów­nany w serialu do labi­ryntu. Wszystko dzieje się oddolnie. Sztuczna inte­li­gen­cja niejako sama musi dojść do własnej jaźni i odkryć kim naprawdę jest, albo wpaść w odmęty szaleństwa.

3. Czy świadomość równa się wolnej woli?

westworld-maeve

Bardzo zasma­ko­wała mi łyżka dziegciu, jaką autorzy poczę­sto­wali nas w ostatnim odcinku. Kiedy śle­dzi­łem poczy­na­nia Maeve, nie miałem złudzeń: widzę świadomą istotę, której elek­tro­niczny mózg ana­li­zuje oto­cze­nie, generuje uczucia i emocje, kreuje ambicje oraz marzenia, a nawet posiada zdolność reflek­sji – a ona dosko­nale zdawała sobie z tego sprawę. Strzępy wspo­mnień prze­bi­ja­jące się do jej jaźni pozwo­liły na uprzy­tom­nie­nie, zro­zu­mie­nie czym jest i w jakiej sytuacji się znajduje. Nic dziwnego, że rychło podjęła decyzję o ster­ro­ry­zo­wa­niu dwóch tech­ni­ków i ucieczce z parku do realnego świata. 

Tym większe było nie­do­wie­rza­nie Maeve, gdy usły­szała, że w jej kodzie zain­sta­lo­wano nowe zadanie o wiele mówiącym tytule… Ucieczka. Spek­ta­ku­larne ock­nię­cie, prze­sko­cze­nie na kolejny poziom – wszystko to mogło zaist­nieć, wyłącz­nie dlatego, że pozwolił na to człowiek. Twórcy Westworld odeszli od nagmin­nej praktyki utoż­sa­mia­nia świa­do­mo­ści z wolną wolą. Kobieta bez wąt­pie­nia wspięła się wysoko na drabinie świa­do­mo­ści; lecz wybory popy­cha­jące ją do nad­rzęd­nego celu okazały się jedynie ułudą. Czy to happy end? Zwy­cię­stwo czło­wieka nad maszyną? Nie. To raczej wygląda na kolejną szpilę prze­bi­ja­jącą nasze roz­bu­chane ego. Czytając między wier­szami, należy sobie bowiem zadać filo­zo­ficzne pytanie: czy aby na pewno my sami dys­po­nu­jemy wolną wolą? Spo­koj­nie, nie mam zamiaru w tym miejscu zapra­szać do kon­sul­ta­cji Tomasza z Akwinu. Pragnę jedynie zwrócić waszą uwagę na ogrom czyn­ni­ków – che­micz­nych, neu­ro­lo­gicz­nych, psy­chicz­nych – przez które, nawet naj­po­spo­lit­sze wybory dokonują się ponad naszą świadomością.

4. Czy człowiek jest bestią?

westworld-blackman

Odejdźmy już od tematyki świa­do­mo­ści i sztucz­nej inte­li­gen­cji. Westworld stawia przed nami nie mniej ważkie pytania doty­czące kondycji moralnej czło­wieka. Scenerią opo­wie­dzia­nej historii jest uni­ka­towy park rozrywki. Wielki, dosko­nale imi­tu­jący barwny dziki zachód, ale co naj­waż­niej­sze – pozwa­la­jący gościom abso­lut­nie na wszystko. Miesz­kańcy Westworld, nawet zwie­rzęta, to roboty zapro­gra­mo­wane przez sztab inży­nie­rów i desi­gne­rów wyłącz­nie  dla uciechy gości. Ludzie mogą eks­plo­ro­wać obcy świat, przeżyć namiętny romans, wziąć udział w nie­bez­piecz­nej misji; jak również dopuścić się grabieży, mor­der­stwa czy gwałtu. Każdy sam decyduje czy bardziej odpo­wiada mu rola bohatera czy złoczyńcy.

Dr Ford zwrócił uwagę na pewien gorzki fakt, który pewnie nie zdzi­wiłby psy­cho­lo­gów pokroju Zimbardo czy Milgrama. Już na początku zain­sta­lo­wano w parku przeszło sto questów pozwa­la­ją­cych wykazać się męstwem i odwagą, lecz cieszyły się mar­gi­nal­nym zain­te­re­so­wa­niem. Choć na graczy czekają fascy­nu­jące sce­na­riu­sze i złożone misje, zde­cy­do­wana więk­szość nie opuszcza pierw­szej wioski, zado­wa­la­jąc się przemocą i pry­mi­tyw­nymi ucie­chami cie­le­snymi. Wypada sobie zadać pytanie, ilu z nas stojąc przed szansą pełnego wyżycia się bez żadnych kon­se­kwen­cji, nie sko­rzy­sta­łoby z okazji? W końcu to tylko gra. Prawda?

5. Czy powinny nas obowiązywać zasady?

westworld-produkcja

Załóżmy przez moment, że hosty są pozba­wione świa­do­mo­ści. To tylko oskryp­to­wane maszyny o dużej mocy obli­cze­nio­wej, w wyglą­dzie nie­odróż­nialne od ludzi. Czy w takim przy­padku mogli­by­śmy potrak­to­wać Westworld jako ultra­za­awan­so­wa­nego kuzyna współ­cze­snych gier kom­pu­te­ro­wych? Takie GTA na dzikim zacho­dzie? Jeśli tak, to racjo­nal­nie nie powin­ni­śmy żywić więk­szych obiekcji czy wyrzutów sumienia wobec krwawych czy obsce­nicz­nych scen mających miejsce w parku. Skoro w pro­duk­cji Rock­stara bez­kar­nie krad­niemy auto, roz­jeż­dżamy nim pro­sty­tutkę a następ­nie roz­pę­tu­jemy strze­la­ninę na ulicy – to dlaczego zabra­niać podob­nych zachowań w grze przyszłości?

Niby tak, ale jednak budzi to we mnie pewien dys­kom­fort. Być może to kwestia total­nego realizmu? Jasne, dzi­siej­sze gry pre­zen­tują się naprawdę nieźle, ale choćby dys­po­no­wały foto­re­ali­styczną oprawą, nie dadzą odbiorcy tego co Westworld. Od tego co się dzieje na moni­to­rze zawsze będzie dzielił mnie pewien dystans. Nie poczuję zapachów, smaku ani dotyku, moje ciało tak naprawdę nie bierze w tym wszyst­kim udziału. Więc choć z satys­fak­cją eks­ter­mi­nuję wir­tu­al­nych wrogów w jakiejś strze­lance, z rezerwą trak­to­wał­bym osobę potra­fiącą bez skru­pu­łów strzelić z praw­dzi­wego rewol­weru w ludzką twarz. Nawet jeśli to tylko jej imitacja.

6. Czy będziemy bogami?

westworld-bogowie

Moment skon­stru­owa­nia przez czło­wieka świa­do­mo­ści wypro­wa­dzi go na szczyty mega­lo­ma­nii. Staniemy się tym w co żarliwie wierzy miliardy osób na całej planecie: stwór­cami nowego bytu, archi­tek­tami życia, bogami. Ta mega­lo­ma­nia wręcz bije od genial­nych zało­ży­cieli parku, wymownie zafa­scy­no­wa­nych obrazem Stwo­rze­nie Adama pędzla Michała Anioła. Trudno się dziwić, gdy praca życia w istocie przy­po­mina biblijne opus dei. Nie tylko wykre­owali nowe istoty na swój obraz i podo­bień­stwo, ale również – a to chyba waż­niej­sze – czuwają nad ich egzy­sten­cją. Równie intry­guje motyw głosu jaki już na początku serialu zdają się słyszeć w głowie niektóre hosty. Sko­ja­rze­nia z obja­wie­niami narzu­cają się same, a jak dowia­du­jemy się później, tajem­ni­cze “pamiętaj” wypo­wia­dane jest głosem Arnolda.

To czy po ujarz­mie­niu zaawan­so­wa­nej AI nazwiemy się bogami, pozo­staje czymś więcej niż kwestią seman­tyki. Nie chodzi przecież o zapro­jek­to­wa­nie nowego samo­chodu czy tele­wi­zora, a obu­dze­nie świa­do­mo­ści. Osoby wierzące będą musiały odpo­wie­dzieć sobie w tej per­spek­ty­wie na wiele trudnych pytań. Kim są dla nich hosty? Czy robot wypo­sa­żony w złożoną świa­do­mość jest już bliźnim? W jednym ze starych tekstów snułem podobne roz­wa­ża­nia w odnie­sie­niu do poten­cjal­nego ist­nie­nia cywi­li­za­cji poza­ziem­skiej. W tym przy­padku jednak, grunt wydaje się jeszcze bardziej grząski – bo o ile, kosmitę wciąż można uznać za dziecko Stwo­rzy­ciela Nieba i Ziemi, o tyle hosty wszystko zawdzię­czają wyłącz­nie nam. W Westow­rold nie poku­szono się na razie o poru­sze­nie tego wątku. Być może zdaniem autorów, daleka przy­szłość przed­sta­wiona w serialu, będzie już wolna od religii i tego typu dylematów.

7. Czy da się zastąpić człowieka?

W trakcie seansu odkry­wamy, że Ford wraz z nie­ży­ją­cym przy­ja­cie­lem Arnoldem, widzieli w pro­jek­to­wa­nych hostach coś więcej niż tylko zaawan­so­wane maszyny. Pragnęli stworzyć roboty na swoje podo­bień­stwo i, jak się okazało, cel został osią­gnięty bardzo dosłow­nie. W siódmym odcinku dowia­du­jemy się, że jeden z głównych boha­te­rów serialu – zdolny inżynier Bernard – to tak naprawdę host. Mało tego, Bernard został zapro­jek­to­wany przez Forda, jako hołd dla jego partnera; więc wygląda i zacho­wuje się dokład­nie jak Arnold. Stanowi on dosko­nałe świa­dec­two tego, z jak dosko­na­łymi andro­idami mamy do czy­nie­nia. Ani współ­pra­cow­nicy, ani kochanka, ani nawet sam Bernard(!), nie dostrze­gli praw­dzi­wej natury maszyny.

W latach 50. ojciec infor­ma­tyki, Alan Turing, obmyślił słynny test. Zgodnie z nim, eks­pe­ry­men­ta­tor odbywa dyskusję z drugim czło­wie­kiem oraz z robotem. Jeśli po wymianie zdań nie będzie w stanie popraw­nie wskazać który rozmówca jest kim, będzie to oznaka, iż maszyna posiadła zdolność myślenia. Wiemy, że hosty z parku już w drugim roku nie­za­wod­nie prze­cho­dziły spraw­dzian Turinga, ale dopiero przy­pa­dek Bernarda uświa­da­mia nam czym jest per­fek­cja. Host nie wzbudza podej­rzeń innych inży­nie­rów, ani nawet kobiety z którą roman­suje. Nawet znający prawdę Ford, zdaje się od czasu do czasu trak­to­wać Bernarda jako rze­czy­wi­stą emanację zmarłego przy­ja­ciela. Pozo­staje sobie zadać pytanie: czy dosko­nałe maszyny nie staną się swego rodzaju sposobem na nieśmiertelność?

To nowy, rozumny gatunek? A może po prostu kolejny krok w ewolucji człowieka?

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.