Świadectwo Carla Sagana – recenzja “Miliardów, miliardów…”

Rzadko zdarza się aby książka popularnonaukowa wzbudzała w czytelniku tyle smutku lub nostalgii co Miliardy, miliardy: Rozważania o życiu i śmierci u schyłku tysiąclecia.

Szczególna, ostatnia praca jaka wyszła spod pióra zmarłego w 1996 roku Carla Sagana, stanowi niejako podsumowanie jego długoletniej kariery oraz przemyśleń, łącząc walory edukacyjne z nietypowym, w skali swojego gatunku, wydźwiękiem osobistym. Miliardy, miliardy składają się z dziewiętnastu rozdziałów-esejów, nie ograniczających się bynajmniej tematyką do badań i eksploracji kosmosu.

W zasadzie tylko pierwsza z trzech części, na jakie podzielono całość – Potęga i piękno kwantyfikacji – dotyczy stricte astronomii oraz rozważań nad tytułowymi miliardami. Część druga – Co konserwują konserwatyści? – wypływa na znacznie szersze wody. Autor serwuje w niej przemyślenia na temat m. in. życia (w sensie biologicznym), ekologii, ochrony przed naturalnymi kataklizmami, dziury ozonowej, efektu cieplarnianego i energetyki. Od razu uprzedzam: Sagan wydaje się należeć do obozu “zielonych”, toteż zwolennicy teorii spiskowych związanych z ochroną środowiska i klimatu raczej nie zastaną tu miłej swoim uszom argumentacji. Ostatnia część – Gdzie serce zderza się z rozumem – to już całkowity miszmasz. Zaczynamy od kwestii politycznych, przechodzimy przez aborcję i filozofię, a kończymy na osobistych wynurzeniach autora.

Obecny kryzys to jeszcze nie katastrofa. Jeszcze. Podobnie jak w przypadku innych kryzysów, uruchamia on w ludziach potencjał uprzednio niewyzyskanych, wręcz niewyobrażalnych mocy współpracy, wynalazczości i zaangażowania. 

Warto zaznaczyć, że żaden z artykułów nie wydaje się mniej profesjonalny niż reszta. Nawet gdy astronom sięga do teoretycznie odległych sobie dziedzin, jak biologia, nie zatraca właściwego dla siebie stylu i rzetelności. Świetnym przykładem jest wspomniany esej Aborcja: Czy da się popierać zarówno życie jak i możliwość wyboru? napisany wspólnie z prof. Ann Druyan, prywatnie małżonką Sagana. Autorzy nie próbują podawać czytelnikowi odpowiedzi na tacy, rzucając zamiast tego setką kłopotliwych, ale jednocześnie niezbędnych dla takiej dyskusji faktów.

Przez całą lekturę Carl Sagan pozostaje sobą, nawet jeśli wyrzuca astronomię za burtę rozważań, to na pewno nie przestaje być naukowcem i wizjonerem, spoglądającym z niecierpliwością i nadzieją w przyszłość. Z każdym kolejnym rozdziałem, coraz mocniej uwidacznia się jego charakterystyczna wiara w siłę ludzkiego umysłu, jak i istnienie nadzwyczajnej wspólnoty dobra. Udzielający się entuzjazm autora leży na przeciwległym biegunie w stosunku do retoryki, do jakiej przyzwyczaił nas choćby Richard Dawkins. W rozdziale Przymierze między religią a nauką, Sagan konsekwentnie zwraca uwagę tak na grzechy plemienia religijnego jak i krótkowzroczność plemienia naukowców. Mimo, iż pisarz pozostaje zadeklarowanym ateistą, dostrzega potrzebę współdziałania obu sfer i apeluje o ich wspólne zaangażowanie dla dobra całej planety.

Ale dopiero bardzo niedawno uświadomiliśmy sobie, że nawet z pozoru niewinne używanie przez nas inteligencji i narzędzi naraża nas na niebezpieczeństwo – ponieważ nie jesteśmy na tyle mądrzy, by przewidzieć wszystkie konsekwencje.

Każdy z pierwszych osiemnastu esejów stanowi w zasadzie, osobną pouczającą małą lekturę. O wyjątkowej wartości Miliardów, miliardów, decyduje jednak ostatni rozdział – W dolinie cienia – budujący niemalże osobistą więź czytelnika z autorem. W swojej niewiedzy, dopiero w trakcie czytania zorientowałem się, że trzymam w ręku pracę nakreśloną w szpitalnym łóżku.

Dosłownie. Rozdział dziewiętnasty przybiera formę pamiętnika, opisującego zmagania Sagana ze śmiertelną chorobą. Jednak, nawet stojąc jedną w grobie, naukowiec nie porzuca swoich ideałów a zamiast zrezygnowania i żalu wyraża wdzięczność dla wszystkich, którzy okazali mu życzliwość.

Książkę wieńczy kilkustronicowy epilog, nakreślony już po śmierci astronoma, przez jego żonę:

I przez parę następnych godzin, szpitalne monitory zdawały się rejestrować zwrot. Podsyciło to we mnie nadzieję, ale zauważyłam, że lekarze nie podzielają mojego entuzjazmu. Znali ten chwilowy rodzaj poprawy. Nazywali je babim latem, krótkim wzmocnieniem organizmu przed ostatnią walką.
– To czuwanie przy zmarłym – powiedział spokojnie Carl. – Umieram.
– Nie – zaprotestowałam – Pokonasz to, tak jak przedtem.
Odwrócił się do mnie z dobrze znaną miną. Wiele razy widziałam ją podczas kłótni  i potyczek, które zdarzały nam się podczas dwudziestu lat wspólnego pisania i szaleńczej miłości. Tonem, w którym dobry humor kogoś dobrze poinformowanego mieszał się ze sceptycyzmem, ale jak zwykle bez śladu użalania się, powiedział:
– Przekonamy się, kto ma rację.

Info:
Autor: Carl Sagan;
Tytuł oryginału: Billions and Billions: Thoughts on Life and Death at the Brink of the Millenium;
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka;
Rok wydania: 1997;
Liczba stron: 230.
Jak zacząłem pisać lewą ręką – recenzja “Mózg ćwiczy” Najkrótszy kurs historii fizyki – recenzja “Fizyki w rysunkach” Nie tylko Kopernik, nie tylko Skłodowska – recenzja “Historii fizyki w Polsce”