Terminatora 2 widział każdy i napisano o nim chyba już wszystko. Niemniej, nie mógłbym sobie pozwolić na przemilczenie jubileuszu tak ważnego dzieła. Kultowy film Camerona to nie tylko historia kinematografii, ale przede wszystkim wielkie, wciąż aktualne ostrzeżenie dla ludzkości.

Premiera sławnego sequela nastą­piła na początku lipca 1991 roku. Byłem wtedy nie­mow­la­kiem, więc trudno mi sobie wyobra­zić jakie emocje prze­ży­wali fani wydanego siedem lat wcze­śniej, pierw­szego Ter­mi­na­tora. Zapewne niemałe, bo James Cameron, aktorzy oraz spe­cja­li­ści od efektów spe­cjal­nych dokonali nie­sa­mo­wi­tego skoku jako­ścio­wego. Nowa ścieżka dźwię­kowa, trzy­ma­jące w napięciu sceny akcji, ciągłe poczucie zagro­że­nia i oczy­wi­ście pesy­mi­styczny, gęsty klimat.

Ale dość o samej sztuce filmowej. Odświe­ża­jąc sobie i wam Dzień sądu, chciał­bym przede skupić się na nie­sio­nej przez niego treści. Kon­kret­niej na trzech kwe­stiach, które nur­to­wały po seansie chyba każdego widza.

Jak nie kochać tego motywu?

W pułapce czasu

Chciał­bym poznać mojego ojca. I poznam jak będę miał jakieś 45 lat. Wyślę go w prze­szłość, do 1984 roku. On się jeszcze nie urodził, aż dziw pomyśleć.
Pierwsza sprawa wynika raczej z potrzeby sce­na­riu­sza niż ambit­nego i celowego zamysłu reżysera. Przy­po­mnijmy, że tytułowy bohater przybywa z nie­da­le­kiej przy­szło­ści do roku 1995, aby strzec nasto­let­niego Johna Connora. Nie­świa­domy dzieciak stał się celem innego przy­by­łego z przy­szło­ści ter­mi­na­tora – nowo­cze­śniej­szego T-1000. Dlaczego maszyny darzą taką atencją prze­cięt­nego chłopaka z przed­mie­ścia? Ano okazuje się, że za kilka lat samo­świa­domy system Skynet wypowie wojnę swoim twórcom, a już dojrzały John Connor stanie na czele ruchu oporu ludzi. Gdy maszyny wpadają na pomysł wysłania w prze­szłość T-1000 – celem wyeli­mi­no­wa­nia szkod­nika zawczasu  innego ter­mi­na­tora prze­pro­gra­mo­wuje i wysyła za nim… dorosły Connor, pragnący uchronić samego siebie z dawnych lat.
Dotąd wszystko jest w miarę klarowne. Dosta­jemy kla­syczny paradoks czasowy. Ewen­tu­alne powo­dze­nie T-1000 wywoła nastę­pu­jące skutki: John nigdy nie stanie na czele rebe­lian­tów, nie będzie mógł wysłać ter­mi­na­tora dla swojej ochrony, ale jed­no­cze­śnie zabrak­nie przy­czyny, dla której Skynet miałby wysyłać w prze­szłość.

Jednak praw­dziwe schody zaczy­nają się przy próbie skom­pi­lo­wa­nia w logiczną całość obu pierw­szych części filmu. Pamię­ta­cie skąd w ogóle wziął się John? W 1984 roku Sarhę Connor odnaj­duje niejaki Kyle Reese, który ana­lo­gicz­nie został przy­słany z przy­szło­ści, aby uchronić kobietę przed wysłanym przez maszyny T-800 (model, który w dwójce jest tym “dobrym”). Na razie sytuacja wydaje się bliź­nia­cza, bo Kyle’a również wysłał sam John aby ustrzec swoją matkę. Rzecz w tym, że wyba­wi­ciel ludz­ko­ści zostaje spło­dzony właśnie w tym czasie… Mówiąc wprost, dorosły Connor wysy­ła­jąc w prze­szłość żoł­nie­rza, czyni go swoim ojcem. Gdyby go nie odde­le­go­wał do zadania, nie powinien się nigdy urodzić, a zatem nie mógłby kierować ruchem oporu, wysłać w prze­szłość swojego ojca (w części pierw­szej), ani ter­mi­na­tora (dwójka). Mamy tu wyraźny kłopot z wyzna­cze­niem przy­czyny i początku całej tej pętelki.
linia czasu terminatorSytuacja o tyle ciekawa, że zostawia miejsce na inte­lek­tu­alną gim­na­stykę i fanow­skie teorie. Możemy np. przy­pu­ścić, że ini­cja­to­rem całej zabawy jest Kyle Reese, który mając dostęp do wehikułu czasu obmyślił plan “stwo­rze­nia” wiel­kiego przy­wódcy. Znajduje w ruinach zdjęcie i dane o Sarze, wybiera ją na matkę i cofa się w czasie aby spłodzić swego wodza. Dlaczego działa w tak pokrętny sposób? Dlaczego po prostu nie ostrzeże swoich przodków, że nadciąga zagłada? To jasne: natych­miast skończy w zakła­dzie psy­chia­trycz­nym.

Zamiast tego wybiera Sarę Connor, płodzi syna i prze­ka­zuje jej infor­ma­cje oraz zadanie odpo­wied­niego wycho­wa­nia Johna. Rzecz jasna to tylko pewna sugestia (jeśli macie własne: piszcie!), gdyż w rze­czy­wi­sto­ści twórcy filmu praw­do­po­dob­nie nie przy­ło­żyli większej uwagi do tego elementu. Po trosze wynikło to pewnie z faktu, że kręcąc pierw­szego Ter­mi­na­tora, autorzy nie mieli pojęcia czy doczeka się on kon­ty­nu­acji.

Zaprogramowani do autodestrukcji

Za parę miesięcy Dyson stworzy rewo­lu­cyjny mikro­pro­ce­sor. Za trzy lata Cyber­dyne będzie głównym dostawcą systemów kom­pu­te­ro­wych dla wojska. Bombowce Stealth będą ste­ro­wane przez kom­pu­tery, nie przez ludzi. Będą uzy­ski­wały świetne wyniki. Senat przyzna fundusze na Skynet. System ruszy 4 sierpnia 1997 roku, będzie cał­ko­wi­cie samo­dzielny. Skynet zacznie się uczyć w postępie geo­me­trycz­nym. Świa­do­mość uzyska o 4 rano, 29 sierpnia. W panice spróbują go wyłączyć.
Tak w tele­gra­ficz­nym skrócie miały się potoczyć losy świata, według Ter­mi­na­tora 2. Jak na dłoni widać, że główna myśl przy­świe­ca­jąca pro­duk­cji, to ostrze­że­nie przed sztuczną inte­li­gen­cją. Cameron trochę się zaga­lo­po­wał, usta­la­jąc “koniec świata” już na rok 1997, ale zapewne chciał w ten sposób bardziej wstrzą­snąć widzami. Tak czy inaczej, temat wydaje się z roku na rok coraz aktu­al­niej­szy, a wielkie dylematy czekają na uczonych tuż za rogiem. Wystar­czy posłu­chać z jakim respek­tem o sztucz­nej inte­li­gen­cji wypo­wia­dają się tuzy świata nauki i tech­no­lo­gii. Bill Gates mówił niedawno, że tylko naiw­niacy nie obawiają się nagłego wzrostu potęgi sztucz­nej super-inte­li­gen­cji. Stephen Hawking stwier­dził na Reedicie, iż maszyny są od nas znacznie sku­tecz­niej­sze w reali­za­cji celów, więc musimy dopil­no­wać aby nigdy nie mogły takowych samo­dziel­nie ustalać. Z kolei Elon Musk od długiego czasu pro­po­nuje stwo­rze­nie jakiegoś ciała, mającego kon­tro­lo­wać postępy w rozwoju AI.
Oczy­wi­ście, nawet naj­mą­drzej­sza głowa nie jest w stanie prze­wi­dzieć kiedy twór ludzkich rąk zyska świa­do­mość (czy coś na jej kształt), ani czy w ogóle tego dojdzie. Być może maszyny nigdy nie staną przeciw nam i mamy do czy­nie­nia z nad­wraż­li­wo­ścią nauko­wych wizjo­ne­rów. Ter­mi­na­tor daje nam jednak lekcję prze­zor­no­ści, bo kata­strofa zazwy­czaj nad­cho­dzi znie­nacka. Kto wie czy odpo­wied­nik fil­mo­wego Skynetu nie rodzi się na naszych oczach, a my nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wciąż jesteśmy igno­ran­tami, ledwo spe­ku­lu­ją­cymi na temat defi­ni­cji świa­do­mo­ści i ogólnych warunków do jej wytwo­rze­nia. Nie jesteśmy w stanie zagwa­ran­to­wać czy nie grozi nam tzw. zjawisko emer­gentne: wielka liczba powią­za­nych ze sobą nie­groź­nych kom­pu­te­rów (w przy­szło­ści kom­pu­te­rów kwan­to­wych) samo­ist­nie dokona nie­ocze­ki­wa­nego skoku w wyższe stadium

Przebieg wydarzeń przed­sta­wio­nych przez Camerona wydaje się jak naj­bar­dziej reali­styczny. Gdyby system podobny do Skynetu nagle się “ocknął”, w naszej zin­for­ma­ty­zo­wa­nej rze­czy­wi­sto­ści, byli­by­śmy skazani na porażkę. Akcja Ter­mi­na­tora dzieje się w latach 90., dziś za sprawą sieci, byłoby znacznie gorzej. Cyber­ne­tyczny prze­ciw­nik w mgnieniu oka zawład­nąłby wszyst­kimi stra­te­gicz­nymi punktami: od ener­ge­tyki, przez głowice nukle­arne, po satelity komu­ni­ka­cyjne.
Należy jeszcze postawić sobie pytanie, czy maszyna potrze­buje świa­do­mo­ści żeby stanowić nie­bez­pie­czeń­stwo? Spójrzmy na sce­na­riusz Dnia sądu. Sieć Skynet odpo­wiada za obsługę systemów woj­sko­wych, w tym arsenału jądro­wego Stanów Zjed­no­czo­nych. Kiedy Skynet wymyka się spod kontroli, spa­ni­ko­wani dowódcy roz­ka­zują go wyłączyć. Tak naprawdę do kata­kli­zmu mogłoby dojść bez udziału świa­do­mo­ści i perfidii sztucz­nego umysłu. Wystar­czy wadliwy algorytm obronny, który pozwo­liłby uznać za zagro­że­nie całą ludzkość. To chyba praw­do­po­dobna opcja, wyma­ga­jąca do swojego zisz­cze­nia jedynie drobnych nie­do­pa­trzeń i zbyt­niego zaufania krze­mo­wej inte­li­gen­cji.

Ludzka maszyna

Patrzy­łam jak John bawi się z maszyną i nagle mnie olśniło. Ter­mi­na­tor nigdy nie ustanie, nigdy go nie opuści ani nie zrani. Nie będzie na niego krzyczał, nie upije się i nie będzie go bił. John miał wielu przy­bra­nych ojców, ale tylko ta maszyna speł­niała wszyst­kie wyma­ga­nia.
Czy super­in­te­li­gentna maszyna może zro­zu­mieć ludzkie uczucia? Czy wraż­li­wość pozo­staje zare­zer­wo­wana wyłącz­nie dla ludzi? Czy sztuczna inte­li­gen­cja jest w stanie działać w kate­go­riach zło-dobro? Kla­syczne wąt­pli­wo­ści, których nie może zabrak­nąć w żadnym filmie z robotami, obecne są również w Ter­mi­na­to­rze 2. Uczulam tu jednak na roz­róż­nie­nie pro­ble­mów samo­świa­do­mo­ści i uczuć. Jedno nie impli­kuje drugiego, czego naj­lep­szym dowodem są osoby o zabu­rze­niach dys­so­cjal­nych. Oglą­da­jąc końcówkę filmu można odnieść wrażenie, że zdolny do nauki T-800 pojął istotę ludzkich łez – co w żadnym wypadku nie oznacza, że sam odczuwa podobne emocje.
Inte­re­su­jącą rzecz zauważył w jednej ze swoich książek Michio Kaku. Świat zachodni nazna­czony popkul­tu­ro­wymi przy­kła­dami w stylu Ter­mi­na­tora, stał się znacznie ostroż­niej­szy w kwestii rozwoju AI, niż przo­du­jąca w sferze robotyki Japonia. Religia shintō głosi, że nawet maszyny mogą posiadać duszę, japoń­skie kre­skówki są pełne przy­ja­znych andro­idów, a tam­tej­sze koncerny prze­ści­gają się w pro­duk­cji huma­no­idal­nych robotów. Azjaci pod­cho­dzą do sztucz­nej inte­li­gen­cji z wielkim entu­zja­zmem, widząc w nich przede wszyst­kim wyba­wie­nie dla szybko sta­rze­ją­cego się spo­łe­czeń­stwa.

W naszej kulturze znacznie trudniej forsować akcep­ta­cję dla myślącej maszyny i trak­to­wa­nie jej jako istoty równej czło­wie­kowi, czy nawet zwie­rzę­ciu. Lubimy być umiesz­czani w centrum wszech­świata, czuć się wyjąt­kowi; z drugiej strony trudno nam wczuć się w rolę kreatora – poten­cjal­nego twórcy rozumnej istoty. Gdzieś pod­skór­nie czu­li­by­śmy prze­kro­cze­nie pewnej granicy aro­gan­cji, pychy, może nawet bluź­nier­stwa. Może z tego wynika zapo­bie­gli­wość i odgórne uprze­dze­nia.

Nie miejmy jednak złudzeń. Pewnych zmian nie da się jednak zatrzy­mać i jeśli nie Euro­pej­czycy, nie Ame­ry­ka­nie, to wyzwanie podejmie ktoś inny.
podpis-czarny

  • filip

    Film oczy­wi­ście super,tekst też,ale zabrakło mi tu jednego gifa. 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jade

    No to jestem naiw­nia­kiem, bo nie obawiam się tego, że maszyny przejmą władzę nad światem i zre­du­kują nas do poziomu baterii jak w “Matrixie” 😉 Kom­pu­tery już teraz rządzą m.in. wygry­wa­jąc z nami w szachy i nikt z tego powodu nie obwiesz­cza końca świata.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mc68000

    Bill Gates nie jest dla mnie żadnym auto­ry­te­tem. To po prostu człowiek (zapewne zdolny, uta­len­to­wany i pra­co­wity), który miał szczę­ście. Nie rozumiem, dlaczego miałbym uważać go za wyrocz­nię w dzie­dzi­nie AI. Też zaliczam się do tych naiw­nia­ków. Dla mnie oso­bi­ście zjawisko świa­do­mo­ści jest naj­bar­dziej tajem­ni­czym na tym świecie, takim, któremu nie może podołać zdolność naszej wyobraźni i które wymyka się naszym umysłom. I tak uważałem jeszcze zanim poznałem wyniki eks­pe­ry­men­tów, które legły u podstaw sfor­mu­ło­wa­nia mecha­niki kwan­to­wej. Skoro nie wiemy, czym jest i jak zostaje wytwo­rzona świa­do­mość, to jak możemy ją stworzyć? Oczy­wi­ście mogę się mylić i ten stan rzeczy może ulec zmianie, ale nie sądzę, aby kiedyś miało do tego dojść. Wydaje mi się, że jakiś rodzaj świa­do­mo­ści pojawia się w formie zdol­no­ści do prze­ży­wa­nia bólu i przy­jem­no­ści już u bardzo, ale to bardzo pry­mi­tyw­nych zwierząt. Ludzka samo­świa­do­mość nie jest zupełnie nową jakością, a tylko roz­wi­nię­ciem tamtej zdol­no­ści. Nie potra­fimy zbudować mózgu dzia­ła­ją­cego podobnie do, dajmy na to, mózgu owada, ale stwo­rzymy potężną sztuczną AI? Wolne żarty… Jak dla mnie, świadoma maszyna musia­łaby odczuwać ból, przy­jem­ność, a przede wszyst­kim lęk przed uni­ce­stwie­niem. Jak naukow­com uda się stworzyć taką (sztuczną) istotę, będę zmuszony do rewizji swoich poglądów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “Nie rozumiem, dlaczego miałbym uważać go za wyrocz­nię w dzie­dzi­nie AI”.
      Nie wyrocz­nię. Za czło­wieka, który siedzi w branży od dekad, budował ją i ma znacznie większą wiedzę na temat jej moż­li­wo­ści niż Ty czy ja. W zasadzie, biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje się tu znacznie większym auto­ry­te­tem niż choćby wspo­mniany Hawking.

      “Skoro nie wiemy, czym jest i jak zostaje wytwo­rzona świa­do­mość, to jak możemy ją stworzyć?”
      Nie czytałeś uważnie. Właśnie dlatego, że nie wiemy czym ona jest, sprawa pozo­staje tak deli­katna. Nie znamy warunków zaist­nie­nia świa­do­mo­ści, zatem nie jesteśmy w stanie prze­wi­dzieć czy do jej wytwo­rze­nia nie dojdzie… przy­pad­kiem. Dlatego wspo­mnia­łem o zjawisku emer­gent­nym. I oczy­wi­ście nie namawiam tu do palenia kom­pu­te­rów, bo nie­bez­pie­czeń­stwo nie jest pewne, ani nawet praw­do­po­dobne. Chodzi tylko o to, że w przy­szło­ści nie można go wyklu­czyć.

      “Jak dla mnie, świadoma maszyna musia­łaby odczuwać ból, przy­jem­ność, a przede wszyst­kim lęk przed uni­ce­stwie­niem”.
      Nic z tych rzeczy. Emocje nie równają się świa­do­mo­ści ani samo­świa­do­mo­ści. Widzę, że muszę kiedyś wziąć na warsztat temat defi­ni­cji świa­do­mo­ści (z punktu widzenia fizyki), bo takowe rzecz jasna powstały i mogą rozwiać wiele wąt­pli­wo­ści.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • disqus_TMUuvLNywq

      Będziesz jeżeli dożyjesz

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • MESSIAH

    Maszyny nie mają szans z czło­wie­kiem. Dlaczego. bo maszyna potrze­buje prądu a człowiek jedzenia. Człowiek obrałby za cel gene­ra­tory prądu na ziemi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Cześć wszyst­kim

      Człowiek potrze­buje tez powie­trza, odpo­wied­nie ciśnie­nie, tem­pe­ra­turę, wodę. A maszyna jedynie źródła energii

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • MESSIAH

        Maszyna nie potrze­buje powie­trza? Przecież wiele maszyn działa z kom­pre­so­rem aby zwięk­szać ciśnie­nie itp. Maszyna która działa na prąd wytwarza duże ilości ciepła przez co musiała by mieć ogromne zapo­trze­bo­wa­nie na układy chło­dzące a w upalny dzień szybko by wysia­dały. Nato­miast deszcz to też jest wróg maszyn dlaczego się nie prze­cho­wuje maszyn na otwartej prze­strzeni? Ze względu na deszcz bo woda “zawsze znajdzie sobie ujście” i wpłynie prak­tycz­nie w każdą szcze­linę dlatego maszyny musiałby mieć jakiś pancerz na wzór skóry który jed­no­cze­śnie chło­dziłby maszynę. Póki co naj­bliż­sze 1000 jesteśmy bez­pieczni.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Radek Koła­kow­ski

        Źródłem energii dla maszyny może być wła­ści­wie wszystko łącznie z materią orga­niczną. Maszyna może funk­cjo­no­wać w powie­trzu i bez niego (np. w kosmosie). Maszyna nie musi gene­ro­wać ciepła, ale gene­ro­wane ciepło może też odzy­ski­wać jako energię. Maszyna może być cał­ko­wi­cie odporna na wodę (np. maszyny funk­cjo­nu­jące w oceanach) i inne eks­tre­malne warunki pogodowe (np. łaziki na Marsie). Maszyny mogą funk­cjo­no­wać w niemal każdym śro­do­wi­sku (poza czarnymi dziurami, wnętrzem gwiazd itp) i w niemal każdych warun­kach i to nie jest sci-fi tylko dzi­siej­sza, a nawet wczo­raj­sza rze­czy­wi­stość.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Feagorn

    Tak czytając ten fajny skądinąd tekst muszę stwier­dzić, że kon­cen­tru­jąc się na cza­so­wych i rodzin­nych pery­pe­tiach Kyla i Johna zupełnie zapo­mnia­łeś o podob­nych pro­ble­mach z powsta­niem Skynetu. W końcu Cyber­dyne mogła zacząć tworzyć swoje rewo­lu­cyjne pro­ce­sory, zaopa­try­wać wojsko i przy­czy­nić się do poja­wie­nia się sztucz­nej inte­li­gen­cji właśnie dlatego, że dostali uszko­dzony procesor z T-800 wyeli­mi­no­wa­nego w pierw­szej części filmu. Boom!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Myślałem o tym, ale problem wygląda ana­lo­gicz­nie. Chyba, że Skynet i tak by powstał, a podróż w czasie ter­mi­na­tora jedynie przy­śpie­szyła dzień sądu. Jest też druga opcja. Cała historia świata jest już zapisana (ku zachwy­cie entu­zja­stów wszech­świata blo­go­wego) i te wszyst­kie pętle czasowe musiały nastąpić. To jednak mało praw­do­po­dobna opcja, bo autorzy cały czas nas prze­ko­nu­jąc, że przy­szłość nie jest zapisana i można ją zmienić.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • aldeb

    Aż się ciśnie na usta fabuła trylogii Mass Effect, ale nie chciał­bym spo­ile­ro­wać. Mamy w niej do czy­nie­nia z dwoma odręb­nymi przy­pad­kami inte­li­gent­nych maszyn. Jeden bardziej dra­ma­tyczny w skutkach od drugiego 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • nemo

    Skynet osiągnął świa­do­mość czy samo­świa­do­mość? Jeśli to drugie, to może roz­po­czę­cie ataku na ludzkość nie było spo­wo­do­wane strachem przed ludźmi, tylko strachem przed ciągłym ist­nie­niem, aż do końca Ziemi, niestety nie mógł sam się znisz­czyć, wiec posłużył się ludźmi. W serii filmów o ter­mi­na­to­rze cały czas powta­rzane jest, że Dzień Sądu jest nie­unik­niony, przy­szłość można zmienić, ale Dzień Sądu można najwyżej odwlec. Skynet nie wiedział, że nie można się cofnąć w czasie, by coś zmienić, bo gdyby się udało, to nie byłoby potrzeby tej podróży? Może wysyłał ter­mi­na­tory, żeby John Connor się urodził i żeby stał się przy­wódcą, który go w końcu zniszczy. Tak samo, jak John, Skynet musiał wiedzieć, że musi wysłać kolejne ter­mi­na­tory. W Ter­mi­na­tor 2 poli­cjanci próbują prze­słu­chać Sarę, pokazują jej stare zdjęcia z poste­runku i nowe z centrum han­dlo­wego, Skynet też musiał mieć dostęp do tych infor­ma­cji. W 1995 powstała alter­na­tywna linia czasu, bo znisz­czyli Cyber­Dyne, ale niczego nie zmienili, John Connor nadal musiał znisz­czyć Skynet po wojnie nukle­ar­nej. Naj­bar­dziej namie­szali w Ter­mi­na­tor Genesys, tego filmu nie da się zro­zu­mieć.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • paradoks

    Ciekawy artykuł. Na podobne para­doksy w sce­na­riu­szu zwró­ci­łem uwagę już dawno i fajnie się wiedzieć, że nie jestem odosob­niony w takich roz­wa­ża­niach:)
    Ale…
    Przy­jem­ność czytania tekstu została mocno osła­biona przez liczne błędy — lite­rówki, inter­punk­cja, zgubione wyrazy. To nie­chluj­stwo i nie powinno mieć miejsca. Zwracaj na to uwagę, bo takie błędy niestety roz­pra­szają i jed­no­cze­śnie depre­cjo­nują sam tekst.
    A wracając do para­dok­sów — Stephen Hawking kiedyś powie­dział, że podróże w czasie są nie­moż­liwe. W prze­ciw­nym razie już byśmy o nich wie­dzieli. I ta teoria chyba wyczer­puje temat, bo jest chyba nie do pod­wa­że­nia:)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Wstyd mi okropnie, głównie dlatego że nie wiem o które lite­rówki i zgubione wyrazy chodzi. Po setkach tekstów niestety nadal nie nabyłem umie­jęt­no­ści widzenia własnych błędów.

      Co do Hawkinga, jak naj­bar­dziej jest to pod­wa­żalne. Możemy sobie wyobra­zić choćby sytuację, w której podró­żo­wa­nie w czasie prze­bie­ga­łoby w sposób podobny jak prze­miesz­cza­nie w prze­strzeni. W takim wypadku nasze prawnuki być może mają wehikuły czasu, ale nawet prze­su­nię­cie się o dzień wymaga gigan­tycz­nej energii. (Ale oso­bi­ście uważam, że zasada przy­czy­no­wo­ści jednak prze­kre­śla takie cuda wianki).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Piotr S

        A wersja z roz­dzia­łem linii czasu? Może można cofać się w czasie ale tworzy to nową linię czasu w której jeszcze się nie cofnąłem. W “starej” linii bym wtedy po prostu zniknął i nikt by nie wiedział co się ze mną stało. 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Fotonix

        Mnie się wydaje, że podróże w czasie nie są możliwe z zupełnie innego powodu — transfer materii.
        Załóżmy że cofam się w czasie i co wtedy z atomami, które wcze­śniej nie były częścią składową mojego orga­ni­zmu bo np. były pokarmem, któ©y wcze­sniej spożyłem? Będą nagle egzy­sto­wać w 2 miej­scach na raz (w pokarmie który istniał w prze­szło­ści gdzie się cofam i we mnie)? Czy nagle w prze­szło­ści przy­bę­dzie materii kosztem cofania się w czasie? Jaki prawo fizyki miało by za to odpo­wia­dać?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • wisznu

    jeśli idzie o zagładę wyni­ka­jącą z nadmiaru upraw­nień programu (który świa­do­mo­ści nie uzyskał) to pra­gnął­bym przy­po­mnieć “War Games” 🙂

    a druga rzecz: Skynet istnieje:https://pl.wikipedia.org/wiki/Skynet
    dziwię się, że jego twórcy nie pró­bo­wali uciekać od tej, wpradzie chwy­tli­wej, ale jednak budzącej słe sko­ja­rze­nia nazwy

    Trzecia rzecz — sztuczna inte­li­gen­cja jak naj­bar­dziej moze roz­po­zna­wać kate­go­rię dobro-zło. Ale nie tylko może co inego uznawać za dobro (co jako ludzie dopusz­czamy dla istoty wyższej — Boga) ale nawet jesli będzie miec te same prio­ry­tety co człowiek, to moze patrzeć na sprawę z innej per­spek­tywy (co tez dopusz­czamy dla Boga) i np. znie­wo­lić ludzi by powstrzy­mać ich przed zabi­ja­niem się nawzajem… podobnie jak to wyszło w “I, Robot”.

    Ogólnie przy­po­mina mi to dowcip o tym jak stwo­rzono super­kom­pu­ter, pod­łą­czono go do inter­netu, do biblio­tek, elek­trowni, sprzetu woj­sko­wego, itp. no dosłow­nie wszyst­kiego, i zadano mu pierwsze pytanie “Czy Bóg istnieje”. Po dłuższej chwili odpo­wie­dział: “Teraz juz tak” 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Prze­my­sław Paw­liń­ski

    A przyszło komuś do głowy że John jest synem tego gościa od porsche co Sara z nim chodziła zanim pojawił się ter­mi­na­tor i wówczas Kyle po prostu by sobie poruchał. No i po kłopocie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

    Sztuczna inte­li­gen­cja, kiedy już powsta­nie nie będzie miała żadnego motywu, aby niszczyć/walczyć z ludźmi. Bły­ska­wicz­nie prze­ro­śnie ludzkość o tyle rzędów wiel­ko­ści, że ta nawet nie zauważy, że coś się zmieniło. AI będzie rządzić światem tak, że świat w ogóle nie będzie o tym wiedział, a ludzie będą abso­lut­nie prze­ko­nani, że wszystko co się dzieje, to za ich sprawą i z ich woli.

    Ba, AI już mogła powstać i już może ludźmi rządzić. Skoro zdolni politycy potrafią prze­ko­ny­wać i nakła­niać ludzi do robienia różnych rzeczy, to co dopiero prze­wyż­sza­jąca ich pod tym względem nie­sły­cha­nie AI?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0