Świeża publikacja Massimiliano Proiettiego i Alexandra Pickstona stawia pod znakiem zapytania charakter obserwatora w mechanice kwantowej oraz przywraca na tapet eksperyment myślowy opracowany w 1961 roku przez Eugene’a Wignera.

Metoda naukowa opiera się na faktach usta­la­nych za pomocą powta­rza­nych obser­wa­cji, uznanych nie­za­leż­nie od tego, kto dokonał pomiaru. W mecha­nice kwan­to­wej obiek­tyw­ność obser­wa­cji nie jest tak klarowna.

Mas­si­mi­liano Proietti

Odgadnij przedmiot

Zaczniemy bardzo nie­ty­powo. Bez wcho­dze­nia w kwestię pomysłu Wignera, w meandry mecha­niki kwan­to­wej, a nawet nie doty­ka­jąc fizyki. Roz­pocz­niemy od nie­skom­pli­ko­wa­nej gry towa­rzy­skiej.

Wyobraź sobie, że jesteś gościem na domowym przy­ję­ciu. Gdy impreza nieco się rozkręca, ktoś wpada na pomysł inte­lek­tu­al­nej zabawy w rodzaju kalam­bu­rów (lub popu­lar­nego w sieci Aki­na­tora). Najpierw wypra­szamy jedną z osób z pokoju, następ­nie nara­dzamy się na wybór jakiegoś przed­miotu, którego nazwę wypro­szona osoba będzie musiała zgadnąć. Po powrocie do pomiesz­cze­nia, wybra­niec próbuje trafić w odpo­wiedź, zadając zgro­ma­dzo­nym proste pomoc­ni­cze pytania i otrzy­mu­jąc jedynie odpo­wie­dzi “tak” lub “nie”. Wszyscy bawią się świetnie, ale po kil­ku­na­stu rundach zaczyna wiać nudą. Posta­na­wiamy więc zrobić mały psikus kolej­nemu graczowi. Każda z osób wymyśla własne słowo, nie uzgad­nia­jąc niczego z resztą. Rzecz jasna w takich oko­licz­no­ściach zabawa robi się znacznie dłuższa i bardziej nie­zno­śna dla ofiary żartu, ale przy odro­bi­nie szczę­ścia, trafi ona w końcu na któryś obiekt wymy­ślony przez jednego ze zna­jo­mych.

Jeśli wierzyć aneg­do­tom, w tego rodzaju pułapkę podczas spo­tka­nia towa­rzy­skiego wpadł kiedyś John Archi­bald Wheeler. Jak przy­stało na zatra­co­nego w nauce pro­fe­sora, nawet wynik nie­win­nej gry stał się dla niego cenną inspi­ra­cją. Ame­ry­kań­ski teoretyk brał udział w nie­koń­czą­cej się debacie na temat inter­pre­ta­cji zjawisk kwan­to­wych, zaś nie­spre­cy­zo­wany przed­miot zagadki potrak­to­wał jako alegorię dla nie­okre­ślo­nego stanu bytów sub­a­to­mo­wych. Uważał (w czym nie był odosob­niony), iż obiekt o skon­kre­ty­zo­wa­nych wła­ści­wo­ściach w skali mikro, do momentu obser­wa­cji po prostu realnie nie istnieje. Obiek­tyw­nie istnieje nato­miast akt pomiaru, będący odpo­wied­ni­kiem pytań napro­wa­dza­ją­cych na poszu­ki­wane słowo. Podczas “oszu­ka­nej” zabawy na przy­ję­ciu fizyk osta­tecz­nie znalazł poprawną odpo­wiedź, choć gdy zaczynał takowej nie było. Podobnie przy­kła­dowy foton nie posiada jasno spre­cy­zo­wa­nej pola­ry­za­cji i dopóki nie zostanie zbadany, dopóty pozo­staje w stanie super­po­zy­cji.

Co z rzeczywistością?

Wybacz Czy­tel­niku tak długi wstęp, ale sądzę, że histo­ryjka Wheelera naprawdę nieźle oddaje istotę wra­ca­ją­cych raz po raz wąt­pli­wo­ści doty­czą­cych funk­cjo­no­wa­nia mikro­świata. Rzecz ma się nastę­pu­jąco. Mecha­nika kwantowa w rewe­la­cyjny i zaska­ku­jąco dokładny sposób opisuje zacho­wa­nia cząstek ele­men­tar­nych, jednakże dzia­ła­jące równania nie mówią nam wszyst­kiego. Wszyst­kie zjawiska kwantowe – od zasady nie­ozna­czo­no­ści, przez tune­lo­wa­nie, aż po splą­ta­nie – obser­wu­jemy i wyko­rzy­stu­jemy, ale nadal nie jesteśmy zgodni co do ich istoty. Dzieje się tak, ponieważ fizyka kwantów nie przy­staje do fizyki kla­sycz­nej, a co za tym idzie do procesów z jakimi stykamy się na co dzień. Cząstka potrafi prze­mie­rzać nie­zli­czoną liczbę tra­jek­to­rii na raz oraz pozo­sta­wać w kilku stanach jed­no­cze­śnie. To mate­ma­tycz­nie i eks­pe­ry­men­tal­nie potwier­dzone fakty i nawet naj­więksi kwantowi sceptycy szybko dali sobie spokój z ich nego­wa­niem.

Ale w jaki sposób małe obiekty dokonują swoich sztuczek? W którym momencie cząstka przy­biera kon­kretną formę? Jaki kon­kret­nie czynnik powoduje redukcję fali praw­do­po­do­bień­stwa? Te i inne wąt­pli­wo­ści gnębią fizykę od ponad stu lat i do chwili obecnej wywołują kon­tro­wer­sje. Nic dziwnego. Osta­tecz­nie wszystko spro­wa­dza się do naj­głęb­szego filo­zo­ficz­nego pytania, jakie tylko można postawić. Pytania o ist­nie­nie realnej, obiek­tyw­nej rze­czy­wi­sto­ści.

Koty i przyjaciele

Problemy z reali­zmem mecha­niki kwan­to­wej i rolą pomiaru w dosadny sposób obnażyły dwa eks­pe­ry­menty myślowe. Pierwszy, to powszech­nie znany kot Schrödin­gera, nad którym nie chcę się po raz kolejny roz­wo­dzić. Przy­po­mnę tylko, że zamknięty w pudełku futrzak, bardzo dosadnie una­ocz­nił dzi­wacz­ność kwan­to­wych zasad w prze­ło­że­niu na duże (i żywe) obiekty. Jesteśmy w stanie zaak­cep­to­wać fakt nie­pew­nego stanu radio­ak­tyw­nego atomu, ale już wizja “jed­no­cze­śnie” żywego i martwego zwie­rzaka budzi niepokój.

Eugene Wigner
Eugene Wigner

Drugie arcy­ważne doświad­cze­nie myślowe przed­sta­wił młodszy kolega Schrödin­gera, noblista Eugene Wigner (na zdjęciu powyżej). Niezbyt znany popkul­tu­rze przy­ja­ciel Wignera, to wyima­gi­no­wany facet prze­by­wa­jący w zamknię­tym pomiesz­cze­niu wraz z pudłem skry­wa­ją­cym kota (lub jaki­kol­wiek obiekt pozo­sta­jący w stanie super­po­zy­cji) i zaglą­da­jący do środka. Dla Austriaka zabawa kończyła się w chwili otwarcia pojem­nika, co miało nie­chyb­nie dopro­wa­dzić do kolapsu fali praw­do­po­do­bień­stwa i wymusić na całym układzie (radio­ak­tywny atom + kot) wybór kon­kret­nego stanu. Wigner poszedł w tej łami­główce o krok dalej. Dlaczego nie założyć, że radio­ak­tywny atom, kot i nasz przy­ja­ciel nie tworzą kolej­nego, więk­szego układu pozo­sta­ją­cego w stanie super­po­zy­cji? Dopiero otwo­rze­nie drzwi pokoju przez kolej­nego obser­wa­tora wywoła deko­he­ren­cję, kon­kre­ty­zu­jąc wła­ści­wo­ści atomu, kota i męż­czy­zny.

Przyjaciel Wignera

Główny problem z przy­ja­cie­lem Wignera polega na tym – co pewnie sam wyde­du­ko­wa­łeś – że ten kwantowy łańcuch w zasadzie nie ma końca. Właśnie to nie­po­ko­iło wspo­mnia­nego wcze­śniej Johna Wheelera, który dumał nad per­spek­tywą jakiegoś więk­szego, uni­wer­sal­nego obser­wa­tora (w skali makro wszech­świat mógłby być obser­wa­to­rem sam dla siebie). Inni trak­to­wali wnioski Wignera jako pozba­wioną umo­co­wa­nia w nauce cie­ka­wostkę. Wszakże, stan kwantowy cząstki czy radio­ak­tyw­nego atomu określa się przez jaki­kol­wiek kontakt z oto­cze­niem. Nie ma zatem zna­cze­nia czy patrzy nań kot, czy człowiek, czy elek­tro­niczny detektor. Super­po­zy­cji podlega jedynie w pełni odizo­lo­wany obiekt, a jaki­kol­wiek pomiar kończy zabawę.

Wiele rzeczywistości?

To logiczne i racjo­nalne zało­że­nie, toteż więk­szość kwan­to­wych inter­pre­ta­to­rów mogło uznać temat za zamknięty i pójść na grzyby. Jednak nie wszyscy. Część fizyków wciąż dostrze­gało w przy­ja­cielu Wignera wielką szansę dla własnych domysłów. Bo co się wła­ści­wie dzieje wraz z aktem pomiaru na cząstce ele­men­tar­nej? Drobina zma­te­ria­li­zuje się losowo przy­bie­ra­jąc okre­ślone wła­ści­wo­ści i porzu­ca­jąc inne. Zapewne. No chyba, że cząstka przyj­muje kon­kretny stan dla tego kon­kret­nego obser­wa­tora, ale razem tworzą nowy kwantowy układ pozo­sta­jący w super­po­zy­cji dla całej reszty wszech­świata. Gdy osoba trzecia otwiera drzwi labo­ra­to­rium, kwantowa ruletka rozkręca się od nowa. Spad­ko­biercy Hugh Everetta byliby zachwy­ceni taką per­spek­tywą. Mogłaby ona pod­pie­rać inter­pre­ta­cję mecha­niki kwan­to­wej, zgodnie z którą fizyczna rze­czy­wi­stość ulega ciągłemu roz­sz­cze­pia­niu, a w każdej odnodze reali­zuje się inny możliwy sce­na­riusz.

Tak, to wyjąt­kowo eks­tra­wa­gancka per­spek­tywa. Jednakże, choć tego typu hipotezy od zawsze były trak­to­wane z przy­mru­że­niem oka, eks­pe­ry­men­tal­nie nie docze­kały się zane­go­wa­nia i naukowa uczci­wość nakazuje brać je w rachubę.

Eksperyment Proiettiego

Eksperyment Massimiliano Proiettiego

Tu docho­dzimy do roku 2019 i świeżego doświad­cze­nia, które może rozkopać grób przy­ja­ciela Wignera i wznowić debatę nad istotą zjawisk kwan­to­wych. Pomysł wyszedł od Caslava Bruknera z Uni­wer­sy­tetu Wie­deń­skiego, a jego reali­za­cji podjęła się ekipa Mas­si­mi­liano Pro­iet­tiego i Ale­xan­dra Pick­stona. Było to oczy­wi­ście przed­się­wzię­cie dia­bel­sko skom­pli­ko­wane – zwłasz­cza, że nie był to “czysty” przy­ja­ciel Wignera, lecz jego roz­sze­rzona wariacja – ale spróbuję wycisnąć jego esencję

W próbie wyko­rzy­stano splątane fotony i cztery podmioty: Alicję i jej przy­ja­ciółkę oraz Boba i jego przy­ja­ciela. Przy­ja­ciółka Alicji siedzi w pierw­szym labo­ra­to­rium i poddaje obser­wa­cji fotony, dopro­wa­dza­jąc do kolapsu i obrania przez nie okre­ślo­nej pola­ry­za­cji. Jed­no­cze­śnie, zgodnie z teorią, wymusza to natych­mia­stowy kolaps splą­ta­nych z nimi fotonów w innym labo­ra­to­rium, w którym urzęduje przy­ja­ciel Boba. Dotąd wszystko wydaje się jasne. Przy­ja­ciele zapisują, która cząstka posiada pola­ry­za­cję pionową, a która poziomą. Teraz do gry wchodzą sami Alicja i Bob, cze­ka­jący poza izo­lo­wa­nymi labo­ra­to­riami i zgodnie z zało­że­niami, wypo­sa­żeni w wolność wyboru. Każdy z nich może zapytać swojego poma­giera o uzyskane przez niego wyniki (oznaczmy je jako A0 i B0), co wymusi okre­śle­nie stanu całości. Mogą też zigno­ro­wać przy­ja­ciół i wkroczyć do labo­ra­to­riów usta­la­jąc własne fakty (A1 i B1). Rozsądek pod­po­wiada nam, że bez względu na przyjętą metodę dane powinna cechować spójność. Pierwszy lepszy akt pomiaru powinien dopro­wa­dzić do deko­he­ren­cji i ustalić obiek­tywne wyniki – bez­względne oraz iden­tyczne dla wszyst­kich.

Jednak wyniki okazały się nie odpo­wia­dać przy­ję­tym zało­że­niom.

W praktyce eks­pe­ry­ment był znacznie mniej pla­styczny i o wiele bardziej złożony (spro­wa­dzał się do zesta­wia­nia roz­kła­dów praw­do­po­do­bień­stwa dla wszyst­kich warian­tów i spraw­dze­niu jak wyniki mają się do nie­rów­no­ści Bella – wszyst­kie wyli­cze­nia oraz tech­niczne szcze­góły są oczy­wi­ście obecne w publi­ka­cji). O czym świadczy nie­spój­ność wyników? To tak jak gdyby przy­ja­ciel spraw­dził jak miewa się kot Schrödin­gera, ale z punktu widzenia nas wszyst­kich, ocze­ku­ją­cych poza labo­ra­to­rium, kot wciąż pozo­sta­wał nie­okre­ślony. I to nawet jeśli jesteśmy pewni, że jakiś pomiar został już dokonany! Dokład­nie tak jak to widział Eugene Wigner. Jednak to dopiero furtka dla kolej­nych inter­pre­ta­cji. Czy w stanie super­po­zy­cji, z punktu widzenia Alicji i Boba, znajdują się akty pomiaru ich przy­ja­ciół? Sami przy­ja­ciele? Całe fizyczne układy, wli­cza­jąc w to zarówno cząstki jak i doko­nu­ją­cych pomiarów? Czy w ramach doświad­cze­nia uwi­dacz­niają się dwie rze­czy­wi­sto­ści, które – co dzi­waczne – wcale się nie wyklu­czają? Zdaniem euro­pej­skich badaczy powyższe wąt­pli­wo­ści zasłu­gują na grun­towne roz­pa­trze­nie.

Kwantowy subiektywizm

Publi­ka­cja Mas­si­mi­liano Pro­iet­tiego to jeszcze za mało aby porzucać kolejne szańce obiek­ty­wi­zmu, ale bez wąt­pie­nia pocią­gnie za sobą kolejne eks­pe­ry­menty. Jeśli uzy­ski­wane rezul­taty będą się powta­rzać, naukowcy i filo­zo­fo­wie otrzy­mają twardy orzech do zgry­zie­nia. Autorzy artykułu już w tytule swojej pracy stawiają odważny wniosek o “odrzu­ce­niu nie­za­leż­nego obser­wa­tora w mecha­nice kwan­to­wej”. Komen­ta­to­rzy poszli jeszcze dalej, rzucając sugestię o braku czegoś takiego jak obiek­tywna rze­czy­wi­stość.

Brzmi sen­sa­cyj­nie, ale pamię­tajmy, że mecha­nika kwantowa (jak i cała współ­cze­sna fizyka) od samego początku depcze nasze intu­icyjne poj­mo­wa­nie świata. Od stu lat uczymy się, że za kotarą twardych praw natury, wszech­świat skrywa nie­okre­ślo­ność i pro­ba­bi­lizm. Spo­glą­da­jąc na to wszystko, kolejne porcje rela­ty­wi­zmu i subiek­ty­wi­zmu nie są już tak szo­ku­jące. No, może troszkę.

Literatura uzupełniająca:
M. Proietti, A. Pickston, F. Graffitti, Experimental rejection of observer-independence in the quantum world, [online: https://arxiv.org/pdf/1902.05080.pdf?fbclid=IwAR3QsXgJPkAPXlt-PQ5Ti6xGD4Taz-2_fmeZ-IlZdKVqBFdhRv1795Z39Zo];
C. Mudede, Are You Ready for Your Ideas About Reality to Be Turned into Mush?, [online: https://www.thestranger.com/slog/2019/03/13/39576391/are-you-ready-for-your-ideas-about-reality-to-be-turned-into-mush];
A quantum experiment suggests there’s no such thing as objective reality, [online: www.technologyreview.com/s/613092/a-quantum-experiment-suggests-theres-no-such-thing-as-objective-reality/];
J. Gribbin, Kotki Schrodingera, czyli poszukiwanie rzeczywistości, przeł. J. Bieroń, Warszawa 1999.
  • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

    Pewnie zaraz zostanę wypunk­to­wany, ale…
    Nieraz czytając o tych eks­pe­ry­men­tach przy­cho­dziło mi na myśl foto­gra­fia i kino… może akt pomiaru, to tylko taka stop­klatka… po zakoń­cze­niu pomiaru cząstka znowu prze­cho­dzi w super­po­zy­cję… inny obser­wa­tor zobaczy co innego.
    Po prostu nie wierzę w nie­skoń­cze­nie roz­ga­łę­zia­jące się drzewo praw­do­po­do­bień­stwa, chyba że… żyjemy naprawdę w „matrixie”.

    • John Kofee

      Ewi­dent­nie miałem takie same prze­my­śle­nia na ten temat, ale chętnie poob­ser­wuję 😉 co się będzie działo w tym temacie. Może sie okazac, że znow dowiemy sie czegoś cie­ka­wego. Może w końcu dowiem się czy czas istnieje na prawdę, czy to może jedynie wytwór naszych umysłów poma­ga­jący zro­zu­mieć świat…

  • Michał Zimny

    Chyba jednak żyjemy w symu­la­cji a to są właśnie błędy albo bardziej nie­ści­sło­ści opro­gra­mo­wa­nia 🙂

  • Teresa

    Co by to było, jakby do tego wszyst­kiego włączyć jeszcze zjawisko tele­por­ta­cji kwan­to­wej? To by dopiero była zabawa, nieźle splątana.
    Gene­ral­nie cała ta mecha­nika kwantowa to ciężki temat. Trudno sobie wyobra­zić np. cały układ będący w stanie super­po­zy­cji, raczej poje­dyn­cze odizo­lo­wane cząstki. No chyba, że istnieje jeszcze jakiś hipo­te­tyczny daleki obser­wa­tor zewnętrzny i widzi nas jako takie odizo­lo­wane cząstki będące w stanie super­po­zy­cji. Póki co, można tylko filo­zo­fo­wać.

  • Hannibal

    Nigdy nie sły­sza­łem o “przy­ja­cielu pana Wignera” ale miałem podobne prze­my­śle­nia na temat kolapsu funkcji falowej ale chyba nie są one zgodne z tym ostatnim eks­pe­ry­men­tem.
    W mojej wersji dla Wignera jego przy­ja­ciel i kot może być w trzech stanach:
    1. Przy­ja­ciel nie spraw­dził stanu kota i jest on w super­po­zy­cji;
    2. Przy­ja­ciel spraw­dził że kot jest żywy;
    3. Przy­ja­ciel spraw­dził że kot jest martwy.
    W trzech nie czterech gdyż pomiarem w tym wypadku jest otwarcie pokoju z przy­ja­cie­lem a nie otwarcie pudełka z kotem. Otwarcie pudełka z kotem (jeżeli jest zamknięte) to dla Wignera drugi pomiar.

  • kuba_wu

    Chciał­bym poruszyć temat nieco poboczny. Mia­no­wi­cie, często przy opisach kolapsu funkcji falowej spla­ta­nych cząstek, pojawia się słowo “natych­mia­stowy”, czy też “rów­no­cze­sny”, tak jak w notce: “wymusza to natych­mia­stowy kolaps splą­ta­nych z nimi fotonów w innym labo­ra­to­rium”.

    Jednak nigdzie nie zna­la­złem opisu, w jaki sposób fak­tycz­nie da się stwier­dzić ową “natych­mia­sto­wość” i co ona wła­ści­wie oznacza?

    Według mnie, jest bowiem tak: splątane cząstki są oddzie­lane i prze­no­szone do dwóch odle­głych loka­li­za­cji, w których nie­za­leżni obser­wa­to­rzy dokonują aktu pomiaru. Załóżmy, że punktu cza­so­prze­strzeni, w których doko­ny­wany jest pomiar,
    leżą wza­jem­nie, jeden poza stożkiem świetl­nym drugiego. Pomiary obu obser­wa­to­rów są ze sobą sko­re­lo­wane (co można potwier­dzić później). Jednak nie istnieje żaden sposób stwier­dze­nia, który z pomiarów był dokonany jako “pierwszy” tzn, który z nich “fak­tycz­nie” sko­lap­so­wał funkcję falową. Pomiar cząstki sko­lap­so­wa­nej nie różni się dla obser­wa­tora od pomiaru nie­sko­lap­so­wa­nej. Zatem nie ma żadnych prze­ja­wów owej “natychmiastowości/równoczesności”. Pojęcie to wydaje się wobec tego pozba­wione sensu fizycz­nego. Jest tylko kore­la­cja wyników pomiaru w dwóch punktach cza­so­prze­strzeni, kropka.
    Czy gdzieś się mylę?

    PS gdyby owa natych­mia­sto­wość dawała się jakoś stwierdzić/zmierzyć, np. gdyby pudełko z cząstką sygna­li­zo­wało “już, sko­lap­so­wa­łam się!” :), można by jej użyć do zde­fi­nio­wa­nia rów­no­cze­sno­ści zdarzeń, a zatem do zde­fi­nio­wa­nia czasu abso­lut­nego, sprzecz­nego przecież z STW/OTW.

  • Kuba

    Jestem zwo­len­ni­kiem inter­pre­ta­cji de Broglie’a-Bohma i każde takie doświad­cze­nie staram się (ama­tor­sko) inter­pre­to­wać w ramach tej teorii. I póki co wszystko mi pasuje. Trochę się zżymam czytając o super­po­zy­cji samej cząstki (a nie tylko jej f. falowej) bez zazna­cze­nia, że chodzi o inter­pre­ta­cję kopen­ha­ską (choć rozumiem, że obecnie jest ona domi­nu­jąca, czyli domyślna).
    A może byś napisał dłuższy tekst o teorii de Broglie’a-Bohma, dodat­kowo ilu­stru­jąc go doświad­cze­niem Yves Coudera?

  • marek

    Kolejny dowód na dwie moż­li­wo­ści:

    1. W fizyce kwan­to­wej isnieje fun­da­men­talny, a wciąż nieznany błąd w rozu­mo­wa­niu.
    2. Żyjemy w symu­la­cji.

  • Dziadek

    Moje “wypociny” bardziej by chyba pasowały do zakładki “Wielki Wybuch”, ale tam od lat nie widać komen­ta­rzy. Zatem o energii. Być może nawet tej ciemnej. Otóż śledząc od lat (ba, od dzie­się­cio­leci — gdy stu­dio­wa­łem, nauczano nas teorii stanu sta­cjo­nar­nego, a o BB nikt nie słyszał) rozwój wiedzy o powsta­niu wszech­świata szcze­gólną uwagę (oprócz powa­la­ją­cej teorii Everetta) zwró­ci­łem na myśl o “naj­więk­szym darmowym obiedzie”. W świetle zasady nie­ozna­czo­no­ści jest zro­zu­miałe (i niemal oczy­wi­ste) , że przy czasie krótszym niż 10^-40 sekundy mogła wystąpić fluk­tu­acja gęstości o nie­wy­obra­żal­nej wręcz skali. Wyli­cze­nia wskazują na ok. 10^92 g/cm3. Potem akcja “wyna­le­ziona” przez Alana Gutha .…. i mamy dzi­siej­szy wszech­świat. Zaraz zaraz .… wiemy (?), że tzw. pusta prze­strzeń to istne piekło buzu­ją­cej energii — o jakieś 120 rzędów wiel­ko­ści zbyt pie­kielne , by wyjaśnić tempo eks­pan­sji prze­strzeni. Pusta prze­strzeń nie jest pusta .… ale CO NIE BYŁO PUSTE PRZED WIELKIM WYBUCHEM ? BB stworzył wszystko — także prze­strzeń. Gdzie więc doszło do tej wielkiej fluk­tu­acji energii, która stwo­rzyła cza­so­prze­strzeń ? Niełatwo sobie wyobra­zić braku prze­strzeni, braku czasu. Ale wydaje się, że to właśnie mówi nam teoria. I tak naprawdę nie wiemy do końca, czy to już AŻ teoria, czy tylko teoria. Ja uważam, że teoria w fizyce z defi­ni­cji jest AŻ. Gdy jeszcze nie jest AŻ, jest hipotezą. Mamy więc chyba raczej hipotezę BB. Jedną z kilku nie­głu­pich i naj­pow­szech­niej uznawaną za teorię. czy to już AŻ teoria, czy tylko teoria. Ja uważam, że teoria w fizyce z defi­ni­cji jest AŻ. Gdy jeszcze nie jest AŻ, jest hipotezą. Mamy więc chyba raczej hipotezę BB. Jedną z kilku nie­głu­pich i naj­pow­szech­niej uznawaną za teorię. Jednak pod­nie­sioną wyżej wąt­pli­wość lepiej chyba można sobie wytłu­ma­czyć na bazie jednej z teorii wie­lo­świata, jednej z teorii mówią­cych o branach itp. Gdy wyobra­zimy sobie wie­lo­wy­mia­rową i nie­ogra­ni­czoną w czasie PRZESTRZEŃ, to mamy “gdzie ulokować” naszą gigan­tyczną fluk­tu­ację energii. Co więcej dys­po­nu­jąc nie­skoń­czo­nym czasem wiemy, że prędzej czy późnie MUSI do takiej fluk­tu­acji dojść, po prostu dlatego, że praw­do­po­do­bień­stwo takiego zda­rze­nia jest nie­ze­rowe.

  • Dziadek

    Z tą nie­ozna­czo­no­ścią cząstek to jest troszkę nie­po­ro­zu­mień. To nie jest tak (raczej ?) Że są one nie­uchwytne. Zrobiono niejedną “fotkę” układów zzwi­docz­nymi de facto poje­dyn­czymi atomami — np napis IBM z bodaj 35 atomów (niobu ?). Przy pomocy np. mikro­skopu ska­nin­go­wego prze­su­wano poje­dyń­cze atomy. W roku 1980 Hans Dehmelt uwięził i długi czas trzymał w pułapce poje­dyń­czy atom, a w roku 1984 poje­dyń­czy pozyton. Nie­ozna­czo­ność poło­że­nia atomu jest prak­tycz­nie o rząd wiel­ko­ści mniejsza niż jego rozmiar, więc daje to efekt raczej jakby rozmycia, a nie nie­uchwyt­no­ści. Oczy­wi­ście teo­re­tycz­nie istnieje praw­do­po­do­bień­stwo, że nasz atom (przed pomiarem) znajduje się w Andro­me­dzie. Ale jaka jest WARTOŚĆ tego praw­do­po­do­bień­stwa ?

    • Teresa

      To jest tak, że w świecie kwan­to­wym wszystko jest za małe, żeby zobaczyć, za szybkie, żeby zmierzyć, poszcze­gólne infor­ma­cje się roz­my­wają i w tym sensie wszystko jest nie­uchwytne. A jeśli nasz atom do tego byłby nie­lo­kalny, to może i sobie być przed pomiarem nawet na Andro­me­dzie, ale chyba nie będziemy tego nigdy wiedzieć.

  • Ezoteryk

    To w końcu jak ? Pytam się jako laik .
    Księżyc istnieje jak się na niego nie patrzy , czy go wtedy nie ma ?
    A jak go nie ma , to gdzie jest ?
    😉

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Oczy­wi­ście, że jest.

      • Ezoteryk

        A skąd wiadomo że jest , jak nikt się na niego nie patrzy ?
        🙂

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Z praw fizyki kla­sycz­nej. Jeżeli masz prze­słanki, które ten stan rzeczy potrafią podważyć, to je przed­staw. Inaczej to czcza i bez­sen­sowna dysputa.