Czytaj dalej

Dyskusje o zabarwieniu metodologicznym, z zasady prowadzą do wielu pojęciowych nieporozumień. Jedno z najczęstszych, dotyczy prób sklasyfikowania filozofii jako dziedziny nauki. Co zabawne, wbrew aspiracjom samych filozofów.

Filo­zo­fia jest próbą odpo­wie­dzi na pytanie, co jest praw­dziwe i ważne, opartą na racjo­nal­nym namyśle nad rze­czy­wi­sto­ścią i użyciu argu­men­tów, w miejsce mitu, tradycji, proroctw, oby­cza­jów, czy zwykłych prze­są­dów.

Richard Popkin

Filozofie, nie obrażaj się

Na wysyp zbul­wer­so­wa­nych głosów zwykle nie trzeba długo czekać. Mniejsi lub więksi entu­zja­ści filo­zo­fii, słysząc o moż­li­wo­ści wyrzu­ce­nia ich ulu­bio­nej dzie­dziny poza nawias nauki, o odmó­wie­niu jej przy­miotu nauko­wo­ści, odru­chowo reagują pro­te­stem. To zro­zu­miała postawa i trudno mieć ją komu­kol­wiek za złe. Kiedy zary­so­wuję przy jakiejś okazji kla­sy­fi­ka­cję nauk i bez wdawania się w szcze­góły infor­muję, że nie ma w niej miejsca na filo­zo­fię, bądź znajduje się ona gdzieś “obok” krę­go­słupa nauki; czy­tel­nik naj­wy­raź­niej zakłada, że to celowa pro­wo­ka­cja. Przty­czek w nos dla szla­chet­nej, sta­ro­żyt­nej sztuki rozważań, a nawet próba jej poni­że­nia.

Żeby zawczasu uniknąć nie­po­trzeb­nych swarów, wyja­śnijmy sobie, o co tak naprawdę w tej dyskusji chodzi. Nie ma ona na celu degra­da­cji filo­zo­fii. Jeśli widząc tytuł tego artykułu pomy­śla­łeś, że ode­bra­nie filo­zo­fii miana nauki jest rów­no­znaczne ze skla­sy­fi­ko­wa­niem jej jako pseu­do­nauki, czegoś zbędnego, fał­szy­wego, śmiesz­nego i nie­istot­nego – jesteś w błędzie. Spór o pozycję filo­zo­fii dotyczy wyłącz­nie tego, czy korzysta ona z metod typowych dla nauki, czy jednak posiada własne narzę­dzia, zakazane lub nawet obce naukow­com. Tylko tyle i aż tyle. Nie ma tu nigdzie mowy o war­to­ścio­wa­niu. Filo­zo­fia nie jest ani poniżej, ani powyżej nauki. Jest po prostu czymś innym. W obu przy­pad­kach mamy do czy­nie­nia z dzia­łal­no­ścią inte­lek­tu­alną, mającą na celu posze­rza­nie naszej wiedzy, sposobów poznania, wska­zy­wa­nie nowych hory­zon­tów myślo­wych. Filo­zo­fia i nauka czynią to jednak w nieco odmienny sposób.

Filozofia a nauka

Prenauka

Zacznę prze­kor­nie, od argu­mentu jed­no­znacz­nie łączą­cego oba te światy. Bo nawet jeśli zade­cy­du­jemy o prze­gna­niu filo­zo­fii z tery­to­rium kró­le­stwa nauki, nie da się ukryć, że to właśnie filo­zo­fom zawdzię­czamy jego naro­dziny. Chyba każdy z nas słyszał o antycz­nych filo­zo­fach przyrody, sta­ro­żyt­nych Grekach, którzy położyli fun­da­menty pod sposób naszego rozu­mo­wa­nia. Ci zacni brodaci panowie dali nam logikę, dedukcję, sporo mate­ma­tyki i kilka innych “nauko­wych” wyna­laz­ków. Zadawali mądre pytania o istotę czasu, prze­strzeni, materii i energii; czyli dokład­nie tego co w dalekiej przy­szło­ści będzie zaprzą­tało głowy Newtona, Macha, Lorentza, Ein­ste­ina i całych zastępów wielkich fizyków. W pewnym sensie mogli­by­śmy zary­zy­ko­wać stwier­dze­nie, że Tales, Anak­sy­man­der i Heraklit byli przod­kami współ­cze­snych naukow­ców, nawet swego rodzaju fizykami. Tyle tylko, że ówczesna fizyka sta­no­wiła jeszcze działkę filo­zo­fii i nie obciążał jej balast roz­bu­do­wa­nych metod, typowy dla całej dzi­siej­szej nauki.

O co chodzi w filozofii?

Z tego powodu lubię nazywać filo­zo­fię prenauką. Nie tylko dlatego, że wykieł­ko­wały z niej niemal wszyst­kie znane nam gałęzie nauki – zaczy­na­jąc od fizyki a kończąc na historii – ale również dlatego, że sam naukowy styl myślenia zawdzię­czamy właśnie filo­zo­fom. Brzmi to może zabawnie, ale sam sposób odkry­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści również musiał zostać odkryty. Logika, scep­ty­cyzm, racjo­na­lizm, empiryzm, obiek­ty­wizm i inne ‑izmy, nie towa­rzy­szyły nam przecież od zawsze. Nie dys­po­no­wał nimi pierwszy homo sapiens sapiens, który spojrzał w niebo i zapytał, po co to wszystko. Ten cenny bagaż doświad­czeń zbie­ra­li­śmy przez wieki, właśnie w formie idei filo­zo­ficz­nych, które zyski­wały popu­lar­ność i w końcu zaczy­nały żyć własnym życiem.

Filozof czy antyczny naukowiec?

W związku z powyż­szym, tym bardziej możesz się dziwić brakowi filo­zo­fii w kla­sy­fi­ka­cji nauk. Bo co to jest filo­zo­fia?

Dla większej kla­row­no­ści roz­pa­trzmy więc kon­kretny przykład: ideę atomizmu. Pojęcie atomu wydaje się obecnie na wskroś fizyczne, naukowe, potwier­dzone i dość dobrze zbadane. Pojawiło się jednak już w antyku, za sprawą Leucypya i Demo­kryta, którzy jako pierwsi stwier­dzili, że ota­cza­jąca nas materia składa się z nie­po­dziel­nych, mikro­sko­pij­nych cegiełek. Zasta­na­wia­łeś się kiedyś, z czego wynikała ta odważna hipoteza? Jakie prze­słanki pchnęły antyczny umysł na trop atomów? Kiedy Ernest Ruther­ford na początku XX wieku dowodził ist­nie­nia jądra ato­mo­wego, zrobił to na pod­sta­wie wcze­śniej prze­pro­wa­dzo­nego eks­pe­ry­mentu. Ostrze­lał cząst­kami złotą folię, zauwa­ża­jąc, że część pocisków tra­fia­ją­cych w sam środek atomów ulega nie­spo­dzie­wa­nemu odbiciu. Doświad­cze­nie pod­po­wie­działo mu, że cząstki uderzają w nie­wiel­kie, ale gęste i masywne obiekty. Jak łatwo się domyśleć, Demokryt nie posiadał apa­ra­tury ani wiedzy koniecz­nej do prze­pro­wa­dze­nia jakiej­kol­wiek próby, która uzmy­sło­wi­łaby mu ist­nie­nie atomów. Tym bardziej, nie miał on empi­rycz­nej ani mate­ma­tycz­nej podstawy pozwa­la­ją­cej na opis ich wiel­ko­ści i wła­ści­wo­ści. Filozof wysunął swoją pro­po­zy­cję, wyłącz­nie na pod­sta­wie własnych prze­my­śleń i chęci zespo­le­nia wizji budowy materii z popu­larną w owym czasie teorią o nie­zmien­no­ści bytu. Mędrzec z Abdery widział w stałych i wiecz­nych atomach pod­sta­wowy budulec świata, ele­gancki i pięknie współ­gra­jący z innymi przy­ję­tymi zasadami. Zresztą szcze­góły nie są tu istotne, grunt, że nie istniały żadne prze­słanki, jakie zado­wo­li­łyby dzisiaj prze­cięt­nego naukowca. Atom był owocem czystej, filo­zo­ficz­nej myśli.

Sposób rozu­mo­wa­nia Demo­kryta trudno byłoby nazwać naukowym, lecz nie da się ukryć, że pytania jakie sobie postawił – o to, z czego jesteśmy złożeni – nie powsty­dziłby się żaden fizyk. Usys­te­ma­ty­zo­wana metoda naukowa nie istniała ani w ogóle nie było jej w planach, ale jak widać nawet dwa tysiące lat temu człowiek wkraczał na obszar nauki. Tyle, że czynił to nie­świa­do­mie i dość pokracz­nie. Różnica między ple­mie­niem filo­zo­fów a ple­mie­niem naukow­ców, spro­wa­dza się przede wszyst­kim do faktu, że ci ostatni zostali uzbro­jeni w arsenał metody naukowej, zaś ci pierwsi… cóż, upra­wiali filo­zo­fię. Problem polega na tym, że niemal do epoki oświe­ce­nia obie sfery były niemal nie­roz­róż­nialne. To co obser­wo­walne i obiek­tywne, przez wieki sku­tecz­nie mieszano z roz­wa­ża­niami etycz­nymi, epi­ste­mo­lo­gicz­nymi i onto­lo­gicz­nymi. Pytania o sens, cel i absolut, radośnie krzy­żo­wano z typowo nauko­wymi pyta­niami o struk­turę oraz sposób dzia­ła­nia natury. Nie istniały żadne jasno wyty­czone granice, a tezy, które dziś nazwa­li­by­śmy nauko­wymi, wywo­dzono wprost z prze­sła­nek filo­zo­ficz­nych. Nie dostrze­gano potrzeby sepa­ro­wa­nia jednego od drugiego, bo przecież każdy sposób rozu­mo­wa­nia pro­wa­dził do jednego celu: lepszego zro­zu­mie­nia rze­czy­wi­sto­ści.

Nauka i metodologia pochodzą z filozofii

Ale świat poszedł do przodu. Sta­ro­żytne kró­le­stwo filo­zo­fii uległo roz­pa­dowi, a poszcze­gólne dys­cy­pliny (w tym bliska nam fizyka) zaczęły się odse­pa­ro­wy­wać i spe­cja­li­zo­wać, dryfując w swoich kie­run­kach.

Metodologiczna granica

Powtórzę tu wyraźnie: powyższe akapity nie negują zasług, aktu­al­nej wartości filo­zo­fii, ani wciąż ist­nie­ją­cej relacji między filo­zo­fią i nauką. Zresztą relacji wza­jem­nej, przy­no­szą­cej obopólne korzyści. Koope­ra­cja w nie­któ­rych miej­scach jest na tyle zaawan­so­wana, że granica dwóch światów jeszcze czeka na wykla­ro­wa­nie.

Słynny logik Bertrand Russell stwier­dził kiedyś, że nauka zajmuje się tym co wiemy, podczas gdy filo­zo­fia dotyczy tego czego nie wiemy. Zdanie to traktuję z przy­mru­że­niem oka, ale nie­wąt­pli­wie zawiera cenną wska­zówkę w poszu­ki­wa­niach różnic między nauką i filo­zo­fią. Idąc tym tropem możemy powie­dzieć, że filo­zo­fia podej­muje się roz­wią­zy­wa­nia tych pro­ble­mów, które znajdują się (tym­cza­sowo lub na zawsze) poza zasię­giem naukow­ców. Nie musimy zbyt długo roz­my­ślać, aby znaleźć całe multum tego typu dyle­ma­tów. Taka kosmo­lo­gia wyjaśni nam skąd wziął się wszech­świat i jak jest zbu­do­wany, ale milczy na temat pra­przy­czyny oraz celu jego ist­nie­nia. Biologia tłumaczy jak ewo­lu­owały i funk­cjo­nują żywe orga­ni­zmy, ale nie dotyka kwestii istoty bytu czy jego wartości. Medycyna pozwala na doko­na­nie prze­szczepu, ampu­ta­cji i aborcji, ale nie zawiera instruk­cji etycz­nych. I tak dalej.

Filozofowie znajdują się ponad właściwym rdzeniem nauki

Dywa­gu­jąc nad tego typu kwe­stiami, trudno nam pode­przeć swoje kon­cep­cje dowodami, dokonać fal­sy­fi­ka­cji, prze­pro­wa­dzić obser­wa­cję lub eks­pe­ry­ment, albo ukuć równanie mate­ma­tyczne. Tym samym odpadają wszyst­kie drogie sercom naukow­ców sposoby roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów. To właśnie metoda naukowa, wraz z całym pokaźnym inwen­ta­rzem, decyduje o tym czy nasze spe­ku­la­cje mają cha­rak­ter naukowy, czy nie. Nie chcę przez to powie­dzieć, że filo­zo­fia polega na pusz­cze­niu myśli samopas i rzucaniu luźnych pomysłów bez ładu i składu. Co to to nie, bo również filozof pozo­staje ogra­ni­czony twardymi faktami. Dzia­łal­ność filo­zo­ficzna posiada zbiór własnych metod (których nie chcę w tym miejscu dotykać), w nie­któ­rych miej­scach nawet podob­nych do nauko­wych. Jak to ładnie to ujął Alan Chalmers, filo­zo­fię otacza “horyzont będący tęsknotą za zmarłą racjo­nal­no­ścią i prawdą, a zatem także za pozo­sta­wa­niem w kręgu tego świata”. 

Nie zmienia to faktu, że granica jest dostrze­galna. Naukow­ców krępują bez­względne więzy meto­do­lo­gii badań. Więzy ciasne, ale i konieczne, gdyż trzy­ma­nie się wypra­co­wa­nych zasad nadaje naukowym docie­ka­niom konieczną dys­cy­plinę, z zasady już na starcie odsie­wa­jącą ziarno od plew. Uczony pra­cu­jący nad nowa­tor­ską hipotezą musi mieć ciągle z tyłu głowy pomysł jej prze­te­sto­wa­nia, prze­pro­wa­dze­nia odpo­wied­niego doświad­cze­nia, pomiaru bądź obser­wa­cji.

A co gdy trafiamy na zagwozdkę, przy obecnym stanie wiedzy i tech­no­lo­gii, nie­moż­liwą do roz­wią­za­nia? Musimy zdać się na filo­zo­fów. Nie­ko­niecz­nie ocze­ku­jąc od nich prze­ło­mo­wej odpo­wie­dzi. Nie­rzadko wystar­czy pra­wi­dłowe posta­wie­nie pytania, które stanie się kołem zama­cho­wym dla pracy naukow­ców.

Literatura uzupełniająca:
A. Chalmers, Czym jest to, co zwiemy nauką?, przeł. A. Chmielewski, Warszawa 1993;
K. Popper, Logika odkrycia naukowego, przeł. U. Niklas, Warszawa 2002;
Wykład Filozofia i nauka, [online: https://www.youtube.com/watch?v=bCr5UaWoFds&t=359s];
J. Friedland, Philosophy Is Not a Science, [online: www.opinionator.blogs.nytimes.com/2012/04/05/philosophy-is-not-a-science/?_r=0];
M. Ruse, Is Philosophy a Science?, [online: www.chronicle.com/blogs/brainstorm/is-philosophy-a-science/45795].
Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.